do bolutiebolutie

29.02.08, 11:19
Trzymaj sie kochana wiem jak teraz cierpisz .Jato samo przezywalam
jeszcze tak nie dawno.To jest niesamowity bol ale przedewszystkim
szok.Jestes teraz w szoku.To co teraz napisze to jest moze glupie i
wyswiechtane ALE TEN BOL NAPRAWDE ZMALEJE.Ja dowiedzialam sie prawdy
w nowy rok i dopiero wczoraj zorietowalam sie ze jest koniec
lutego.Nie jadlam nie spalam robilam rozne dziwne rzeczy.Moj
m.oficjalnie gadal przez komorke z roznymi babami.Umawial sie z
jedna wyjatkowo cieplo.Ja i moja corka bardzo to
przezywalysmy.Myslalam ze oszaleje .Caly czs pytania co sie dzieje?
to nie moze byc prawda Jak mamdalej zyc.Potem przezywalam kolejne
szoki jak on moze po 30 latach postepowac tak bezwzglednie.Moze
poprostu moze .Tak postepuja tchorze ktorzy ze strachu do konca
udaja ze wszystko jest ok.Apotem szokuja wiadomosciami.Trzymam Cie
mocno za reke bo wiem co tera czujesz.KONIECZNIE musi byc teraz ktos
bliski zaufany z toba aby poprostu byc.Nawt jak trzeba to
poplakac.BO ten bol trzeba wyplakac i wykrzyczec .Nie ma innej
rady.I obiecuje ci ze potem wraca sie do swojego ciala i do
rzeczywistosci.Potem tez boli i to cholernie ale wraca instynkt
samozachowawczy isama zaczniesz dbac o swoje najprostrze
potrzeby.Nie mozesz teraz zostac sama.MYsle ze jest ktos kolo Ciebie
komu ufasz siostra kuzynka przyjaciolka? I najwazniejsze wariuj
szalej ale pozostan soba.To jest bardzo wazne abys nie zgobila samej
siebie.Pisz tutaj na forum sa super ludzie .Jestem tez nowa .pomogli
mi bardzo.Sciskam cie mocno i przytulam do serca Bozena
    • bozenadwa Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 11:32
      Nie mysl ABSOLUTNIE Ze to Ty cos zrobilas nie tak.Wiem ze wszystkie
      tak myslalysmy w poczatkowym okresie.On z jakiegos powodu nie chce
      juz byc zTOba i nie gniewaj sie ze to napisze.To jest potworny
      tchorz i egoista skoro robi Ci krzywde i jeszcze przy tym rani Cie
      slowami.On chce przelac cala wine na ciebie bo nie chce miec
      wyrzutow sumienia.To co piszesz o nim to jest zupelnie nie
      odpowiedzialny facet.I teraz tez nie chce przyjac odpowiedzialnosci
      za to co robi Trymam za Ciebie kciuki z calych sil
      • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 11:49
        Bożenko, bardzo Ci dziekuję. Tobie i wszystkim innym, któzy mnie
        teraz na tym forum wspierają i "krzyczą" na mnie gdy wspomniałam o
        myślach samobójczych...
        Tak jak pisałąm wczesniej - nie znam konkretnego powodu dla któego
        mnie zostawia - może miał za dobrze, wszystko podstawione pod nos,
        zero obiwiązków, o wszystko ja dbałam, żeby było co jeść, pić, co na
        grzbiet włozyc, o wyjazdy na weekend, o to, żeby miał nozyki do
        golenia, o płącenie rachunków, itp. Sama wszystkiego pilnowałam,
        sama malowałam w domu ściany, wbijałam gwoździe, bo o nic nigdy nie
        mogłam sie doprosić, ciagle słyszałam: ZARAZ...
        Najsmutniejsze w tym wszystkim jst to, że po takim ogniu w jaki nas
        był, po takiej miłości - nic już nie zostało (przynajmniej z Jego
        strony, bo ja Go kocham pomimo wszystko całym sercem)... Nie
        wiedzieć czemu mój mąż zafundował mi nagle operację na otwartym
        sercu, bez znieczulenia. Przedwczoraj powiedział mi, że On teraz
        będzie bardzo długo szukał odpowiedniej kobiety, która - w
        przeciwieństwie do mnie - zaufa Mu w 100% i której będzie mógł
        powiedzieć wprost i otwarcie bez narażania sie na sceny zazdrości,
        że był z klientami w klubie go-go, czy że klienci zamówili sobie
        prostytutki do hotelu... A On w tym czasie pewnie stał pod drzwiami
        i liczył czas, za jaki Jego firma zapłaci ku uciesze klientów... Nie
        wiem... Wydaje mi się, że główną przyczyną rozpadu naszego
        małżeństwa jest Jego praca, ciagłe wyjazdy, delegacje, zabawy, itp.
        Potem wracał do domu i było zupełnie inne tempo zycia, wolniejsze,
        spokojniejsze... A On do życia i szczęścia potrzebuje ruchu, musi
        się coś dziać... Zastanawiam sie, że może to faktycznie, taka jak On
        mówi - to moja wina...? Może to ja nie dorosłąm do bycia w związku,
        do rodziny, bo może to jest teraz w wielkim biznesie normalne, że
        korzysta się z klubów go-go i prostytutek i wysyła sie "słuzbowe"
        smsy w środku nocy i fotografuje sie ściskając jakąs blondynę na
        parkiecie klubu nocnego... Bo jęsli takie zachowania sa normalne -
        to ja jestem jakby nie z tego świata...
        Jutro mój prawnik składa do sądu pozew rozwodowy. Jest to mój
        szwagier, specjalista od rozwodów. Poradził mi, żebym nie czekała
        teraz biernie na ruch mojego mężą i nie pozwoliła sobie, żeby On
        pierwszy złożył pozew, bo wtedy będe czuła, że znowu mnie porzucił,
        że mnie nie chce, itp. A tak - będe miała psychiczną "przewagę"...
        Tylko czy naprawdę chodzi tu o to kto nad kim góruje...? Kto komu
        sprawi więcej przykrości...? Kto komu wbije więcej szpil...? Nigdy,
        przenigdy nie myślałam, że mnie spotka cos takiego. Zawsze sądziłam,
        że to dotyczy innych i udzielałam "mądrych" rad... A teraz sama
        znalazłam sie w takiej sytuacji i jestem kompletnie bezsilna,
        bezbronna i bezradna...
        • mary171 Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 12:21
          Kochana jak napiała Bożena - TO NIE TWOJA WINA. Życie rodzinne nie
          polega na oprostytutkach i chodzeniu do klubu go-go i NAWET NIE MYŚL
          W TEN SPOSÓB. nIE POZWÓL ABY ON WYPACZYL CI SPOJRZENIE NA ŚWIAT. A
          że nie wybrażasz sobie, ze to koniec.... Nikt z nas sobie nie
          wyobrażał. Ale okazało się, że słońce świeci dalej, deszcz pada, a
          my żyjemy i mamy siłę do życia. Zobaczysz pzrejdziesz to. Przytulam
          Cię baaardzo mocno.
          Ja tez złozylam pozew pierwsza i czułąm się z tym lepiej.
          • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 13:11
            Dzieki, mary... Ale mimo wszystko mam tak "wyprany" mózg, że wierze,
            że to moja wina... Że zagłaskałam kotka, że wszystko Mu pod nos
            podstawiałam, wyręczałąm Go we wszystkim, bo biedaczek taki był
            zapracowany i na pewno zmęczony... Do tego, gdybym Mu ufała w 100%,
            gdybym Go nie kontrolowała, tylko pozwoliła zyć i pracować tak jak
            chce, to może nie stałoby się to wszystko..? A może też by sie
            stało...? Nie wiem, trudno przewidzieć, trudno prorokować...

            Nie wiem dlaczego spotyka mnie to wszystko... Zawsze myślałam, że
            dobro powraca i taką miałam życiwą decyzję - traktuj innych jak sam
            chcesz by traktowany. I tak postepowałam, otworzyłam przed Nim
            serce, dusze... Dałam Mu wszystko co było we mnie najlepsze. On był
            moim mężem, kochankiem, przyjacielem, bratnią duszą... Teraz
            zostałam sama, nagle, z dnia na dzień. Opuścił mnie chyba gdzies po
            drodze mój Anioł Stróż - mój Tato, który zmyślałam, że gdzies tam
            czuwa nade mną z góry... Gdyby był, nie pozwoliłby na to, żebym
            teraz była taka nieszczęsliwa i żebym tak cierpiała...
            • phokara Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 13:30
              Kochana, a dlaczego nie założyć czegoś dokładnie odwrotnego? Że Twój
              anioł stróż właśnie się uaktywnił - wyrywając Cię z takiego życia,
              jakie wiodłaś do tej pory - a które było jakiegoś rodzaju fikcją?
              Jeśli masz dewizję, że dobro powraca i 'traktuj innych, jak sam
              chcesz być traktowany' - to przecież ta dewiza nie działała w tym
              związku. Ty dawałaś, dawałaś, dawałaś... i co? I naprawdę myślisz,
              że na tym polega prawdziwe, dobre życie? To oszukujesz samą siebie.
              I jak to kiedyś zrozumiesz i POCZUJESZ różnicę, to dopiero bedzie
              szok. Pozytywny. Tylko najpierw musisz przejść przez piekiełko,
              które jest przed Tobą. No ale z tego się wychodzi. Serio. Pod
              czujnym okiem anioła stróża - w dobrą stronę.
          • bozenadwa Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 13:28
            Kochana bolutiebolutie wiem ze nie do konca dochodzi do ciebie co
            my tu wszyscy piszemy,bo teraz jedno brzmi w twojej glowie ja go
            kocham a on mnie nie chce.Jak juz pisalam to jest funkcjonowaniw w
            szoku.Nie daj sobie wmowic Ze to twoja wina >BO tak nie jest.To co
            on mowi ze trzeba i klientami do klubow go/go to jest chore.Tak nie
            prosperuja firmy.W firmach najwazniejszy jest zysk i praca.Sa faceci
            ktorzy potrzeboja takiego zycia.Ale to jest chore.Prawdziwy facet
            nie potrzebuje potwierdzenia u prostytutek ze jest facetem.Wiem ze
            wszystko jest dla ludzi ale normalny ,zdrowy facet jeszcze ktory ma
            zone nie potrzebuje prostytutek.On toba manipuluje Nie daj sie.obys
            jak najpredzej to zobaczyla bo ineczej bedziesz cierpiec i cierpiec.
            MOJ tez lubi takie zycie i tez probowal mi wmowic ze to ze mna jest
            cos nie tak ze on woli szmaty niz mnie. Duzo pracowalam nad tym na
            terapii i wiem ze tak postepuja slabi faceci ktorzy oprocz tego nie
            potrafia kochac nawt samych siebie.Bo ktos kto naprawde kocha
            posiade przedewszystkim szacunek najpierw do siebie a co za tym
            idzie to drugij osoby.Twoj maz nie szanuje nawt samego siebie to jak
            ma szanowac Ciebie? Nie wiem co ztym rozwodem mysle zebys robila to
            co sanma czujesz .bo wtedy to bedzie mialo sens.Jak chcesz sie z nim
            rozwodzic jak jestes na etapie ze kochasz go calym sercem.On to
            wykorzysta przecw Tobie.Musisz najpierw zrozumiec o co chodzi NIe
            chce cie ranic ale moze juz jest jakas nowa Moze sie mmyle.Dobrze
            byloby poczekac i dowiedziec jaka jest prawda.Najpierw musisz w
            glowie powiedziec sobie ze niechcesz z nim byc i dlaczego.On bedzie
            Cie ranil badz na to przygotowana .Jemu zalezy tylko na wlasnnych
            przyjemnosciach i wygodzie.Zycze Ci duzo sily .Mozesz zmieniac
            psychologow jesli nie pomagaja.az trafisz na takiego ktory ci
            pomoze.Otocz sie teraz ludzmi ktorym zalezy na tobie a od niego
            uciekaj bo cie zniszczy Przytulam mocno
            • phokara Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 13:34
              No ja bym jednak dość mocno przestrzegała Cię przed takim
              postrzeganiem tego faceta. To nie jest czarno - białe. Ocena czyjejś
              postawy to zawsze bardzo jednostronny i subiektywny osąd. Na dłuższą
              metę - o bardzo wątpliwych skutkach - dla Ciebie.

              • bozenadwa Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 13:48
                Masz racje pho moze za bardzo spojrzalam na to czarno bialo.Ale to
                co on jej mowi otym ze trzeba tak traktowac swoich klientow.I to ze
                probuje zwalic wine na nia to wybacz to jest typowe dla...Dziewczyna
                musi sie pozbierac dla niej samej>bolutiebolutie Mysle ze wlasnie
                Aniol Stroz uwalnia cie od tego faceta
                • phokara Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 14:57
                  bozenadwa napisała:

                  > Masz racje pho moze za bardzo spojrzalam na to czarno bialo.

                  W tym nie ma nic złego. W fazie rozwałki szuka się czarno - białych
                  podziałów, żeby nie sfiksować do reszty.
                  Jak już się umie na to spojrzeć ciut zdrowiej - to naprawdę widzi
                  się wszystko inaczej (jak się nie widzi, to trochę kanał).
                  Ja w ogóle myślę, że mamy zbyt mało danych, żeby oceniać tego
                  faceta. Utopią już jest ocena tego związku jako 'sielanki' - bo ze
                  szczegółów prztoczonych przez autorkę nijak to nie wynika... dla
                  niej samej zwłaszcza, bo związek nie polega na zatracaniu siebie i
                  poświęcaniu się dla drugiej strony - zwlaszcza, jeśli druga strona
                  tego nie chce. A ewidentnie w tym wypadku facet tego nie chciał - bo
                  z dobrych związków faceci nie odchodzą; w ogóle z natury są leniwi i
                  wygodni, więc faktycznie musiało być z drugiej strony coś bardzo nie
                  halo. Co - to już JEGO problem, w ogóle szkoda prądu na analizy.
                  Obawiam się, że nawet autorka nie wie, o co chodzi (tak zresztą
                  pisze) - bo kiedy miała cholera czas pogadac i popatrzeć na własnego
                  męża, jak na jednostkę autonomiczną, skoro była zajęta zakupami,
                  praniem, sprzątaniem, domem i uszczęśliwianiem go w inny, bardzo
                  formalny sposób. No nie ma siły, nawet żeby się czasowo wyrobić ze
                  wszystkimsmile

                  >Ale to co on jej mowi otym ze trzeba tak traktowac swoich
                  >klientow.I to ze probuje zwalic wine na nia to wybacz to jest
                  >typowe dla...

                  ... dla? Dla facetów? Wszystkich? Czy tylko tych wszystkich naszych
                  cholernych exów?
                  Wyłącznie jej i nasza (bezpodstawna) interpretacja. Dobrze
                  działająca w pierwszej fazie; a potem same strzelamy sobie w kolano.
                  Tu nie ma win wyłącznie jednostronnych. Ale grzebanie się w
                  procentowym podziale win - na pół, ćwierć czy trzy czwarte -
                  naprawdę nie ma sensu. Tylko nas pogrąża.

                  >Dziewczyna musi sie pozbierac dla niej samej

                  Tutaj pełna zgoda. Myśleć o sobie, wyciągać wnioski z własnego
                  zachowania, a ex niech się buja sam ze sobą. Tu nie ma innej opcji.



                  • bozenadwa Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 15:21
                    PHO chcialabys aby Twoj facet MUSIAL chodzic z klientami do klubow
                    go goi zamawiac i do hotelu prostytutki?Masz racje ze nie mozna
                    zwalac cala wine na niego .Jesli mozna mowic wogole o jakies winie
                    BOLUTIE to to ze nie potrafila postawic zadnych granic i ze nie
                    zawalczyla o sama siebie .Dlatego namawiam ja na terapie.Sa
                    faceci ,ktorzy lubia kluby gogo i prostytutki i sa tez faceci ktorzy
                    nie lubia .Zdecydowanie wole tych drugich
                    • phokara Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 15:38
                      Ależ ja bym w ogóle chciała żeby mój facet nic nie musiał. Nawet być
                      ze mną. Nie chciałam też, żeby mój ex rąbał jakąś damę na wydmach -
                      a tu proszę. W kontekście takich wydarzeń, to w ogóle jakieś kluby
                      go-go mnie nie wzruszają. Serio.

                      Ja tylko chciałam zwrócić uwagę na fakt, że im więcej wiemy - tym
                      bardziej FIKCJĄ okazuje się ten "cudny i wspaniały" związek. I za
                      chwilę sama autorka to zobaczy i ten piekny obrazek, który sobie
                      uroiła w głowie, runie z hukiem. I bardzo dobrze. Bo to się wszystko
                      kupy nie trzyma. Trzeba przede wszystkim przejrzeć na oczy i
                      zobaczyć łysą i brutalną prawdę, że JEJ SAMEJ wcale z tym facetem
                      tak fajnie nie było. No sorry, ale jak się komuś nie ufa - to już
                      wystarczający dowód na to, że zbudowana konstrukcja opiera się na
                      jakimś fałszu u podstaw. Kobiety (niestety - MY w sensie) mają
                      przeogromny talent do tworzenia takich światów urojonych, a potem
                      jak facet odchodzi, to nam się wszystko wali. Otóż żadne
                      tam 'wszystko' się nie wali tylko FIKCJA się wali.
                      Mówiąc wprost - uważam, że ta decyzja wcale tak nie spadła "jak grom
                      z jasnego nieba" i nie wzięła się z powietrza - tylko była
                      podyktowana bardzo konkretnymi zdarzeniami, po drodze.
                      Już mamy postęp w myśleniu - bo z każdym kolejnym postem obnaża się
                      cała treść tego układu. I bardzo dobrze.
                      • bozenadwa Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 16:11
                        Mysle ze dla BOLUTIE to nie byla fikcja tylko prawdziwe zycie.To nie
                        jest jej wina ze to w co wierzyla okazalo sie fikcja.Teraz jest
                        wazne aby przyjrzala sie swojemu zyciu i samej sobie.BOLUTIE
                        przepraszam cie ze pisze o tobie w osobie trzeciej.Jak dojdziesz do
                        siebie to namawiam Cie na terapie .Aby nastepny byl dla ciebie
                        wlasciwy POzdrawiam .Jeszcze cos do pho mysle ze tutaj nie na
                        roznicy czy nasi faceci rabia kogos na wydmach czy w eleganckim
                        hotelu.BOLI TAK SAMO
                        • nangaparbat3 Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 16:42
                          Strasznie sie spresze i nie mam czasu czytac wszystkiego, ale jestem przekonana,
                          ze Pho ma rację.
                          A to stąd, o czym pomyslałam już na samym początku - wiadomość została
                          przekazana w restauracji w Walentynki własnie dlatego, ze rzecz osiagnela
                          wówczas poziom fikcjonalnosci, jaki dla faceta był już absolutnie nie do zniesienia.
                          No i pękło - buch!
                  • nangaparbat3 Pho!!! 01.03.08, 16:38
                    Pho napisała:

                    >>> Obawiam się, że nawet autorka nie wie, o co chodzi (tak zresztą
                    pisze) - bo kiedy miała cholera czas pogadac i popatrzeć na własnego
                    męża, jak na jednostkę autonomiczną, skoro była zajęta zakupami,
                    praniem, sprzątaniem, domem i uszczęśliwianiem go w inny, bardzo
                    formalny sposób. No nie ma siły, nawet żeby się czasowo wyrobić ze
                    wszystkimsmile

                    Jesteś wielka.
                    Chociaż z drugiej strony nie da sie wykluczyc, ze życie własnie powinno polegać
                    na zmywaniu, sprzątaniu, uszczęśliwianiu, a nie przygladaniu sie najbliższym
                    jako jednostkom autonomicznym.
                    Obawiałabym sie wręcz, ze to ostatnie moze prowadzić do rozpadu społeczeństw, a
                    nawet państw.
                    • phokara Re: Pho!!! 01.03.08, 18:55
                      Ale na początku tej drabiny jest rozpad małżeństw. I to wyłącznie
                      tych, w których choć jedna ze stron wybiera autonomię jednostki a
                      nie państwo X opiekuńczo-kanapowe. Zważywszy na tendencję jednostek
                      do komfortu i wygody - nie wróżę rozłamów na skalę światową smile))))
            • bozenadwa Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 13:40
              Ja ma 50 na karku i tez wielu rzeczy nie rozumialam.Ale Zobaczylam
              jedno ze wlasnie takie kobiety jak my dobre ,szlachetne chcace
              opiekowac sie z jakiegos powodu calym swiatem ,trafiaja na takich
              facetow Ktorzy bardzo chetnie owijaja sie w ta troske dla swojego
              egoizmu.Namawiam cie na terapie.I naprawde masz prawo zmieniac tak
              inni tae robia.Kazdy z nas jest inny i kazdy potrzebuje inne go
              profesjonaliste
              • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 29.02.08, 15:19
                Ja nie próbuje doszukiwac sie winnych, wiem, że każdy medal ma dwie
                strony i nie uważam, żeby za rozpad naszego małżeństwa winić tylko
                mnie, albo tylko mojego męża. Jestem świadoma swoich błedów i przy
                okazji kolejnego związku (o ile takowy w ogóle jeszcze kiedys będzie
                miał miejsce) więcej ich nie popełnię...
                Do psychologa chyba więcej nie pójde, bo osoba, która nie
                doświadczyła tego co ja w tej chwili czuję i zna to tylko z
                opowiadań lub książek - nie będzie w stanie mi pomóc. WY jesteście
                tak naprawdę prawdziwym wsparciem, wiecie co czuje i co przezywam.
                wasze rady sa nieocenione. Na tym forum sa naprawde wspaniali
                ludzie. Mam nadzieje, że za kilka miesięcy, lat ja będe mogła komus
                słuzyć wsparciem, dobrym słowem i gestem, żeby podnieść na duchu i
                poratowac w duchowej potrzebie...
                • zza_sciany Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 15:03
                  praca handlowca nie sprzyja trwałości związków. Bo:
                  - szczegolnych klientów trzeba szczególnie dopieszczac ( imprezy, koncerty, kluby)
                  - praca nienormowana czasowo
                  - jakies debilne spotkania firmowe na ktore NIE MOZESZ zabrac partnera z poza firmy
                  - kultura korporacyjna nie sprzyja wiernosci

