emigracja przyczna rozwodów

19.02.08, 14:47
czytając posty na forum odnoszę wrażenie ,że wsród nas forumowiczów
jest spora grupa kobiet( nie wykluczam mężczyzn), które zostały
porzucone przez męzów, którzy wyjechali za pracą do Anglii,
Irlandii itp-jak sądzicie czy emigracja za przysłowiowym chlebem
odebrała Wam waszych partnerów czy po prostu Wasze związki były
tutaj na miejscu w kraju nazwijmy to " słabe", " kruche" i były
symptomy ,ze nie układa sie w nich tak jak być powinno a wyjazd
dał "odwagę" do tego typu zachowania?
    • stokroteczka721 Re: emigracja przyczna rozwodów 19.02.08, 15:38
      No proszę i mój temat został tu poruszony......
      Już piszę jak było u mniesmile
      Mój mąż całe życie pracował za granicą, tzn już w podstawówce i szkole średniej rodzice zabierali go na wakacje, aby sobie dorobił. Później siedział już non stop, czyli 2 - 3 miesiące za granicą i miesiąc w Polsce....
      Przed ślubem jeździliśmy razem do pracy, później ślub i pojawiły się dzieci.Mieliśmy wielkie plany: otworzyliśmy jeden sklep, pół roku później następny... Zaczęło troszkę brakować więc mąż pojechał dorobić i tak to się zaczęło!! Najpierw 3 miesiące na wiosnę i 3 miesiące na jesieni, reszta roku w Polsce.
      Az w roku 2006 otworzył własną firmę. I wtedy zaczął się koszmar!!!
      W domu bywał gościem, tzn. 3 miesiące za granicą i 2 tyg w kraju.
      Była propozycja wyjazdu za granicę ale nie zgodziłam się, tutaj skończyłam studia, tutaj miałam fajną pracę, dom i rodzinę.
      A mój mąż, Pan i Władca rozpanoszył się na dobre, przyjeżdżał jak gość do domu, wszystko mu wolno było.
      Awantury, sceny zazdrości w tym sprawdzanie bielizny, sprawdzanie telefonu stały się nie do zniesienia,,,,,, wygoniłam Trutnia z domu!!
      Z perspektywy czasu uważam,ze nasze małżeństwo nie miało solidnych podstaw do tego żeby się utrzymać. Mój mąż sam był nie w porządku a próbował mnie oczerniać, miałam wrażenie że patrzy na mnie "swoimi oczyma" ,tak jakby widział że robię to, co on sam robi!!
      Przeszukiwał strony porno w internecie w poszukiwaniu moich zdjęć, przeszukiwał torebkę i portfel i takie tam.... Na moje pytanie: Czego Ty tam szukasz?? odpowiadał: A NUZ COS CIEKAWEGO ZNAJDE!!
      Niczego w życiu nie żałuję, mam wrażenie czasami że jestem nienormalna jak czytam to forum i rozpacz kobiet ( i mężczyzn ) którzy cierpią z powodu rozstania!! Nikt ot tak sobie nie odejdzie, wcześniej muszą być jakieś objawy, jakieś dziwne zachowanie drugiej połówki!! A może cholercia jestem zielona w tych sprawach - sama nie wiem!!
      Ja TRUTNIA wygoniłam i całkiem dobrze się z tym czuję czego i Wam życzęsmile
      • majaaleksandra Re: emigracja przyczna rozwodów 19.02.08, 16:16
        Wiem że mogę zostać zjedzona przez "kochających,porzuconych" mężów ale u mnie sprawa była jeszcze inna.
        Ślub spowodowany wielką młodzieńczą miłością,mieszkanie w pokoju użyczonym przez teścia.
        Potem urok mija i zostaje zakochana kobieta obok faceta co woli mało przyzwoite www od swojej żony.Żona w pierwszym odruchu ratowania siebie i poczucia sensu związku zachodzi w ciąże za pozwoleniem męża choć realizacja z podstępem.
        Dziecko się rodzi i przez pierwszy okres zyją sobie w takim piekiełku bez więzi emocionalno-fizycznej,po drodze kilka kredytów (wyprawka,remont) aż ktoś rzuca pomysł żeby pojechał do Irlandii zarobić,spłacić kredyty a pomyśleć o jakimś własnym M.
        Pojechał gdy mała miała troszkę ponad rok,Przez 3 mies dzwonił choć nie przysyłał nic.Święta spędziliśmy tam "razem",tata przy pc ja z małą przy jego współlokatorach.Później telefony coraz rzadziej,przelewy raz na jakiś czas smieszne kwoty.
        A już 3 mies po tych świętach mówiłam mu że to może być koniec.
        Przyjechał rok później zdziwiony że mieszkam z kimś innym a córka nie wie kim on jest i pretensją że skazałam go na tą "poniewierkę" żeby się "ustawić".

        Więc w moim,stokroteczki i setkach innych przypadków ta emigracja nie jest powodem,na pewno nie głównym lub jedynym.
        Psychologowie mówią o próbie dla związku, a próba jak próba raz zostaje zakończona sukcesem a raz nie.
      • tricolour Stokroteczko, zastanów się... 19.02.08, 17:15
        ... i poczytaj, co napisałaś.

        Jeśli Twój mąż od zawsze pracował za granicą, od czasów podstawówki, to miałaś
        wręcz obowiązek poruszyć sprawę jego zatrudnienia jeszcze przed ślubem - by
        wiedzieć, co Cię czeka.

        Bo Twój facet nie jest truteń tylko facet pracujący za granicą (nawet proponował
        Ci wyjazd). Od zawsze. On sie nie zmienił - to Ty byłas ślepa i byłoby dobrze
        byś w końcu otworzyła oczy i zastanowiła się nad podstawami swoich życiowych
        decyzji.
        • stokroteczka721 Re: Stokroteczko, zastanów się... 19.02.08, 20:20
          Tri jeżeli mnie kochał i chciał być z nami, to niech wraca tutaj i tu szuka
          pracy i niech będzie z nami jak na męża przystało.... Podaje śmieszne kwoty w
          stylu 200 Euro na 2 małych dzieci i czego on chce?? Raz zrezygnowałam dla niego
          z fajnej pracy, ze studiów, tyle że dzieci wtedy nie mieliśmy i co mi z tego
          wyszło??? Całe gówno!! Wróciłam tutaj a Truteń dalej tam sobie siedzi bo mu tak
          wygodnie!!!! I pracuje na własną dupę!!!
          • zawsze.malina06 Re: Stokroteczko, zastanów się... 19.02.08, 22:22
            Witam mój mąż 3 lata temu wyjechał do pracy do Anglii początkowo na
            rok lub dwa. Nasze małżeństwo było udane, maż pisał sms, dzwonił że
            za nami tęskni ja pojechąłam do niego w odwiedziny , on przyjeżdżał
            na święta, wakacje.W poniedziałek mam sprawę rozwodową , od dwóch
            lat prowadizł podójne życie.Uważam że emigracja jest powodem rostań,
            ludzie za granicą się zmieniają, niestety na gorsze.Pomyślałam może
            by tak stworzyć nowe forum dla takich jak my ku przestrodze
            • majka035 Anglia 20.02.08, 07:07
              wyjechał w 2005, już jestem po rozwodzie.
              wyjechał, miałam z dzieckiem dojechać, przerwałam studia, zamknełam
              firme.
              po 3 m-cach pojechałam szukać domu, ale juz faceta nie poznałam.
              alkohol, trawa, panienki, prymityw
              jak wytłumaczył: "skoro z prymitywami mieszkam takim musiałem się
              stać, haaahaaaahaaaa"
              dziś nie mam nic-dzięki niemu, wojuje ze mną o mieszkanie, nie wiem
              co ze mną bedzie
              zanim wyjechał-super facet był
              • bigjoasia Re: Anglia 20.02.08, 07:18
                Mój mąż wyjechał trzy lata temu. Byliśmy bardzo udanym małżeństwem przez 19 lat.
                Zawsze razem, zawsze bardzo blisko.We wrześniu ubiegłego roku poinformował
                mnie,że od dwóch lat kocha inną kobietę (współlokatorkę). Czekam na termin
                pierwszej sprawy rozwodowej.
                • zawsze.slonce Re: USA 20.02.08, 12:00
                  Mój "pan i władca"wyjechał ponad 3 lata temu, dosłownie na koniec
                  świata.Miałobyć kolorowo i pięknie ale to każda z was znasadJest ja
                  jest.Co prawda ja dziękuję Bogu że tak się stało.Moj małż to typowy
                  przemocowiec był.W dodatku miał parę ładnych uzależnieńwinkPo roku
                  wycia w poduszkę, ocknęłam się.Zrozumiałam że jego wyjazd to był dar
                  od niebios.Inaczej nijak nie pozbyłabym się go z mieszkania i
                  życia.Nie miałabym sił na walkę o siebie.Kilka sesyjek z
                  psycholożką, kilka tel i dezyja zapadła.Mam gdzieś bycie żoną na
                  papierze.Mam dość spania obok obcego faceta.Jeszcze czasem złapię
                  dołka, nie jest łatwo przekreślić 10 lat życia.Czasem za nim
                  tęsknię.Ale nie mam zamiaru marnować życia na kogoś kto nie jest
                  tego wartsmileOstatnio okazało się że podjełam dobrą decyzję.Pan zrobił
                  sobie(tzn, nie sobie dla ścisłościwink) dzieciaczka z meksykanąsmile)
                  Szczerze- to już nie mój ból i nie moja sprawa.
                  • mary171 A czy moje się liczy ?;D 20.02.08, 12:16
                    Wyjechał 2 lata temu do pracy ale do innego miasta. Nie daleko - 100
                    km oddalonego i wracał na weekendy. Ale mimo, że między nami nie
                    zawsze było kolorowo to zauważyłam zmianę w jego zachowaniu,
                    podejściu do mnie i do rodziny. Rok temu okazało się, ze ta zmiana
                    ma blond włosy, solar na twarzy i spotykała sie przynajmniej z dwoma
                    naszymi znajomymi (kiedyś ją nawet poznałam) i 11 letnie dziecko.
                    Pracuje w mieście gdzie m. Więc też poznał panienkę, bo pojechal za
                    pracą, aby naszej trójce "żyło się lepiej". A i tę pracę to ja mu w
                    necie znalazłam big_grinbig_grin.
              • bedeszczesliwa Re: Anglia 26.02.08, 12:53
                szukam kontaktu z osobami, których związki rozpadły się z powodu
                emigracji w celu podzielenia się doświadczeniami, pozdrawiam, Paulina
    • plujeczka Re: emigracja przyczna rozwodów 20.02.08, 14:10
      czytam Wasze wpisy i jestem w amoku, dochodzę do wniosku ,ze na nic
      nie ma reguły a juz na szczęśliwe zwiazki tym bardziej,Jest też
      wersja optymistyczna mojego stanu- z opisów Waszych mozna
      wywnioskować ,że tak naprawdę te wyjazdy za "lepszym jutrem' dla Was
      mimo wszystko były na swój sposób " darem niebios".Gdyby się tak
      nie stało wiele z was tkwiło by dotychczas w tych zwiazkach tak
      naprawde z facetami o podwójnych twarzach a moze się mylę? a co do
      przemocowca w USA to juz zupełnie nie mam watpliwości .Dziekuję Wam
      z Wasze wypowiedzi
      • zawsze.slonce do plujeczki 20.02.08, 19:26
        Mamy mieszkanie z TBS'a.Wymaledować się by nie wymeldował
        dobrowolnie, niestety.Wiesz rodzinka raczej by mnie nie
        przygarnęła.Związku u nas już dawno nie było tylko może ja tego nie
        widziałam.Co do dwulicowości;masz rację.Nikt nie wiedział jaki on
        jest.Swoje brudy piorę w czterech ścianach.Tak zostałam wychowana.Na
        zewnątrz byliśmy dobrym małżeństwem.On faktycznie ma dwie
        osobowości.Czasami potrafi być miły i opiekuńczy.Szczególnie gdy ma
        widownie.Sama namawiałam go na wyjazd.Uważałam że;po pierwsze ja i
        dzieci złapiemy trochę oddechu, po drugie przekonam się jak to jest
        żyć samej.Po trzecie byłam tak jakby uzależniona od niego
        psychicznie, nie wyobrażałam sobie życia bez niego bo "przecież ja
        go tak kocham, że miłości starczy mi za dowjga...".Kiedy wyjechał,
        znikł mi z widoku, zobaczyłam że można żyć inaczej,że to nie była
        miłość.Nie odrazu oczywiście.Zajęło mi to długi rok.Jeszcze mam
        okresy że go przed sobą tłumaczę;bo nieszczęśliwe dzieciństwo(sam
        wychowywał się bez ojca), bo ciężka praca(był policjantem), bo ja
        jako żona zawiodłam.Wiem że nic go nie tłumaczy tak samo jak nic
        mnie nie tłumaczy że z nim mimo wszystko byłam.Teraz wiem że już nie
        może wejść do mojego mieszkania(sam się wymeldował będąc już w
        USA).Tych jego powrotów do domu najbardziej się zawsze bałam.Wiesz
        że w służbach mundurowych jest dość duża solidarność?Mogę zadzwonić,
        owszem przyjadą, wezmą Pana z domu ale za rogiem go wypuszczą i
        poradzą żeby zszedł żonie na jakiś czas z oczu.Owszem zejdzie na
        dzień, dwa a potem wróci i zacznie awantury od początku.Na jego
        kasie nie zależało mi za bardzo.Od jego wyjazdu nie brałam kasy dla
        siebie, wysyłał mi tylko pieniądze na dzieci, zresztą alimenty na
        Malców miał zasądzone już przed wyjazdem.Na początku może i
        wierzyłam w jego zapewnienia że się zmienił, że nas ściągnie do
        siebie.Ale im dłużej go nie było a ja w końcu odważyłam się przyznać
        że to ja mam problem i wymagam pomocy specjalisty, przestało mi na
        tym zależeć.Nie naciskałam, nie mówiłam o tym że chcę do niego
        jechać.Tak naprawdę dopóki był przy mnie wolałam udawać że jest
        wszystko ok.Byłam słaba, głupia, przerażona.Wydawało mi się że bez
        niego sobie nie poradzę.Naprawdę wierzyłam w to że nie zasługuję na
        lepszy los.Nienawidziłam siebie za swoja słabość ale nie miałam sily
        ani nikogo przy sobie kto pomógłby mi to zmienić.Dla mnie na prawdę
        był to dar niebios.SZkoda mi faktycznie lat które spędziliśmy razem,
        tym bardziej że na początku małżeństwa tak nie było.Myślałam że
        jeżeli się dobrze postaram to wróci to co było, do tańca jednak
        trzeba dwojga.
        • maza15 Re: do plujeczki 20.02.08, 21:41

          wyjazdy do pracy,portal nasza-klasa,korzystanie z życia,bo szybko
          mija...
          a zasady i uczciwość?
          Zanik.
