Badania genetyczne

30.03.08, 07:08
Czy w trakcie sprawy rozwodowej można złożyć wniosek o badanie genetyczne dziecka. Wynik mógłby wykluczyć ojcostwo i zwolnił z obowiązku alimentów. Pozdrawiam
    • tricolour Dziecko się nagle nie spodobało? 30.03.08, 07:37
      Dajże spokój z badaniami DNA, wykrywaczami kłamstw - to nie amerykański film.
      Jeśli jedna strona chce, to rozwód będzie i już.

      Poza tym zaprzeczenie ojcostwa nie zwalnia Cię z alimentów.
      • kiwi-kiwi Re: Dziecko się nagle nie spodobało? 30.03.08, 13:03
        Skoro nie moje dziecko, to dlaczego mam płacić? Niech płaci prawdziwy ojciec.
        • chalsia Re: Dziecko się nagle nie spodobało? 30.03.08, 23:50
          na złożenie pozwu o zaprzeczenie ojcostwa jest 6 miesięcy od narodzin dziecka.
          Jeśli ten czas minął to "po ptokach"
          • z_mazur Re: Dziecko się nagle nie spodobało? 30.03.08, 23:53
            Dokładnie, w rzadkich przypadkach po upływie pół roku od urodzenia wniosek o zaprzeczenie ojcostwa może złożyć prokuratura.
            Ale praktycznie jak się nie zrobiło tego do końca tych 6 miesięcy, to formalnie będzie się już ojcem z obowiązkiem alimentacyjnym wobec dziecka.
    • nangaparbat3 szkoda pieniedzy 31.03.08, 21:16
      kiwi-kiwi napisał:

      > Czy w trakcie sprawy rozwodowej można złożyć wniosek o badanie genetyczne dziec
      > ka. Wynik mógłby wykluczyć ojcostwo i zwolnił z obowiązku alimentów. Pozdrawiam

      proponuje rozwiazac problem raz a dobrze, dzieci mozna udusic, utopic,
      przejechac, a najlepiej spic jeszcze-małżonkę, włozyc w rączke broń, niech sobie
      postrzela, rozwiazujesz wtedy wszystkie problemy za jednym zamachem. Kłopot z
      głowy, nie bedziesz musiał ani z babą sie męczyc, ani na podejrzane bachory łożyc.
      • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 31.03.08, 22:51
        W końcu My kobiety jesteśmy w tej cudownej sytuacji że ZAWSZE wiemy
        że dziecko nasze.To i empatii w nas w tym temacie brak.Poza tym
        facet tak szaleje bo został zdradzony.Po prostu boli jak cholera.
        • nangaparbat3 Re: szkoda pieniedzy 31.03.08, 23:35
          Przykro mi, ale skoro chce to rozegrac dziecmi, empatii mi nie starcza.
        • adela38 Re: szkoda pieniedzy 31.03.08, 23:35
          Ja tam w takiej sytuacji napewno bym chciala znac prawde.Badania genetyczne
          mozna zrobic bez pytania wspolmalzonka o zgode.I nie jest to az tak kosztowne.Po
          nich ma sie pewnosc.W wypadku stwierdzenia oszustwa wspolmalzonki trzeba zglosic
          przestepstwo na prokuraturze...
          Uwazam, ze badania ojcostwa powinny byc robione standardowo przy kazdych
          narodzinach...
          • nangaparbat3 Re: szkoda pieniedzy 31.03.08, 23:37
            Masz nadzieję, że dziecko Twego nowego faceta nie jest jego?
            • mini_me Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 10:16
              Piękny wątek smile

              Tak sobie pomyslałam że ta nasza (kobiet) pewność tez taka nie pewna, bo mogli
              nam dzieciaka w szpitalu podmienic i co wtedy???
              Wiem! do szpitala o alimenty i to z data wsteczą tongue_out
              • cathy_bum Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 12:19
                mini_me napisała:

                > Piękny wątek smile
                >
                > Tak sobie pomyslałam że ta nasza (kobiet) pewność tez taka nie
                pewna, bo mogli
                > nam dzieciaka w szpitalu podmienic i co wtedy???
                > Wiem! do szpitala o alimenty i to z data wsteczą tongue_out
                Ja tam swojego dziecia z oka nie spuszczałam od chwili narodzin, bo
                mi się rozmaite dziwaczne historie o podmiankach w szpitalu musiały
                oczywiście przypomnieć. Ex się Młodej nie wyprze, bo jak dwie krople
                wody do niego podobna.smile))
                • mini_me Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 14:29
                  U mnie ani ja ani m sie nie wyprzemy ponoć smile
                  a młodego musiałam z oczu spuszczać bo jak to moja teściowa podsumowała nie
                  jestem prawdziwą kobietą ani prawdziwa matka (czytaj cesarka) big_grin
                  • cathy_bum Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 15:14
                    No ja się tam Młodej śmiało wyprzeć mogęsmile) Tylko jęzor
                    niewyparzony ewidentnie ma po mamusi;-PP

                    >bo jak to moja teściowa podsumowała nie
                    > jestem prawdziwą kobietą ani prawdziwa matka (czytaj cesarka) big_grin
                    I ja się z Tobą zadaję??? A Ty się okazujesz podrabianą kobietą?! No
                    wiesz, mogłaś uprzedzić. wink
                    Ha! Z tego wynika, żem ja prawdziwasmile)) Chociaż ćpanie sobie
                    wykupiłam, bo tzw. w zgodzie z naturą od mnie nie przemawia.
                    Niemniej małolata była cały czas pod bacznym, acz nietrzeźwym okiem
                    matki. Czyli moja jest...
                    • mini_me Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 16:39
                      Cathy ja już kiedys pisałam że nawet poród mi się w zyciu nie udał tongue_out nie moje
                      wina że nie doczytałaś tongue_out
                      Rozumiem że mam poprosic o usunięcie postu z wątku o spotkaniu wink
                      cholera nie dośc że samotna, rozwódka, zołza, GC to nawet podrabiana kobieta
                      cholera własnymi pięściami powinnam się zabić smile)))
                      • cathy_bum Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 16:46
                        mini_me napisała:

                        > Cathy ja już kiedys pisałam że nawet poród mi się w zyciu nie
                        udał tongue_out nie moje wina że nie doczytałaś tongue_out
                        Bo to tak jest, jak człowiek bywa rzadko na forum. Dobra, zawieszam
                        na kołku życie prywatne i się rozgaszczamwink

                        > Rozumiem że mam poprosic o usunięcie postu z wątku o spotkaniu wink
                        > cholera nie dośc że samotna, rozwódka, zołza, GC to nawet
                        podrabiana kobieta cholera własnymi pięściami powinnam się
                        zabić smile)))
                        A pięści też podrabiane? Bo to z taką wiadomo?tongue_outPP
                        >
                        • mini_me Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 17:01
                          No chyba cała podrabiana jestem!
                          jedna wielka chodząca podróba baby smile)))))
                          • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 18:12
                            Ty ściągaj gacie mimi me i sprawdż czy w mało widocznym miejscu nie
                            masz MADE in CHINA.Jak nie masz, to jesteś orginał, a teściowa
                            podrabiana!!
                            • cathy_bum Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 21:16
                              Obejrzałam się uważnie - oryginalna jestemtongue_outP
                              Mini_me znam osobiście, też mi na tandetną podróbkę nie wygląda.smile)
                              Czyli padło na teściową!wink
                              • mini_me Re: szkoda pieniedzy 02.04.08, 11:06
                                Kurcze też nie mam metki ale może mi oderwali niechcący!
                                Ja dzięki teściowej i jeszcze mężowi to się zawsze czułam jak dupa z rączką wink
                                a teraz się okazuje że nie tylko z rączką ale i z nóżka i z główką smile))
                                • cathy_bum Re: szkoda pieniedzy 03.04.08, 00:02
                                  Jaka tam dupa z rączką???!! Trzeba Cię koniecznie naprostowaćtongue_outPP
                                  Jeszcze ze dwie wspólne imprezy/koncerty, a nabierzesz wiary w
                                  siebie na najbliższe sto latsmile))
                                  • mini_me Re: szkoda pieniedzy 03.04.08, 10:39
                                    Tez myślę że mnie trzeba naprostowac najlepiej przy pomocy jakichś procentów tongue_out
                                    Tylko ja proszę o jakąs prywatkę (jak za czasów licelanych hyhyhy) z noclegiem
                                    albo jeszcze lepiej imprezę u mnie w domu smile bo ja jestem królewna i mam kur...
                                    wszędzie daleeeeeeeko
                                    pozdrawiam
                                    jak narazie d... z rączką smile
                                    • cathy_bum Re: szkoda pieniedzy 03.04.08, 17:20
                                      mini_me napisała:

                                      > Tez myślę że mnie trzeba naprostowac najlepiej przy pomocy jakichś
                                      procentów :-
                                      > P
                                      Zaczniemy proces resocjalizacji 11-go.smile

                                      > Tylko ja proszę o jakąs prywatkę (jak za czasów licelanych hyhyhy)
                                      z noclegiem
                                      > albo jeszcze lepiej imprezę u mnie w domu smile bo ja jestem
                                      królewna i mam kur... wszędzie daleeeeeeeko

                                      Przyjedź do mnie, to zobaczysz co to znaczy "mieć wszędzie daleko".:-
                                      PP A tak na serio, 11-go się zgadamy na "pieczenie ciasta", co by
                                      proces naprostowywania kontynuowaćsmile)
                  • sadaga Re: szkoda pieniedzy 06.04.08, 11:39
                    kurcze mini_me to ja tez prawdziwa nie jestem smile) no popatrz,
                    człowiek całe życie się uczy wink
            • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 16:14
              nangaparbat3 napisała:

              > Masz nadzieję, że dziecko Twego nowego faceta nie jest jego?

              Nanga i takie złośliwości? Odkrywam Cię na nowosmile))
              • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 01.04.08, 16:15
                Syn mój, córka męża.Z tym że harakterologicznie na odwrótt.Nie mogła
                się zdecydować kogo zabrać...zabrałam obydwojesmile))
            • adela38 Re: szkoda pieniedzy 02.04.08, 22:18
              A przepraszam bardzo... czy ty swojemu facetowi podrzucilas bekarta by go
              wychowywal i na niego pracowal?
              Osobiscie znam faceta ktory po 6 latach doszedl do wniosku, ze we wlasnym synu
              nic nie moze znalezc z siebie...Zrobil badania i dowiedzial sie prawdy.Zona
              wrobila go, bo jest zamozny. Rozwiodl sie.
              Z dzieckiem ma kontakt, ale nie chce byc jego ojcem. I naprawde ja go rozumiem.
              Mozna wziac na wychowanie obce dziecko, ale to zupelnie inna bajka jak sie to
              robi swiadomie, a zupelnie co innego jak sie jest wyd... jeleniem(ofiara oszustwa).
              • adela38 Re: szkoda pieniedzy 02.04.08, 22:22
                To bylo do nangaparbat3...
              • nangaparbat3 Re: szkoda pieniedzy 02.04.08, 22:51
                adela38 napisała:

                > A przepraszam bardzo... czy ty swojemu facetowi podrzucilas bekarta by go
                > wychowywal i na niego pracowal?

                Ja akurat byłam wierna żoną. Ale nie poczytuje sobie tego za zasługę ani za
                powod, by ruszac z krucjatą przeciwko dzieciom, które miały pecha trafic się
                kobiecie, która wierna nie była.
                Zreszta nawet takich kobiet nie potepię hurtem - kazda historia jest inna, a
                zycie pisze scenariusze, jakich nikt by nie wymyslił, i wina często nie jest
                żadną winą, a a cnota wcale nie musi byc prawdziwą cnotą.

                > Osobiscie znam faceta ktory po 6 latach doszedl do wniosku, ze we wlasnym synu
                > nic nie moze znalezc z siebie...Zrobil badania i dowiedzial sie prawdy.Zona
                > wrobila go, bo jest zamozny.

                A moze dlatego, ze jest bezpłodny?

                Rozwiodl sie.
                > Z dzieckiem ma kontakt, ale nie chce byc jego ojcem. I naprawde ja go rozumiem.

                A ja nie rozumiem.
                Bo jesli ktos przez 6 lat robi za ojca, to powinien dziecko zwyczajnie i po
                ludzku kochac. Jeśli nie kocha - a nie kocha, skoro mógł "przestac byc ojcem" -
                to jest gatunkiem czlowieka, który jest mi obcy.

