mary171
25.01.08, 00:03
Jak pisałam wcześniej mąż zgodził się na rozwód z jego winy i mam nadzieję, że
dotrzyma słowa, bo raczej miałabym marne szanse na wygranie sprawy. Zdrady mu
raczej nie udowodnię, inne rzeczy tak, ale to byłoby grzebanie w brudach jego
i moich.
Prawie rok temu dowiedziałam sie ze mnie zdradził (tłumaczy, że miedzy nami od
2 lat było źle - było, ale ja robiłam wszystko aby to naprawić).
Po miesiącu chciał by dac mu szanse, dałam i po 2 tyg. znowu mnie zostawił
(niby nie dla niej) Wrócił znwu po jakimś czasie i od tej pory byliśmy razem.
Nie było idealnie, ale ja wszystko tłumaczyłam, ze jemu też jest ciezko, że ja
sie nie tak zachowuje itd.
Treaz dowiedziałam sie że przez jakiś czas był z nią (przyznał się) a mam
dowód, ze nadal z nią sypia (wypiera się).
Były awatury i kłótnie, ale były te wspaniałe chwile, keidy wierzyłam, ze mnie
kocha i będziemy razem.
Powinnam sie cieszyć, że to juz koniec. Że po roku psychicznej jazdy odpocznę.
Cieszę się, nie jestem już tak zszokowana jak za I razem, gdy dowiedziałam sie
o zdradzie. Ale pozostaje jakiś smutek i żal. Że nie tak miało wyglądać moje i
synka życie, że mnie okłamywał tak bardzo. I to chyba namcniej boli, że
człowiek, którego pokochałam i kocham jednak, po tym co mi zrobił potrafił
mnie prosto w oczy okłamywać. Mówić, ze mnie kocha i tamto to koniec. Planować
wspólną przyszłość. A jednocześnie cały czas mnie zdradzać. Nie sznatażowalam
go emocjonalnie. Mówiłam mu, że jeżeli zobaczy, ze nie jest w stanie z nią
zerwać to ma mi powiedzie od razu z szacunku do mnie. Aby nie ciągnął na 2
fronty. Kłamał, tak jak w wielu innych sprawach, o których się dowiedziałąm.
Powinnam się domyślić, że tu też kłamie. A ja głupia mu wierzyłam. I to boli
najbardziej. Uffff wygadałam się.
Chchiałabym mieć to już jak najszybciej za sobą i zacząć żyć.
Powinnam go wyrzucić z domu (pracuje w innym mieście i przyjeżdżał na
weekendy), ale ze względu na synka nie chcę. Chcę aby widział ze rodzice
potrafią normalnie rozmawiać. Nie chcę się kłócić. No i mąż musi być z synem w
weekendy, gdy mam zajęcia na studiach podyplomowych.Zresztą chcę by synek miał
normalny kontakt z ojcem i jak najlżej przeszedł nasze rozstanie. Nie mogę go
kompletnie wyrzucić z życia, a tak byłoby najprościej... No teraz sie dopiero
wygadałam, dzięki

))))