kobiety prą do rozwodu

17.03.08, 09:06
Przeczytałam wieczorem takie zdanie:
>>>Podobno w 95% rodzin kobiety odgrywają dominującą
rolę. I w znaczącej ilości przypadków, kiedy im sie znudzi, prą do
rozwodu.

I z tym zdaniem sie obudziłam.
I uważam, ze to temat do dyskusji.
Bo często jest tak: bezposrednim powodem rozwodu jest zdrada ze strony meża - ale potem, jak sie przyjrzeć, pogrzebać, okazuje się, że duzo wczesniej zacząl się kryzys zwiazku.
Na gorąco przychodzą mi do głowy takie myśli:
1. Małzeństwo służy - w formie tradycyjnej - zdecydowanie bardziej mężczyźnie niz kobiecie. Najlepszy dowód - samotni mężczyxni radzą sobie o wiele gorzej niż samotne kobiety (statystycznie, oczywiscie są wyjatki).
2. Niemal całą odpowiedzialność za funkcjonowanie rodziny zrzuca sie na kobietę - mąż jak "nie pije, nie bije, nie zdradza", a jeszcze - chwała niech mu bedzie! - zarabia, uwazany jest za ideał. Zblizenie sie do ideału żony jest właściwie nie do osiągniecia na tym padole.
3. Wciąz jeszcze wiele kobiet tkwi w przeświadczeniu, ze najważniejsze w zyciu to "utrzymać przy sobie mężczyznę".
4. Tzw. opinia społeczna pietnuje kobiety uważane za odpowiedzialne za rozpad małzeństwa (rodziny!)
5. Sytuacja materialna kobiety, zwłaszcza z dziećmi, po rozwodzie z regułu (znów statystyka i są wyjatki) zdecydowanie sie pogarsza.

W zwiazku z tym wiele kobiet, ktorym w zwiazku jest zwyczajnie źle, utyranych, sfrustrowanych, daremnie pragnacych osiagnac stan doskonałej gospodyni, matki, kochanki, przyjaciołki i terapeutki, a często jeszcze pogodzic to z pracą zawodową, a moze i karierą. Maja dość.
Ale rodzina rzecz świeta, rodziny sie nie rozbija, meza trzeba mieć.
Frustracje.
wieczny stres.
Nieustajace napiecie. Często ukrywane, więc moze tym bardziej dotkliwe. Ujawniajace się w pchnieciach w plecy, bez uprzedzenia, albo zachowaniach typu "dziurki nie zrobi, a krwi upusci".
Być moze im bardziej żona dązy do doskonałości, tym prędzej przekracza prog frustracji, po ktorym wspolne zycie stopniowo zamienia sie w piekło.
Prze do rozwodu, choc nigdy by nawet o tym nie pomyślala.
Chce się uwolnić od męża, co nie pije, nie bije, nie zdradza, i nawet czasem dzieckiem sie zajmie - ale nawet nie smie pomysleć, ze tego chce.
A on nalezy do tej polowy ludzkosci, ktora ma za sob yupelnie inna historie. Jak juz ma dosc, wali piescia w stol i mowi, ze ma dosc. albo robi cos takiego, ze jasno widac, ze dosc.

Wydaje mi sie, ze czesto tak jest. Nie mowie, kto jest winny. Moze oboje - dla mnie zadne. Nie poradzili sobie z mnogoscia uwarunkowan, ktorych nie wybierali. Zal.
    • tricolour No to ja mam pytanie... 17.03.08, 09:14
      ... czy kobieta, która chce być ideałem, zapracowuje sie na śmierć, robi za
      kochankę, żonę, domowego organizatora, daje sobą pomiatać tym wszelkim
      zaangażowaniem... czy taka kobieta nadaje się na PARTNERA?

      Jakoś nie dziwę się, że kobieta, która wszystko robi, nagle czuje sie zmęczona i
      chce odejść. Trzeba było robić mniej...
      • mary171 Re: No to ja mam pytanie... 17.03.08, 09:20
        Niestey ta kobieta często zbyt późno zauważa, że za dużo robiła dla
        mężczyzny a za mało dla siebie. Gdy już "zaglaskała kotka na śmierć"
        lub kotek szmychnał.
    • ogrodnik69 Re: kobiety prą do rozwodu 17.03.08, 14:43
      I w zasadzie się zgadzam z tym wywodem.Może dla tego że mam dziś
      dzień przemyślen,refleksji a może dopiero zaczynam dorastać???Punkt
      2 jest troszke tendencyjny smileale moge go przełknąć.Może jak jutro
      obudze sie mniej zdołowany sam sobą to zmienie zdanie.Oby.Pozdrawiam
    • nangaparbat3 na marginesie watku o ojcu i dziecku 18.03.08, 15:53
      Piszę tutaj, bo wątek o kobietach jako inspiratorkach rozwodu - tez znamienne,
      jak mało osob sie wypowiada.

      I tak sobie myślę - bardzo łatwo oceniamy jednoznacznie osobę, dla której ktoś
      odchodzi ze zwiazku - chociaz moze warto przypomniec to o czym niektorzy czasem
      piszą, ze kiedy zwiazek jest naprawdę dobry, niełatwo wejść miedzy małzonkow i
      rozbić.
      I myślę też - i wiem - ze z wieloma zonami naprawdę trudno wytrzymać, z roznych
      wzgledów. Podobnie jak z wieloma mezami.
      Jakoś moze tak to jest - kto pierwszy nie wytrzyma, ten odchodzi. A ponieważ
      bardzo trudno odejść w próżnie, odchodzi najcześciej wtedy, kiedy ma nadzieje na
      nowy, lepszy zwiazek - i to nadzieję jakoś wcieloną. To co, ze często "wcieloną
      w cielę" (Brassens, ja nie taka madra) - ale zywą.
      Częściej odchodzą mężczyźni - no ale powiedzmy sobie rzczerze, łatwiej im
      znaleźć pocieszycielką niż nam pocieszyciela.
      I ja wcale bym sie nie nasmiewała z tego, ze "zona go nie rozumie". Nie tylko
      nie rozumie - często nawet nie probuje zrozumieć. I wice wersal, oczywiście, ale
      my mamy niemal zawsze przyjaciołki, które nas zrozumieją - nas przyjaciel w tej
      kwestii nie zastapi.
      Błagam, dziewczyny, no przestancie sie stawiać w roli ofiary, sprobujcie
      zobaczyć swój własny, często nieświadomy udział w rozpadzie związku - i
      powtarzam, nie myślę o winie, bo w ogóle nie chodzi o szukanie winnego, ale by
      poczuć siłę i godność osoby wspołdecydujacej.
      To po prostu dobrze robi i nam, i naszym dzieciom.
      • mini_me Re: na marginesie watku o ojcu i dziecku 18.03.08, 16:04
        Parę miesięcy mi zajeło zrozumienie tego o czym piszesz ale w końcu się udało wink
        wiem że jestem winna rozpadowi małżeństwa tak samo jak on a że on ma
        pocieszycielkę no to tylko potwierdza regułę że nie lubimy odchodzić w próżnię!
        tylko kurcze co z tym fantem (ta wiedzą) zrobić, hę?
        • nangaparbat3 Re: na marginesie watku o ojcu i dziecku 18.03.08, 16:35
          Ale dlaczego czujesz się "winna"????
          Świadomie robiłaś na pewno wszystko, żeby było dobrze.
          Mnie sie zdaje, ze najlepiej myśleć, ze oboje sie staralismy, każde na miarę
          swoich mozliwości, ale nam nie wyszło.
          I już.
          • mini_me Re: na marginesie watku o ojcu i dziecku 18.03.08, 16:51
            Nie nie czuję się winna chyba źle to ujełam (nalezy mi wybaczyć bo jestem
            typowym pesymista wink
            chodzi mi o to że w układzie kiedy obwinianim m sama tez czuję się winna! i
            niestety wiem że się nie starałam wystarczajaco! na pocieszenie samej siebie
            mogę tylko napisać, że doszłam do wniosku: bylismy od siebie tak totalnie różni
            że to się prędzej czy później musiało rozpaść!
            i odkąd doszłam do tych wszytskich wniosków (nie dawno) to jakos mi łatwiej i
            dołków nie mam smile poprostu tak miało byc i już!
      • plisowanka Re: na marginesie watku o ojcu i dziecku 18.03.08, 19:46
        nangaparbat3 napisała:
        > Częściej odchodzą mężczyźni - no ale powiedzmy sobie rzczerze, łatwiej im
        > znaleźć pocieszycielką niż nam pocieszyciela.

        Czy aby na pewno tak jest?
        • nangaparbat3 Re: na marginesie watku o ojcu i dziecku 19.03.08, 16:52
          plisowanka napisała:

          > nangaparbat3 napisała:
          > > Częściej odchodzą mężczyźni - no ale powiedzmy sobie rzczerze,
          łatwiej im
          > > znaleźć pocieszycielką niż nam pocieszyciela.
          >
          > Czy aby na pewno tak jest?



          Statystykawink
    • ronja.r Re: kobiety prą do rozwodu 18.03.08, 17:35
      Piekny post a problem jest bardzo zlozony. Zacznijmy od
      indoktrynacji dziewczat w ich role.
      Pztrze na polskie filmy, seriale i oczom nie wierze: mloda para, on
      i ona studiuje ale mieszkaja razem i co? No, ona mowi: ide zrobic Ci
      kolacje. Ludzie!!! Ona idzie zrobic jemu kolacje!!! Przeciez to
      jasne kpiny, dlaczego ona idzie zrobic mu kolacje? A co? On rak nie
      ma? I mozna by oczekiwac ze w nastepnym odcinku to on zrobi kolacje
      czy obiad czy sniadanie...Nie...to ona robi obiad a on jeszcze nosem
      kreci wiec nastepnym razem ona wydzwania do jakiejs cioci czy babci
      po rade jak zrobic to czy owo bo on musi miec obiad. A on co?
      Przychodzi do domu wesoly bo z kolegami cpal...Wogole ona jest i
      mama, i siostra i przyjaciolka bo kobieta ma taka byc, wyrozumiala,
      madra, opiekuncza dla swego mezczyzny bo przeciez wiadomo: mezczyzna
      jest dzieckiem cale zycie!!!!
      Paranoja po prostu.
      • sylwiamich Re: kobiety prą do rozwodu 18.03.08, 18:40
        Ja sądzę że ludzie mają w głowach pełno idiotycznych haseł.I nimi
        się w życiu kierują.Poza tym brak nam odwagi.Odwagi aby zmieniac
        coś, aby stało się lepsze.Walczyć o coś, aby stało się lepsze.Bo
        boimy się, że konsekwencje będą nie po naszej myśli.Czyli egoizm.Bo
        nie potrafimy poświęcić swoich potrzeb, nawet złudzeń nie potrafimy
        poświęcić....I tak tkwimy w idiotycznych związkach bo rodzina
        najważniejsza, bo chłopa trzeba umiec utrzymać przy sobie, bo nie ma
        cudzym nieszczęściu się buduje swoje szczęście.Nic nie robimy...bo
        mit naszej rodziny mógłby upaść, te fasady zakłamania.Zarażamy
        dzieci strachem przed samotnym rodzicielstwem, przed etykietkami,
        przed przegraną.A jak juz mamy serdecznie dość...tak dość że
        przestajemy kochać, że albo my albo smierć...wtedy zaczyna się
        walka.Nie walka o NAS, walka o siebie.Parcie do rozwodu, do
        odnajdywania siły poprzez gnojenie byłego...tu juz nie ma miejsca na
        miłość, na rozsądek.Ale to tylko jedna z opcji.
        • bozenadwa Re: kobiety prą do rozwodu 18.03.08, 20:17
          Sylwia co TY piszesz ? To jest przerazajace.Ty naprawde tak myslisz ?
          Rodzina BYLA ,JEST, I BEDZIE najwazniejsza dla kazdego z nas.Nie
          bede pisac dlaczego bo to chyba jako dorosli ludzie wiemy.SA
          wyjatki ,ze nie ma sensu trzymac jej na sile. Przemoc,choroba
          psyciczna ,wszelkie uzaleznienia ,patologie.Chociaz zdarza sie ,ze
          przy oromnej checi calej rodziny mozna poradzic sobie z
          uzaleznieniami.Potkreslam calej rodziny.Poza tym uwazam,ze juz od
          dawna tworzy sie w nas chec konsumpcji.Nikt nie chce dawac ,kazdy
          chce brac.Nikt nie chce kochac, kazdy chce byc kochany.Gdzie ten
          swiat dalej sie potoczy ?
          • sylwiamich Re: kobiety prą do rozwodu 18.03.08, 20:24
            Gówno prawdasmile)
            • phokara Re: kobiety prą do rozwodu 18.03.08, 20:32
              Zgadzam się.
              Iluzja i hipokryzja. Torcik grubo polukrowany, a w środku zakalec.
              • bozenadwa Re: kobiety prą do rozwodu 18.03.08, 20:35
                No to zdecydujcie albo GOWNO albo ZAKALEC
                • sylwiamich Re: kobiety prą do rozwodu 18.03.08, 20:38
                  Co dla kogo lepiej strawnesmile))
                • nangaparbat3 no i własnie. 19.03.08, 17:35
                  bozenadwa napisała:

                  > No to zdecydujcie albo GOWNO albo ZAKALEC

                  a ja zakalec lubie, nawet bardzo.
            • crazyrabbit Re: kobiety prą do rozwodu 19.03.08, 01:46
              sylwiamich napisała:

              > Gówno prawdasmile)

              Popieram smile))
          • tricolour Rodzina nie jest najważniejsza.. 18.03.08, 21:06
            ... rodzina jest pochodną. Najważniejszy ma być człowiek sam dla siebie, a
            reszta z tego wynika.
            • bozenadwa Rodzina jest bardzo wazna 18.03.08, 21:13
              tricolour napisał:

              > ... rodzina jest pochodną. Najważniejszy ma być człowiek sam dla
              siebie, a
              > reszta z tego wynika.
              to dlatego nasze rodziny wygladaja tak jak wygladaja
              • tricolour Nie wyglądają tylko ich nie ma... 18.03.08, 21:33
              • z_mazur Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 08:32
                > to dlatego nasze rodziny wygladaja tak jak wygladaja

                Paradoksalnie (na pozór) większość związków rozpada się w momencie
                gdy jedna ze stron zatraca się tak bardzo w związku, że traci
                niezależność i przestaje istnieć jako niezależna jednostka.
                • mary171 Z_mazur i znowu 19.03.08, 08:35
                  musze się z Tobą zgodzić. Trafnie napisane i chyba większość z nas
                  tutaj jest tego doskonałym przykładem. Ja przyznaję się bez bicia.
                  Zatraciłam się w "miłości" do mojego m. Zapomniałam o swoich
                  potzrebach i w pewnym momencie zaczynałam ograniczać jego wolnośc
                  (ale mialam ju podstawy aby to robić). I pracuję nad tym, aby wiecej
                  nie popełniać tego błędu.
                  • z_mazur Re: Z_mazur i znowu 19.03.08, 08:41
                    > musze się z Tobą zgodzić.

                    To straszne, jakoś będziemy musieli z tym żyć. wink))))
                    • mini_me Re: Z_mazur i znowu 19.03.08, 10:29
                      z_mazur napisał:

                      > > musze się z Tobą zgodzić.
                      >
                      > To straszne, jakoś będziemy musieli z tym żyć. wink))))
                      >

                      kurcze ja jako fanka tez musze i chcę smile się zgodzic wink
                      ale i z Tri się musze zgodzic - moja rodzina nie wygląda bo jej nie ma smile a ja
                      jestem na etapie radości z tego powodu smile)) a wszelkie etykietki i informacje że
                      dzieci z rozbitych rodzin sa biedne itd itp mam w ... nosie!!!
                      • bozenadwa Re: Z_mazur i znowu 19.03.08, 12:00
                        A to tys prowda .Skoro juz zostala rozbita i jej w jakims sensie nie
                        ma.To rzeczywiscie wszelkie etykietki mozna miec a wrecz nalezy miec
                        w nosie.I patrzec jak tu dalej zyc w miare szczesliwie.
                • bozenadwa Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 08:45
                  z_mazur napisał:

                  > > to dlatego nasze rodziny wygladaja tak jak wygladaja
                  >
                  > Paradoksalnie (na pozór) większość związków rozpada się w momencie
                  > gdy jedna ze stron zatraca się tak bardzo w związku, że traci
                  > niezależność i przestaje istnieć jako niezależna jednostka.
                  >
                  Moze nie wiekszosc ,ale naturalnie TO jest jeden z przyczynkow
                  rozpadu malzenstw.MNie chodzi o SWIADOMOSC ,ze nie mozna tylko brac
                  • z_mazur Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 08:50
                    Ale rónie ważna jest świadomość, że rodzina jest jaką wartością
                    nadrzędną i samą w sobie.
                    • z_mazur Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 08:52
                      Coś za dużo błędów w jednym zdaniu.
                      Miało być.

                      Równie ważna jest świadomość, że rodzina nie jest jakąś wartośćią
                      samą w sobie i na dodatek nadrzędną.
                      • bozenadwa Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 09:49
                        z_mazur napisał:

                        > Coś za dużo błędów w jednym zdaniu.
                        > Miało być.
                        >
                        > Równie ważna jest świadomość, że rodzina nie jest jakąś wartośćią
                        > samą w sobie i na dodatek nadrzędną.
                        >
                        > Naturalnie podpisuje sie pod tym.obiema rekami.Najwazniejsi w
                        rodzinie sa jej czlonkowie pokolei.no i wtedy tworzy sie rodzina w
                        calym zakresie .
                      • nangaparbat3 Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 17:39
                        z_mazur napisał:

                        > Coś za dużo błędów w jednym zdaniu.
                        > Miało być.
                        >
                        > Równie ważna jest świadomość, że rodzina nie jest jakąś wartośćią
                        > samą w sobie i na dodatek nadrzędną.
                        >
                        >
                        No tak.
                        Freud miałby dużo do powiedzeniawink
                        • sylwiamich Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 17:46
                          we Freudzie poza przejęzyczeniami jako mową podświadomości, równie
                          fajna była jedynie defekacja jako najwcześneijsze żródło doznań
                          seksualnychsmile)))Stary zboczuch....smile))
                • bozenadwa Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 09:54
                  z_mazur napisał:

                  > > to dlatego nasze rodziny wygladaja tak jak wygladaja
                  >
                  > Paradoksalnie (na pozór) większość związków rozpada się w momencie
                  > gdy jedna ze stron zatraca się tak bardzo w związku, że traci
                  > niezależność i przestaje istnieć jako niezależna jednostka.
                  >
                  Moj zwiazek rozpadl sie w momencie,kiedy ja przestalam sie
                  zatracac.przestalam tylko dawac .Postawilam granice ,i chcialam byc
                  traktowana jak pelnowartosciowy czlonek rodziny .
                  • sylwiamich Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 10:09
                    Bo to był układ, nie związek.A z rodziną to juz na pewno niewiele
                    miał wspólnego.Może nazwę.
                    • bozenadwa Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 10:16
                      Dla mnie ani wtedy nie byl TO uklad ,tylko rodzina.Ani teraz nie
                      jest to uklad tylko rodzina.A ze.rodzina jEST dysfunkcyja,i chora to
                      juz inna sprawa.Ja mam swiadomosc,ze moje zdrowienie ma dobroczynny
                      wplyw na moja rodzine i naturalnie NA MNIE .
                      • aron95 Nic wiecznie nie trwa 19.03.08, 10:45
                        wszystko przemija i my też
                        Małżenstwo tworzące rodzinę to układ polegający na daniu sobie słowa/umowa.
                        A umów często nie dotrzymujemy . W czasie "siła umowy" się kurczy
                      • sylwiamich Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 10:47
                        Bożena...powiedz mi w takim razie jakie potrzeby ma zaspokajać
                        rodzina? Twoje potrzeby....
                        • bozenadwa Re: Rodzina jest bardzo wazna 19.03.08, 11:48
                          sylwiamich napisała:

                          > Bożena...powiedz mi w takim razie jakie potrzeby ma zaspokajać
                          > rodzina? Twoje potrzeby....

                          Sylwia nie gniewaj sie moje potrzeby sa MOJE i nie widze powodu
                          aby pisac o nich na forum.
                          • tricolour To są bardzo ogólne potrzeby... 19.03.08, 13:05
                            ... i każdy bardzo podobnie je odbiera: troskę, ciepło, oddanie,
                            lojalność - to tylko początek.

                            Sylwia dobrze postawiła problem: rodzina to nie jest kobieta+facet
                            (+ ewentualnie dziecko) ze stosownymi papierami. Rodzina to relacje.
                            Warto je literalnie opisać, by wiedzieć czego się chce. Jeśli nie
                            potrafi się tego opisać, to najczęściej nie wiadomo czego się chce i
                            rodziny NIE MA.
                            • bozenadwa Re: tri znowu ????? 19.03.08, 13:13
                              wiesz lepiej ode mnie samej co ja potrafie okreslic ,czego ja nie
                              potrafie okreslic.Jakie so moje potrzeby.Wiesz to cholernie ciekawe
                              jest....
                              • tricolour No trudno... 19.03.08, 13:28
                                ... na razie niewiele rozumiesz, a jak zrozumiesz, to dopiero wtedy
                                przestanie boleć.

                                Prawda jest taka, że WSPÓLTWORZYŁAŚ związek, który nie istnieje.
                                Twoja wizja związku i roli rodziny jest taka, że nie potrafisz mieć
                                rodziny, bo nie masz. Można z dużym prawdopodobieństem powiedzieć,
                                że znaczna część dysfunkcyjności (o której piszesz wcześniej) tkwi w
                                Tobie samej, o ile mąż nie był patologiczny.

                                Pewnie brutalnie zabrzmiało. Trudno.
                                • bozenadwa Re: ZNOWU ????? 19.03.08, 13:33
                                  Mozna i tak jak lubisz ....
                                  • tricolour Lubię prawdę... 19.03.08, 13:35
                                    ... styl, forma jest narzędziem.
                                    • bozenadwa Re: Lubię prawdę... 19.03.08, 13:39
                                      tricolour napisał:

                                      > ... styl, forma jest narzędziem.
                                      Ja juz chyba wielokrotnie Ci napisalam,do czego uzywasz tych
                                      nadziedzi ,ale to juz Twoj problem
                                      • tricolour Nie - to nie mój problem... 19.03.08, 13:45
                                        ... jeśli są tu ludzie zranieni i poobijani, to dalej są to dorośli
                                        ludzie. Nie dzieci wymagające specjalnej troski tylko dorośli ludzie
                                        sami mający dzieci, dla których mają byc wzorem rozwiązywania
                                        problemów, bo na tym polega wychowanie.

                                        Dorosłych traktuje się adekwatnie do wieku.
                                        • bozenadwa Re: Nie - to nie mój problem... 19.03.08, 13:48
    • a.niech.to Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 08:07
      A mężczyźni popychają je w plecy.
      • nangaparbat3 Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 08:21
        a.niech.to napisała:

        > A mężczyźni popychają je w plecy.

        No. Czasem jeszcze popchna kopniakiem w d. Prawda.
        ale będę się upierac, ze lepiej by było dla nas, kobiet, zaakceptowa swoj
        kawałek odpowiedzialności - chocby symboliczny. To naprawdę dobrze robi.

        A Niech To - jak te sniegi stopnieją (co mam nadzieje tuz tuż) ciepło sie zrobi,
        to ...?
        • libra22 Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 09:05
          Nango, bardzo mądry tekst. Pokazałam jednej bliskiej mi kobiecie. Bo jest o niej, prawie idealnie. Dziekuję Ci.
        • akacjax Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 12:21
          Szeroki temat, nawet w tym wątku rozlewa się na rozliczne myśli.

          Z postu inauguracyjnego:
          >Prze do rozwodu, choc nigdy by nawet o tym nie pomyślala.

          To wydało mi się najbardziej oddające sens myśli Twojej Nango-czy o to chodzi?

          Czy raczej o to:
          Prawda.
          > ale będę się upierac, ze lepiej by było dla nas, kobiet, zaakceptowa swoj
          > kawałek odpowiedzialności - chocby symboliczny.

          Co znaczy pierwsza myśl-nie wiem-może poludzku-jak jest źle to zawsze jakoś to wychodzi, predzej, czy później.

          A odpowiedzialność-ja zmierzyłam się ze swoją, za długo tłumiłam, że jest mi źle. Bo...ano owe przekonania, które mamy wszczepione(na szczęście są zmienialne).

          • nangaparbat3 Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 23:52
            Akacja,
            ja myślę, ze wiele kobiet podświadomie prowokuje takie zachowania swoich
            mężczyzn, ktore doprowadzą do rozwodu. Podswiadomie - bo "nie wypada" kobiecie
            pragna uwolnienia sie od rodziny, czy chocby od męża. ale mam w pamieci opowieś
            jednej z moich przyjaciołek: wracałam do domu po dyzurze, stanęłam w drzwiach,
            zobaczyłam ich (mąż, wyjatkowo dobry i prządny facet, i mądry, i dwoje
            wspaniałych - naprawdę - dzieci) - i chcialam obróci sie na piecie, zatrzasna
            drzwi i odejśc, na zawsze.
            Takie pragnienia tez w nas są, bywają, myślę, że są normalne, ale
            nieuświadomione zaczynają kierowa naszym postepowaniem, i wtedy sie robi.
        • a.niech.to Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 15:52
          nangaparbat3 napisała:

          > a.niech.to napisała:
          >
          > > A mężczyźni popychają je w plecy.
          > lepiej by było dla nas, kobiet, zaakceptowa swoj
          > kawałek odpowiedzialności - chocby symboliczny. To naprawdę dobrze
          robi.
          Ex przypisał mi tyle zasług, że nie jestem w stanie nic więcej
          wymyślić.
          > A Niech To - jak te sniegi stopnieją (co mam nadzieje tuz tuż)
          ciepło sie zrobi
          > ,
          > to ...?
          Spłyniem.smile))

          • nangaparbat3 Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 23:53
            a.niech.to napisała:

            > nangaparbat3 napisała:
            >
            > > a.niech.to napisała:
            > >
            > > > A mężczyźni popychają je w plecy.
            > > lepiej by było dla nas, kobiet, zaakceptowa swoj
            > > kawałek odpowiedzialności - chocby symboliczny. To naprawdę dobrze
            > robi.
            > Ex przypisał mi tyle zasług, że nie jestem w stanie nic więcej
            > wymyślić.
            > > A Niech To - jak te sniegi stopnieją (co mam nadzieje tuz tuż)
            > ciepło sie zrobi
            > > ,
            > > to ...?
            > Spłyniem.smile))
            >
            smile))))))))))))))
            Będziesz chyba musiała w górę rzeki???????
            • a.niech.to Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 07:09
              nangaparbat3 napisała:

              > Będziesz chyba musiała w górę rzeki???????
              Będę przeć pod prąd.smile))
        • kasper254 Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 16:49
          Nie ma symbolicznej odpowiedzialności. Jest tylko jedna - realna,
          czasami aż do bólu. Jak mówi mój przyjaciel - w peletonie każdy musi
          mniej-więcej równo jechać. Współczesna konsumpcjonistyczna kultura
          niemalże nas pożera. I mężczyzn i kobiety. Jedną z konsekwencji
          nowego modelu - stylu - typu życia rodzinnego jest feminizacja
          mężczyzny (stawanie się mniej męskim poprzez podejmowanie ról, które
          tradycyjnie przypisywano kobiecie). A drugą - jakby związaną z
          wynienioną - parcie kobiet do rozwodu. Małżeństwo ma 10 podstawowych
          funkcji do spełnienia, m.in. materialno-ekonomiczną, opiekuńczo-
          zabezpieczającą itd. Kobiety, o których piszesz,nango, jak gdyby
          zamknęły się w formule małżeństwa partnerskiego, egalitarnego. Nie
          wiedzą, czy też nie zdają sobie sprawy z tego, że jest to raczej
          konstrukt teoretyczny niż rzeczywisty obraz. Dochodzi do tego
          absurdalene pojmowanie szczęścia, swojego "ja" w oderwaniu od
          szczęścia innych.
          I mamy przepis na dążenie do rozwodu. I mamy te kobiety, które
          drążą skałę, nie dając nikomu miłości, siejąc tylko ułudę więdnącego
          ciała i pustkę duszy dla kolejnych partnerów.
          Powtórzę. Znam kilka małżeństw-ludzie o porąbanych życiorysach;
          przemoc, alkohol itd. Kobiety przetrwały. Widzę te pary. Są razem,
          chodzą trzymając się za ręce i ich dzieci mają dom. O, dziwo -
          wszystkie te kobiety są bardzo "proste", bez wykształcenia, nie
          mogąc być fankami żadnej z osób na tym forum, które tak pięknie
          mówią o miłości i odpowieedzialności.
          Znam jedną osobę, która przejęła się fanfaradami na tym forum,
          nawoływaniem do szybkiego rozwodu w imię swojego szczęścia. Może
          ktoś inny się opamięta i nie znajdzie się pośród tych 95 %
          • tricolour Jedno mi się nie podoba w Twojej wypowiedzi... 20.03.08, 16:57
            ... że piszesz o kobietach.

            Przyznam, że nie jestem w stanie napisać niczego sensownego (nawet we własnej
            ocenie) o kobietach. To jest świat, którego nie rozumiem, ale który akceptuję i
            zachwycam się nim jednocześnie frustrując "prymitywizmem" niektórych zachowań.
          • bozenadwa Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 17:02
            cale szczescie ze ktos jeszcze na tym forum mysli podobnie do
            mnie,Chosiaz z ta przemoca to bywa roznie.Tym,ktorych znasz sie
            udalo.nie zawsze sie udaje.
            • libra22 Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 18:36
              Kasper powinien się ze Scri skontaktować - na pewno się zrozumieją.
              Taaa- oczywiście, że to tylko kobiety mają cierpieć i nieść krzyż jest bardzo
              fajna. Dla mężczyzn. Niektórych. Mój eks jest wręcz wściekły, że ja nie czekam
              ciągle na niego i nie pytam co pół roku, czy może nie chciałby wrócić na łono
              rodziny. I śmiem być, wbrew mojej roli, nawet szczęśliwa.
          • akacjax Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 21:20
            Znam kilka małżeństw-ludzie o porąbanych życiorysach;
            > przemoc, alkohol itd. Kobiety przetrwały. Widzę te pary. Są razem,
            > chodzą trzymając się za ręce i ich dzieci mają dom. O, dziwo -
            > wszystkie te kobiety są bardzo "proste", bez wykształcenia, nie
            > mogąc być fankami żadnej z osób na tym forum, które tak pięknie
            > mówią o miłości i odpowieedzialności.


            Nie wiemy, co myślą, czuja jak żyją, owe trzymające się za ręce pary. Zwłaszcza, że przemoc i alkohol jakby ich nie tknęły.

            Ładny obrazek ładnie stwarza pozory.
          • z_mazur Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 08:05
            Boszzzz, znowu ten pseudopsychologiczny bełkot.
            Znam kilka rodzin które nie rozstały się, a powinny i żyją
            wyrządzając swoim dzieciom coraz większą krzywdę, pewnie większą niż
            gdyby się rozstali. Znam małżeństwa które się nie rozstały i trzyma
            je ze sobą tylko i wyłącznie wzajemna niechęć nienawiść i lęk przed
            inną rzeczywistością niż ta patologiczna którą znają.

            Na te łącznie kilkanaście przykładów, jest co najwyżej dwa, które
            mimo kilkudziesięcioletniego stażu sprawiają wrażenie autentycznie
            szczęśliwych i wiele wiele innych, które sprawiają wrażenie
            zwyczajnie wypalonych. Jest też parę przykładów rodzin
            rekonstruowanych, które wyglądają na szczęśliwe. Oczywiście nie
            mówię, że moje otoczenie jest reprezentatywne dla ogółu
            społeczeństwa, ale chyba nie mniej niż Twoje.

            Zwyczajnie idealizujesz i budujesz ołtarzyki instytucji małżeństwa,
            które z realnym byciem ze sobą dwóch osób nie mają kompletnie nic
            wspólnego. To zwyczajne lukrowane laurki jak z gazetek świadków
            Jehowy. A sądząc po słownictwie i elokwencji, że jesteś
            inteligentnym człowiekiem, który powinien się umieć trochę bardziej
            zagłębić w refleksję nad tym tematem.
        • a.niech.to Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 19:10
          nangaparbat3 napisała:

          > ale będę się upierac, ze lepiej by było dla nas, kobiet,
          zaakceptowa swoj
          > kawałek odpowiedzialności - chocby symboliczny. To naprawdę dobrze
          robi.
          Nie ma reguły bez wyjątku. Często fragment patologii relacji
          wewnątrzrodzinnych to przerzucanie winy przez kata na ofiary, które
          wytrenowane w przyjmowaniu na garb nie swoich przewinień, a nawet
          rozgrzeszaniu PM/PO, mają problem, jak wyjść ze współuzależnienia od
          przemocy. A Ty zalecasz jak leci rachunek sumienia. Wiele kobiet
          trzeba odwodzić od kajania się, że odeszły z patologicznego związku.
          Nie są to rzadkie przypadki spotykane we wszystkich warstwach
          społecznych, tak jak demokratyczna jest przemoc.
          • a.niech.to Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 19:47
            Zapadł mi w pamięć wątek o wiejskiej kobiecie.
            Skąd wiadomo, kto to Forum czyta?
          • sylwiamich Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 20:53
            jestem przeciwniczką winy-zaprzeczenia-walki-kary-wyrzutów sumienia.
            Czytając poradniki o kobietach które kochają za bardzo, w
            toksycznych miłościach, z toksycznymi rodzicami stwierdzam że sama
            kocham za bardzo, jestem w toksycznym związku, miałam toksycznych
            rodziców, jestem DDRR, DDA, i wszystko inne.Odwracając
            sytuację....po zastanowieniu jestem tez toksycznym rodzicem, nie
            potrafię kochać, jestem alkoholiczką i rozwódką.
            A ja po prostu z moim byłym M nie dobrałam.I teraz, po latach wiem
            że nie ma znaczenia co było pierwsze? Jego oziębłość seksualna, moje
            gderanie, jego kłamstwa, moje zbyt wysokie wymagania.
            A co do odpowiedzialności kobiet w rodzinach przemocowych....kajają
            się nie za to co potrzeba.A poczucia odpowiedzialności nie można im
            zabiarać.Czyż nie tego pragnął ich mąż...ubezwłasnowolnienie.
            • kasper254 Re: kobiety prą do rozwodu 20.03.08, 22:45
              Aby dyskutować należy pewnym terminom, pojęciom i instytucjom należy
              nadać w miarę jednolite znaczenie. Najlepiej zgodne z wiedzą zimną a
              nie gorącą. Po pierwsze; tak mówi nauka - rozwód to patologia obok
              innych, takich jak narkomania, pijaństwo, przestępczość. Tylko w
              skrajnych przypadkach rozwód jest uzasadniony. Z tych m.in. powodów
              prawo naturalne nie sankcjonuje rozwodów, podobnie jak wiele
              religii, a prawo pozytywne-dozwala, co jest zależne od wielu
              czynników kulturowych, społecznych itd.
              Po drugie - rozwód jako jedna z istotnych współczesnych
              patologii społecznych osłabia więzi międzuludzkie, degraduje głównie
              dzieci(często nie ma znaczenia ich wiek). Jedną z dalekich
              konsekwencji tego stanu jest izolacja człowieka, stygmatyzacja
              rozwodu i samotności, pogardy dla życia dla innych, poświęcania itd.
              Gdy obserwujemy dzieci pełne obojętności dla istniejącego porządku
              społecznego, okrutne, to jest to m.in. wynik utraty wielu ważnych
              dla człowieka wartości - w tym - banalności rozwodu. Gdy zachwieje
              się sacrum i profanym - otwiera się szeroko drzwi dla wielu
              niegodziwości. Jeśli ktoś nie liczy się z drugim człowiekiem, a ma
              się na względzie tylko siebie - pozbawia się dzieci, wnuków,
              krewnych pewnego stałego fundamentu. Ten, kto prze do rozwodu za
              wszelką cenę - nie jest godny szczęścia. Porzekadło ludowe mówi: "
              nie zbuduje się szczęścia na nieszczęściu innych". Ale norma w nim
              zawarta nie jest obwarowana sankcją więc - hulaj dusza; od jednego
              rozwodu do drugiego, bo gdy raz się przekroczy rzekę, każda inna
              woda będzie tylko rzeką.Pewnie gdyby Maria Teresa czytała wypowiedzi
              niektórych, ciągle pragnących szczęścia, nie zostałaby sobą. Ileż
              byśmy stracili. Tylko dziwne - ona tak mało mówiła o miłości, a tak
              kochała.
              • tricolour Zaraz Cię zjedzą na surowo... 20.03.08, 22:57
                ... za takie gadanie. Zobaczysz. No jak możesz podważać piękno rozwodu... Fe.

                smile
                • akacjax Re: Zaraz Cię zjedzą na surowo... 20.03.08, 23:06
                  Nie masz odwagi sam mu przygadać-bo to facet?
                  Od kiedy na tym forum uważa się rozwód za zjawisko miłe przyjemne, pożądane?

                  Może na tym forum już nie ma starej gwardii, może już się przemieniło..ale ja na pewno należę do tej grupy, która w wielu przypadkach dałaby rozwód od ręki, a w niektórych to nawet slubu by nie udzieliła....
                  • tricolour Ja mu nie przygadam... 20.03.08, 23:08
                    ... bo się z nim zgadzam - sam często o tym piszę, że lepszy dzban cały niż
                    zadrutowany.
                    • libra22 Re: Ja mu nie przygadam... 20.03.08, 23:34
                      Piękny tekst. Uświadomił mi wiele. Mój mąż skalał sacrum naszego małżeństwa i wprowadził profanum, bo w imię ideałów własnego szczęścia dążył wbrew mnie do rozwodu. Tak czułam, że to świnia, cham i profanator. Choć niedojrzale czasem współczułam mu jego niedojrzałości emocjonalnej. Ale już nie będę. Nawet tego szczęścia, którego mu życzyłam, juz nie będę, bo widzę, że nie jest go godzien.

                      Mam dwa pytania do tekstu: na pewno chodziło o degradację dzieci, a nie o demoralizację? Bo degradować można ze stopnia lub stanowiska...
                      I czy na pewno chodziło o Marię Teresę, cesarzową Monarchii Habsburgów w latach 1740-80? Bo może o Matke Teresę? A może o świętą Teresę?

                      Tri - musisz być bardzo rozdarty.


                      • tricolour Nie muszę być rozdarty... 20.03.08, 23:57
                        ... a nawet nie jestem. Dla mnie post Kaspra niesie inną treść niż dla Ciebie...
              • nangaparbat3 Kasper 21.03.08, 00:20
                pierwsze słyszę, że rozwód to "patologia", i to jeszcze po naukowemu.
                Wiele kultur zna rozwody, jak najbardziej, i wiele religii.
                Że nierzadko rozwodu udziela maż po prostu wyrzucajac zone z domu - to juz
                szczegół, przemilczmy.
                Co do okrutnych dzieci - u nas zrobiono takie badania, i wiesz co wyszło? Że
                najokrutniejsi synowie mieli pelne rodziny - i ojców, ktorzy ich ignorowali. Bo
                doświadczenie bycia ignorowanym przez ważną osobę bardziej niszczy, niż jej
                nieobecnoś.
                Mam wrażenie, ze niektóre Twoje posty, tak jak ten, w rzeczywistosci są listami
                do Twojej Ex - to pisz do niej.
                Ja sie nie poczuwam.
                • kasper254 Do nangi 21.03.08, 07:05
                  Rozwód nie jest patologią "po naukowemu", ale po prostu - w nauce
                  jest uznawany za zjawisko patologiczne.Co do badań n.t."okrutnych
                  dzieci", jak piszesz, to - nie gniewaj się na żart - ale pewnie to
                  badania szkoły otwockiej, a nie - uznawanej - falenickiej. Mówimy o
                  czym innym. Rozwód generalnie (wyjątki - to rodziny patologiczne,
                  których los rozwód musi zakończyć) degraduje osobowość jednostki.
                  Niektórzy futurolodzy społeczni przwidują, że okaleczona dzisiejsza
                  rodzina wyda już niedługo owoce: samotność jednostki, trudności w
                  identyfikacji, korzenie innych patologii itd. Gdy widzimy uczniów
                  nakładających kosz nauczycielowi na głowę, to mamy do czynienia z
                  nowym zjawiskiem. Jego początek niektórzy upatrują właśnie w upadku
                  rodziny. Problem ten - nie koszowy - dotknął także będącą dotąd
                  ostoją rodziny Japonię.
                  "Znanie" rozwodów przez kultury i religie, jak piszesz, to nie
                  znaczy - sankcjonowanie. Kradzież i mordy też znają. Pozostajesz w
                  iluzji, nango,nawet poczuwając się lub nie do czegokolwiek.
                  Oczywiście chodzi o Matkę Teresę i nie chodzi o posty do mojej
                  ex.Chodzi mi o negację kultu dla nowego bożka"ja", dla banalności
                  rozwodu, a wreszcie o hołd dla tych "prostych" kobiet, które tak
                  pięknie umieją nieść rodzinę, czasami wbrew wszystkiemu i wszystkim.
                  Tak ładnie się o tym mówi w literaturze naukowej, a ja się nie będę
                  dalej wymądrzał.
                  • nangaparbat3 Re: Do nangi 21.03.08, 15:14
                    Badania, o których pisałam, robiono w inst. psychologii uniwersyteu, który jest
                    co najmniej dwiescie lat starszy od warszawskiego, o ile pamietam.
                    Te Twoje "proste kobiety" - nie rozsmieszaj mnie. Ja mam taki zawód, ze wciaż
                    rozmawiam z matkami i ojcami - prostymi i nieprostymi. Ot, "prosta kobieta",
                    zona faceta, ktory nie bije, nie bije, tylko wybucha gniewem. Pełna rodzina, a
                    jakze.
                    Młodsza corka pisze w internecie, ze chce sie zabic - ktoś to czyta, zawiadamia
                    policję, tutaj poklon w strone policji - po 20 minutach odnajdują dziewczynkę,
                    przyjeżdżają - i połroczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
                    Starsza córka - madra, rozważna, wyciszona. igdy sie glosno nie smieje, nigdy
                    nie robi wrażenia swobodnej. Mówi: kiedy jestem w domu, przez cały czas sie
                    boję. Kiedy jest, boje się, ze wybuchnie, kiedy go nie ma, boje się, ze wroci.
                    Psychiatrzy leczący młodszą skierowali sprawę do sądu rodzinnego. Sąd zalecił
                    ojcu leczenie u psychologa. Ojciec odmawia.
                    Inna rodzina. tez pełna.
                    Oboje rodzice piją. I dwie dziewczynki.
                    I tak bym mogła długo.
                    Pean ku czci rodzimy.
                    Pełnej.
              • z_mazur Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 07:51
                Kasper sorry, ale p...dolisz jak potrzaskany.
                Ja rozumiem że masz takie poczucie misji, ale większość danych
                którymi się posługujesz to jakieś bzdury.

                Podaj mi jakieś poważne opracowanie naukowe (nie katolickie), w
                którym rozwód byłby wymieniony jako patologia. Rozwód jest efektem
                rozpadu rodziny, po prostu i sam w sobie nie może być patologią,
                może nastąpić (i często występuje) w wyniku patologii zachodzących w
                rodzinie. To mniej więcej tak jakbyś pisał, że śmierć jest patologią.

                A co to za mityczne prawo naturalne?

                Twoim zdaniem monogamiczne małżeństwo to stan naturalny i jedynie
                dopuszczalny dla gatunku ludzkiego? Ciekawa teoria. Jak dla mnie to
                większość Twoich tez ma podobną jakość i nawet nie chce mi się z
                nimi polemizować.
                • kasper254 do z_mazura 21.03.08, 08:01
                  Jeśli pytasz o poważne opracowania naukowe, to znaczy że nie znasz
                  podstawowych. Wypowiadając się na tak poważny temat jak rozwód
                  trzeba jednak trochę poczytać. Co do innych kwestii, np. śmierć -
                  widzę, że myli Ci się wszystko. Jeśli nie wiesz, co to takiego prawo
                  natury ("mityczne")- nie powinieneś pisać o rozwodzie w
                  auturytatywnym tonie, bo nie rozumiesz tej instytucji.Sama wiedza
                  zimna nie wystarcza. Polacy-widać-nie tylko na polityce się znają.
                  Reasumując, jak poczytasz ze dwie, niekoniecznie poważne i
                  niekoniecznie katolickie- naukowe pozycje - może coś zrozumiesz z
                  moich tez.
                  • z_mazur Re: do z_mazura 21.03.08, 08:14
                    Już napisałem nie chcę polemizować z pozostałymi tezami, ale
                    to "prawo natury" mnie fascynuje naprawdę.

                    Według posiadanych przeze mnie danych człowiek jest
                    genetycznie "zaprogramowany" (biorąc pod uwagę procesy zachodzące w
                    układzie limfatycznym) na bycie w parze jakieś 7 lat, bo tyle dla
                    człowieka wynosi proces odchowania potomka i to by było tyle w
                    kwestii prawa naturalnego. Reszta to nadbudowa psychospołeczna,
                    która po prostu ulega zmianom wraz z procesem zmian w strukturze
                    społeczeństwa. Aktualna fala rozwodów, to po prostu reakcja na
                    szersze zmiany społeczne i dostosowywanie się relacji międzyludzkich
                    do tych zmian.
                    • tricolour A może inaczej... 21.03.08, 08:37
                      "Aktualna fala rozwodów, to po prostu reakcja na szersze zmiany społeczne i
                      dostosowywanie się relacji międzyludzkich do tych zmian"

                      Może inaczej: aktualna fala rozwodów to brak dostosowania do warunków i relacji
                      międzyludzkich, które sami tworzymy, bo nikt za nas świata nie buduje. Tyle, że
                      to już wygląda na patologię...

                      Zresztą emocjonalność odpowiedzi na post Kaspra świadczy jak bardzo dotyka jego
                      rozumowanie: miało być tak pięknie z tymi rozwodami, a tu nagle taka ocena!
                      • z_mazur Re: A może inaczej... 21.03.08, 09:02
                        Rekacja jest jak najbardziej emocjonalna.

                        Napisałem to w innej odpowiedzi do Kaspra w tym wątku.

                        Mnie po prostu irytują nawet nie wszystkie tezy, które on
                        prezentuje, tylko forma. Ta misyjność jego pisania.

                        Poza tym jak napisałem, jego spojrzenie na temat jest tak
                        jednostronne, że mimo pozornej głębi kompletnie płaskie i to mnie
                        irytuje.
                        • tricolour Misyjność w przypadku ateisty... 21.03.08, 09:12
                          ... ma wymiar przekonania do własnych tez. Zresztą w jego postach nie ma
                          sprzeczności, a jest logika i zgodność z intuicją. Każdy z nas rozwód przeżywał
                          jako coś wyjątkowo traumatycznego - i to było zło, które sami sobie
                          zafundowaliśmy: nieudane małżeństwo i krzywdę wszystkich domowników czynioną
                          własnymi rękami.

                          Nie wiem czego się czepiasz...
                          • z_mazur Re: Misyjność w przypadku ateisty... 21.03.08, 09:17
                            > Nie wiem czego się czepiasz...

                            Czepiam się tezy, że rozwód jest jakimś specjalnym złem tego świata
                            i że związane z nim tramuatyczne przeżycia mają jakiś niewyobrażalny
                            wpływ na dzieci i ich rozwój.

                            Oczywiście mają, ale taki sam wpływ mają relacje między rodzicami,
                            które uważam że w zdecydowanej większości rodzin są przynajmniej w
                            pewnym stopniu dysfunkcyjne i dysfunkcyjność rozwodu nie jest
                            dysfunkcją ani większą ani mniejszą tylko po prostu normalną i
                            porównywalną do innych występujących w związkach, czego Kasper
                            uporczywie stara się nie dostrzegać.
                            • tricolour Serio? 21.03.08, 09:57
                              Powiedz to naszym babeczkom odchodzącym od zmysłów, bo faceci
                              wymienili je na młodsze. Mamy tu nasze kolezanki, które chętnie
                              zrozumieją, że ten ich ból to normalka porównywalna do innych
                              egzystencjanych doznań.

                              Napisz, że niepewność emocjonalna, finansowa, czasem brak
                              jakiegokolwiek finansowania - to rzecz zwyczajna i nie ma czym sie
                              przejmować. Co najwyżej zdechną z głodu, ale i tak kiedyś sie
                              umiera, to czym sie przejmować.

                              Pamiętasz swoje przeżycia, kiedy żona zdradziła i odeszła? Czym się,
                              bracie, wtedy przejmowałeś?
                              • sylwiamich Re: Serio? 21.03.08, 10:05
                                Czyli koszule już rozdarte i męskie łzy niezrozumienia z oczu
                                lecą?smile))
                                Dla mnie jesteście tacy sami jak kobiety.Przeżywacie, boicie się,
                                potraficie zapanować nad swoim siusiakiem, potraficie być
                                empatyczni.Tylko nie wiem czy taka teza Wam odpowiada?smile))
                                • tricolour Mnie bardzo odpowiada. 21.03.08, 10:17
                                  smile
                              • z_mazur Re: Serio? 21.03.08, 10:06
                                Ależ jak najbardziej serio.

                                Po terapii wiem np. jak duży wpływ na mnie i na moje relacje z
                                innymi ludźmi (w tym z moją byłą żoną) w dorosłym życiu miało
                                wychowanie w najzupełniej "normalnej", pełnej rodzinie.

                                I większość moich nieprzyjemnych przeżyć związanych z rozpadem
                                mojego małżeństwa, to pochodna właśnie tego wychowania i stanów
                                emocjonalnych wyniesionych z tego "szczęśliwego", nierozwiedzionego
                                dzieciństwa.
                                • tricolour Pożyjemy, zobaczymy... 21.03.08, 10:19
                                  ... i też to piszę najupełniej serio.

                                  Pewnośc kontra pokora.
                                  • sylwiamich Re: Pożyjemy, zobaczymy... 21.03.08, 10:23
                                    Mi też się podoba...zawsze lubiłam wszelkie przegięciasmile))Poprawność
                                    nigdy nie stworzy czegoś nowego.
                        • sylwiamich Re: A może inaczej... 21.03.08, 09:24
                          rodzina niepełna jest przez psychologów okreslana jako jedna z
                          przyczyn trudności wychowawczych.Wymieniana obok narkomanii,
                          alkoholizmu, molestowania seksualnego, przemocy.I to jest fak.Ale
                          gdyby wgryżć się w temat to dochodzę do następujących wniosków:
                          1.Ostracyzm społeczny
                          2.Znaczne obniżenie standartu finansowego
                          3.Nieumiejętność matki poradzenia sobie z taką sytuacją:
                          -niewydolność wychowawczą
                          -zamiana ról społecznych
                          -zarażanie lękiem
                          4.Brak mediatora w domu tzn...trzeciej osoby
                          5.Pewnie dużo tego jeszcze
                          Nikt nie twierdzi że rozwód to cudo i marzenie każdego człowieka.To
                          nie rozwód bierze się w sukni, w kościele i z rodziną.
                          Rozwód to ostateczność.Ale uważanie że lepiej uczy dzieci moralności
                          i prawidłowego funkcjonowania życie z przemocowcem, alkocholikiem,
                          łajdusem to już lekki wariactwo.
                          Co do twojej wypowiedzi Nango.
                          Kiedyś miałam dwa maluchy w domu.Całą trójką byliśmy chorzy.Nie
                          miałam sił.Dzieci płakały.Zadzwoniłam do męża i powieedziałam żeby
                          przyjechał do domu i mi pomógł, bo zaraz dzieci powyrzucam za
                          okno.Przy każdej wymianie zdań słyszałam jaką jestem wyrodną matką.I
                          że on się boi teraz pracować.
                          To że człowiek czasami ma chęc pierdyknąć to i uciec do Tybetu, z
                          młodym Włochem, wygrywając wcześniej milion dolarów, nie znaczy że
                          to tak go determinuje że podświadomie dąży do tego.To byłoby jakieś
                          zaburzenie psychiatryczne, albo teorie Freudowskie
                          właśnie.Pezesadzasz.
                          • z_mazur Re: A może inaczej... 21.03.08, 09:29
                            > 4.Brak mediatora w domu tzn...trzeciej osoby

                            Boszzz, że też związki nie rozpadają się od razu z braku trzeciej
                            osoby w postaci mediatora.

                            To może zaczniemy propagować związki w postaci nie pary tylko
                            trójkąta?

                            smile))))))))
                            • sylwiamich Re: A może inaczej... 21.03.08, 09:32
                              Zboczeniec normalnie.A żebyś wiedział że się rozpadają.Bo ona się
                              zapiekli, on sie obrazi, ona się spłacze,on nie wie co zrobić.I tak
                              się obwiniają, ciche dni.Potem juz nie pamiętaja o co poszło...tylko
                              żal i nieprawdziwe wspomnienia zaburzone przez poczucie krzywdy
                              zostaje.Ty sobie z-mazur na moim poście trójkątów nie załatwiajsmile))
                              • sylwiamich Re: A może inaczej... 21.03.08, 09:33
                                A tak po cichutku...rozumiem że dwóch facetów i babeczka?
                                • z_mazur Re: A może inaczej... 21.03.08, 09:35
                                  Hmmm, muszę to przemyśleć. wink
                          • nangaparbat3 Ależ Sylwio 21.03.08, 15:22
                            sama bym pierdykneła do Tybetu, i to bez Włocha, nawet mlodego.
                            • sylwiamich Re: Ależ Sylwio 21.03.08, 19:26
                              nangaparbat3 napisała:

                              > sama bym pierdykneła do Tybetu, i to bez Włocha, nawet mlodego.
                              Haha...to nie miał być full-wypas tylko wiele mozliwości do
                              wyboru.Pazerniaku Ty mójwink))
                    • kasper254 Re: do z_mazura 21.03.08, 08:55
                      W podanym przez Ciebie idniesieniu tzw.genetycznego zaprogramowania
                      nie znają ani nauki ścisłe ani tzw. nauki humanistyczne.
                      Człowiek jest "zaprogramowany" (genotyp i fenotyp) nauką i
                      kulturą na całożyciowe bycie ojcem i matką od momentu poczęcia
                      dziecka. Te podane przez Ciebie 7 lat to jak jak 44 Mickiewicza.
                      Współczesność rozasadziła dotąd poukładany świat. Aktualna fala
                      rozwodów do utopijne poszukiwanie wolności. Wolność to obowiązek, to
                      uświadomiona konieczność, jak mówił K. Marks - słusznie. Ja jestem
                      ateistą, ale wiem, że rozwód jest złem i tylko nadzwyczajne
                      okoliczności uzaszadniają tą instytucję.
                      Mylisz się w tym, że człowiek złem dostosowuje sią do kontekstu
                      społecznego. To wyuczona bezradność, to walenie po omacku, w świecie
                      trudno definiowalnych pojęć, zagubionych wartości, chaosu świata,
                      który przeraza,
                      • z_mazur Re: do z_mazura 21.03.08, 09:09
                        Człowiek jest zaprogramowany tak, żeby spłodzić dziecko na zasadzie
                        łączenia się w najlepiej w danym kontekście dobraną parę i odchować
                        to dziecko do momentu względnej jego samodzielności.

                        W większości prymitywnych kultur (nawet słowiańskiej) dziecko po
                        przekroczeniu pewnego wieku, w różnych kulturach to było ok 7-10 lat
                        przechodziło spod opieki rodziców pod opiekę całej społeczności i w
                        tym momencie jakośc relacji pomiędzy rodzicami przestawał mieć dla
                        dziecka większe znaczenie. I to jest najzupełniej normalny proces,
                        który został zaburzony potem przez kulturę chrześcijańską.
                      • triss_merigold6 Kant nie Marks 21.03.08, 10:09
                        Teoria imperatywu kategorycznego jest autorstwa Kanta.
                        Według socjolobiologów 4 lata a nie 7 trwał okres tworzenia związku
                        przez parę w pierwotnych społecznościach - od prokreacji do
                        zakończenia karmienia piersią dziecka.
                        Miłość macierzyńska to też kulturowy twór - istnieje instynkt
                        zachowania gatunku i ochrony młodych.
                        Współczesność wielokrotnie rozsadzała poukładany świat - rewolucja
                        agrarna, upadek kultury minojskiej, starożytnego Rzymu, schizma,
                        seria epidemii w XIV wiecznej Europie, upadek Konastantynopola,
                        wojna trzydziestoletnia, rewolucja przemysłowa etc.
                        • z_mazur Re: Kant nie Marks 21.03.08, 10:16
                          > Współczesność wielokrotnie rozsadzała poukładany świat - rewolucja
                          > agrarna, upadek kultury minojskiej, starożytnego Rzymu, schizma,
                          > seria epidemii w XIV wiecznej Europie, upadek Konastantynopola,
                          > wojna trzydziestoletnia, rewolucja przemysłowa etc.

                          Dokładnie i struktura społeczna, w tym sposób instytucjonalizowania
                          relacji między rodzicami i małżonkami ulegał zmianom i dostosowywał
                          się do szerszych procesów zachodzącycyh w społeczeństwie. Teraz
                          jesteśmy świadkami kolejnego takiego procesy i tyle, dlatego
                          kasprowe darcie szat tak mnie irytuje.
                          • triss_merigold6 Re: Kant nie Marks 21.03.08, 10:22
                            Jest dość komiczne zważywszy, że odwołuje się do pewnego
                            modelu "życia jako poświęcenia" ewentualnie "życia w kolektywie"
                            charakterystycznego dla środkowego średniowiecza europejskiego i
                            kultur wschodnich - dalekiego Wschodu (tam w mentalności dominuje
                            wymiar kolektywistyczny a nie indywidualistyczny).
                            BTW strukturę rodziny zrewolucjonizowało również opanowanie
                            epidemii, wprowadzenie masowych szczepień i pigułka
                            antykoncepcyjna.wink
                            • z_mazur Re: Kant nie Marks 21.03.08, 10:33
                              No dokładnie, bo ja po prostu jego teorii nie rozumiem. Skoro
                              indywidualne dążenie do szczęścia nie jest dla niego wartością i tak
                              obrzydliwe wydaje się Kasprowi, to patrząc na współczesne
                              społeczeństwo zachodnie z szerszej perspektywy i oceniając w tym
                              kontekście rozwód, też jakoś nie widzę tego apokaliptycznie złego
                              wpływu na jego funkcjonowanie.
                              • triss_merigold6 Re: Kant nie Marks 21.03.08, 10:40
                                BTW dość obszernie badano długość trwania małżeństw i częstotliwość
                                wstępowania w nowe związki w XIX w. na podstawie ksiąg parafialnych
                                w społecznościach wiejskich i małomiasteczkowych. Po śmierci
                                małzonka wdowiec/wdowa po niespełna roku brał/a ślub bo potrzebna
                                była druga osoba do wychowywania dzieci i prowadzenia
                                gospodarstwa/warsztatu. Często ten długowieczny i o lepszym zdrowiu
                                partner miał 3-4 takie związki i z każdego dzieci. Słowa "i nie
                                opuszczę cię aż do śmierci" miały deko inny wymiar.D
                                • z_mazur Re: Kant nie Marks 21.03.08, 10:45
                                  No i stąd bajki o biednym kopciuszku wychowywanym przez jędzę
                                  macochę. To dopiero były traumy, że też to nie spowodowało upadku
                                  społeczeństwa. Te tysiące dzieci wychowywanych w takich
                                  niewyobrażalnych warunkach. Jak Ci rodzice mogli im to fundować?
                                  • triss_merigold6 Re: Kant nie Marks 21.03.08, 10:48
                                    Pasierbowie ojczymów też nie mieli lightowo.wink
                                    Słowo klucz- inna struktura społeczna, inne zadania i role jej
                                    członków. Te se ne vrati. Aczkolwiek u wielu ludów afrykańskich jest
                                    zwyczaj, że po śmierci męża żona poślubia jego brata, znakomicie
                                    wpływa to na rozprzestrzenianie się aids.
                                    • z_mazur Re: Kant nie Marks 21.03.08, 10:53
                                      > Pasierbowie ojczymów też nie mieli lightowo.wink

                                      No coś Ty? Ale pewnie nie było to w żaden sposób porównywalne do
                                      traumy przeżywanej przez dziecko dwojga kochających go ale
                                      rozwiedzionych rodziców i pewnie tylko dlatego nadal ludzkość
                                      istnieje, ale już niedługo... no bo przecież te rozwody...

                                      > Słowo klucz- inna struktura społeczna, inne zadania i role jej
                                      > członków. Te se ne vrati. Aczkolwiek u wielu ludów afrykańskich
                                      jest
                                      > zwyczaj, że po śmierci męża żona poślubia jego brata, znakomicie
                                      > wpływa to na rozprzestrzenianie się aids.

                                      Malinowski w "życiu seksualnym dzikich" pisał o społecznościach,
                                      które nie widziały związku między stosunkiem płciowym i ciążą, więc
                                      nie istniało w ogóle pojęcie ojca. Ojciec był dla dziecka osobą
                                      całkowicie obcą. Całe społeczeństwo wychowywane bez ojców...
                                      niewyobrażalne.
                                      • triss_merigold6 Re: Kant nie Marks 21.03.08, 11:04
                                        Do dziś istnieją takie społeczności zbieracko-łowieckie w dorzeczu
                                        Amazonki - pełny matriarchat.
                                        Upadek człowieczeństwa, dehumanizację, degradację ludzkości etc.
                                        wieszczono już ładnych parę razy zwłaszcza w okolicach przełomu
                                        tysiącleci. W sumie to czyste bicie piany ale tuż przed świętami jak
                                        znalazł.P
                                        • z_mazur Re: Kant nie Marks 21.03.08, 11:12
                                          Tak tylko, że to bicie piany w wykonaniu Kaspra, to często woda na
                                          młyn dla niektórych trafiających tu osób, które są w momencie
                                          przełomowym dla swojego związku i w postach Kaspra znajdują pożywkę
                                          dla pewnych irrajonalnych zachowań i decyzji w swoim życiu.

                                          Dobudowują sobie skutecznie ideologię do tkwienia w dysfukncyjnych
                                          związkach w imię wyimaginowanych wyższych wartości.
                                          • tricolour Każdy ma własną ideologię... 21.03.08, 12:30
                                            ... i pozwólmy każdemu trwać przy swoim - nawet irracjonalnym,
                                            naszym zdaniem.

                                            A jeśli chodzi o fakty, to i Ciebie i mnie zostawiły zony więc
                                            jedynym racjonalnym faktem jest to, że nie umiemy tworzyć stabilnych
                                            związków. To jest jedny fakt, na czym możesz oprzeć swoje teorie.
                                            Jedyny - reszta to pobożne życzenia i wyobraźnia.

                                            Nawet jesli ukończyłes terapie i jesteś dobrze wyposazony w
                                            narzędzia do tworzenia nowych związków, to nie wiesz, co Cie spotka,
                                            jak sie rozwinie nowa znajomość i czy znów nie skończy sie porażką.
                                            Jedyne, co wiadomo, to historia, która uczy, że kobiety i Ciebie i
                                            mnie zostawiły. Warto o tym pamietać gdy się zaatakuje twierdzenia
                                            Kaspra, który nic innego nie mówi poza tym, że rozwód jest wyrazem
                                            degeneracji. Bo jest: chciałeś małżeństwa, a nie masz.
                                            • z_mazur Re: Każdy ma własną ideologię... 21.03.08, 12:44
                                              > ... i pozwólmy każdemu trwać przy swoim - nawet irracjonalnym,
                                              > naszym zdaniem.

                                              Ależ ja nikogo nie pozbawiam tego prawa. Ale przyznaję sobie prawo
                                              do wyrażania opini na temat tej ideologii, jak również godzę się z
                                              tym, że moja ideologia nie każdemu może się podobać.

                                              > Jedyne, co wiadomo, to historia, która uczy, że kobiety i Ciebie i
                                              > mnie zostawiły. Warto o tym pamietać gdy się zaatakuje twierdzenia
                                              > Kaspra, który nic innego nie mówi poza tym, że rozwód jest wyrazem
                                              > degeneracji. Bo jest: chciałeś małżeństwa, a nie masz.

                                              To dosyć uproszczone widzenie tej kwestii, bo pytaniem jest na ile w
                                              momencie zawierania ślubu byłem świadom swojej wizji małżeństwa w 15
                                              lat po jesgo zawarciu i na ile ta wizja była realistyczna i zgodna
                                              ze stanem rzeczywistym po upływie tychże 15 lat.

                                              W momencie zawierania małżeństwa na pewno nie chciałem go takiego
                                              jakim ono było w momencie gdy się zakończyło. I tyle.
                                          • nangaparbat3 niech kazdy wybiera, co mu pasuje 21.03.08, 15:33
                                            z_mazur napisał:

                                            > Tak tylko, że to bicie piany w wykonaniu Kaspra, to często woda na
                                            > młyn dla niektórych trafiających tu osób, które są w momencie
                                            > przełomowym dla swojego związku i w postach Kaspra znajdują pożywkę
                                            > dla pewnych irrajonalnych zachowań i decyzji w swoim życiu.
                                            >
                                            > Dobudowują sobie skutecznie ideologię do tkwienia w dysfukncyjnych
                                            > związkach w imię wyimaginowanych wyższych wartości.
                                            >

                                            Ja bym nie darła szat - jak w Biblii, kazdy znajdzie wszystko, wybierze co mu
                                            najblizsze, i to mu da oparcie.
                                            Z tego punktu widzenia dobrze, ze Kasper pisze to co pisze.
                                            • z_mazur Re: niech kazdy wybiera, co mu pasuje 21.03.08, 17:04
                                              No nie do końca się z Tobą zgodzę, bo napisać można wszystko, ale jeśli ktoś wyciągnie z tego wnioski, które mogą mieć dla niego negatywne skutki, to ja nie wiem, czy tak łatwo można na to przystać.

                                              Namawianie do samobójstwa nie jest niby morderstwem...
                                              • nangaparbat3 Re: niech kazdy wybiera, co mu pasuje 21.03.08, 17:08
                                                Jakos wierzę, ze słyszymy to, co chcemy usłyszec.
                                                Trudno - z wielu róznych opinii trzeba wybrac samodzielnie, od tego się jest
                                                dorosłym.
                                                Poza tym - byc moze poglądy Kaspra dla wielu osób mogą sie okazac zbawienne,
                                                naprawdę w to wierzę, choc z jego opinia na temat utrzymywania calości rodziny
                                                za wszelka cene absolutnie sie nie zgadzam.
                                                • z_mazur Re: niech kazdy wybiera, co mu pasuje 21.03.08, 17:22
                                                  Ależ oczywiście, mnie po prostu wkurza ten Kaspra mentorski ton w którym podaje te swoje przekonania i nawet nie dopuszcza żadnej innej opcji jak tylko ta, że rozwód jest złem i patologią samą w sobie.

                                                  W takich momentach nawet ja, zwolennik pracy nad relacją zanim podejmie się decyzję o jej zakończeniu, ze względu właśnie na to jak trudnym przeżyciem jest rozwód, zaczynam się jeżyć.
                                                  • tricolour A gdyby się okazało... 21.03.08, 17:25
                                                    ... że rozwód jest patologią, to co? Gdyby się okazało jednocześnie, że rozwód
                                                    jest jedynym wyjściem (choć patologicznym) z sytuacji rodzinnej i przypomina
                                                    amputację gangreny, to co?

                                                    Dlaczego sie jeżyć?
                                                  • z_mazur Re: A gdyby się okazało... 21.03.08, 17:30
                                                    Ale to jest właśnie największa bzdura, bo rozwód nie jest patologią, chociaż bywa konsekwencją patologii.

                                                    Patologia w psychologii to zachowanie sprzeczne z ogólnie przyjętymi normami społecznymi. W momencie gdy w naszym społeczeństwie 1/3 małżeństw się rozwodzi a w innych społeczeństwach ponad połowa, to jest to zachowanie zgodne z normami społecznymi i społecznie akceptowane jako forma rozstania się dwojga ludzi, z krórych przynajmniej jedno nie chce być z drugim w związku.

                                                    O jakiej patologii tutaj mówimy?
                                                  • tricolour O takiej patologi... 21.03.08, 17:34
                                                    ... która ma wymiar cierpienia, a nie słownikowej definicji - bo gdyby taką
                                                    przyjąć bezrozumnie, to Oświęcim był powszechnie przyjętą przez pewną nację
                                                    metodą rozwiązania kwestii Żydowskiej.
                                                  • z_mazur Paranoja 21.03.08, 17:37
                                                    W takim razie bycie w związku jest też patologią, bo może być przyczyną takich samych cierpień.
                                                  • tricolour Nie. 21.03.08, 17:41
                                                    Bycie w związku MOŻE być przyczyną cierpienia tak samo jak prowadzenie samochodu
                                                    może doprowadzić do wypadku. Może, ale nie musi.

                                                    I tak jak rozwód jest patologią związku, tak samo wypadek jest tragicznym
                                                    finałem jazdy. Po wypadku można wyzdrowieć i nawet kupić sobie na miejsce wraka
                                                    ładniejszy samochód, ale to zmienia faktu, że był wypadek, którego nie można
                                                    żadnym sposobem zaliczyć do akceptowalnych stylów jazdy.
                                                  • z_mazur Re: Nie. 21.03.08, 17:47
                                                    Rozwód nie jest żadną patologią, chociaż patologią relacji międzyludzkich jest to co się dzieje w związku przed jego rozpadem.

                                                    Rozwód jest społecznie akceptowaną formą zakończenia związku dwojga ludzi i nie można go oceniać w kategorii normy lub patologii, bo jest zwyczajna bzdura.

                                                    Tak jak wypadek jest po prostu konsekwencją pewnego ciągu zdarzeń które zaszły w samochodzie, albo w reakcji prowadzącego ten samochód. I w kontekście tych zdarzeń, albo reakcji możemy mówić o nieprawidłowościach, ale nie o wypadku. Wypadek nie jest nieprawidłowością, jest efektem nieprawidłowości.
                                                  • tricolour No to może inaczej... 21.03.08, 17:57
                                                    ... rozwód jest specyficznym sposobem zajęcia się problemami w związku: nie
                                                    poprzez rozwiązanie problemów, ale poprzez zniszczenie związku. W naszym
                                                    przypadku: żona która odeszła do innego została pozbawiona statusu żony -
                                                    zauważ, że problem pozostał: dalej nie jest z Tobą czy mną.

                                                    Analogia do motoryzacji: sposobem na wadliwe hamulce nie jest oddanie samochodu
                                                    na złom, czy spalenie. Pozbywając się samochodu nie pozbywasz się wadliwych
                                                    hamulców: w ogóle nie możesz mówić o hamulcach, bo ich nie masz...
                                                  • z_mazur Re: A gdyby się okazało... 21.03.08, 17:33
                                                    I jeszcze jedno.

                                                    Normy społeczne poza pewnymi podstwowymi wspólnymi dla wszystkich kultur (jak np. nie zabijaj) ulegają zmianie na przestrzeni czasu, być może dla naszych prawnuków bycie w jednym związku przez kilkadziesiąt lat życia to będzie "patologia".
                                                  • tricolour Dobry przykład z wnukami... 21.03.08, 17:36
                                                    ... tylko bez sensu - z takiej ekstrapolacji można "wywnioskować" co się chce.
                                                • tricolour "Za wszelką cenę" - chyba nie padło... 21.03.08, 17:22
                                                  ... w każdym razie nie znalazłem.

                                                  Padło natomiast, że rozwód jest patologią.
                                        • kasper254 to kalambury - triss 21.03.08, 12:25
                                          Wybierasz słowa-klucze, instytucje, mieszasz to z czeskim i kulturą
                                          afrykańską, a wreszcie niby-żonglerką tak-lightowo powstaje kogel -
                                          mogel. Można i tak. W niektórym słuchaczu powstałby obraz
                                          kunsztownej całości. A to tylko wyrwane z różnych kontekstów słowa,
                                          nie pasujące do jakijkolwiek układanki.
                                          Mylisz się, jeśli sądzisz, że odwołuję się do takich czy innych
                                          modeli. Model kolektywistyczny, indywiualistyczny itd.
                                          rewolucjonizowanie rodziny prze epidemie... Wiesz, jak kto chce, to
                                          i w spadającej gwieżdżie będzie odnajdywał sens czy bezsens. Mówimy
                                          jednak o konkretnym człowieku a nie o typie - człowieku.Mylisz się,
                                          jeśli sądzisz, że człowiek pierwotny tak bardzo się od nas różnił,
                                          bo zmieniały go czynniki adaptacyjne. Tamten człowiek sprzed
                                          milionów lat i ten dzisiejszy pragnął i pragnie m.in. poczucia
                                          bezpieczeństwa. A to daje mu dom rodzinny.
                                          I mówimy - po drugie - ludziach, do których adresujemy słowa.
                                          Słowa: "i nie opuszczę cię aż do śmierci" miały i mają wymiar
                                          symboliczny, niezależnie od kultur i prądów. Co to ma do rzeczy, kto
                                          i ile miał związków? Kontekst i konsytuację odnosimy do konkretnego
                                          człowieka, którego ziemska wędrówka zamyka się niezależnie
                                          od "imperatywu kategorycznego".
                                          I co do wieszczenia. Wiemy mniej-więcej jak będzie wyglądać
                                          życie jednostki za około 30-40 lat. Jeśli ponadto pozbawimy go
                                          rodziny, będzie numerem, którego świat ograniczy się do pustej
                                          przestrzeni jego pokoju. Wszystkie sprawy będzie załatwiał łączami
                                          internetowymi przez "swojego" lekarza", "urzędnika" itd.; nawet seks
                                          będzie inaczej wyglądał. Mógłbym na ten temat więcej - ale nie mam
                                          juz czasu. Jeśli ktoś będzie czytał tą całą dyskusję, proszę,
                                          decydując o rozwodzie, pamiętać o dzieciach, a nawet wnukach (to
                                          taka niby-odległa perspektywa), bardziej niż o nowej osobie,
                                          potrzebnej w afrykańskim buszu do prowadzenia gospodarstwa -
                                          warsztatu. Jesteśmy częścią większej całości, której nie
                                          reglamentuje okres 7 czy 44 lat,a aids nie grozi. To tyle, triss.
                                          • z_mazur Re: to kalambury - triss 21.03.08, 12:38
                                            Ależ właśnie chodzi o to, że człowiek pierwotny wcale się aż tak
                                            bardzo nie róznił od nas, jesteśmy tym samym gatunkiem. Za to
                                            struktura i role społeczne zmieniały się wielokrotnie na przestrzeni
                                            czasu i różnych miejsc dostosowując się do danej społecznosci i
                                            warunków jej bytowania. I jeśli w danym momencie przynosiła sukces
                                            społeczeństwu to była właściwa. Pewnie podobnie jest teraz z
                                            rozwodami, ale Ty Kasprze uparcie tego nie widzisz.

                                            Tezy które głosisz są wewnętrznie sprzeczne, co chwila mieszasz
                                            kwestie dotyczące jednostki i społeczeństwa i sam gubisz się w tym
                                            co piszesz. Skoro jednostka jest taka ważna to dlaczego krytukujesz
                                            jej dążenie do poczucia osobistego szczęścia? Jeśli to społeczeństwo
                                            jest tą wartością nadrzędną, to podaj mi przykłady złego wpływu
                                            rozwodów na rozwój społeczeństwa i człowieka jako gatunku.

                                            > Tamten człowiek sprzed
                                            > milionów lat i ten dzisiejszy pragnął i pragnie m.in. poczucia
                                            > bezpieczeństwa. A to daje mu dom rodzinny.

                                            Posiadanie domu rodzinnego to tylko jedna z potrzeb do zaspokojenia
                                            i przypuszczam, że nie dla wszystkich równie istotna jak dla Ciebie,
                                            a już na pewno w różnym stopniu istotna w różnych okresach życia
                                            człowieka.

                                            > I co do wieszczenia. Wiemy mniej-więcej jak będzie wyglądać
                                            > życie jednostki za około 30-40 lat. Jeśli ponadto pozbawimy go
                                            > rodziny, będzie numerem, którego świat ograniczy się do pustej
                                            > przestrzeni jego pokoju. Wszystkie sprawy będzie załatwiał łączami
                                            > internetowymi przez "swojego" lekarza", "urzędnika" itd.; nawet
                                            seks
                                            > będzie inaczej wyglądał.

                                            Ja mam propozycję, żebyś zajął się pisaniem powieści science-fiction
                                            zawierających apokapliptyczne wizje przyszłości. Za kilkadziesiąt
                                            lat może Twoje wnuki będą w stanie ocenić ich trafność, o ile te
                                            wnuki w ogóle się pojawią w tym jakże okrutnym i zmierzającym do
                                            upadku świecie.
                                            • triss_merigold6 Re: to kalambury - triss 21.03.08, 12:58
                                              Ściślej rzecz biorąc to człowiek ma potrzeby miłości,
                                              przynależności, uznania, bezpieczeństwa (Maslow) tylko ich
                                              realizacja niekoniecznie musi opierać się na posiadaniu rodziny
                                              nuklearnej czyli pożyciu pod jednym dachem z żoną/mężem i dziećmi.
                                              Może funkcjonować w rodzinie wielopokoleniowej jako singiel, w kręgu
                                              przyjaciół, w bliskich relacjach z drugą osobą i niesformalizowanych
                                              etc. Nie upierałabym się akurat przy nadrzędnej wartości małżenstwa
                                              samego w sobie nad innymi typami związków.

                                              A jakie ma znaczenie dla przyszłości społeczeństwa w wydaniu
                                              zachodnim mój jednostkowy rozwod to mnie kolokwialnie mówiąc wali,
                                              bo nie czuję się odpowiedzialna za ludzkość tylko za swoje prywatne
                                              życie.
                                              Ja nie wiem jak będzie wyglądać życie jednostki za 30-40 lat.
                                              Zapewne inaczej w Indiach a inaczej w Belgii czy Japonii czyli
                                              dokładnie jak obecnie.
                                      • nangaparbat3 społeczeństwo bez ojców 21.03.08, 15:31
                                        > Malinowski w "życiu seksualnym dzikich" pisał o społecznościach,
                                        > które nie widziały związku między stosunkiem płciowym i ciążą, więc
                                        > nie istniało w ogóle pojęcie ojca. Ojciec był dla dziecka osobą
                                        > całkowicie obcą. Całe społeczeństwo wychowywane bez ojców...
                                        > niewyobrażalne.
                                        >


                                        Ma wujków. I dobrze sie sprawdzają smile)))
                                  • nangaparbat3 Re: Kant nie Marks 21.03.08, 15:30
                                    z_mazur napisał:

                                    > No i stąd bajki o biednym kopciuszku wychowywanym przez jędzę
                                    > macochę. To dopiero były traumy, że też to nie spowodowało upadku
                                    > społeczeństwa. Te tysiące dzieci wychowywanych w takich
                                    > niewyobrażalnych warunkach. Jak Ci rodzice mogli im to fundować?
                                    >
                                    Nie ma z czego zartowac. Dzieci wychowywane przez macochy miały duzo mniejsze
                                    szanse na dozycie dorosłości. Też z badań ksiąg parafialnych.
                                    Ich szanse na przezycie, i tak mniejsze, radykalnie spadały, kiedy macocha
                                    rodziła ich ojcu własne dziecko.
                                    Jak u braci Grimm.
                                    • z_mazur Re: Kant nie Marks 21.03.08, 17:01
                                      Nango to miało tylko zobrazować, że ludzkie społeczności radziły sobie nie z takimi problemami jak rozwód. Ludzki gatunek jak to napisała triss ma dużą zdolność przystosowawczą przeżyje "epokę rozwodów" jak już niejedną inną epokę przeżył.

                                      A to że jednostki w danym momencie bywają nieszczęśliwe w każdej z tych epok...?
                                      A jakie to zdaniem Kaspra ma znaczenie, skoro dążenie do szęścia przez jednostę jest ułudą i gonitwą za marami...?
                          • tricolour Skoro jesteś po terapii... 21.03.08, 10:22
                            ... to już wiesz, że irytowac może tylko to, co mocno dotyka
                            osobistych spraw. Nic tak nie irytuje jak prawda, która miała byc
                            ukryta, a nagle ją ktos obnaża.

                            Teorie społeczne mogą ciekawić, a jeśli irytują, to oznacza, że
                            dokładnie pasują do "irytanta".

                            smile
                            • sylwiamich Re: Skoro jesteś po terapii... 21.03.08, 10:25
                              tricolour napisał:

                              > ... to już wiesz, że irytowac może tylko to, co mocno dotyka
                              > osobistych spraw. Nic tak nie irytuje jak prawda, która miała byc
                              > ukryta, a nagle ją ktos obnaża.
                              >
                              > Teorie społeczne mogą ciekawić, a jeśli irytują, to oznacza, że
                              > dokładnie pasują do "irytanta".


                              To akurat nieprawda.
                        • kasper254 do tris 21.03.08, 10:43
                          Ja nie mówię o teorii imperatywu kategorycznego Kanta, lecz
                          przywołuje tylko słowa Marksa - oczywiście zapomnianego dzisiaj i
                          niemodnego, ale ja go cenię. I nic więcej i tyle na ten temat. A
                          Marks też w tej mierze nie powiedział nic nowego i niewiele nowego
                          powiedział Kant. Podobnie mówili Platon, Arystoteles, Fichte i my -
                          dorośli - mówimy podobnie itd. Filozofowie są tylko naszymi
                          koryfeuszami.
                          Masz prawo tak widzieć rozsadzanie świata w dotychczasowej
                          historii ludzkości. Ja mam prawo widzieć tak, jak przekazałem.
                          Jeszcze raz powtórzę. To co przyszło dzisiaj jest nieporównywalne z
                          tym, co było dotąd. Człowieka przeszłych wieków ograniczał horyzont
                          zdarzeń, czasu i przestrzeni. Dzisiaj nic go nie ogranicza w polu
                          globalizacji, technicyzacji i informatyzacji. Stąd samotność
                          (ogólnie)i inne sytuacje destrukcyjne tworzą nową jakość. Tworzy się
                          człowiek zdehumanizowany. Utrata fundamentów - rodziny - po utracie
                          wiarzy -lawinowo pogłębia degradację jednostki. Rodzic e muszą o tym
                          przecież mysleć...
                          • triss_merigold6 Re: do tris 21.03.08, 11:07
                            Tak i jeszcze Neil Postman "Zabawić się na śmierć".
                            IMO na miejsce starych struktur powstają nowe i tworzy się nowy typ
                            więzi, zmienia model rodziny nuklearnej i tradycyjnej. Nic złego,
                            człowiek jako gatunek się dość szybko adaptuje.
                          • nangaparbat3 Drogi Kasprze, to ja Cie zaskoczę 21.03.08, 15:51
                            kasper254 napisał:

                            > Ja nie mówię o teorii imperatywu kategorycznego Kanta, lecz
                            > przywołuje tylko słowa Marksa - oczywiście zapomnianego dzisiaj i
                            > niemodnego, ale ja go cenię. I nic więcej i tyle na ten temat. A
                            > Marks też w tej mierze nie powiedział nic nowego i niewiele nowego
                            > powiedział Kant. Podobnie mówili Platon, Arystoteles, Fichte i my -
                            > dorośli - mówimy podobnie itd. Filozofowie są tylko naszymi
                            > koryfeuszami.
                            > Masz prawo tak widzieć rozsadzanie świata w dotychczasowej
                            > historii ludzkości. Ja mam prawo widzieć tak, jak przekazałem.
                            > Jeszcze raz powtórzę. To co przyszło dzisiaj jest nieporównywalne z
                            > tym, co było dotąd. Człowieka przeszłych wieków ograniczał horyzont
                            > zdarzeń, czasu i przestrzeni. Dzisiaj nic go nie ogranicza w polu
                            > globalizacji, technicyzacji i informatyzacji. Stąd samotność
                            > (ogólnie)i inne sytuacje destrukcyjne tworzą nową jakość. Tworzy się
                            > człowiek zdehumanizowany. Utrata fundamentów - rodziny - po utracie
                            > wiarzy -lawinowo pogłębia degradację jednostki. Rodzic e muszą o tym
                            > przecież mysleć...

                            Bo do poduszki ostatnio poczytuję "Kapitał"
                            A co do przyszłości naszej cywilizacji mam zdanie chyba podobne do Twego, a może
                            bardziej radykalne, bo uważam (z pełnym przekonaniem to mówię), ze
                            przekroczylismy juz punkt krytyczny, i to sie musi rozpierniczy, nie ma zmiłuj.
                            Ale nie zapobiegniesz temu utrzymując na siłę chore związki.


                            Juz Ci kiedys pisalam - Ty po rozwodzie wziałeś sobie młodą zone, masz z nia
                            dziecko. Podobnie zrobił mój były maż.
                            A ja jestem od lat sama, z córką.
                            I bronię rozwodu.
                            I wierz mi, nie degeneruje mnie samodzielnośc - degenerowalo zycie pod jednyum
                            dachem z człowiekiem, ktory nie chciał mnie dotykac, mial za złe wszystko, co
                            robiłam lub mówiłam, nie luiczył sie z zadną moja potrzebą, nawet tak obiektywną
                            jak punktualne zjawienie sie w pracy..
                            Tego człowieka mogę dzisiaj nazwac moim przyjacielem, wiecej, w jakis sposób nie
                            przestalismy byc rodziną. Łączy nas wspolne dziecko, pewnie jakoś będą łączyc
                            wspolne wnuki. Odnosimy się do siebie z zaufaniem, szacunkiem i sympatią.
                            Mamy lepsze relacje, niz cała masa znanych mi małzeństw.

                            Ty wrzucasz wszystko do jednego worka, etykietujesz, naznaczasz.
                            Przykładasz wagę do formy, ignorujesz treśc.
                            • sylwiamich Re: Drogi Kasprze, to ja Cie zaskoczę 21.03.08, 19:29
                              nangaparbat3 napisała:

                              > A co do przyszłości naszej cywilizacji mam zdanie chyba podobne do
                              Twego, a moż
                              > e
                              > bardziej radykalne, bo uważam (z pełnym przekonaniem to mówię), ze
                              > przekroczylismy juz punkt krytyczny, i to sie musi rozpierniczy,
                              nie ma zmiłuj.


                              Żeby mogło powstać cos nowego coś musi pierdyknąć...i nowe bywa
                              zazwyczaj lepsze...nawet gdy my-ludzi nie jesteśmy uwzględnieni w
                              tym planie
                  • aron95 Re: do kaspra 21.03.08, 09:47
                    kasper254 napisał:

                    > Jeśli pytasz o poważne opracowania naukowe, to znaczy że nie znasz
                    > podstawowych. Wypowiadając się na tak poważny temat jak rozwód
                    > trzeba jednak trochę poczytać. Co do innych kwestii, np. śmierć -
                    > widzę, że myli Ci się wszystko. Jeśli nie wiesz, co to takiego prawo
                    > natury ("mityczne")- nie powinieneś pisać o rozwodzie w
                    > auturytatywnym tonie, bo nie rozumiesz tej instytucji.Sama wiedza
                    > zimna nie wystarcza. Polacy-widać-nie tylko na polityce się znają.
                    > Reasumując, jak poczytasz ze dwie, niekoniecznie poważne i
                    > niekoniecznie katolickie- naukowe pozycje - może coś zrozumiesz z
                    > moich tez.


                    Tezy przejąłeś z książek . Czy są one teraz Twoimi czy autorów książek ,tezami ?
                    Wiec my mamy też przeczytać książki aby być godni z Tobą dyskutować ?
                    Tylko wtedy będziemy dyskutować o tezach autorów ksiązek a nie o swoich .
                    • z_mazur Re: do kaspra 21.03.08, 09:53
                      > Tezy przejąłeś z książek . Czy są one teraz Twoimi czy autorów
                      książek ,tezami
                      > ?
                      > Wiec my mamy też przeczytać książki aby być godni z Tobą
                      dyskutować ?
                      > Tylko wtedy będziemy dyskutować o tezach autorów ksiązek a nie o
                      swoich .

                      Dobry tekst Aron, respect. smile
                      • tricolour Żaden respect, bo tekst Arona średni. 21.03.08, 10:03
                        Znaczy - do luftu, do niczego.

                        Nie obronicie, Panowie, tezy, że rozwód nie jest złem. Odnieście sie
                        do własnych rozwodów i własnych przeżyc, które doprowadziły do
                        rozwodu - jeśli to było dobro lub coś emocjonalnie obojętnego... no
                        nie uwierzę.

                        Wiesz, co Mazurze? Rozumiem, że na gruzach małżeństwa można zbudować
                        cos wspaniałego, ale to nie zmienia faktu, że rozwód miał określone
                        i jasne powody. Złe powody.
                        • sylwiamich Re: Żaden respect, bo tekst Arona średni. 21.03.08, 10:07
                          Coś wam się panowie wątki rozjechały.Jeden o chlibie, drugi o nibie.
                          • aron95 Re: Żaden respect, bo tekst Arona średni. 21.03.08, 11:40
                            sylwiamich napisała:

                            > Coś wam się panowie wątki rozjechały.Jeden o chlibie, drugi o nibie.

                            No właśnie. Dobry tekst sylwia . ha ha

                        • z_mazur Re: Żaden respect, bo tekst Arona średni. 21.03.08, 10:10
                          No właśnie o to chodzi.
                          Kilka razy już dyskutowałem na ten temat i uważam, że rozwód to
                          trudne przeżycie i nie jest wcale niczym radosnym.

                          Ale rozwód jest efektem konkretnych zdarzeń, które zaszły w związku
                          i to one mają wpływ negatywny na życie zarówno małżonków jak i ich
                          dzieci. Jeśli przyczyną rozpadu związku był chłód emocjonalny i
                          oddalenie się małżonków od siebie, to miałby on tak samo negatywny
                          wpływ na rozwój ich dzieci niezależnie od tego czy małżonkowie by
                          się rozstali czy nie, że już nie wspomnę o większych dysfunckcjach
                          które występują w związku.
                          • tricolour I o tym mowa... 21.03.08, 10:14
                            ... o emocjonalnym chłodzie, o dysfunkcjach itp. Rozwód jest wyrazem
                            tych negatywów... i coś załatwia? Kończy jedno szambo.

                            Dopóki nie ma kolejnego związku, z wieloletnim stażem... to nie ma
                            podstaw, by twierdzić, że cos się zmieniło.
          • nangaparbat3 Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 00:04
            Nie, nie,
            moze niejasno się wypowiedziałam, jak zwykle zresztą.
            Nie chcę wzbudza w nikim poczucia winy, nie oczekuje kajania się, wprost przeciwnie.
            I nie miałam na myśli kobiet, ktore bedąc ofiarami przemocy, czuja sie jej winne.
            W ogole nie myślę o tym wszystkim w kategoriach winy, raczej sprawczości. Bo
            jeśli przyjmiemy, jak sie często dzieje, ze tylko jedna strona jest winna, a ta
            druga jest zupełnie niewinną ofiarą, tę "ofiarę" pozbawiamy podmiotowości. A to
            jest przede wszystkim dla niej bardzo złe.
            • nangaparbat3 to powyzej do A.niech.to n/t 21.03.08, 00:24


            • a.niech.to Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 07:35
              nangaparbat3 napisała:

              > "ofiarę" pozbawiamy podmiotowości. A to
              > jest przede wszystkim dla niej bardzo złe.
              Na pewnym poziomie rozeznania sytuacji w patologicznej rodzinie - na
              pewno. Bezwolna ofiara nie jest w stanie się wyrwać z
              wyniszczającego związku, potrzebuje choć trochę poczucia siły. Jej
              źródłem na pewno może być przekonanie o posiadaniu energii do
              sprawczych zachowań. Jeśli uzna, że pozwoliła na dopuszczanie się PM
              wobec siebie aktów przemocy, jest szansa, że to zmieni.Teraz
              rozumiemy "sprawczość" podobnie?
              Dalej - upieram się przy swoim - nie każmy badać ofierze zawartości
              soli w zupie. Na ogół wystarczjąco czyni to agresor.
              • libra22 Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 08:50
                Tri, te emocjonalność trochę nadinterpretujesz. Po prostu polemika.
                Choć zapewne z Kasprem jest bezsensowna, bo nie ma ona sensu z kimś, kto dopuszcza tylko swój punkt widzenia i postrzega główne źródło winy za rozwody w kobietach, a demoralizacji dzieci i młodzieży w rozwodach. Znam wiele dzieci zdemoralizowanych w pełnych rodzinach, w których właśnie kobiety, a czasem mężczyzni, godzą się na krzywdzenie się i dziecka przez partnera.
                I naprawdę tak wiele osób tutaj czuje się szczęśliwych z powodu rozwodu? A może potrafi czuć się szczęsliwa pomimo? Co jest naturalną tendencją u człowieka. I bardzo zdrową. Także dla dzieci, bo szczęsliwy rodzic to szczęsliwe dziecko.
                • tricolour Niech będzie polemika... 21.03.08, 08:56
                  ... uważałem, że jak ktoś pisze "pierdolisz" to już nie jest polemika, ale może
                  rzeczywiście taki ma styl.

                  Ja nie odczytuję w postach Kaspra, że "źródło winy tkwi w kobietach". Odczytuję,
                  że rozwód jest zły. Przykłady, że ktoś kogoś tam zna, co ma czegoś dowodzić, są
                  śmieszne, bo ja znam na forum kobiety, które przyznawały się, że się upiły i
                  poszły do łóżka z jakimś facetem. Super było! Dla mnie dziwkarsko było - widać
                  ten sam przykład ma wiele ocen.
    • marek_gazeta Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 09:41
      Aż mi łezka pociekła po policzku, ciepła, prawie-kwietniowa łezka, kiedy uświadomiłem sobie, jak ciężki i niewdzięczny jest los kobiet w małżeństwie.

      Zdecydowanie powinno się powołać urząd Rzecznika Praw Żon, który by nadzorował, integrował, a w razie potrzeby umacniał i wspierał w słusznej decyzji.
      • akacjax Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 12:30
        Już nie wiem o czym jest ten wątek.
        Nanga zainspirowana stystykami...które niby pokazuja, że to kobieta występuje o rozwód.
        Od razu zdradzeni podchwycili-tak, to ona winna....bo powinna być prosta jak wiejska kobieta z książek sprzed półtora wieku, zakasać rekawy, przymknąć oczy i żyć dalej bez własnego słowa, bez praw.

        A zdradzający-też zdziwieni-za co, dlaczego...

        Przed Świętami w sklepach pojawiają się pary, młode starsze-pewnie wiele z nich to małżeństwa. Ile złości, ile niechęci, ile oporów, niedomówień, braku komunikacji słychać od nich. Robię zakupy i myślę-kiedyś i to było moim udziałem. Dziś oddycham z ulgą.
        Rozwód jest dowodem na upadek związku, dla niektórych dowodem niedojrzałości do ślubu, niesie wiele smutku, ale co nie zabija, to wzmacnia.
        • tricolour Co nie zabija, to wzmacnia... 21.03.08, 12:36
          ... a także "co nie zabija, to rani". Nikt nie lubi odnosić ran.
          Wylizanie się z ran jest tylko sukcesem w wymiarze odniesionych ran.

          Zdrowy, który nie odniósł ran nie cierpi z powodu możliwości
          wylizywania się i wiekszej odporności wynikającej z blizn.

          O tym także jest ten wątek.
        • z_mazur Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 12:50
          > Przed Świętami w sklepach pojawiają się pary, młode starsze-pewnie
          wiele z nich
          > to małżeństwa. Ile złości, ile niechęci, ile oporów, niedomówień,
          braku komuni
          > kacji słychać od nich.

          Eeee, no niemożliwe i nie są szczęśliwi z powodu tego, że się nie
          rozwiedli? Przecież już samo to powinno ich uszczęśliwić.
          • akacjax Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 12:57
            Przeciwnie nowi kandydaci na nasze forum.
            Problemy nie pojawiają się samym rozwodem przecież...ale znacznie wcześniej....

            Do Tri:
            Organizm, który co kilka lat zachoruje daje możliwość systemu odporności na szkolenie. Choroba jest sama w sobie niemiła, rani, ale nikt nie powiedział, że życie ma być lekkie.
            Moim problemem zaczyna być fakt, że od kilku lat nie miałam nawet kataru...nawet lekarz powiedział mi, że tak bywa, że osoby nie chorujące po prostu umierają.
          • triss_merigold6 Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 13:01
            A życie po rozwodzie musi być szczęśliwe? Nikt nikomu szczęścia nie
            gwarantował. Po zakończeniu związku życie jest inne, lepsze, gorsze
            ale inne. IMO bilans zysków i strat + proste rozważenie czy mniejsze
            koszty psychiczne/fizyczne/emocjonalne/ekonomiczne ponosi się będąc
            w niesatysfakcjonującym układzie czy kończąc ów układ.
            • z_mazur Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 13:23
              > A życie po rozwodzie musi być szczęśliwe?

              Z rozwodem jest pewnie trochę podobnie jak z samobójstwem.
              Samobójstwa nie popełnia się dlatego, żeby zacząć lepsze życie,
              tylko żeby zakończyć to dotychczasowe, które staje się dla nas nie
              do zniesienia.
              • sylwiamich Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 19:23
                z_mazur napisał:

                > Samobójstwa nie popełnia się dlatego, żeby zacząć lepsze życie,
                > tylko żeby zakończyć to dotychczasowe, które staje się dla nas nie
                > do zniesienia.
                Stąd katolickie wykluczenie samobójców z tego lepszego życia po
                śmierci?smile))
            • akacjax Re: kobiety prą do rozwodu 21.03.08, 13:24
              Tia....idąc tym tropem można napisać: A życie musi być szczęśliwe?

              Bilans zyskow i strat każdy musi zrobić sam, choć nie każdy jest w stanie spojrzeć na swoją sytuację, mając swoje prawdziwe dobro na względzie.
              W moim przypadku diagnoza jest jedna-10 lat za długo tkwiłam w chorym związku. Nikt nie odda mi energii, którą wyłożyłam nadaremnie by go utrzymać.
              A z drugiej strony wiem, że gdyby był choć cień nadziei, że to był układ uleczalny-nigdy bym się na rozstanie nie zdecydowała.
              • aron95 akacja 21.03.08, 14:34
                nie żałuje się przeszłości, tylko wszystko robi aby przyszłość była lepsza ,
                mając na uwadze oczywiście przeszłość .
                Przeszłość to nasze doświadczenia / szkoła do której się odnosimy podejmując
                decyzje teraz

                Jak mówią - dwa razy w to samo gówno sie nie wchodzi .
                • akacjax Re: akacja 21.03.08, 16:08
                  Ja raczej należe do tych, którzy żyją tu i teraz.
                  I dobrze wiem, że przeszłość, to coś z czego wyciaga się wnioski na przyszłość. I nic więcej nie można.
                  A w to samo gó...o bez problemu można dwa razy wejść. Nie można do tej samej rzeki.
                  • nangaparbat3 Re: akacja 21.03.08, 16:17
                    I to gówno sie co gorsza przyczepia do podeszwy.
                    Najgorzej jak ludzkie sad((((((
                    • libra22 Re: akacja 24.03.08, 16:51
                      Moje wyłączenie się z dyskysji spowodowane było wyjazdem na święta. teraz jednak jestem zbyt objedzona, żeby miec siły ją podejmowaćsmile
Pełna wersja