                > Mozna wziac na wychowanie obce dziecko, ale to zupelnie inna bajka jak sie to
                > robi swiadomie, a zupelnie co innego jak sie jest wyd... jeleniem(ofiara oszust
                > wa).

                Ktoś, kto został oszukany, jest po prostu oszukanym czlowiekiem. Nie budzi we
                mnie pogardy - ani ja soba nie gardzę, kiedy ktoś mnie oszukac. To jest problem
                oszukujacego.

                Poza tym mozna spojrzec na sprawę zupełnie inaczej - facet nie mogł samodzielnie
                splodzic potomka, wiec zona zatroszczyła się o to, by mial dziecko - spotkało go
                szczęście doswiadczenia ojcostwa, choc nie miał na to szans. To lepsze niz in
                vitro, bo tylko zona grzeszyła, on nie.
                To był zart, ale uswiadomił mi, na czym polega dylemat: ano na tym, czy dziecko
                jest dla nas glównie inwestycją i cieżarem (wtedy cierpimy uswiadamiajac sobie,
                ze łozylismy na "cudze"), czy osobą, która po prostu pokochalismy (wtedy gniew
                obrócimy przeciwko matce, chroniąc dziecko jak to tylko mozliwe).
                • plisowanka Re: szkoda pieniedzy 03.04.08, 01:40
                  Dla mnie najczęstszy scenariusz tej sytuacji jest taki - kobieta pijana gdzieś na jakiejś imprezie np. integracyjnej nic nie pamięta. Okazuje się, że jest w ciąży, ona sama nawet nie wie, że to dziecko jakiegoś innego faceta.

                  A gdy chodzi o bezpłodność mężczyzn, to ona często nie ma charakteru bezwzględnego. Przez kilka lat facet może mieć słabsze plemniki, później mu się poprawią - samoistnie albo farmakologicznie. Bezpłodność faceta to jeszcze nie powód, by go wrabiać w cudze dziecko. Mamy przecież nowoczesną medycynę.
                  • adela38 Re: szkoda pieniedzy 03.04.08, 08:44
                    W przytoczonym przeze mnie przypadku kobieta zaszla w ciaze z innym a temu
                    powiedziala, ze jest w ciazy z nim i dlatego wzieli slub.Przed slubem go
                    zdradzala.Facet jest rzeczywiscie zamozny i nie jest bezplodny.Ona jest sportowcem.
                    Bycie ojcem/matka to nie tylko przywiazanie do dziecka.Swoje dziecko kocha sie,
                    bo jest swoim - przedluzeniem naszego zycia, nosi - przekazuje czastke nas.Cala
                    biologia pracuje na to bysmy np jako matki kochaly swoje dzieci. Tak - to
                    kochanie to nie tylko "wyzsze" , swiadome uczucie, ale i efekt biologiczny,
                    hormonalny.Dziecko jest potomkiem jego biologicznych rodzicow i zawsze nosi w
                    sobie ich geny, a co za tym idzie jest takie jak oni.Nie jest obojetne kto jest
                    ojcem biologicznym.Dziecko nosi geny swojego ojca i bedzie jego przedluzeniem
                    przez caly czas swojego istnienia."kochanie" dziecka "nieswojego"np adoptowanego
                    ,to nie te same uczucie jakim darzysz swoje dziecko.I nie kazdy jest zdolny by
                    pokochac nieswoje dziecko.Nikogo nie mozna zmusic do kochania.Tu dochodzi do
                    glosu biologia.
                    • nangaparbat3 Jaka biologia???? 03.04.08, 15:21
                      Nawet zwierzęta opiekuja sie cudzymi (w tym - innego gatunku) mlodymi. Mój pies
                      wychowywał kocię, chociaz kundel i samiec. Żadne geny nic do tego nie miały. To
                      znaczy zadne wspolne geny.
                      W biologii - co w kołko powtarzam - znajdziesz argumenty na wszystko. OPstatnio
                      częściej jakos cytujemy goryle i lwy, mordujące dzieci innych samcow - widac,
                      bardziej nam to pasuje.
                      Ale jakis czas temu National Geographic (chyba) pokazywał film, na ktorym
                      gepardzica, zabiwszy małpę i znalazlszy przy niej niemowle, zaopiekowała sie nim
                      najlepiej jak umiała. Porzucila zdobycz, zabrala małe na drzewo, lizala - nie
                      miała jak karmic, więc umarło, ale to juz nie była jej wina.
                      I wiesz co - jeśli ktoś nie jest w stanie pokochac dziecka, którym opiekuje się
                      od urodzenia, to znaczy ze w ogole nie jest zdolny do miłości. Do nikogo. I masz
                      rację - do miłości zmusic nie można. A nawet nie jest niczyja wina niezdolnośc
                      kochania - to raczej nieszczęście.
                      A co do tego, ze dziecko jest zawsze takie jak rodzice - no nie rozśmieszaj
                      mnie. Takie jak ja w tym co mi pasuje, ale za to wszystko co najgorsze na pewno
                      ma po tatusiu, co?
                  • nangaparbat3 Re: szkoda pieniedzy 03.04.08, 15:24
                    plisowanka napisała:

                    > Dla mnie najczęstszy scenariusz tej sytuacji jest taki - kobieta pijana gdzieś
                    > na jakiejś imprezie np. integracyjnej nic nie pamięta. Okazuje się, że jest w
                    ciąży, ona sama nawet nie wie, że to dziecko jakiegoś innego faceta.
                    >
                    A Ty skad tak sie na tym znasz? Robiłas badania?


                    > A gdy chodzi o bezpłodność mężczyzn, to ona często nie ma charakteru bezwzględn
                    > ego. Przez kilka lat facet może mieć słabsze plemniki, później mu się poprawią
                    > - samoistnie albo farmakologicznie. Bezpłodność faceta to jeszcze nie powód,
                    by go wrabiać w cudze dziecko.
                    A czy ja piszę, ze powód?
                    Piszę, ze możliwośc.
                    Poza tym dziecko, ktore sie wychowuje, nie jest cudzym dzieckiem.
                    • tricolour Z czym Ty tak zażarcie walczysz? 03.04.08, 18:00
                      Ludzie mają różne poglądy i trudno. Niektórych nie stać na miłość do
                      niebiologicznego dziecka i co z tego? Może tak czują się zranieni kłamstwem
                      przez lata i zdradą, że trudno im się w ogóle poruszać w "rodzinie" i porzucają
                      wszystko w diabły.

                      "Poza tym dziecko, które sie wychowuje, nie jest cudzym dzieckiem" - owszem jest
                      cudze w moim rozumieniu. I można wychowywać, można nie.
                      • nangaparbat3 z krzywdzeniem dzieci n/t 03.04.08, 20:37


                        • adela38 Re: z krzywdzeniem dzieci n/t 03.04.08, 21:40
                          To matka krzywdzi dziecko wkrecajac je mezczyznie, ktory nie jest jego ojcem.
                          Oszukany mezczyzna jest tu ofiara oszustwa.
                          Co do wychowywania... czesto panowie nie udzielaja sie w tej dziedzinie tak samo
                          jak kobiety.Radosc ojcowstwa doswiadczaja najpierw jako dume z posiadania i
                          ponoszenie odpowiedzialnosci, a potem zblizaja sie do dziecka stopniowo
                          odnajdujac w nim cos z siebie... Ten pan o ktorym wspomnial nic z siebie w tym
                          chlopcu nie znalazl i to mu dalo impuls do podejrzen. W pelni zreszta uzasadnionych.
                          Ja sama naprawde lubie dzieci. Ale moje dziecko to zupelnie co innego niz jakies
                          inne- dziecko innej kobiety... Moge je bardzo lubic, podziwiac,bawic sie z
                          nim,dzielic sie z nim, ale nigdy nie bedzie to to co czuje do swojego dziecka...
                          Wiekszosc ludzi nie chce adoptowac dzieci.Wola placic horrendalne sumy na
                          leczenie nieplodnosci.Mimo wszystkich uciazliwosci i bolu z tym zwiazanego. Ci
                          co zdecydowali sie na adopcje staja przed trudnym zadaniem.Czesto "w praniu"
                          zauwazaja, ze jednak to nie jest to samo... Moj ex byl adoptowany... Sam jednak
                          stwierdzil, ze w zadnym wypadku nie chce adoptowac dziecka...Znal to z autopsji...
                          Nie znaczy to, ze adopcja nie jest dobra- to bardzo dobry czyn, ale niestety nie
                          kazdy jest jemu sprostac.Zmuszanie kogos do rodzicielstwa dla obcego dziecka za
                          pomoca oszustwa jest dla mnie szczytem podlosci. Taka oszustka powinna ponosic
                          pelne konsekwencje prawne.Mysla, ze badanie ojcostwa powinno byc standardem przy
                          narodzinach.
                        • tricolour Krzywdzenie dzieci też mi sie nie podoba... 03.04.08, 23:21
                          ... ale nie uważam, by dobro dziecka było najważniejsze. Nic nie jest
                          najważniejsze w sensie stanu trwałego tej "najważniejszości".
                    • plisowanka Re: szkoda pieniedzy 03.04.08, 23:17
                      nangaparbat3 napisała:
                      > A Ty skad tak sie na tym znasz? Robiłas badania?

                      Po prostu mam oczy i uszy szeroko otwarte, poza tym czytam różne fora internetowe i oglądałam te słynne zdjęcia z Citibanku.
                      Oprócz tego sądzę, że jak kobieta zdradza na trzeźwo, to chyba ma na tyle oleju w głowie, żeby uprawiać seks jedynie w prezerwatywie. A jak człowiek pijany, to o prezerwatywie nie pamięta...
                      • elein Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 22:27
                        plisowanka napisała:

                        > Oprócz tego sądzę, że jak kobieta zdradza na trzeźwo, to chyba ma na tyle oleju
                        > w głowie, żeby uprawiać seks jedynie w prezerwatywie. A jak człowiek pijany, t
                        > o o prezerwatywie nie pamięta...


                        Zdziwiłabyś się jakie życie płata figle. Znam przypadek wydawać by się mogło
                        niemożliwy a jednak się zdarzył. W przerwie leczniczej od stałej antykoncepcji -
                        spotkanie z kochankiem i pęka im prezerwatywa, dwa dni później mąż bardzo
                        nalega i z mężem też pęka prezerwatywa... Ani kropli alkoholu w tle. Nerwy przez
                        2 niepewne miesiące bo jeśli przypadkiem zdarzyła się tu ciąża to naprawdę nie
                        wiadomo z którym z panów i co robić w związku z ciążą, od którego odejść jako
                        nie-ojca, bo badania to dopiero po narodzinach dziecka możliwe a 9 miesięcy
                        trzeba coś zdecydować.. Nie ma idealnych zabezpieczeń... chyba, że szklanka wody
                        zamiast, tylko czy ktokolwiek z menów i kobiet się na szklankę woli skusić?
                        • tricolour To rzeczywiście figlarne życie... 04.04.08, 22:32
                          ... kochanek + stały mąż + antykoncepcja żeby się plemniki nie żarły + chwilowa
                          przerwa dla spokojności+ dwie pęknięte prezerwatywy + dylemat od którego odejść
                          jak dziecko wyskoczy niczym diabełek z "pudełka"...

                          Figle, ach te figle.
                          • elein Re: To rzeczywiście figlarne życie... 04.04.08, 22:40
                            jeszcze figlarniej się robi gdy kochanek jest bardziej stały niż mąż a
                            antykoncepcji się nie stosuje bo w kościele zabronili, więc dziesiąte dziecko w
                            drodze, na które to kochanek rzuci jakąś kasę, bo mąż to tylko plemnika i
                            jeszcze może obelgę.
                            można całkiem figlarnie życie przeżyć i nawet do ginekologa w międzyczasie nie
                            iść, bo po co przerwy zdrowotne w zabezpieczeniu kobiecie która do rozmnażania
                            jest stworzona przez naturę?

                            • tricolour To nie jest wcale śmieszne... 04.04.08, 22:43
                              ... takie durnoty to konsekwencja podejmowania decyzji pozornie nieistotnych. To
                              cena.
              • wawrzyniecpruski Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 18:36
                adela38,
                jako rogaty facet dziękuję Ci za Twoją wypowiedź. To dobrze,że są jeszcze
                kobiety o takich poglądach jak Twoje.
                Zdrada zarowno kobiety jak i mezczyzny są świństwem, ale podrzucenie facetowi
                cudzego dziecka jest porażką ludzkośći. Kobieta oszukując w ten sposob faceta
                sprawia, ze marnuje on swoje zycie, traci szanse na bycie ojcem, okrada jego
                przodków z marzeń i pieniędzy, sprawia, ze jego geny zanikną. Wyjatkowe
                draństwo. Jeśli kobieta szanuje choć trochę swego faceta powinna mu o kukułczym
                jaju powiedzieć i pozwolić mu zadecydować czy chce je wychowywać czy nie. Jesli
                tego nie zrobi tzn, ze nim gardzi, traktuje jak bankomat. Jeszcze raz szacunek adela
                pozdr
                • marek_gazeta Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 19:33
                  Słusznie. To chyba najgorsze qrestwo, jakie kobieta może zrobić facetowi. Zdrada, rozwód, wszystko inne to pikuś. Zniszczenie rodziny, kawałka życia, naplucie w twarz.
                  • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 20:57
                    Myslę że wszyscy w tym układzie przegrywają...jednak dziecko
                    najbardziej.
                  • nangaparbat3 Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 21:02
                    Na Wyspach Kanaryjskich zył kiedyś lud, ktory karal za zbrodnie smiercią nie
                    tego, kto zawinił, tylko osoby, ktorą zbrodniarz najbardziej kochał.
                    Proponowalabym rozroznic matke i jej dziecko.
                    Proponowalabym karac matkę, chroniac jednoczesnie dziecko.
                    Jak widac, jest to dla części panow, a takze pań (ktore jakże pieknie nazwał
                    dzisiaj w radio Eichelberger - "janczarów meskiego sposobu myslenia") zbyt
                    wyrafinowane.
                    Jak widac wielu ludzi traktuje dzieci jako cos w rodzaju swojej wlasności,
                    inwestycji, przedłuzenia swego "ja".
                    Nie chce nikogo obrażac, wiec proponuje Ericha Fromma "Sztuke miłosci" i
                    wyciagnięcie samodzielnych wnioskow.

                    Tak teraz pomyślałam - odrzucenie dziecka, ktore wychowywalo sie jako wlasne,
                    które widzi w nas rodziców i nie ma pojecia, ze biologioczny ojciec jest kims
                    innym, nalezy bez watpienia do tego samego systemu relacji miedzyludzkich co
                    plemienne mordy honoru.
                    • wawrzyniecpruski Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 21:17
                      nangaparbat3 napisała:


                      > Jak widac, jest to dla części panow, a takze pań (ktore jakże pieknie nazwał
                      > dzisiaj w radio Eichelberger - "janczarów meskiego sposobu myslenia") zbyt
                      > wyrafinowane.
                      > Jak widac wielu ludzi traktuje dzieci jako cos w rodzaju swojej wlasności,
                      > inwestycji, przedłuzenia swego "ja".
                      > Nie chce nikogo obrażac, wiec proponuje Ericha Fromma "Sztuke miłosci" i
                      > wyciagnięcie samodzielnych wnioskow.
                      >
                      > Tak teraz pomyślałam - odrzucenie dziecka, ktore wychowywalo sie jako wlasne,
                      > które widzi w nas rodziców i nie ma pojecia, ze biologioczny ojciec jest kims
                      > innym, nalezy bez watpienia do tego samego systemu relacji miedzyludzkich co
                      > plemienne mordy honoru.

                      Taka jesteś dojrzała i odpowiedzialna? A co byś powiedziała, gdyby Twoj facet
                      przyniósł Ci na rekach niemowlaka, powiedzial, ze to jego z kochanka, kochanka
                      sie wypiela a dziecko przeciez niewinne i ty masz je kochać. Gdzie wtedy bedzie
                      Twoja szlachetność?
                      Facet, ktory wychowuje dziecko gacha jest tylko ojczymem. OJCZYMEM a nie
                      OJCEM!!! Czy twoj feministyczny rozumek odroznia te dwa pojecia?
                      Bo jezyk polski odroznia jak najbardziej. A gaeny sa najazniejsze, w kazdym
                      razie dla facetów.
                      pozdr

                      • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 21:34
                        wawrzyniecpruski napisał:
                        A co byś powiedziała, gdyby Twoj facet
                        > przyniósł Ci na rekach niemowlaka, powiedzial, ze to jego z
                        kochanka, kochanka
                        > sie wypiela a dziecko przeciez niewinne i ty masz je kochać. Gdzie
                        wtedy bedzie
                        > Twoja szlachetność?


                        90% z nas by wzięła.Z tych 90%, połowa wypieprzyłaby męża na zbity
                        pysk.Tyle że przykład do bani...bo to byłaby świadoma
                        adopcja.Mógłbyś się bardziej postaraćsmile)

                        Czy twoj feministyczny rozumek odroznia te dwa pojecia?
                        > Bo jezyk polski odroznia jak najbardziej.


                        Szkoda że logika szwankujesmile))Ale co tam...też mogę zostać
                        nienawidzącą facetów femisiąsmileLubię przebierankismile)
                        • wawrzyniecpruski Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 21:40

                          >
                          > Szkoda że logika szwankujesmile))Ale co tam...też mogę zostać
                          > nienawidzącą facetów femisiąsmileLubię przebierankismile)
                          >
                          Ale....o co Ci sie rozchodzi rzecz, Sylwia?
                          wink)
                          Mam prawo wiedzieć, być pewnym, ze jestem OJCEM nie OJCZYMEM.
                          Dziecko ma prawo znać swe korzenie i pochodzenie.
                          NIE MUSZE KOCHAĆ CUDZYCH DZIECI, NIE JESTEM PRZEZ TO GORSZYM CZLOWIEKIEM.
                          Negowanie tych praw to dorabianie ideologi do zwyklego kurestwa.
                          Takie jest moje zdanie.
                          pozdrawiam
                          • tricolour Masz rację... 04.04.08, 21:46
                            ... ale nie każdy ma odwagę nazwać rzeczy po imieniu więc ślizga się
                            powierzchownie po temacie i uważa, że "towar macany należy do macanta"

                            Dziecko wychowywane przez jakiegoś obcego faceta nadaje mu cech ojcostwa bez
                            względu na zdanie tego "ojca"...

                            smile)
                          • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 22:01
                            > Ale....o co Ci sie rozchodzi rzecz, Sylwia?


                            Mówię do Ciebie o tym, że dobrym przykładem byłby ten:
                            -Jak to nie moje dziecko Eduardo?A czyje?-zapytała Konsuela?
                            -No...Franczeski-odpowiedział Eduardo-Wmówiliśmy Ci że Twoje, jak
                            miałaś amnezję.
                    • tricolour Tak jest, pani lepsza. 04.04.08, 21:30
                      Czy poczytamy książki i inne mądrości i wyciągniemy wnioski, by dorównać do
                      właściwych standardów myślowych? Nie.

                      Skoro jakaś pani ciała i z tego wzięło się dziecko, to niech wymyśli teraz
                      sposób, by sprawę załatwić zgodnie z wysokimi standardami Fromma i
                      Eichelbergera. Bo ona jest sprawcą, a ofiarami jest i dziecko, i ojciec
                      biologiczny i ojciec wychowujący. Zdradę naprawia zdradzający, bez jakichkolwiek
                      wymagań względem ofiar. Sprawca kładzie uszy po sobie i się kaja do skutku...
                    • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 21:30
                      ...popatrz.Jak w małżeństwie.Ona jest nieszczęśliwa, on lezy niżej i
                      drze się, że on bardziej.A gdzie dzieci?Tak mi się skojarzyło, gdy
                      przeczytałam tą dyskusję.
                      A co do odrzucenia dziecka przez przyszywanego ojca....
                      Nanga.Dla mnie jesteś na tym forum prawie święta.Czemu prawie?
                      Bo nie dajesz innym prawa do niebycia świętymi.
                      Mężczyzna tak zdradzony przez kobietę nienawidzi.Czuje się potwornie
                      oszukany.I ma prawo mieć te złe emocje w sobie.
                      Mechanizmy obronne człowieka w takiej sytuacji mogą spłatać
                      figla.Niechęć może przenieść na dziecko...jego porzucenie będzie
                      karą dla matki.Lub dowodem na to, że zawsze musi być kara.Lub
                      udowodnieniem że nie da się już dłużej robić w bambuko.
                      Świadków swojego upadku BARDZO CZĘSTO SIĘ NIENAWIDZI.Niektórzy
                      mężczyżni mogą chcieć, żeby kobieta pozbyła się tego dziecka.Musi
                      ponieść karę i zadośćuczynić...
                      NIkt nie mówi że to dobrze.
                      A co do ewolucyjnej teorii, to powinni prawem zabronić czytania tego
                      typu publikacjiwink))
                      Wiem...powinnam mieć więcej zaufania do ludzi.Ale kurwa nie mam.Czas
                      umierać.
                      • sadaga Re: szkoda pieniedzy 06.04.08, 12:11
                        Sylwia że Cię kocham to mało powiedziane, ja Cię uwielbiam wink

                        a co do dyskusji to uważam ze szczerość jest b. ważna. jeśli ma
                        się "odwagę" zdradzić, to należy mieć też odwagę ponieść tego
                        konsekwencje. mąz czy tez partner powinien wiedziec ze dziecko nie
                        jest jego. abstrahując od sytuacji, ze moze to wyjść przypadkiem
                        (chociazby operacja dziecka i próba zgodności), uważam ze ohydne
                        jest takie kłamstwo.
                        a co do samego dziecka. czy w imię jego ogólnie pojętego "dobra"
                        usprawiedliwać należy taką obłudę? nie. a jezeli mężczyzna uzna ze
                        nie jest w stanie psychicznie udźwignąć tego ze został zdradzony i
                        jest owoc tej zdrady, to ma do tego prawo.
                        btw - dzieci są niczemu niewinne, z tym się zgadzam. niestety życie
                        pisze okrutne scenariusze, choć niekiedy to sami aktorzy zmieniają
                        scenopis.

                        Wiem...powinnam mieć więcej zaufania do ludzi.Ale kurwa nie mam.Czas
                        > umierać
                        tzn. ze i mnie czas obrać ten sam kierunek wink
                        • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 06.04.08, 16:45
                          sadaga napisała:

                          > Sylwia że Cię kocham to mało powiedziane, ja Cię uwielbiam wink


                          Tiaaa....po 2 rozwodach to ja się na takie teksty nie nabioręsmile)))
                    • marek_gazeta Re: szkoda pieniedzy 04.04.08, 21:32
                      > Jak widac wielu ludzi traktuje dzieci jako cos w rodzaju swojej
                      > wlasności, inwestycji, przedłuzenia swego "ja".

                      Własności raczej nie, inwestycji - prędzej (ale w jak najlepszym tego słowa znaczeniu - na przykład, pomocy i opieki na starość), przedłużenie swego "ja" - jak najbardziej. Nie widzę w tym nic złego. Normalny mechanizm ewolucji, wolimy mieć własne dzieci, niż brać na wychowania czyjeś dzieci z domu dziecka (a tak byłoby prościej - oszczędzamy kobiecie trudu rodzenia, poza tym można dziecko przebadać, obejrzeć i wybrać ładne, zdrowe i inteligentne).

                      Matka - podrzucając bękarta mężowi - sama je karze. I ona powinna ponieść konsekwencje, razem z prawdziwym tatusiem, który z kolei powinien na to dziecko łożyć kasę.

                      Reszty argumentów, podobnie jak punktu widzenia, nie rozumiem. Ponieważ wypowiedziałem się już szeroko w poprzednim wątku na ten temat, myślę, że w tym miejscu moją dyskusję w wątku bieżącym zakończę - nie będę dalej bić piany.
                      • em120777 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 00:44
                        Ja nie rozumiem - podobnie jak nanga - dlaczego ma tu cierpieć dziecko??
                        Dlaczego ten Pan miotając się w nienawiści karze najbardziej niewinną całej
                        sprawie osobę - tylko dlatego,że nie spełniła jego oczekiwań, nie była podobna
                        do niego, jest dowodem niewierności, nie przedłuży jego gatunku ??? Nie pojmuję.
                        Patrzę na mojego syna, i myślę, że gdybym się dziś dowiedziała, że nie jestem
                        jego biologiczną matką nie umiałabym się od niego odwrócić!!! Kocham go bo jest,
                        wychowuję człowieka, a nie kogoś w kim zobaczę siebie. Nie zdaje się Wam, ze jak
                        się kogoś kocha to sie kocha i tyle? Rozumiem rozczarowanie, zawód, niechęć do
                        kobiety, brzydzenie się kłamstwem, nawet nienawiść - ale nie w stosunku do
                        dziecka! W tej sytuacji tylko spojrzenie oczami dziecka daje obraz. Jeśli
                        "ojciec-nieojciec" wcześniej prawdziwie kochał malca, to powinien stanąć ponad
                        swoimi uprzedzeniami, wątpliwościami, nienawiścią i niechęcią - bo kocha i
                        wychowuje człowieka a nie własne sklonowane ego.
                        • misbaskerwill Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:00
                          em120777 napisała:

                          > Ja nie rozumiem - podobnie jak nanga - dlaczego ma tu cierpieć dziecko??

                          To jest odwieczne prawo przyrody - za błędy rodziców cierpią dzieci, za błędy dzieci - cierpią rodzice...
                          Znam z autopsji, niestety.

                          Zgadzam się, że ponad wszystko należy chronić dziecko - pomimo że jestem wstrętnym facetem siejącym plemnikiwink.
                          I każdy facet w duchu przyzna, że to nie biologia decyduje o naszej miłości do dzieci - w przeciwieństwie do kobiet.
                          U nas to uczucie wytwarza się wolniej, poprzez bliskość z małym człowiekiem...
                          Argumenty "genetyczne" pochodzą z epoki kamienia łupanego i chodzi głównie o poniżenie - bycie oszukanym rogaczem.
                          Dlatego rzeczywistość jest zgoła inna niż piękna teoria o miłowaniu latorośli - zwłaszcza na początku dominują emocje i wtedy zwykle dzieje się nieodwracalna krzywda (mam tu na myśli wątek Nangi sprzed kilku miesięcy, gdzie ojciec wpierw nagle wyrzekł się własnej córki, a dopiero potem wykonał badania...).

                          Swoją drogą, kochająca matka też nie powinna własnemu dziecku świństwa robić od urodzenia... przecież każdy słyszał, że kłamstwo ma krótkie nóżki.
                          • nangaparbat3 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:17
                            Misiu, nie bronimy matki, tylko dziecka.
                            A o tym, ze dziecko rodząc się - czy poczynajac - jest wydane na pastwę
                            rodziców, wiem od dawna.
                            wiem jednak takze, ze świat staje się takim, jakim go myślimy.
                            Dlatego tak bardzo wpieprzają mnie brednie o genach etc.
                            • adela38 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:39
                              Dlatego tak bardzo wpieprzają mnie brednie o genach etc.

                              Ty sama bredzisz. Mam syna 16letniego, ma on brata przyrodniego starszego o 15
                              lat.Ich ojciec kiedys w czasach mlodosci bardzo burzliwie ja przezywal... Jego
                              pirewszy sym, z inna kobieta, 20 lat pozniej w innych warunkacy, przy innym
                              wychowaniu robil w tym samym wieku dokladnie to samo.Moj syn, wychowany znowu
                              nie tylko w innym jezyku, panstwie, wierze i przez inna matke i w innych czasach
                              robi dokladnie te same rzeczy co kiedys ojciec i potem przyrodni brat... I nic
                              ich nie laczy oprocz genow.Tak jakby wszyscy mieli ten sam program...
                              Ja sama bardzo przypominam z charakteru mojego ojca. W wielu rzeczach jestem jak
                              on.A praktycznie nie mialam z nim prawie kontaktu.A jednak te geny...
                              Dziedziczymy nie tylko wyglad czy sklonnosci do chorob, ale i charakter,
                              temperament, w pewnym sensie tez taka a nie inna osobowosc.
                              • nangaparbat3 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:41
                                adela38 napisała:

                                > Dlatego tak bardzo wpieprzają mnie brednie o genach etc.
                                >
                                > Ty sama bredzisz. Mam syna 16letniego, ma on brata przyrodniego starszego o 15
                                > lat.Ich ojciec kiedys w czasach mlodosci bardzo burzliwie ja przezywal... Jego
                                > pirewszy sym, z inna kobieta, 20 lat pozniej w innych warunkacy, przy innym
                                > wychowaniu robil w tym samym wieku dokladnie to samo.Moj syn, wychowany znowu
                                > nie tylko w innym jezyku, panstwie, wierze i przez inna matke i w innych czasac
                                > h
                                > robi dokladnie te same rzeczy co kiedys ojciec i potem przyrodni brat... I nic
                                > ich nie laczy oprocz genow.Tak jakby wszyscy mieli ten sam program...
                                > Ja sama bardzo przypominam z charakteru mojego ojca. W wielu rzeczach jestem ja
                                > k
                                > on.A praktycznie nie mialam z nim prawie kontaktu.A jednak te geny...
                                > Dziedziczymy nie tylko wyglad czy sklonnosci do chorob, ale i charakter,
                                > temperament, w pewnym sensie tez taka a nie inna osobowosc.

                                Nie na temat.
                                • adela38 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:56
                                  Jak nie na temat. Widzisz czym sa geny. To dziecko nosi geny swojego ojca.Bedzie
                                  tym co odziedziczyl genetycznie po swoich biologicznych rodzicach. To ze ktos
                                  pokochal obce dziecko nie znaczy ze drugi zrobi to samo.Ja widzialam rodzine
                                  gdzie najpierw adoptowano dziecko, a potem urodzilo im sie wlasne...I nie byli w
                                  stanie czuc do obu dzieci takiej samej bliskosci...Wiem bo zwierzali sie z tego
                                  i mieli poczucie winy.
                                  Znajomy poznal kobiete z niemowleciem, zostali para, urodzilo im sie ich wlasne
                                  dziecko...To pierwsze jest 1,5 roku starsze i nie ma ojca (matka zglosila ojciec
                                  nieznany).On mowi, ze traktuje obu chlopcow jak swoich, ale...czy myslisz, ze
                                  zaadoptowal pierwszego? Odpowiem.Nie.
                                  • sylwiamich Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 08:47
                                    adela38 napisała:
                                    To ze ktos
                                    > pokochal obce dziecko nie znaczy ze drugi zrobi to samo.Ja
                                    widzialam rodzine
                                    > gdzie najpierw adoptowano dziecko, a potem urodzilo im sie
                                    wlasne...I nie byli
                                    > w
                                    > stanie czuc do obu dzieci takiej samej bliskosci...Wiem bo
                                    zwierzali sie z tego
                                    > i mieli poczucie winy.

                                    Jak jest swoje to łatwiej przejść do porządku dziennego nad
                                    wadami.Ja znam przypadek gdzie matka bardziej kochała adoptowane
                                    dziecko.Swoich własnych ngdy aż tak.
                          • adela38 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:21
                            Tak...tu wtedy cierpi dziecko, ale winna cierpienia jest jego matka.A dlaczego
                            ma cierpiec pseudo ojciec? Czy jego cierpienie i jego zycie nic sie nie
                            liczy?Jak ktos mimo wszystko chce byc ojcem podrzutka moze nim byc- jego
                            prawo.Ale nie mozna kogos do tego zmuszac.To dziecko ma swojego ojca. Powinno
                            miec prawo do jego poznania.Do poznania rodziny ze strony ojca.Do poznania
                            swoich korzeni.Niech matka da dziecku jego prawdziwego ojca, a nie wtrynia go
                            obcemu facetowi.A ci co tak niby bronia tego dziecka... moga je przeciez wziac
                            razem z mamusia do siebie...Nikt im nie broni ich kochac... ani
                            finansowac...Ciekawa jestem czy te osoby uwazajace, ze nie jest wazne czy jest
                            sie biologicznym ojcem/matka wziely sobie swiadomie obce dziecko do
                            adopcji...Jesli tak to niech beda uprzejme pamietac, ze mogly o tym same
                            zdecydowac, a nie wrobiono ich w to podstepem.
                            • misbaskerwill A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 01:34
                              adela38 napisała:
                              > Tak...tu wtedy cierpi dziecko, ale winna cierpienia jest jego matka.A dlaczego
                              > ma cierpiec pseudo ojciec?

                              Ten "pseudoojciec", jak go nazwałaś, traci w jednej chwili wszystko - obraz w miarę wiernejwink partnerki, oraz dziecko, które kilka lat wychowywał...
                              Czyli spotyka go de facto podwójne nieszczęście...
                              Bo cierpienie ojca jest większe, gdy mu się odbiera dziecko (a tu odbiera się nieodwracalnie). Nie zawsze samo oszustwo może być dla człowieka najgorsze. Zwłaszcza, gdy ojciec naprawdę jest związany z dzieckiem.

                              Ja bym powiedział przekornie, że taką "matkę" to najlepiej wyrzucić z domu, a z kochanym dzieckiem zostać i wychować na porządnego człowieka...
                              To stwierdzam teraz, po pewnych doświadczeniach...
                              Zdaję sobie też sprawę, że w Polsce pewnie nawet w XXII wieku kodeks rodzinny na taki manewr nie zezwoli...
                              • wawrzyniecpruski Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 02:01
                                Nikt temu pseudoojcu dziecka nie odbiera, bo to NIGDY nie było jego
                                dziecko. Czy to tak trudno zrozumieć? On tego człowieka kochał, być
                                może dalej kocha ale NIE JEST JEGO OJCEM.
                                To nie jest jego krew, z biologicznego punktu widzenia to jest
                                zupełnie OBCY człowiek. Jeśli rogacz uzna, ze chce dalej utrzymywać
                                dziecko i traktowac je jak własne to chwała mu za to. Bedzie dla
                                dziecka OJCZYMEM i nikim więcej.
                                A przez oszustwo matki stracił być może szanse na własne ojcostwo.
                                I to jest największa tragedia.
                                • misbaskerwill epoka kamienia łupanego... 05.04.08, 02:16
                                  Wybacz.
                                  Rozwiodłem się, obecnie moja ex-żona "zaaresztowała" syna, samowolnie wykluczyła moje prawo do jakichkolwiek decyzji w jego sprawach, toczymy boje w sądzie rodzinnym...
                                  I dla mnie to właśnie jest "stracona szansa na własne ojcostwo".

                                  Ale idąc tokiem Twojego rozumowania - najważniejsze jest to, że Synek jest z mojego plemnika. A to czy będę miał szansę go wychować czy nie - jest drugorzędne.
                                  I tu się nie z Tobą zgadzam.
                                  Wg mnie ważniejsze być rodzicem wychowującym niż biologicznym. Bo ojcem biologicznym może być każdy - choćby pijak i menel niezdający sobie z "zaistniałego ojcostwa" nawet sprawy.
                                  • wawrzyniecpruski Re: epoka kamienia łupanego... 05.04.08, 02:22
                                    misbaskerwill napisał:

                                    > Wybacz.
                                    > Rozwiodłem się, obecnie moja ex-żona "zaaresztowała" syna,
                                    samowolnie wykluczył
                                    > a moje prawo do jakichkolwiek decyzji w jego sprawach, toczymy
                                    boje w sądzie ro
                                    > dzinnym...
                                    > I dla mnie to właśnie jest "stracona szansa na własne ojcostwo".
                                    >
                                    > Ale idąc tokiem Twojego rozumowania - najważniejsze jest to, że
                                    Synek jest z mo
                                    > jego plemnika. A to czy będę miał szansę go wychować czy nie -
                                    jest drugorzędne
                                    > .
                                    > I tu się nie z Tobą zgadzam.
                                    > Wg mnie ważniejsze być rodzicem wychowującym niż biologicznym. Bo
                                    ojcem biologi
                                    > cznym może być każdy - choćby pijak i menel niezdający sobie
                                    z "zaistniałego oj
                                    > costwa" nawet sprawy.
                                    Nieprawda. Nie straciłeś szansy na ojcostwo, być może straciłeś
                                    szanse na wychowanie swego dziecka. To dwie rózne sprawy.
                                    "Ojciec biologiczny"- hmm. To pojecie powstało niedawno w odpowiedzi
                                    na coraz bardziej kurewski świat i rozwiązłośc zarówno kobiet jak i
                                    mężczyzn. czy jest ojciec niebiologiczny? Jest. Nazywa sie ojczym.
                                    Czy jest syn niebiologiczny? Jest nazywa sie pasierb. Ty OJCEM
                                    jesteś. Oszukany facet nie.
                                    A ten mały plemniczek naprawde ma znaczenie. Udowodnić Ci to?
                                    Bardzo proszę. Czy adoptowałbyś chętnie i bez obaw dziecko, którego
                                    ojciec był psychopatycznym mordercą, brutalna bestią, kubą
                                    rozpruwaczem?
                                    Adoptowałbyś? Przecież geny nie sa najważniejsze....
                                    • misbaskerwill chłopie... 05.04.08, 02:30
                                      > Bardzo proszę. Czy adoptowałbyś chętnie i bez obaw dziecko, którego
                                      > ojciec był psychopatycznym mordercą, brutalna bestią, kubą
                                      > rozpruwaczem?
                                      > Adoptowałbyś? Przecież geny nie sa najważniejsze....

