a.niech.to
26.01.08, 09:36
Bardzo wiele osób jako jeden z istotnych problemów małżeńskich
podaje chore relacje między mężem/żoną a ich rodziną pochodzenia.
Przeważnie sprawa sprowadza się do nieprzeciętej pępowiny
syna/córki. Zaborczość matek, rzadziej teściów, sięga poza granice
związku ich dzieci i stawia je w sytuacji wyboru między nową a starą
rodziną czy żoną a matką. Łatwo wychować syna/córkę na zawsze;
wystarczy poświęcać się w dostrzegalny sposób i uczynić z tego
inwestycję we własną przyszłość, a potem już prosto - mniej lub
bardziej wyrafinowany szantaż i problem gotowy. Jeśli jeszcze uda
się dorzucić doznane od życia krzywdy, dziecko staje się tym, kto w
naturalny sposób ma je wynagrodzić. Piszę o tym, bo to jeden ze
sposobów kompensowania sobie braku życiowego partnera. Myślę, że
warto mieć świadomość istnienia takiej pułapki, w której może się
pomieścić wiele osób, także tych które się kocha najbardziej.