Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie)

25.01.08, 00:03
Jak pisałam wcześniej mąż zgodził się na rozwód z jego winy i mam nadzieję, że
dotrzyma słowa, bo raczej miałabym marne szanse na wygranie sprawy. Zdrady mu
raczej nie udowodnię, inne rzeczy tak, ale to byłoby grzebanie w brudach jego
i moich.
Prawie rok temu dowiedziałam sie ze mnie zdradził (tłumaczy, że miedzy nami od
2 lat było źle - było, ale ja robiłam wszystko aby to naprawić).
Po miesiącu chciał by dac mu szanse, dałam i po 2 tyg. znowu mnie zostawił
(niby nie dla niej) Wrócił znwu po jakimś czasie i od tej pory byliśmy razem.
Nie było idealnie, ale ja wszystko tłumaczyłam, ze jemu też jest ciezko, że ja
sie nie tak zachowuje itd.
Treaz dowiedziałam sie że przez jakiś czas był z nią (przyznał się) a mam
dowód, ze nadal z nią sypia (wypiera się).
Były awatury i kłótnie, ale były te wspaniałe chwile, keidy wierzyłam, ze mnie
kocha i będziemy razem.
Powinnam sie cieszyć, że to juz koniec. Że po roku psychicznej jazdy odpocznę.
Cieszę się, nie jestem już tak zszokowana jak za I razem, gdy dowiedziałam sie
o zdradzie. Ale pozostaje jakiś smutek i żal. Że nie tak miało wyglądać moje i
synka życie, że mnie okłamywał tak bardzo. I to chyba namcniej boli, że
człowiek, którego pokochałam i kocham jednak, po tym co mi zrobił potrafił
mnie prosto w oczy okłamywać. Mówić, ze mnie kocha i tamto to koniec. Planować
wspólną przyszłość. A jednocześnie cały czas mnie zdradzać. Nie sznatażowalam
go emocjonalnie. Mówiłam mu, że jeżeli zobaczy, ze nie jest w stanie z nią
zerwać to ma mi powiedzie od razu z szacunku do mnie. Aby nie ciągnął na 2
fronty. Kłamał, tak jak w wielu innych sprawach, o których się dowiedziałąm.
Powinnam się domyślić, że tu też kłamie. A ja głupia mu wierzyłam. I to boli
najbardziej. Uffff wygadałam się.
Chchiałabym mieć to już jak najszybciej za sobą i zacząć żyć.
Powinnam go wyrzucić z domu (pracuje w innym mieście i przyjeżdżał na
weekendy), ale ze względu na synka nie chcę. Chcę aby widział ze rodzice
potrafią normalnie rozmawiać. Nie chcę się kłócić. No i mąż musi być z synem w
weekendy, gdy mam zajęcia na studiach podyplomowych.Zresztą chcę by synek miał
normalny kontakt z ojcem i jak najlżej przeszedł nasze rozstanie. Nie mogę go
kompletnie wyrzucić z życia, a tak byłoby najprościej... No teraz sie dopiero
wygadałam, dzięki smile))))
    • danagr Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 01:07
      rozumiem, ze nie jest ci latwo ale uwazam, ze nie powinnas z nim mieszkac o ile
      to jest mozliwe. Zrobil duzo zlego, a mieszkajac z nim bedzie ci jeszcze
      trudniej podniesc sie. Musisz zaczac myslec o sobie i dziecku. Glowa do gory i
      trzymaj sie.
    • a.niech.to Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 06:45
      mary171 napisała:

      > Ale pozostaje jakiś smutek i żal. Że nie tak miało wyglądać moje i
      > synka życie, że mnie okłamywał tak bardzo.
      Jeśli będziesz wracać myślami wstecz, odnoś się do tego, co było, a
      nie to tego, jak miało być. W przeciwnym razie będziesz tęsknić za
      marzeniami, które w niewielkim stopniu znalazły odbicie w Twoim
      związku, a więc były złudą. Nie myl niespełnionych pragnień ze swoim
      realnym małżeństwm - to je zostawiłaś za sobą.
      A marzenia żyją swoim życiem, czasem umierają.sad
    • otylka24 Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 08:20
      Doskonale rozumiem co czujesz. Mnie tez mąz okłamywał przez 1,5 roku
      a zaczął gdy byłam w ciąży, po urodzeniu dziecka nie było lepiej.
      Kłamstwo goniło kłamstwo aż sam się pogubił i nie wiedział kiedy
      mówi prawdę a kiedy kłamie. Po urodzeniu dziecka byłam całkiem sama,
      nie rozumiał w ogóle co czuję, przeżywam. Przed świętami wyszło, że
      mnie zdradza ale wyparł się. Przyznal się dopiero kilka dni temu, że
      ma inna kobietę a mnie juz nie kocha. Kochance zdradził nasze
      intymne sprawy, co ona chętnie teraz wykorzystuje. teraz widzę, jaki
      z niego drań ale brakuje mi go bardzo chociaz wiem ,że nie będziemy
      juz razem bo honor mi nie pozwoli wybaczyć tej zdrady, poniżenia.
      Mam córeczkę ale jestem w dołku, sama, załamana, samotna, chcę o tym
      zapomnieć ale nie mogę. on się wyprowadził do hotelu i z nia mieszka
      a ja składam pozew o rozwód. Ciężko jak cholera. Mam nadzieję, że
      kiedyś spotkam faceta, który będzie mnie jeszcze kochał ale tak do
      końca życia.
      • a.niech.to Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 09:44
        otylka24 napisała:

        > honor mi nie pozwoli wybaczyć tej zdrady, poniżenia.
        Gwiżdż na honor. Wyobraź sobie natomiast, jak wyglądałoby przy jego
        boku Twoje dalsze życie. Zawsze też warto podjąć próbę powrotu, o
        ile taka istnieje, a wtedy zabaczysz, na jakie zmiany gotów jest
        jeszcze-mąż, ile da z siebie, aby uratować/zbudować normalny
        związek. Pewność rozstrzygnięć jest wszystko warta.
        > Mam córeczkę ale jestem w dołku, sama, załamana, samotna, chcę o
        tym
        > zapomnieć ale nie mogę. on się wyprowadził do hotelu i z nia
        mieszka
        > a ja składam pozew o rozwód. Ciężko jak cholera. Mam nadzieję, że
        > kiedyś spotkam faceta, który będzie mnie jeszcze kochał ale tak do
        > końca życia.
    • nangaparbat3 Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 09:04
      Mary, powinno sie zawsze czuc dokladnie to, co sie czuje. I już.
      Ale też podpisuje sie pod A.niech.to - obiema rękami. Twoje marzenia to Twoje
      marzenia - porownujac z nimi rzeczywistość nie pomagasz sobie, na odwrót.
      A męża - nie nalezy z domu wyrzucać, za to na pewno dobrze by było go wyprosic.
      "Łagodnie, stanowczo, bez lęku."
      • kasiekgo Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 09:08
        Ja też uważam, że nie powinniście razem mieszkać.
        Wiekszość z nas tu przeżyła zdradę i wie jak to boli, ale czas mija
        i ja już wiele rzeczy wyrzuciłam z pamięci.
        • mary171 Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 09:38
          Dzięki za odzew i rady. Wyjaśniam z mieszkaniem. To w którym mieszkamy jest
          teściowej. Ja mam małe mieszkanko, które na razie wynajmuję i do którego się
          przeniosę z synkiem, ale potrzebuję tam zrobić remont. A na to s kolie
          potrzebuję pieniędzy z wynajmu, więc chciałabym jeszcze przez 2-3 m-ce je
          wynajmować. Mąż przyjeżdżałby tylko co 2 tyg. jak ja będę musiała iść na
          podyplomówke. Ale z drugiej strony macie rację, powinnam jak najszybciej się
          wynieść z domu (nie wyobrażam sobie po rozwodzie mieszkać w mieszkaniu
          teściowej). Ale skad wezmę pieniądze na część mebli, remont kuchni. Mąż mi nie
          da bo sam się strasznie zadłużył (nawet nie wiem na co). Pomyślę bad tym jeszcze.
          A co do życia marzeniami, to nie jest tak. Jest żal, że moje życie miało być
          inne i że po wybaczeniu mu zdrady kłamał dalej. Ale to tylko żal, rozczarowanie
          a to chyba normalne uczucie. I troszkę lęk przed nowym, mam nadzieję lepszym smile)
          • nangaparbat3 Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 09:58
            Mary, myslę ze kazdy z nas inaczej wyobrazał sobie zycie. Chodzi tylko o to,
            zeby nie skupiac sie na mysleniu "to nie tak miało być".
            • a.niech.to Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 10:12
              Uzupełnię jeszcze, że szkodliwe jest także wyobrażanie sobie, jak
              będzie. Można niepotrzebnie straszyć się osobiście na zapas, można
              też tworzyć nierelistyczne wizje, do których znów nie dorośnie
              rzeczywistość. Trywialne powiedzenie, że trzeba brać, jak leci, ma
              swój głęboki sens.
              • nangaparbat3 Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 10:25
                a.niech.to napisała:

                > Uzupełnię jeszcze, że szkodliwe jest także wyobrażanie sobie, jak
                > będzie. Można niepotrzebnie straszyć się osobiście na zapas, można
                > też tworzyć nierelistyczne wizje, do których znów nie dorośnie
                > rzeczywistość. Trywialne powiedzenie, że trzeba brać, jak leci, ma
                > swój głęboki sens.

                Jest dokładnie tak.
                I to własciwie poł prawdy o zyciu.
                • a.niech.to Re: Przykro mi i smutno, a nie powinno...(długie) 25.01.08, 11:11
                  A drugie pół? Nasza własna działalność życiotwórcza?smile)
    • kjl2004 do mary171 25.01.08, 10:02
      wiem dokładnie co czujesz, co czułaś wcześniej...ja jestem a
      właściwei byłam w takiej sytuacji, wiem jak cholernie jest ciężko i
      źle...jeżeli masz ochcotę to pisz proszę na pocztę gazetową,
      pozdrawiam
    • a.niech.to Dziewczyny! 25.01.08, 10:05
      W razie potrzeby odzywajcie się na Forum. Mogłabym wymienić długą
      listę osób, które pisały o tym, że znalazły tu pomoce. Sama też do
      nich należę.
      • mini_me Re: Dziewczyny! 25.01.08, 10:14
        Ja właśnie bardzo lubie to forum bo w 100% trafia w moje potrzeby! Parę dni temu zastanawiałam się ile będę czekac na sprawę zaglądam i jest posty z informację! Zastanawiałam się nad tym ile rozpraw mnie czeka - czytam - przy dobrym wietrze jednam półgodzinna smile
        Od 2 dni mam doła pod tytułem - nie tak miało wyglądac moje życie i czytam że nie tylko ja mam takie przemyślenia a jednocześnie posty że nie ma co tego rozpamiętywac bo po pierwsze nic to nie da a po drugie w końcu jesteśmy fajne big_grin
        No i z jednej strony kiepsko że tyle jest osób na forum i tyel osób to przezywa ale z drugiej cieszę się że ci którzy sa po chca się tym ze mną podzielic i za rękę potrzymać!
        I za to bardzo dziękuję
        a że moje życie miało wyglądać inaczej? ano miało! ale nie wyszło! podobno jak Bóg drzwi zamyka to otwiera okno więc nie rozpaczam smile
        • mary171 :)) 25.01.08, 10:29
          Wiem, że będzie dobrze. Jestem po prawie roku ratowania związku po piwrwszej
          zdradzie. Chciałam wybaczyć bo mąż sie zagubił, a okazało sie, że on cały czas
          sie "gubił" bidulek. Taka złość jakaś czy coś we mnie siedzi. A wiecie, że on
          jak teraz sie dowiedziałam (oczywiscie wypierał się, że teraz już nie ma z nią
          kontaktu tylko kilka m-cy temu haha)spyta sie czy mółby to naprawić. Normalnie
          mu się w twarz zaśmiałam. Miał prawie rok na naprawę. Czy oni myślą, że my aż
          tak głupie jesteśmy. Ja jestem blondynka, ale farbowana smile)
          • mini_me Re: :)) 25.01.08, 10:42
            Mój miał siłę na naprawę tylko na 3 tygodnie smile
            a teraz znowu nieszczęśliwy jak można byc nieszczęśliwym jak się jest
            szczęśliwie zakochanym wink ???
            ja tez mam wrażenie że traktuje mnie jak głupia blondynke a ja brunekta jestem smile
            • kjl2004 Re: :)) 25.01.08, 12:56
              a mój miał siłę na naprawę aż trzy miesiące smile) ale później
              stwierdził że jednak nie ja dla niego...więc cóż poradzę, pozdrawiam
    • mary171 To forum już nie raz mi pomogło, 25.01.08, 12:09
      przepraszam, nie form tylko jego uczestnicy. Ludzie, którzy wiedzą kiedy
      pogłaskać, a kiedy trzeba dać kopniaka w dupę smile. Dlatego chciałam się wygadać.
      Muszę jeszcze podjąć decyzję co do mieszkania. Trudna sprawa.
      • a.niech.to Re: To forum już nie raz mi pomogło, 25.01.08, 13:59
        Wspólne pomieszkiwanie skaże Cię na wieczne rozdarcie. Myślę, że na
        dluższą metę może to być nie do zniesienia.
        • mary171 Wiem, więc zobaczę jak to w praktyce wyjdzie. 25.01.08, 16:56
Pełna wersja