kaariinkaa
07.02.08, 12:40
Jestem tu nowa od jakiegoś czasu czytam to forum, ale uważałam że
sama poradze sobie z problemem. Jestem mezatka od 2 lat, mamy
1,5rocznego syna. Maz nie mieszka z nami od 2 miesiecy, mieszka u
matki. Wyzucilam go z domu. Od poczatku malzenstwo zle sie ukladalo,
maz we wszystkim radzil sie matki, robil to co ona mu powiedziala, a
mnie szlag trafial. Kilka razy uderzylam go w twarz bo mnie zwyzywal
od najgorszych, po tym on przestal sie czaic i tez mnie kilka razy
uderzyl. Wiele razy mielismy zaczynac wszystko od poczatku, ale
zawsze bylo tylko gozej. Problem stanowily kontakty z jego rodzina,
jego matka okazyjnie interesowala sie wnukiem, a jak zwracalam na to
uwage mezowi to bylam ta najgorsza ktora sie czepia. Zawsze
ustepowalam, chociaz w sercu czulam sie jak sciera do podlogi, to
jesli on tylko kiwnal palcem to bylam gotowa zrobic dla niego
wszystko. Teraz cierpie, nawet prosilam go zebysmy zaczeli wszystko
od nowa, ze jakos sie ulozy, ale slyszalam tylko stwierdzenia ze on
mi nie wierzy. On nie chce zlozyc pozwu, mowi ze jesli ja go
wyrzucilam z domu to i ja mam zakonczyc to malzenstwo. Ale ja sie
boje, chcialabym zeby sie ulozylo, bo go kocham. On nie wie co do
mnie czuje, a przynajmniej tak mi mowi. Nie moge dluzej zyc w takiej
bezczynnosci, w stanie zawieszenia "malzenstwa", prosilam zeby sie
na cos zdecydowal, albo rozstanie albo terapia i ratowanie zwiazku,
bo ja juz nie wytrzymam, jestem zalamana i ciezko mi sobie z tym
poradzic. On mi tylko mowi ze jak sobie nie radze to zebym szla sie
powiesic, i jak tu zyc

(((((( nie wiem co mam robic. pomozcie