nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma robić :(

06.02.08, 11:34
Czytam Was już od kilku tygodni i zbierałam się do napisania o
sobie, no i dzisiaj chyba nastąpiła fale uderzeniowa, więc jestem smile
Jesteśmy małżeństwem od prawie 2 lat, nie mamy dzieci, jesteśmy po
decyzji że się rozwodzimy, mąż już nie mieszka u mnie od 3 m-cy.
Nasze małżeństwo od początku nie wyglądało zbyt dobrze, były kłótnie
itd., no ale to chyba jak wszędzie, niestety problem większy pojawił
się jak zaczął palić trawkę, uciekać i wychodzić sobie do kolegów i
na imprezki kiedy chciał i na ile chciał, uważał że ja go
ograniczam, zaczęły się poważne awantury, wyzywanie, rzucanie
przedmiotami, nawet mnie uderzył. Potem jak wychodził z ciągu na
kilka dni to oczywiście mnie przepraszał, obiecywał że przestanie
palić, że się kochamy i damy radę przez to przejśc...no ale nie
daliśmy, było coraz gorzej tzn. coraz więcej palił, totalny brak
kontaktu, zaniki pamięci, nie poznawałam tego człowiekasad(.
W końcu nie wytrzymałam i go wyrzuciłam z domu, a jemu chyba to było
bardzo na rękę w końcu był wolny i mógł robić co chciał, czyli palić
imprezować i być cały dla przyjaciół...
Jak miał kryzysy to dzwonił do mnie że chce porozmawiać że tylko ja
go rozumiem że on sobie nie radzi etc., rozmawiałam z nim,
wysłuchałam i to wszystko, myślałam że należy mi się odrobina
szacunku, ale niestety się myliłam, jak zaczynał palić znowu
koledzy, a ja w odstawkę. Jak dzwoniłam do niego kilka razy zapytać
co u niego albo w sprawach kredytu to mnie poniżał i wyżywał się na
mnie.
Ja miałam tego dosyć więc się odcięłam, nie odzywałam i minęło kilka
tygodni i on zadzwonił czemu tak milcze i że trzeba porozmawiać, że
on nie chce być moim wrogiem tylko przyjacielem, że musimy omówić
sprawę złożenia pozwu etc...
Poza tym zadaje mi pytania czy kogoś mam, że jestem wspaniałą mądrą
i piękną kobietą i że napewno kogoś poznam itd... Opowiada mi też o
swoich podbojach imprezowych, nie wiem po co on to robi, a ja nie
umiem tego przerwać, boli mnie jeszcze słuchanie jak się świetnie
bawi, ile kobiet poznaje i gdzie sobie nie wyjeżdza i jaki jest
teraz szczęśliwy sad(
Ja też nie chce być jego wrogiem, ale wydaje mi się że jak nie zerwę
tego kontaktu to ja sobie z tym nie poradzę i będę cały czas żyła
jego życiem i tym co on robi, a nie swoim. To jeszcze cholernie boli
i nie wiem co mam zrobić. Wiem że już nie możemy być razem, że to
był toksyczny związek, ale trudno mi się z tym pogodzićsad( choć wiem
że to głupie...
Może też przechodziliście przez taki rozterki i macie jakąś metodę,
sposób żeby sobie z tym poradzić, zapomnieć, żyć swoim życiem i być
szczęśliwa- czy to możliwe???
    • gob1 Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 12:07
      zerwij kontak , bo jego huśtawka zachowań Ciebie wykończy, nie
      interesuj się co on robi, kiedy ma kryzys to Ciebie zamęcza. a kiedy
      bawi się dobrze to o Tobie zapomina, przecież nie będziesz go
      niańczyć całe życie,a jeśli wpędzi Cię w jakieś kłopoty? narazie
      pali trwakę , a później może być gorzej, jesteś młoda i ułożysz
      sobie wszystko od nowa,odwagi i wytrwałości
    • sadaga Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 12:09
      witaj
      Z tego co piszesz jednoznacznie wynika ze mąż jest nie tylko
      niedojrzały emocjonalnie ale i uzależniony. Na pewno potrzebna jest
      mu pomoc i warto by ją dostał, ale nie poprzez Twoje wspieranie go.
      To tylko pogłębi problem. Bo obecnie w przerwach
      między "imprezowaniem" po prostu Cię wykorzystuje. Odetnij się od
      jego problemów, jego zycia- to jedyne wyjście. Inaczej będzie Ci
      coraz trudniej.

      > Poza tym zadaje mi pytania czy kogoś mam, że jestem wspaniałą
      mądrą i piękną kobietą i że napewno kogoś poznam itd... Opowiada mi
      też o swoich podbojach imprezowych, nie wiem po co on to robi, a ja
      nie umiem tego przerwać, boli mnie jeszcze słuchanie jak się
      świetnie bawi, ile kobiet poznaje i gdzie sobie nie wyjeżdza i jaki
      jest teraz szczęśliwy sad(

      Wynika z tego b. niskie poczucie własnej wartości. I on nie jest
      szczęśliwy. Możliwe też ze dowartościowuje się upokarzaniem Cię w
      ten sposób. Nie słuchaj jego opowieści. Po co masz przez to
      dodatkowo cierpieć? Ucinaj od razu temat mówiąc, że Cię to zupełnie
      nie interesuje. I nie rozmawiaj po prostu. Najprostsze rozwiazania z
      reguły są najlepsze.

      > Ja też nie chce być jego wrogiem, ale wydaje mi się że jak nie
      zerwę tego kontaktu to ja sobie z tym nie poradzę i będę cały czas
      żyła jego życiem i tym co on robi, a nie swoim. To jeszcze cholernie
      boli i nie wiem co mam zrobić. Wiem że już nie możemy być razem, że
      to był toksyczny związek, ale trudno mi się z tym pogodzićsad( choć
      wiem że to głupie...

      Wcale nie głupie. Bardzo normalne. Ale sama już znalazłaś receptę na
      swoje problemy. Piszesz b. rozsądnie. Odetnij się. czas zrobi swoje.
      Bo boleć jeszcze będzie. zacznij myslec o sobie. porozpieszczaj się.
      naucz się zyć sama ze sobą. będziesz jeszcze szczęśliwa. uwierz w
      to. dostrzegasz toksyczność swojego zwiazku. to dobrze rokuje.
      a tak z przyziemnych spraw - myslałaś o rozdzielności? bo imprezy,
      narkotyki, wyjazdy kosztują. nie chcę straszyć ani przejaskrawiać,
      ale jest b. możliwe niestety ze Twój mąż narobi długów, które Ty
      będziesz musiała spłacać...

      siły Ci zyczę i wytrwałości. pozdrawiam cieplutko.
    • plujeczka Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 12:11
      nie słyszałam aby na głupotę ktoś wynalazł lekarstwo to po pierwsze,
      po drugie jak ktos nie dorósł do roli męża to raczej trudno dorosnąc
      za niego , po trzecie tacy co palą trawke maja nieźle pomieszane w
      głowie i z tego co wiem nic sie tutaj na lepsze ( MAM NA MYSLI
      GŁOWĘ) nie odkręci- a wiem co mówię, działałam w Monarze-powiem
      krótko uciekaj zanim dzieci " stana się Twoim i jego udziałem"(
      narazie ich nie macie) , poźniej będziesz przechodzic traumę taka
      jaka jest udziałem innych kobiet na tym forum.
      A co do pobicia to chyba nie masz złudzień-nic go nie tłumaczy i
      basta!!!
    • anbale Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 12:20
      Warto, zebyś przeczytała cokolwiek o psychice osoby uzależnionej. To
      są bardzo konkretne mechanizmy, na dodatek dowiesz się więcej o
      współuzależnieniu i sposobie wyjścia z niego. Twój mąż jest
      uzależniony, i zachowuje się jak klasyczny uzależniony, czyli-
      narkotyk absolutny priorytet, ludzie dookoła traktowani jak cienie,
      przedmiotowo, w zależności czy akurat są potrzebni czy nie. Do tego
      dochodzą przeróżne manipulacje...Ale to szeroki temat, naprawdę
      warto coś na temat wiedzieć, jeśli masz z tym do czynienia.
      • oliwka73 Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 12:47
        Miałam w planach przeczytać coś na ten temat, nawet się
        zastanawiałam nad spotkaniami dla osób współuzależnionych, no ale
        jakoś narazie nie doszłam. Jeśli możesz mi polecić jakąś pozycję to
        chętnie przeczytam? Bo tak naprawdę to nie wiele wiem o tym jak
        działają takie osoby, poza tym "moim" jednym przypadkiem. Teraz
        czytałam książkę "Kobiety które kochają za bardzo" bardzo fajna
        książka i pomaga dostrzec pewne schematy...
        A co do jego uzależnienia to ja wiem że to jest choroba i że jego
        nałóg zniszczył ten związek, mimo że całe jego towarzystwo i rodzina
        nie widzą problemu, skoro pracuje i ma się dobrze to czemu ja się
        czepiam...ech. A mój mąż (jeszcze) powiedział mi ostatnio że
        dziękuję mi bardzo że zwróciłam mu uwagę na z ten problem i że
        napewno sobie z tym poradzi w swoim czasie i że już pali coraz
        mniej, ale już nie ze mną i nie przy mnie to rzuci.
        A co do pytania sadagi to mamy na szczęście rozdzielność majątkowąsmile
        • sbelatka Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 12:59
          Oliwka, jak cos nie rokuje.. to nic z tego nie wychodzi najczęsciej.
          Szkoda czasu, uczuć ... Jeśli juz teraz rozmawiacie o rozwodzie i
          nie mieszka 3 miesiące - to pomijając trawke itp. - szansę, ze u
          jego boku doczekasz spokojnej starości sa znikome...
          ale mozliwe, ze nastapi cud. Wszak cuda sie zdarzają...
        • notting_hill Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 20:13
          Z lektur "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie, koniecznie!
    • akacjax Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 13:11
      Odbieram to tak: jesteś normalnie cierpiącą z powodu rozpadu małżeństwa. To trzeba przejść. Poza tym jesteś na granicy między sensownym działaniem, a wpadnięciem w krąg wspóluzależnienia. Dopóki jasno widzisz, że to nie ma sensu, dopóki jego działania zmiękczające nie powodują zmiany Twoich postanowień, dopóki wiesz, że on musi sam leczyć swoją chorobę emocjonalną-jesteś na dobrej drodze.
      Jeżeli uwierzysz, że możesz mu pomóc(co jest niemożliwe!), jeżeli pozwolisz wrócić bez odbytej terapii...to pozwolisz wciagnąć się w problemy.
      Wybór należy do Ciebie. Z lektur poleciłabym jeszcze-"Wirus samotności".
      • oliwka73 Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 13:42
        Czuję, że jestem w jakimś błędnym kole...męczy mnie to strasznie.
        Raz się czuję silna i wiem, że dam radę, że to nie ma sensu się tak
        męczyć, walczyć, poświecać, że życie nie na tym chyba polega, a
        potem....znowu łapie wielki dół, idealizuję go, pamiętam tylko
        rzeczy dobre i tęsknie i chciałabym żeby było znowu dobrze (choć to
        już nie możliwe), żyję złudzeniami. Czemu to tak musi wyglądać,
        boleć, nie chce już tego, ale on swoimi telefonami, pytaniami mi nie
        ułatwia niestety sad Wiem że mogę to zmienić, powiedzieć po prostu:
        nie dzwoń więcej, ale tego też nie potrafie, a może nie chce. Boje
        sięsad Mam dzisiaj chyba kiepski dzień sad
        • akacjax Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 13:52
          Odpowiedz sobie na jedno pytanie-co stracisz, gdy powiesz mu, by nie dzwonił.
          Jedna rada-jeżeli kiedykolwiek będziesz w takim dołku emocjonalnym jak teraz to postanów sobie: decyzje podejmę(gdyby takie się potrzeby pojawiały) dopiero gdy będę w lepszej kondycji.

          A na chwilę obecną-szukaj takich zajęć, które zajmują Ciebie i pozwalają nie myśleć o nim, o Was itp.
          • isabell1976 Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 14:13
            Już o tym pisałam, też miałam "nawroty" uczuć, w końcu to nie mija
            ot tak sobie. Mnie pomogło wspominanie najgorszych chwil i w
            chwilach wątpliwości dzwoniłam do 2 przyjaciółek i kazałam sobie
            powtarzać to wszystko o czym im mówiłam wcześniej, jak mnie źle
            traktował i jaka się czułam nieszczęśliwa. Mnie to pomogło.
            • zawsze.slonce Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 15:01
              Isabell dobrze Ci radzi.Ja miałam tak samo.Jak mnie nachodziły
              wątpliwości to wracałam do czasów jak był ze mną.Boli i boleć nie
              przestanie chyba nigdy ale zapomnieć warto nawet trzeba.Mój mąż był
              uzależniony od narkotyków.On też nie widział problemu; bo trawka i
              amfka to "lekkie"dragi.Tak go zmieniły że do tego kim był nigdy już
              nie wrócił, chociaż już nie bierze.Walka z jego nałogem kosztowała
              mnie ciężką depresję i długotrwałe leczeniesadCiesz się że Ciebie ten
              problem ominie.Co do jego opowieści, powiedz że to CIę nie
              interesuje jest dorosły i może robić co tylko chce.Ja dziękuję Bogu
              że udało mi się od niego uwolnić ale dojście do takiego stanu zajęło
              mi dwa i pół latasmilePowodzenia wiem że dasz radę.
              • single.mom Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 15:39
                mialam bardzo podobna sytuacje do Twojej... sama moglabym napisac podobnego
                posta. ja jeszcze przez ponad rok po rozstaniu znosilam takie hustawki i dopiero
                niedawno mialam odwage odciac sie od niego na tyle na ile to mozliwe w naszym
                przypadku (mamy dziecko). wreszcie czuje sie wolna.
                przytulam mocno.
              • oliwka73 Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 15:48
                Dziękuję za rady.
                Mój mąż też uważa, że to "lekkie" narkotyki i nie jest to nic złego
                że sobie popala w weekend i nie tylko, a ja widzę jak bardzo ten
                człowiek się zmienia, co robi z własnym życiem i trochę mnie to
                przeraża, tzn. już nie, jest mi go po prostu szkoda.
                Ja też dość długo łudziłam się i walczyłam, że jestem w stanie mu
                pomóc, że nałóg nie wygra, ale wygrał jak widać...sad
                A ja zatraciłam w tej walce o niego siebie, swoje potrzeby,
                marzenia, a moje poczucie wartości = 0 i obecnie to ja chodzę na
                terapię nie on. Także jak widać nie ominał mnie niestety ten
                problem, ale mam nadzieje że tym razem dam radę się z tego uwolnić...
                • zawsze.slonce Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 16:53
                  Nie wiesz jak bardzo żaluję tego że musiałaś podzielić te same
                  doświadczenie co jasadPrzez tą "łajzę"mojego męża chciałam skończyć
                  ze sobą.Doprowadził mnie do takiego stanu że myślałam -po co męczyć
                  ten piękny świat obecnością takiego śmiecia jak ja.Niestety albo
                  stety mamy dzieci.Pamiętam jak dziś garść tabletek.Weszłam do pokoju
                  maleństw, spały tak spokojnie.Wtedy coś się we mnie obudziło.Wypiłam
                  umówmy się szklankę wody z solą bo raczej to była sól z wodą,
                  sprowokowało to wymioty i tabletki zeszły ze mnie.Mąż jak zwykle na
                  imprezce szalał.Dla dzieci miałam siły do życia, do tego by walczyć
                  żeby mój los nie był ich.Dałam radę, dałam radę wyciągnąć go z tego
                  bagna a potem wysłać go za granicę do pracy.Miało to na celu dwie
                  sprawy:pierwsza to zmiana jego środowiska, druga- musiałam zobaczyć
                  czy dam sobie radę bez niego i czy nie będzie mi lepiej samej.Uwierz
                  mi że przy pomocy psychologa odzyskałam wiarę w siebie, poczucie
                  własnej wartości, siłę i optymizm.Czego dowodem jest mój nicksmileJuż
                  wiem że nigdy więcej mnie nie skrzywdzi, nie uderzy nie zwyzywasmilePo
                  tym co dla niego zrobiłam,miałam jedno marzenie, myślałam że
                  zrozumiał,będzie wdzięczny za życie swoje i rodziny.Niestety-za
                  granicą tym razem już bez wspomagaczy, kolejna kochankasad(Teraz
                  usiłuję się kulturalnie rozstać.Z mizernym niestety skutkiemsad(Jak
                  to się mówi chama kultury nie nauczyszwinkGrozi mi że nie przyśle
                  pieniędzy na dzieci, opowiada mi o swojej jedynej tzn. nowej
                  miłości.Powiedziałam drogiemu "misiowi" koniec z tel.Koniec z
                  przyjaźnią skoro tego nie umiesz uszanować spadaj na drzewo.Nic na
                  siłę.MAm tylko nadzieję że dzieci zrozumnieją.Też dasz radę, tę
                  przeżycie Cię wzmocni.Kiedyś mam nadzieję że niedługo spojrzysz w
                  lustro i pomyślisz to ja jestem wspaniała, mądra i wiele
                  warta.Szkoda Twojego czasu na niego.On chce Cię zranic i ukarać za
                  to kim jest a raczej kim się stał przez narkotyki.On wie że Ty
                  jesteś silna a on słaby.Stara się w ten sposób pozbawić Cię własnej
                  wartości i godności.To on jest od Ciebie uzależniony nie Ty od
                  niego.Kochanki go dowartościowywują, mowiąc Ci o swoich ekscesach
                  daje Ci znać jaki to niby jest wspaniały i wyluzowany.Patrz co
                  straciłaś i żałujwinkKiedy się dowie że Tobie na nim nie zależy,
                  niczego nie żałujesz i masz w nosie pana cudownego, poszuka nowej
                  ofiary i powierniczki.Czego z całego serca Ci życzę.Przepraszam za
                  tak długi post ale może komuś pomoże.Pozdrawiam bądź dzielna a
                  niedługo i dla Ciebie słońce zaświeci na zawszesmile
                  • oliwka73 Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 17:17
                    Współczuję Ci i przykro mi, że ten człowiek doprowadził Cię do
                    takiego stanu, ale naprawdę super że masz to już za sobą i gratuluje
                    odwagi i tego że z tego wyszłaś i już teraz słoneczko świeci smile)
                    Ja też mam odrobinę nadziei, że niedługo i dla mnie zaświeci.
                    Cały czas zadaje sobie jeszcze to głupie pytanie, dlaczego tak
                    musiało być, czemu wybrał trawę, a nie rodzinę i mnie...sad
                    Trochę się jeszcze obawiam swoich reakcji na to jak się dowiem że
                    kogoś ma i że może to dla niej się zmieni, bo może bardziej ją
                    będzie kochał i szanował niż mnie, a dla mnie/dla nas niestety jakoś
                    nie potrafił tego zrobić, ech sad(
                    • zawsze.slonce Re: nie umiem dać sobie z tym rady...co ja ma rob 06.02.08, 19:58
                      Głowa do górysmile)Pewnie że dasz radę, my kobiety silne jesteśmy.Mój
                      brat mawia że kobieta to troszkę jak kalaruch ponoć tylko one
                      przeżyją wybuch jądrowywinkNie wiem czy tak jest ale co nas nie zabije
                      to nas wzmocnismile)Wracając do tematu.Kochana on jest słaby dlatego
                      bierze to zielsko>nie radzi sobie z rzeczywistością, życie go
                      przerasta i szuka ucieczki.Narkotyki, tym bardziej takie jak trawka
                      to ucieczka.Po trawce jest lepiej, weselej, nie ma problemu.Humorek
                      zawsze dopisuje, czuje się szczęsliwy.Znam to z autopsji.Tłumaczenie
                      człowieka uzależnionego jest jedno:To jest narkotyk lekki,
                      pochodzenia naturalnego, nie zawiera żadnej chemii, jak coś
                      naturalne to nie uzaleznia.Bawi mnie i przeaża jednocześnie taki tok
                      myślenia.Otóż żeby trawka miała mocniejsze, barwniejsze i szybsze
                      działanie a także silniej uzależniała dzisiejsi dealerzy dodają
                      jakiś świństw do tego.Cóż wiadomo taka ich praca, czyjeś łzy dla
                      nich są zarobkiemsadOn naprawdę musi być słaby żeby to palić albo ma
                      zbyt szare życie.Wiesz tak mi się wydaje że potym lekko traci się
                      hamulce moralne.Wiem że po amfie to na pewno.Nie łap doła niestety
                      dopóki on sam nie będzie chciał nikt go nie wyciągnie z tego.Co
                      więcej po własnym doświadczeniu wiem że żadnemu narkomanowi już nie
                      pomogę.Matka Teresa może być tylko jedna.Musisz być strasznie,
                      strasznie odporna i musi Ci bardzo mocno na kimś zależeć.Wyzwiska,
                      bicie, kłamstwa są na porządku dziennym, bo pan słabszy musi się
                      naćpaćsad(Ty jesteś wrogiem numer jeden bo stoisz na drodze do jego
                      szczęśliwego bucha.Ciesz się że się sam zmył, naprawdę.Nie staraj mu
                      się pomagać bo pociągnie Cię za sobą.On się o Ciebie nie martwi Ty
                      też go olej.Zresztą on i tak już ma sieczkę z mózgu.Nic Ci po takim
                      okazie.Mój jakoś dziwnie nabawił się przy okazji paru kochanek, nie
                      kumam to chyba sktutek uboczny czy jak??Zawsze się tłumaczył a bo ja
                      wypiłem, przypaliłem i tak się stało.Ja mu że tak to mu może gołąb
                      na głowę narobić i wtedy to będzie tak się stałosmileTeraz się
                      śmieję.Ale wtedy nie było mi do śmiechu.Jedyna moja rada płynąca z
                      serca- skoro pan sobie poszedł, nie ratuj i nie pomagaj pajacowi.On
                      jak będzie wiedział że weźmie Cię na litość zawsze to zrobi.A o inne
                      się nie martw, jak która nie wyczuje odpowiednio szybko z kim ma do
                      czynienia i nie da drapaka to współczuję.Przeważnie kobiety są za
                      mądre na zadawanie się z takim typkiem.On i tak nikogo nie pokocha
                      bo najpierw musiałby nauczyć kochać się sam siebie.A palenie
                      pokazuje że chyba ma z tym problemsmileGłowa do góry.Może jutro
                      zobaczysz pierwszy promyczek.Trzymam za to kciuki.Dasz radęsmile
Pełna wersja