                  To pare na szybko przykładów tego co mi fundowala firma.
                  Moje priorytety sa inne dlatego od piatku jestem na wypowiedzeniu i szukam pracy
                  nareszcie zgodnej z wykształceniem, w ktorej moze zarobie na wędline do bułki i
                  masła.
                  mam nadzieje ze wystarczy mi odwagi by omijac wzrokiem ogloszenia "handlowe"
                  gdzie prace moge dostac z dnia nia dzien.
                  Poniedziałkowa Gazeto Praca- w tobie nadzieja.
                  • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 15:34
                    Zgadzam się, że praca handlowca nie sprzyja trwałosci związków (choć
                    może nie w każdej firmie i nie chcę tu generalizować) - mój Mąż bez
                    przerwy wyjeżdżał, nie bylo Go 2-3 dni w tygodniu. Na żadne imprezy
                    integracyjne, czy firmowe spotaknia świateczne też mnie nigdy nie
                    zabierał, bo - jak zwykł mówić - bez żon i mężów są te imprezy. Gdy
                    był na miejscu w firmie - wracał do domu ok. 19-20tej i padał na
                    twarz ze zmęczenia, nic nie mógł mi pomóc w domu, ale zmęczenie nie
                    przeszkadzało Mu jednak w buszowaniu po nocach po internecie i
                    odpisywaniu kolezankom na maile na naszej-klasie... Ja kładłam sie
                    spac sama ok. 23ciej, a On przychodził ok. 1-2giej. O sexie w
                    trakcie tygodnia to własciwie zapomniałam, choć nieraz szykowałam
                    rózne niespodzianki - bez skutku. Ale oczywiście zdaniem mojego
                    mężą: RODZINA NA PIERWSZYM MIEJSCU! I wsciekał sie jak mówiła, że wg
                    mnie na pierwszym miejscu jest praca, na drugim miejscu jest
                    piłeczka nozna, potem dlugo długo nic - i gdzies tam ja... Byz moze
                    jest t omoja wina, bo sobie na to pozwoliłam, ale... chciałam, żeby
                    był szczęśliwy - skoro uwielbiał swoja prace, realizował sie w niej
                    i spełniał (łudze sie, że nie seksualnie), to ja nic nie mówiłam...
                    A może powinnam była...? Teraz juz za późno, wszystko stracone...
                    • anbale Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 15:46
                      Powiem Ci, że moim zdaniem jest to jakaś forma tragedii życiowej- pokochać i
                      przywiązać się do kogoś takiego...No bo wiadomo, serce nie sługa, uczucia
                      kompletnie irracjonalne są; ale to naprawdę jest beznadziejne, gdy człowiek
                      tylko daje, daje, stara się- a druga strona tylko bryka i sobie rości; i w końcu
                      porzuca, jak już sobie wyssa co chciała i nuda dopadła...
                      • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 15:49
                        Smutne jest to co piszesz, ale niestety prawdziwe. Wyrzucił mnie jak
                        starą zużyta ścierke... I takie mam teraz własnie samopoczucie...
                        Problem w tym, że głowa i rozsądek podpowiadają: WEŹ SIĘ W GARŚC,
                        NIE MA CZEGO ŻAŁOWAC, NIE JEST CIEBIE WART... Ale serce mówi
                        zupełnie cos innego... Którego organu posłuchac...? sad
                        • mary171 Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 15:57
                          Nie słuchaj organu - posłuchaj samej siebie a będzie dobrze. czasami
                          potrzebujemy porządnego kopa dupę, musimy dosięgnąć dna, aby się podnieść. Wiem
                          co czujesz bo też taka byłam. I dopiero jak się dowiedziałam, ze po roku starań
                          od zdrady mąż w jakiś sposób miał z nią kontakt rozwiodłam się. A ten rok nie
                          był kolorowy. Pozwalałam się znowu poniżać i przepraszać. Wierzyłam, choć
                          wszystko mówiło że kłamie. Musiałam dosięgnąć dna. Ale Ty nie musisz. Posłuchaj
                          siebie bo widać, że mądra z Ciebie kobieta. Pozdrawiam
                          • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 16:06
                            Ja juz chyba tez sięgnęłam dna... Tyle razy prosiłam Go o jeszcze
                            jedna, ostatnią szanse... A On jakby pastwił się nade mna, mowiąc
                            nie wiem, może, pomysle, zobaczę, chyba nie, raczej nie, Ty sie
                            nigdy nie zmienisz, itp... Pozwoliłam sobie, żeby nade mna górował
                            psychicznie, poddałam Mu sie zupełnie i bezwarunkowo, schowałam dume
                            do kieszeni i prosiłam... Więcej prosić nie będę, choć serce krwawi,
                            oczy sa pełne łez i ten straszny ból i wewnętrzna pustka, samotność
                            sa nie do zniesienia... Ja mojego męża nie przyłapałam nigdy na
                            zdradzie, choć miałam nieraz podejrzenia. Być może to normalne
                            zachowania, ze bedąc w delegacji dzwoni się o 1,45 w nocy 6 razy do
                            jednej pani, albo zaraz po wyjściu z domu wysyła sie do kolezanki
                            smsa: czeeeeść Zielonooka... i wiele wiele innych podobnych
                            zdarzeń... byc może to wszystko nic nie znaczyło i było związane z
                            praca. Potem próbował tłumaczyć się z tych wszystkich zachowan,
                            smaów, telefonów, spotkań itp. A ja - niebardzo wierzyłam, ale
                            chciałam wierzyć - dla swiętego spokoju, w imie wyższego celu -
                            MIŁOŚCI. Żałosna jestem...
                        • anbale Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 16:02
                          Nie ma takiej miłości, która nie wygaśnie smile
                          Tylko trzeba sobie narzucić reżim- jakże często się o tym pisze na tym forumsmile-
                          odciąć się, zacząć żyć własnym życiem, unikać kontaktów, nie dawać się w nic
                          wkręcać itd itd
                          To jedyne co pomaga, w dłuższej perspektywie oczywiście
                          • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 16:26
                            A ja jestem innego zdania - miłość nie wygasa, tylko z biegeim zycia
                            ewoluuje i nabiera innego wymiaru i nnych barw. W przypadku mojego
                            męża - miłość straciła zupełnie kolor, więc moja teoria chyba nie
                            była trafiona.
                            Ja staram się zacząć zyć własnym zyciem, skupić sie na pracy, na
                            sobie, ale.. rana jest jeszcze zbyt świeża - mineły dopiero 2
                            tygodnie od kiedy mój mąż mi oznajmił, że dłużej nie chce ze mna
                            byc. Unikanie kontaktów tez nie jest proste, bo dopóki On nie
                            wynajmie sobie mieszkania - pomieszkujemy razem. A własciwie nie
                            razem, tylko obok siebie, ja w jednym pokoju, On w drugim... Jak
                            dwie zupełnie obce sobie osoby, a nie młode małżeństwo, które przed
                            Bogiem i rodzina, patrząc sobie głęboko w szczęsliwe i rozesmiane
                            oczy - przyrzekała miłość, wierność do grobowej deski... Ja
                            myslałam, że chodziło tu o smierć jednego z nas, a nie o smierć
                            miłości...
                            • mini_me Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 17:47
                              Przed chwilą odpowiedziałam CI na innym wątku ale i tu dopiszę smile

                              Miałam identyczny scenariusz jak Ty!
                              Co do kochanki to miałam 100% dowody 2 miesiące po tym jak sie wyprowadził!teraz
                              po 4 miesiącach wiem nawet co wg niego było beeee w naszym związku i dlaczego to
                              ja "się nigdy nie zmienię" otóż chodzi o to że dla mojego m miłość to czułe
                              słówka chodzenie za rączkę i wciskanie mu kitów jaki to jest cudowny i
                              wspaniały! po 5 latach małżeństwa jemu (!!!!) znudziły sie te cholerne skarpetki
                              porozrzucane po domu (nigdy nie umiał pralki nastawić).
                              Też mi sie wydawało że będzie do grobowej deski! jeszcze w sierpniu planowaliśmy
                              kolejne dziecko big_grin a we wrześniu już było po wszystkim big_grin
                              trzymaj się przecież się nie damy smile
                              • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 02.03.08, 10:48
                                No więc ja podobnie postrzegałam małżeństwo - dbanie i troska o
                                druga osobe, zapewnianie Jej wszelkich wygód, spełnianie Jej marzeń,
                                przedkładanie dobra tej osoby nad wlasne. I tu z mężem mielismy
                                wspólne podejście do tematu - ja Go kochałam bezgranicznie i On tez
                                kochał sie bezgranicznie... Jednak teraz nie umniejsza to mojego
                                bólu sad Jeszcze kilka dni przed TYM feralnym walentynkowym
                                wyznaniem - pisalislmy do siebie czule mail'e i smski, że nie możemy
                                bez siebie zyc, że cały świat powinien zazdrościć nam naszej
                                miłości, itp. Nie minął tydzień - BACH! Koniec miłości, koniec
                                wszystkiego. Mój mąż tez nie potrafi wstawić prania - teraz jak musi
                                uprać sobie koszule to krzyczy z łazienki: a co my tutaj wlewamy do
                                pralki, ten Lenor, tak? A na ile nastawić, na 60? Albo krzyczy z
                                kuchni - a jak ta bułke w kuchence podgrzac, na ile minut dać? Itp.
                                Wyrczałam Go praktycznie we wszystkim! On, oprócz wyrzucania smieci
                                i odkurzania mieszkania raz w tygodniu - to właściwie tylko
                                odpoczywał na kanapie po cieżkim dniu pracy. I włsnie takie wygodne
                                życie najwyraxniej Mu sie znudziło... Do tego wszystkiego zawsze
                                byłam zadbana, pachnąca i sexowna, żeby podkręcić atmosfere w
                                sypialni... I tego tez było malo... Staram sie trzymac, dzieki,
                                ale... zasypianie i budzenie sie samej jest straszne... Wczoraj
                                bylam z koleżanką w kinie i miałam wrażenie, że wszyscy sa
                                szczęsliwie "sparowani" a tylko ja w tym całym tłumie jestem sama,
                                odrzucona przez męża i że wszyscy to widzą sad Poza tym jak
                                pomieszkujemy razem, ja w jednym pokoju, On w drugim - to cały czas
                                słysze, jak przychodza do Niego w środku nocy smski... I kolejny
                                cios... To ja caly czas nie zdjełam obrączki z palca, a On zrobił to
                                w te cholerne przeklęte walentynki i najwyraźniej uznał, że jest juz
                                wolny jak ptak... A mnie co piknięcie Jego telefonu w nocy - to
                                jakby mi przekręcał noz, który wbił 2 tygodnie w czesniej w samo
                                serce sad
                            • leptis Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 17:57
                              początkowo brzmiałas, jakby to był z jasnego nieba...bez
                              ostrzeżenia...teraz widać, że syptomy nie dobrego były...

                              może tylko zbyt nowoczesnego życia...że można się "z podtekstami" do
                              kobiet zwracać i nic to nie oznacza...nie wiem....

                              jako facet wiem ze w nadmierną wiarę co do siebie można wpaść...i
                              może to jest ten etap u męża...i wiara go niesie, niesie...od Ciebie

                              TO ON PODJĄŁ decyzjęo o odejściu..
                              a to jest przecięcie więzi...
                              "od tej pory wali mnie co się z Tobą dzieje"..
                              "czy masz dobre czy złe nastroje"..
                              "czuję się zwolniony z obowiązku pomocy Tobie"..

                              ANI KRZTYNY MIŁOŚCI W TYM POSUNIĘCIU DO CIEBIE NIE MA!!!

                              i tak na to trzeba patrzeć, "Bolu-cośtam" ...

                              CODZIEŃ, CO GODZINĘ PAMIĘTAJ O TYM...


                              z czasem przez to "mantrowanie" staniesz się jednością teraz
                              rozdartasmile)

                              tak będzie, zobaczyszsmile)

                              spokojnej nocy smile
                              • bozenadwa Re: do bolutiebolutie 01.03.08, 21:03
                                pozdrawiam Cie leptis i dzieki .Moj m. dwa miesiace temu stwierdzil
                                ze mnie nie kocha (dwa dni wczesniej zaoewnial o swojej milosci) Jak
                                dowiedzialam sie o co chodzi zaczal mnie traktowac.... przeszlam
                                etam straszliwego bolu szoku itp.Rozumiem co w tej chwili czuje
                                bolutie.Tylko nasze malzenstwo trwa 29 lat i nie moglam zrozumiec
                                dlaczego on potrafi tak ze serca i skrupulow ze mna rozmawiac itak
                                mnie ranic.wiesz tak myslalam ze tu chodzi o zerwanie wiezi.Tylko
                                jako baba nie miescilo mi sie w glowie po tym ile razem przeszlismy
                                dobrych i trudnych chwil ,byc tak obojetnym i z premedytacja
                                dodatkowo ranic.CZy kazdy facet jesli przestaje kochac to wymazuje
                                wszystko absolutnie wszystko z serca i pamieci?
                              • bolutiebolutie Re: do bolutiebolutie 02.03.08, 10:55
                                Naprawde mężczyźni tak rozumują?! Mam Cie gdzie, nie obchodzisz mnie
                                ani troche i im szybciej znikniesz z mojego zycia tym lepiej...? Tak
                                łatwo przekreslacie tyle wspólnych lat, tyle cudownych przezyć i
                                wspomnień? To czego WY (mężczyźni) spodziewacie sie po małżeństwie?
                                Czego oczekujecie - miłość, troska, czułośc, wspólne wypady na
                                weekend, wygłupy w sypialni, małe niespodzianki na co dzien, itp. -
                                to wszystko za mało? A może za duzo? może potrzebujecie, żeby
                                chwycić Was za "mordę" i zagonić do roboty, bo jak macie za duzo
                                wolnego czasu to głupoty Wam zaczynaja chodzić po głowie...? Jak Wy
                                rozumujecie? czego chcecie...? Odkryj przed nami te tajemnice,
                                żebysmy przy okazji innych związków (o ile takowe będa jeszcze
                                kidys miały miejsce) nie popełniały tych samych błedów... pozdrawiam
                                • tricolour Błędem jest... 02.03.08, 11:08
                                  ... myślenie, że faceci porzucają w inny sposób. Zapytaj kobiet (nawet na tym
                                  forum), które zostawiły swoich mężów, w jaki sposób to zrobiły.

                                  Nie ma żadnej różnicy.
                                  • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 11:17
                                    Myslę, że nie do końca masz racje... My kobiety podchodzimy bardziej
                                    emocjonalnie do sprawy, w gre wchodza bardzo silne emocje i uczucia,
                                    mężczyźni natomiast patrza bardziej... racjonalnie... Znudziło mi
                                    się? a, to sobie odejde i znajdę coś lepszego... Po co sie wysilać i
                                    spróbować odbudowac to co tworzylismy wspólnie przez 5 lat? Lepiej,
                                    wygodniej i prościej jest wymazac wszystkie wspomnienia i zacząć od
                                    nowa. Być moze wyjdzie teraz ze mnie zimna suka, bo sprawe mam
                                    zupełnie świeżą i jestem sciekła i bezsilana i zraniona i być może
                                    to co napisze to jakas forma samoobrony, ale mam nadzieje, że On nie
                                    znajdzie kogos, kto zadba o Niego tak jak ja, kto pokocha Go tak jak
                                    ja, kto rzuci Mu świat do stóp, kto będzie rozumiał Go praktycznie
                                    bez slów, z kim stworzy swój własny język zrozumiały tylko dla tych
                                    dwóch osób. Chciałabym, zeby za kilka tygodni (wątpię), miesięcy (to
                                    juz predzej)... żałowal tego jak sie zachował i uświadomił sobie co
                                    tak naprawde stracił - miłość swojego zycia, której nie docenił...
                                    Ale wtedy to juz niestety chyba będzie za późno... teraz jestem na
                                    etapie, że gdyby chciał wrócić, to pewnie bym Mu pozwoliła, ale za
                                    jakis czas... Nie wiem, czy bede chciała wejść drugi raz do tej
                                    samej wody.
                                    • tricolour A z czym Ty się spierasz? 02.03.08, 11:29
                                      Piszesz męża z dużej litery (jak Boga) a psioczysz, że Cię zostawił? Po co taka
                                      nienależna ranga? Wyjaśniasz mi jego postępowanie i rozumienie choć - pomimo
                                      tego rozumienia - nie masz już małżeństwa.

                                      Po za tym forma Twojej dbałości o męża była dla niego ("kto zadba o Niego tak
                                      jak ja, kto pokocha Go tak jak ja, kto rzuci Mu świat do stóp, kto będzie
                                      rozumiał Go praktycznie bez słów") nie do przyjęcia.

                                      Normalnie wstrzącha mną jak czytam takie brednie - facet potrzebuje partnera do
                                      polowania, a ktoś mu rzuca padlinę do stóp...
                                      • bolutiebolutie Re: A z czym Ty się spierasz? 02.03.08, 11:32
                                        Wyjątkowo dobitnie to ujałes, nie ma co... Teraz to dopiero poczułam
                                        sie jak kompletne ZERO.
                                        • tricolour Nie jest źle... 02.03.08, 11:40
                                          ... bo gorzej już nie będzie.

                                          Jesteś w początku układu odniesienia... zapraszamy do pracy nad poprawą WŁASNEGO
                                          losu. Jak już będziesz dojrzałym człowiekiem, który w pierwszym rzędzie dba o
                                          WŁASNE interesy i spotkasz dojrzałego człowieka, który też dba o WŁASNE
                                          interesy, a przy okazji okaże się, że są to wspólne interesy (przez zupełny
                                          przypadek), to zaczniesz sie realizować w związku. Facet też.
                                          • zielona_ropucha Re: Nie jest źle... 02.03.08, 11:46
                                            Święte słowa,własne interesy...tylko ,że na początku związku są to
                                            zawsze własne interesy,dopiero póżniej zmieniają się we wspólne
                                            interesy,później w jego,jej interesy wspierane przez nią,niego a na
                                            końcu zostają zgliszcza.
                                        • tricolour I jeszcze jedno... 02.03.08, 11:55
                                          ... w kontekście "Do psychologa chyba więcej nie pójde, bo osoba, która nie
                                          doświadczyła tego co ja w tej chwili czuję i zna to tylko z
                                          opowiadań lub książek - nie będzie w stanie mi pomóc".

                                          Uważasz, że ginekolog sam sobie najpierw dłubie zanim zacznie pomagać innym? A
                                          neurochirurg otwiera własną czaszkę i grzebie w mózgu, by zdobyć wiedzę i
                                          doświadczenie?

                                          Jeśli nie chcesz iść do psychologa, to zastanów sie z jakiego powodu. Boisz się,
                                          wstydzisz? Nie masz pieniędzy? Jakie masz priorytety?
                                          • bolutiebolutie Re: I jeszcze jedno... 02.03.08, 12:53
                                            Nie porównuj psychologa i ginekologa. Ginekolog może anatomicznie
                                            wszystkiego sie nauczyć, psychika jest nieco bardziej
                                            skomplikowana... Tu w grę wchodzą uczucia i odczucia - własne,
                                            subiektywne. Psycholog nie wie co siedzi w mojej głowie, w moim
                                            sercu i pojęcia nie ma jak odrzucenie bardzo boli, bo niby skąd ma
                                            wiedziec...? bo w książce przeczytal...?
                                            Jak juz wczesniej pisałam - byłam na 2-óch wizytyach u pani
                                            psycholog w Towrzystwie Rozwoju Rodziny w warszawie i te spotkania
                                            kompletnie mi nie pomogly, zupełnie nic nie wniosły. Cały czas tylko
                                            słyszłam: a jak pani mysli? a co pani czuje? a co chciałaby pani
                                            zrobić? Faktycznie, nie ma to jak wparcie specjalisty... Tu nie
                                            chodzi o wstyd czy strach przed pójściem do psychologa. Chodzi o to,
                                            że te spotkania nie spełniły moich oczekiwan. Sądziłam, że psycholog
                                            pomoże mi zrozumieć co sie stało (bo niestety cały czas nie może to
                                            do mnie dotrzec), jakos mnie ukierunkuje co dalej robic, jak sobie
                                            radzić z odrzuceniem, itp.
                                            Zarzuciłes mi, że zamiast być dla mojego męża partnerem w polowaniu
                                            rzuciam mu sie pod nogi jak padlina... Ale czy wspólne zycie polega
                                            na ciagłych polowaniach...? Dla mnie szczęście rodzinne i dom było
                                            na pierwszym miejscu (pomimo tego, że prowadze własne firmy i nigdy
                                            nie byłam kura domowa bez zawodowych ambicji i celów), bo ja nigdy
                                            rodziny tak naprawdę nie miałam. Moja Mama rozwiodla sie z moim
                                            Ojcem gdy miałam 7 lat, bo lał Ją po pijaku kiedy tylko mógł. Potem
                                            mama wyszła za mąż drugiraz, za oficera wojska polskiego, który w
                                            domu mustrował mnie jak szergowaca, a gdy cos mu się nie spodobało -
                                            to mnie lał. Złamał Ci ktos kiedyś pięścia nos za to, że nie
                                            wyłaczyłes światła w łazience...? Biegał ktos za Toba z nozem po
                                            domu, bo spózniłes sie wracając ze szkołu 10 minut...? Zdołował Cie
                                            ktos kiedys psychicznie tak, ze nie chciałes nawet podchodzić do
                                            matury, bo miałes prany mózg, ze jestes kompletnym zerem i jedyne do
                                            czego sie nadajes to wbijanie smieci na szpikulec w parku...? Mama
                                            rozwiodła się z moim ojczymem, sprawa rozwodowa trwała wiele
                                            miesięcy róznocześnie ze sprawą o psychiczne i fizyczne znęcanie sie
                                            nad nami obydwoma. Zostałysmy bez niczego, bo ojczym zabrał nam
                                            dosłownie wszystko, nawet gacie z kosza na brudna bieliznę.
                                            Zostałysmy tylko w tym w czym stałysmy, musiałysmy zacząć wszystko
                                            od początku. Nie oceniaj mnie więc i nie mów mi, że podkładałam sie
                                            mojemu mężowi jak padlina. Cała moja wina polegała na tym, że
                                            chciałam stworzyć dom, jakiego ja nigdy nie miałam, dom w którym
                                            jest miłość, ciepło, szacunek, lojalność, oddanie, odrobina
                                            szeleństwa, itp.
                                            A ja wbrew temu co przez wiele lat wmawiał mi ojczym - zdałam
                                            mature, skończyłam 2 kierunki na studiach, załozyłam własną firmę,
                                            która pozwala mi zyć na całkiem dobrym poziomie. Doszłam do tego
                                            wszystkiego sama, swoja determinacja, siłą i samozaparciem. Poznałam
                                            człowiek z ktorym stworzyłam rodzinę, dom, któremu zaufałam i
                                            uwierzyłam, że nigdy nie skrzywdzi mnie jak chocby ojczym... I
                                            co...? Uważasz, że zasłuzyłam sobie na to wszystko...?
                                            • tricolour O zasłużeniu mowy nie ma... 02.03.08, 13:11
                                              ... masz za to wiele tematów do przerobienia właśnie pod okiem specjalisty, by
                                              pasmo rodzinnych nieszczęść zakończyło sie na Twoim pokoleniu.

                                              Na tym polega terapia, że samemu trzeba się dowiedzieć, co sie czuje. To Ty masz
                                              zrozumieć dlaczego mając takie przykre doświadczenia z domu rodzinnego
                                              współtworzyłaś związek bez przyszłości. Psycholog tego nie wie, Ty tego nawet
                                              nie wiesz - te trzeba wywlec na światło POMIMO Twojej obrony.

                                              To forum rzeczywiście Ci pomoże i ból minie. Jednak nie da podstaw to zbudowania
                                              czegokolwiek stabilnego na przyszłość - nie łudź się.

                                              PS. Nie napisałem, że Ty podkładałaś się jak padlina - napisałem, że dawałaś
                                              mężowi padlinę zamiast czekać aż przyniesie zdobycz.
                                    • zielona_ropucha Re: Błędem jest... 02.03.08, 11:32
                                      Miałam podobnie,jestem teraz mądrzejsza o kilka
                                      miesięcy...czas,tylko czas.Głowa do góry i płacz ile możesz,płacz
                                      jest zdrowszy niż tępa,milcząca depresja.
                                      Napiszę Ci coś,na przykładzie znajomej,została pozostawiona sama ze
                                      sobą po kilku latach dla innej,jak ja,jak wiele innych kobiet...po
                                      pół roku ona znalazła kogoś,kto uciszał jej ból...po prostu był
                                      cholernie cierpliwy...i wtedy Pan ,który porzucił postanowił
                                      wrócić,bo zrozumiał...ona nie wróciła...dzisiaj on ma inną,ona jest
                                      z tym cierpliwym i jest szczęśliwa.Na koniec morał:po paru latach
                                      zapytana czy go jeszcze kocha(tego rzucacza)powiedziała,że zawsze
                                      będzie go kochać,pomimo,że kocha obecnego partnera i jest
                                      szczęśliwa..ona zapytany po paru latach powiedział,że
                                      nigdy,przenigdy,że był chyba ślepy i głupi...
                                      Wrócić można,gdy jest uczucie a nie chęć pokazania sobie,że jest sie
                                      lepszym od tej drugiej,drugiego...inaczej rozpadnie się,prędzej czy
                                      później,pozdrawiam.
                                      • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 14:18
                                        Milczaca depresje juz przerobiłam, zamknełam sie na kilka dni w 4ech
                                        ścianach i z nikim nie chciałam rozmawiac, a każda proba kontaktu
                                        jeszcze bardziej mnie irytowała i pogłebiała mój stan odcięcia sie
                                        od świata. Teraz przechodze chyba faze płaczu i wylewania
                                        krokodylich łez ;-<
                                        A propos Twojej znajomej - napisałaś, że znalazł sie ktos cierpliwy,
                                        kto ukoił Jej ból. Ale czy z tym nowym partnerem jest naprawde
                                        szczęsliwa? Czy kocha Go równie mocno jak męża? Czy czuje te pasje,
                                        dreszczyk gdy dotyka Jej dłoni? czy dostaje gęsiej skórki na sama
                                        myśl o nim...? Ja to cały czas czuje w stosunku do mojego męża. Boje
                                        sie, że nawet jesli spotkam kogos w przyszłości - to nigdy juz nie
                                        poczuję takiego zrywu serca jak przy moim mężu. I to tez jest
                                        dolujące.
                                        • zielona_ropucha Re: Błędem jest... 02.03.08, 15:25
                                          Tak.Jest naprawdę szczęśliwa,wystarczy jak na nia patrzę,życie jest
                                          piękne,tylko czasami śmierdzi...Ja już utonęłam w gównie,pora by
                                          zacząć oddychać czystym powietrzem,przejdzie Tobie,minie,będziesz
                                          życ tak jak inni,nie musisz wierzyć,przekonasz się na własnej skórze.
                                          • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 15:28
                                            Dzieki za taki optymistyczny zastrzyk energetyczny smile
                                            • leptis Re: Błędem jest... 02.03.08, 16:24
                                              i to jest bez ironii...jak sie dwa fakultety skonczylo...nie
                                              kazdy "psychiatrzyna" starczy...


                                              i do Twoich "Bolu..." dwoch fakultetow apelowalem wieczor..."TU I
                                              TERAZ" przez Meza nie jestes juz kochana...To jest fakt...to nie sa
                                              emocje...

                                              paradoks...swiadomosc tego moze Ci dac...kiedys...blogi spokoj...ze
                                              TU i TERAZ z tego zwiazku nic wiecej nie wykrzeszesz...

                                              boli?....cholernie boli...co minute to czujesz przeciez...
                                              wybor nalezy do Ciebie...

                                              co wygra?

                                              Dwa fakultety???....
                                              Czy ksiazkowa "Baba"???....

                                              I to tak bedzie trwalo...dniami, tygodniami...ale jesli nie dasz sie
                                              emocjom...wygraszsmile))...

                                              juz sie z Toba na ta chwile cieszesmile))

                                              cieplo Ciebie pozdrawiamsmile

                                              "chlopak po podstawówce"
                                              • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 16:31
                                                Nie wiem dlaczego tak złosliwie i ironicznie do mnie podchodzisz -
                                                zrobiłam Ci cos...? Nie chodzilo mi tu o jakies wywyższanie sie, o 2
                                                fakultety, itp. tylko o to, że potrafiłam odbić sie od dna, dzieki
                                                ogromnemu wysilkowi, nakładowi pracy, uporowi. I wszystko co
                                                osiągnęłam zawdzięczam tylko i wyłącznie sobie. Pracowałam na kilka
                                                etatów, uczyłam sie po nocach i nikt nic nie podał mi na złotej
                                                tacy. Niepotrzebnie więc sie na mnie wyżywasz.
                                                • leptis Re: Błędem jest... 02.03.08, 16:36
                                                  alez nie robie tego...codzien sie przeciez wdziecze...usmiechami
                                                  koncze...
                                                  probuje znalesc jakas "baze" na jakiej mozesz wyjsc z tego zyciowego
                                                  pata..codzien podejmujesz decyzje biznesowe...nie kierujesz sie
                                                  emocjami...i tak do tego pata trzeba sie "przymierzyc"...bo emocje w
                                                  slepy zaulek prowadza...
                                                • zielona_ropucha Re: Błędem jest... 02.03.08, 16:42
                                                  Kochanasmile
                                                  Nie bierz wszystkiego do siebie...co z tego,że byłas taka
                                                  zaj....ta...teraz jestes jeszcze lepsza.Wino nabiera szlachetności z
                                                  czasem...tak jak my...pod warunkiem,że możemy dać sobie czas..jak go
                                                  sobie nie damy skwaśniejemy....ja dopiero uczę sie własnej
                                                  wartości...i mile jestem zdziwiona...cztery miesiące...dużo? Mało?
                                                  Odpowiedz Sobie sama...
                                                  Ja: 30 lat,dwa fakultety,praca własnie
                                                  zmieniona,lepsza,dziecko...zdrowe,wesołe,mądre...samochód...w
                                                  końcu...dom...czysty,zadbany,,,jestem już kobietą...Ty też...więc
                                                  daj sobie szansę...to wszystko mija.wraca życie..jest lepiej...nie
                                                  super..ale dobrze...czego Ci życzę
                                                  Ropucha.
                                                  p.s.Dla wszystkich czytaczy...nie biorę żadnych leków,po prostu mi
                                                  odbiłosmile
                                                  • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 17:08
                                                    Oj, kiedy to ja ostatni raz miałam 30 lat! wink jakies 3 lata temu ;-
                                                    ) Wino, owszem, im szlachetniejsze tym lepsze, ale... jest wyborne
                                                    jesli serwuje sie je z odpowiednio dobranym posilkiem... Mój posiek
                                                    okazał sie chyba lekko niestrawny, bo do tej pory mam skurcze
                                                    zoładka na sama mysl wink (może głupi dowcip, ale to forma reakcji
                                                    obronnej...)
                                                    Ja: 33 lata, 2 fakultety, sama, samotna, zdolowana, serce złamane.
                                                    Do tego nadgorliwa, nadopiekuńcza, podobno zaborcza i nieufna.
                                                    Bilans: dzieci - niestety 0. Mąż - jakby 1, ale juz nie na długo...
                                                    Czego mam sie uczepic, żeby odnaleźć z powrotem sens zycia...?
                                                    Życie, które bez ukochanego człowieka nie ma w sobie głębi i jest
                                                    puste...
                                                  • anbale Re: Błędem jest... 02.03.08, 17:26
                                                    bolutiebolutie napisała:


                                                    > Czego mam sie uczepic, żeby odnaleźć z powrotem sens zycia...?
                                                    > Życie, które bez ukochanego człowieka nie ma w sobie głębi i jest
                                                    > puste...

                                                    Widzisz,tylko ta "bliskość ukochanego człowieka" okazała się kompletną iluzją,
                                                    to był ktoś, kto żył daleko od Ciebie i komu specjalnie nie zależało...Ta
                                                    bliskość to był jednostronny sen na jawie, i pewnie kiedyś dojdziesz do tego
                                                    wniosku, gdy spojrzysz na to z daleka...Pewnie, że jest ciężko i że boli, gdy
                                                    ukochany człowiek tak bardzo zawiedzie, gdy go nie ma- ale przecież nie ma
                                                    żadnego znaku na niebie i na ziemii, że tak będzie zawsze, że nie natkniesz się
                                                    na coś o wiele prawdziwszego i bardziej wartościowego od Twojego małżeństwa- ale
                                                    wiele zależy od Ciebie, jeśli sama siebie pogrzebiesz żywcem i pochylisz się na
                                                    wieki zbolała nad swym losem, to faktycznie będzie kiepsko.
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 17:40
                                                    Bolutie zobacz trzy watki leca teraz rownoczesnie aby ci pomoc.I
                                                    troszke jest tak ze kazdy troszeczke sobie pomaga bo kolejny raz
                                                    nazywa rzecz po imieniu.Przaczytalam to co ty pisalas co inni ci
                                                    pisali.Absolutnie podpisuje sie pod tym co wszyscy ci
                                                    odpisali .Nawet tricolour mial racje w tym co pisal ze dopiero teraz
                                                    zaczniesz dostrzegac prawde o sobie o swiim zwiazku.TO ze do koncz
                                                    nie przerobil swoich sprawno inna rzecz.Wczoraj ja tez pisalam do
                                                    leptisa .Przemyslalam to nie wszyscy faceci to swinie i nie wszyscy
                                                    odchodza w ten sposob
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 17:52
                                                    Pisze dalej bo moze znowu mi sie nie uda wyslac.Leptis chce ci pomoc
                                                    i mysli swoimi kategoriami zreszta jak kazdy z nas .To nie znaczy ze
                                                    jego prawda jest moja czy Tewoja prawda.Im wiecej piszesz o sobie
                                                    tym bardziej wiem dlaczego tak cie rozumiem .Przeciez ty piszesz
                                                    prawie dokladnie o moich odczuciach.Pojechalismy z m.na sylwestra
                                                    tam robil za czulego kochajacego meza.wnowy rok czego wogole nie
                                                    spodziewalam sie przyszedl smsod niej.cos przed swietami
                                                    przeczuwalam ale moj. potrafil mnie przekonac.Apoza tym teraz to
                                                    widze TO JA CHCIALAM aby mnie przekonal POzniel jak prawda wyszla
                                                    najaw to dowiedzialam sie ze mnie nie kocha a pojechal ze mna nna
                                                    syowestra bo mine ma w d..i to nie swojej a u murzyna .Szok dlugo
                                                    nie moglam uwierzyc ze to sie dzieje naprawde Totez rozumiem cie ze
                                                    nie moze to do ciebie dotrzec.BOlalo chcialo mi sie
                                                    wymiotowac.Dobrze ze jestesmy z moja siestra teraz blisko.Godzinne
                                                    rozmowy przez telafon itd.Jak prawda wyszla na jaw to moj niedawno
                                                    kochajacy maz stwierdzil ze on tera moze wszystko robic oficjalnie
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 18:03
                                                    to co mu sie podoba umawiac sie z innymi babami przy mnie roamawiac
                                                    z pocieszycielka przy mnie albo glosno w swoim pokojuNadal mieszkamy
                                                    razem bo on twierdzi ze nie ma nikogo tylko CHCE BYC UCZCIWY! i
                                                    dlatego umawia sie przy mnie bo przeciesz powiedzial mi wyraznie ze
                                                    nie chce ze mna byc i ze mnie nie kocha.I to powinno mi
                                                    wystarczyc.Amnie nie wystarczalo nie rozymialam wogole tego co on do
                                                    mnie mowi co sie dzieje Na kazdy dzwiek jego komorki myslalam ze
                                                    serce wyskoczy mi gardlem.pomilam ze glowna pocieszycielka namawiala
                                                    go na rozwod.iwogole uswiadamiala go jak ma ze mna postepowac.Ja nie
                                                    przjmowalam tego do swiadomosci.Jak to przecierz my sie kochamy co
                                                    on mowi? Pocieszycielka tez mnie uswiadamiala ze tak musi byc i ze
                                                    ona wie ze ja cierpie ala jak nie ona to bedzie inna.to sie stalo
                                                    chyba 4 styczni aa ja dopiero niedawno zorietowalam sie ze jest
                                                    konic lutego
                                                  • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 18:09
                                                    O, to ja mam teraz w domu to co Ty miałas. Mój mąż tez ciagle wysyła
                                                    i odbiera smsy (szczególnie w środku nocy), a mnie serce do gardła
                                                    podchodzi... Nie wiem dokogo pisze i od kogo dostaje smsy - od
                                                    doradzaczki? pocieszycielki? jego kolejnej, 3-ciej już żony...?
                                                    nieee, to na pewno bardzo wazne sprawy słuzbowe, ma przeciez
                                                    nielimitowany czas pracy...
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 18:16
                                                    nie wiedzialam co sie dzieje.Anowy rok udawl glupiego ze jakas
                                                    psychiczna doniego wypisuje .Ajak ja odkrylam prawde> weszlam do
                                                    jego pokoju jak rozmawial znia telef. To zrobil ze mnie wariatke.Nie
                                                    moglam uwierzyc ta kobiete zna ok 2 m/cy i potrafil nasze 30 lat tak
                                                    poprostu polozyc jej pod nogi zeby .mogla zrobic ze mna co chce.Ja
                                                    szalalam krzyczalam i on mi zafundowal kolejny szok okazalo sie ze
                                                    mnie nagrywa na komorke.Choleder najpierw plakalam a potemszlag mnie
                                                    trafil.iBylam juz moze pare dni na forum .Bardzo duzo mi to
                                                    dalo.Bolutie pisze ci to minn.po to bo mnie nadal tak krwawi serce
                                                    ze opuscilam zajecia .>chcac sie unieszleznic finansowo zaczelam
                                                    robi rozne rzeczy w czerwcy mam obrone dyplomu i momimo ze wszczyscy
                                                    na mnie krzycza nie wiem czy dam rade nie mowie ze nie ale nie
                                                    wiem.Bolutie ja jako ofiara przemocy w dziecinstwie stalam sie
                                                    ofiara mojego m.I JESTEM OD NIEGO UZALEZNIONA.to jest
                                                    uzalesnienie .4 lata temu poszlam na terapie dla ofiar przemocy bo
                                                    chcilam zrozumiec dlaczego moj m. tak nienawidzi syna
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 18:27
                                                    Wwiesz po roku dopiero zacyelo do mnie docierac ze ja jestem
                                                    chora.Ja jestem uzalezniona od mojego m. Pisze ci to po to moze co s
                                                    z tego wyniesiesz dla siebie .Bolutie Osoby ktore doznawaly przepocy
                                                    w dziecinstwie sa to tzw,osoby wspoluzaleznione.Ztpowe cechy to
                                                    naprawianiw swiata kosztem siebie branie na siebie obowiazkow ponad
                                                    sily. chec przezywania zycia za innych,co za tym idzie usuwanie
                                                    pylku z pod nog swoim bliskim i wielw wielw innych.Aco najgorsze to
                                                    oddanie calej siebie partnerowi nie zostawiajac nic kompletnie nic
                                                    dla siebie.Z reguly taki osoby wybieraja partnerow ktorymi bede sie
                                                    mogly opiekowac i z reguly to sa partnerzy biorcy typowi
                                                    biorcy.Licza sie tylko oni. I to wlasnie jest chore,Dlatego
                                                    powiedzialam ci ze konieczna jest twoja terapia
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 18:42
                                                    Jesli taraz tego nie zrobisz mysle ale moze sie myle Twoj nastepny
                                                    facet tez okaze sie biorca.Nie wiem co z tego wyniesiesz co ja
                                                    napisalam dla siebie .Ale moze cos to da ci do myslenia.Ja podwoch
                                                    latach terapii zrozumialam ze moj . stosuje wobedz mnie i naszych
                                                    dzieci przemoc psychiczna .I zaczelam stawiac granice w nadzei ze on
                                                    pojdzie na terapie zreszta on dawal mi taka nadzieje,A to co sie
                                                    teaz dzieje dochodzi do mnie to co napisala mi sylwia > Iczego
                                                    placzesz za nim ciesz sie ze go jakas wezmie bedziesz miala wreszce
                                                    spokoj.I jako osoba uzalezniona mam tak ze rzeczywiscie powinnam
                                                    sie cieszyc ze uwolnie sie od potwora za chwile boze przeciez ja nie
                                                    potrafie zyc bez niego.BYlam tak chora ze jak jego siostra
                                                    powiedziala mi > tobie by pomoglo gdybys zobaczyla jak on kopuluje z
                                                    inna> ni enie pomogloby mi.NAtomiast bardzo mi pomoglo co sie dzieje
                                                    zkobietami po przemocowcach.Postanowilam walczyc o swoja godnosc.I
                                                    wiem napewno ze twoj m.nie mial prawa tak cie upokarzac poprzez to
                                                    co robil iz klientami.i wogole.Jestem przekonana ze teraz co sie
                                                    dzieje u ciebie to sluzy tamu abtys sie przyjrzala sama sobie i
                                                    zastanowila sie czy tak chcesz dalej zyc?
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 19:03
                                                    W warszawie jest duzo osrodkow ktore maja specjalne programy dla
                                                    ofiar przemocy.Zobacz tez na necie NIEBIESKA LINIA.Acha ja nie
                                                    pracowalam nie bylo takiej potrzeby finansowej a ja wychowywalam
                                                    trojke dzieci.One sa juz dorosle i bardzo chcialyby aby tatus cos ze
                                                    soba zrobil i aby byl jednak spowrotem stary uklad.Ale ja nie chce
                                                    juz tak zyc jak zylam i chyba powinnam podziekowac jego
                                                    pocieszycielce.I wcale nie jest mi jej zal .Dobrze jej tak sama
                                                    chciala.I jeszcze jedno ja myslalam ze dlatego stalam sie jego
                                                    ofiara bonie pracowalam ,Naterapii spotkalam lekarke z dwiema
                                                    specjalnosciami prawniczke kobiete ktora miala wlasna firme glowna
                                                    ksiegowa gospodynie domowe nie ma reguly chodzi o to co sie
                                                    wynioslo z domu jakie ma sie poczucie wlasnej wartosci i ma sie
                                                    szacunek do samego siebie POZDRAWIAM czulam ze mam ci to napisac
                                                    moze w czyms ci to pomoze.PS moj dzisiaj nie wrocil na noc i mam
                                                    momenty ze sciska mnie w zoladku i chcialabym juz myslec o nim co za
                                                    dupek ciesze sie ze nie jestem znim
                                                  • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 18:57
                                                    To ja! opisałas mnie od A do Z! Na terapie ide, dziewczyny przesłały
                                                    mi na mail'a namiary na sprawdzonych psychologów, więc chyba sie
                                                    zdecyduje na pomocna dłoń... Ja tez jestem (a może byłam?)
                                                    uzalezniona od mojego męża. Ale osoby na tym forum (w tym równiez
                                                    Twoja duża zasługa) naprawde mi pomogły. Powoli staje chyba na nogi,
                                                    ale może tylko mi sie wydaje, bo mam "silniejszy" dzień... Teraz
                                                    jestem u kolezanki, bo mój mąż na weekend został w domu, a staramy
                                                    omijac sie wielkim łukiem. On mnie kilka dni temu zapytał: a Ty
                                                    będziesz w weekend w domu? Na co ja: nie, mam plany, wyjeżdżam. A
                                                    On: a gdzie jeśli moge spytać...? - po kiego grzyba Mu to...? To cOn
                                                    mnie wywalil jak scierke ze swojego zycia, więc chyba nie ma prawa
                                                    zadawac mi teraz takich pytan? Bo niby po co?
                                                    Zaraz wracam do domu, gdzie ON jest, wymienimy pewnie "cześć -
                                                    cześć" i co dalej? Ignorowac Go? traktowac jak powietrze? zawziełam
                                                    sie i postanowiłam, ze nie dam Mu satysfakcji i płakac nie bede,
                                                    choć to nie będzie proste zadanie, ale czy dam radę? Trudno tak "żyć
                                                    z Nim" obok siebie sad
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 19:16
                                                    Ja ma kolo siebie duzo przjaciol i oni mi radzilijedyne wjscie
                                                    traktowac go jak powietrze Ito jest prawda Ja to w rozumie tez
                                                    wiedzialam .Ale nistety przez te dwa miesiace nie potrafilam.
                                                    Chcialam aby mi to wytlumaczyl DLACZEGO Spotkalo mnie za to duzo
                                                    upokorzen.POza ry dzieci juz nie mogly.Ale jak nie wytrzymywalam to
                                                    i tak mowilam mu to co chcialam mu powiedziec bo chyba by nie
                                                    udusilo.ALE jak ty dasz rade to naprawde jest najlepsze wyjscie.Acha
                                                    staraj sie bez epitetow w miare mozliwosci.Bo tylko dasz satysfakcje
                                                    ze dobrze robi ze odchodzi.A tak wogole co go to obchodzi jak ty
                                                    spedzasz czas?NAprawde milczec i jeszcze raz milczec.To byla rade
                                                    ktorej ja niestety nie posluchalam BOLUTIE JA mam 52 lata nie mam
                                                    nic bo wszystko jest jego Nie wiem do konca za co bede zyla Musze od
                                                    nowa zaczac swoje zycie.ale mamsiebie odzyskuje sama siebie i to
                                                    jest teraz dla mnie najwazniejsze czego i tobie zycze z calego serca
                                                  • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 19:06
                                                    I jeszcze jak sobie pomysle, że wszystko robiłam dla Niego i pod
                                                    Niego - kupowalam najlepsze koszule, dobierałam cudowne krawaty,
                                                    spinki do mankietów, paski... a On teraz się w to wszystko stroi i
                                                    uderza w konkury do innych.... to po prostu krew mi wrze w zyłach!!
                                                    wściekłośc mnie ogarnia!! O, czyzby minął mi juz etap użalania sie
                                                    nad soba i płaczu...? chyba nie do konca, bo cały czas mam poczucie
                                                    beznadziei...
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 19:22
                                                    Jesli bedziesz chciala plakac to placz To naprawde pomaga Ja mialam
                                                    tak ze wylam poprostu wylam.dobrze zeby on tego nie widzial ajak nie
                                                    dasz rady i to sie tanie przy nim no to co .TO nie chodzi o
                                                    niego.Zostaw go walcz o sama siebie jestes wspanialym czlowiekiem.
                                                  • bolutiebolutie Re: Błędem jest... 02.03.08, 19:32
                                                    Tu na ktoryms równoległym forum wyżalałam sie, że chyba mnie opóścił
                                                    mój Anioł Stróż, bo gdyby nade mna czuwał - nie pozwoliłby, zeby
                                                    mnie to spotkało, żebym tak cierpiała, itp. i jedna z dziewczyn (nie
                                                    pamietam która, bo troszke tych postów sie nazbierało) napisała mi
                                                    cos, nad czym zaczełam sie zastanawiac: że własnie teraz mój Anioł
                                                    sie ukatywnił i nie pozwala, zebym sie całkowicie zatraciła w
                                                    związku bez przyszłości dla mnie... i to chyba ma ręce i nogi...
                                                  • bozenadwa Re: Błędem jest... 02.03.08, 19:42
                                                    powoli do tego dojdziesz ze to jednak jest prawda ale to jeszcze oby
                                                    jak najpredzej. przeczytajmoj watek TEMAT PROSBA DO SYLWI z 23 2 08
                                                    teraz musze leciec trzymaj sie
                                                  • kasper254 Re: Błędem jest... 02.03.08, 21:07
                                                    1. Zastanawiające - ten wybór tak ważnego oświadczenia o zniszczeniu
                                                    wspólnego życia. Przeżyłem podobny scenariusz. Pewnego niedzielnego
                                                    poranka, przed wyjazdem na południe Europy, gdy po trudnym okresie
                                                    czekałem tego z utęsknieniem, obecnie była już żona zakomunikowała,
                                                    że nigdzie nie jedzie, bierze ze mną rozwód i chce podziału majątku.
                                                    Potem, po dwóch prawie latach, dowiedziałem się, że cały ów dzień
                                                    był starannie zaplanowany; po powyższym miał być wspólny obiad z
                                                    naszym starszym dzieckiem i jego rodziną, a potem spektakularna
                                                    wyprowadzka mojej partnerki, z którą żyłem ponad 2o lat. Prosiłem,
                                                    błagałem, a potem również prosiło młodsze dziecko, które wcześniej
                                                    przeszło załamanie nerwowe. "To jest egzekucja naszej rodziny"-
                                                    mówiłem. "Tak (odpowiadała)-mam swoje życie, swoją wątrobę, serce i
                                                    mam prawo do własnego szczęścia".
                                                    2. Wychodziłem z całego wstrząsu prawie dwa lata: specjaliści, a
                                                    najbardziej pomogło mi wsparcie bliskich - siostry i przyjaciół z
                                                    ponad 20-letnim stażem wspólnego życia. Ponadto dużo biegałem
                                                    (zrobiłem pewnie tysiące kilometrów), yoga. Dużo płakałem. Rozmowy z
                                                    psychologami wspominam niemile - to były ćwiczenia z logiki.
                                                    3. Przyjaciele i siostra przenieśli mnie przez rozpacz, otulili,
                                                    żegnali, gdy następowała noc, a witali za dnia. Nocami wychodziły
                                                    demony; ale wtedy byli ze mną - w dosłownym tego słowa znaczeniu;
                                                    rozmawiałem sobie z nimi -babcia i brat. Nie żyją od wielu lat. Więc
                                                    i Ty masz Anioła Stróża.
                                                    4. Dalej płaczę nad moją pierwszą rodziną. Idę dalej. Parę chwil
                                                    temu przyszła na świat moja córeczka. Na drugie imię ma Krystyna,
                                                    jak moja ukochana siostra. Gdy trzymałem ją w ramionach -
                                                    wiedziałem, że i tej kruszynce mogę być jeszcze potrzebny.
                                                    5. Człowiek jest dobry. Tylko czasami, są takie chwile, że staje się
                                                    zły.
    • bolutiebolutie koniec złudzeń 02.03.08, 22:45
      tak jak Wam wczesniej pisałam, pojechałam dzisiaj po weekendzie
      spędzonym u kolezanki do naszego wspólnego mieszkania, gdzie byl mój
      mąż. Jak tylko weszlam do domu, od razu wyskoczył na mnie z ryjem: a
      co Ty tu k...wa robisz?! Wiedziałas k...wa, ze ja jutro wyjezdżam,
      to juz k...wa mogłas jutro wrócić do domu, itp!!!Więc ja ze stoickim
      spokojem, że wróciłam po weekendzie do naszego wspólnego domu i
      zaczełam sie rozpakowywac. Boże! on wpadł w taki szał, że ja Go
      jeszcze takiego nie widziałam!! zaczał wrzeszczeć, piana mu na
      ustach wyszła i zaczał kląć: Ty k...wa złosliwie to zrobilaś k...wa,
      ja chciałem k...wa byc dzisiaj sam, itp. Na co ja znowu ze stoickim
      spokojem: przestan przeklinac prosze i porozmawiajmy jak kulturalni
      ludzie na spokojnie. I On znowu wściekle: nie będziesz mi k...wa
      mówic k...wa czy moge kląć k...wa czy nie!!! Tak sie wystraszylam,
      byłam po prostu przerazona!! Zamknełam sie w sypialni zaczęłam
      pakowac swoje rzeczy, żeby przenocowac dzisiaj u Mamy... On wpadł do
      sypialni (zaznaczam, że nigdy mnie nie uderzył), wyrwał mi torbe,
      rzucił ja gdzies w kat, chwycił mnie za ramię i pchnął na łóżko,
      wrzeszcząc cały czas i klnąc... Ja chyba dostałam jakiegos ataku
      paniki i histerii, zaczełam wycjak szalona, po prostu sie
      wystraszyłam... On sie po chwili uspokoil i zaczał mnie przepraszac,
      żebym została, bo On za 5 godzin i tak wyjezdża i że mu głupio, że
      tak na mnie naskoczył, itp. Wzięłam swoje rzeczy i powiedziaam Mu,
      że nie jest tym samym człowiekiem, którego kochałam przez 5 lat, ze
      go nie znam, nie wiem kim jest, czym jest...
      Chyba był mi bardzo potrzebny ten zimny, a właściwie lodowaty
      prysznic... Spojrzałam na niego jak na zupelnie obcego człowieka i
      nie mogłam sie nadziwic, że dałabym sie za niego pokroic!! Jutro
      wysyłam pozew rozwodowy... mam dośc. i nie będzie powrotu, nigdy
      więcej...
      • bolutiebolutie Re: koniec złudzeń 03.03.08, 08:59
        A jeszcze dowiedziałam sie wczoraj, że On właściwie to podjął dcyzję
        o rozstaniu podczas Świąt Bożego Narodzenia, ale nic wtedy nie
        mówił, bo były akurat moje urodziny. Super, lepiej do Walentynek
        poczekac... A na moje pytanie to po co mi wysyłał czułe smsy, mail'e
        zapewniające o dozgonnej miłości, o tym, że tęskni, koch i zyć beze
        mnie nie może - to usłyszałam, że ja na nim wymuszałam takie
        zwierzenia i tak właściwie to sama jest m sobie winna, że sie nasze
        małżeńtwo rozpadło...
        Nie wiem kim był ten człowiek, ale nie był to mój ukochany mąż...
        • sylwiamich Re: koniec złudzeń 03.03.08, 09:38
          Jacy oni wszyscy podobnismile))Jakbyś nie pytała czy Cię
          kocha...byłabys zimna.Jak pytasz...wymuszasz.Jakbyś nie
          pomagała...zawsze był ze wszytkim sam.Jak pomagasz...naciskasz na
          niego.Dlatego mieć w nosie to co Ci potem mówią.
          • bolutiebolutie Re: koniec złudzeń 03.03.08, 10:03
            Dokładnie - nie nadążysz za nimi... I tak źle i tak niedobrze.
            Jednak wiadomo, ludzie sie rozstawali, rozstają i będa rozstawać,
            ale... przeciez można to zrobić w sposób kulturalny, mając na uwadze
            uczucie które łączyło dwie odoby przez ileś tam lat, a nie wpadać w
            furie, robić schizy, zachowywać się jak wściekły wilk, który
            najchętniej by Cię rozszarpał... Albo On sie tak zmienił, albo
            zawsze taki był, tylko sie dobrze maskował... Dobrze, że w końcu
            wyszło szydło z worka...
            • samaosia Re: koniec złudzeń 03.03.08, 10:47
              a dla mnie, jesli wczesniej taki nie był, jego zachowanie jest przejawem
              strachu, poczucia winy, zagubienia. Wyjechałaś równa sie w jego odczuciu
              odpuścilas, nie walczysz więc stracił grunt pod nogami i lekko spanikował

              Ludzie sie tak nagle nie zmieniają, nie potrafią sie tez tak skutecznie
              maskowac. wydaje mi sie, ze toczy sie w nim jakis wewnetrzny konfilkt, co go
              oczywiscie nie usprawiedliwia
              • bolutiebolutie Re: koniec złudzeń 03.03.08, 10:56
                Też mi się wydaje, że On ma problem gdzies tam sam ze sobą i to Go
                przerosło. Po pomoc do specjalisty sie nie uda, bo juz nieraz
                proponowałam wyjście do psychologa i za każdym razem słyszałam, że
                on nie jest żadnym czubkiem ani świrem, żeby po psychologach łazić.
                Po Jego wczorajszym zachowaniu - owszem, odpuściłam. W sobote, nawet
                jeszcze wczoraj przed Jego wybuchem - chciałam walczyć, ale
                teraz...? Walczyć o co, zeby znowu za jakiś czas wybuchł? Potem,
                żeby mnie uderzył...? Nie dzięki, ćwiczyłam to w dzieciństwie, teraz
                sama mogę sie obronić i podjąć stosowną - mam nadzieję - słuszną
                decyzję. Co oczywiście nie umniejsza mojego wewnętrzengo bólu i
                smutku, że w taki sposób się to kończy. Nie ma co ukrywac, jest to
                jakaż zyciowa porażka sad
            • mary171 Re: koniec złudzeń 03.03.08, 10:47
              Tacy są. Zmieniają się. Ja też w moim zaczynam dostrzegać faceta,
              którego poślubiłam dopiero po rozwodzie. Smutne to wszystko.sad(
      • bolutiebolutie Re: koniec złudzeń 03.03.08, 15:34
        Wróciłam dzisiaj do domu, do pustego domu... Mój mąż najwyraxniej
        powoli sie wyprowadza, bo nie ma walizek, nie ma Jego butów,
        płaszczy... Myslałam, że to będzie mniej bolało, ale boli jak
        cholera!! sad chce mi sie wyć z rozpaczy i nieszczęścia!! Pomimo
        tego jakim okazał sie człowiekiem - to nadal Go kocham... Nie ma go
        w domu, ale nadal robi wszystko, zeby mnie zranić i zgnoić.
        Ostentacyjnie wyrzucił mój prezent, który kupiłam mu na walentynki -
        misia, trzymajacego wielkie czerwone serce... Dlaczego nie wyniósł
        smieci, tylko zostawił, zebym to zobaczyła...? czy on naprawde jest
        az tak bez serca...? jak to mozliwe...? Po 5-ciu wspólnych latach...
        Chciałam spłacić mojego męża i zostać na naszym mieszkaniu, ale...
        nie wiem czy dam rade... Każdy kąt, każdy zapach - będzie mi sie z
        nim kojarzył i go przypominał... Ale znowu szukac mieszkania,
        wykańczac, przeprowadzac się... Nie dam rady z tym wszystkim, po
        prostu nie dam rady. A jeszcze wczoraj byłam - a właściwie wydawało
        mi sie, że jestem - taka silna...
        • leptis buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 17:19
          "Bo..." wszystko sie w Twoim zyciu "wyprostuje" smile...sprobuj
          uwierzyc smile

          Z marginesem jakims sie zadawalas...obok mojego biura masa ulic z
          panienkami...za grosze...patrzac na pensje tutaj...i co?...Biznes tu
          chodzi?....Co za bzdurami Ciebie On karmil, dziewczyno...A ty tak
          sluchalas to...sluchalas.....dwa fakultety!?...chyba nad wyzszoscia
          mop'a nad miotla+scierka wzamian dostalas....

          Dziewczyno obudz sie wreszcie...juz jade po bandzie...nie widzisz
          tego....

          I jeszcze ta masa rozmiedlaczy na tym forum...ze ON nie taki zly-
          sugerujaca...ze nieomal dobry, ofiara losu tylko trzeba mu
          pomoc....KPINA...SAMAOSIA...KPINA...

          Gdybym ja to napisal- byscie "zgraja" na mnie ruszyly....

          bo tak trzeba...bronic czlowieka...bo On dobry, tylko
          chory...zalosne.....Takie teksty "piekne" mozna komus mowic
          zdrowemu, a Ty "nie wprost" do dalszej walki lezacego zachecasz,
          Samaosia...

          potrzeba "paplania"...do niczego nie prowadzaca...zupelnie nie
          patrzaca w jakim kontekscie sie "papla" i do kogo...zalosne po
          prostu..



          popatrzcie jak KACPER pieknie czlowieka opisal...rece sie skladaja
          do braw..


          "Bo..." popatrz na to jako na szanse oczyszczenia...Siebie

          ...teraz...nic Tu po Tobie...Ten gosc robi Ci na zlosc, nie dlatego
          ze jest chory...tylko TERAZ po prostu taki jest...po ciemnej stronie
          zycia...

          bedziesz KIEDYS mocniejsza..dobrze....wtedy, jesli bedziesz chciala
          go zbawisz...nie dzisiaj...nie dzisiaj...dzisiaj NIC nie
          zrobisz..Zajmij sie SOBA!...najwyzsza pora!

          duzo spokoju smile
          • bozenadwa Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 21:38
            Podpisuje sie pod tym co napisal leptis tylko moze nie napisalabym
            tak dosadnie tego na dzien dzisiejszy dla ciebie bolitie .nie wiem
            czy dobrze napisalam twoj nick.Leptis ty to widzisz z boku dokladnie
            jak zdrowa osoba Bo to co napisales TO CZYSTA PRAWDA Tak wlasnie
            jest.Tylko nie masz racji z tymi fakultetami <co jakes poczycie
            nizszosci daj spokoj fajny z ciebie facet z tego co piszasz wiec nie
            umniejszaj sam siebie.Leptis statys spoleczny czy wyksztalcenie nie
            maja nic wspolnego to co dyaieje sia z ofiara przemocy,Ze mna na
            terapie chodzila lekarka prawniczka kobieta biznaesu i dziewczyny
            ktore byly po zawodowce i gospodynie domowe.Bo .. teraz zupelnie
            tego nie rozumie nie wie o co chodzi.POtrzebuje terapii.mnie nawet
            terapia nie pomogla tak do konca musza sie wydarzyc jakies koszmarne
            sprawy zeby powoli klapki popadaly .Ja jako ofiara przemocy
            psychicznej mialam szczescie ze mam dzieci bo dopiero jak on
            krzywdzi NASZE dzieci to cos tam widze a tak zero nul slepota
            Wczoraj moze jeszcze nie zrozumialabym calkiem tego co napisales
            CHOciaz tyle juz nad soba pracuje.Ale dzisiaj rano juz nie moj m.
            tylko dupek tak skrxywdzil nasza 24 letnia corke ktrtora do tekj
            pory byla ukochana coreczka tatusia ze .... Zrozumialam wszysto.
            BOluitie takiego misia w smietniku tez mialam >dziewczyno to
            naprawde nie jest milosc tylko uzaleznienie.Boze tylko ile jeszcze
            musisz przejsc zeby to zobaczyc
            • leptis Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:03
              z czcionkami u Ciebie jeszcze gorzej niz u mnie...za chwile
              kompletnie bedzie nie wiadomo o co chodzi...chyba ze ciezki dzien
              mialas...i rece ci na klawiaturze...marsza graja..


              z fakultetami przeciez nie zeby kogos tu obrazac....tylko pewne
              klimaty...niedorzecznosci myslenia uwypuklic...to chyba jasne dla
              kazdego kto tym razem "nie paple" oczami....po tekscie czytanym

              mam w zespole kilkanascie par mlodych oczow...jak praca nie idzie
              mowie wlasnie o takich pierdolach...jak slonce...opalanie...po to
              aby na chwile...zgasic atmosfere...wyczytywana przez nich na mojej
              twarzy....
              paple...tak...ale z celem....nie ze jestem taki wygadany tylko po to
              aby cos osiagnac...co DOBRU sluzy...a nie paplaniu
            • bolutiebolutie Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:07
              Nie wiem tak naprawde ile jeszcze musze przejść, ale czuję, że
              będzie to droga niełatwa i długa sad Poza tym dostaje od swojego
              męża zupełnie sprzeczne sygnały. Po jego wczorajszym ataku furii i
              wyrzyciu sie na mnie - dzis dzwoni skruszony... Dzwonił 8 razy, a ja
              twardo nie odbierałam telefonu, bo niby o czym tu gadać po
              wczorajszej schizie...? Więc napisał smsa, że prosi, abym odebrała
              telefon, bo chcialby mnie przeprosić za wczoraj i zapytał jak sie
              czuję!! (a co Go to kuźwa obchodzi w tej sytuacji?!) Tego smsa tez
              zignorowałam a poniewaz jego telefony były coraz bardziej namolne -
              wyłaczyłam komórke. To nagrał sie na poczcie: prosze, oddzwoń do
              mnie. Olałam. Znowu zadzwonił, znowu nie odebrałam, więc napisał:
              JEST MI PRZYKRO, ŻE NIE CHCESZ ROZMAWIAC, JEST MI PRZYKRO ZA
              WCZORAJ. W CZWARTEK WIECZOREM JAK WRÓCĘ CHCIAŁBYM POGADAĆ
              KONKRETNIE... Jemu jest przykro!! no szlag mnie zaraz trafi! poza
              tym niby o czym mamy gadac? i skąd nagle taka zmiana tonu? On jest
              nieprzewidywalny - i tego sie boję, bo nie wiem i nie potrafię sobie
              wyobrazić na co Go jeszcze stać...
              • bolutiebolutie Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 04.03.08, 07:55
                I kolejna nieprzespana noc... Nie wiem czy zmruzyłam oczy na wiecej
                niz 2 godziny. Jestem nieprzytomna, żywy trup, bez zadnej motywacji,
                żeby podnieść się z łóżka sad
                • sylwiamich Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 04.03.08, 09:51
                  I dobrze...nie długo będziesz tak zmęczona, że będziesz miała w
                  nosie eksa.Coś jak chemioterapia?
          • samaosia Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:07
            spróbuj mnie leptis nie obrażać. nie każdy, tak jak ty, ma natychmiastową
            potrzebę kamienowania winnego
            zjechałas bolutie - brawo, moze faktycznie mozna człowieka ocucić waląc go
            pięscią w twarz
            zjechałas mnie - za co, za to, ze widze cos czego ty zaslepiona (nienawiscią do
            mężczyzn, ludzi?) nie chcesz widzieć?

            po co sie na nią drzesz? obudziła sie, złożyła pozew - dwa dni po awanturze,
            dzien po wyprowadzce - tez byłas taka szybka? co jeszcze ma robić? przestac
            kochac? cierpiec? tak juz, od razu bo ty jej karzesz? bo ty jestes mądra i
            doswiadczona?? zastanów sie najpierw sama a potem opierniczaj wszystkich wokól,
            przepraszam, nie wszystkich.
            kazdy musi przejsc przez wszystkie etapy po rozstaniu, niezaleznie od tego jak
            bardzo inni chcieliby mu ułatwić, pomoc i te droge skrócić
            • samaosia Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:24
              przepraszam leptis, nie wiedzialam ze jestes facetem, odczytaj sobie powyzsze w
              rodzaju męskim.
            • bozenadwa Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:24
              tak teraz ma racje samoasia bo co ztego ze my widzimy jak ktos NIE
              ZE SWOJEJ WINY nie widzi .ja tyle nad soba pracuje i tez jeszcze
              wczoraj myslalam ze on pojechal do niej bo ja pojechalam do
              bratowej.Nie mozna osobie ktora zawiazane oczy spacerowac nad
              przepascia .Najpierw trzeba wiedziec ze na oczach jest przepaska
            • leptis Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:26
              Samaosiu....na pewno jestes bardzo, bardzo dobra kobieta...dobrze o
              wszystkich ludziach myslaca..

              Tylko czasem ta dobroc...trzeba...NA CHWILE ...schowac...by komus
              pomoc...

              TAKI PARADOKS ZYCIA-DZIECIAK TEGO NIE ZROZUMIE....


              pozdrawia Ciebie facet kochajacy Was...kobiety


              pomysl nad tym....
              • bozenadwa Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:34
                leptis jestes cudny tak moje rece marsza graja na klawiaturze
                Przeczytalam to co napisalam ALLO !ALLO DZIENDYBRY Atak powaznie
                mam stara klawiature ktora ma pomylone literki a poza tym pisze od
                niedawna jako kura domowa I od dwoch miesiecy mam dzisial nizly
                chumor i rzeczywiscie jestem zmeczona pozdrawiam
              • samaosia Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:35
                leptis napisał:


                >
                > TAKI PARADOKS ZYCIA-DZIECIAK TEGO NIE ZROZUMIE....
                >
                nie jestem dzieckiem. moze wielu rzeczy nie rozumiem, ale wiem jedno, rzadko
                mozna spotkac ludzi z gruntu złych. a mowiac o mezu boluti nie radziłam jej zeby
                mu wybaczyła i chciala jego powrotu, bo nie mnie dawac takie rady,
                zasygnalizowałam tylko, ze byc moze facet nie radzi sobie z emocjami, co jest
                bardzo prawdopodobne. a ona moze nic z tym nie robic, nie ma takiego obowiązku,
                to jej decyzja i wybór

                to według ciebie terapeuci chowają dobroć i empatię do kieszeni i wala pacjentów
                między oczy? no popatrz, a ja myslałam, ze oni zakres "uderzeń" dostosowują
                dzieki swojej WIEDZY do aktualnego stanu pacjenta.
                • bozenadwa Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:44
                  chumor ha ha mabyc humor.
                • leptis Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:54
                  terapeutyczne problemy zostawmy ich klubowi...ja do niego nie
                  naleze...

                  ten facet ma problemy....TU i TERAZ to jest JEGO problem i nie
                  mieszaj ta prawie "padline" w rozwiazywanie problemow tego
                  faceta...bo Ona TU I TERAZ mu nie pomoze...Sama wymaga pomocy..

                  TU I TERAZ jest kutasem...to jest fakt...to nie jest DOBRO ukryte w
                  nim...do ktorego Ty sie odwolujesz..TU i TERAZ jest kutasem....czy
                  ty czujesz o czym ja pisze?...

                  Dobranoc wszystkim jesli moze byc dobra...


                  • samaosia Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 22:57
                    ja nie pisałam ze jest w nim dobro, ze jest dobry.

                    tak, masz racje - tu i teraz jest kutasem. (ale warto czasami zerknąć szerzej)
                    dobranoc
                  • bolutiebolutie Re: buzdura-dasz "Bo..." rade :))))) 03.03.08, 23:09
                    Kurcze, Ty to potrafisz człowieka naprostować wink
                    A propos - TU i TERAZ chyba nie byłby zadowolony, że stał sie
                    tematem naszych wywodów, ale... mam to gdzieś smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja