Dodaj do ulubionych

ech...kiedy będzie lepiej

19.02.08, 15:39
witam, od jakiegoś czasu czytam "rozwodowe forum" i jakoś mi lepiej
że nie tylko ja czuję się samotna, zagubiona, zmęczona itd.
W przyszłym tygodniu - jeszcze obecny małżonek - składa pozew
rozwodowy. To dobrze. Decyzję o rozwodzie podjęliśmy wspólnie , bez
ekscesów. tzn. jednego dnia mąż twierdził że będzie ratował nasze
małżeńśtwo a za 2 dni był zakochany w innej pani. Mnie to nie
rusza , niech teraz ona go niańczy. Wyprowadził się i odwiedza
dzieci 2-4 razy w tygodniu. Faktem jest że bardzo je kocha.
Co mnie męczy? Męczy mnie ciągłe marudzenie mojego męża, jak ciężko
musi pracować, jaki jest zmęczony, że już nie wytrzymuje napięcia
finansowego itd.
To wszystko się dzieje dlatego , że przez 10 lat naszego
małżeństwa stawiałam go do pionu, ja byłam facetem w tym związku,
wszystko planowałam, realizowałam itd. sam z resztą twierdził , że
przy mnie nie mógł poczuć się mężczyzną. Pewnie przy nowej koleżance
czuje się facetem.
Zostawił mnie z długami i na moje upominanie się o pieniądze mówi,
że przeciez nie ma ,bo skąd ma wziąć? więc ja znów muszę sama
organizowac sobie pieniądze i spłacać kredyty. brak mi sił na jego
narzekanie, nie mam cierpliwości do dzieci, nie chce mi się sprzątać
i organizowac życia domowego, a dzieci są małe i mnie potrzebują, a
mi się po prostu nic nie chce. tylko płakac bo nie wiem kiedy będzie
lepiej. kiedy spłacimy długi, on przestanie marudzić, kiedy da mi
spokój. Niech będzie szczęśliwy, bo to fajny gość. tylko nie dla
mnie. Z resztą to bardzo długa historia.....
Chcę w końcu poczuć się kochana, chcę żeby ktoś się o mnie
troszczył, był przyjacielem. A może zawsze będe sama?
Wiem, że na wszystko potrzeba czasu... może ktos wie ile.....?
Obserwuj wątek
    • movisz Re: ech...kiedy będzie lepiej 19.02.08, 16:19
      > Wiem, że na wszystko potrzeba czasu... może ktos wie ile.....?

      Nikt nigdy nie wie napewno ile.
      Zalezy od szczescia i wymagan.
      Bycie samej wcale nie jest latwe ale czy znow bylas taka
      szczesliwa jak z nim bylas? Samo sluchanie jak to ty mowisz,
      marudzenia i narzekania nie nalezy do przyjemnosci. Skoro i tak
      wszystko zawsze bylo na twojej glowie to praktycznie nic sie nie
      zmieni a jedynie uwolnisz sie od tego marudzenia.
      A kiedy uwolnisz sie, to zalezy tylko i wylacznie od ciebie.
      Konsekwencja mozna wszystko uzyskac. Jak zaczyna marudzic to
      zamykaj mu drzwi przed nosem albo jesli robi to przez telefon to
      odkladaj sluchawke. Odzwyczai sie.
      Pomalu zorganizujesz sobie wszystko. Nie zalamuj sie. Energia do
      dzialania przyjdzie.
      Niech sie teraz meczy z nim inna.
    • ivone7 Re: ech...kiedy będzie lepiej 19.02.08, 16:44
      nikt nie napisze..kiedy, i czy w ogole bedziesz szczesliwa,
      zakochana i spelniona...
      w duzej mierze zalezy to od Ciebie..bo musisz byc na cos gotowa,
      zeby tego czegos nie przegapic..latwo odwrocic oczy, kiedy serce i
      mysli zajete czym innym...
      urywaj jego narzekania i mow..nie..nie chce tego sluchac, bo mnie to
      meczy, doluje..pozbawia mnie energii..
      jak odwiedza dzieci, ty wyjdz z domu do kolezanki na spacer czy
      gdziekolwiek..umow sie z nim na konkretne terminy, zebys to mogla
      sobie zaplanowac i idz do ludzi...
      dlugi jesli zaciagneliscie razem..to razem je splacajcie..a nie
      tylko ty..pamietaj juz nie musisz za was dwoje ciagnac tego
      wozeczka...daj mu szanse sie wykazac..
      a dzieci...dla nich warto sie wziasc w garsc..
      pozdrawiam..
    • nangaparbat3 Re: ech...kiedy będzie lepiej 19.02.08, 18:01
      Może bedzie lepiej, jak przestaniesz odczuwać potrzebę stawiania innych do pionu?
      • i33 Re: ech...kiedy będzie lepiej 19.02.08, 19:04
        nie poddawaj sie--sama przecież piszesz o sobie że jesteś silną
        dziewczyna--potrafisz wszystko zorganizować ustawić --potrafiłaś i
        potrafisz..
        w zeszłym roku spłaciłam kupe długów , nóż na gardle miałam i
        dzieci, i w ciąży---teraz jade powoli z górki--jszcze nie jest super
        ale na powierzchni...ty też dasz rade--mocna jesteś..
        też zła na siebie byłam, że przez to całe kongo i moje nerwy--
        cierpią dzieci---zapomnij na moment o wszystkim co przykre--popatrz
        na dzieci--są twoim największym skarbem--dorobkiem,radością i ---
        przytulaj sie do nich ,śpiewj, kołysz, żartuj,,chodz jak najwięcej
        na spacery-----baw sie z nimi na dworzu--ciesz--i inaczej na
        wszystko spojrzysz---zyskasz zupełnie inna perspektywe co do
        problemów i pojawią sie pomysły i nadzieja..
        pozdrawiam serdecznie..
      • santana_2 Re: ech...kiedy będzie lepiej 19.02.08, 20:23
        też o tym myślałam....nie winię mojego męża za rozpad naszego
        małżeństwa...to raczej oboje zawaliliśmy, a potem już był za późno
        żeby cos ratować. po prostu jestem zmęczona i czuję się samotna.
        wiem , że trzeba szukać spokoju w sobie. przytłacza mnie wiele spraw
        i naprawdę chciałabym przestać ustawiać do pionu. chciałabym żeby
        ktoś mnie do pionu ustawił!
        • nangaparbat3 Re: ech...kiedy będzie lepiej 19.02.08, 22:57
          Daj spokój, lepiej zeby Cie ktoś polozył.
          • santana_2 Re: ech...kiedy będzie lepiej 20.02.08, 08:10
            hehe... poleżeć też mogę...
    • sadaga Re: ech...kiedy będzie lepiej 19.02.08, 20:35
      będzie lepiej.czas zrobi swoje.
      wrzuć niższy bieg, wyhamuj trochę. sprobuj przerzucic na męza częśc
      obowiązków (a kredyt jest i jego. i co to znaczy ze nie ma kasy -
      pracuje przecież).
      i faktycznie odetnij sie od jego narzekania. bo on w ten sposób
      pozbawia Cię energii.
      a co do tego czy bedziesz z kimś czy nie to po pierwsze za wcześnie
      na takie myślenie. najpierw zakończ ten związek, pozbieraj się,
      odpocznij. naprawdę chcialbys już teraz budować nowe życie? myśle ze
      nie. czujesz się samotna, stąd te mysli. ja tez na początku
      b.chcialam nie zostawać sama. ale kiedy pierwszy szok minąl wiem, ze
      teraz absolutnie nie chce zaczynać nowego związku. moze kiedys ale
      na pewno nie teraz. za wczesnie...nie jestem gotowa. nie
      potrafiłabym docenić, uwierzyć. teraz daje sobie czas. sobie i
      dziecku.
      ty tez daj sobie czas. poukładaj się. pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka