Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzieci?

21.01.08, 15:49
Na tym forum jest wielu panów. Z racji jego tematyki zapewne
rozwiedzionych. Niektórzy już są w nowych związkach – inni być może
niedługo będą. Chciałam się Was panowie spytać, czy wiążąc się z
nową partnerką (a mając dzieci z poprzednich związków) bierzecie
również pod uwagę jej stosunek do faktu posiadania przez Was
potomstwa, lub jej zachowanie w bezpośrednim z nimi kontakcie? Są
fora dyskusyjne, na których spotykają się kolejne partnerki panów z
dziećmi i powiem szczerze, że opinie niektórych (na szczęście nie
wszystkich) z nich są po prostu szokujące. Czy moglibyście związać
się z kobietą, która nie toleruje Waszych dzieci, utrudnia kontakty
i.t.p.? Nie mówię o miłości, tylko o zwykłej życzliwości i
nieutrudnianiu w podtrzymaniu relacji ojciec-dziecko. Wiem, że są
mężczyźni, którzy wiążą się z „macochami rodem z Kopciuszka” i
podporządkowują się im, z czasem eliminując ze swojego życia „byłe
dzieci”. Co o tym sądzicie?
    • tricolour Wiążąc się z narzeczoną... 21.01.08, 16:01
      ... nie brałem pod żadną uwage jej stosunku do mojej córki, bo to nie jej
      sprawa. Stosunek do córki ma matka i ojciec, a nie obca (dla dziecka) kobieta.

      Pytanie: "Czy moglibyście związać się z kobietą, która nie toleruje Waszych
      dzieci" uznaję za dziwne, bo gdyby relacje mojej kobiety z moimi dziećmi były aż
      takie złe, że nie można by mówić o tolerancji, to dzieci poszłyby na bok - one i
      tak są na boku z racji rozwodu więc nie ma co się czarować. Mówiąc inaczej: moja
      kobieta, to mój wybór i nie musi sie nikomu (poza nami zainteresowanymi)
      podobać. Dzieciom też.

      Rozwiń pojęcie "utrudniania" kontaktów, bo nie wiem, co masz na myśli.
      • babe007 Re: Wiążąc się z narzeczoną... 21.01.08, 16:10
        tricolour napisał:

        > ... nie brałem pod żadną uwage jej stosunku do mojej córki, bo to
        nie jej
        > sprawa. Stosunek do córki ma matka i ojciec, a nie obca (dla
        dziecka) kobieta.
        >
        > Pytanie: "Czy moglibyście związać się z kobietą, która nie
        toleruje Waszych
        > dzieci" uznaję za dziwne, bo gdyby relacje mojej kobiety z moimi
        dziećmi były a
        > ż
        > takie złe, że nie można by mówić o tolerancji, to dzieci poszłyby
        na bok - one
        > i
        > tak są na boku z racji rozwodu więc nie ma co się czarować. Mówiąc
        inaczej: moj
        > a
        > kobieta, to mój wybór i nie musi sie nikomu (poza nami
        zainteresowanymi)
        > podobać. Dzieciom też.

        To nie pytanie o to czy DZIECIOM podoba sie Twoja narzeczona, tylko
        odwrotnie co jest gdy NARZECZONEJ nie podobają się dzieci (głównie
        dlatego, że poprostu istnieją). Ale już i tak mi odpowiedziałeś.
        >
        > Rozwiń pojęcie "utrudniania" kontaktów, bo nie wiem, co masz na
        myśli.

        Np. (drastyczny przykład) "będę z Tobą ale dzieci mają zniknąć z
        Twojego życia - zero spotkań, cały czas poświęcasz nowej rodzinie".
        • tricolour To nawet nie chodzi o dzieci... 21.01.08, 16:14
          ... podany przez Ciebie przykład, to warunek. Związek zawarty pod jakimkolwiek
          warunkiem jest nieważny prawnie i nawet kościelnie. Nie ma o czym gadać:
          kobieta, która tak sformułuje swoje żądania nie wpisuje się w moje rozumienie
          związku.
          • chalsia Re: To nawet nie chodzi o dzieci... 21.01.08, 16:23
            no dobra - to w takim razie inaczej - jakaś więź między panem a
            panią już jest i po jakimś czasie pani zaczyna fochy i dąsy, ze
            obecnośc dzieci ją o ból gowy przyprawia, że jej bardzo brakuje pana
            gdy tak duzo (nawet jeśli w rzeczywistosci są to 2 godz/miesiąc)
            spędza czasu z dziecmi i stosuje inne temu podobne podchody i
            manipulacje.
            • babe007 Re: To nawet nie chodzi o dzieci... 21.01.08, 16:24
              Chalsia, Ty przestań mi w myślach czytać wink
              • chalsia Re: To nawet nie chodzi o dzieci... 21.01.08, 16:28
                hi hi
                smile))
            • tricolour No nie przesadzaj... 21.01.08, 16:29
              ... bo ja mało wrażliwy jestem na podchody i manipulacje. Jeśli mi kobieta
              rzeczowo zarzuci, że kontakty z dziećmi zabierają coś JEJ, to niech wyrazi swoje
              oczekiwania, zaproponuje jakieś kompromisowe rozwiązanie.

              Przecież ja mam wiele obowiązków i przyjemności, które chcę realizować,
              zaspokajać i po to jest czas przed ślubem, bo kobieta wiedziała, że pracuję, mam
              hobby, jeżdże na nartach, pływam, biegam, dłubię, chodzę do kin i teatrów i mam
              także córkę. I temu wszystkiemu poświęcam czas w takim samym stopniu przed
              ślubem, jak i po... Widziały gały co brały.
          • babe007 Re: To nawet nie chodzi o dzieci... 21.01.08, 16:24
            No dobra, to np. zaczynacie "byc ze sobą na poważnie" i ona zaczyna
            marudzić "za dużo czasu poświęcasz dzieciom", "znowu mają u nas
            nocować?", "po co kupujesz im te prezenty, przecież płacisz
            alimenty?", " w Święta chcę być tylko z Tobą" i.t.d.

            Co robisz? Ograniczasz czas spędzany z dziećmi? Przestajesz kupować
            prezenty? Spędzasz Święta tylko ze swoją Beatrycze?
            • tricolour Te pytanie są z różnych dziedzin... 21.01.08, 16:32
              ... powoli:

              1. Święta spędzam z rodziną. Była rodzina nie jest rodziną.
              2. Alimenty to jedno, prezenty - to drugie. Jesli prezent drogi, to konsultuje
              wydatek, bo w związku nie ma własnych pieniędzy: są wspólne (oczywiście w
              granicach rozumu - zakupu zapałek nie trzeba konsultować).
              3. Za dużo czasu? To trzeba policzyć.
              4. Z nocowaniem nie ma problemu, bo nie nocują.
              • babe007 Re: Te pytanie są z różnych dziedzin... 21.01.08, 16:36
                tricolour napisał:

                > ... powoli:
                >
                > 1. Święta spędzam z rodziną. Była rodzina nie jest rodziną.

                Czy dobrze zrozumiałam, że Twoja córka jest "byłą rodziną" (bo o
                Świeta - przynajmniej w części- spędzone z dzieckiem (przecież nie z
                ex!)w tym przykładzie mi chodziło?

                Jezeli tak, to nie mam więcej pytań.
                • tricolour Dobrze zrozumiałaś... 21.01.08, 16:44
                  ... córka należy do "byłej rodziny" i to jest chyba jasne z samej definicji
                  rodziny, którą kiedyś tworzyła żona, córka i ja. Tego nie ma.

                  Zresztą moja córa ma 18 lat więc myślę o niej w kategoriach prawie dorosłej
                  kobiety, a nie dziecka.
                  • sniyg Re: Dobrze zrozumiałaś... 21.01.08, 22:28
                    tricolour napisał:

                    > ... córka należy do "byłej rodziny" i to jest chyba jasne z samej > definicji rodziny, którą kiedyś tworzyła żona, córka i ja. Tego
                    > nie ma.

                    Skoro ty rozwodząc się z żoną twierdzisz, że twoja córka to była rodzina (a była rodzina,jak sam piszesz, to nie rodzina), to rozumiem że gdyby twoi rodzice się rozwiedli, też stali by się dla ciebie byłą rodziną i święta w nimi nie wchodziłyby w grę?
                    • tricolour Bardzo prawdopodobne... 21.01.08, 22:32
                      ... ale trudno sprawdzić, bo to śmiała ekstrapolacja.
                      • sniyg Re: Bardzo prawdopodobne... 21.01.08, 23:00
                        Też mam córkę 18-letnią.
                        Do głowy by mi nie przyszło nazwać ją byłą rodziną.

                        Może dlatego, ze wiem jak można się czuć będąc traktownym jak była rodziną.
                        Mój ojciec kiedyś wymienił mnie i brata na nową damę, której bardzo
                        przeszkadzały nasze odwiedziny w domu ojca, a wydatki na nas były jej największą traumą i powodem utyskiwań.
                        Wkrótce spotykaliśmy się poza domem, bo dama musiała mieć spokój,
                        a później spotkania właściwie ustały, bo ojciec się nie rozdwoi.
                        Po 14-latach, gdy ojciec się zestarzał, rozchorował, usunięto mu nerkę i stracił intratne źródło dochodów, dama ulotniła się po angielsku.
                        I nagle z byłej rodziny, stałam się jedyną, prawdziwą rodziną ojca.
                        Tylko ciągle nie wiem, czy chce mi się do niej należeć.
                        • tricolour A gdyby Ci przyszło do głowy... 21.01.08, 23:06
                          ... nazwać córkę w kategoriach rodzinnych, to jak byś nazwał? Gdybyś miał lub
                          planował rodzinę z inną kobietą, to jak byś mówił o córce właśnie w kategoriach
                          rodzinnych?
                          • sniyg Re: A gdyby Ci przyszło do głowy... 21.01.08, 23:14
                            Zwyczajnie, rodziną.

                            Rozdzielam byłą żonę i obecną żonę.

                            Córka zawsze będzie moją rodziną.
                            Jesli dojdzie nowa kobieta, to zbiór się rozszerzy,
                            moja rodzina się powiększy. A nie pozostanie taka sama,
                            lub mniejsza, w zalezności od tego ile dzieci z niej wypchnę
                            układają sobie życie po rozwodzie.
                      • chalsia Re: Bardzo prawdopodobne... 22.01.08, 00:34
                        tricolour napisał:

                        > ... ale trudno sprawdzić, bo to śmiała ekstrapolacja.

                        nie Tri - to nie jest śmiała ekstrapolacja a jedynie żelazna logika,
                        lecz tym razem zaprezentowana nie przez Ciebie.
                        • tricolour To nie jest logika... 22.01.08, 00:46
                          ... bo dzieci nie są partnerem dla rodziców - są zależne.

                          Podczas rozwodu to rodzice ustalają przyszłe relacje, a dzieci musza sie
                          podporządkować - innej drogi nie ma. Skoro ja mówię, że moja była rodzina nie
                          jest moją rodziną, to córka nie ma nic do gadania.

                          Gdy ja postawię sie w roli dziecka, to nie mam nic do gadania. I dlatego to jest
                          akstrapolacja.
                    • maza15 Re: Dobrze zrozumiałaś... 21.01.08, 22:35
                      ex to obca kobieta
                      dzieci z nią poczęte,to nie rodzina
                      a szczyt przyzwoitości,to alimenty na czas!?
                      dziwne podejście ,choćby tylko do dzieci
                      • tricolour Zależy od punktu siedzenia... 21.01.08, 22:52
                        ... jeśli jeszcze tkwisz w starym związku, to może sie wydawać, że mam dziwne
                        podejście.

                        Jesli jesteś w nowym związku, to - moim zdaniem - jest to właściwe podejście.
                        Zresztą możesz sobie wyobrazić czego oczekujesz od męża, który sie kiedyś
                        rozwiódł...
                        • maza15 Re: Zależy od punktu siedzenia... 21.01.08, 23:05
                          W niczym nie tkwię.
                          Rozumiem "była żona",ale byłe dzieci?
                          Jakieś gorsze? Byłe? Przecież Twoje,tak samo jak i te następne z
                          inną ,terażniejszą żoną.
                          Nawet święta nie z nimi,bo nie rodzina....smutne to.
                          • tricolour Nigdzie nie napisałem "byłe dzieci"... 21.01.08, 23:10
                            ... wymyśliłaś pojęcie, którego nie uzyłem. Wyciągasz wnioski z własnej wyobraźni...
                        • a.niech.to Re: Zależy od punktu siedzenia... 22.01.08, 18:36
                          tricolour napisał:

                          > Zresztą możesz sobie wyobrazić czego oczekujesz od męża, który sie
                          kiedyś
                          > rozwiódł...
                          Rozwiedziony Szeryf pozostaje szeryfem albo nigdy nim nie był, a ja
                          znów będę kandydować w wyborach na szefową GC. Wydarłabym mu prędzej
                          gwiazdę niż doprowadziła, aby w wyniku mojej obecności ucierpiały
                          jego dzieci, o swoje sama zadbam jakby co.
                          Tyle miejsca w naszym/moim życiu, ile rodzina Szeryfa uzna za
                          stosowne.
                  • a.niech.to Re: Dobrze zrozumiałaś... 22.01.08, 18:27
                    tricolour napisał:

                    > Zresztą moja córa ma 18 lat więc myślę o niej w kategoriach prawie
                    dorosłej
                    > kobiety, a nie dziecka.
                    Całkiem dorosłe kobiety pozostają córkami.
                  • scriptus Re: Dobrze zrozumiałaś... 25.01.08, 10:30
                    Pozwól, Tri, ja to traktuję inaczej. Moje dzieci, rodzice,
                    rodzeństwo, zawsze pozostają członkami mojej najbliższej rodziny, i
                    to nie byłej, ale aktualnej. Istnieje jeszcze dalsza rodzina,
                    krewni, powinowaci. Istnieją znajomi. Żaden związek z kobietą tą,
                    czy inną nic na tym nie może zmienić, spotykać się mogę z nimi
                    wszystkimi, kiedy chcę, co najwyżej mogę przełożyć termin spotkania,
                    jeżeli moja żona chce w danym momencie coś ze mną robić wspólnie i
                    nie da się tego przełożyć. Zawsze jest kompromis. Od samego ślubu
                    spotykałem się z rodzicami, choć moja żona ich nigdy nie lubiła.
                    Sugerowała nawet, że nie powinienem się z nimi spotykać z
                    solidarności z nią. Było to w czasach, kiedy jeszcze rozmawialiśmy,
                    dyskutowaliśmy, staraliśmy sie dochodzić do consensusu wspólnie.
                    Chyba nie muszę pisać, że po prostu ustaliliśmy, że nie musi chdzić
                    ze mną, jak nie chce, a dzieci, jeśli chcą, to mogą iść do dziadków.
                    Zawsze chciały.
                    Nie zamierzam już zawierać nowych związków małżeńskich, ale gdyby
                    jednak tak się zdarzyło, to moja partnerka MUSI zaakceptować mnie
                    takiego, jakim jestem, wraz z całym bagażem doświadczenia życiowego,
                    bliskich, czyli bliskiej i dalszej rodziny. Przepraszam Cię Tri, ale
                    może i może być była żona, nie ma jednak czegoś takiego, jak byłe
                    dziecko.... wrrrr, aż mną zatelepało.
              • a.niech.to Re: Te pytanie są z różnych dziedzin... 22.01.08, 18:25
                tricolour napisał:

                > Była rodzina nie jest rodziną.
                Rodzicielstwo to dożywocie.
    • nangaparbat3 Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 21.01.08, 23:21
      Nie wiem, czy ex liczyłby sie ze zdaniem corki, ale wiem, ze przedstawianym jej
      paniom naprawdę zalezalo na tym, jak wypadną w jej oczach. Czy były takie same z
      siebie, czy czuły, ze exowi zależy - nie mam pojecia.
      W kazdym razie wybrał sobie panią, ktora moją córkę traktuje dobrze (mnie
      zresztą też), nazywa swoją i moją corkę "siostrami".
      Jak by sie zachowal ex, gdyby ta pani chciała usunąc Mlodą z ich wspólnego
      zycia? wierzę, że nie pozwoliłby na to - ale jestem szczęśliwa, ze jak dotąd nie
      musialam sie o tym przekonywać.
      Słowo "rodzina" moze miec bardzo rózne zakresy. Dla mnie rodzina są bez
      watpienia dzieci exa i next - bo to rodzeństwo mojej córki. Jej siostra jest do
      niej zupełnie podobna, kocha ja i jest przez nia kochana - czy moze byc dla mnie
      obcą osobą?
    • z.odzysku Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 21.01.08, 23:24
      babe007 napisała:
      > ... Chciałam się Was panowie spytać, czy wiążąc się z
      > nową partnerką (a mając dzieci z poprzednich związków) bierzecie
      > również pod uwagę jej stosunek do faktu posiadania przez Was
      > potomstwa, lub jej zachowanie w bezpośrednim z nimi kontakcie?

      Zdecydowanie biorę pod uwagę stosunek mojej przyszłej partnerki do
      moich dzieci. Swoje córki bardzo kocham i nie chciałbym, aby żyły
      skonfliktowane z moją przyszłą partnerką. Tak więc będzie miało dla
      mnie duże znaczenie jak ona będzie się odnosić się do moich córek. Z
      drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę z ogromnie trudnego zadania
      jakie stoi przede mną, a polegającego na takim moderowaniu stosunków
      pomiędzy córkami a moją przyszłą partnerką, aby te stosunki układały
      się jak najlepiej.


      > Czy moglibyście związać się z kobietą, która nie toleruje Waszych
      > dzieci, utrudnia kontakty i.t.p.?

      z taką kobietą związać bym się nie mógł. Nie potrafiłbym bowiem
      wybrać pomiędzy miłością do córek, a uczuciem do nowej partnerki.
      Przypuszczam, że w obliczu takiego właśnie wyboru musiałbym stanąć w
      przyszłości, jeśli związałbym się z kobietą nieakceptującą moich
      dzieci.
      • tricolour Ja tu widzę pewien problem... 21.01.08, 23:44
        ... z "moderowaniem" stosunków między kobietą, a dziećmi. Uważam, że nie można
        wpływać na zachowania innych ludzi tak, by zachowywali się jak się Tobie podoba.

        Uważam, że kobieta albo zaakceptuje moje dzieci albo nie bedzie moją kobietą.
        • z.odzysku A ja tu nie widzę żadnego problemu... 21.01.08, 23:50
          tricolour napisał:
          > ... z "moderowaniem" stosunków między kobietą, a dziećmi. Uważam,
          > że nie można wpływać na zachowania innych ludzi tak, by
          > zachowywali się jak się Tobie podoba.

          ... bo przez "moderowanie" rozumiałem głównie pomoc w rozwiązywaniu
          konfliktów, tych istniejących i tych dopiero na horyzoncie. Ale
          to "moderowanie", to także mediacja, pomoc w zrozumieniu swoich
          potrzeb i oczekiwań, również uczuć, zrozumienie i zapewnienie o moim
          uczuciu zarówno do córek jak i nowej partnerki, podkreślenie, że
          żadne z nich nie jest "gorsze", etc. etc.
          I wcale bym nie chciał, aby ktokolwiek zachowywał się tak, jak mi
          się podoba. Skąd taki wniosek? Czyżby z Twojej wyobraźni?


          > Uważam, że kobieta albo zaakceptuje moje dzieci albo nie bedzie
          moją kobietą.

          Pod tym stwierdzeniem się podpisuję.
          • tricolour Inaczej rozumiałem moderowanie... 21.01.08, 23:52
            ... jak coś bardzo wpływowego. Czyli mamy takie samo zdanie...
            • z.odzysku Tośmy sobie wyjaśnili. Git. :) n/txt 21.01.08, 23:54

        • a.niech.to Re: Ja tu widzę pewien problem... 22.01.08, 18:42
          tricolour napisał:

          > ... z "moderowaniem" stosunków między kobietą, a dziećmi. Uważam,
          że nie można
          > wpływać na zachowania innych ludzi tak, by zachowywali się jak się
          Tobie podoba
          > .
          Ważna sprawa, żeby nexia nie czuła się postawiona w tle pierwszej
          rodziny. Zgadzam się, że facet musi rozsądnie wypośrodkować, nie
          dając uzasadnionych powodów do ukłuć w nexine serce. Nie ma tu
          miejsca na maniulację, a jedynie mądrą miłość tak ojcowską jak
          mężowską.
      • jarkoni Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 21.01.08, 23:46
        Nowa partnerka nie powinna mi zabraniać czegokolwiek jeśli chodzi o moje dzieci.
        Natomiast może mieć swoje zdanie i o tym możemy porozmawiać.
        Z kolei: była rodzina, jako rodzina, jest rzeczywiście "byłą" rodziną i jako
        taka już nie istnieje. Dziecko, czy dzieci, to inna sprawa. Ale już mniej się
        identyfikują jako "rodzina".
        Jako związek krwi- oczywiście zawsze tak..
        Widuję dzieci częściej lub rzadziej, nie ma już wspólnych obiadów, wspólnego
        zasypiania i budzenia się, kłótni o pastę do zębów, pomocy w odrabianiu
        lekcji, pomocy w zakupach, wywiadówek..Wielu rzeczy..Czyli rodziny jako takiej
        już nie ma.
        Zgadzam się z Tri, córcia będzie córcią zawsze, ale na litość.. Rodziny już nie
        ma i może to wróci jak już będzie dorosła, póki co szkielet rodziny próbują
        tworzyć jej mama i ona, ja jestem poza nawiasem "rodziny"
        • tricolour Właśnie... 21.01.08, 23:48
          ... ja nawet liczyłem się z tym (i nosiłem zgodę), że jakby ex znalazła sobie
          faceta, to rodzinę tworzyliby we trójkę z moją córką. To byłoby normalne... Ja
          byłbym ojcem biologicznym, ale nie rodziną.
        • z.odzysku No tu się trochę zaniepokoiłem.... 22.01.08, 00:05
          jarkoni napisał:
          > (...) nie ma już wspólnych obiadów, wspólnego
          > zasypiania i budzenia się, kłótni o pastę do zębów, ...

          tego oczywiście nie ma, bo to zrozumiałe, gdyż nie mieszkasz już z
          dziećmi pod jednycm dachem.

          > ... pomocy w odrabianiu lekcji, pomocy w zakupach,
          > wywiadówek..

          przecież w tym możesz brać udział. O ile tylko sam chcesz.
          Do mnie córki przynoszą zeszyty i książki i razem lekcje odrabiamy
          (z niemałą dawką humoru nieraz smile ), na zakupy razem jeździmy i
          pomagam córkom w tychże (śmiało i bęz skrępowania poproszą mnie o
          zdanie), na wywiadówkach też się czasem pojawiam... więc można, o
          ile samemu się tego chce.


          > Wielu rzeczy..Czyli rodziny jako takiej już nie ma.

          Rodziny w dawnej postaci już nie ma. Ale córki zawsze będą dla mnie
          rodziną. Mówienie o nich "była rodzina", to jakby wydziedziczenie.
          Jakoś mnie się to nie mieści w głowie.
          • tricolour A co w takiej sytuacji... 22.01.08, 00:12
            ... gdy Twoja ex wyjdzie za mąż? Przecież założy nową rodzinę i Twoje dzieci
            będą do niej należały wraz z nowym ojcem.

            Czy dalej będziesz mówił o swoich dzieciach jak o rodzinie?
            • z.odzysku Tak. One nadal będą moją rodziną... 22.01.08, 00:22
              tricolour napisał:
              > ... gdy Twoja ex wyjdzie za mąż? Przecież założy nową rodzinę i
              > Twoje dzieci będą do niej należały wraz z nowym ojcem.

              ... bo dla mnie słowo "rodzina" obejmuje przede wszystkim więzy krwi.
              Nowy mąż ex nigdy nie będzie ojcem dla moich córek. Co najwyżej
              opiekunem. Ja to wiem, córki to wiedzą, i podejrzewam, że nawet ex
              to wie (choć głowy bym nie dał).

              > Czy dalej będziesz mówił o swoich dzieciach jak o rodzinie?

              j.w.
              • tricolour To tu się różnimy... 22.01.08, 00:26
                ... bo dla mnie rodzina nie oznacza więzów krwi.

                Mam znajomych, którzy adoptowali dziecko i tworzą rodzinę choć więzów krwi nie ma.
                • z.odzysku I dobrze, że się różnimy, przynajmniej... 22.01.08, 00:33
                  tricolour napisał:
                  > ... bo dla mnie rodzina nie oznacza więzów krwi.

                  ... można podyskutować, a nie napieprzać jak w wątku obok.


                  > Mam znajomych, którzy adoptowali dziecko i tworzą rodzinę choć
                  > więzów krwi nie ma.

                  Ja to nazywam "więzy krwi z wyboru" wink Ale przykład dobry podałeś.
                  Słowo klucz w Twoim przykładzie, to "adopcja". Toż to właśnie jest
                  owa przysposobiona więź. Z konieczności wytworzona przez zgodne
                  deklaracje stron przypieczętowane stosownymi przepisami prawnymi,
                  ale więź (krwi się nie dało, więc prawo cywilne było tu substytutem
                  owej).
              • jarkoni Re: Tak. One nadal będą moją rodziną... 22.01.08, 00:33
                z.odzysku, wywlekasz z kontekstu, a ja te przykłady na szybko z głowy
                traktowałem jako całość "czucia się rodziną codziennie"
                Tak, bywam na zakupach, pomagam w angielskim, gadam o szkole (ostatnio dyskusja
                dlaczego historia jest ważna, a nie mało ważna), ale to już nie jest TO, z
                doskoku to już nie jest "rodzina" i "rodzinnie", wiesz o czym mówię? Bo jeśli
                tej różnicy nie czujesz, to wybacz, nie było tematu..
                • z.odzysku Rzeczywiście... 22.01.08, 00:58
                  jarkoni napisał:
                  > z.odzysku, wywlekasz z kontekstu, a ja te przykłady na szybko z
                  > głowy traktowałem jako całość "czucia się rodziną codziennie"

                  ... trochę wywlokłem z kontekstu. Przepraszam. Ale jakoś tak lekko
                  mnie poraziły Twoje słowa. W szerszym kontekście Twoje przykłady są
                  OK.


                  > Tak, bywam na zakupach, pomagam w angielskim, gadam o szkole
                  > (ostatnio dyskusja dlaczego historia jest ważna, a nie mało
                  > ważna), ale to już nie jest TO, z doskoku to już nie
                  > jest "rodzina" i "rodzinnie", wiesz o czym mówię?
                  > Bo jeśli tej różnicy nie czujesz, to wybacz, nie było tematu..

                  Wiem o czym mówisz. Naprawdę. I czuję różnicę. Może jeszcze trochę
                  się bronię przed całkowitym zaakceptowaniem faktu, że już dawna
                  rodzina nigdy nie wróci. Ale pracuję nad tym.
                  • a.niech.to Re: Rzeczywiście... 22.01.08, 18:54
                    z.odzysku napisał:

                    > Wiem o czym mówisz. Naprawdę. I czuję różnicę. Może jeszcze trochę
                    > się bronię przed całkowitym zaakceptowaniem faktu, że już dawna
                    > rodzina nigdy nie wróci. Ale pracuję nad tym.
                    Zbudujecie nową jakość, być może przewyższającą pierwotną, zależy
                    jak tam komu sie działo. W miody w przedrozwodowych rodzinach nie
                    jestem sklonna uwierzyć.
            • chalsia Re: A co w takiej sytuacji... 22.01.08, 00:43
              tricolour napisał:

              > ... gdy Twoja ex wyjdzie za mąż? Przecież założy nową rodzinę i
              Twoje dzieci
              > będą do niej należały wraz z nowym ojcem.
              >
              > Czy dalej będziesz mówił o swoich dzieciach jak o rodzinie?

              czy z racji tego, że ojciec się wyprowadził i ożenił z nexią, to
              przestał być rodzina dla swojego dziecka?
              Tri, chyba Ci dzisiaj kiepsko tryby chodzą.
              • tricolour W moim rozumieniu przestał... 22.01.08, 00:48
                ... i tryby nie mają tu znaczenia, że Tobie sie to nie podoba.
            • cathy_bum Re: A co w takiej sytuacji... 22.01.08, 11:32
              tricolour napisał:

              > ... gdy Twoja ex wyjdzie za mąż? Przecież założy nową rodzinę i
              Twoje dzieci
              > będą do niej należały wraz z nowym ojcem.

              Lekko mnie przytkało... Naprawdę uważasz, że nowy partner matki
              staje się automatycznie ojcem jej dzieci?!
              Wchodząc w nowy związek oczekiwałabym od partnera akceptacji mojego
              dziecka, nawiązania między nim a Młodą życzliwych relacji.
              Ucieszyłabym się, gdyby stał się jej przyjacielem, kimś do kogo
              mogłaby się zwrócić z kłopotem itd. Ale ona ma ojca i mój
              potencjalny związek ani jej tego nie odbierze, ani nie dołoży jej
              drugiego taty.
              Owszem, znam - i to z autopsji- sytuacje, kiedy ojczym całkowicie
              wchodzi w rolę ojca. Ale to możliwe wtedy, kiedy biologiczny ojciec
              całkowicie porzuca dziecko. Trochę podobne do adopcji, tylko nie
              poprzedzone sądowymi regulacjamismile
              • tricolour Najwyraźniej różnie rozumieny... 22.01.08, 12:37
                ... zakres znaczenia słowa "rodzina".
                • cathy_bum Re: Najwyraźniej różnie rozumieny... 22.01.08, 12:49
                  tricolour napisał:

                  > ... zakres znaczenia słowa "rodzina".

                  Chodziło mi konkretnie o rozumienie słowa "ojciec". Dla mnie ktoś
                  nie staje się ojcem tylko przez związek z matką dziecka. Choć może
                  być przez to dziecko lubiany, akceptowany czy nawet kochany.
                  Jeżeli jednak dla Ciebie więzy formalne z matką, czynią kogoś
                  ojcem... To tak odmiennie rozumiemy zakres znaczeniowy tego słowasmile)
                  • tricolour Właśnie nie więzy formalne... 22.01.08, 14:34
                    ... bo nie jest rodziną związek w trakcie rozwodu choć więzy formalne istnieją
                    do orzeczenia sądu.

                    Rodzina to całość: emocjonalna, finansowa, lojalnosciowa, mająca wspólne cele
                    itp. To dlatego rodziną (w moim rozumieniu) jest matka z córką + nowy mąż. Nie
                    są rodziną moje relacje z córką z wielu względów, które wynikają z naszej
                    rozdzielności: dwa domy, wzajemna niewiedza o sobie, rzadki kontakt (jak na
                    rodzinę)...
                    • cathy_bum Re: Właśnie nie więzy formalne... 22.01.08, 15:03
                      Zgodzę się, że matka, dziecko i jej nowy mąż mogą tworzyć rodzinę.
                      Jednak nowy partner nie staje się przez to ojcem dziecka. Natomiast
                      mój ex nadal jest rodziną mojej córki, bo łączą ich silne więzi,
                      choć razem nie mieszkają. Na tej samej zasadzie jest dla mnie
                      rodziną babcia mieszkająca na drugim końcu Polski, choć widujemy się
                      niezbyt często i nie łączą nas żadne ekonomiczne zależności.

                      Oczywistym jest dla mnie, że potencjalny dzieciaty partner uważałby
                      za rodzinę swoje dzieci mieszkające z matką. To dla mnie naturalne.

                      Postrzegamy pojęcie rodziny odmiennie. I oksmile) Zastanowiło mnie
                      jednak bardziej Twoje potraktowanie nowego męża matki jako "nowego
                      ojca". Moje dziecko ojca już ma. Cokolwiek bym o tym facecie nie
                      myślała, pozostanie jej ojcem. Kontaktują się, spędzają wspólnie
                      czas, łączą ich emocjonalne więzi.
                      Tak samo, gdybym zamieszkała np. z mężczyzną samotnie wychowującym
                      dzieci, nie stałabym się od tego ich matką! Mogłabym je polubić,
                      pokochać, dbać na co dzień. Ale to nie dawałoby mi prawa do
                      uzurpowania sobie roli matki. Choć taki układ na pewno byłby rodziną.
                      • tricolour Dzieci często mówią "mamo, tato"... 22.01.08, 15:11
                        ... do nowych partnerów rodzica. Szczególnie te mniejsze dzieci, którym nie
                        przeszkadza swobodne wyrażanie emocji. W takiej sytuacji taka "nowa" mama czt
                        tata musi przejąć obowiązki także mamine i tatowe. Ja nie mówię o uzurpowaniu
                        sobie roli matki czy ojca, tylko o takiej bliskości, że rola podejmie sie wręcz
                        sama.
                        • cathy_bum Re: Dzieci często mówią "mamo, tato"... 22.01.08, 15:39
                          Rozumiem doskonale o czym mówisz. Choćby z tego względu, że sama się
                          wychowałam w takiej rodzinie. Nowy mąż mojej mamy pojawił się, kiedy
                          byłam bardzo mała, natomiast mój biologiczny ojciec zerwał ze mną
                          kontakty. Ojczym stał się moim prawdziwym tatą, aczkolwiek zawsze
                          mówiłam do niego po imieniu. No i tak naprawdę czułam, że o
                          większości dotyczących mnie spraw decydujący głos należy do mamy.

                          Jednak mówimy o dzieciach, które mają żyjących rodziców i
                          utrzymujących z nimi kontakt. Tyle, że rozwiedzionych. Dla dzieci ta
                          więź z dochodzącym rodzicem jest bardzo ważny.
                          Moja córka, kiedy się zorientowała, że z kimś się spotykam,
                          zapytała, czy on "nie zastąpi jej taty". Bardzo się tego bała.
                          Dopiero zapewnienie, że tata zawsze będzie tatą, że ma prawo do
                          swoich z nim tajemnic, wyjazdów i nieograniczonych kontaktów,
                          pozwoliło jej zaakceptować sytuację i naprawdę polubić bliskiego mi
                          człowieka.
                          Mieszkając pod jednym dachem nowi partnerzy rodziców często
                          przejmują część obowiązków nieobecnego rodzica. To jasne. Ale czy
                          stają się rodzicami? Nie. W każdym razie rzadkosmile
                        • nenia1 Re: Dzieci często mówią "mamo, tato"... 22.01.08, 17:09
                          Tricolor, urzekła mnie twoja historiasmile

                          Świąt z własną rodzoną córką nie spędzisz, bo nie jest twoją
                          rodziną, na skutek twojej i żony decyzji o rozwodzie,
                          a jednocześnie masz przekonanie, że nowy partner MUSI przejąć
                          obowiązki rodzica i wytworzy taką bliskość, że w naturalny sposób
                          wcieli się w tą rolę.

                          Przez grzeczność zmilczę.
                          • tricolour No to milcz... 22.01.08, 17:18
                            ... a nie mów, że bedziesz milczeć szczególnie wtedy, gdy nie rozumiesz takstu
                            pisanego lub dorabiasz własną ideologię.

                            Masz jakieś doświadczenia, to się nimi podziel. Proste.
                            • nenia1 Re: No to milcz... 22.01.08, 18:49
                              Nie mam doświadczeń w zaliczaniu własnych dzieci do byłej rodziny,
                              dla mnie moja córka, przed czy po rozwodzie, zawsze była moją rodziną.

                              Mogłabym zrozumieć, że chodzi ci o to, że twoja rodzina w pierwotnym
                              składzie po rozwodzie nie istnieje, nie funkcjonuje już jako męż, żona i ich dzieci.
                              Ale w miejsce tej rodziny powstają przecież nowe rodziny, jedną tworzysz ty i dziecko, drugą twoja żona i dziecko ( można by stwiedzić metaforycznie, że dziecko stanowi zbiór wspólny tych rodzin). Te rozdziny zazwyczaj się rozszerzają o nowych partnerów.

                              Ty natomiast na wyraźnie postawione ci pytanie przez chyba babe czy chalsie stwierdzasz, że
                              "święta spędzam z rodziną, była rodzina to nie rodzina",
                              po czym na kolejne pytanie doprecyzowujące stwierdzasz, że córka należy do byłej rodziny.
                              Stąd mój wniosek, że nie spędzisz świąt z córką, bo nie jest twoją rodziną.
                              Skutki jakie wywodzisz z faktu rozwodu i zmiany składu osobowego rodziny, są jak dla mnie, zbyt dalego idące.
                              Skoro święta tylko z rodziną, to wyjazd na wakacje też tylko z rodziną, itd. itd.?

                              I skad czerpiesz informacje, że dzieci często do nowych partnerów rodziców, mówią mamo, tato.
                              Wbrew temu co sugerujesz sądze, że dzieci, nawet małe, są często bardziej lojalne wobec własnych rodziców, niż rodzice wobec dzieci.
                              Właśnie z powodu jaki wymieniasz wcześniej, są od rodziców zależni.
                              Nie odejdą z domu do nowej mamy, czy taty - bo im się starzy rodzice znudzili.
                              Dzieci kochają nawet takich rodziców, którzy piją i biją, a ty malujesz sielankowy obraz harmonijnego tworzenia się nowej rodziny,
                              gdzie nowy partner ochoczo przejmuje obowiązki biologicznego rodzica,
                              a dzieci rzucają się mu w ramiona w okrzykiem tato, mamo.

                              Nie sądzę, by twoja córka po twoim rozwodzie myślała o sobie, ze nie jest twoją rodziną.
                              Może jej przedstaw swoje zdanie w cztery oczy.
                              • tricolour No to sprawa jest jasna... 22.01.08, 19:31
                                ... Ty zaliczasz córkę do swojej rodziny, a ja zaliczam do byłej rodziny z
                                określonych względów.
        • chalsia Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 22.01.08, 00:42
          > Widuję dzieci częściej lub rzadziej, nie ma już wspólnych obiadów,
          wspólnego
          > zasypiania i budzenia się, kłótni o pastę do zębów, pomocy w
          odrabianiu
          > lekcji, pomocy w zakupach, wywiadówek..

          a według mnie bycie ojcem dziecka, które po rozstaniu mieszka z mamą
          absolutnie nie wyklucza robienia tego wszystkiego, co powyżej
          napisałeś. Jesli dziecko spędza u ojca jakieś weekendy, wakacje a
          ojciec interesuje się i chce brać udział w życiu szkolnym i kupowa.c
          coś dla dziecka, to nic temu nie stoi na przeszkodzie. Tylko trzeba
          chcieć. (nie pisze tu o patologicznych przypadkach jak u jp czy
          Misia)
          • z_mazur Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 22.01.08, 14:45
            Gewarantuję Ci Chalsiu, że w przypadku nastolatki(tka), który
            zaczyna mieć już swoje życie, jest to może nie niemożliwe, ale
            bardzo trudne.
            Próbowanie życia na dwa domy, byłoby kłopotliwe najbardziej właśnie
            dla takiego dziecka.
            Moja córka rzadko spędza weekendy w swoim domu, a co dopiero w moim.
            Powiem, że właśnie po rozstaniu tego mi najbardziej brakowało -
            codzienności.
          • menab Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 23.01.08, 08:17
            Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, żeby mój ex bywał u mnie w domu,
            kiedy tworzę już nową rodzinę z moim partnerem, i odrabiał lekcje z
            dzieckiem, czy siedział z nami przy obiedzie. Nawet jeśli nie ma
            patologii w kontaktch między byłymi to relacje o jakich piszesz są
            trudne do podtrzymania.
            • pelagaa Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 23.01.08, 08:38
              A co stoi na przeszkodzie, aby ex odbieral dziecko ze szkoly,
              zabieral do swojego domu, gdzie jedliby razem obiad i odrabiali
              razem lekcje? Bo o to chodzi. Nie o laczenie nowych i starych
              rodzin, tylko o utrzymywanie kontaktow z RODZINA, ktora dzieci nigdy
              nie przestaja byc dla kochajacych porozwodowych rodzicow.
              • menab Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 23.01.08, 08:43
                Szczerze - mi nic w takim układzie, o którym piszesz.Ale my nie
                wiemy gdzie on mieszka, ukrywa to przed wszystkimi, a już jesteśmy 4
                lata osobno i przez ten czas nie zaglądnął do żadnego zeszytu
                córki.I to utrzymywanie kontaktów z rodziną jest pojęciem względnym.
                • pelagaa Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 23.01.08, 09:03
                  No tak, ale to co napisalas, swiadczy tylko o tym, ze facet TYPOWO
                  sam sie wylogowal z ukladu.
                  A jak sie chce, to naprawde w wiekszosci przypadkow NORMANYCH sie da.
                  • menab Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 23.01.08, 09:06
                    Być może. Ale On jak ją widzi to płacze, bo tak za nią się
                    stęsknił...Inna sprawa, że nie chce jej widzieć częściejsad
                    • tricolour Tutaj najwięcej krytykują osoby... 23.01.08, 09:26
                      ... które nic nie piszą o swoich porozwodowych relacjach albo o których wiadomo,
                      że tych relacji nie ma.

                      Podejrzewam więc, że naszym rzeczywistym przeciwstawiają one swoje wymyślone
                      (wyobrażone, wyoglądane w amerykańskich filmach) relacje, które powinny być ich
                      zdaniem.
        • a.niech.to Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 22.01.08, 18:48
          jarkoni napisał:

          > póki co szkielet rodziny próbują
          > tworzyć jej mama i ona, ja jestem poza nawiasem "rodziny"
          Nie sądzisz, że powinieneś tworzyć równoległy kościec, choć na pewno
          odmienny? Nader łatwo ojcowie idą na łatwiznę, wycofując się z życia
          dzieci. Nie trzeba z kimś mieszkać, aby mieć z nim głęboką,
          satysfakcjonującą więź.
    • der1974 Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 22.01.08, 00:16
      Oczywiście biorę pod uwagę jej stosunek do dzieci. Ja jestem w
      dobrym kontakcie z dziećmi. Bywają u mnie i nocują także. Zależy mi
      na tym, żeby mieć z nimi dobrą relację. Nigdy nie związałbym się z
      kobietą, która nie toleruje moich dzieci. Gdyby był choć cień
      eliminacji moich córek, to pani by się sama wyeliminowała. Zawsze
      wybiorę moje dzieci, a nie kobietę, gdybym miał być postawiony pod
      murem. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Ja nie ukrywam faktu
      posiadania dzieci i albo jest to akceptowane (a jest i to bardzo, za
      co jestem wdzięczny i nie ukrywam tego) albo wypad na drzewo. Na
      szczęście nie mam takiego zmartwienia. Nie wyobrażam sobie żeby mi
      baba takie warunki stawiała. To jakaś paranoja jest. I dokładnie to
      samo działa w drugą stronę. Jeśli spotykam się z kobietą, która ma
      dzieci to muszę to brać to pod uwagę i być dla nich życzliwy, co
      akurat nie sprawia mi problemów. Moje dzieci są częścią mnie i
      jakakolwiek uwaga w tym zakresie by skutkowała rozstaniem się.
      Właśnie - widziały gały co brały. To jest moja relacja i kobieta ma
      to szanować. Absolutnie bezdyskujne to jest. Warunkiem sine qua non
      związku jest akceptacja dla moich córek i okazywanie tego ( i
      jeszcze raz tylko mogę podziękować że tak się dzieje).
      A bycie razem z dziećmi niczego nie ogranicza - zawsze się można
      zamknąć w łazience o ile umywalka jest należycie przymocowana smile
      • jarkoni Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 22.01.08, 00:41
        Der, umywalka była boska..
        Uważaj tylko na to co piszesz, bo podobno różne phokary, crazysomy i inne leją
        potem z tego na swoim forum (to z innego wątku).
        Ja oczywiście też nie pozwolę sobie na związek z kobietą, która nie
        akceptowałaby tego, że mam dzieci i zawsze będą moje i kochane.
        To jedno.
        Drugim jest, że ze swoimi dziećmi nie tworzę już wspólnej rodziny.
        Rozgraniczmy jedno od drugiego..
        • julka1800 Re: Jarkoni 22.01.08, 13:07
          " Widuję dzieci częściej lub rzadziej, nie ma już wspólnych obiadów,
          wspólnego zasypiania i budzenia się, kłótni o pastę do zębów, pomocy
          w odrabianiu lekcji, pomocy w zakupach, wywiadówek..Wielu
          rzeczy..Czyli rodziny jako takiej już nie ma.
          Zgadzam się z Tri, córcia będzie córcią zawsze, ale na litość..
          Rodziny już nie ma i może to wróci jak już będzie dorosła, póki co
          szkielet rodziny próbują tworzyć jej mama i ona, ja jestem poza
          nawiasem "rodziny" "

          Jarkoni, pozwole sobie zaryzykowac stwierdzenie, ze Ty sam sie
          wystawiasz poza nawias "rodziny".

          Bo, tak jak napisala Chalsia, mozna, o ile sie chce i nie
          przeszkadza temu odleglość, zjesc wspolny obiad czy pomoc w
          odrabianiu lekcji.

          Jesli Twoje postepowanie sie nie zmieni (przyklad Komunia i
          alimenty) bedziesz poza nawiasem na wlasne zyczenie.
          • jarkoni Re: Jarkoni 24.01.08, 18:49
            julka1800 napisała:

            > " Widuję dzieci częściej lub rzadziej, nie ma już wspólnych obiadów,
            > wspólnego zasypiania i budzenia się, kłótni o pastę do zębów, pomocy
            > w odrabianiu lekcji, pomocy w zakupach, wywiadówek..Wielu
            > rzeczy..Czyli rodziny jako takiej już nie ma.
            > Zgadzam się z Tri, córcia będzie córcią zawsze, ale na litość..
            > Rodziny już nie ma i może to wróci jak już będzie dorosła, póki co
            > szkielet rodziny próbują tworzyć jej mama i ona, ja jestem poza
            > nawiasem "rodziny" "
            >
            > Jarkoni, pozwole sobie zaryzykowac stwierdzenie, ze Ty sam sie
            > wystawiasz poza nawias "rodziny".
            >
            > Bo, tak jak napisala Chalsia, mozna, o ile sie chce i nie
            > przeszkadza temu odleglość, zjesc wspolny obiad czy pomoc w
            > odrabianiu lekcji.

            Julka, jak to sobie wyobrażasz? Pisałem też o tym, że źle się czuję już
            wjeżdżając do dzielnicy, w której mieszkałem, do domu nawet nie chcę wchodzić,
            widzieć byłej żony również nie.
            Rozumiem układy, w których byli małżonkowie są absolutnymi przyjaciółmi, ex mąż
            codziennie przyjeżdża odrabiać z dziećmi lekcje, przywozi zakupy, naprawia coś w
            swoim byłym domu, jedzą wspólne obiady jak sugerujesz itp..
            A co wtedy robi np. nowy mąż? Razem siada do odrabiania lekcji z dziećmi? Razem
            z byłym mężem i "rodziną" (wspólną rozumiem) jedzą ten obiad i nowy mąż podsuwa
            sałatki temu "ex" i częstuje kieliszeczkiem?
            Potem po lekcjach chłopaki siadają wspólnie przed TV, żona (w sumie jakby
            wspólna) przynosi im po piwie i oglądają mecz?
            Naprawdę tak to widzisz? Aż takie to proste?
            Bo ja zabieram dzieci na wspólne jedzenie poza domem(choćby Mac Donald), jeśli
            rozmawiamy o szkole, to też poza domem.
            Jakiś komentarz?
            • chalsia Re: Jarkoni 24.01.08, 23:48
              > Julka, jak to sobie wyobrażasz? Pisałem też o tym, że źle się
              czuję już
              > wjeżdżając do dzielnicy, w której mieszkałem, do domu nawet nie
              chcę wchodzić,
              > widzieć byłej żony również nie.
              > Rozumiem układy, w których byli małżonkowie są absolutnymi
              przyjaciółmi, ex mąż
              > codziennie przyjeżdża odrabiać z dziećmi lekcje, przywozi zakupy,
              naprawia coś
              > w
              > swoim byłym domu, jedzą wspólne obiady jak sugerujesz itp..
              > A co wtedy robi np. nowy mąż? Razem siada do odrabiania lekcji z
              dziećmi? Razem
              > z byłym mężem i "rodziną" (wspólną rozumiem) jedzą ten obiad i
              nowy mąż podsuwa
              > sałatki temu "ex" i częstuje kieliszeczkiem?
              > Potem po lekcjach chłopaki siadają wspólnie przed TV, żona (w
              sumie jakby
              > wspólna) przynosi im po piwie i oglądają mecz?
              > Naprawdę tak to widzisz? Aż takie to proste?
              > Bo ja zabieram dzieci na wspólne jedzenie poza domem(choćby Mac
              Donald), jeśli
              > rozmawiamy o szkole, to też poza domem.
              > Jakiś komentarz?

              takie uczestniczenie w życiu dziecka nie wymaga codziennego
              przesiadywania godzinami w domu eksi ani wspólnych obiadów z nextem.
              Mozna odwiedzić dziecko w jego domu i po prostu być z nim w jego
              pokoju odrabiając lekcje, a wczasie wizyt dziecka u ojca też o
              robić, chadzać na zakupy itp, itd.

              Jeśli dostajesz drżaczki itp przyjeżdżając pod dom dziecka, to
              myślę, ża masz sporo spraw do przemyślenia i zamknięcia - bardzo w
              tym pomocna jest psychoterapia.
            • pelagaa Pozwole sobie skomentowac, choc nie jestem Julka 25.01.08, 08:47
              > Jakiś komentarz?

              Nie po to sie ludzie rozwodza, aby jadac wspolne obiadki i aby ex
              uczestniczyl we wspolnym zyciu.
              Jednoczesnie rozwod nie oznacza, ze facet rozwodzi sie z dziecmi.
              Mozna odrabiac lekcje z dzieckiem w domu ojca, mozna UGOTOWAC obiad
              samemu dla dziecka, albo isc wspolnie do knajpy, jak sie jest az tak
              lewym, aby nie umiec usmazyc kotleta, czy paluszkow rybnych gotowych.
              Mozna miec z dzieckiem kontakt i rozmawiac, a wtedy wie sie, czego
              dziecko chce od "Mikolaja", jakie ma problemy, co je dreczy, jakie
              ma radosci.
              Jest milion sposobow na zachowanie WIEZI rodzinnych z dzieckiem po
              rozwodzie z jego matka, tylko trzeba chciec.
              • sylwiamich Re: Pozwole sobie skomentowac, choc nie jestem Ju 25.01.08, 09:57
                W życiu mojej rodziny były dwa lata, kiedy nie było mnie w domu 8-10
                dni.Potem byłam 6-8 z dziećmi.Pracowałam w mieście oddalonym o
                150km....stąd te rozłąki.Początkowo przerykiwałam całe noce...tak
                bardzo tęskniłam za dziećmi.Z czasem zaczęłam wypadać z rodziny.Tak
                się po prostu dzieje.Od 2 lat jestem z dzieciakami, jednak tej więzi
                jaką miałam "przed" nie da się odbudować.Dzieci są już samodzielnymi
                doroślakami, dlatego tak bardzo nie rozpaczam.Ale dopóki samemu się
                takiej rozłąki nie przeżyje...łatwo mówić o budowaniu więzi.A miałam
                dość komfortową sytuację


                Z powodu przeglądu technicznego sygnaturki na czas nieokreslony
                zostały zawieszone
                • a.niech.to Re: Pozwole sobie skomentowac, choc nie jestem Ju 25.01.08, 11:20
                  sylwiamich napisała:

                  > Od 2 lat jestem z dzieciakami, jednak tej więzi
                  > jaką miałam "przed" nie da się odbudować.Dzieci są już
                  samodzielnymi
                  > doroślakami, dlatego tak bardzo nie rozpaczam.
                  Nie rozpaczaj wcale. Budujesz każdego dnia inne jakościowo związki
                  niż te utracone w przeszłości, a i te obecne będą ewaluować wraz z
                  dorastaniem dziecisków. Nowe nie znaczy gorsze, czasem nawet lepsze.
                  ----------------------------
                  Wolna, tylko po co mi tyle wolności...
                • chalsia Re: Pozwole sobie skomentowac, choc nie jestem Ju 25.01.08, 11:24
                  > W życiu mojej rodziny były dwa lata, kiedy nie było mnie w domu 8-
                  10
                  > dni.Potem byłam 6-8 z dziećmi.Pracowałam w mieście oddalonym o
                  > 150km....stąd te rozłąki.Początkowo przerykiwałam całe noce...tak
                  > bardzo tęskniłam za dziećmi.Z czasem zaczęłam wypadać z
                  rodziny.Tak
                  > się po prostu dzieje.Od 2 lat jestem z dzieciakami, jednak tej
                  więzi
                  > jaką miałam "przed" nie da się odbudować.

                  nikt tu nie pisze, że przy braku stałej codziennej obecności ta więź
                  będzie identyczna jak przed rozstaniem. Ale może być mimo wszystko
                  bardzo dobra albo mocno kulawa. A jaka będzie - to zależy właśnie od
                  ojca - jego chcenia, starań (pomijam przypadki eksi JP czy Misia).
      • anja_pl der 22.01.08, 12:43
        nie pierwszy raz przywracasz mi wiarę, że ex może być OK,

        tylko dlaczego mój nie jest taki jak Twojej ex?
        • der1974 Re: der 23.01.08, 00:45
          Nie mam pojęcia anja dlaczego tak jest. Ja kocham swoje córki i one
          są dla mnie najważniejsze. Dlatego tak mnie cieszy fakt, że są
          akceptowane przez moją partnerkę. Peszę się, kiedy piszesz, że nie
          pierwszy raz przywracam Ci wiarę, że ex może być OK. Może chcicałby
          być taki a Ty tego nie widzisz? Nie wiem.
      • markus_wak Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 22.01.08, 20:09
        Miałem coś napisać od siebie, ale zrobiłeś to za mnie. Nie mam nic do dodania.
        No może tylko jeszcze to, że dowolne święta mogę spędzać w dowolnie dużym gronie
        exów nextów itp, pod warunkiem, że są tam moje dzieci oraz minimum wzajemnego
        szacunku i obowiązuje pakt o nieagresji. Odkąd są w związku dzieci już nigdy nie
        podejmuje się decyzji o sobie bez uwzględniania ich interesu.

        Łazienka to bardzo ważne pomieszczenie w życiu człowieka praktykującego. smile


        • der1974 Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 23.01.08, 00:53
          Dokładnie jak napisałeś - odkąd są dzieci już nigdy nie można podjąć
          jakichkolwiek decyzji bez uwzględniania ich interesu. Dlatego nie
          zgadzam się z Tri, że to jest jakaś relacja nie obowiązująca
          kobietę, którą wybrałem. Ma to zaakceptować i nie ma innego wyjścia.

          Bo przecież kobieta wiążąc się z mężczyzną z dziećmi powinna mieć na
          względzie, że ich matka może umrzeć, zwariować, zachorować albo
          uciec gdzieś. I wtedy po stronie ojca powstaje zobowiązanie do
          opieki nad nimi. Kobieta, która chce być z facetem z dziećmi musi to
          uwzględniać. I albo akceptuje, że jego dzieci mogą być z nim z
          nieoczekiwanych przyczyn, albo niech spada daleko.
          • tricolour Może się niefortunnie wyraziłem... 23.01.08, 01:00
            ... pisząc "nie brałem pod żadną uwage jej stosunku do mojej córki, bo to nie
            jej sprawa. Stosunek do córki ma matka i ojciec, a nie obca (dla dziecka)
            kobieta" - miałem na myśli, że moja kobieta nie ma nic do gadania w sprawach
            mojego dziecka --> ona mnie akceptuje z dorodziejstwem inwentarza czyli także z
            córką.
            • pelagaa Re: Może się niefortunnie wyraziłem... 23.01.08, 07:36
              > ona mnie akceptuje z dorodziejstwem inwentarza czyli tak
              > że z córką.

              Nietrudno o akceptacje faceta z "dobrodziejstwem inwentarza" jesli
              nie spedza z owym inwentarzem regularnie weekendow, swiat, wakacji,
              wolnych dni, nie chodzi do lekarza, nie siedzi przy lozku w czasie
              choroby, nie chodzi na wywiadowki, nie odrabia lekcji, jego dzieci
              nawet nie nocuja w nowym, wspolnym z next domu. Wszystkie te rzeczy
              MOZE jesli CHCE (i nie ma duzych odleglosci i chorych ukladow
              porozwodowych) robic porozwodowy ojciec, ktory nie uwaza dziecka za
              byla rodzine.
              • tricolour Przykro mi, że masz takiego podłego eksa... 23.01.08, 09:10
                ... i chyba dobrze rozumiesz, co mam na myśli.

                No chyba nie piszesz o mnie w 3 osobie, prawda?

                smile)
                • pelagaa Re: Przykro mi, że masz takiego podłego eksa... 23.01.08, 09:26
                  Moj ex nie utrzymuje kontaktow z synem od lat i jest pozbawiony
                  wladzy rodzicielskiej. Czy jest podly? Dla mnie nie. Czy jest dobrym
                  ojcem? Zdecydownie nie. Czy jest Ci naprawde przykro? Nie sadze.

                  A napisalam, to co napisalam i co chcialam napisac, wystarczy
                  przeczytac ze zrozumieniem.
                  W swoim zyciu przechodzilam rozne fazy i macocha bylam, a nawet
                  calodobowa, wiec wiem, co jest latwo zaakceptowac, a co trudno.
                  Wszystko tez zalezy od priorytetow akceptujacego.
                  • tricolour Właśnie. 23.01.08, 09:29
                    Na swoim podwórku masz stan sądowych zakazów. Na moim jest znacznie lepiej więc
                    porządki, pouczania i aluzje zacznij od siebie.

                    Mówiąc inaczej: co masz do przeciwstawienia (z własnego życia) mojej koncepcji?
                    • pelagaa Co wlasnie? 23.01.08, 09:39
                      Nie mam ZADNYCH sadowych zakazow, ani nie ma ich ojciec. Nie masz
                      najwyrazniej pojecia co to jest wladza rodzicielska i co oznacza jej
                      pozbawienie i kiedy stosuje sie pozbawienie wladzy rodzicieslkiej.
                      Z wlasnego zycia, prosze bardzo. Spotykalam sie z ojcem, ktory z
                      dzieckiem spedzal co drugi weekend, albo wiecej, kazda przerwe w
                      szkole, swieta, miesiac wakacji. Dla niego to dziecko bylo nadal
                      rodzina. To nie wyobrazenie jak powinno byc, to fakty.
                      • tricolour A kto pozbawił władzy? 23.01.08, 09:45
                        A jakie były powody pozbawienia władzy rodzicielskiej? Co to za RODZINA, w
                        której pozbawia sie władzy rodzicielskiej?
                        • pelagaa Re: A kto pozbawił władzy? 23.01.08, 10:03
                          > A jakie były powody pozbawienia władzy rodzicielskiej?

                          Zgodnie z treścią art. 111 § 1 k.r.o., pozbawienie władzy
                          rodzicielskiej następuje gdy:
                          - wystąpiła trwała przeszkoda uniemożliwiająca należyte sprawowanie
                          władzy rodzicielskiej (np. gdy rodzice nie pozostają w stałej
                          styczności z dzieckiem - gdy jedno lub oboje rodziców całkowicie nie
                          interesując się dzieckiem
                          - rodzice nadużywają władzy rodzicielskiej
                          - w sposób rażący zaniedbują swe obowiązki naruszając przez to dobro
                          dziecka (np. porzucili dziecko, w sposób zawiniony nie wywiązują się
                          z obowiązku alimentacyjnego względem dziecka itp.)

                          O pozbawienie wladzy wystapilam ja, ex zgodzil sie SAM, nie bylo
                          nawet badan w RODKu, skonczylo sie wszystko na jednej sprawie, bo on
                          chcial byc pozbawiony wladzy.

                          > Co to za RODZINA, w której pozbawia sie władzy rodzicielskiej?

                          Mylisz pojecia Tri i odwracasz kota ogonem, ale to typowe dla
                          Ciebie. Jesli ojciec porzuca dziecko, znaczy, ze dla niego to jest
                          wlasnie BYLA RODZINA.
                          Jesli traktuje dziecko po rozwodzie nadal jak rodzine, NIKT go nie
                          pozbawi wladzy.
                          To nie ja napialam, ze dziecko to byla rodzina.

                          Rodzina to uczucie, wspoldzialanie i odpowiedzialnosc, niekoniecznie
                          wspolne zamieszkiwanie pod jednym dachem, niekoniecznie TYLKO wiezy
                          krwi.
                          Nie mieszkam z rodzicami, nie prowadze wspolnego gospodarstwa
                          domowego, ale sa moja rodzina.
                          Rodzina to troska o byt drugiego czlowieka, o jego zdrowie i
                          przyszlosc. Z rodzina chce sie spedzac swieta. Jak sie nie chce byc
                          rodzina dla wlasnego dziecka, mozna sie wylogowac z ukladu, ale nie
                          trzeba dorabiac dupie uszu, ze to normalne i godne pochwal.
                          • ogrodnik69 Re: A kto pozbawił władzy? 23.01.08, 10:10
                            jeśli moge to dodam jeszcze od siebie że rodziną się poprostu jest-
                            nie ,,bywa".Ale dla niektórych to zbyt skomplikowanesmilepozdrawiam
                            • sylwiamich Re: A kto pozbawił władzy? 23.01.08, 11:05
                              Cudownie się czyta te zapewnienia pisane konkretnym słowem.Musi.Nie
                              wyobrażam sobie.Te kłótnie o terminologię "była rodzina", "obecna
                              rodzina".Cudowne, wspaniałe relacje pomięcy nowymi partnerami a
                              naszymi dziećmi.Niewiele osób z tego forum mieszka razem, ma wspólne
                              konto i wspólne dzieci.Jak się żyje w "okresie łazienkowym" to
                              wszystko świeci się na różowo.Ale potem przyjdzie być może czas, że
                              nowa żona ma zostać z brzuchem sama w domu, bo tato jedzie
                              do "zeszłych dzieci".Że nowa żona z noworodkiem spędza wakacje w
                              domu, bo mąż zaplanował wakacje z dorosłym synem na żaglach.Że były
                              mąz po raz kolejny nie przyjeżdża po dzieci na weekend...bo bardzo
                              hałasują a Kasię boli głowasmile))
                              I rozśmieszają mnie te pełne samosprawczości teksty o moderowaniu
                              stosunkami...zwłaszcza jak się jest po rozwodzie z powodu braku
                              tejże sprawczości(każdy z nas tak miał...nie miał wielkiego wpływu
                              na zachowanie partnera).Bo ja to mogę sobie moderować swoim tyłkiem
                              zazwyczaj.Cudzym moderować się tak łatwo nie da.
                              Jestem teraz w nowym związku z facetem który u mnie pomieszkuje.Jest
                              przecudowny, ma doskonałe podejście do dzieci, wiem że je bardzoooo
                              lubi.I strzela mnie cholera, gdy ucisza MOJE dzieci bo nie syszy
                              telewizorasmile))))
                              I zastanawiam się co mu dalej będzie przeszkadzać....jak już poczuje
                              się super pewniesmile))I wiem, że póki co, nie mam racji.Ale i pewności
                              co do wspaniałego jutra tez mi braksmile)))
                              A gryzę się boleśnie w język opowiadając o swojej wspaniałości
                              i "och, zawsze" i " och, nigdy"....żeby mnie właśnie Pho, Crazy i
                              inne nie wyśmiały.Bo boleśnie musiałabym im przyznać rację.
                              • sadaga do syliwamich 24.01.08, 09:39
                                to co napisałaś jest bardzo prawdziwe i bez zadęcia.
                          • tricolour Pelaga, proponujesz rzeczy... 23.01.08, 13:06
                            ... których sama nie masz. To tak jakby bezdomny radził jak urządzić dom...

                            Czepiasz się mojego sformułowania, a sama masz burdel w relacji ojciec-dziecko.
                            Skoro wiesz jak taka relacja powinna wyglądać i pouczasz, to zastosuj tą wiedzę
                            wobec siebie - i to jest sens moich ostatnich wypowiedzi.

                            Nanga opisała swoją sytuację, która jest żywa i ma sens - jest się do czego
                            odnieść lub nawet podejrzeć i próbować. Co można podejrzeć u Ciebie skoro
                            pouczasz teoriami, które nawet sama wobec siebie nie umiesz zastosować?

                            Rozumiesz? Przedstawiłem swoją koncepcję, a Ty mnie krytykujesz sama mając
                            burdel między ojcem, a dzieckiem. Z czym do ludzi...
                            • pelagaa Re: Pelaga, proponujesz rzeczy... 23.01.08, 13:34
                              Nie wiesz Tri co mam, a czego nie mam. Nie wiesz, co mialam i co
                              miec bede w przyszlosci. Nie jestes tez wyrocznia i nie jestes
                              nieomylny, choc wydaje Ci sie inaczej.
                              Na wlasne oczy widzialam, jak moga wygladac relacje ojca
                              porozwodoego z dzieckiem w wersji innej, niz proponujesz i uwazasz
                              za sluszna. Ja nie opieram sie na teorii, przytaczam fakty. Znam
                              kilku porozwodowych ojcow, ktorzy uczestnicza w zyciu swoich dzieci
                              i ktorzy uwazaja je nadal za rodzine. Chodza do lekarzy, odrabiaja
                              lekcje, chodza na wywiadowki, na zakupy, interesuja sie
                              przyszloscia, nie wyobrazaja sobie swiat bez swoich dzieci. Sa po
                              prostu (uwaga trudne slowa) kochajacy, odpowiedzialni, troskliwi.

                              Zarzucanie mi, ze mam BURDEL w relacji ojciec-dziecko, jest zalosne,
                              bo burdel to JA moge miec w relacji ja-dziecko, a takowego nie
                              posiadam. Odpowiedzialnosci za poczyniania ojca mojego dziecka wziac
                              nie moge, bo to inny czlowiek, nie ja, drugi byt, niesterowalny
                              zdalnie, podejmujacy swoje decyzje i zyciowe wybory.

                              > Co można podejrzeć u Ciebie skoro
                              > pouczasz teoriami, które nawet sama wobec siebie nie umiesz
                              > zastosować?

                              Umiem doskonale, moje dziecko jest moja rodzina. Nie rozwiodlam sie
                              z dzieckiem.

                              I jak dla mnie to wystarczy w temacie, bo dyskusja zeszla do
                              poziomu, do ktorego nie mam ochoty sie znizac.
                              • tricolour I bardzo fajnie... 23.01.08, 16:12
                                ... że Twoje dziecko jest Twoją rodziną. Moje nie jest.

                                Masz coś przeciw takiemu widzeniu rodziny? Wyczuwam, że jedynym powodem Twojego
                                emocjonalnego zaangażowania się w moją teorię jest fakt, że ojciec Twojego
                                dziecka ma je gdzieś, co łączysz z moim poglądem. I to jest błędne.
                                • babe007 Re: I bardzo fajnie... 23.01.08, 16:39
                                  Trudno jest mi przyjąć takie pojmowanie rodziny (ja, jak sie można
                                  domyślić mam zupełnie inne), ale tak się zastanawiam, że to może
                                  jest kwestia nomenklatury. Spróbuję więc uściślić, czy może myślimy
                                  podobnie (poza kwestią świąt) a nazywamy to inaczej?

                                  Czy ważne jest dla Ciebie dobro Twojej córki?
                                  Czy jesteś gotów być dla niej wsparciem w potrzebie?
                                  Czy przejmujesz się tym co się z nią dzieje (np. czy ma fajnego
                                  chłopaka, czy nie ma problemów z nauką - ani żadnych innych, czy nie
                                  żyje w niedostatku, albo nie robi głupich rzeczy)i w razie czego
                                  starsz się pomóc?
                                  Czy myślisz o jej przyszłości (wspomagasz ją w zdobywaniu
                                  wykształcenia, rozwijaniu pasji i.t.p.)?
                                  Czy ona może na Ciebie zawsze liczyć (i o tym wie)?

                                  Na tym poprzestańmy bo mogłabym wymieniać jeszcze długo smile.


                                  No to jak tam z Tobą jest wink?
                                  • babe007 Aaaaa, i zapomniałam... 23.01.08, 16:41
                                    ....zadać jednego (w zasadzie podstawowego) pytania.

                                    Czy Ty kochasz swoją córkę?
                                  • tricolour Na wszystkie pytania odpowiem "tak"... 23.01.08, 16:48
                                    ... nawet więcej, bo córka oczejuje ode mnie rzetelnej wiedzy w wielu sprawach
                                    potocznie uznawanych za "trudne". Pyta mnie w jaki sposób rozwód mógł wpłynąc na
                                    jej relacje z chłopakami, pytała mnie o antykoncepcję (dopowiem, że bez zbędnych
                                    szczegółów, bo niektórzy zaraz pomyślą, że demonstrowałem zakładanie
                                    prezerwatywy). Kiedyś dzwoniła, by coś tam wyjaśnić z matematyki, ale to raz było.

                                    Mam ten sam numer telefonu od wielu lat, adres mailowy - by czuła się
                                    bezpiecznie i wiedziała gdzie mnie szukać gdyby coś. To jest bardzo bliska i
                                    kochana osoba, ALE ona nie mieszka za mną, nie znam jej codziennego dnia,
                                    smutków, radości itp. Żeby coś o nie wiedzieć, to MUSZĘ ZAPYTAĆ. Gdybyśmy
                                    stanowili rodzinę, to nie musiałbym pytać - wiedziałbym sam z siebie.
                                    • babe007 Re: Na wszystkie pytania odpowiem "tak"... 23.01.08, 17:01
                                      Czyli jednak kwestia nomenklatury (ja Twoją postawę wobec córki
                                      określiłabym jako "rodzinną")

                                      I jeszcze jedno pytanie. Czy dobrze rozumiem, że (zakładając czysto
                                      hipotetycznie) gdybyś miał co roku nową partnerkę, z którą
                                      mieszkałbyś pod jednym dachem - każda z nich przez ten czas byłaby
                                      Twoja rodziną, w odróżnieniu od Twojej córki (matki, babki, ojca)z
                                      którą nie mieszkasz? Dla mnie to trochę dziwne, ale wszak to Ty
                                      nazywasz swoje "stadne" układy. Twoje prawo...
                                      • tricolour To nie zależy od czasu pomieszkiwania... 23.01.08, 17:08
                                        ... mógłbym pięc lat mieszkać z obcą babą i nic - żadnych więzi - to nie chodzi
                                        o czas.

                                        Wiesz, mnie ksiądz na procesie o nieważnośc małżenstwa zapytał, czy jestem w
                                        związku. Odpowiedziałem, że nie choć znałem swoją obecną narzeczoną już ze dwa
                                        lata. Wiele osób napisało mi wtedy, że skłamałem, bo po dwóch latach, to
                                        związek, że hej. Nie dla mnie.

                                        Nastał kiedyś taki dzień, że poprosiłem ją o rękę. Dopiero od tamtej chwili
                                        zaczął się związek, bo mieliśmy wspólny cel CO DO SIEBIE.

                                        Marzeczona dzisiej nie jest moją rodziną. Jak za mnie wyjdzie, to będzie. Nie
                                        chodzi o papierek - chodzi o wyrażenie mentalnej zgody na zniesienie granic
                                        prywatności.
                                      • tricolour To nie kwestia nomenklatury... 23.01.08, 17:12
                                        ... w moim rozumieniu (a bardziej w odczuwaniu) w rodzinie są zniesione granice
                                        prywatności, a mocno ograniczone wręcz intymności.

                                        To jest podstawowy wyróżnik.
                                        • babe007 Re: To nie kwestia nomenklatury... 23.01.08, 19:25
                                          A ja czuję, że mimo wszystko chodzi tu o nazewnictwo. Ja (i odnoszę
                                          wrażenie, ze nie tylko ja wink ) poprostu zupełnie inne relacje
                                          nazywam rodzinnymi. I np. na podstawie opisu Twoich zachowań wobec
                                          córki i MOJEJ definicji rodziny - jak najbardziej nią jesteście. A
                                          to chyba jednak chodzi o czyny i ich skutki a nie o to jak co
                                          nazwiemy....
                                          • pelagaa Re: To nie kwestia nomenklatury... 24.01.08, 07:58
                                            > A ja czuję, że mimo wszystko chodzi tu o nazewnictwo.

                                            A moim zdaniem nie, bo bardzo dobitnie swiadczy o tym ten fragment:

                                            "bo gdyby relacje mojej kobiety z moimi dziećmi były aż
                                            takie złe, że nie można by mówić o tolerancji, to dzieci poszłyby na
                                            bok - one i tak są na boku z racji rozwodu więc nie ma co się
                                            czarować"

                                            Sa kobiety, ktore odstawiaja dzieci na bok, bo pojawia sie nowy
                                            facet, sa faceci, ktorzy zakladajac nowa rodzine nie znajduja w niej
                                            miejsca dla "starych" dzieci. Po prostu. Kazdy ma prawo do swoich
                                            zyciowych wyborow i decyzji, za ktore poniesie, mam nadzieje, kiedys
                                            odpowiedzialnosc.
                                    • jarkoni Re: Na wszystkie pytania odpowiem "tak"... 24.01.08, 19:04
                                      Tri, mam DOKłADNIE tak samo jak Ty.. Może poza jeszcze trudnymi pytaniami

                                      To jest bardzo bliska i
                                      > kochana osoba, ALE ona nie mieszka za mną, nie znam jej codziennego dnia,
                                      > smutków, radości itp. Żeby coś o nie wiedzieć, to MUSZĘ ZAPYTAĆ. Gdybyśmy
                                      > stanowili rodzinę, to nie musiałbym pytać - wiedziałbym sam z siebie

                                      DOKłADNIE TAK
                                      • panda_zielona Re: Na wszystkie pytania odpowiem "tak"... 24.01.08, 19:16
                                        Żeby coś o nie wiedzieć, to MUSZĘ ZAPYTAĆ. Gdybyśmy
                                        > > stanowili rodzinę, to nie musiałbym pytać - wiedziałbym sam z
                                        siebie
                                        >
                                        Akurat,znam paru ojców,którzy mieszkają pod jednym dachem i niewiele
                                        wiedzą o swoich dzieciach.I nie są to jakieś patologie,tylko pogoń
                                        za kasą.

                                        > DOKłADNIE TAK
                                        Czyli jak? Bo o ile mnie pamięć nie myli troszkę szydziłeś z tego
                                        zwrotu,a tu proszę sam go używasz.
                                  • tricolour Dam przykład... 23.01.08, 16:59
                                    ... mam narzeczoną. Wiem kiedy boli ją głowa i co pomaga. Wiem kiedy sie pokłóci
                                    z mamą i jak zaradzić. Wiem kiedy ma imieniny, co na nie chce dostać i wyczuwam,
                                    że łazi za mną, by "wydobyć" ze mnie (niepostrzeżenie, he he) co ja chciałbym na
                                    prezent. Nasz zachowania w wielu rzeczach uwzględniają potrzeby i ograniczenia
                                    drugiej strony.

                                    To samo wiedziałbym o córce gdybym z nią mieszkał. W obecnej sytuacji nie wiem,
                                    bo przeszkadza emocjonalna, mieszkaniowa, czasowa "odległość".

                                    Może Wam, matkom mieszkającym razem dziećmi, trudno to ogarnąć.
                                    • jarkoni Re: Dam przykład... 24.01.08, 19:29
                                      Tri, dobry i trafiony prezent dla młodszej córki został wydobyty przez starszą
                                      (ja inteligentnie przywoziłem jej czasem filmy Disneya, albo Bolka i Lolka, bo
                                      to 9-latka, nie chciała), starsza wybrała sobie sama, ja tylko zapłaciłem.
                                      Rozumiem to doskonale..
                                      Nie wiem co się u nich dzieje codziennie i na bieżąco, nie potrafię nawet wybrać
                                      dobrego prezentu. Niby z nimi rozmawiam, ale nie to już nie to samo..
                            • pelagaa I jeszcze jedno... 23.01.08, 13:39
                              Z tego co pamietam jestes strasznie wierzacym czlowiekiem.
                              Jak to jest, ze sluchasz slow ksiezy odnosnie rodziny, jak powinna
                              wygladac itp., choc oni (w wiekszosci i teorii) nie maja zon, dzieci
                              i nie tworza "rodzin" w Twoim rozumieniu tego slowa, no chyba, ze z
                              gosposia.
                              • tricolour Nie jestem strasznie wierzącym... 23.01.08, 16:16
                                ... uważam, że normalnie wierzącym. Do wiary używam także rozumu więc niektóre
                                poglądy księży usuwam z pola zainteresowania.

                                Więc nie pytaj "jak to jest, że słuchasz" bo to jest pytanie sugerujące. Pytaj
                                raczej "czy słuchasz księży" - odpowiem wtedy, że słucham chętnie, ale robię swoje.
                      • menab Re: Co wlasnie? 23.01.08, 09:54
                        Bez codzienności trudno mówić o rodzinie. Można mieć dobry kontakt z
                        dzieckiem, spędzać z nim dużo czasu,dbać o jego interesy, ale mimo
                        wszystko to juz nie jest rodzina.
                        • kammik Re: Co wlasnie? 23.01.08, 09:59
                          Yyy, to jak np. dziecko wyjezdza do szkoly z internatem i zjawia się
                          w domu tylko na weekendy i to nie każde, to z automatu przestaje byc
                          rodziną? Tudzież kiedy jest już dorosłe i wyprowadza się z domu, to
                          też z rodzinnej kroniki jest wykreslane? Nie bardzo rozumiem o
                          jakiej "rodzinie" się tu pisze - biologicznej? społecznej? Dziwaczne
                          to.
                          • wojtekp67 Re: Co wlasnie? 23.01.08, 10:44
                            dziwne stanowisko niektorych Panów. Ja jednak nie rozumiem. dzieci i
                            rodzic to najbardziej nierozerwalne więzy rodzinne jakie mogą być.
                            Kiedyś słysząłem powiedzenie, ze meżczyźni kochają dzieci jak
                            kochaja ich matke. Wydawało mi sie to absurdem ale ...jak poczytalem
                            wypowiedzi niektórych Panów w tym wątku to juz taki pewny nie
                            jestem. Nie wyobrazam sobie świat bez moich dzieci. Dbam o to by syn
                            traktował jako rodzine nie tylko nasz dom ale też dom swojej matki.
                            choinke ubierał i tu i tu a nawet jeszcze u babki. Sa, sie śmieje,ze
                            ma 3 domy, u ojca., matki i jeszcze u babci. Wszystko mozna ułożyc
                            tylko trzeba chcieć i wykazac dobra wole, moge sie nie cierpieć z ex
                            ale dla dobra dziecka musimy sie dogadywać, bo musi ono czuć że jest
                            kochane ale i musi czuc sie bezpiecznie. A dla dziecka nawazniejsze
                            to odpowiednie poukładanie zycia. Bez improwizacji. Zeby nie byl
                            zaskakiwany.
                            Acha, gdyby mi ojciec powiedzial ze nie jest moja rodzina to juz nie
                            byłby ojcem, przynajmniej dla mnie. smile
                            • menab Re: Co wlasnie? 23.01.08, 12:45
                              Rodziną jest rónwneż moja ciotka i mój wujek, spędzam z nimi
                              święta...
                              Brawo dla tych ojców, którzy utrzymują kontakt i są obecni w życiu
                              dzieci, mimo, że nie mieszkają z nimi.Mówiąc o rodzinie miałam na
                              myśli wspólne wyjazdy, wspólne bycie razem obojga rodziców z
                              dziećmi. A będąc osobno lub będąc w nowych związkach, tak już nie
                              jest.Ok, teraz pominę swoją sytuację z moim ex, który raczej
                              sporadycznie bywa w życiu naszej córki i nie ejst zainteresowany na
                              codzień co u niej. Mój partner ma syna, z którym ma dobry kontakt,
                              spotyka się, wyjeżdża, ale jest dochodzący, nie uczestniczy w życiu
                              byłej rodziny. Mimo zainteresowania, jego ex ma swoje życie z nowym
                              partnerem, oni zaczynają tworzyć rodzinę i raczej miejsce taty jest
                              z boku oprócz tych chwil, które spędzają razem.I mówiąc o świętacch
                              dziecko spędza tylko czas podzielony między domem ojca i swoim z
                              matką.
                              • tricolour Widać róznie rozumiemy słowo "rodzina"... 23.01.08, 12:59
                                ... i dla jednych pokrewieństwo wystacza by była rodzina, a dle drugich (do
                                których zaliczam siebie) potrzeba określonych relacji, które budowane są na
                                bazie wspólnego mieszkania, kontaktów, poznania siebie itp.
                                • menab Re: Widać róznie rozumiemy słowo "rodzina"... 23.01.08, 13:02
                                  Dokładnie o tym mówiłamsmile Lepiej i prościej to określiłeśsmile
                                  • tricolour :)) 23.01.08, 13:07
                                    Dlatego walczę z tymi, co pieknie mówią o rodzinie, a nic nie zbudowali sami...
                                    • salemka1 Re: :)) 23.01.08, 13:12
                                      Tri, nie mam zamiaru Cię krytykować, oceniać, czy w ogóle w
                                      jakikolwiek sposób stawać przeciw Tobie, czy za Tobą. Ale
                                      zaciekawiłeś mnie tą swoją teorią o byłej rodzinie. W takim razie
                                      mam pytanie, czy babcia, z którą się nie mieszka, w Twojej ocenie i
                                      dla Ciebie, to rodzina? To naprawdę tylko z zaintrygowania Twoją
                                      teorią. Możesz odpowiedzieć?
                                      • tricolour Proszę bardzo. 23.01.08, 16:08
                                        Babcia, z którą sie nie mieszka nie jest rodziną. Babcia, z którą sie mieszka
                                        też NIE JEST rodziną. Rodzinę stanowi żona i dzieci i nikt poza nimi.

                                        To jest moje zdanie wywiedzione z serca i rozumu. U innych nawet pies może być
                                        rodziną, choć wcale tego Ci nie sugeruję.

                                        smile
                                        • panda_zielona Re: Proszę bardzo. 23.01.08, 18:52
                                          tricolour napisał:

                                          Rodzinę stanowi żona i dzieci i nikt poza nimi.
                                          >
                                          A ja myślałam,że to jest podstawowa komórka społeczna smile

                                          > To jest moje zdanie wywiedzione z serca i rozumu. U innych nawet
                                          pies może być
                                          > rodziną, choć wcale tego Ci nie sugeruję.

                                          A moje wywiedzione też z serca:mój pies jest jak najbardziej
                                          członkiem mojej rodziny.
                                        • salemka1 no właśnie, tak myślałam. 23.01.08, 20:11
                                          Cały najazd na Tri jest spowodowany nazewnictwem. Różnym rozumieniem pojęć rodziny.

                                          tricolour napisał:

                                          > Babcia, z którą sie nie mieszka nie jest rodziną. Babcia, z którą sie mieszka
                                          > też NIE JEST rodziną. Rodzinę stanowi żona i dzieci i nikt poza nimi.

                                          Dla mnie osobiście babcia rodziną jest ze względu na pokrewieństwo. Ciocia,
                                          wujek itd. jest rodziną, bo jestem z nimi spokrewniona. Mój "ojciec" też jest
                                          rodziną, bo krew z krwi i pokrewieństwo nader bliskie, ale.... nie jest moim
                                          ojcem. Bo od kiedy odszedł do innej kobiety nie chciał utrzymywać i nie
                                          utrzymywał ze mną, jak również z moją siostrą kontaktów. Podkreślam, że nie
                                          chciał, bo mógł. Moja mama go prosiła, żeby przyjechał do dzieci. Czasem sie
                                          umawiał nawet, ale nie przychodził. Czasem przyszedł po wielu prośbach, ale na
                                          chwilę. To jak byłam mała, jak podrosłam i zrozumiałam sytuację, to już nie
                                          zabiegałam o kontakty z nim. O alimenty tak, bo te należały mi sie jak psu buda.
                                          Rodziną jest mój mąż, ale to ze względu na to, że poślubiłam go i tworzę z nim
                                          rodzinę. Dziecko to wiadomo.
                                          A nazewnictwo może być różne. nigdzie nie przeczytałam, żeby Tri wyrzekał sie
                                          córki. Nie nazywa jej rodziną, ale nazywa ją córką. Utrzymuje z nią kontakt jest
                                          jej Ojcem. Po prostu inaczej to nazywa.

                                          > To jest moje zdanie wywiedzione z serca i rozumu.

                                          No właśnie, to jest Jego zdanie. Każdy może mieć jakie chce i takie ma prawo.

                                          U innych nawet pies może być
                                          > rodziną, choć wcale tego Ci nie sugeruję.
                                          >
                                          > smile
                                          Psa nie posiadam. Posiadam dwa koty, które nazywam swoimi dziećmi adopcyjnymi.
                                          Bo niejako je adoptowałam, opiekuję się nimi, karmię, leczę, itd. oczywiście,
                                          jest to określenie żartobliwe, ale kocham je bardzo. no i to tez moje własne
                                          zdanie, do którego mam prawo.

                                          I jeszcze jedno. Związek z drugą kobietą i kwestia akceptowania dziecka. Ja
                                          rozumiem Tri doskonale. Bo jego nie obchodzi, to co ta kobieta myśli na temat
                                          jego kontaktów z córką. On kontakt utrzymuje i tyle. A, że jej by się to nie
                                          podobało, to nie jest Tri problem, tylko tej kobiety. Bo on i tak i tak ten
                                          kontakt będzie utrzymywał. Więc dla faceta nie ma to znaczenia po prostu. I
                                          słusznie. bo żadna kobieta nie jest w stanie powstrzymać normalnego, kochającego
                                          ojca przed spotykaniem się z własnym dzieckiem.

                                          No to sobie popisałam wink
                                          • panda_zielona Re: no właśnie, tak myślałam. 23.01.08, 21:18
                                            Ależ ja na Tri nie najeżdzałam.Szanuję jego zdanie,chociaż moje jest
                                            inne.
                                            • salemka1 Re: no właśnie, tak myślałam. 23.01.08, 21:32
                                              panda_zielona napisała:

                                              > Ależ ja na Tri nie najeżdzałam.Szanuję jego zdanie,chociaż moje jest
                                              > inne.

                                              Przepraszam, może zbyt uogólniłam, chodziło mi nie personalnie, że Ty akurat.
                                              • jarkoni Re: no właśnie, tak myślałam. 24.01.08, 19:41
                                                salemka, panda, zdanie tri nie jest inne.
                                                Postarajcie się trochę zrozumieć.
                                                Albo inaczej: Rodzina przez duże "R" to ta właśnie niby podstawowa komórka=
                                                żona, mąż i dzieci(będąca razem).
                                                Z chwilą rozwodu TA rodzina przestała istnieć.
                                                CZY TO JEST JASNE?
                                                Oczywiście dzieci pozostają moimi ukochanymi dziećmi, są rodziną, ale już nie TĄ
                                                Rodziną (duże R)
                                                A z drugiej strony moją rodziną jest oczywiście babcia, kazdy wujek, nawet taki
                                                odnaleziony po 30 latach gdzieś w Australii, mimo, ze nie wiem nawet jak
                                                wygląda, nie mam żadnego z nim kontaktu i nigdy się nie spotkamy.
                                                Ale to niby też rodzina, bo kuzynka prababki urodziła jego dziadka i nawet
                                                nosimy to samo nazwisko.
                                                Ktoś wreszcie zrozumie o czym mowa?
                                                • salemka1 Re: no właśnie, tak myślałam. 25.01.08, 17:26
                                                  jarkoni... no toż właśnie ja to napisałam w swoim poście.... iże rozumiem, tylko
                                                  właśnie inaczej patrzę na sprawę babci, bo inaczej postrzegam słowo rodzina, z
                                                  resztą nieważne, ja rozumiem w każdym razie.
    • burza4 Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 23.01.08, 23:49
      Babe007 - pytanie nie na to forum raczej. Tu piszą w miarę normalni
      facecismile

      swoją drogą - czy ktoś widział gdzieś forum dla ojców pt "mam gdzieś
      własne dzieci" - bo to pytanie powinno tam paść? bo "forum matek
      wyrodnych" jestsmile

      na serio - większość męskich odpowiedzi jest bardzo pozytywna, aż za
      bardzo w mojej ocenie. Bo dzieci przede wszystkim, kobieta ma
      zaakceptować że są, nie przeszkadzać. Ale i o kobietę też dbają,
      blabla. Tylko że tak prosto to wygląda jedynie na papierze;
      wchodzi "szara strefa" - ona sobie może akceptować jego dzieci, nie
      mieć nic przeciwko spotkaniom, zaangażowaniu ojca. Tylko że dla
      znacznej części ojców TO ZA MAŁO. Nie wystarczy akceptować. Trzeba
      aktywnie uczestniczyć w ich życiu. Wspólne weekendy, wakacje,
      obiadki, bywa podporządkowanie spraw nowej rodziny - potrzebom, a
      nawet kaprysom jego dzieci. Bo im trzeba wynagrodzić, bo poczucie
      winy itd.

      Jeśli facet jest dobrym ojcem, a partnerka chce zachować dystans -
      jest za to najczęściej krytykowana. Bo akceptacja to za mało.
      Wymagana jest często bezkrytyczna akceptacja, bo każde zwrócenie
      uwagi - to już zarzut, że się czepia, że przecież "widziały gały".
      Tylko że gały zazwyczaj póki się nie zakochały - nie miały weekendów
      zajętych opieką nad cudzymi dziećmi

      niestety - panowie bardzo rzadko zachowują umiar i wykazują
      zrozumienie i chęć kompromisu.
    • gazella666 Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 24.01.08, 10:00
      oboje z mezem mamy dzieci z poprzednich związków.Moje mieszkają z
      nami jego juz sa prawie dorosłe -córka samodzielna,na syna mą płaci
      alimenty.Mąż jest wzorowym ojczymem dla moich dzieci a ja staram sie
      traktowac jego dzieci tak jak oczekuje od niego by traktował
      moje.Martwie sie o nie,razem wybieramy prezenty nie długo zostane
      przyszywaną taka vice babcią z czego bardzo sie cieszę,ale nie
      zamierzam w chodzić w droge i konkurowac z ich prawdziwą mamą.Ona ma
      byc dla nich najwazniejsza ja jestem ta wspomagająca.wydaje mi si
      etaki układ za normaly.natomiast mój pierwszy maż ojciec moich
      dzieci zwiazał sie z taka kobietą która zabrania mu kontaktów z
      dziecmi -od 8 lat nie dzwoni nie pisze nie płaci alimentów.Szkoda bo
      kiedys to byl kochany tatus. widac jak kobiety moga wpłynac na faceta
      • sylwiamich Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 24.01.08, 21:54
        natomiast mój pierwszy maż ojciec moich
        > dzieci zwiazał sie z taka kobietą która zabrania mu kontaktów z
        > dziecmi -od 8 lat nie dzwoni nie pisze nie płaci alimentów.Szkoda
        bo
        > kiedys to byl kochany tatus. widac jak kobiety moga wpłynac na
        faceta

        To zbyt daleko idące uogólnienie.Niektórzy się nie poddają na tyle
        sugestiom drugiej kobiety, że zostawiają ją zawsze i lecą do byłej
        żonu zrobić jej zakupysmile))Dla wspólnego dziecka oczywiściewink))
        Inni tak poddają się, że mają w nosie własne dzieci.I myslisz że
        jedna kbieta to zaprzeczenie Kaszpirowskiego?A druga jak
        najbardziej on?
        Kurde...ostatnio odnoszę wrażenie, że jedyne co mogę zrobić
        świadomie i z mądrością góralską, to mieć nadzieję że mi się
        trafismile))
      • salemka1 Re: Pyt. do panów - nowe partnerki vs "stare" dzi 25.01.08, 17:35
        gazella666 napisała:

        natomiast mój pierwszy maż ojciec moich
        > dzieci zwiazał sie z taka kobietą która zabrania mu kontaktów z
        > dziecmi -od 8 lat nie dzwoni nie pisze nie płaci alimentów.Szkoda bo
        > kiedys to byl kochany tatus. widac jak kobiety moga wpłynac na faceta

        Tu się nie zgodzę z Tobą. Jak byłam mała, to wmawiali mi, że "tatuś" na pewno by
        sie ze mną spotykał, gdyby nie jego druga żona, bo to taka zła kobieta i mu nie
        pozwala. Dajcie spokój ludzie... To jest decyzja faceta, czy się spotyka ze
        swoimi dziećmi, czy nie, chce kontaktu, czy nie. Jeśli chce, to żadna kobieta mu
        nie przeszkodzi, a jeśli nie chce, to zawsze łatwo winę zwalić na kobitę, bo się
        nikomu w głowie nie mieści, że ojciec nie chce własnych dzieci.
Pełna wersja