          • majka035 Re: do plujeczki 21.02.08, 07:45
            a co ma do tego portal "nasza-klasa"
          • plujeczka Re: do plujeczki 21.02.08, 09:09
            pisałam o portalu nasz klasa, mnie osobiście On nie rajcuje i nie
            odgrzewam starych znajomosci, cieszę ię żciem i przyjaciółmi,
            którzy w trudnych sytuacjach mnie nie opuscili.A co do zasad powiem
            szczerze żałuję ,że je miałam i mam--kiedys o tym wiecej napiszę ,
            wciąż wstrzymuje się ze swoją historią poniewaz mam sprawy w toku a
            forum czytająrózni ludzie nie chciałabym narobić sobie kłopotu.Ale
            później opiszęWam solidnie swojąhistorię k przestrodze innym
        • plujeczka Re: do plujeczki 21.02.08, 09:04
          Twoja historia troche przypomina mi moję zycie, moje małżeństwo
          trwało prawie 20 lat, mąż jak wiesz z moich postów jest
          alkoholikiem, ze wzgledu na charakter pracy czesto przebywał poza
          granicami kraju, nieukrywam ,ze z młodą wówczas " łapałysmy" odech
          po licznych awanturach, wyzwiskach, oskarżeniach o kochanków itp.Jak
          wracał znów było bardzo żle, młoda po jego znikniEciu z domu
          chodziła na terapiĘ dla DDA , trochę jej pomogło ale Ślady w
          psychice u niej i u mnie są i pozostanĄ na zawsze. Podobnie jak Ty
          nie miałam w nikim wsparcia, o swoich problemach nikomu nie
          opowiadałam bo też o czym tutaj opowiadać, czym się u licha chwalić?
          przez wiele lat maż wbijał mi do głowy slogan ,ze bez jego pieniĘdzy
          zdechnĘ z głodu ( TO JEGO SŁOWA), UWIERZYŁAM, BAŁAM SIE , nie
          wierzyłam ,ze sobie finansowo poradzę,zostałam z 2 pożyczkami i
          kredytem.Dzisiaj jest zupełnie inaczej, stanęłam na nogi, choć walka
          w sądzie trwa i przede mną sprawa o podział majątku ale wierzę ,że
          mi sie uda, nie moze byc tak ,ze alkohol wygra na sali sadowej a
          jeżeli nie to trudno, odzyskałam wolność, godność, tożsamośc a na
          wszystko inne przyjdzie czas. Pozdrawiam Cie serdecznie i dziekuję
          za opowieść niech bedzie ona ku przestrodze innym.
          • zawsze.slonce1 Re: do plujeczki 21.02.08, 12:25
            Witam.Coś mi się "zrypało" z kontem.Ale to ja
            zawsze.slonce.Plujeczko cieszę się że wychodzisz na prostą.Znaczy
            sie można dać sobie radęsmileTeż się uczę na nowo życia.Jakoś idzie raz
            pełzam, raz idę już normalnie.U mnie wszyscy byli zdziwieni.Takie
            dobre małżeństwo a pada.Mam żal do siebie za swoją słabość.Nie umiem
            mimo pomocy psychologa do końca dać sobie ze wszystkim rady.Długi
            także dostałam w spadku po ukochanym.Myślałam że można przez to
            przejść kulturalnie, zakończyć małżeństwo w zgodzie.Niestety myliłam
            się.Na każdym kroku mój Pan mnie stara się poniżyć.Zrobił sobie ze
            mnie darmowego psychoanalitykasadPrzecież jestem
            jego "przyjaciółką".Dzwoni i opowiada o swoim szczęściu a ja chyba
            nie dam rady rozwieść się z klasąsad(Zabroniłam mu telefomów do
            siebie, ma dzwonić, nagrać się na skrzynkę i tam zostawić mi kod do
            odebrania pieniędzy i adres.U nas rozwód się ciągnie jak serial
            brazylijski, w trakcie zmienił sobie miejsce zamieszkania.Przez
            jakiś czas pisma wracały.Teraz znowu ich nie odbiera.Skąd brać na to
            siły??Nie mam siły wysłuchiwać jak to on zrobił sobie dzidzie żeby
            się zrealizować jako ojciec.Ponoć tak tęsknił za naszymi Malcami że
            musiał sobie fundnąć nowe.Muszę walczyć o każdy grosz dla moich
            dzieci.Bo jakoś tu nie musi się realizować jako tatasad(Długi z
            którymi mnie zostawił też jakoś przestały go obchodzić.Kurcze to
            boli najbardziej.Co mam im powiedzieć??Nigdy nie nastawiałam ich
            przeciwko niemu.Uważałam że naszem problemy to nasze problemy,
            dzieci nie mogą tego odczuwać.Już przestałam go prosić o kontakt z
            dziećmi.Czasem tylko pomyślę jaki los zgotowałam własnym
            dzieciom.Jak można się tak pomylić w doborze partnera.Mężem się
            bywa a ojcem według mnie się jest.Pozdrawiam Cię gorąco.Mam nadzieję
            że komuś moja historia otworzy oczy, chociaż szczerze w to
            wątpię.Najlepsza nauka jest na własnych błędach.
            • plujeczka Re: do plujeczki 23.02.08, 19:32
              widzisz, ja też do tego "spokoju" doszłam nie tak prosto jak to
              wynika z postu i nie wszystko wam pisze na forum bo nie mogę.Sprawę
              swoja przypłaciłam zdrowiem,siwymi włosami lub incazej ich brakiem (
              wypadały a ja płakałam w łazience z rozpaczy) w koncu zaczełam tyc,
              wielu znajomych nie poznawało i nie poznaje mnie na ulicy i może
              nikt z was w to nie uwierzy ale tyje z " powietrza" choć od lekarza
              wiem ,ze to wynik pernamentnego stresu. Mój mąż a właściwie jego
              rodzxina bez przerwy "fundują" mi takie uniesienia ,ze zastanawiam
              sie jak długo jestem wstanie to wytrzymać a przeciez przed młodą
              musze grać mamę u której jest ok bo na wizyty u psychologów dla
              córki mnie juz po prosyu nie stac.Ona tez nie jest głupia, trudno
              ja oszukac, mój nastrój udziela sie jej i choc bardzo sie staram nie
              zawsze jestem wstanie ukryc emocję.Jest mi o tyle lepiej ,ze
              mieszkamy same, nie mamy w nocy "atrakcji", których dostarczał nam
              mój maż i to co juz pisałam ,odzyskałam po 20 latach swoje imie bo
              tej pory to jakoś na k......to było i tym podobnie.Uwierz nie było i
              nie jest mi łatwo, sa dni ,ze mysle,że nie dam rady, wracam z sądu
              jak zbity pies ale po kilku dniach znów odradzam sie jak Feniks z
              popiołów i mysle,ze kieys to sie skonczy choć długa droga przede
              mna .......masz Ty i inni na forum moje słowo ,ze kiedyś napiszę
              swoją historia może komus sie przyda.pozdrawmi cie
          • zawsze.slonce1 Re: do plujeczki 21.02.08, 12:50
            Hmm może mamy tego samego męża??winkMój też mi przepowiadał że bez
            niego jestem nikim.To on decyduje o tym że jeszcze wogóle żyję.U nas
            też nie było słów "kochanie", "skarbie".W domu byłam dla nim
            najdelikatniej powiedziawszy "dziwką".Naprawdę to było najlżejsze
            określenie mojej osoby jakie padło z jego ust.Cały czas mi mówił że
            to ja się jego czepiłam, zmarnowałam mu życie.Z jedną ze swoich
            ukochanych usiłowali mnie wpędzić do psychiatryka.Wymyślili sobie że
            jak udowodnią że jestem niepoczytalna to małż unieważni małżeństwo i
            będą mogli wziąć ślub kościelny no i odbierze mi dzieci.Taki bystry
            z niego chłopak był.Naprawdę się tego bałam.Z racji wykonywanego
            zawodu miał dość rozliczne znajomości, zarówno w kręgu lekarzy
            psychiatrów jak i w prokuraturze.W pracy też miał nieposzlakowaną
            opinię.W sumie jak się dobrze na to przyjrzeć to on mnie potrzebował
            do wyładowania się.Jako worek do psychicznego bicia.Zastanawia mnie
            tylko jak ja mogłam to wszystko znosić?Jak mogłam się aż
            tak "zeszmacić"??Dla swojej ochrony w tamtym momencie mojego życia
            wycofałam się całkowicie.Byłam pustą skorupką, chodziłam, jadłam,
            opiekowałam sie dziećmi ale tak naprawdę byłam nieobecna.Najchętniej
            wykreśliłabym ten okres ze swojego życia.Niestety nie da rady.Moją
            córkę też zniszczył.Ona boi się mężczyzn.Na widok pijaka na ulicy
            wpadała w delirkę, cała się trzęsła.Alkoholu w domu nie toleruje w
            żadnej postaci.Nawet jak jej ukochany dziadek wypije piwko to od
            niego ucieka.Była za mała i nie wiedziała że tata nie jest pijany a
            naćpany.Wszystkie awantury wiązała z alkoholem.Teraz pomału wychodzi
            na prostą z pomocą psychologa, uczy się że nie każdy pan taki
            jest.Może kiedyś będzie potrafiła jakiemuś mężczyźnie zaufać?Ojciec
            dla niej umarł.Także za ten jego wyjazd to na kolanach do
            Częstochowy powinnam iśćwink
            • plujeczka Re: do plujeczki 23.02.08, 19:42
              cholender podobni Ci nasi męzowie nie ma co. Moja córka tez ma
              ogromne kłopoty w relacjach z chłopakami i sądzę,że bedzie w
              przyszłości miała ogromne problemy w tek kwestii. Co do alkoholu
              jest podobnie, córka wręcz histerycznie reaguje na alkohol,nawet w
              Sylwestra szamoan budzi w niej skrajne emocje a juz nie ma mogy aby
              ktos w domu przy niej wyciagnał piwo =Boże to dramat dlaniej i nie
              wiem czy kiedykolwiek to minie. Co do okresleń mojej osoby coz mój
              mąż tez stosował podobne okreslenia na k...lub d.....wszyscy moi
              znajomi a szczególnie moi koledzy to kochankowie, doszło do tego ,ze
              panicznuie bałam sie aby na ulicy nikt a konkretnie żaden znajomy
              mężczyzna mnie nie spotkał bo awantura i wyzwiska gotowe a w domu
              piekło gotowe.Tak sie składa ,ze pracuje w takim miejscu w którym
              wiekszość stanowia panowie a to dla mojego meża było powaznym
              problemem.,Boze takich historii moge mnozyc, dzisiaj jest lepiej bo
              zniknał z naszgo zycia no może nie do końca bo to wyprawia
              normalnemu człowiekowi nie miesfci sie w głowie
    • bedeszczesliwa szukam osób, które rozwiodły się z powodu emigracj 26.02.08, 12:55
      cześć, szukam kontaktu z osobami które rozwiodły się z powodu
      wyjazdu partnera.pozdrawiam, Paulina
      • majka035 Re: szukam osób, które rozwiodły się z powodu emi 26.02.08, 13:55
        wszystkie my tutaj
      • zawsze.malina06 Re: szukam osób, które rozwiodły się z powodu emi 05.03.08, 22:32
        witaj ja się rozwiodłam z powodu emigracji, jestem świeżo po
        rozwodzie jeśli chcesz poznać moją skomplikowaną sytuację napisz na
        skrzynkę
    • artemisia_gentileschi Re: emigracja przyczna rozwodów 05.03.08, 23:12
      U mnie na odwrot, emigracja byla skutkiem a nie przyczyna rozpadu.
      Krotko mowiac: zwialam do UK od eksa przemocowca i byla to najlepsza
      decyzja w moim zyciu. Kiedy usamodzielnilam sie finansowo rozwod byl
      tylko kwestia czasu, i ten szczesliwy moment nastapil 3 miesiace
      temusmile))
Pełna wersja