I nie mam rozwodu.

28.03.08, 01:09
To przestroga dla tych, którym się wydaje, że w Polsce można się rozwieść.
Zona powiedziała na rozprawie, że mnie nadal "kocha" i nie zgadza się na
rozwód, chyba że z mojej winy.
Moja wina została orzeczona i rozwodu nie dostałem, a sad apelacyjny to
utrzymał w mocy.
Nadmienię, że sprawa trwała w sumie 4 lata.
Wychodzi mi, ze w moim przypadku ma być "aż do śmierci".

Czyli jak się w Polsce baba uprze to sąd jej rację przyzna.

    • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 07:02
      crying przykro mi bardzo. Nie wiem co bym zrobiła gdyby mój eks zrobiłby mi taki numer.
      • agni-76 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 07:48
        Faktycznie sąd sądowi nie równy, mnie chyba szlag by trafił w takiej sytuacji.
        No mojej rozprawie ex też wyznał z rozbrajającą szczerością że mnie b.kocha ale
        u mnie potoczyło się szybko - na II dostałam rozwód
        • zdziwiona.2 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 08:00
          Podobno nie może żądać rozwodu strona winna. A swoją drogą po co
          utrzymywać coś co nie istnieje.
    • z_mazur Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 08:04
      No niestety, w Polsce strona uznana za jedynie winną nie dostanie
      rozwodu jeśli nie zgodzi się ta druga strona.

      Swoją drogą to Twoja wina rzeczywiście musiała być bezsprzeczna,
      skoro obie instancje to podtrzymały. I pewnie nieźle wkurzyłeś na
      siebie swoją żonę, że zachowuje się w ten sposób.

      Dla mnie to dowód na to, że rozwodzić się najlepiej wtedy gdy opadną
      emocje, bo inaczej zaczyna się krwawa wojna, w której nie ma
      wygranych. Bo czy o Twojej żonie można powiedzieć, że wygrała? Nie
      sądzę...
      • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 08:07
        > Dla mnie to dowód na to, że rozwodzić się najlepiej wtedy gdy opadną
        > emocje, bo inaczej zaczyna się krwawa wojna, w której nie ma
        > wygranych. Bo czy o Twojej żonie można powiedzieć, że wygrała? Nie
        > sądzę...

        po 4 latach emocje już chyba dawno opadły.
        • z_mazur Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 08:36
          Jakby opadły to by się rozwiedli.

          Tocząca się sprawa sądowa, gdzie co jakiś czas są rozprawy, w
          których obie strony starają się sobie wzajemnie "dowalić" nie
          pozwala na opadnięcie emocji, a posunięcia dokonywane pod ich
          wpływem tylko pogarszają sytuację.

          Dlatego napisałem, że gdy czuje się z drugiej strony poważny opór
          przed rozwodem, a nie jest on nam bardzo potrzebny, to lepiej z tym
          trochę poczekac do opadnięcia emocji.

          Bo inaczej zaczyna się wojna, która nie pozwala na ich opadnięcie, a
          nawet dodatkowo je podkręca.
      • tenesi Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 13:28
        z_mazur napisał:
        Swoją drogą to Twoja wina rzeczywiście musiała być bezsprzeczna,
        > skoro obie instancje to podtrzymały.

        Wiesz, gdyby była "bezsprzeczna", to może nawet mnie by tak nie obeszło, ale
        nawet sąd II instancji stwierdził, że cyt. "wszystkie przesłanki wskazują na to,
        że[...]"

        PRZESłANKI!!!
        Gdybym babę zabił musiałyby być DOWODY.
        W procesie o rozwód wystarczą PRZESłANKI.

        > Dla mnie to dowód na to, że rozwodzić się najlepiej wtedy gdy opadną
        > emocje,

        Jej emocje opadną pewnie po 20 latach. To zodiakalny skorpion.
        Mściwy.
        A ona nie wygrała, choć na dzień dzisiejszy jej się tak wydaje.
        Jej zależy na tym aby być "zoną", bo chodzi o kasę.
        To skomplikowana sprawa, ale tylko o to jej chodzi.
        Zresztą powiedziała mi to w oczy.


        Do sadu idzie sie po wyrok, a nie po sprawiedliwość.
        Ja się o tym przekonałem. Sąd nie uznał ani jednego mojego dowodu.
        Oparł sie na przesłankach.
        I mnie już teraz nic nie zdziwi jesli chodzi o sądy.

        • ewa1125 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 13:38
          To ja tobie teraz proponuje,skoro zona cie kocha,daj jej to czego
          chce.Zostan na nowo jej mezem,zamieszkaj z nia,jezeli sie
          wyprowadziles i pokaz jak bedzie wygladalo zycie z toba z cala moca
          zlosliwosci.Pij w domu,sprowadzaj kumpli,dziewczyny (moze masz jakas
          kolezanke,ktora moglaby zostac twoja 'dziewczyna'i wpadac do
          ciebie/was i sie szarogesic),rob to czego ona nie znosi,tylko bez
          rozrob i klotni.Co ci zalezy,i tak rozwod mial byc z twojej
          winy.Uprzykrzyj jej zycie na maxa,lacznie z nie dawaniem kasy,skoro
          jestescie razem,ty mozesz robic zakupy i placic rachunki,a jej nie
          dawac kasy do reki.Od czasu do czasu przymus ja do spelnienia
          obowiazku malzenskiego.Chce byc twoja zona,niech sobie bedzie,sam
          zobaczysz,ze szybko zmieknie.
          • tenesi Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 13:46
            Nie potrafię.
            Po pierwsze nie mogę z nią zamieszkać na cod zień, bo pracuję w innym mieście.
            Nawiasem mówiąc, przeniesienie służbowe, a nie jakieś moje fanaberie.
            Po drugie, prawie nie piję, a jak już się napiję to zaraz idę spać.
            Sprowadzanie kumpli i dziewczyn też odpada, bo jestem tez ojcem i nie narażę
            swoich dzieci na takie widoki.
            Rachunki i tak płacę, to nic nie zmieniłoby i na dzieci tez, bo sobie nie
            wyobrażam żebym na własne dzieci nie dawał pieniędzy. Poniżej mojego honoru by
            to było.
            Do seksu z nią się nie zmuszę.Nienawidzę baby. Nie spałem z nią 6 lat, bo 2 lata
            przed rozwodem zaczęło być źle.
            Wiem, sam sobie odpowiedziałem. Mam przechlapane.

            • nangaparbat3 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 18:12
              Szczerze wspołczuję - ale wlaściwie po co Ci rozwód?
              • tenesi Jak to po co? 28.03.08, 23:26
                Nie żyję z kobietą od 6-ciu lat. Od ponad 10 lat ani ona mnie, ani ja jej nie
                kocham. Po jaka cholerę ja mam utrzymywać tą fikcję?
                Pomijając wszystko inne mam prawo ułożyć sobie życie.
                Gdybyś nie kochała męża wręcz nie mogła się na niego patrzeć, też uważałabyś, że
                niepotrzebny ci rozwód?
                Przecież to zakłamanie!
        • z_mazur Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 14:52
          Tenesi mylisz pewne pojęcie prawnicze.
          Domyślam się, że chodzi Ci o poszlaki.

          Przesłanki to inaczej mówiąc pewne fakty, na podstawie których można
          wnioskować inne fakty.

          Aby orzec rozwód sąd musi ustalić czy nastąpił trwały i (co równie
          istotne) nieodrwacalny rozpad więzi łączących małżonków, jak również
          czy w wyniku orzeczenia rozwodu nie zostanie naruszone dobro
          małoletnich dzieci lub zasad współżycia społecznego.

          Fakty potwierdzające tą pierwszą tezę nazywa się przesłankami
          pozytywnymi, fakty potwierdzające te drugie tezy są przesłankami
          negatywnymi. Do przesłanek pozytwynych zalicza sie uznanie, że
          między małżonkami ustały 3 rodzaje więzi, psychiczna, fizyczna i
          gospodarcza.
          Jeśli sąd ma wątpliwości co do zaistnienia którejkolwiek z
          powyższych przesłanek nie orzecze rozwodu bo byłoby to sprzeczne z
          prawem.

          Aby potwierdzić (albo zaprzeczyć) te przesłanki dokonuje się
          przedstawienia dowodów, zarówno materialnych jak również w postaci
          zeznań świadków.
          • z_mazur Acha i jeszcze jedno 28.03.08, 14:57
            Jeśli na podstawie przesłanek pozytywnych sąd stwierdzi rzeczywiście
            rozpad więzów, ale uzna jedną stronę za wyłącznie winną rozpadowi
            tych więzi, to w przypadku gdy druga strona nie zgadza sie na
            rozwód, to nie zostanie on udzielony.

            Przypuszczam, że w Twoim przypadku tak właśnie było. Sąd uznał że
            więzy się rozpadły i na podstawie przedstawionych mu dowodów jego
            zdaniem Ty ponosisz za to wyłączną winę, Twoja żona nie zgadza się
            na rozwód i dlatego nie został on orzeczony.

            I jak już mówiłem, albo miałeś kiepskiego prawnika, albo
            rzeczywiście Twoja wina jest bardzo oczywista.
    • pomorzanin33 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 08:32
      Ja czekam na II instancje. W I mamy rozwód z winy obojga. Ex się nie zgadza na
      rozwód. Pisze do Sądu pisma,że mnie kocha. A w rzeczywistości tak nie jest.
      Wymeldowała mnie, zmieniła nr telefonu, etc. Także wiem, co przechodzisz i
      szczerze Ci współczuję. Co jest w wyroku II instancji? Czy można składać kolejny
      pozew i kiedy?
      • dsz27 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 09:35
        Jak to czytam to mam ogromne obawy, bo w moim przypadku kto mi da rozwód kiedy
        jestem w ciąży a potem z małym dzieckiem przy cycku i z dwulatkiem latającym po
        domu. chociaż jestem pewna, że mój jeszcze obecny mąż nie wyskoczy przed sądem z
        tekstem o wielkiej miłości.
        Ktoś z Was dostał rozwód będąc w ciąży albo może zna kogoś kto był w takiej
        sytuacji???
        • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 09:47
          > Jak to czytam to mam ogromne obawy, bo w moim przypadku kto mi da rozwód kiedy
          > jestem w ciąży a potem z małym dzieckiem przy cycku i z dwulatkiem latającym po
          > domu. chociaż jestem pewna, że mój jeszcze obecny mąż nie wyskoczy przed sądem
          > z
          > tekstem o wielkiej miłości.
          > Ktoś z Was dostał rozwód będąc w ciąży albo może zna kogoś kto był w takiej
          > sytuacji???

          To faktycznie możesz mieć problem z rozwodem, a na pewno nie skończy się na
          pierwszej rozprawie i będą potrzebni świadkowie - nawet jak obydwoje chcecie
          rozwódu. Moje dzieciaki miał 3 i 5 lat, ale pożycia nie było ponad rok i tyle
          też czasu razem nie mieszkaliśmy. o rozwód wystąpiłam po pół roku od "wyprowadzki".
          • sylwiamich Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 09:54
            To prawda.Mój znajomy, którego żona urodziła, złożył pozew.Nie
            mieszkał z nią od kilku lat.Sąd kazał złożyć dodatkowe wyjaśnienia
            dotyczące ustania więzi.
          • dsz27 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 10:22
            Sory za pytanie, ale świadkowie na co?
            • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 11:03
              pytaj, kto pyta nie błądzi.
              u mnie na sprawie sędzina pytała świadka (była nim moja mama) czy rozwód nie
              wpłynie źle na wychowanie i rozwój dzieci (lub coś podobnego), czy są jakieś
              szanse żebyśmy byli dalej małżeństwem.
              • dsz27 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 11:07
                Hej,

                Przecież to oczywiste, że rozwód wpłynie na dzieci. Bez dwóch zdań...czy przez
                to można nie dostać rozwodu????
                • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 11:18
                  > Przecież to oczywiste, że rozwód wpłynie na dzieci. Bez dwóch zdań...czy przez
                  > to można nie dostać rozwodu????

                  można nie dostać. u mnie rozwód akurat pozytywnie wpłynął na rozwój dzieci, nie
                  muszą już oglądać pijanego taty, ani sie bać że nas znowu wyrzuci.
                  • dsz27 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 11:25
                    W moim przypadku nie było ani przemocy, wyzwisk i innych takich. Tata po prostu
                    przestał kochać mamę i tyle...Czyli jednym słowem jestem w czarnej dupie! Sory
                    za wyrażenie ale jedyne co mi się nasuwa to ... Boże mój co za gnój!
                    • mini_me Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 11:28
                      Dsz daj spokój tu dużo nas z takimi gnojkami smile
                      U mnie tak samo wszystko miło pięknie powrót z urlopu tydzień później poznaje
                      panienkę a dwa tygodnie po tym się wyprowadza smile))
                      Młody aktualnie 4 lata!
                      Jak nie dostanę szybko rozwodu przez niego (exa) to mu coś urwę wink
                    • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 14:02
                      dsz27 to faktycznie masz problem. ale może nie tylko ty chcesz tego rozwodu ,
                      może on chce go tak samo bardzo jak ty. Jakby tak było to zaproponuj mu żeby się
                      przyznał do zdrady i aby rozwód był z jego winy.
                      • dsz27 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 15:05
                        Myślę, że on chce rozwodu tak samo jak ja, więc nie ma mowy o jakimkolwiek
                        powrocie (on pewnie bardziej niż ja). To on dwa razy mnie zostawił i wyprowadził
                        się z domu.
                        • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 16:30
                          Więc mów mu że jego wina jest nie zaprzeczalna, i że musi się przyznać że rozwód
                          jest wyłącznie z jego winy, bo inaczej nici z rozwodu. To jedyne rozwiązanie, z
                          tego co wiem.
                          • dsz27 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 22:48
                            Hej,
                            Nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam. Jeśli mąż przyznałby sie do winy i
                            wniosłabym o rozwód z orzeczeniem winy było by szybciej??? Nie mam ochoty ciągać
                            sie po sądach i powoływać świadków i takie tam.
                            No i jeśli na to pójdzie jakie to ma konsekwencje dla niego? Pytam bo pewnie on
                            mnie o to zapyta (taki zapobiegliwy jestsmile
                            Dzięki Donia
                            • kajda28 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 23:01
                              Tak z tego co mi się wydaje, jest to jedyna droga abyście dostali rozwód. Ale
                              świadkowie i tak będą powoływani, zawsze tak jest gdy jest orzekanie o winie,
                              chyba żebyś złożyła rozwód bez orzekania, a na sprawie ty byś powiedziała że
                              chcesz zmienić na wyłącznie jego winę i on by na to przystał.
                              Dla niego jedyną konsekwencją byłoby to że gdybyś znalazła się w trudnej
                              sytuacji materialnej to mogłabyś podać go o alimenty na siebie, chyba że
                              wyjdziesz za mąż to ten obowiązek zaniknie. I chyba tyle. No z tego co wiem,
                              jakby jeszcze ze trzy razy sie rozwiódł z wyłącznie z jego winy to mogli by mu
                              nie dać następnego ślubu wink
                              Jeśli chodzi o wysokość alimentów czy podział majątku wina rozpadu nie ma tu nic
                              do rzeczy.
                              • dsz27 Re: I nie mam rozwodu. 28.03.08, 23:09
                                Bardzo Ci dziękuję.
                                Miłej nocki życzę, idę popłakać w poduchę.
                                D.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja