krolowazla
19.03.08, 12:04
szłam sobie na pocztę , wysłać pismo w sprawie podania świadków do sprawy
rozwodowej, aż tu nagle ..... dzwoni psycholog mojego m. powiedział, ze chce
sie umówić ze mną na spotkanie i porozmawiać o mężu. Hmmm szczerze to nie chce
mi sie w to bawić, ale z drugiej strony ... m po wizytach u tego psychologa
opowiadał o mnie niestworzone rzeczy, które mu powiedział tenże psycholog. Np.
że jestem w depresji po śmierci matki, że jestem zamknięta w sobie, nie dziele
się problemami z innymi, nie próbuje ratować małżeństwa, że żyje w złotej
klatce i nie wiem na czym polega prawdziwe życie.
Ja sie pytam, czy : wstawanie codziennie o 6 , pracowanie 8 godzin, a po
powrocie do domu, pranie, sprzatanie, gotowanie, opieka nad dzieckiem, a do
tego zastanawianie się jaką niespodziankę mi m przygotuje, czy wróci z pracy,
czy tez nie, czy wróci trzeźwy czy też nie, czy bedzie miał ochotę zając
chociaż sie 15 minut dzieckiem, czy od razu pójdzie spać?????
więc pomyślałam , że pójdę i powiem temu psychologowi co nieco o moim m, może
oczy mu sie otworzą i przestanie bzdury o mnie gadać jak mnie zobaczy.
Powiedziałam koleżance co psycholog powiedział mojemu m o mnie i moim
zachowaniu (czytaj: dlaczego złożyłam pozew o rozwód), to ze śmiechu o mało
nie urodziła (a jest w 7 miesiącu).
W sumie ten psycholog dolał tylko oliwy do ognia. M zaczął do niego chodzić,
już po tym jak wysłałam pozew o rozwód, i po każdej wizycie dowiadywałam się o
samej sobie czegoś nowego.
A pójdę tak z czystej ciekawości - bo nigdy tak poważnie z psychologiem nie
gadałam. A nóż widelec to ze mną coś nie tak, a mój m niczemu nie winny