A mnie to czeka....pomocy!!!

27.01.08, 13:51
ez orzekania o wienie???
Czy oprocz tych pieniedzy naleza mi sie alimenty, tzn pieniadze, na
bierzace utrzymanie? przeciez do tamtych nie mamy dostepu.
A koszty leczenia, szkoly??
Maz w rozmowie tel powiedzial" skoro wyjechaliscie za granice nie
musze wam nic dawac".
Nie stac mnie na adwokata, ani tu ani w Polsce. Na rozprawe
przyjechac nie moge, bo wtedy musialabym od nowa rozpoczac proces
starania sie o wize studencka, a to trwa i kosztuje.
Maz nie zarabia duzo, przyjanmniej oficjalnie. Z tego co mowi , jest
to 1500 zl miesiecznie, chociaz mam podstawy sadzic, ze jego
nieoficjalnie dochody sa o wiele wyzsze. Ale nie potrafilabym tego
udowodnic przed sadem. Po za tym, powiedzial, ze zdecydowal sie na
ten rozwod,poniewaz planuje wziasc duzy kredyt na zakup domu.Wiec
chyba jego sytuacja finansowa nie jest taka tragiczna,
Kilka razy probowalam sie zwrocic sie do niego z prosba o pomoc
finansowa, zawsze odpowiada, ze nie mam pieniedzy, bo przeciez
wplaca je na konto( od 8 miesiecy tego nie robi), nigdy przez te
prawie 3 lata nie dal mi nawet grosza, raz na urodziny przyslal
dzieciom po 50 dolarow.
Wiem ,ze jesli zaczne sie starac o alimenty, to on pozbedzie sie
oficjalnych dochodow, to sa jego slowa.
co mam robic?
Dziekuje za rady i opinie. Czekam na nie nieciepliwie.


    • sar-aa5 Re: A mnie to czeka....pomocy!!! 27.01.08, 13:54
      cos sie zle wyslalo. Przeprzaszam, napisze jeszcze raz, moze teraz
      krocejsmile
    • sar-aa5 Re: A mnie to czeka....pomocy!!! 27.01.08, 14:06
      w kwietniu 2005 moj maz odzszedl i zastawil mnie z dwojka naszych,
      wowczas 9 i 11-letnich dzieci, samych, bez srodkow do zycia, ja nie
      pracowalam,
      w sierpniu 2005 wyjechalam do mojej mamy ktora na stale mieszka w
      USA. Jestem pielegniarka, wiec przebywam tu na wizie studenckiej
      przygotowywujac sie do egzaminow, majac nadzieje, ze w ten sposob
      otrzymam staly legalny pobyt i prawo do pracy.
      Maz praktycznie nie kontaktuje sie z nami, nie placi mi alimentow,
      bo stwierdzil,ze skoro jestem w "ameryce" to niczego nam nie brakuje.
      Przed naszym wyjazdem do USA, zalozyl w banku konto dla dzieci, na
      ktore zobowiazal sie wplacac po 200 zl miwsiecznie na jedno dziecko.
      Od maja zeszlego roku te pieniadze przestaly wplywac . Po za tym
      zastrzegl,ze podjac je beda mogly jedynie dzieci po ukonczeniu 18
      lat.
      Obecnie ja i moj 14-letni syn leczymy sie na depresje, oboje
      chodzimy na terapie i przymujemy leki, co jest niezaprzeczalnym
      efektem naszego rozstania i totalnych zmian jakie zaszly w naszym
      zyciu. Jestem na calkowitym utrzymaniu mojej mamy i brata. Oni
      oplacaja wszystko lacznie z czynszem , szkolami, i leczeniem.
      Trzy dni temu dostalam pozew o rozwod, jaki moj maz zlozyl w Polsce.
      Domaga sie rozwodu bez orzekanaia o winie, oswiadczajac jednoczenie,
      ze dobrowolnie placi alimenty w wysokosci 200 zl na dzeicko,nie
      wspominajac, ze te pieniadze sa zablokowane i wlasciwie juz od dawna
      ich nie wplaca.
      Czy mam zgodzic sie na rozeod bez orzekania o winie, czy alimentami
      mozna nazwac tamte wplaty, nie mozemy z nich korzystac w tej chwili.
      Czy moge zadac pokrycia kosztow leczenia. Nie stac mnie na
      adwokata ,a ni tu ani w Polsce. Co mam robic>> Pomozcie, prosze
      • ivone7 Re: A mnie to czeka....pomocy!!! 27.01.08, 14:25
        po pierwsze te wplaty to nie sa alimenty....alimenty sa to pieniadze
        na biezace potrzeby dzieci..a dzieci z nich korzystac nie moga..
        mysle ze na rozwod bez orzekania o winie powinnas sie zgodzic, zeby
        to szybko i bezbolesnie na ile to mozliwe minelo...orzekanie o winie
        wiaze sie z wywlekaniem brudow..a z Twoja depresja to niezbyt
        korzystne dla Ciebie samej..
        ustaleniem alimentow niech sie zajmie sad..przeslij rachunki
        utrzymania siebie i dzieci oraz koszty leczenia...oraz to ile w
        jakiej formie maz od 2005 roku partycypowal w tych kosztach...
    • sar-aa5 Re: A mnie to czeka....pomocy!!! 27.01.08, 18:23
      W pierwszym liscie, ktory niestety w wiekszej czesci zostal
      pochloniety przez serwer napisalam wiecej szczegolow. Teraz
      chcialabym to przytoczyc, bo mysle ,ze moze mniec znaczacy wplyw na
      nasz rozwod, i wasze rady.
      Otoz maz pozostawil nas i zamieszkal z inna kobieta w kwietniu 2005.
      Ja poznal w styczniu, w lutym dowiedzialam sie o tym romansie i
      probowalismy "cos z tym zrobic",przez te 2 miesiace staralismy sie ,
      (wtedy myslalam, ze oboje, dzis on twierdzi, ze tylko udawal bo nie
      dawalam mu spokojnie odejsc,)znow tchnac zycie w nasze malzenstwo, a
      rzeczywiscie przestalo ono nalezec do najszczesliwszych. Zniknelo
      gdzies zupelnie pozadanie, fascynacja, zostal tylko pozorny szacunek
      i zgoda.zwyczajnie mijalismy sie w drzawiach i juz tylko z
      przyzwyczajenia nazywalismy sie "kochaniem" . Sypialismy ze soba
      bardzo sporadycznie.
      No wiec gdy wyszla na jaw jego zdrada oprzytomnialam, przerazilam
      sie, wybralam sie do psychologa, maz nie chcial isc ,twierdzac, ze
      tego nie potrzebuje. I zaczal sie nasz "drugi miesiac miodowy".
      Ognisty seks, wspolne kolacje, itp ,itd, niestety co drugi dzien
      przerywana strasznymi awanturami. Nie ufalam mu, tzn wybaczylam,
      potrafilam sie pogodzic ze zdrada, ale nie ufalam, czulam, ze cos
      jest nie tak.Kiedy mu o tym mowilam,albo wysmiewal mnie albo
      zarzucal paranoje. Niestety w kwietniu ostatecznie dane mi bylo
      przekonac sie , ze nie bylam paranoiczka, ona nadla sie z nia
      spotykal,i wiecej planowali wspolna przyszlosc, a mi po prostu bal
      sie o tym oswiadczyc. Juz wtedy mialam pierwsze objawy depresji i
      zaczelam przyjnowac leki.
      I zrobilam wtedy rzecz bardzo glupia. Powiedzialam, ze tez kogos
      mam, i ze zdrada nic nie znaczy. Ze spotykalam sie z kim tylko dla
      seksu, i na pewno u niego chodzi o to samo, ze to nie jest milosc,
      ze za miesiac oprzytomnieje i bedzie zalowal.Nie uwierzyl. Wiec
      zaczelam wymyslac rozne szczegoly, malo tego powiedzialam o tym
      kilku znajomym by w razie czego oni potwierdzili, niby to
      zwierzlaam sie , ale osobom, ktore mu o tym zyczliwie doniosa.
      Nie wiem skad przyszedl mi do glowy ten idiotyczny pomysl, pomyslam,
      ze skoro ja opamietalam sie dopiero po tym jak on mnie zdradzil, i
      dopiero wtedy zaczelam walczyc o nasze malzenstwo, to i on dostanie
      kopniaka tym wyznaniem, i zacznie walczyc o mnie. Ta moja "milosc na
      boku" nie istniala.
      Niestety nie zrobilo to na nim zadnego wrazenie, odszedl tak jak
      postanowil, dzis natomiast ma zamiar to wykorzystac w sadzie, jesli
      bede starala sie o orzeczenie winy. Nie potrafi tego udowodnic, ale
      i ja nie potrafie udowodnic, ze zwyczajnie to zmyslilam.
      Czy moze mi to zaszkodzic?
      • bazyliada Re: A mnie to czeka....pomocy!!! 27.01.08, 21:11
        Kłamstwo zawsze szkodzi, kłamstwo na własny temat może jeszcze
        bardziej. Motywy , które Toba kierowały moga byc oczywiste ( lub
        nie ), ale pozostaje wrażenie, że lubisz posługiwac się nieczystymi
        sposobami.
        Nie chcę Cię dołować. Myslę jednak, że ta sytuacja może pokazać, że
        prawda trudna, ale jednak jedyna słuszna jest.
Pełna wersja