aqu-a
14.03.08, 20:08
Co prawda jestem tylko po pierwsze rozprawie,ale.....Zacznę od
początku.Małżeństwem jesteśmy od 6 lat, razem może mieszkaliśmy przez 3.
Szanowny małżonek zdradzał mnie, wyzywał, obrazony był, że urodziłam mu córkę
nie syna, poniżał i znęcał psychcznie. O chęci złożenia pozwu rozmawiałam z
nim od ok 4 lat,ale wiedział że pochodzę z katolickiej rodziny więc wysmiewał
się ze mnie. Teraz w końcu zdecydowałam się. Nie należę do złośliwych osób i
pozew napisałam w porozumieniu z nim,odnośnie wysokosci alimentów,czasu
widywania córki itp.oczywiście bez orzekania o winie.Trzy dni przed rozprawa
dowiedziałam się,że wziął prawnika, oczernił na "całej linii"napisał że nie
wiedział o żadnych problemach w małżeństwie,że zostawiłam go w najtrudniejszym
momencie-leczy się na wzw typu C-jednymsłowem wykorzystuje teraz swoją chorobe
przeciwko mnie.Gdy byliśmy razem to nawet nie interesowało go czy nas zaraził
z córką czy nie,pił alkohol, nie dbał o higienę itp.Na rozprawę się nie
stawił,chociaż godzinę wczesniej z nim rozmawiałam i powiedział że
przyjdzie(był w pracy), ale jego adwokat poinformował sędzinę,że nie był w
stanie znieść stresu zwiazanego z rozprawą.PARANOJA. Po prostu cham. Córką
nigdy sie nie interesował ,a ja taka naiwna po tylu przykrościach z jego
strony chciałam to zakończyć jak człowiek,ale niestety. On mówi,że zniszczyłam
dziecko,ale teraz jest lepiej jak córka bedzie widziała jak jej rodzice się
nienawidzą????Sąd skierował nas na mediacje,nie wiem po co.Zresztą,mąż juz
jeden termin znowu odwołał zasłaniajac sie chorobą. Wiem,że nie zależy mu na
nas tylko na zemście.Mąż najpierw mnie zbluzgał a na końcu napisał że kocha
nad zycie.Będę zmuszona złożyć teraz pozew z orzekaniem o winie i wyciągac te
wszystkie brudy zamiast o nich zapomniec i zacząć normalnie żyć. Pytanie moje
jest takie czy to że mąż jest chory na chorobę zakażną i się leczy jak to on
nazwał,bierze chemioterapię(jest to lecz. p/wirusowe) jest na pozycji
wygranej,podał jeszcze jakieś numery artykułów.I czy to że jest chory to ma
prawo znęcać się nad rodziną??I czy jeśli do mediacji nie dojdzie ponieważ on
nigdy nie będzie w stanie na nie przyjść to czy następna rozprawa może być z
tego powodu odroczona? Dodam,że od lipca nie mieszkamy razem. Proszę o jakieś
wsparcie i informacje jak to jest jeśli ktoś z was miał podobny problem.Dziękuję