homeczka
29.03.08, 13:55
jestem już po pierwszej rozprawie i ostatniej

nie wiedziałam że
tak szybko się to skończy, byłam przekonana że będzie pare spraw,
mślałam że będzie utrudniał, przecież przez ostatnie dni mówił że
się nie zgodzi na zaden rozwód... a jednak na sprawie powiedział co
innego
moze trwało to 20 min a może nawet nie, niepamiętam byłam strasznie
zdenerwowana, ale wewnetrznie, przed sądem spokojnie odpowiadałam na
pytania, chociaz jest małe dziecko sąd nie potrzebował świadka, nie
wiem czy dowody które miał spokojnie wystaczały czy co, przynajmiej
mój świadek się ucieszył że ominął go ten stres

minął już tydzień, niby nic się nie zmieniło bo przeciez nie
mieszkaliśmy razem juz długo, jest jednak pytanie które nasuwa mi
się cały czas, co dalej? co teraz?
niczego nie żałuje, myślę że dobrze zrobiłam (wbrew temu co mówią mi
inni, ale Ci inni nie żyli wtedy ze mną z nami i nie wiedzą jak i co
było)
miałam dość świąt, słyszałam tylko od matki, że jak zgodziałam się
na takie życie i taką decyzje podjełam to teraz SAMA musze
wychowywać dziecko i nikogo nie szukać... hmmm dziwnie, bo moje
myśli wogóle do tego nie zmierzaja, a boli jeśli ktos tak mówi, a
mówi wiele i bardzo rani i to kto? matka, zamiast byc wsparciem...
ale nie oczekujmy zbyt wiele
Pozdrawiam serdecznie