Jak uspokoić rozszalałą kobietę??

14.01.08, 16:27
Witajcie kochani. Kilka słów na mój temat. Jestem żonaty już od ponad 20 lat. Różnie było. I źle i dobrze. Niestety różnimy się charakterami. Tam gdzie ja oczekiwałem ciepła, spokoju, uśmiechu była codzienna gonitwa za kasą. Namawiałem do okazywania sobie uczuć - i tak naprawdę to musiałem ja prosić aby się do mnie przytuliła. Nie wspomnę już o seksie - stara śpiewka - daj mi spokój jestem zmęczona, miałam dyżur, będę miała dyżur ( jest lekarką - ale chyba taką, której trochę woda sodowa uderzyła do głowy - czasem do niej mówiłem - PANI DOKTOR). Mamy córkę, która jest już studentką. Wyprowadziła się z domu - i w zasadzie oczekuje tylko kasy na utrzymanie. Rozwodziliśmy się już kilka razy - w formie słownej. Obydwoje pracujemy mamy dom, jakieś tam nieruchomości. Odnoszę takie wrażenie, że to ja przyczyniłem się do powstania naszego majątku - w sensie organizacyjnym. Nie ujmuje tu nic mojej żonie - pracuje ciężko, zarabia nawet ostatnio więcej niż ja. Ponieważ prowadzę działalność gospodarczą - nie mam dochodów w postaci regularnej pensji, która "oddam" żonie. I z tego tytułu ciągłe zarzuty - ty nic nie zarabiasz - to ja muszę pracować. A tak na prawdę to jej pensja wpływała na konto a ja wydawałem rocznie mniej więcej te same pieniądze na wczasy, remont domu itd. I cały czas byłem sztorcowany - wszystko źle i niedobrze. I miarka sie przebrała... Znalazł się ktoś inny - cichy, ciepły i spokojny. Przed świętami zostałem " złapany na zdradzie" - i cóż ... złożyłem pozew o rozwód i chcę to skończyć. Trochę po cichu myślałem, że zona zostawi mi furtkę odwrotu... nie zostawiła. I zaczęła się jazda - ubliżanie mnie, mojej przyjaciółce. Dzwonienie do jej rodziców - z opowieścią jakie to dobre małżeństwo ich córka rozbija. Wysyłanie kartek świątecznych do pracy mojej przyjaciółki z epitetami pod jej adresem. I ciągłe złośliwości w moim kierunku. Decyzja już zapadła - nie wycofam się. To się musi skończyć. Każda próba rozmawiania z nią o polubownym zakończeniu przeradza się w słowną agresję z jej strony skierowaną przeciwko mnie. Wciąga w to wszystko moich rodziców ( a mają po 80 lat). Ja rozumiem, że wali sie jej świat i że nie potrafi inaczej reagować. Jak patrzę na to co ona robi i mówi zaczynam nabierać pewności, że to co robie jest właściwe i zaczynam patrzeć na nią z obrzydzeniem. DOŚĆ... DOŚĆ.... tylko jak ja zatrzymać żeby się nie ośmieszała, żeby nie zadeptała resztek ludzkiej i kobiecej godności. Nikt łącznie z jej bratem, matka nie potrafi do niej dotrzeć. Ona chce koniecznie udowadniać mnie, sobie i światu, że to ja jestem winien, i chyba chce sie mścić na mnie za swoje życie. Macie jakiś pomysł...
    • ewiku Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 16:42
      na to nie ma sposobu...sad((

      za to Ty staraj sie w miarę możliwości zachować rozsądek i spokój i chronić
      swoich rodziców i przyjaciółkę bo ona może tego nie wytrzymać i wtedy naprawdę
      zostaniesz sam...

      a co do żony to nie ma sensu jej czegokolwiek teraz tłumaczyć, ważne jest, żeby
      ona UWIERZYŁA, że cokolwiek jeszcze zrobi to już niczego nie zmieni bo Was jako
      małżeństwa już nie ma i nie będzie...
      powodzenia...smile))


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • aron95 Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 14.01.08, 17:10
        Pięknie to opisałeś ,zapomniałeś dodać że jesteś - szczęśliwy .
        Najzwyklejszy buc , dupek z Ciebie . Z chęcią doradzę ale Twojej żonie
        • trzemeszno Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 14.01.08, 17:29
          Tak naprawdę to źle jest mi z tym co sie dzieje. Czuję strach przed przyszłością
          i przed takimi ludźmi ja PAN aron95, którzy ferują wyroki na podstawie
          kilkunastu zdań napisanych w chwili wątpliwości i strachu.
          • aron95 Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 14.01.08, 21:16
            Ja nie jestem sędzią aby ferować wyroki , wygłaszam tylko swoja opinię

            Jak umiesz - postaw sie w jej sytuacji
            - a co z robisz? będąc kopnięty w dupę - jak się będziesz w tedy zachowywał, gdy
            miłość nie wygasła i odkryjesz rywala ????????
            powiem Ci
            Będziesz prosił aby znajdowała takich ludzi jak ja na swojej drodze .
            Będziesz szalał moze bardziej jak ona .
            Nie mówiąc o epitetach jakimi ją obdarzysz . itd itp

            • resztka Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 15.01.08, 09:58
              > powiem Ci
              > Będziesz prosił aby znajdowała takich ludzi jak ja na swojej drodze .
              > Będziesz szalał moze bardziej jak ona .
              > Nie mówiąc o epitetach jakimi ją obdarzysz . itd itp

              Kazdy mierzy wlasna miarka, a tylko niektorzy wysoko cenia wlasna godnosc -
              zejdz mi z drogi doradco....

            • bigjoasia Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 15.01.08, 18:06
              Zdecydowanie Popieram!!!
              • bigjoasia Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 15.01.08, 18:09
                Oczywiscie chodzi o posty arona!
          • ewiku kultura osobista... 15.01.08, 10:26
            lub jej brak widoczny jest właśnie w ekstremalnych sytuacjach jak właśnie ta
            opisana przez założyciela wątku...

            i niech każdy sam wyciągnie własne wnioski czy zdrada męża usprawiedliwia takie
            nieobliczalne zachowanie żony?


            ----------------------------------------------
            Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
            • elein Re: kultura osobista... 15.01.08, 10:41
              lubie takie dyskusjesmile

              a czy autor "zdradził bo nie miał innego wyjścia"? i jest usprawiedliwiony?
              bo, jak widać, chce wymagać od żony kultury w zapominaniu o jego zdradzie. ale
              nie chce, żeby od niego czegokolwiek ktoś wymagał smile))
              "bo on po prostu nie miał wyjścia..."



              • ewiku Re: kultura osobista... 15.01.08, 11:00
                jeżeli któreś z partnerów zdradza to znaczy, że już wczesniej związek miał
                problemy obojętnie czy widoczne czy ukryte...
                więc taka gwałtowna reakcja na zdradę potwierdza tylko istnienie tych problemów
                i świadczy o nieumiejętności radzenia sobie z emocjami i to najczęściej już o
                wiele dawniej niż sama zdrada...



                ----------------------------------------------
                Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
                • elein Re: kultura osobista... 15.01.08, 11:15
                  przecież autor napisał wyraźnie, że problemy mieli od dawien dawna, od dawna
                  darli koty i kłócili się, żona od dawna była na niego wściekła...
                  więc ją zdradził. (trochę za karę)
                  i teraz się dziwi, że żona wściekłą się jeszcze bardziej...

                  a ja się dziwię, że autor się dziwi... bo czego się spodziewał? że po wydaniu
                  się jego zdrady żon-anielica nagle przytuli go do biustu i powie "ach, misiu, to
                  moja wina ze mnie zdradziłeś. ale od teraz juz nie będziesz musiał mnie zdradzać
                  bo stopy co dzień będę ci całować z wdzięczności, że jesteś i zostajesz jednak
                  ze mną..."
                  no kurka... chyba tak zakładał... tylko za chiny podstaw do tego nie
                  zauważyłam..
                  • ewiku Re: kultura osobista... 15.01.08, 11:26
                    słusznie piszesz...smile))

                    a swoją drogą to dziwię tej jego żonie, że skoro nie było dobrze już od dawna to
                    o co ona się tak wścieka?... w sumie powinna odetchnąć z ulgą, że mąż wprawdzie
                    nie do końca po dżentelmeńsku ale zakończył ten teatr jakim było ich małżeństwo...

                    obawiam sie, że ona reaguje jak większość w naszym społeczeństwie czyli lepiej
                    udawać niż być przynajmniej w stosunku do siebie szczerym...


                    ----------------------------------------------
                    Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
                    • aron95 Re: kultura osobista... 15.01.08, 12:23
                      Jak naprawdę jest nie wiemy . Trochę przesady napewne w jego tekst się w darło .
                      Denerwuje mnie podejście zdradzaczy bo ona/on był taki owaki to ja musiałem
                      wejść do innej/mu do wyrka . Takie biedactwa .
                      Nie potrafia powiedziec prosto z mostu - Zakochałem/am się i dlatego postępuję
                      po świńsku - tylko się tłumaczą i winy szukają w zdradzanych
                      • zipka Re: kultura osobista... 16.01.08, 13:44
                        Dokładnie tak!!!
                • alex.momi Re: kultura osobista... 21.01.08, 00:10
                  ewiku napisała:

                  > jeżeli któreś z partnerów zdradza to znaczy, że już wczesniej
                  związek miał
                  > problemy obojętnie czy widoczne czy ukryte...
                  > więc taka gwałtowna reakcja na zdradę potwierdza tylko istnienie
                  tych problemów
                  > i świadczy o nieumiejętności radzenia sobie z emocjami i to
                  najczęściej już o
                  > wiele dawniej niż sama zdrada...
                  > wiesz Ewiku mam wrażenie że nigdy nie byłaś zdradzona. problemy w
                  związku?Myślę że mój mąż wmówił to swojej kochance a mnie w tym
                  czasie wmawiał że bardzo mnie kocha i nikogo nie ma.Nie czuję się
                  winna rozpadowi swojego małżeństwa i nie widziałam powodów do
                  zdrady.Teraz współczuję jego nowej wybrance trochę mi jej
                  żal.Uwielbiałam swojego męża ale dla niego to było za mało.Jeśli
                  jesteś czyjąś kochanką to przemyśl sobie wszystko,bo z Twojej
                  wypowiedzi wnioskuję że masz mało doświadczenia.Ja kiedyś zdradziłam
                  kogoś(nie męża)i po latach stwierdzam że tak naprawdę nikt nie ma
                  prawa zrobić tego drugiemu człowiekowi .To ogromny ból gdy ktoś
                  zabija twoją miłość
                  >
                  >
                  > ----------------------------------------------
                  > Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
              • trzemeszno Re: kultura osobista... 15.01.08, 13:31
                hmmm..... skąd biorą Ci się takie teksty cyt. "bo on po prostu nie miał wyjścia..."
                Chciałem i zdradziłem. Nie musiałem - CHCIAŁEM. Ale dlaczego chciałem - a to
                jest już inne pytanie.

                Czy kobieta może być jak dziecko, której sie mówi "NIE RÓB TAK JAK ROBISZ BO
                BĘDZIE BOLEĆ" - powtarza to samo wielokrotnie. I błaga się, i grozi, i
                tłumaczy, i jeździ się na terapie rodzinną, i namawia koleżanki aby jej
                wytłumaczyły że tak nie wolno.I tak 20 lat. A ona dalej robi swoje - "I ZACZYNA
                BOLEĆ". I co - i ma pretensje do partnera ŻE BOLI - jej własny brat jej mówi -
                BOLI na własną prośbę.

                Ja nie uciekam od odpowiedzialności. Wiem, że wina jest po obu stronach. I
                zaczynam rozumieć to, że moja żona skoro nie potrafiła wcześniej zrozumieć, że
                jej partner oczekuje czegoś innego niż gonitwa za prestiżem i kasą to teraz w
                jej rozumie nie mieści się to że on ma dość. I rozumiem też jej reakcję -
                nazwałem ja szaleńczą - bo taka jest. I teraz widzę, że nie mogę oczekiwać
                niczego innego po kobiecie która chyba trochę bezmyślnie niszczyła moje i swoje
                życie.


                • elein Re: kultura osobista... 15.01.08, 13:39
                  A kto Tobie KAZAł z nią tak długo być jeśli ci tak było z nią źle?
                  Jakieś zapędy masochistyczne miałeś i teraz lekko przerzucić chcesz je na
                  żonę-heterę?
                  Ona ci życie zniszczyła?? Nie ty sam decyzją tkwienia w takim układzie i
                  decyzją zdrady? Gdzie tu odpowiedzialność?
                  • trzemeszno Re: kultura osobista... 15.01.08, 14:01
                    Pisałem już o tym - ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Póki córka była w domu czułem sie
                    odpowiedzialny za dom, kobietę i dziecko. I mówiłem zonie - rozmawiajmy bo młoda
                    wyjdzie z domu, zbudujmy sobie linie porozumienia, znajdźmy wspólne
                    zainteresowania, poszukajmy znajomych. I co z tego, że mówiłem.

                    NIKT MI NIE KAZAŁ być tak długo - byłem odpowiedzialny - nawet kosztem własnego
                    "ja" i łudziłem się nadzieją, że może zrozumie, że może będzie inaczej. I NIE
                    BYŁO. ........ przepraszam........
                    • elein Re: kultura osobista... 15.01.08, 14:25
                      chodzi mi o to, że to był Twój wybór aby w tym tkwić. Nikt ci nie kazał się
                      "poświęcać"...(i wychowywać dziecko w kłótniach). Sam decydujesz o tym co Cię
                      otacza na "tak" lub na "nie". Twoj wybór=twoje koszty. Weź za to
                      odpowiedzialność, że tę część życia miałeś taką bo chciałeś w tym układzie być,
                      z własnego wyboru. To nie jest tak że "ja miałem cudowne życie a żona mi je
                      zepsuła"... mieliście takie życie jakie oboje je sobie stworzyliście. Tkwienie w
                      nawarstwiających się wzajemnych pretensjach i żalach...
                      a sposób rozwiązania problemu =zdrada, pokazuje jaką drogą szło te 20lat
                      "dbania" o związek, i "szacunek" do żony... dlaczego po prostu nie odszedłeś gdy
                      córka odeszła z domu?
                      odpowiedzialność czy wygoda?
                      I tak jak napisała Nanga poniżej, zastanów się czego chcesz i co ci w reakcjach
                      żony sprawia największą satysfakcję..

                      A co na to wszystko córka?
                      • trzemeszno Re: kultura osobista... 15.01.08, 15:10
                        Masz rację... to był mój wybór oparty na nadziei, że sie ułoży, że ona zrozumie.
                        Uważasz że moralnie uzasadnione było zostawienie tego wszystkiego 10 czy 15 lat
                        temu.Moim zdaniem - nie, choć wcale nie jestem tego taki pewien. Myślę tu o
                        córce, która "wychowywała" sie w takim powalonym domu. O jej psychice.
                        Odchodzę w 1,5 roku po tym jak córka odeszła z domu.

                        Co na to córka?
                        Byłem u niej przed świętami - poprosiłem ją aby w święta zajęła się mamą ( bo
                        jest słabsza, bo ja sobie dam radę) - moja zona skwitowała to - wyrzuciłeś
                        córkę do mnie - nie chcesz z nią rozmawiać, nie chcesz się nią zajmować. A ja
                        kierowałem sie głupią odpowiedzialnością za żonę. Teraz już wiem, że nie warto
                        sie litować. Mieszkamy w domku jednorodzinnym i proponowałem jej że do wiosny
                        zajmę się ogrzewaniem - odmówiła okrutnymi słowami. I wiem, ze nie warto jej
                        pomagać - NIGDY tego nie doceni.

                        W rozmowie młoda powiedziała, że jej zdaniem powinniśmy rozstać się już 10 lat temu.

                        Co mi w reakcjach zony sprawia satysfakcje - NIC. Na samym początku napisałem że
                        mam uczucie obrzydzenia - to nie jest tak - PRZESADZIŁEM - to było złe słowo.
                        Jestem przerażony i zniesmaczony jej zachowaniem. Czasami wychodzi z niej taki
                        dziwny elementarny i podstawowy charakter - nie chcę nazywać tego prostactwem -
                        ale coś w tym jest.

                        Generalnie to chcę aby to się już skończyło. Mieszkamy jeszcze pod jednym dachem
                        - dopiero po niedzieli będę miał mieszkanie. Chcę spać spokojnie a nie bać się
                        nocnych awantur. Chce rano się budzić wiedząc, że nikt nie wtargnie do mojego
                        pokoju i nie zapyta " A do tej kurwy już dzwoniłeś"
                        • natasza39 Re: kultura osobista... 15.01.08, 15:15

                          Zaczynam podejrzewać, że jesteś mężem jednej z piszących tutaj od
                          czasu do czasu forumeksmile
                          Podobny schemat zachowań.
                          Stali bywalcy wiedzą o kim piszę.
                          ---------------------------------------------------------------------
                          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                          jest z głupcami.
                          • trzemeszno Re: kultura osobista... 15.01.08, 15:33
                            nie..... na litość boską ..... nie
                          • elein Re: kultura osobista... 15.01.08, 15:33
                            nie lubie takich insynuacji w powietrze...

                            Ja znam taką która potraktowała męża o wiele gorzej, gdy zachciało mu się
                            wolności i nieograniczonego dostępu do kochanek po 25 latach małżeństwa.. dotąd
                            z długów wyjść facet nie może.
                            ale nie szukam jej śladów na forum.
                        • yoma Re: kultura osobista... 15.01.08, 15:21
                          Czuj duch

                          po 20 latach masz prawo do szczęścia smile
                        • elein Re: kultura osobista... 15.01.08, 15:28
                          -przejmowanie za kogoś odpowiedzialności=ubezwłasnowolnianie go,
                          (rozumiem Twoją troskę ale to żona i córka powinny decydować czy chcą razem być
                          w święta. wcześniej pisałeś, że żona zachowywała się zawsze jak dziecko - nie
                          traktuj jej jak dziecko za którego trzeba myśleć,przejmować
                          odpowiedzialność,itd, daj jej prawo do samodecydowania!)
                          -nikt nie chce litości, tym bardziej w takiej sytuacji, pomoc z litości nad
                          żoną?? grrr ochłap na pożegnanie?taki odbiór...
                          -teraz jesteś jej wrogiem nr 1 i każdą Twoją propozycję uzna za atak na siebie
                          -zdradą poruszyłeś jej najgorsze nagromadzone od lat emocje, daje im ujście.
                          -jak zejdziesz jej z oczu, może jej wściekłość przejdzie w płacz i po paru
                          miesiącach się trochę uspokoi... może.

                          może wyprowadzając się z domu, zostaw jej na stole list tak jak radzi Nanga...
        • la_persona_divorciada Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 14.01.08, 19:05
          Aronie tu widzę przejaw urażonej dumy a zamiast się wymądrzać powinieneś
          poradzić facetowi a nie obrażać go bo to co napisałeś raczej powinno być o Tobie
          a czytając to forum zauważam u ciebie że strasznie nienawidzisz słowa SZCZĘśCIE
          lub być szczęśliwym.
          • aron95 Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 14.01.08, 21:20
            A ja zauważam że piszesz i nie bardzo wiesz o czym piszesz .
            I dwa - mam wrażenie że jesteś kobietą .
        • zipka Re: Każdy zdradzacz ma gotowe tłumaczenie . 16.01.08, 13:42
          Zgadzam się. egoista i dupek, który tylko potrafi myslec o sobie. blle.
      • pieg00ska Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 17:35
        Cześć
        Będę złośliwa
        Czemu zachowałeś się jak większość facetów i najpierw przygruchałeś
        sobie tą ciepłą miłą i jakże różną od swojej zony osobę, a potem
        dopiero zdecydowałeś się ją zostawić? Wcześniej się nie chciało? Nie
        widziałeś, że wasze małżeństwo jest bez przyszłości? Bałeś się?
        Czy gdybyś nie poznał tej drugiej, tez podjąłbyś decyzję o odejściu
        od żony?
        Nie dziwię się że jest rozżalona.
        Nie pochwalam wszystkich jej zachowań, ale ją rozumiem.

        pieg00ska
        • la_persona_divorciada Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 19:09
          To jest dobra odpowiedź i dobre podejście do sprawy. Nie dziw się żonie że
          szaleje bo ją to zaskoczyło. Urażona też jest tym że to Ty składasz pozew o
          rozwód - dla niej jest to że jakaś inna KOBIETA potrafiła być LEPSZĄ od NIEJ- to
          zwykła ludzka zazdrość z nienawiścią.
          Zapraszam prywatnie na la_persona_divorciada@NOSPAM.gazeta.pl
          Mam pewne doświadczenia w podobnych sprawach.
          PS
          Jak na razie to sąd orzeknie tylko separacje a wina będzie na 80% twoja.
          • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 22:11
            Dlaczego sądzisz, że sąd orzeknie separację?? Jaki jest cel utrzymywania związku
            w którym nie ma już małoletnich dzieci i małżonkowie są samodzielni i zdrowi? I
            każde z nich może zarobić na swoje utrzymanie i utrzymywać dziecko na studiach.
            I tak na dobra sprawę rozpadły sie wszystkie więzi, które ich łączyły.

            W kwestii winy sie nie wypowiadam.
        • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 21:14
          Nie nazwał bym tego złośliwością tylko szczerością.

          Rzeczywiście zachowałem sie jak większość facetów co oznacza że jestem dokładnie taki sam jak ta większość. A tak na prawdę miało być zupełnie inaczej. Chciałem na wiosnę wyprowadzić się z domu, rozwieść się i dalej już wiecie......

          To, że małżeństwo się rozpadało to widziałem (i wiedziałem)od zawsze. Ale, tak mi się wydaje poczucie odpowiedzialności ( a może chore poczucie odpowiedzialności) za dziecko, dom, żonę nie pozwalało mi na kształtowanie życia tak jak bym chciał. Córka wyszła z domu, nie potrafiłem zadbać o poszukanie tego co nas łączy ( aczkolwiek teraz sam siebie pytam - czy to tylko ja miałem sie tym zajmować?) I stało się ....


      • natasza39 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 14:28
        Jak jest mściwa, to jej nie uspokoisz. Sam ją chyba najlepiej znasz.
        W końcu była przez 20 lat twoją żoną.
        Do tego, z racji zawodu wykonywanego jest pewnie systematyczna i
        metodyczna, więc masz bracie przechlapane.
        Scenariusz przewidywany przeze mnie:
        Jak wystąpiłeś ty o rozwód a ona się na niego nie zgodzi, to go
        najprawdopodobniej nie dostaniesz, bo w Polsce jak winny występuje o
        rozwód a niewinny się nie zgadza, to sąd rozwodu nie udzieli.
        Ewentualnie jak ona się zgodzi, to na 100% będzie orzeczona twoja
        wina.
        Kiedy taka baba odpuszcza?
        Jak okaże się, że zdychasz na jakąś bardzo brzydką chorobę w mękach
        (np. rak jakiś, albo AIDS), ewentualnie leżysz pod płotem bez
        pieniędzy porzucony przez kochankę, ewentualnie oboje zdychacie na
        w.w choroby, ewentualnie żebrzecie na dworcu w strojach kloszarda.
        Jednym słowem, brachu, masz przechlapanesmile


        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
        jest z głupcami.
        • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 14:38
          cholercia... a miało być tak pięknie smile

          • anja_pl Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:47
            elein napisała:

            > cholercia... a miało być tak pięknie smile
            >

            tylko zapomniał o tym żonie powiedzieć...
        • otara Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 14:40
          a skąd ty wzięłaś takie informacje ?? to że ktoś nie zgadza się na
          rozwód nie jest podstawą do jego nieudzielenia !!! może w ten sposób
          jedynie przedłuzyć proces , ale rozwód i tak bedzie... poza tym jak
          to winny ?? a kto mu udowodnił te wine ?? przeciez nie było sprawy ??
          wine trzeba udowodnić ....
          • natasza39 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:00

            otara napisała:

            > a skąd ty wzięłaś takie informacje ?? to że ktoś nie zgadza się na
            > rozwód nie jest podstawą do jego nieudzielenia !!! może w ten
            sposób
            > jedynie przedłuzyć proces , ale rozwód i tak bedzie... poza tym
            jak
            > to winny ?? a kto mu udowodnił te wine ?? przeciez nie było
            sprawy ??
            > wine trzeba udowodnić ....


            Mój dobry znajomy własnie takiego rozwodu nie dostał, więc DOKŁADNIE
            wiem o CZYM mówięsmile
            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
            jest z głupcami.
    • a.b1 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 17:39
      na chamstwo i prostatctwo nic nie poradzisz, chroń swoją kobiete jak
      możesz przed jej atakami...sam niestety musisz troche odcierpiec
      • phokara Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 17:57
        a.b1 napisała:

        > na chamstwo i prostatctwo nic nie poradzisz,

        Niezwykle złota myśl. Choć może przesadą jest nazywanie tego
        komentarza jakąkolwiek myślą.
        • nie_alicja Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 10:35
          pho smile
          jak fajnie, że jesteś smile))
        • a.b1 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 10:39
          phokara napisała:

          > a.b1 napisała:
          >
          > > na chamstwo i prostatctwo nic nie poradzisz,
          >
          > Niezwykle złota myśl. Choć może przesadą jest nazywanie tego
          > komentarza jakąkolwiek myślą.
          wyobraź sobie, że każdy ma prawo do własnego zdania
    • cosmopszczolka Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 18:45
      Jak patrzę na to co ona robi
      > i mówi zaczynam nabierać pewności, że to co robie jest właściwe i
      zaczynam patr
      > zeć na nią z obrzydzeniem. DOŚĆ... DOŚĆ.... tylko jak ja zatrzymać
      żeby się nie
      > ośmieszała, żeby nie zadeptała resztek ludzkiej i kobiecej
      godności.

      Wiesz, jakoś trudno mi zrozumieć Ciebie, bo o obrzydzenie przyprawia
      Cię patrzenie na żone, ktora w emocjach miota się. A czy nie było
      dla niej obrzydliwe jak Ty sie prowadzałes z przyjaciółką. Mówisz o
      resztkach kobiecej godności, a Ty gdzie zgubiłeś swoją jako męża?!.
      Nie próbuje Cie Tu oceniać, a tylko pokazać, ze zbyt łatwo i
      jednostronnie obwiniasz żone za jej zachowanie w tym momencie. A ona
      sama sobie tego na głowe nie sciągneła.

      • la_persona_divorciada Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 19:18
        Tu wina leży na pewno po obu stronach.Fakt faktem że to Ty zostałeś "przyłapany"
        a żona widocznie oprócz złości jeszcze coś więcej musiała czuć. Niestety wiem że
        nawet jeśli byś powrócił ze spósczoną głową to całe zamieszanie by się odbijało
        przez większą część waszego życia. Złożenie wniosku z jednej strony to dobry
        krok by zakończyć związek ale z drugiej strony duże wyzwanie dla ciebie abyś
        teraz usiadł i wytłumaczył żonie dlaczego tak się stało (dla mnie i wg mnie to
        jesteś jej winien takie wyjaśnienia) a czy będzie chciała to wysłuchać to inna
        już sprawa.
      • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 21:23
        Zdaję sobie sprawę z tego, że jej zachowanie nie wynikło z przesilenia
        wiosennego tylko z mojego postępowania. I jej stan psychiczny oraz reakcje są
        wynikiem tego co sie dzieje. Ja to rozumiem. I szukam metody aby ją trochę
        uspokoić. Choć po obserwacji tego co sie dzieje nabieram przekonania ze jest to
        niemożliwe. Martwi mnie tylko ta histeryczna eskalacja agresji, której ona nie
        jest w stanie kontrolować ( a może mną manipuluje???? ). Na przykład w tym
        wszystkim była na tyle logiczna aby sprawdzić u operatora komórkowego jakie
        numery telefonu posiadam - choć są to informacje poufne. Na przykład potrafiła z
        sądu wyciągnąć kopię pozwu rozwodowego tuz po jego wpłynięciu do sądu. A MOŻE
        ONA MNĄ MANIPULUJE????
    • artemisia_gentileschi Jejku jejku, biedactwo nt 14.01.08, 19:06
      • wania46 Re: Jejku jejku, biedactwo nt 14.01.08, 19:30
        Wiesz jak to sie mowi: pomyliles pieczywo z dupczywem.
    • elein obowiązki zdradzonych.. 14.01.08, 19:16
      >Znalazł się ktoś inny - cichy, ciepły i spokojny. Przed świętami
      >zostałem " złapany na zdradzie" - i cóż ... złożyłem pozew o rozwód
      >i chcę to skończyć. Trochę po cichu myślałem, że zona zostawi mi
      >furtkę odwrotu... nie zostawiła.


      zdradza się po cichu, w cieple, frustracje zostawia się w domu i dla
      domu a kochanka/kę traktuje jak oaze spokoju, czysta przyjemność...
      wszak jest się z nią/nim tylko dla tych ciepłych chwil.

      czy twoja nowa kobieta wie, że jest "zapchajdziurą" bo utrzymujesz
      znajomość z nią gdyż twoja żona nie błagała cię żebyś został, nie
      zechciała się poprawić po twojej wychowawczej zdradzie? i nie
      zechciała wrócić do ciebie zmieniając się w międzyczasie na
      lepsze "bo gdyby żona nie była taka jędza to byś jej przecież nie
      zdradził"=ewidentnie to żony wina...

      co do obrzydzenia... wiesz z jakim obrzydzeniem żona patrzy na męża
      przyłapując go na zdradzie z inną? ... a jeśli ten mąż już wcześniej
      jej ideałem nie był... jest to gigantyczny wstręt.

      ludzka i kobieca godność... zdradzacz nawołujący zdradzoną do
      godnego zachowania brzmi jak żałosna parodia
    • zemszany Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 20:24
      Drogi trzemeszno, może trochę niefortunnie, choć jednak obrazowo, zatytułowałeś swój post. Rozszalała kobieta brzmi bardzo dramatycznie i zdecydowanie negatywnie. Tymczasem jej emocjom nie ma sie co dziwić- emocjom w ogóle nie ma się co dziwić, są jakie są. Zastanów się, czego chcesz sam od swojego życia i nie mieszaj już do tego swojej byłej żony. Ona ma prawo do każdego uczucia, a uczucia zdradzonej osoby, nawet jeśli między wami nie układało się dobrze, są zawsze burzliwe. Chroń siebie i swoją przyjaciółkę, jak ci już tu doradzono, a jak to trochę wszystko opadnie, proponuję mediacje rodzinne. To nie terapia, na którą już za późno, tylko metoda na rozplątania konfliktu. Będziecie mieli szansę rozplątać to polubownie. Jak chcesz coś o tym wiedzieć więcej, daj znać, to ci napiszę. Pozdrowienia.
    • serganda Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 21:38
      Wiesz co, tutaj sa chyba same rozszalałe kobiety i kilku takich facetów...
      Po pomoc zwróć się do fachowca, a nie tutaj.

      Jestem rozwiedziona, choć nigdy nie zdradziłam, ani nie zostałam zdradzona.
      Nie potrafiłabym tak ostro napaść na kogoś, kto o sobie napisał kilka zdań.
      Te wypowiedzi świadczą raczej o tym, jak wielu rozwiedzionych forumowiczów nie
      zdaje sobie sprawy, dlaczego się rozwiedli.


      Nie wszyscy do siebie pasują i nie wszystkie zdrady są ucieczką przed problemami.

      • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 21:40
        ........dziękuję.......
      • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 21:47
        >Jestem rozwiedziona, choć nigdy nie zdradziłam, ani nie zostałam
        >zdradzona.

        to, jak już ktoś cię zdradzi, to wróc tu i powiedz jak fantastycznie
        się z tym czujesz.
        autor napisał epopeję o złej żonie skonstruowaną tak, by
        usprawiedliwić jego własną zdradę. tylko współczuć...
        czy autor wie dlaczego sam się rozwodzi? dlatego, że żona nie
        wybaczyła zdrady. gdyby tylko przymknęła oko tkwiłby dalej w
        tym 'udanym" małżenstwie. i znowu, żona okazała się winna. taki
        lajf, to zła kobieta była.
        • maza15 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 21:57

          Trzemeszno...czego oczekujesz od żony? zrozumienia?
          Domyślam się,szczęścia z przyjaciółka i świętego spokoju.
          Piszesz : "stało się",samo?
          Ty jesteś we wszystkim usprawiedliwiony,bo żle się układało i wpływu
          nie miałeś...do czasu,aż nie spotkałeś innej kobiety.
        • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 22:01
          Oj.. elein musiał Ci jakiś facet mocno dokopać - chyba go nie lubisz.

          W spawie epopei - opowiem Ci żart - Jak się rozpada małżeństwo to są winne dwie
          osoby - żona i teściowa.

          Zdaję sobie sprawę z tego, że wina jest po obu stronach. I o ile ja zdaję sobie
          z tego doskonale sprawę tak moja ( jeszcze moja ) zona nie bardzo. Dla niej to
          ja jestem wszystkiemu winien ....... bo znalazłem sobie przyjaciółkę ( nigdy nie
          zadała sobie trudu aby zapytać siebie czy ja aby czegoś nie robie źle - nawet
          wtedy gdy psycholog rodzinny tłumaczył jej że tak postępować w małżeństwie nie
          wolno, nawet wtedy gdy kobieta po przejściach tłumaczyła jej że robi źle ).

          Ja nie zamierzam się usprawiedliwiać. Tylko chcę zapytać jak zatrzymać kobietę
          która nie myśli tylko krzyczy, która ubliża mnie i mojej rodzinie.Czasem mam
          wrażenie, że chce mnie sprowokować. To że każde z nas pójdzie w swoja stronę
          jest już przesądzone. Ja nie wrócę do domu bo zobaczyłem coś na kształt
          prawdziwego oblicza mojej żony.
          • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 22:17
            daruj sobie osobiste wycieczki.

            jeśli taki jesteś zorientowany w rozkładzie winy w małżeństwie - to
            wytłumacz - dlaczego zdradziłeś, dlaczego pozwoliłeś się przyłapać,
            na co liczyłeś po odkryciu zdrady mając za sobą lata takiego a nie
            innego małżeństwa z taka a nie inna kobietą? dlaczego
            nową "ukochaną" naraziłeś na to wszystko? dlaczego nie rozwiodłeś
            się wcześniej?

            twoja żona jest teraz zranioną furią której świat się rozsypuje. a
            ty zmieniając ją na nowszy model oferujesz jej "ach,rozejdzmy się w
            zgodzie i zostańmy przyjaciółmi",
            wyjątkowo wqurwiające.

            napisz list z wyjasnieniem, z przeprosinami. może złagodnieje.
            a może dopiero gdy zejdziesz jej z pola widzenia i nie będzie miała
            punktu zaczepienia.
            • ivone7 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 22:27
              pomysl z listem...rewelacja...mialaby czas na przetrawienie..
        • ivone7 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 22:04
          a ja mysle ze mleko sie wylalo i nie ma co teraz rozpatrywac sprawy
          co by bylo gdyby....
          autor zachowal sie niestety jak wiekszosc mezczyzn czyli nie wzial
          odpowiedzialnosci na siebie..ale taki lajf wlasnie..
          trzeba teraz zastanowic sie jak ta sprawe rozegrac, aby malzonkowie
          rozstali sie w miare mozliwosci jak ludzie...
          mysle, ze Ty musisz zrezygnowac z oskarzen wobec zony..poniewaz jak
          znam zycie w jej furii wyrzucasz jaka to ona straszna, jak kariera i
          kasa przeslonily jej zycie.. itd....
          postaraj sie na jakis czas odpuscic..rozmawiac z nia
          spokojnie..starac sie nie wchodzic dalej w konflikt..
          rodzinie dziewczyny i swojej po prostu nalezy powiedziec zeby nie
          wdawala sie w dyskusje...spokoj i opanowanie z twojej strony...mozna
          poprosic o mediacje i wtedy nauczycie sie moze wreszcie
          rozmawiac...lepiej pozno niz wcale..
          • resztka Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 10:08
            "zachowal sie niestety jak wiekszosc mezczyzn czyli nie wzial odpowiedzialnosci
            na siebie."

            Kasiu... zachowojesz sie jak wiekszosc kobiet czyli mysli tylko o sobie
      • mama-zuza Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 21:52
        ja,kobieta,doskonale rozumiem rozzalenie Trzemeszna......twoja zona zachowuje sie niepowaznie.Rozumiem ze moze miec zal do ciebie i pretensje i ze moze ja to wkur.... niemilosiernie ale ona robi z siebie osobe godna pozalowania.Tez bylam zdradzona przez faceta(nie pobralismy sie) z ktorym mam dziecko(tez od dluzszego czasu nam sie nie ukladalo tzn u nas to bylo 1,5roku) dowiedzialam sie o tym przypadkowo(szperajac w jego kom).Rozstalismy sie tydzien pozniej....czulam sie pewnie podobnie do twojej zony ale nie wyprawialam takich rzeczy!!zaciskalam zeby i ryczalam w poduszke i za chiny nie dawalam po sobie poznac ze zycie sie juz dla mnie skonczylo(chociaz tak sie czulam).Oczywiscie ze mialam ochote wydzwaniac do eks i wywrzeszczec mu jakim jest kutasem tak samo do jego kochanicy ale wiedzialam ze to nic nie da......a teraz po czasie jestem z siebie dumna ze nie zrobilam z siebie ofiary i posmiewiska tak jak twoja zona teraz.Mi bardzo pomogly kolezanki i rtodzice w tym.....Mowili ze mam ryczec ale za zadne skarby nie probowac sie kontaktowac z bylym ani tym bardziej z jego"kochanka"(a tak w ogole to po 2 miesiacach sie rozstali) bo to bedzie zalosne...i caly czas mi to powtarzali.
        • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 22:02
          każdy chce mieć porządną żonę (która po zdradzie męża odchodzi bez
          słowa i daje rozwód bez orzekania winy, albo czeka że może mąż
          zechce wrócić) i każdy chce mieć porządną kochankę (która po latach
          czekania na obiecany rozwód po prostu odchodzi a nie donosi żonie
          ani nie robi tragedii jeśli się ją porzuca)
          naprawdę, każdy chce się otaczać "porządnymi" osobami, które łykają
          zniewagi i mówią "nic misiu się nie stało"...
          ale to trzeba umieć sobie takie żony i takie kochanki znaleźć, albo
          mieć szczęście na takie trafić. jak historia głosi, nie każdemu się
          fart trafia.
          żona szaleje. biorąc pod uwagę jaka była wcześniej - to na co autor
          liczył zdradzając ją? na nawrócenie na spokojną pensjonarkę? myśleć
          trzeba przed żeby nie jęczeć po.
          • ivone7 ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:09
            • maza15 Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:14
              ale,że jest po,musi zrozumieć Jego żona.
              Najwidoczniej potrzebuje czasu i kogoś,kto jej w tym pomoże.
              • ivone7 Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:17
                czyli dochodzimy do wniosku jakiegos bardziej konstruktywnego...jak
                pomoc autorowi watku...aby zona przyjela pewne fakty do wiadomosci i
                sie z nimi pogodzila...
                • elein Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:25
                  heh, myślę, że można zacząć od uświadomienia autorowi, że jego
                  zdrada to jego wybór. a nie wina żony. smile

                  jeśli to uzna, to będzie w stanie spojrzeć na żonę jako kogoś kogo
                  zdradził(podłość) i uszanuje tę część uczuć żony,
                  a nie -patrzec na nią tylko jak na wściekłą babę która "bez powodu"
                  szaleje...
                  zmienić można tylko swoje podejście do problemu, na innych ma się
                  marny wpływ, szczególnie przy nagromadzeniu tak negatywnych emocji.


                  • ivone7 Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:26
                    i tu sie z Toba zgodze...jedyne na co mamy wplyw..to na siebie..
                    • elein Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:49
                      jak autor wspomniał, wcześniej "już kilka razy rozwodzili się z
                      żoną w formie słownej" . trudno będzie żonie uwierzyć że tym razem
                      to nie tylko gadanie.
                      a każdy jakoś automatycznie łagodnieje, jeśli się mu okaże, że
                      szanuje się jego uczucia które przeżywa. tylko, czy autor potrafi
                      nawiązać z żona kontakt na takim poziomie jeśli oboje od lat się
                      nie szanowali?
            • trzemeszno Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:35
              co to jest n/t????
              • ivone7 Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:37
                skrot od na ten temat...
                • yoma Re: ale wlasnie juz jest po n/t 15.01.08, 16:31
                  skrót od no text...
              • jarkoni Re: ale wlasnie juz jest po n/t 14.01.08, 22:54
                trzemeszno, powiem Ci tylko, że zakładając to forum byłem mniej więcej w połowie
                między Twoją sytuacją (masz kogoś, jesteś z żoną, myślisz o rozwodzie) a kimś,
                kto rozwiódł się, skoro jest źle i dopiero po rozwodzie szuka kogoś..
                Ja się wyprowadziłem z domu, pozew był gotowy, rozwodu jeszcze nie było,
                znalazłem kogoś(zresztą mnie zostawiła, bo uznała, że oszukuję i pewnie nigdy
                się nie rozwiodę), a i tak tutaj na forum usłyszałem, że jednak skoro nie mam
                rozwodu, to nie mam prawa nikogo poznać i nikogo mieć..
                Ale Ty wybacz chyba trochę przeginasz, rozwodu nie masz, zdradziłeś, masz kogoś,
                oczekujesz zrozumienia żony, pewnie też dzieci.
                Mają Cię niby poklepać po ramieniu, życzyć szczęścia i jeszcze zaprzyjaźnić się
                z Twoją next?
                Raczej nie sądzę..
          • sylwiamich Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 23:48
            elein napisał(a):

            > każdy chce mieć porządną żonę (która po zdradzie męża odchodzi bez
            > słowa i daje rozwód bez orzekania winy, albo czeka że może mąż
            > zechce wrócić) i każdy chce mieć porządną kochankę (która po
            latach
            > czekania na obiecany rozwód po prostu odchodzi a nie donosi żonie
            > ani nie robi tragedii jeśli się ją porzuca)
            > naprawdę, każdy chce się otaczać "porządnymi" osobami, które
            łykają
            > zniewagi i mówią "nic misiu się nie stało"...


            Cudownesmile))Prawdziwesmile))
    • nangaparbat3 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 22:55
      Chyba niewielkie masz szanse - uspokoić.
      Możesz podjąć probę - napisać - bo przeciez jeśli zaczniecie rozmawiać, dojdzie
      tylko do nastepnej awantury - napisać z prosbą o wybaczenie. Że związku, w
      którym było Ci od dłuższego czasu źle, nie potrafiłeś rozwiązać w lepszy sposób.
      I musisz zastanowic się, czego tak naprawdę chcesz, a czego nie - byc moze daje
      Ci satysfakcje fakt, ze kobieta, przez ktorą tyle sie wycierpiałes w zwiazku,
      cierpi teraz z Twego powodu? Jeśli tak, to nic nie poradzisz. Jeśli jednak jest
      Ci przykro, ze zadałeś jej tyle bolu (bo zadałeś, i dlatego ona robi to
      wszystko), spróbuj przeprosic.
      Wydaje mi się, ze innej drogi nie ma, poza tą odwieczną - czasem.
      • jarkoni Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 23:02
        Nango, chyba równolegle pisaliśmy swoje mini elaboraty, ale zgadzam się z Tobą..
        Starałem się być trochę delikatniejszy
        • nangaparbat3 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 14.01.08, 23:58
          jarkoni napisał:

          > Nango, chyba równolegle pisaliśmy swoje mini elaboraty, ale zgadzam się z Tobą.
          > .
          > Starałem się być trochę delikatniejszy

          Ranyboskieświęte, a mnie się zdawało, ze ja taka delikatna jestem!
          • aron95 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 10:10
            nangaparbat3 napisała:


            >
            > Ranyboskieświęte, a mnie się zdawało, ze ja taka delikatna jestem!


            Znowu na brutala wyszedłem
            >
    • sadaga Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 11:23
      Rozumiem Twoją żonę, może tym bardziej ze sama zostałam zdradzona.
      Co prawda przykre jest, ze żona aż tak daje sie ponieść emocjom
      (pewnie będzie tego żałowała), ale każdy radzi sobie z bólem na swój
      sposób. jedni "szaleją", inni potrafią zachować tzw. formę. musisz
      jednak wiedzieć ze zdrada naprawdę boli, tym bardziej że dokonuje
      jej najbliższa osoba. dla mnie nie można usprawiedliwiać własnej
      zdrady tym ze w związku sie nie układa. zawsze można odejść - to
      byłoby uczciwe. I szczerze mówiac nie rozumiem dlaczego nie
      zachowałeś własciwej kolejności - najpierw rozstanie potem inny
      zwiazek. byłoby to uczciwe nie tylko wobec żony ale i wobec siebie
      samego oraz przyszłej partnerki. i relacje z żoną miałbyś na pewno
      inne. nie atakuj żony, daj jej czas na pozbieranie sie. może
      faktycznie do niej napisz.
      widzisz prawdopodobne jest ze żona czuje do ciebie obrzydzenie,
      nienawiść i ma inne negatywne uczucia. ona musi przerobić to co sie
      stało. nie jest to łatwe.
    • z_mazur Coś chyba w tym jest... 15.01.08, 12:18
      ...rozbawiła mnie rozpiętość reakcji na post Trzemeszno.
      Od zupełnego potępienia i inwektyw, przez delikatne strofowanie, do
      wręcz poparcia.
      Chyba rzeczywiście wiele jest prawdy w tym, że właśnie reakcja
      każdej z osób sporo mówi o niej samej i o uporządkowaniu emocji
      związanych z rozpadem małżeństwa.
      W tym wątku widać to bardzo wyraźnie. smile))
      • elein Re: Coś chyba w tym jest... 15.01.08, 12:50
        Nadinterpretujesz. Zawsze najbardziej chodliwymi tematami były te o zdradzie i
        manipulacji około niej głównych zainteresowanych. Tomy książek na ten temat
        stworzono i miliony filmów nakręcono.
        • z_mazur Re: Coś chyba w tym jest... 15.01.08, 12:54
          Ale mnie nie chodzi o sam fakt reakcji, tylko o emocjonalność
          niektórych.
          Właśnie dlatego, że przecież zdrada sama w sobie nie jest niczym
          niezwykłym, a już szczególnie na tym forum, a tu taka paleta emocji
          i reakcji. Może dobrze by było żeby każdy przyjrzał się swojemu
          postowi, reakcji i zastanowił się, dlaczego była taka jaka była. smile
          • elein Re: Coś chyba w tym jest... 15.01.08, 13:02
            A ja proponuję, żeby każdy przyjrzał się swojej interpretacji wypowiedzi innych
            w tym temacie i zastanowił się dlaczego przypisuje im jakąś wyjątkową
            emocjonalność.smile
            • z_mazur Re: Coś chyba w tym jest... 15.01.08, 13:18
              Po przyjrzeniu się i poddaniu tego analizie doszedłem do wniosku, że
              popycha mnie do tego pycha i poczucie wyższości wynikające z
              przekonania o własnym cieżko wypracowanym dystansie do kwestii
              zdrady. smile))))))
              • elein Re: Coś chyba w tym jest... 15.01.08, 13:19
                i to jest dobra odpowiedź ! popieram, hahaha smile))))
      • nangaparbat3 Naprawdę coś w tym jest 15.01.08, 14:41
        I nie myslę wcale o tym konkretnym watku, ale czasem spotykam sie na forach -
        róznych - z tak silnymi negatywnymi reakcjami, ze trudno mi pojąć, o co
        właściwie chodzi.
        Czasem sobie myślę, ze takie zbiorowe ataki wsciekłości, kiedy miały miejsce w
        realu, prowadziły do linczow, pogromow, ukamienowań. Boje sie ich, też dlatego,
        ze widać czesto, jak niewiele wspólnego ma faktyczna wina "sprawców" z
        rozpetanymi emocjami.
        • z_mazur Re: Naprawdę coś w tym jest 15.01.08, 14:46
          Po prostu oceniamy rzeczywistość przez pryzmat własnych doświadczeń
          i stosunek emocjonalny do tych doświadczeń.
          • nangaparbat3 Re: Naprawdę coś w tym jest 15.01.08, 16:09
            z_mazur napisał:

            > Po prostu oceniamy rzeczywistość przez pryzmat własnych doświadczeń
            > i stosunek emocjonalny do tych doświadczeń.
            >
            a mnie się zdaje, ze to bardziej złozone. Że uruchamiaja się w nas pokłady
            strachu i złości do których swiadomie nie mamy dostępu, dlatego kiedy wyłażą,
            panuja nad nami.
            • z_mazur Re: Naprawdę coś w tym jest 15.01.08, 16:18
              Najgorsze są rzeczywiście nieuświadomione negatywne emocje.
              Dlatego radziłem innym przyjrzec się swoim reakcjom w postach i zastanowic się co je wywołało. Czy aby na pewno historia autora wątku...?
    • zielona_ropucha Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 18:34
      Poszukaj winy w sobie, przeproś żonę i nie krzywdź juz nikogo więcej.
      Musiała Cię bardzo kochać i musiałeś jej dać nieźle popalić,że tak
      reaguje...ja płakałam w poduszkę..nie kazdy ma odwagę mówić głośno o
      swojej krzywdzie...może to i złe,co robi ale przynajmniej prawdziwe.
      Mam wrażenie,że jesteś tchórzem.Mylę się?
      • nangaparbat3 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 20:59
        Nie musiała bardzo kochać. Miłość czesto mylimy z poczuciem własności, ból
        zdrady to często tylko zraniona ambicja. Różnie bywa.
        • zielona_ropucha Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 21:13
          Zaczynam się gubic...to znaczy w definicji miłości...jak kochamy
          kogoś to kochamy też siebie a zdrada to uderzenie w nasze ja,co ja
          pisze,uderzenie...to oplucie tegoż,mam wrażenie ,że chcąc być
          sprawiedliwymi dla wszystkich przestajemy być sprawiedliwymi dla
          siebie.Jeżeli nie kochała to inaczej jak to
          nazwać...uzaleznieniem,chorobą,niewolą?
          Z psychologicznego punktu widzenia pewnie tak,ale z czysto
          ludzkiego,prostego,bez psychoanalizy?
          • nangaparbat3 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:12
            Ropuszko, ja po prostu nie wiem.
            jeden kocha, inny jest uzalezniony, jeszcze innemu wydaje się, ze jest
            włascicielem. Jeden cierpi, bo go oszukano, inny, bo ktoś pragnął nie jego,
            jeszcze inny ze wszystkich tych powodów razem wziętych i jeszcze pięćdziesieciu
            innych jednocześnie.
            Chciałam tylko napisać, że bezsporne cierpienie spowodowane zdradą wcale nie
            musi byc skutkiem miłości odczuwanej wobec osoby, która nas zdradziła.
      • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 21:33
        Ok, poszukam winy w sobie.... tylko po co?? Mogę ja tez przeprosić
        jeżeli ona wycofa swoje żądania majatkowe wobec mnie - "dam Ci
        rozwód jak oddasz mi 3/4 majatku". Mówisz o odwadze... raczej widzę
        w niej próbę dowalenia mi a nie pokazania jaką jest skrzywdzoną.
        Może jest i odważna ... ale do czego zmierza postępując w ten
        sposób?? Do pogodzenia się?? Do rozpieprzenia wszystkiego co nas
        kiedykolwiek łączyło? Ktoś w tym wątku napisał, że postępował
        podobnie i dzis tego żałuje. Ja rozumiem że ona nie mysli tylko
        działa kierowana podstawowymi emocjami ... zabic i dokopać.

        Dla Ciebie mogę być nawet dupkiem i tchórzem..... ale zastanów się
        kogo oceniasz - mnie czy siebie???
        • maza15 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 21:41
          Nie widzisz sensu w przyznaniu się do winy,stawiasz warunki...nadal
          uważam,że chcesz świętego spokoju,nie zależy Ci na dogadaniu sie z
          żoną.Widzisz tylko swoja krzywdę.
        • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 21:46
          przeprosisz ją za zdradę...jeśli ona nie będzie chciała większej
          części majątku...
          żona była zla..i dalej jest ta najgorsza. możesz na jej tle być tym
          cichym-dobrym0wrażliwym-uczciwym-niezachłannym-wybaczającym itd...

          cóż, albo jednak pójdziesz po rozum do głowy albo wróżę Wam długi i
          kosztowny rozwód..

          > Dla Ciebie mogę być nawet dupkiem i tchórzem..... ale zastanów się
          > kogo oceniasz - mnie czy siebie???


          a konkretnie do czego była ta wycieczka? bo jeśli to kierunek
          myślowy "ktoś mnie krytykuje więc to on musi być zły i trzeba mu
          oddać", to ja zacznę myśleć, ze ty się najnormalniej lubisz kłócić.
          Tylko zamiłowanie żony w tym samym kierunku cie przerosło i
          umiejscowiło się tam gdzie Tobie nie pasuje.


        • zielona_ropucha Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 21:49
          Nie napisałam,że jestes dupkiem,ale tchórzem.
          Ja też jestem tchórzem...powinnam tak jak Twoja żona pokazać
          wszystkim,że cierpię,bo to jest cierpienie.Nie łatwo jest być
          człowiekiem w swiecie takim jak dzisiaj,takim
          obcym,poukładanym,prawidłowym...i mieć "gdzieś" cały swiat,bo on się
          jej właśnie zawalił,przez Ciebie...znasz takie słowo...uczciwość?
          Twoja żona pokazuje,że jest człowiekiem,słabym może ale czujacym.

          • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:04
            Faceta można rozjuszyć nazywając go tchórzem. I Tobie się to udało.
            A ja zareagowałem jak rozjuszony facet... i przepraszam - BO WIEM ZA
            CO.
            Nie jesteście obok mnie - nie słyszycie rozmów, nie widzicie gestów
            i grymasów na twarzy.
            Ja proszę ją aby zrozumiała, że ten związek się skończył i proszę ją
            aby nie ciągnąć męczarni rozwodu. Ona odpowiada "tak chcesz bo ta
            kurwa na ciebie czeka" - zakrywam oczy rękoma aby nie widzieć
            grymasu jej twarzy, który mówi "zabić". Ja ponawiam prośbę - ona
            odpowiada, że jak mi oddasz 3/4 majatku to zgodzę się na rozwód bez
            orzekania( ale tylko mówi - a jak postąpi??). Jak pytam czy to jej
            zdaniem sprawiedliwe - to odpowiada - chcesz okraść mnie i moją
            córkę.
            Gdzieś wyczytałem (może na tym forum), że w takiej sytuacji jakiej
            jest moje małżeństwo to sposób zachowania osoby zdradzonej(nie mówię
            kobiety - OSOBY ZDRADZONEJ!!) ma decydujący wpływ na rozwój
            sytuacji. To ona powinna dać mozliwość powrotu. Ale do tego trzeba
            być myślącym i inteligentnym. Nie oceniam swojej żony - ale wiem, że
            taka możliwość nie była mi dana. Furia i agresja - je już nie chcę
            wracać. I liczę już dni i godziny do momentu kiedy będę mógł się
            wyprowadzić.
            Wbrew temu co niektórzy tu piszą ja rozumiem reakcję mojej żony -
            ale się z nią nie zgadzam. Rozumiem, że można wpaść w furię - ale na
            dzień, dwa no może tydzień. Jeżeli trwa to dłużej - to co to
            oznacza??
            • maza15 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:22
              trzemeszno napisał:
              Gdzieś wyczytałem (może na tym forum), że w takiej sytuacji jakiej
              > jest moje małżeństwo to sposób zachowania osoby zdradzonej(nie
              mówię
              > kobiety - OSOBY ZDRADZONEJ!!) ma decydujący wpływ na rozwój
              > sytuacji. To ona powinna dać mozliwość powrotu. Ale do tego trzeba
              > być myślącym i inteligentnym. Nie oceniam swojej żony - ale wiem,
              że
              > taka możliwość nie była mi dana. Furia i agresja - je już nie chcę
              > wracać. I liczę już dni i godziny do momentu kiedy będę mógł się
              > wyprowadzić.
              >

              I znowu wychodzi z Ciebie żal,za nie danie szansy powrotu...
            • anja_pl Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:27
              trzemeszno napisał:

              [ciach]

              > Gdzieś wyczytałem (może na tym forum), że w takiej sytuacji jakiej
              > jest moje małżeństwo to sposób zachowania osoby zdradzonej(nie
              mówię
              > kobiety - OSOBY ZDRADZONEJ!!) ma decydujący wpływ na rozwój
              > sytuacji. To ona powinna dać mozliwość powrotu. Ale do tego trzeba
              > być myślącym i inteligentnym.

              [ciach]

              CO ???????????
              POWINNA ??????????

              komu?
              zdrajcy?
              sorry, ale to nie ta bajka....

              a może jest za mało "inteligentna i myśląca"....
              biedaczyno, z kim się to ożeniłeś...

              dobrze, bo może tym razem "inteligentna i myśląca" ci się trafiła,
              a że mogłaby być twoją córką...
              • nangaparbat3 Anja, złotko, spokojnie 15.01.08, 23:38
                Myślę, ze "powinna", jeśli chce, by zwiazek przetrwał mimo zdrady. Ale może nie
                chcieć.
                • aron95 Re: Anja, złotko, spokojnie 16.01.08, 09:36
                  Nie da rady - halny wieje
              • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:53
                Myślę aniu, że mogła by być Twoją mamą..............
                • anja_pl Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 00:58
                  myślę, że mimo wszystko, twój nowszy model nie jest aż tak stary...
                  ale się ubawiłam ...
            • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:33
              > Gdzieś wyczytałem (może na tym forum), że w takiej sytuacji jakiej
              > jest moje małżeństwo to sposób zachowania osoby zdradzonej(nie
              mówię
              > kobiety - OSOBY ZDRADZONEJ!!) ma decydujący wpływ na rozwój
              > sytuacji. To ona powinna dać mozliwość powrotu. Ale do tego trzeba
              > być myślącym i inteligentnym.


              ona może ale nie musi. żadne POWINNA.
              a sam siebie uważasz za myslącego i inteligentnego -w
              przeciwieństwie do zony??

              nie zamierzasz przeprosic jej za zdrade, niby na co liczysz?
              masz ją gdzies i pokazujesz jej to. i zapewne m.in dlatego tak jest
              wqurzona.
              ona powinna, ona powinna, ona powinna... nie, ona tobie nie zamierza
              być winna. tak jak i ty jej.
              masz ją za tę najgorszą, a siebie za niewinnego, ona ciebie vice
              versa,

              wyprowadz się(hoteli u was nie ma jak tak ci strasznie w domu?),
              rozwod i podział majątku zalatwcie przez adwokatow|(żadne kasy nie
              odpuści) i wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! życzę
              tworzenia mniej toksycznych układów w przyszłości.

              • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:50
                Masz rację - nie powinna tylko może ( bardzo istotna różnica!!!). A
                skoro nie chce to do czego prowadzi??

                Momentami mam wrażenie, że niektóre z Was (myślę tu o kobietach)
                stawały w identyczmej sytuacji. I teraz możecie sobie na mnie
                wywalić swoje emocje i swoją furię. Proszę bardzo.... oglądam taką
                furię codziennie......

                A w sumie takie rozładowanie swoich niepowodzeń i napięć w
                internecie jest wspaniałą metodą - nikt na tym nie cierpi. Wszyscy
                jesteśmy anonimowi. Zawsze można - pstryk.... i już.....

                A z dugiej strony - znalazłem tu odpowiedź na kilka pytań które mnie
                dręczyły i chyba troszkę więcej rozumiem to co dzieje się w mojej
                żonie.







                • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 00:03
                  Po raz drugi twierdzę- jesteś kłótliwy, nie przyznajesz sie do
                  swoich błędów, zwalasz winę na innych, atakujesz tych którzy cię
                  skrytykują,
                  zapewne napierdalaliście się z żoną od lat i weszło Ci to w krew.
                  Jeśli tak prowadzisz rozmowy z zoną to lepiej ich zaprzestań bo
                  tylko pogarszasz i tak dramatyczne stosunki między wami.

                  i nie graj jedynej ofiary.

                  jak dorośniesz do tego dlaczego żone należy przeprosić za zdradę to
                  odkryjesz pierwszy krok do dojrzałości.
                  Ale wcale dorastać nie musisz. Wybierasz sam życiowe standardy.
                  • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 00:22
                    Rozumiem, że czynisz mnie jedynym odpowiedzialnym za upadek mojego
                    związku. Cóż - a jakbyś postawiłą pytanie - jaką widzę swoją winę?

                    Na pewno bym odpowiedział - bo wiem jaka ona jest.

                    Ale po co stawiać pytania - no po co?

                    Napier.....ać faceta bo zdradził - no fiucie jeden zdradziłeś i
                    jesteś winny!!!

                    Przepraszaj bo zdradziłeś.

                    Przepraszaj bo chcesz żyć inaczej niż PANI DOKTÓR ci nakazuje.

                    Tak sobie to wyobrażasz???

                    Ja wiem za co powinienem ją przeprosić - ale żebym to zrobił ona
                    musi opanować swoją furię - inaczej nie zrozumie o czym chcę jej
                    powiedzieć. I mam dość poważne obawy, że nigdy to nie nastąpi.
                    • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 00:55
                      i znowu pokazałeś jak złe zdanie masz o zonie, kobietach w ogole i
                      jak masz za nic uczucia zdradzonej przez ciebie osoby... twoje
                      ciągłe warunki.. ona musi, on powinna ona to ona tamto...a ty
                      zrobisz coś dopiero jesli ona najpierw... nie chcesz porozumienia.
                      prowadzicie oboje wojnę. oboje.
                      zdrada to nie błahostka. to ruina związku. a ty twierdzisz -to zona
                      powinna!... niech nie stawia żądań finansowych to ją przeproszę! ...

                      zdradziłeś. złożyłeś pozew o rozwód. obraziłeś się na zonę że nie
                      prosiła cię o zostanie, nie ukorzyła się przed tobą byś poczuł się
                      ważny... i wkurzasz sę, że żona szaleje...bo tobie to nie
                      odpowiada... wiecznie grasz cierpiętnika uciśnionego przez straszną
                      panią doktór... pewnie jest mało przyjemna, ale każdym nowym
                      postem pokazujesz, że jesteście siebie warci, tacy sami.

                      jeśli nie uważasz, że za zdradę należy osobę zdradzoną przeprosić to
                      o czym my rozmawiamy? wiele małżenstw przetrwało dlatego, że
                      zdradzający przeprosił bo zrozumiał jaką krzywdę wyrządził zdradą.
                      i otworzył tym drzwi do porozumienia z osobą zdradzoną. ale przecież
                      ty wcale nie uważasz ze źle zrobiłeś...arogancja. tobie tylko nie
                      pasuje że zona taka wrzaskliwa, działa nieobliczalnie i psuje ci
                      dotychczasowe status quo... i może być problem się jej lekko pozbyć.

                      jak tak bardzo nie chcesz zyć pod dyktando znienawidzonej pani
                      doktor... to przecież droga wolna. od zawsze była wolna. nikt
                      oprócz ciebie samego jej nie zamknął.

                      a zejście żonie z oczu na pewno złagodzi stopień jej "rozszalenia",
                      przynajmniej poranny.

                      temat chyba się wyczerpał.
                      przypuszczam, że zrozumiesz o czym usiłowałam ci powiedzieć, mniej
                      więcej wtedy kiedy twoja żona odpuści ci na dobre...
                      tylko wtedy dla Was będzie juz za późno na cokolwiek.
                      • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 01:46
                        To nie jest tak. Ja dokładnie rozumiem co chcesz mi przekazać. Z
                        tym, że w Twoim rozumowaniu jest jedna nieścisłość.

                        Ja nie chcę wracać.

                        Całe te dywagacje o przepraszaniu o winie pojawiły się tak na boku
                        mojego pytania - jak uspokoić rozjuszoną kobietę? Teraz już wiem, że
                        to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

                        Cała dyskusja która się przetoczyła przez ten wątek dała mi
                        możliwość innego spojrzenia na to co się dzieje w moim związku.

                        Sądzę, że Twoje rozumowanie oparte jest o założenie, że facet
                        zdradził, chce przeprosić i wrócić. Zdradziłem, wiem że powinienem
                        przeprosić - ale jeszcze raz podkreślę to że osoba przepraszana musi
                        zrozumieć co się do niej mówi - a mam wrażenie że nie zrozumie. Aby
                        zrozumiałą muszą ostygnąć emocje a wtedy tak jak napisałaś może być
                        już za późno - c'est la vie.

                        Jest mi jej żal, jest mi smutno, że musi przez to przechodzić.

                        Ja już nie wrócę.

                        I myślę, że moja żona nigdy mi nie odpuści tego że ją zostawiłem.
                        Taki typ... taki człowiek. Trochę się tego boję...

                        Ja wcale nie jestem pewien, że dalej życie usłane będzie różami.
                        Mam obok siebie wspaniałą przyjaciółkę - i wiem, że przed nami jest
                        jeszcze daleka droga do stabilizacji.

                        Czasem zadaję sobie pytanie dlaczego z przyjaciółką chcę rozmawiać,
                        kocham rozmawiać a nie potrafiłem, nie umiałem ze swoją żoną.

                        Widzisz, moja przyjaciółka czyta to forum i rozmawiamy o tym, zaś
                        moja żona jak ją znam stwierdziła by - po co zadajesz się z
                        kobietami które nie potrafiły utrzymać swojego małżeństwa.

                        Dlaczego tak mówię. Bo znajomość z moją przyjaciółką od tego się
                        zaczeła - to ona kilka lat temu próbowała na moją prośbę pomóc
                        naszemu małżeństwu. I co usłyszłem - taka kobieta (przyjaciółka jest
                        rozwódką ) która nie umiała utrzymać swojego małżeństwa będzie mnie
                        uczyć jak mam postępować.

                        I nie mów mi proszę, że jestem arogancki. Nie jestem - tylko czasem
                        gubię się w tym co się wokół mnie dzieje - presja wywarta na mnie
                        powoduje, że się odgryzam. Ja wiem, że to niezgodna z nauką
                        katolicką... ale nigdy do kościoła nie chodziłem.


                        Myślę, że tego typu forum ma jedną ułomnośc - nie zawsze słowami
                        daje się wyrazić intencje. Czasami widzę to, że czytający to co
                        napisałem odczytują moje intencje zupełnie odwrotnie.
                        • elein zdrada z przyjaciółką która miała naprawiać żonę.. 16.01.08, 10:17
                          czyli najpierw wprowadziłeś jakąś kobietę jako "fachowca" w problemy twoje i
                          zony, opowiedziałeś jaka ta zona okropna, przedstawiłeś tę kobietę żonie jako
                          kogoś nadzwyczaj mądrego kto ją nauczy jak ma żona się zachowywać w małżeństwie...
                          a potem właśnie z tą kobietą zdradziłeś żonę...
                          (jesli to psycholog/lekarz to postąpiła co najmniej nieprofesjonalnie, jeśli to
                          nie lekarz to zastanawiam się dlaczego obcymi kobietami posługiwałeś się w
                          "naprawianiu" żony...dziwnie ją traktowałeś...)
                          niezły policzek wymierzyłeś żonce...

                          zastanawiałam się cały czas, dlaczego przez cały wątek prawie nic nie mówisz o
                          kochance... teraz już wiem, twoja szczerość i spontaniczność jest ograniczona
                          wiedzą, że kochanka czyta to forum.

                          ale stawianie jej jako "tej idealnej" bo czyta to forum - w porównaniu z "tą
                          beznadziejną" żoną która ma "na pewno" uprzedzenia do rozwódek i by tu nie
                          zajrzała... to naprawdę przesada. obawiam się, że teraz żona rozwódek nie
                          pokocha, bo jedna z nich twoim oszustwem rozbija właśnie jej małżeństwo.

                          co do twojego potencjalnego powrotu(a raczej zostania w domu) i przepraszania w
                          związku z tym... sam napisałeś, że myślałeś, iż żona przełknie zdradę i będzie
                          po staremu.. nie przełknęła więc się rozwodzisz. ale abstrahując od chęci
                          zostania- drugi wątek żartobliwy który załozyłam o kulturalnym zdradzaniu jest
                          tylko pół-żartem.. człowiek kulturalny, myślący, przeprasza za świństwa które
                          zdarzyło mu się uczynić drugiemu człowiekowi. bez względu na to czy ma w tym
                          jakiś interes czy nie. niestety zarzucasz żonie to na co sam cierpisz.
                          upokarzasz ją oburzając się równocześnie ze ona upokarza ciebie.
                          ale jakoś to do ciebie dotrzeć nie może. przyświeca ci teraz cel- pozbyć się
                          żony tanio i bez nadmiernych problemów,zamknąć jej usta, ograniczyć żądania. i
                          ona doskonale to wyczuwa. po 20 latach zamiennych ról ofiara-kat. wepchnie cię
                          zapewne swoją furią w ramiona kochanki i spod jednej kurateli przejdziesz miękko
                          pod drugą. taki lajf. może nawet będziesz baardzo szczęśliwy, kto wie.





                  • zipka Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 13:48
                    Zachowanie twojej zony to walka o ciebie, o wasz związek, ona inaczej nie
                    potrafi, przeciez nie będzie cie blaGAC NA KOLANACH. Ona rządzi w waszym zwiazku
                    , wiec nie padnie ci do stop. a ty jestes typowym slabym samcem, dzieje sie cos
                    zle, to sie znajduje cicha dupe na boku i zostawia zone. jestes oblesny i
                    jeszcze zycie sie na tobie zemsci.
          • cichutkaola Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:19
            Nie jestem przekonana czy to co robi żona Trzemeszna jest
            cierpieniem czy może urażoną dumą, wyrachowaniem, chęcią pokazania
            otoczeniu kto jest tym złym. Sama byłam żoną zdradzoną. Jestem po
            rozwodzie, i cierpiałam .... i świat mi się zawalił więc wiem co to
            znaczy cierpieć. Ale wg mnie cierpienie wyraża się zdecydownie
            inaczej niż agresją. Rozpacz była straszna ale nie atakowałam
            wszystkich dookoła.W pierwszym odruchu chciałam wiedzieć z kim ona
            jest i w czym jest lepsza ode mnie (urażona kobieca duma) a tak
            naprawdę to nie jest ważne z kim zdradził tylko dlaczego.
            Zastanawiałam się gdzie popełniłam błąd, dlaczego tak się stało.
            Niestety wszyscy popełniamy błędy, zatracamy się w pędzie zycia
            codziennego zapominając o takich przyziemnych sprawach jak rozmowa,
            przytulenie, zwykłej czułości (oboje o tym zapomnieliśmy) i w
            efekcie było za późno. Wina leży zawsze po obu stronach i problem
            polega na tym aby obie strony zdały sobie z tego sprawę. Człowiek
            jest istotą myślącą, natomiast agresja nie jest podstawą
            człowieczeństa. A uczciwość?.. tak do końca nikt z nas nie jest
            uczciwy, bo każdy na swój sposób jest w większym lub mniejszym
            stopniu egoistą i naciąga tę uczciwość w swoją stronę.
            A w naszym świecie.... rzadkie są przypadki totalnej uczciwości,
            szacunku itd. Coraz mniej ludzi rozumie lub chce zrozumieć, raczej
            goni za sensacją i powodem do plotek ...przecież tak łatwo jest
            oceniać innych a trudno siebie...
            • nangaparbat3 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:43
              Agresja jak najbardziej moze byc wyrazem bólu. Jedni reagują tak, inni inaczej.
              Nie znamy zony Trzemeszna, nie znamy jej historii, trudno byc jasnowidzem i
              powiedzieć, o co naprawdę chodzi. ale nawet jesli to tylko urażona duma - trudno
              sie dziwic.
              I jeszcze jedno - agresja jest częścia naszego człowieczeństwa, bez nas by jej
              nie było.
              I to mówie ja, Agresywna Nanga.
        • phokara Słuchaj no Pan... 15.01.08, 21:51
          Mnie tam nie interesuje szukanie winy, bo ta nigdy swiata nie
          zbawiła i nic dobrego nikomu międlona w kółko nie dała, więc to
          możesz sobie odpuścić. Pozostaje jeszcze kwestia dojrzałości. Ona
          wiele zjawisk rozświetla, a Ty jakoś nie jawisz się tu jako
          mężczyzna dojrzały... do zmian, czyli tak naprawdę budowania
          sensownego, nowego związku, że tak w intencji nexi pojadę.
          "Rozszalała kobieta" (obrzydliwe określenie na żonę) to się kiedyś
          uspokoi SAMA. Pomogą jej w tym jacyś ludzie zapewne, ale raczej nie
          Ty, cud by sie musiał zdarzyć.
          Chce Ci napisać jedno. To, co się dzieje to CENA jaką musisz
          zapłacić. I nie ma innej opcji. CENA. Cos za coś. Owszem, mogłeś w
          tym wszystkim faktycznie trafić na żonę-wydrę, co Ci zepsuje resztkę
          wątroby, no ale w końcu kto ją sobie wziął za żonę? Ty. Kto ją
          rozwścieczył? Ty. Kto chce w tym układzie zmiany? Ty.
          To płać.
          Nikt Ci tu nie powie, jak uspokoić 'rozszalałą kobietę', bo nie ma
          na to uniwersalnego lekarstwa. Kobiety są różne i szaleją z różnych
          powodów. Nie ma lekko. I nie ma reguł.
        • nangaparbat3 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:21
          >>>Mogę ja tez przeprosić
          jeżeli ona wycofa swoje żądania majatkowe wobec mnie

          Proszę, nie przepraszaj - przepraszanie ma sens tylko wtedy, kiedy mamy pojecie,
          o czym mówimy. Ty nie masz.
          Głęboko w dupie masz swoją żonę i chcesz się jej po prostu pozbyć - albo od niej
          uwolnić. Przypuszczam, ze ona tak naprawdę ma w dupie Ciebie - ale chce Ci
          dokopać, bo uraziłeś ją, zraniłeś, oszukałeś.
          Żadne z Was ani przez chwile nie probuje zastanowić się, co przeżywa to drugie.
          Tak pewnie bylo przez całe lata Waszego małżeństwa. Uważasz, ze z nową kobietą u
          boku zmienisz sie w empatycznego dojrzałego mężczyznę, umiejacego szanować
          uczucia i dbać o nie? Oby.

          Mam wrażenie, ze Ty i żona jesteście siebie godni, i tyle.
          • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:26
            i pod tym złożę pełny podpis.
    • cayetan Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 21:55
      po prostu żyj chłopie, bo sie spalisz, zamęczysz i po jaką Ci to
      cholerę?
    • maza15 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:00
      trzemeszno napisał:
      . Trochę po cichu myślałem, że zona zostawi mi furtkę odwrotu.
      > .. nie zostawiła. I zaczęła się jazda - ubliżanie mnie, mojej
      przyjaciółce.

      A może z powodu tej zamkniętej furtki Ty szalejesz i prowokujesz
      żonę?
    • iwona191 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:03
      Pomysłów nie mam ale chętnie czytam.
      jestem w podobnej sytuacji tylko trochę z innej strony ,jestem kochanka
      atakowaną przez żonę,wiem że sama jestem sobie winna,ale tez wiem że nie wszyscy
      ludzie reagują w ten sposób.Takie postępowanie nic nie daje a tylko rani innych
      ludzi i ją .
      • phokara Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:08
        Czas pomaga. Ale nie da się go przyspieszyć. To niestety są za duże
        sprawy i za duże bóle na kondycję ludzką. Kiepską z natury.
      • cayetan Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:10
        nIkt nie jest niczyją własnością. Jezeli mamy jakieś zobowiązania,
        sa one jedynie natury finansowej. Nie jestem cyniczny, takich
        doczekaliśmy czasów i już. Kochasz go iwono191, on kocha Ciebie,
        jest wam dobrze ze sobą, to skąd to poczucie winy? Na wypadek gdyby
        ktoś zarzucał mi, ze chce się w ten sposób usprawiedliwiać, dodam
        tylko, ze jestem w szczęśliwym zwiazku, z tą samą kobietą, od 25 lat.
        • nangaparbat3 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:24
          cayetan napisał:

          > nIkt nie jest niczyją własnością. Jezeli mamy jakieś zobowiązania,
          > sa one jedynie natury finansowej.

          Nie odrózniasz poczucia wlasnosci od emocjonalnych i społecznych zobowiazań?
          Gratuluję żonie.
          • maslo-09 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 22:30
            Kobieta zachowuje się normalnie, a mężczyzna przeżywa kryzys wieku
            średniego. Biedny wypalił się. Chce nowego. Niestety łąka ta dalej i
            bardzo zielona, jest tylko taka ze względu na odległość, gdy na niej
            staniesz będzie taka sama jak dotychczas. To ty przestań szaleć i
            się opamiętaj.
            • anja_pl Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 15.01.08, 23:02
              ale żona furtke na swoja łake zamknęła i dlatego facet szaleje...
              • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 02:06
                A może chciałbym aby pozwoliła mi z tej zielonej łąki spokojnie
                odejść. Ona najpierw chce wysadzić tą łąkę w powietrze za pomocą
                bomby atomowej.

                I nic nie zostanie/Kononowicz.
                Taki lajf.
    • ewiku poczucie winy/straty... 16.01.08, 11:19
      trzemeszno... napisałeś tu historię końca swojego małżeństwa i w sumie głównie
      dowiedziałeś się jakim złym człowiekiem jesteś bo coś tam...

      a ja tylko jeszcze raz powtórzę, że ŻADNE życiowe nieszczęście nie powinno nam
      ludziom "odbierać rozumu" tak jak to się stało w przypadku Twojej żony...
      jej reakcja świadczy o tym, że już dawno nic do Ciebie nie czuła bo jeżeli się
      NAPRAWDĘ kogoś kocha to nawet, jeżeli druga osoba nas zawiedzie to właśnie z tej
      miłości pozwalamy jej odejść i żyć swoim życiem...

      dotyczy to również matek i teściowych ale to tak na marginesie...smile))

      a gwałtowna reakcją na utratę "bliskiej" osoby świadczy o kompleksach i braku
      wiary we własne siły...


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • elein Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 11:38
        chciałam zauważyć, że dotyczy to również mężczyzn. nie każdy przy rozstaniu
        błogosławi kobietę na nową drogę życia, są tacy którzy jeszcze miesiącami/latami
        ja nękają i szukają punktu zaczepienia w jej życiu (vide mój ex) . wściekłość z
        poczucia utraty i końca wpływu na cudze życie nie tylko kobietom rozum odbiera...
        • ewiku Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 11:47
          masz rację, problem dotyczy każdego człowieka bez względu na płeć... lęk przed
          utratą jest ogólnie znany i niestety ani rodzice ani szkoła nie uczy nas wiary w
          siebie, ze bez względu na okoliczności damy sobie radę sami... a szkoda, ze tak
          wiele osób pomimo swojej inteligencji i wiedzy ma tak mało wiary w siebie...sad((


          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
          • trzemeszno Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 12:05
            Ja dołożę do tego jeszcze taka uwagę.

            Ktoś wcześniej zauważył jak szerokie jest spektrum reakcji na to co opisałem. Od lżenia mnie za moje postępowanie do popierana i życzenia mi powodzenia.

            I tak się zastanawiam jak własne doświadczenia ( porzucenie prze partnera/partnerkę ) rzutuje na to co dziś tu piszemy. Myślę, że ma olbrzymi wpływ. Myślę, że czasem wylewamy własne żale, że odgrywamy się za własne niepowodzenia. Sądzę, że dostało mi się od tych kobiet ( może nie tylko kobiet??) które coś takiego mają już za sobą i chyba tak na prawdę nie pogodziły sie z tym co sie wydarzyło.

            Doświadczyłem tu zachowań zbliżonych do zachowań mojej żony. I upewniłem się ze to co mam napisane w stopce jest prawdziwe.

            Czy coś zrozumiałem. Tak - ale nie było to coś co mogłoby mnie zaskoczyć.

            Dziękuję Wam za przemiłą/okrutną/bezwzględną/uczciwą (niepotrzebne skreślić-każdy z nas wie co chciał osiągnąć pisząc takie a nie inne słowa) dyskusję.

            A swoje karty będę rozdawał dalej sam - BO TO JEST MOJE ŻYCIE

            Pozdrowienia
            • dzimi_dzimi Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 12:17
              Zadna złość, zaden ból nie usprawiedliwia uderzenia w słabszych i
              nic nie winnych - osiemdziesięcioletnich staruszków, córkę.
              Zostałem zdradzony.
              Po jakimś czasie dowiedziałem się dlaczego. Dowiedziałem się bo
              chciałem sie dowiedzieć. A zacząłem chcieć jak uspokoiłem emocje.
              Nie wiem jak uspokoić kobietę która ma jeden cel - niszczyć.
              Wiem, że powinieneś chronić rodziców, córkę i wszystkich których to
              szaleństwo dotyka.
              Nasz ból, rozgoryczenie , urażona duma i czyjaś zdrada nie jest
              usprawiedliwieniem okrucieństwa wobec innych.
              • elein Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 12:38
                zaraz zaraz. jak na razie wiemy, że córkę autor sam prosił żeby zajmowała się
                "rozszalałą" matką (przypuszczam, ze córka obojga rodziców ma już powyżej uszu)
                a przez temat cały czas przewija się "naprawianie" żony przez autora innymi
                ludzmi, chęć wpływania na nią i jej postępowanie za pomocą jej rodziny ("nawet
                matki i brata nie słucha!") , czy obcej kobiety a obecnie kochanki. czyli robił
                to samo, co obecnie żona dzwoniąc do jego rodziców z życzeniem by wpłynęli na
                postępowanie męża. może tak samo jak kiedyś mąż, teraz ona uznała, że mu odbiło
                i potrzebuje pomocy z zewnątrz.

                nie pochwalam jej wyzwisk pod adresem kogokolwiek, i tych durnych pocztówek z
                epitetami. ale najpewniej wyzwiska i wzajemne oskarżenia to był od lat sposób
                komunikacji między małżonkami w ich związku.

                nie trzeba być zdradzoną, żeby brzydzić się zdradą i wybielaniem się "żona była
                tak okropna, że nie miałem innego wyjścia, więc czego ona teraz chce?"

                w tym układzie mi szkoda tylko tej córki. napatrzyła się dość by mieć kolosalne
                problemy w swoich przyszłych związkach. reszta ma to, co sobie nagrabiła swoim
                postępowaniem i tchórzostwem w stawieniu czoła problemom u ich początku.
                • dzimi_dzimi Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 12:53
                  elein napisała:

                  > zaraz zaraz. jak na razie wiemy, że córkę autor sam prosił żeby
                  zajmowała się
                  > "rozszalałą" matką (przypuszczam, ze córka obojga rodziców ma już
                  powyżej uszu)

                  A zauważyłaś co córka powiedziała do niego "powinniście się rozwieść
                  10 lat temu". To o czymś świadczy. Rodziną był on, jego zona i córka
                  (już dorosła). Starzy rodzice nie mają tu nic do tego.

                  > a przez temat cały czas przewija się "naprawianie" żony przez
                  autora innymi
                  > ludzmi, chęć wpływania na nią i jej postępowanie za pomocą jej
                  rodziny ("nawet
                  > matki i brata nie słucha!") , czy obcej kobiety a obecnie
                  kochanki. czyli robił
                  > to samo, co obecnie żona dzwoniąc do jego rodziców z życzeniem by
                  wpłynęli na
                  > postępowanie męża. może tak samo jak kiedyś mąż, teraz ona uznała,
                  że mu odbiło
                  > i potrzebuje pomocy z zewnątrz.

                  Wiesz co to jest forma? Bo myslę, że tu nie o powiadomienie rodziców
                  chodzi czy znajomych ale o to co i jak mówi. Można wykazać troske,
                  można chcieć ubliżyć.
                  Jak powiem "chcę Ci pomóc, bo widzę, że sprawia Ci to trudność"
                  brzmi zupełnie inaczej niż "siadaj, ja to zrobie bo ty sobie kurwa
                  nigdy z niczym nie radzisz".

                  > nie pochwalam jej wyzwisk pod adresem kogokolwiek, i tych durnych
                  >pocztówek z epitetami. ale najpewniej wyzwiska i wzajemne
                  >oskarżenia to był od lat sposób komunikacji między małżonkami w ich
                  >związku.

                  A skąd Ty czerpiesz takie informacje? Szukam, szukam i nigdzie tego
                  nie mogę wyczytać.

                  > nie trzeba być zdradzoną, żeby brzydzić się zdradą i wybielaniem
                  >się "żona była tak okropna, że nie miałem innego wyjścia, więc
                  >czego ona teraz chce?"
                  Ludzie bywają okropni. Nie tylko mężczyźni, kobiety też. A zdrada
                  mogła być powodem, mogła być też skutkiem tego o czym pisze autor
                  wątku. Jakie masz dowody na jego kłamstwo?

                  > w tym układzie mi szkoda tylko tej córki. napatrzyła się dość by
                  >mieć kolosalne problemy w swoich przyszłych związkach.
                  Nie przesadzasz? Znów coś imputujesz smile
                  > reszta ma to, co sobie nagrabiła swoim postępowaniem i
                  >tchórzostwem w stawieniu czoła problemom u ich początku.
                  Reszta czyli kto? Jego starzy rodzice? Uzasadnij proszę.
                  • elein Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 13:02
                    to czytaj uważniej.
                    myślę, że jak tu przyjdzie żona i przedstawi swoją wersję wydarzeń i tego
                    małżeństwa to wyczytasz dużo więcej.

                    a jak kochanka dołoży swoją wersję to będziemy mieli prawie komplet.

                    córka nie powiedziała czy ucieszyła się z nowej kobiety ojca i w związku z tym
                    poklepała go po plecach "staruszku,dobrze zrobiłeś".

                    a furia zona z powodu rozstania jest w dużej części furią z powodu oszustwa
                    męża, zdrady i upokorzenia z tym związanego i zmiany jej na inny model.

                    biorąc pod uwagę, że żona podobno zawsze się czepiała, to facet zachował się
                    wyjątkowo bezmyslnie fundując kochance-przyjaciółce przejścia które można było
                    przewidzieć.
                    • dzimi_dzimi Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 13:09
                      Jak przyjdzie żona, kochanka i córka i przedstawią swoją wersję to
                      się do niej ustosunkuję. Nie mam w zwyczaju wypowiadać się w temacie
                      o którym nic nie wiem, a o wersji zony i kochanki nie wiem nic.
                      Córka wyraziła aprobatę dla rozwodu. Nie powiedziała też "stary
                      jesteś głubcem, okrutnikiem, nie chcę z Toba rozmawiać". Spełniła
                      wolę ojca, widocznie uważała ją za słuszną (jest dorosła)
                      Co do upokorzenia i bólu z powodu zdrady - znam to doskonale. Nie
                      wpadłbym jednak na pomysł nękania niczego niewinnych staruszków.
                      Facet chce odejść. Tak to wyjątkowo bezmyślne, jak się ma taką
                      kobietę w domu. Lepiej palnąć sobie w łep. Chociaż miałaby
                      satysfakcję i nie byłoby podziału majątku.
                      smile
                      • dzimi_dzimi Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 13:13
                        > jesteś głubcem...
                        głupcem oczywiście miało być
                        smile
                      • elein Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 13:30
                        przedstawił swoją historię, uboższą zapewne o wiele elementów bo kochanka ją
                        czyta, i wydał ją na osąd. jeśli uważasz, że pomożesz mu potakiwaniem "twoja
                        żona jest beznadziejna, a ty super, tak trzymaj" - to twoja sprawa i masz do
                        niej prawo.

                        można było historię skrócić= małżeństwo w którym oboje się od lat napierdzielają
                        wzajemnie, on nie potrafi zapanować nad humorami i frustracjami nim zony ale
                        "poświęca się" i jest z rodziną, żona "poświęca się" i tkwi w tym samym, potem
                        on znajduje kochankę, wydaje się. szczyt konfliktu. żona wpada w furię i się
                        odgrywa "za wszystko". klasyka dość częsta, sposób przeprowadzenia zależny od
                        wypracowanych wzajemnych relacji i charakterków głównych zainteresowanych.
                        Ja jestem ciekawa jak on by się zachował, gdyby to zona przed laty przygruchała
                        sobie kochanka i przed świętami właśnie by się o tym dowiedział... Tego juz się
                        nigdy nie dowiemy, osoba zdradzajaca nie jest w stanie wyobrazić sobie tego co
                        się czuje gdy żyje się w błogiej nieświadomości a potem nagle "bum".

                        a wracając do tematu głównego - jeśli ma taki problem z uspokojeniem rozszalałej
                        baby która zupełnie nie wiadomo dlaczego ciągle jest jego żoną- to niech ją
                        przypadkiem zastrzeli. i po kłopocie. może też zepsuć piecyki w łazience (póki
                        z nią mieszka) i będzie wina popularnego o tej porze roku czadu.
                        krótko,prosto i bez problemu. i nawet będzie mógł uronić łzę na grobie, że to
                        wszystko dlatego, że on się starał w związku a ona nie.
                        dodatkowo zyska ogólne współczucie z powodu śmierci długoletniej małżonki. może
                        też ukradkiem dosypywac jej środków uspokajających do herbaty. bo niestety z
                        rad bardziej "psychologicznych" (zmiana swojego podejścia do żony) które
                        sugerowałam wczesniej, jakoś autor skorzystać nie chce...
                        • dzimi_dzimi Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 13:34
                          Elein ale na żadno z moich pytań nie odpowiedziałaś.
                          Dla mnie dyskusja nie ma więc sensu.
                          Dziękuję.
                          smile
                          • elein Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 13:41
                            dla mnie też niespecjalnie, dyskutowałam z autorem o jego problemie dla mnie
                            widocznym, ile z tego zinterpretuje dla siebie dla poprawy relacji z żoną to
                            jego rola. może coś skorzysta, może zaszufladkuje mnie jako "na pewno zdradzoną
                            która mu żonę przypomina". mnie brutalnie rzecz ujmując wsio rybka bo problem
                            jakby nie mój.. jego wybór czy heroizmu wymagał będzie tylko od zony (jej
                            wybaczenie dla niego) czy też od siebie(jego wybaczenie dla niej) i czy
                            którekolwiek z nich potrafi podejść do współmałżonka jak do człowieka.
                            a dyskusja z Tobą o wrażeniach na temat dyskusji jak dla mnie mija się z celem...
                            • trzemeszno Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 13:54
                              Elein

                              Z zaciekawieniem obserwuję dyskusję z Tobą osób które ośmielają się mieć inne zdanie.

                              I powtórzę to samo co wcześniej - " musiał Ci jakiś facet mocno zajść za skórę"

                              I od razu Cię przepraszam za osobistą wycieczkę w Twoim kierunku.

                              I przepraszam Cię - ale jakoś tak skupiłem się na dyskusji z Tobą - wiesz dlaczego - bo przypominasz mi żonę. Tak samo jak ona nie słyszysz ( w tym przypadku - nie czytasz ) tego co mówią inni, tak samo jak ona obrażasz innych, tak samo jak ona unikasz odpowiedzi na pytania, które są dla Ciebie niewygodne.... Przepraszam... ale tak to widzę.

                              Być może moja żona będzie kiedyś żałować tego, że dała sie tak ponieść histerii i agresji. Być może ja będę żałował tego, że odszedłem..... być może.

                              Cały czas zadaję sobie pytanie co czuję do mojej żony. Chyba już jej nie kocham, ale cały czas tłucze się we mnie poczucie odpowiedzialności za jej dalsze losy.
                              • elein Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 14:09
                                Tak myślałam, że takie odniesiesz wrażenie. Jest typ mężczyzn, który się
                                obsesyjnie boi silnych kobiet. A już takich które wymagają od niego bycia
                                odpowiedzialnym za to co robi w szczególności. Ale odpowiedzialnym mądrze a nie
                                głupio.
                                Może za skórę zaleźli mi tacy rodzice jak wy? pomyslałeś o tym?
                                • trzemeszno Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 14:25
                                  I to jest powód aby walić we wszystkich dookoła??
                                  • elein Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 14:32
                                    niby w kogo "walę"? jakich "wszystkich"?? że nie odpowieda ci moje zdanie na
                                    twój temat.... niestety... mam takie. a, że odbierasz to jako "atak" a nie
                                    "komentarz" do przedstawionej sytuacji w jaką się uwikłałeś?... to Twoja wersja
                                    i odbiór, nie pasuje ci osąd więc podciągasz to pod moją "wadę którą ma też
                                    żona". a dlaczego masz taką? bo wyobrażenie żony ci tkwi w tle... (znowu baba
                                    wymaga!). pętelka.
                                    • trzemeszno Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 15:08
                                      Pisze to jeszcze raz ( napisałem i gdzieś tam wylądowało )

                                      Jestem już zmęczony tymi rozmowami

                                      Nie chce mi sie już na ten temat gadać

                                      elein

                                      jeszcze jedno zdanie - chcesz rozmawiać - zadaj pytanie - WYSŁUCHAJ ODPOWIEDZI -
                                      i ustosunkuj się do niej.

                                      A to co robisz jest tak jak już Ci zwracano uwagę nadinterpretacją.

                                      Wiesz jak sie czuję rozmawiając z Tobą.
                                      Dam Ci przykład... z mojej żony.

                                      Jak jej powiem, że nie lubię czarnego koloru to powie że nie kocham córki bo
                                      czarne majtki założyła.

                                      Jak jej powiem, że dziś jest słoneczna pogoda to usłyszę, że że zdradzam ja z
                                      kurwami bo planuje wyjazd nad jezioro.

                                      to takie kobiece ......
                                  • sylwiamich Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 14:33
                                    Nie, to nie jest powód...to jest skutek.I nie Tobie oceniać czy on
                                    jest przesadzony, czy nie.I to dla mnie jest sprawiedliwe...chociaż
                                    żadne prawo tego nie pzrewiduje.
                              • sylwiamich Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 14:12
                                Pnie trzemeszko...z zainteresowaniem czytam ten wątek.I tak sobie
                                myślę że jeśli stosuje się pewne zasady...niech one obowiązują
                                wszystkich.I dalej...rozumiemy wszystkich
                                Żona zła...rozumiemy że Ty tchórz...rozumiemy że
                                zdradziłeś...rozumiemy że ona szaleje.
                                Nie rozumiemy nikogo.
                                Żona zła...Nie miałeś prawa tak tchórzyć....nie miałeś prawa jej
                                zdradzić...nie ma prawa tak szaleć.
                                Bo to tak właśnie wygląda.
                                Jak się siedzi wspólnie w układowym syfie.A czymś takim było Twoje
                                małżeństwo.I potwierdza to twoja córka.To trudno wyjść z niego z
                                czystymi butami.Rozumiem Ciebie.Że trudno było, że dzieci, że coś
                                tam.Ale ją też rozumiem.Mieliście układ.I Ty z niego wyszedłeś...nie
                                dziw się że ona jest zła.I dopiero jak to zaakceptujesz możesz się z
                                nią dogadać.Chce zadośćuczynienia?To chyba norma w biznesie?Bo
                                raczej umową był wasz związek.Daj jej zadośćuczynienie.
            • z_mazur Re: poczucie winy/straty... 16.01.08, 12:18
              IMHO trafiłeś w sedno.
              Dlatego radziłem wszystkim by przyjrzeli się swoim postom w tym
              wątku i zastanowili się dlaczego napisali, to co napisali. Czy
              rzeczywiście odnosili się tylko i wyłącznie do Ciebie i jeśli w ich
              postach pojawiły się emocje, to co je wywołało?

              To cenna nauka dla nas samych.

              Dlatego ja osobiście uważam założony przez Ciebie wątek i dyskusję
              nim wywołaną za niezwykle cenną.
    • otara Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 14:49
      trzemeszno-a ja trzymam za ciebie kciuki. tak się składa że wsród
      moich znajomych mam dokładnie taki sam przypadek. żonka-wykształcona
      kobieta która myśli że wszystkie rozumy pozjadała. mąż-to dla niej
      dodatek.nie doceniala tego co miala w domu. nie raz widzialam co tam
      sie dzialo , nie raz widzialam jak on sam zajmuje się dziećmi a ona
      świetnie bawiła się na : zjazdach : firmowych heh !! wyjezdzala na
      całe tygodnie bawić sie . kiedy facet kategorycznie zarządał rozwodu-
      protestowala , bo :: jak ona bedzie wyglądać wśrod znajomych :: - to
      niesłychane !!! to był jej jedyny problem !!! co znajomi powiedzą że
      mąż już nie chce z nią być , że jest mężatką ? !! i tu już widać
      bylo jaki ona ma stosunek do męża. zgodziła się jednak , pozew
      poszedł do sądu .. ale ...jak tylko on sobie kogoś poznał-dopiero
      zaczęła się jazda !!! jak to się mówi-sama nie weżmie-ale nikomu nie
      odda ... również cudowala aby udowodnić jego winę-na szczeście sąd
      nie uległ jej wrzaskom... tak więc trzymaj się chłopie , zyczę tobie
      i twojej nowej partnerce powodzenia smilesmile
      • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 14:58
        Nie chce mi sie już na ten temat gadać

        elein

        jeszcze jedno zdanie - chcesz rozmawiać - zadaj pytanie - WYSŁUCHAJ ODPOWIEDZI -
        i ustosunkuj się do niej.

        Wiesz jak sie czuję rozmawiając z Tobą.
        Dam Ci przykład... z mojej żony.

        Jak jej powiem, że nie lubię czarnego koloru to powie że nie kocham córki bo
        czarne majtki założyła.

        Jak jej powiem, że dziś jest słoneczna pogoda to usłyszę, że że zdradzam ja z
        kurwami bo planuje wyjazd nad jezioro.

        to takie kobiece ......
        • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:15
          jasne... kobiece. rozumiem, ze także twoja przyjaciółka jest taka bo w koncu też
          jest kobietą? czy wykluczasz ją z "kobiecości"?

          to odpowiedz mi teraz, dlaczego ciągniesz rozmowę ze mną (wiele innych osób tu
          zamieszczało ciekawe wypowiedzi które zignorowałeś, a ty najintensywniej
          odpowiadasz mnie) jeśli uważasz, że mówię nie na temat, bez sensu, w oderwaniu
          od twoich pytań, oszczerczo, atakująco, nie można się ze mną dogadać, itd.
          czy lubisz ten stan konfliktu który wypracowaliście sobie oboje w małżeństwie?
          czy tego podświadomie szukasz? czy dlatego nie ustąpisz żonie?
          dlaczego najnormalniej w świecie nie powiesz mi "nie zrozumiemy się, kończę
          rozmowę", i ją kończysz. dlaczego tym samym trybem nie zamknąłeś
          niedogadującego się małżeństwa zanim doszlo do eskalacji napierdalanek?
          odpowiedz SOBIE na ile toksyczność i tworzenia konfliktowego układu zaspakaja
          jakieś twoje potrzeby w kontach z kobietą.
          • dzimi_dzimi Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:19
            elein napisała:

            > to odpowiedz mi teraz, dlaczego ciągniesz rozmowę ze mną (wiele
            innych osób tu
            > zamieszczało ciekawe wypowiedzi które zignorowałeś, a ty
            najintensywniej
            > odpowiadasz mnie) jeśli uważasz, że mówię nie na temat, bez sensu,
            w oderwaniu
            > od twoich pytań, oszczerczo, atakująco, nie można się ze mną
            dogadać, itd.
            > czy lubisz ten stan konfliktu który wypracowaliście sobie oboje w
            małżeństwie?
            > czy tego podświadomie szukasz? czy dlatego nie ustąpisz żonie?
            > dlaczego najnormalniej w świecie nie powiesz mi "nie zrozumiemy
            się, kończę
            > rozmowę", i ją kończysz. dlaczego tym samym trybem nie zamknąłeś
            > niedogadującego się małżeństwa zanim doszlo do eskalacji
            napierdalanek?
            > odpowiedz SOBIE na ile toksyczność i tworzenia konfliktowego
            układu zaspakaja
            > jakieś twoje potrzeby w kontach z kobietą.

            Elein a Ty?
            Lubisz stan konfliktu i napierdalankę?
            Idąc Twoim tokiem myslenia niestety tak.
            Szkoda.
            smile
            • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:21
              Szkoda? dlaczego? planowałeś ożenić się ze mną? smile
              • dzimi_dzimi Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:32
                To jest odpowiedź na temat.
                smile
                • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:36
                  a konkretnie na który? ten "jak uspokoić rozszalałą kobietę"? bo chyba w tym
                  jesteśmy a nie w innym?
                  • dzimi_dzimi Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:42
                    To jest odpowiedz na pytanie, czy lubisz napierdalanki i stan
                    konfliktu?
                    Masz rację trzeba sie było wysilic by zauważyć, że w poście powyżej
                    postawiłem pytanie.
                    Szkoda palców na takie jałowe napierdalanki.
                    Dalej nie jestem w stanie pojąć a Ty mi nie odpowiedziałaś czym
                    zawinili osiemdziesięcioletni staruszkowie, że kobieta zachowuje się
                    wobec nich w taki sposób?
                    I jak to usprawiedliwić?
                    Czy można to usprawiedliwić?
                    smile
                    • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:58
                      Dzimi_ czy z jakiegos konkretnego powodu doczepiłeś się mnie? bo najwyraźniej
                      nie masz się z kim napierdalać.
                      co niby robi tym staruszkom? znaczy teściom od 20 lat? dzwoni do nich? informuje
                      o rozwodzie i kochance? szantażuje? wymyśla że spłodzili pipi syna? bo nie wiem.
                      poważnie, jakoś nie czuję, żebyśmy mieli o czym rozmawiać. ani to twój problem
                      ani nie jesteś w stanie zweryfikowac w tym zakresie nadanego toku myślenia.
            • natasza39 Elein i trzemeszno 16.01.08, 15:26

              Widac faktycznie odnaleźliście się w tej rozmowiesmile
              A Tobie elein to się chyba myli rozpacz i zranienie osoby zdradzonej
              przez ukochanego partnera od furii osoby porzuconej przez partnera.
              Bo jeden rozpacza, że nie będzie miał sie juz z kim kochać, a drugi
              rozpacza (uzywając twego-trafnego nader słowa) z kim napierdalać.
              A może zonę trzemeszno ogarnia ślepa furia, że już nie będzie
              właśnie miała z kim tych "napierdalanek" urządzać?
              A końcu napierdalanka jest dla niektórych tak emocjonująca jak seks!


              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
              jest z głupcami.
              • elein Re: Elein i trzemeszno 16.01.08, 15:36
                jasne że tak smile. ale nie mam tu żony on-line żeby jej sposoby na okiełzanie
                sytuacji przedstawiać. Mam autora, ale on mnie nie słucha bo jawię mu się jako
                widmo rozszalałej zony. a jako kobieta powinnam milczeć, współczuć i być
                posłuszna oraz uległa smile. A ja z natury pyskata jestem , niektórzy to lubią tongue_outP.
                Sylwia napisała wyżej sensownie, ktoś burzy "układ", drugi oczekuje
                zadośćuczynienia. Bo tej miłości to tu tak za bardzo nie wiem gdzie dodać żeby
                umiejscowić w układzie. A że układ toksyczny to i kończenie niezdrowo bolesne.
          • trzemeszno Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:38
            Masz rację - MY SIĘ NIE ROZUMIEMY.

            tak samo jak z żoną.... i myślałem, że podejmując rozmowę z Tobą i próbując Ci
            wyjaśnić swoje racje i swój punkt widzenia wyjaśnię coś mojej żonie.

            Każde z nas pozostanie przy swoich racjach. Każde z nas umrze przekonane, że
            było mądrzejszym od przeciwnika ( choć nie szukałem takich na tym forum). A na
            pocieszenie zostanie tylko wspomnienie fajnej dyskusji.

            Ja pójdę w swoją drogę. I zrobię wszystko aby mi sie teraz już powiodło.

            A Ty........????
            • elein Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:49
              Ależ autorze... ja nie mam problemów ani małżeńskich ani rozwodowych smile) po co
              twoja (raczej fałszywa) troska o mnie?
              Przedstawiłeś TWOJą historię i problem wydając je na osąd. Dostałeś odpowiedzi.
              Przypuszczam, że nie dogadasz się z żoną. Chyba, że popracujesz z psychologiem
              nad zmianą całości podejścia do żony. To cholernie trudne i wymagałoby wysiłku z
              Twojej strony, tego wysiłku, którego Ty oczekujesz od żony. A wiedząc, że już
              chcesz mieć tylko święty spokój od niej - raczej nie będziesz sobie głowy
              "pierdołami" zawracał. Czyli pozostaje Ci zejść jej z oczu i wziąć dobrego
              adwokata do dalszej wojny.
    • elakuz Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 16.01.08, 15:42
      Witaj
      nie wiem, co pisze reszta, ale moim zdaniem popelniles jeden blad.
      Powinienes rozstac sie z zona juz dawno a przynajmniej zanim
      zaczoles szukac zrozumienia u kogos innego. Trzeba zamknac za saba
      drzwi zanim otworzy sie inne, tak jest zdrowiej dla bylego i
      nastepnego zwiazku. Zachowanie zony swiadczy, ze przez caly czas
      traktowala cie jak swoja wlasnosc i nie moze zniesc mysli, ze masz
      dosc takiego zycia. Musze ci napisac, ze bedzie trudno ja
      powstrzymac, zrobi wszystko, aby zniszczyc wszysto, co kochasz,
      nawet wasza wspolna corke. Jej zachowanie nie ma nic wspolnego z
      miloscia. Rada? Zalatwic wszystko jak najszybciej i uciec daleko.
      Nie zmienia to faktu, ze w sadzie zrobi z ciebie potwora i zabierze
      90% waszego majatku.
    • misbaskerwill Trzemeszno...bądź mężczyzną! 16.01.08, 23:38
      Głupia rada, ale tyle Ci jestem w stanie powiedzieć.
      Jestem od Ciebie ze 20 lat młodszy, a wiem, że za własne decyzje trzeba słono płacić. Czasem nawet nieproporcjonalnie słono.
      Też przeżyłem rok temu rozwód z "rozszalałą kobietą" - co najgorsze, do tej pory jej nie przeszło (utrudnia mi kontakty z dzieckiem). Co zabawne - to ona mnie zdradzała (jak widać, kwestia winy jest bardzo względna).

      Jako że nie masz już faktycznie zbyt dużo wspólnego ze swoją żoną - jak najprędzej zniknij z jej życia. Pozwól jej ochłonąć - skoro jest tak straszną kobietą, unikaj konfrontacji.
      Jak widzisz na moim przykładzie - to może jeszcze długo potrwać. Musisz uzbroić się w cierpliwość.

      A Twoja nowa partnerka - skoro jest dojrzała, najlepiej powinna rozumieć, jak kobiety reagują na podkradanie mężów... I że myślenie dupą nie ma przyszłości. Choć to takie przyjemnesmile
      • artemisia_gentileschi Re: Trzemeszno...bądź mężczyzną! 19.01.08, 15:09
        Misiek nie porownuj dwoch calkowicie nieprzystajacych sytuacji.
        Trzemeszno klasycznie przezywa kryzys wieku sredniego, wiec wymienil
        sobie malzonke na model mlodszy i dal modelowi starszemu kopa w d.
        na rozped. Wcale sie nie dziwie kobiecie ze reaguje agresywnie
        (zakladajac ze ten wywod to w ogole prawda, bo zdrajcom plci obu
        czesto sie prawda z fikcja myli). Oczekiwanie od kogos takiego zeby
        byl mezczyzna jest nieco wygorowane, sorry.
    • der1974 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 17.01.08, 00:14
      Głupi jesteś i tyle. Chcesz odejść to weź na siebie konsekwencje i
      nie marudź. Można zadośćuczynić w tej sprawie i oddać większą część
      wspólnego majątku. To na pewno uspokoi rozjuszoną babę. Ja tego nie
      rozumiemiem kompletnie. Chcę odejść ale muszę się poużalać. Śmieszne
      to jest. Ty wiesz co to jest konsekwencja? To ponoszenie skutków
      własnych decyzji. Nie ma co płakać tylko odpowiedzialnie należy
      podejść do tematu. Odchodzę to kompensuję babie jej smutki. Proste
      nie?

      Ja chyba się nie urodziłem na tej planecie co trzeba.
    • ewa009 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 17.01.08, 00:34
      Witaj czytam od początku to co sie dzieje pod Twoim postem (niezła burza). Nie
      oceniam Tego co dzieje sie i działo w Twoim małzenstwie nurtuje mnie tylko jedno
      pytanie i mam nadzieje ,ze nie bedzie to wtykanie nowego kija w mrowisko.
      Czytajac Twoj post i to co pisałes dalej odnosze wrazenie ,iz masz do swojej
      zony zal takze o to ,ze nie pozostawiła Ci mozliwosci powrotu, czy Ty kochasz
      kobiete z która chcesz układac sobie dalsze zycie ?? Ja decydując sie na
      "wyjscie" nie liczyłam na mozliwosc odwrocenia sytuacji i dlatego nie bardzo
      rozumiem kim dla Ciebie tak naprawde jest ta nowa kobieta.Pozdrawiam
      • sylwiamich Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 17.01.08, 00:40
        Boziu..jak ja bym chciała mieć taką pewność uczuć.Mnie się zawsze
        myli tchórzostwo z poczuciem obowiązku, pożadanie z zakochaniem,
        wdzięczność z miłoscią, zaufanie z głupotą, wiara z naiwnością itd.
        Nigdy nie wiem co jest czym.Zmieniają się pozycje w układzie i
        zmienia się nazewnictwo uczuć.
        • sylwiamich Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 17.01.08, 07:09
          I tak na koniec...przeczytaj chłopie to co napisałeś jeszcze raz.Na
          spokojnie i od początku.
          Żona mnie poniżała...Ty masz ją też w wielkiej pogardzie.Z pogardą
          mówiesz o jej wykształceniu, pozycji społecznej.Rozmawiałeś na jej
          temat ze wszystkimi jej bliskimi...wyliczyłes całą
          listę.Zdradziłeś.Wiesz czemu? Ty chiałeś ją ukarać i pokazać że dla
          kogoś jesteś kimś. Liczyłeś, że ona to też zauważy. I się
          przeliczyłeś.Być może naprawdę Cię nie kochała, być może naprawdę
          miała Cię za nic, być może nie toleruje zdrady.Nie ma to żadnego
          znaczenia.
          Gdybyś czuł miłość do tej drugiej kobiety, to to uczucie dałoby
          Tobie poczucie bezpieczeństwa.Na tyle, aby nie patrzeć na kasę,
          tylko odejść i zacząć wszystko na nowo u boku kochanej kobiety.Ale
          Ty walczysz.
          Doskonale wiesz że jeśli Twoja żona popełnia czyny karalne, możesz
          to Ty, lub Twoja kobieta zgłosić na policję.Nękanie, znęcanie się
          psychiczne, oszczerstwa.Zrób to.
          A Ty wchodzisz na forum żeby Ci ktoś napisął że jesteś fajny, żona
          be....czyli ciąg dalszy swoich kompleksów.
          Boję się ludzi mających kompleksy, zanizone poczucie własnej
          wartości....i to moje osobiste schizy.Mają zaburzone widzenie
          rzeczywistości.Skrzywione. Walczą...nie o konkretną rzecz...zawsze
          walczą o siebie.Nie odpuszczają nigdy.
          Życie nie jest cudowne, a ludzie zazwyczaj nie rozbią tego co my
          chcemy. Angażując rodzinę w rozwiązywaniu waszych problemów dałeś
          jej te same prawa.A rodzina kochanki, czy ona sama?
          To duża dziewczynka...powinna sobie poradzić sama.Sa na to sposoby i
          paragrafy.Wchodząc w układ z żonatym mężczyną...wolna
          wola....musiała się liczyć z konsekwencjami...rozszalała żona.Chyba
          że tym razem trafiłeś na spolegliwą postaw-ją-a-będzie-stała.To
          rzeczywiście może się wam udać.Bo Ty nie potrafisz się postawić i
          nakreslić żadnych granic.Trwasz i zbierasz w sobie żal i
          ból.Pomyliło Ci się poczucie odpowiedzialnosci z wygodnictwem i
          tchórzostwem.A gdy się gdzieś zaczepiłeś...odpływasz.Wsółczuję
          Ci.Tego jak żyłeś.
          Nie pochwalam zachowania Twojej żony.Nikt nie pochwala.Ale je
          rozumiem.
          I piszę Ci to ze wszystkimi swoimi schizami.Żony którą mąż
          lekcewarzył o odpychał przez kilkanaście lat.Żony która wpadła w
          ramiona innego..takiego co docenił.I kochanki takiego, którego
          poniżano.Moja perspektywa jest więc dość szeroka, a schizy
          wielowymiarowesmile))
          Posprzątaj po sobie.I zrozum błędy które popełniłeś...Bo tylko wtedy
          następnym razem może być lepiej.
          • sylwiamich Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 17.01.08, 07:12
            lekceważył oczywiściesmile))
    • matinka03 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 19.01.08, 00:21
      witaj, w tej chwili jestem w podobnej sytuacji jak twoja, tylko że
      to ja bywam tą rozszalałą kobietą. Szkoda, żę najpierw się nie
      rozwiodłeś a potem nie zakochałeś. Chyba byłbyś bardziej godny
      szacunku i twoja żona nie byłaby tak rozszalała.Nie jesteś w
      porządku
      • 156cm Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 19.01.08, 08:22
        Opinie, opinie, opinie, kto zrobil zle, kto zrobil dobrze, wkladanie
        innych w swoje ramki. Zrozumienie zdrady zalezy od definicji,
        zrozumienie czekogolwik zalezy od definicji. Definicje to ciasne
        ramki oparte na doswiadczeniach innych, naszych. Jest tak jak jest.
        Faktow nie mozna zmienic. Mozna jedynie zmienic swoje nastawienie i
        kazdy je zmieni kiedy bedzie gotowy. Nie spotka nas w zyciu nic na
        co nie wyrazilismy wewnetrznej zgody, na co nie jestesmy gotowi.
        Zycie to podroz, nieustanny ruch, czasem wydaje sie, ze to jeszcze
        nie ta stacja, nie ci ludzie, ale z perspektywy czasu widac zupelnie
        przejrzyscie ze dokladnie ten moment, to zdarzenie bylo czyms
        doskonale potrzebnym. Zawsze cos musi umrzec aby cos nowego moglo
        sie narodzic. T., odejdz, zostaw swoja zone, pozwol Jej dotknac
        swojego bolu, w tym momencie jestes ostatnia osoba ktora moze Jej
        pomoc, od ktorej bedzie chciala cos przyjac. Daj jej szanse na
        szybsze siegniecie dna i odrodzenie. Odejdz dzisiaj, teraz, niewazny
        juz wiecej stol w kuchni ktory juz dawno temu umarl, niewazny fotel
        przy oknie i krysztalowe kieliszki. Tutaj bardzo blisko, na
        wyciagniecie reki jest Twoj nowy stol i Jej nowy fotel. Daj Jej i
        sobie szanse. Rozwod, zdrada, krzywda to nie koniec, to poczatek.
      • iwona191 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 19.01.08, 22:18
        Myślisz matinko03 ze miłość się planuje ,najpierw można się rozwieść a później
        zakochać? Tez kiedyś tak myślałam a teraz wiem że nie nad wszystkim da się
        panować a na pewno nie nad uczuciami.
        • maza15 Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 19.01.08, 22:39
          iwona191 napisała:

          > Myślisz matinko03 ze miłość się planuje ,najpierw można się
          rozwieść a później
          > zakochać? Tez kiedyś tak myślałam a teraz wiem że nie nad
          wszystkim da się
          > panować a na pewno nie nad uczuciami.


          Widzisz Iwonko,decydujac się na małżeństwo powinno się starać
          panować nad uczuciami.
          Według Ciebie co rok nowa miłość?
          Jedna nie zakończona,a na drugą sobie pozwalać?
          Miłość nie spada nagle,pozwala się na jej przyjscie.
    • panda_zielona Re: Jak uspokoić rozszalałą kobietę?? 20.01.08, 00:20
      pozwolić jej się wyszaleć
Inne wątki na temat:
Pełna wersja