                                      ...gdybym to dziecko wychowywał od 6 lat, to wybacz.
                                      Pytanie raczej powinno brzmieć - czy nagle pozbyłbym się takiego dziecka?
                                      Gdybym nie kochał - tak.
                                      Ale zakładam, że jako prawdziwy ojciec/ojczym kochałbym.
                                      Konsekwentnie.
                                      • wawrzyniecpruski Re: chłopie... 05.04.08, 02:34
                                        misbaskerwill napisał:

                                        > > Bardzo proszę. Czy adoptowałbyś chętnie i bez obaw dziecko,
                                        którego
                                        > > ojciec był psychopatycznym mordercą, brutalna bestią, kubą
                                        > > rozpruwaczem?
                                        > > Adoptowałbyś? Przecież geny nie sa najważniejsze....
                                        >
                                        > ...gdybym to dziecko wychowywał od 6 lat, to wybacz.
                                        > Pytanie raczej powinno brzmieć - czy nagle pozbyłbym się takiego
                                        dziecka?
                                        > Gdybym nie kochał - tak.
                                        > Ale zakładam, że jako prawdziwy ojciec/ojczym kochałbym.
                                        > Konsekwentnie.
                                        lawirujesz. Unikasz odpowiedzi. Adoptowałbyś?
                                    • sylwiamich Re: epoka kamienia łupanego... 05.04.08, 08:53
                                      wawrzyniecpruski napisał:
                                      > Bardzo proszę. Czy adoptowałbyś chętnie i bez obaw dziecko,
                                      którego
                                      > ojciec był psychopatycznym mordercą, brutalna bestią, kubą
                                      > rozpruwaczem?
                                      > Adoptowałbyś? Przecież geny nie sa najważniejsze....



                                      Pewnie nie.Nawet dewiacje łatwiej zaakceptować jak są nasze, nie?smile))
                                      Tak samo można zapytać:
                                      -A gdyby twój biologiczny okazał się chory genetycznie...wziąłbyś go
                                      chętnie ze szpitala??
                                  • sadaga Re: epoka kamienia łupanego... 06.04.08, 12:19
                                    misbaskerwill napisał:
                                    Wg mnie ważniejsze być rodzicem wychowującym niż biologicznym. Bo
                                    ojcem biologi
                                    > cznym może być każdy - choćby pijak i menel niezdający sobie
                                    z "zaistniałego oj
                                    > costwa" nawet sprawy


                                    mądrze napisane. też uważam ze świadome rodzicielstwo jest
                                    ważniejsze od więzów krwi.
                                • em120777 Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 02:18
                                  No nie rozśmieszaj mnie - jak stracił szanse na własne ojcostwo? Miał 6 lat,
                                  żeby z ta kobieta mieć następne dzieci a ich nie miał. Domniemam,że nie ma 70
                                  lat, więc dzieci mieć jeszcze może.
                                  Jeśli 6 lat był dla niego ojcem, to nim był i tyle, chciał nim być i pewnie się
                                  starał i za ojca go to dziecko uważa. A jedno wydarzenie sprawiło,że ów człowiek
                                  już nie chce być ojcem dla tego chłopca. Poza tym, cóż złego jest w byciu
                                  ojczymem jeśli relacja pozostaje dobra (taka jak była)? Wydaje mi się,ze
                                  rozmawiamy o relacji dwóch osób dziecka i ojca"ojczyma" i o tym co oni do siebie
                                  nawzajem czują - kim dla siebie są, nie sadzę, że dziecko przestało kochać kogoś
                                  tylko dlatego, ze formalnie jakoś tam inaczej jest z nim spokrewnione lub nie.
                                  Tym samym nie pojmuję, jak ten Pan mógł przestać się czuć ojcem dla tego chłopca.
                                  • wawrzyniecpruski Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 02:27
                                    em120777 napisała:

                                    > No nie rozśmieszaj mnie - jak stracił szanse na własne ojcostwo?
                                    Miał 6 lat,
                                    > żeby z ta kobieta mieć następne dzieci a ich nie miał.
                                    Domniemam,że nie ma 70
                                    > lat, więc dzieci mieć jeszcze może.
                                    > Jeśli 6 lat był dla niego ojcem, to nim był i tyle, chciał nim być
                                    i pewnie się
                                    > starał i za ojca go to dziecko uważa. A jedno wydarzenie
                                    sprawiło,że ów człowie
                                    > k
                                    > już nie chce być ojcem dla tego chłopca. Poza tym, cóż złego jest
                                    w byciu
                                    > ojczymem jeśli relacja pozostaje dobra (taka jak była)? Wydaje mi
                                    się,ze
                                    > rozmawiamy o relacji dwóch osób dziecka i ojca"ojczyma" i o tym co
                                    oni do siebi
                                    > e
                                    > nawzajem czują - kim dla siebie są, nie sadzę, że dziecko
                                    przestało kochać kogo
                                    > ś
                                    > tylko dlatego, ze formalnie jakoś tam inaczej jest z nim
                                    spokrewnione lub nie.
                                    > Tym samym nie pojmuję, jak ten Pan mógł przestać się czuć ojcem
                                    dla tego chłopc
                                    > a.
                                    A może facet jest juz stary? A moze matka jest juz stara i za pozno
                                    na dziecko? A moze miał chemioterapie w piatym roku małżenstwa i juz
                                    nie moze miec dzieci? A moze nie staćich było na kolejne dziecko?
                                    • misbaskerwill coraz bardziej kombinujesz... 05.04.08, 02:31
                                      > A może facet jest juz stary? A moze matka jest juz stara i za pozno
                                      > na dziecko? A moze miał chemioterapie w piatym roku małżenstwa i juz
                                      > nie moze miec dzieci? A moze nie staćich było na kolejne dziecko?

                                      ...a na takie kombinacje jest prosta odpowiedź:
                                      gdyby babcia miała wąsy byłaby dziadkiem.
                                      • wawrzyniecpruski Re: coraz bardziej kombinujesz... 05.04.08, 02:35
                                        misbaskerwill napisał:

                                        > > A może facet jest juz stary? A moze matka jest juz stara i za
                                        pozno
                                        > > na dziecko? A moze miał chemioterapie w piatym roku małżenstwa i
                                        juz
                                        > > nie moze miec dzieci? A moze nie staćich było na kolejne dziecko?
                                        >
                                        > ...a na takie kombinacje jest prosta odpowiedź:
                                        > gdyby babcia miała wąsy byłaby dziadkiem.
                                        Wiec niech mamusia sama chowa swego bękarta.
                                        • em120777 Re: coraz bardziej kombinujesz... 05.04.08, 02:42
                                          Wiesz jak słyszę, czytam słowo bękart to zdaje mi się,ze i Ty winisz i oceniasz
                                          dziecko.Chciałabym się mylic.
                                          Naprawdę nie wierzysz,z e wieź emocjonalna między ludźmi nie jest ważniejsza niż
                                          kłamstwo,i ze nie warto, choć sprobować dla niej czasem nagiąć sie ciut i
                                          spróbowac być ponad??
                                          • wawrzyniecpruski Re: coraz bardziej kombinujesz... 05.04.08, 02:47
                                            em120777 napisała:

                                            > Wiesz jak słyszę, czytam słowo bękart to zdaje mi się,ze i Ty
                                            winisz i oceniasz
                                            > dziecko.Chciałabym się mylic.
                                            > Naprawdę nie wierzysz,z e wieź emocjonalna między ludźmi nie jest
                                            ważniejsza ni
                                            > ż
                                            > kłamstwo,i ze nie warto, choć sprobować dla niej czasem nagiąć sie
                                            ciut i
                                            > spróbowac być ponad??

                                            Piekne słowa. Ale jak facet nie potafi to jest nieczułym draniem?
                                            I nie nagina sie trochę, tylko całkowicie poswieca swoje zycie dla
                                            obcego dziecka.
                                            Błąd to mozna zrobić ortograficzny. Ze zdrada i jej owocem sprawa
                                            nie jest juz taka prosta.

                                    • em120777 Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 02:33
                                      Hej czytaj uważnie - gość jest bogaty i dał się złapać na ciążę. Wziął ślub z
                                      kobietą która go wcześniej zdradzała - jego ryzyko. MOze jest stary - ale raczej
                                      nie sadzę. Moze matka stara - to nie ważne, bo i tak się z nią rozwiódł.
                                      Osobiście znam pewnego pana po chemii który jest biologicznym ojcem dwóch
                                      chłopców, poza tym można zamrozić nasienie - prawda?? Poza tym on formalnie jest
                                      dalej nazywany ojcem - popraw mnie o ile się mylę, więc to dla mnie tylko sprawa
                                      jego chcenia - czy chce tym ojcem być dla chłopca czy nie.
                                      • wawrzyniecpruski Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 02:39
                                        em120777 napisała:

                                        > Hej czytaj uważnie - gość jest bogaty i dał się złapać na ciążę.
                                        Wziął ślub z
                                        > kobietą która go wcześniej zdradzała - jego ryzyko. MOze jest
                                        stary - ale racze
                                        > j
                                        > nie sadzę. Moze matka stara - to nie ważne, bo i tak się z nią
                                        rozwiódł.
                                        > Osobiście znam pewnego pana po chemii który jest biologicznym
                                        ojcem dwóch
                                        > chłopców, poza tym można zamrozić nasienie - prawda?? Poza tym on
                                        formalnie jes
                                        > t
                                        > dalej nazywany ojcem - popraw mnie o ile się mylę, więc to dla
                                        mnie tylko spraw
                                        > a
                                        > jego chcenia - czy chce tym ojcem być dla chłopca czy nie.

                                        Ty tez cztaj uwaznie. On nie wiedział, ze panna go zdradza. Wiem, ze
                                        był bogaty, przykład ekonomiczny miał tylko uzmysłowic, ze ludzie
                                        rezygnuja z kolejnego dziecka z miliona przyczyn. łatwiej jest
                                        zrezygnowac jesli wierzysz, ze masz juz SWOJE dziecko.
                                        I juz.
                                        • em120777 Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 02:46
                                          Swoje - dla mnie znaczy wychowane przez mnie i kochane przeze mnie - nie własne,
                                          stworzone z moich komórek.
                                          • wawrzyniecpruski Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 02:49
                                            em120777 napisała:

                                            > Swoje - dla mnie znaczy wychowane przez mnie i kochane przeze
                                            mnie - nie własne
                                            > ,
                                            > stworzone z moich komórek.
                                            I to nas własnie rózni. Dla mnie swoje, to swoje. Z moich komórek.
                                            To tak jak z pieniedzmi. Moje sa jak je zarobiłem a nie dlatego, ze
                                            sa w moim portfelu...
                                            Logiczne?
                                            • em120777 Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 03:03
                                              Człowiek ma sie nijak do pieniądza, ale - skoro taka argumentacja to dla mnie
                                              on pracę na swoje ojcostwo rozpoczął z chwilą, gdy tym ojcem "ojczymem" został
                                              (z chwilą narodzin dziecka, które potem wychowywał)- wiec stosując Twoją logikę
                                              - wywala właśnie pieniądze zarobione przez 6 lat w błoto.
                                            • sylwiamich Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 08:58
                                              wawrzyniecpruski napisał:
                                              > I to nas własnie rózni. Dla mnie swoje, to swoje. Z moich komórek.
                                              > To tak jak z pieniedzmi. Moje sa jak je zarobiłem a nie dlatego,
                                              ze
                                              > sa w moim portfelu...
                                              > Logiczne?

                                              No znowu zupełnie nie...bo może Ci żona włożyła?
                                              • sylwiamich Re: A może popatrz na to inaczej... 05.04.08, 09:05
                                                A jeśli chodzi o ewolucyjne teorie...jak coś odpowiada na wszystkie
                                                pytania to trochę mi przypomina 70letnią sąsiadkę pełną "mądrości
                                                życiowych".
                                                I coś mi się ten determinizm genowy zalatuje Nietzsche .
                            • em120777 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:35
                              Zdaje mi się, że nikt nie broni biologicznemu ojcu poznania dziecka i dziecku
                              poznania biologicznego ojca. Nikt nie podważa winy matki i nie deprecjonuje
                              uczuć jakie targają tym mężczyzną. Mnie bulwersuje fakt traktowania dziecka jako
                              przedmiotu "wtrynianego" komuś! Osobiście zastanawia mnie właśnie jakość więzi
                              tego pana z człowiekiem którego do tej pory uważał za syna i przyjął
                              odpowiedzialność za jego wychowanie. Ciekawi mnie jak można przestać kochać i
                              odrzucić bezinteresowną miłość - w imię własnej urażonej dumy. Mnie się zdaje,że
                              nie podstęp tu jest najważniejszy tylko jego skutki. Czy to, że ktoś nam zrobił
                              świństwo ma być usprawiedliwieniem tego, że krzywdzimy bezmyślnie innych??
                              • adela38 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 01:48
                                em120777 napisała:

                                > Zdaje mi się, że nikt nie broni biologicznemu ojcu poznania dziecka i dziecku
                                > poznania biologicznego ojca. Nikt nie podważa winy matki i nie deprecjonuje
                                > uczuć jakie targają tym mężczyzną. Mnie bulwersuje fakt traktowania dziecka jak
                                > o
                                > przedmiotu "wtrynianego" komuś! Osobiście zastanawia mnie właśnie jakość więzi
                                > tego pana z człowiekiem którego do tej pory uważał za syna i przyjął
                                > odpowiedzialność za jego wychowanie. Ciekawi mnie jak można przestać kochać i
                                > odrzucić bezinteresowną miłość - w imię własnej urażonej dumy. Mnie się zdaje,ż
                                > e
                                > nie podstęp tu jest najważniejszy tylko jego skutki. Czy to, że ktoś nam zrobił
                                > świństwo ma być usprawiedliwieniem tego, że krzywdzimy bezmyślnie innych??
                                >
                                Ze dziecko jest wtryniane, to fakt. A kto tu mowi o przedmiocie??
                                Nie wiem... jesli ten pan nic by nie wiedzial i by wierzyl w to co mu pani
                                wmowila... Ale on czul, ze tu cos jest nie tak.Nie czul z tym dziecki takiej
                                wiezi jak powinien.On nie skrzywdzil tego dziecka. To matka je skrzywdzila. Tak
                                samo jak skrzywdzila jego.On nie byl w stanie zyc z nimi.I ja go
                                rozumiem.Spotykal dziecko po rozwodzie, ale nie jako ojciec.Nie rozumiem jak
                                mozna jego oskarzac o skrzywdzenie dziecka.Gdyby z nimi zostal i ich zwyczajnie
                                nienawidzil i sam siebie by katowal to by bylo dobrze? Dla kogo?
                                • em120777 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:06

                                  > Nie wiem... jesli ten pan nic by nie wiedzial i by wierzyl w to co mu pani
                                  > wmowila... Ale on czul, ze tu cos jest nie tak.Nie czul z tym dziecki takiej
                                  > wiezi jak powinien.

                                  Czuł czyli podejrzewał, jeśli podejrzewał to chyba faktycznie więzi żadnej nie
                                  zbudował; ponadto jeśli podejrzewał to dlaczego brał z nią ślub, a potem zwlekał
                                  tyle lat?

                                  > On nie skrzywdzil tego dziecka. To matka je skrzywdzila. Tak
                                  > samo jak skrzywdzila jego.

                                  Matka dziecka skrzywdziła jego, a on oddał dziecku.

                                  > On nie był w stanie żyć z nimi.I ja go
                                  > rozumiem.
                                  Ja chyba tez rozumiem, poniekąd ...
                                  > Spotykal dziecko po rozwodzie, ale nie jako ojciec.Nie rozumiem jak
                                  > mozna jego oskarzac o skrzywdzenie dziecka.Gdyby z nimi zostal i ich zwyczajnie
                                  > nienawidzil i sam siebie by katowal to by bylo dobrze? Dla kogo?

                                  Nie kazałam nikomu zostawać razem dla dobra dziecka - nadinterpretacja wielka -
                                  po prostu z postu zrozumiałam,że Pan Ów od dziecka sie odwrócił, płacić nie chce
                                  i kontaktów z nim utrzymywać też nie chce, bo czuje się oszukany. Sama piszesz
                                  że jakby został to by ich nienawidził - pytam dlaczego ich a nie jej???
                                  Spotykał dziecko nie jako ojciec - to jako kto?? Jako były ojciec?? Przestał mu
                                  pozwalać mówić do siebie tato??
                                  Tego nie pojmuję.
                              • wawrzyniecpruski Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:07
                                em120777 napisała:

                                tego, że krzywdzimy bezmyślnie innych??

                                em120777, to nie my krzywdzimy, tylko ci co oszukują. Naprawdę tego
                                nie kumasz? Ten facet kochał inna osobę, kochał swego SYNA a nie
                                obcego dzieciaka jakim sie potem okazał.
                                • em120777 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:21
                                  Nie naprawdę nie rozumiem.
                                  Ten facet kochał tę sama osobę tylko teraz jeśli musi, chce - będzie ja inaczej
                                  nazywał. W tym chłopcu z chwila ujawnienia prawdy nic się nie zmieniło. Tego nie
                                  rozumiesz??
                                  • wawrzyniecpruski Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:32
                                    em120777 napisała:

                                    > Nie naprawdę nie rozumiem.
                                    > Ten facet kochał tę sama osobę tylko teraz jeśli musi, chce -
                                    będzie ja inaczej
                                    > nazywał. W tym chłopcu z chwila ujawnienia prawdy nic się nie
                                    zmieniło. Tego ni
                                    > e
                                    > rozumiesz??
                                    No właśnie to Ty nie rozumiesz. Facet może dalej kochac to dziecko
                                    jesli chce i potrafi. Ale uwierz, z punktu widzenia mężczyzny ten
                                    niewinny niczemy chłopiec w ciagu kilku sekund stał sie dla niego
                                    zupełnie inna osobą. Rożnica jest taka, ze był synem a jest...
                                    Hmm, no właśnie. Obcą istota. Naprawde, 90% facetów podziela moje
                                    zdanie.
                                    • em120777 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:37
                                      OK facetem nie jestem - więc myślę pewnie inaczej, ale skoro kochał jak
                                      zakładasz to niech go nazywa jak mu się podoba - byle go nie odrzucał. A dla
                                      mnie z tych postów wynika, ze jednak to zrobił sad i ja odczytuję to tak jakby
                                      nie chciał i myślał, że nie potrafi.
                                      • wawrzyniecpruski Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:43
                                        em120777 napisała:

                                        > OK facetem nie jestem - więc myślę pewnie inaczej, ale skoro
                                        kochał jak
                                        > zakładasz to niech go nazywa jak mu się podoba - byle go nie
                                        odrzucał. A dla
                                        > mnie z tych postów wynika, ze jednak to zrobił sad i ja odczytuję
                                        to tak jakby
                                        > nie chciał i myślał, że nie potrafi.

                                        Em, zrozum. Nie możesz wymagać od faceta, by dalej kochał nie swoje
                                        dziecko. On tego nie potrafi i ja moge go zrozumieć. Nie jest złym
                                        człowiekiem dlatego, ze nie akceptuje kukułczego jaja. Czy Ty nie za
                                        wiele wymagasz od tego gościa w imię miłości do obcego dziecka?
                                        Zrozum to - OBCEGO DZIECKA.
                                        Matka zawsze będzie to dziecko kochała. Oszukany facet moze kochać,
                                        moze tego nie udzwignąć. To nie jego wina. Nie jest draniem, to
                                        naturalne.
                                        • em120777 Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:57
                                          No nie rozumiem. Uważam,ze warto sie zastanowić co sie traci i gdy okazuje
                                          się,ze warto to trzeba walczyć. Ja uważam, ze dziecko nie jest obce, bo
                                          poświecił mu jednak 6 lat swojego życia, ono nie zrobiło mu żadnej krzywdy,
                                          kocha go bezinteresownie i mu ufa. Jeśli kocha malca - nie rozumiem jego
                                          postępowania, jeśli nie kocha to owszem.
                                          Każdy oszukany człowiek ma prawo nie radzić sobie z tym problemem, nie tylko
                                          faceci - i to nie jego wina, ale co do tego czy poprzestawanie na tym stanie
                                          rzeczy, ze sobie nie radzę i koniec jest naturalne - i dobre to sprawa dyskusyjna.
                                    • misbaskerwill hahaha 05.04.08, 02:40
                                      > Hmm, no właśnie. Obcą istota. Naprawde, 90% facetów podziela moje
                                      > zdanie.

                                      Dowody proszę. Bo takie poparcie to chyba tylko PZPR miałosmile
                                      • wawrzyniecpruski Re: hahaha 05.04.08, 02:43
                                        misbaskerwill napisał:

                                        > > Hmm, no właśnie. Obcą istota. Naprawde, 90% facetów podziela moje
                                        > > zdanie.
                                        >
                                        > Dowody proszę. Bo takie poparcie to chyba tylko PZPR miałosmile

                                        Gówno wiesz o PZPR...
                                        • misbaskerwill za to Ty wiesz... 05.04.08, 02:46
                                          ...i zaczynasz stosować podobną argumentacjęsmile
                                • nangaparbat3 I tu cie mam! 05.04.08, 19:37
                                  wawrzyniecpruski napisał:

                                  > em120777 napisała:
                                  >
                                  > tego, że krzywdzimy bezmyślnie innych??
                                  >
                                  > em120777, to nie my krzywdzimy, tylko ci co oszukują. Naprawdę tego
                                  > nie kumasz? Ten facet kochał inna osobę, kochał swego SYNA a nie
                                  > obcego dzieciaka jakim sie potem okazał.

                                  Własnie w tym rzecz - nie kochał OSOBY, tylko przekonanie, ze osoba jest
                                  nosicielem JEGO genów.
                                  Wlasnie o miłosci do osoby nie ma mowy.
                          • wawrzyniecpruski Re: szkoda pieniedzy 05.04.08, 02:15
                            misbaskerwill napisał:

                            > Zgadzam się, że ponad wszystko należy chronić dziecko - pomimo że
                            jestem wstręt
                            > nym facetem siejącym plemnikiwink.
                            > I każdy facet w duchu przyzna, że to nie biologia decyduje o
                            naszej miłości do
                            > dzieci

                            A i owszem. Właśnie biologia decyduje o naszej miłości do dzieci.
                            Facet, który kocha obce dzieci smutno kończy w kryminale z
                            długoletnim wyrokiem za pedofilię. To tylko puszczalskie kobiety
                            twierdzą, ze wszystkie dzieci są nasze...
                            • misbaskerwill Chyba nie masz dzieci? 05.04.08, 02:20
                              > A i owszem. Właśnie biologia decyduje o naszej miłości do dzieci.
                              > Facet, który kocha obce dzieci smutno kończy w kryminale z
                              > długoletnim wyrokiem za pedofilię.

                              Albo jesteś zwyrodnialcem...skoro tylko tak pojmujesz miłość do dzieci...
                              • panda_zielona Re: Chyba nie masz dzieci? 06.04.08, 08:17
                                Jeśli to jest ten wawrzyniec-pruski,to ma dwójkę dzieci:dziedzica i
                                potomkę.
                              • mary171 Re: Chyba nie masz dzieci? 07.04.08, 12:04
                                Najbardziej cierpi dziecko i tak. Bo jak wutłumaczyć maluchowi, że
                                jedyny tata, którego znal nie jets jego tatą i z dnia na dzień
                                pzrestał kochac? Ale ja też uważam, że nie jets to miłośc do
                                czlowieka tylko dlatego, że to "moje" dziecko. A moze my kobiety
                                myślimy inaczej
                                • nangaparbat3 Re: Chyba nie masz dzieci? 07.04.08, 18:56
                                  mary171 napisała:

                                  > Najbardziej cierpi dziecko i tak. Bo jak wutłumaczyć maluchowi, że
                                  > jedyny tata, którego znal nie jets jego tatą i z dnia na dzień
                                  > pzrestał kochac? Ale ja też uważam, że nie jets to miłośc do
                                  > czlowieka tylko dlatego, że to "moje" dziecko. A moze my kobiety
                                  > myślimy inaczej

                                  Nie, Mary, zapewniam Cię, ze jest wielu mężczyzn, ktorzy myślą tak samo.
                                  Naprawdę od czasu poprzedniej afery forumowej na temat DNA pytam wszystkich
                                  bliskich i znajomych mężczyzn co by zrobili, gdyby... I wszyscy mowią: dziecko
                                  to dziecko, kochałbym je dalej. Choc pewnie bym sie rozwiódl.
                                  • tricolour A co mieli powiedzieć? 07.04.08, 19:09
                                    Że olali by dziecko tak jak połowa ojców nie płaci alimentów? A z tej połowy
                                    płacącej, to są często ochłapy?

                                    Ilu znasz facetów, którzy otwarcie powiedzą o swoich wadach, kompleksach,
                                    nieumiejętnościach, porażkach?
                                    • nangaparbat3 Re: A co mieli powiedzieć? 07.04.08, 19:20
                                      OK, znam jednego, który wychował syna kochanka swej żony (nie robił badań, ale
                                      jest pewien - tak bardzo chłopiec- teraz juz dorosły - różni sie od ojca i
                                      swoich dwoch braci) i jednego, ktory chowa coreczkę, co do ktorej ma poważne
                                      wątpliwosci, czy jest jego. Ten drugi powiedzial mi, ze zony właściwie nie
                                      kocha, jest z nią ze wzgledu na dzieci.
                                      • tricolour Dobry przykład... 07.04.08, 19:43
                                        ... szczególnie w zestawieniu z naszym (prawie jednogłośnym) zdaniem na temat
                                        "bycia z żoną, której sie nie kocha, ale przez wzgląd na dzieci".

                                        Prawdę mówiąc gdybyś mnie zapytała, co bym zrobił w takiej sytuacji, to bym nic
                                        nie odpowiedział, bo nie wiem. Podejrzewam, że jednak wybrałbym prawdę...
                                        • nangaparbat3 Re: Dobry przykład... 07.04.08, 19:55
                                          tricolour napisał:

                                          > ... szczególnie w zestawieniu z naszym (prawie jednogłośnym) zdaniem na temat
                                          > "bycia z żoną, której sie nie kocha, ale przez wzgląd na dzieci".
                                          >
                                          Masz rację, paradoks, tym bardziej, ze z pierwszą zoną rozwiodł się mimo
                                          dziecka, na 100% własnego, bez cienia wątpliwości.
                                          Ot, zycie, ani logiczne, ani konsekwentne. Jak zwykle.
                          • neilos Re: szkoda pieniedzy 06.04.08, 09:14
                            Czytam od dłuższego czasu posty na tym forum.
                            Mam wrażenie,że wiele z osób piszących na tym forum nie wyrosło z fazy piaskownicy.
                            Drugi człowiek to nie babka z piasku, którą można przewrócić i na jej miejsce
                            stworzyć nową. Życie to nie zmiana tejże piaskownicy.

                            Życie, to ciąg wyborów, podejmowanych decyzji.
                            Niestety coraz częściej bardzo niedojrzałych.
                            Za nasze decyzje życie nie tylko stawia nam rachunki, ale i naszym partnerom i
                            dzieciom.
                            Partnerzy mieli możliwość wyboru, mogli w porę się wycofać.
                            Nie zrobili tego, więc muszą zapłacić rachunki teraz, ale dzieci?

                            Kiwi-kiwi, tak bardzo chcesz uciec z tej " piaskownicy" ,że nie interesuje cię
                            los tego dziecka?
                            Lepiej zapytaj samego siebie, kim jest to dziecko dla ciebie?
                            Kim było ostatnie kilka lat...

                            Zagram na twoich niskich uczuciach materialisty...
                            Jeżeli jesteś aż takim materialistą, to zrób sobie rachunek strat i zysków z
                            prognozą na najbliższe 50 lat...
                            Może tak ci się dalej życie potoczyć, że więcej dzieci nie będziesz mieć i w
                            wieku 70-80 lat nagle przypomni ci się to dziecko, bo fajnie by było, żeby ktoś
                            z tobą porozmawiał albo podał ci szklankę herbaty...a może pomógł finansowo?

                            Życie to nie rachunek strat i zysków.
                            Relacje z innymi buduje sie całe życie.

                            Od dwóch lat jestem sama, poświęciłam ponad dwadzieścia lat egoiście,
                            człowiekowi bez wyobraźni, który nie zasługiwał na to poświęcenie, ale coś
                            obiecałam i próbowałam dotrzymać słowa.

                            Dwa lata odbudowy samej siebie, relacji z dziećmi, którą on niszczył.

                            Teraz moje relacje z dorosłymi dziećmi są dobre, bo trucizna już nie sączy się w
                            ich serca i umysły...ja mam ułożone, spokojne życie, przyjaciół.

                            On został sam...
                            Nie radzi sobie ze sobą, z samotnością, z obowiązkami.
                            Nie ja, tylko życie wystawiło mu rachunek...

                            On powielał stereotypy rodzinne od pokoleń...i niczego doświadczenie poprzednich
                            pokoleń go nie nauczyło....

                            Kiwi-kiwi...myślę, ze ty i twoja żona jesteście siebie warci...ale jeżeli jest
                            choć trochę w tobie mężczyzny, zachowaj się jak mężczyzna, a nie jak mazgaj z
                            piaskownicy.
    • nangaparbat3 dopowiedzenie 05.04.08, 01:14
      Po poprzednim wątku dotyczącym tej samej sprawy rozmawiałam o problemie z
      wieloma osobami. Oakzało się, ze wśród moich przyjaciol jest pan, który wychował
      dwoch synów swojej pierwszej żony i który wie, ze jeden z nich nie jest jego
      dzieckiem - nie wydziedziczył go, nie porzucił, nie przestał kochac. Traktuje
      obydwu synow tak samo.
      Inny powiedział:
      - Wydaje mi się, ze najmlodsza corka nie jest moja.
      - A kochasz ją?
      - Ja ja codziennie kąpię.

      Co do genów - one naprawde nic do tego nie mają. Dowód? Bardzo proszę: dziecko
      niebiologiczne kocha swoich przybranych rodziców tak jakby byli biologicznymi,
      nie przestaje kocha dowiadujac się, ze to nie rodzice. Ale świat moze mu sie
      zawalic - bo przestaje byc pewne ich miłości. To juz jednak zupełnie inna kwestia.

      Inny dowód - posiadanie tych samych genów nie przeszkadza całym tabunom ojców
      całkowite zignorowanie dziecka, jesli nie chcą byc z jego matką. Ostatnio znam
      tez w najblizszym otoczeniu kilka matek, które porzuciły swoje dzieci. A
      przecież matka jest pewna.

      Jeśli ktoś przez szesc lat wychowuje dziecko i nie jest w stanie go pokochac, to
      znaczy ze nie jest w stanie pokochac nikogo. A uczucia, które ewentualnie bierze
      za miłośc, mogą byc wszystkim - tylko nie miłością wlasnie.


      I na koniec - radzę pamietac, ze często podejrzenia co do ojcostwa wzbudzane są
      przez kobiety - matki, zony, kochanki - i z pełna premedytacją. Wsród
      najblizszych przyjacioł mam taka sytuację - matka znajomego sieje niepokój kiedy
      tylko moze, oczywiscie metodami nie wprost (np. "w naszej rodzinie wszystkie
      dzieci miały ciemne włosy").
      I o ile moge zrozumic wściekłośc zdradzonego i oszukanego mężczyzny, krecia
      robota matek-Polek budzi we mnie wyjatkową odrazę.
      • wawrzyniecpruski Re: dopowiedzenie 05.04.08, 02:03
        nangaparbat3 napisała:

        > Po poprzednim wątku dotyczącym tej samej sprawy rozmawiałam o
        problemie z
        > wieloma osobami. Oakzało się, ze wśród moich przyjaciol jest pan,
        który wychowa
        > ł
        > dwoch synów swojej pierwszej żony i który wie, ze jeden z nich nie
        jest jego
        > dzieckiem - nie wydziedziczył go, nie porzucił, nie przestał
        kochac. Traktuje
        > obydwu synow tak samo.
        > Inny powiedział:
        > - Wydaje mi się, ze najmlodsza corka nie jest moja.
        > - A kochasz ją?
        > - Ja ja codziennie kąpię.
        >
        > Co do genów - one naprawde nic do tego nie mają. Dowód? Bardzo
        proszę: dziecko
        > niebiologiczne kocha swoich przybranych rodziców tak jakby byli
        biologicznymi,
        > nie przestaje kocha dowiadujac się, ze to nie rodzice. Ale świat
        moze mu sie
        > zawalic - bo przestaje byc pewne ich miłości. To juz jednak
        zupełnie inna kwest
        > ia.
        >
        > Inny dowód - posiadanie tych samych genów nie przeszkadza całym
        tabunom ojców
        > całkowite zignorowanie dziecka, jesli nie chcą byc z jego matką.
        Ostatnio znam
        > tez w najblizszym otoczeniu kilka matek, które porzuciły swoje
        dzieci. A
        > przecież matka jest pewna.
        >
        > Jeśli ktoś przez szesc lat wychowuje dziecko i nie jest w stanie
        go pokochac, t
        > o
        > znaczy ze nie jest w stanie pokochac nikogo. A uczucia, które
        ewentualnie bierz
        > e
        > za miłośc, mogą byc wszystkim - tylko nie miłością wlasnie.
        >
        >
        > I na koniec - radzę pamietac, ze często podejrzenia co do ojcostwa
        wzbudzane są
        > przez kobiety - matki, zony, kochanki - i z pełna premedytacją.
        Wsród
        > najblizszych przyjacioł mam taka sytuację - matka znajomego sieje
        niepokój kied
        > y
        > tylko moze, oczywiscie metodami nie wprost (np. "w naszej rodzinie
        wszystkie
        > dzieci miały ciemne włosy").
        > I o ile moge zrozumic wściekłośc zdradzonego i oszukanego
        mężczyzny, krecia
        > robota matek-Polek budzi we mnie wyjatkową odrazę.

        Sorki, to jest wypowidz zupełnie nie na temat.
        Nikt nie zabrania ojczymowi kochać pasierba i na odwrót. zawsze jest
        to jednak pseudoojciec. I tyle.


        • manderla wawrzyniecpruski - jakas paranoja 05.04.08, 03:28
          Sorry, facet, musisz ochłonąć nieco.
          Nic wiecej nie moge dodać.
          Zimny prysznić, modlitwa całonocna u Dominikanów, zwiedzanie ZOO,
          albo zakładu dla umysłowo chorych.
          Osobiście jestem pod wrazeniem!!

          • wawrzyniecpruski Re: wawrzyniecpruski - jakas paranoja 06.04.08, 02:31
            Czy zawsze jak ktoś ma inne zdanie niz jedyne słuszne, czyli Twoje
            to wysyłasz go do domu wariatów?
            Nie jesteś papieżem złotko, nioe jesteś nieomylna/nieomylny.
            Ale samopoczucia gratuluje.
            Tylko gdzie w Twojej wypowiedzi sa rzeczowe argumenty?
            pozdrawiam cie Boska

        • nangaparbat3 Fakt, niejasno sie wyraziłam 05.04.08, 19:45
          > Sorki, to jest wypowidz zupełnie nie na temat.
          > Nikt nie zabrania ojczymowi kochać pasierba i na odwrót. zawsze jest
          > to jednak pseudoojciec. I tyle.
          >


          tych "dwóch synów pierwszej zony" to dzieci tego pana z pierwszego małzeństwa.
          Nie zadni pasierbowie.
      • sylwiamich Re: dopowiedzenie 05.04.08, 08:43
        nangaparbat3 napisała: > Co do genów - one naprawde nic do tego nie
        mają. Dowód? Bardzo proszę: dziecko
        > niebiologiczne kocha swoich przybranych rodziców tak jakby byli
        biologicznymi,
        > nie przestaje kocha dowiadujac się, ze to nie rodzice. Ale świat
        moze mu sie
        > zawalic - bo przestaje byc pewne ich miłości. To juz jednak
        zupełnie inna kwest
        > ia.


        Nie odmawiaj nango ojcu prawa do posiadania tych samych praw....
        • nangaparbat3 Re: dopowiedzenie 05.04.08, 19:53
          sylwiamich napisała:

          > nangaparbat3 napisała: > Co do genów - one naprawde nic do tego nie
          > mają. Dowód? Bardzo proszę: dziecko
          > > niebiologiczne kocha swoich przybranych rodziców tak jakby byli
          > biologicznymi,
          > > nie przestaje kocha dowiadujac się, ze to nie rodzice. Ale świat
          > moze mu sie
          > > zawalic - bo przestaje byc pewne ich miłości. To juz jednak
          > zupełnie inna kwest
          > > ia.
          >
          >
          > Nie odmawiaj nango ojcu prawa do posiadania tych samych praw....
          >

          Sylwio, ojciec jest, a przynajmniej powinien byc dorosły. Dojrzały. a człowiek
          dojrzały chroni dziecko, ktore go kocha i mu ufa, nawet własnym kosztem.
          Oczywiscie nie kazdy jest dojrzały, moge mu wspołczuc, jak najbardziej. Mogę
          wybaczyc. Ale nie mogę zgodzic sie z pseudonaukowymi uzasadnieniami odrzucania
          dzieci. Nie mogę powiedziec, ze to co robi jest w porządku. Nie moge zachwycac
          się kobietami, ktore jako zywo przypominaja te z ostatniej sceny "Greka Zorby".
          • sylwiamich Re: dopowiedzenie 05.04.08, 22:55
            nangaparbat3 napisała:
            ojciec jest, a przynajmniej powinien byc dorosły. Dojrzały. a
            człowiek
            > dojrzały chroni dziecko, ktore go kocha i mu ufa, nawet własnym
            kosztem.
            > Oczywiscie nie kazdy jest dojrzały, moge mu wspołczuc, jak
            najbardziej. Mogę
            > wybaczyc. Ale nie mogę zgodzic sie z pseudonaukowymi
            uzasadnieniami odrzucania
            > dzieci. Nie mogę powiedziec, ze to co robi jest w porządku. Nie
            moge zachwycac
            > się kobietami, ktore jako zywo przypominaja te z ostatniej
            sceny "Greka Zorby".


            Nanga...ludzie rozchodzą się przez przysłowiową deskę od kibla..smile))
            Ja też uważam, że jak się dziecko kochało, jak się jest zdolnym do
            miłości...nie ma znaczenia dla tej miłości czy geny moje.Bo kto
            widział na oczy te geny?smile)))Za to widział ząbki, raczkowanie, ból,
            radość.Ale nieumiejętność poradzenia sobie z tym że świat przestał
            być prawdziwy...o takie prawo Ciebie proszę.O prawo do słabości.
            • nangaparbat3 Re: dopowiedzenie 05.04.08, 23:43
              sylwiamich napisała:

              > nangaparbat3 napisała:
              > ojciec jest, a przynajmniej powinien byc dorosły. Dojrzały. a
              > człowiek
              > > dojrzały chroni dziecko, ktore go kocha i mu ufa, nawet własnym
              > kosztem.
              > > Oczywiscie nie kazdy jest dojrzały, moge mu wspołczuc, jak
              > najbardziej. Mogę
              > > wybaczyc. Ale nie mogę zgodzic sie z pseudonaukowymi
              > uzasadnieniami odrzucania
              > > dzieci. Nie mogę powiedziec, ze to co robi jest w porządku. Nie
              > moge zachwycac
              > > się kobietami, ktore jako zywo przypominaja te z ostatniej
              > sceny "Greka Zorby".
              >
              >
              > Nanga...ludzie rozchodzą się przez przysłowiową deskę od kibla..smile))
              > Ja też uważam, że jak się dziecko kochało, jak się jest zdolnym do
              > miłości...nie ma znaczenia dla tej miłości czy geny moje.Bo kto
              > widział na oczy te geny?smile)))Za to widział ząbki, raczkowanie, ból,
              > radość.Ale nieumiejętność poradzenia sobie z tym że świat przestał
              > być prawdziwy...o takie prawo Ciebie proszę.O prawo do słabości.

              Sylwia, nie przeceniasz moich kompetencji? Jakie "prawo"?
              A jak wiekszośc reaguje na zdradę, zakochanie się w innej osobie - daje "prawo"?
              A na czym niby to "prawo" miałoby polegac?
              Pogłaskac po głowie, powiedziec "dobrze robisz, to bekart, co cie obchodzi, co z
              nim będzie, nie twoje geny, nie twoja krew, a do tego ma matkę kurwę - a na
              drzewo gowniarza. Nie myśl o tym, ze jestes najwazniejszym facetem w jego zyciu,
              wzorem, obrońcą, oparciem, czasem rywalem, ale to tez ważne - co cie to
              obchodzi, skoro DNA - sie nie zgadza."
              Tego oczekujesz? No to po mnie się nie doczekasz.



              Nie bedę rzuca
              obelg ani kamienowac, i nawet mogę zrozumiec - ale nie powiem, ze to jest w
              porządku. Bo nie jest.

              Teraz mi sie przypomniała analogiczna zupełnie sytuacja - meżczyzna, ktory kocha
              kobietę (jak twierdzi), porzuca ją, kiedy sie dowiaduje, ze została zgwałcona.
              Tak, to jest ta sama bajka. Nie moja.
              • adela38 Re: dopowiedzenie 06.04.08, 10:15
                Chyba masz bzika. Co tu jest wspolnego z gwaltem? Tylko to, ze ktos cos czuje i
                nie jest w stanie tego uczucia zapomniec.
                Mowisz jakby milosc do dziecka byla miloscia taka sama jak inne, a nie
                jest.Milosc do wlasnego dziecka jest czyms innym, czyms szczegolnym.Zwiazek z
                wlasnym dzieckiem jest tez zwiazkiem biologicznym.To zupelnie inny rodzaj
                wiezi.Z osoba nie bedaca wlasnym dzieckiem ta wiez jest inna.Ja sama jestem
                matka i doswiadczylam tego na wlasnej skorze.Zwyczajnie.Facet o ktorym pisalam
                to nie zaden potwor bez serca, ale bardzo dobry i uczciwy czlowiek.Nie od razu
                robil badania bo chcial wierzyc i ufac.I dal szanse dziecku.Czy ty myslisz, ze
                jemu z tym dobrze? Rozwiodl sie z oszustka tak jak wy rozwodzicie sie- czesto u
                was rozwod jest z mniejszych powodow.Tu byla nie tylko zdrada, ale i
                najwiekszego kalibru oszustwo.Nie mogl zostac z ta kobieta pod jednym dachem i
                udawac, ze nic sie nie stalo.Nie mogl juz jej ufac.Moze i jej przebaczyl, ale
                nie mogl zapomniec i nie chcial wiazac zycia z nia.To dziecko nie tylko nie bylo
                jego dzieckiem, ale bylo dzieckiem jej i kogos...On czul, ze uczucie do tego
                dziecka bylo inne.Moze dlatego, ze juz mial wlasne dzieci.Mial porownanie.On
                przezyl tragedie.Dziecko napewno tez ucierpialo, ale nie z jego winy.Co do
                spadku to nie widze powodu by ktos mial dziedziczyc cos co mu zwyczajnie sie nie
                nalezy.Nie widze powodu dlaczego jego dzieci mialyby dzielic sie spadkiem po
                swoim ojcu z podrzutkiem.Dziecko ma swojego biologicznego ojca i matke i
                dziedziczy po nich.Glodu i niedostatku nie cierpi, ma z nim kontakt, ale ma
                prawo do prawdy tak samo jak ojczym.
                • nangaparbat3 tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 11:03
                  O tym, ze komus zdarzyło sie nieszczęscie - kobieta przed ślubem nie przyznała
                  się, ze jest w ciazy z innym.
                  Byc moze byla wyrachowaną suką.
                  Byc może byla zrozpaczoną i samotną kobietą, która za wszelką cene chciała
                  zapewnic sobie męza, a dziecku ojca.
                  postąpiła źle, ale nie musiało to (choc mogło) wynikac z wyrachowania. Mogło byc
                  skutkiem rozpaczy, strachu i osamotnienia.
                  Ten pan - no coż, ożenil sie z kobietą w ciąży nie wiedząc, ze jest w ciaży? Żył
                  z nią rownolegle z tamtym? Moze powinno mu sie było zapalic czerwone światełko
                  przed slubem, moze decyzje podejmuje zbyt pochopnie, moze nie zna sie na
                  ludziach. Nie wiem.
                  Natomiast daruj sobie brednie o "wyczuwaniu", ze dziecko nie jest naszym
                  biologicznym dzieckiem. Gdyby tak było, nie zdarzałyby sie "podmiany" dzieci w
                  szpitalach. Ale sie zdarzają, i matki, ktorych bliskośc z noworodkiem siłą
                  rzeczy jest nieporownywalnie wieksza niż ojca, kochaja podmienione dzieci jak
                  własne.
                  To dziwne, ze ten pan się domyślał - byc moze nigdy w pełni nie ufał zonie,
                  skadinad słusznie. Ale wiesz - nie przywiazac sie do dziecka, które się
                  wychowuje od urodzenia? Nawet jesli sie przypuszcza lub wie, ze to "cudze" dziecko?

                  I powiedz - jakie SZANSE ten chłop dał dziecku? Tego nie kumam. albo było jego,
                  albo nie było - nie miało najmniejszego wpływu na to, jakie ma DNA.
                  Piszesz, ze on przeżył tragedię, a "dziecko na pewno tez ucierpiało, ale nie
                  z jego winy". Widzisz, nie da się porównac tragedii dorosłego człowieka
                  oszukanego przez zonę z tragedią dziecka odrzuconego przez ojca. To własnie o
                  ten kaliber mi chodzi. O proporcje.
                  Jak piszesz o "prawie do prawdy" sześciolatka - prawdy o tym, ze jego tato nie
                  jest jego tata i nie chce nim byc - to sie zastanawiam, czy nie kpisz.
                  Ja na pewno mam bzika, nigdy w to nie wątpiłam. Ale Ty tez masz bzika, z
                  drugiego konca skali.
                  • adela38 Re: tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 11:37
                    Wiesz... jestem sama matka , mam tez 4 duzo mlodszego rodzenstwa...Wiezi krwi sa
                    bardzo istotne. To nie abstrakcyjny DNA, ale zwyczajne konkrety jakie za tym
                    stoja.To DNA sprawia, ze czlowiek jest taki a nie inny, tak a nie inaczej
                    wyglada, pachnie,reaguje, ma taki a nie inny temperament, usposobienie, zdolnosci.
                    Tak ta kobieta jest wyrachowana suka.Faceta wyrwala na dziecko, bo byl
                    bogaty.Jak by byl biedny to by miala go gdzies.
                    Pan ozenil sie bo powiedziala, ze jest z nim w ciazy.
                    Co do dziecka... Dostalo cos exstra... cos co wcale mu sie nie nalezalo...
                    pieniadze, uwaga tego pana...Z racji jego wspolczucia dostaje to nadal, ale w
                    stopniu takim jaki ten pan uznal za sluszne.
                    Mowisz o tragedii dziecka odrzuconego przez ojca...Odczulas to na wlasnej
                    skorze? Ja tak.Ojca poznalam jak mialam 6 lat.z tej racji "stracilam" dziadka
                    ktory byl mi ojcem.I wyroslam na zdrowa osobe sukcesu.Zyskalam rodzine, czworke
                    biologicznego rodzenstwa...Zycie sie toczy ma to do siebie ze zawiera rozne
                    rzeczy- radosci i tragedie.Przezyte cierpienia pomagaja nam dorastac i
                    krztaltuja nasz charakter wzmacniajac go.
                    • nangaparbat3 Re: tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 18:12
                      adela38 napisała:

                      > Mowisz o tragedii dziecka odrzuconego przez ojca...Odczulas to na wlasnej
                      > skorze? Ja tak.Ojca poznalam jak mialam 6 lat.z tej racji "stracilam" dziadka
                      > ktory byl mi ojcem.I wyroslam na zdrowa osobe sukcesu.Zyskalam rodzine, czworke
                      > biologicznego rodzenstwa...Zycie sie toczy ma to do siebie ze zawiera rozne
                      > rzeczy- radosci i tragedie.Przezyte cierpienia pomagaja nam dorastac i
                      > krztaltuja nasz charakter wzmacniajac go.

                      Widzisz, Adelo, wbrew pozorom i naszym złudzeniom doznana tragedia często
                      paradoksalnie uniemozliwia nam wspołczucie osobie, ktora przezywa taka samą.
                      • adela38 Re: tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 21:03
                        nangaparbat3 napisała:

                        > adela38 napisała:
                        >
                        > > Mowisz o tragedii dziecka odrzuconego przez ojca...Odczulas to na wlasnej
                        > > skorze? Ja tak.Ojca poznalam jak mialam 6 lat.z tej racji "stracilam" dzi
                        > adka
                        > > ktory byl mi ojcem.I wyroslam na zdrowa osobe sukcesu.Zyskalam rodzine, c
                        > zworke
                        > > biologicznego rodzenstwa...Zycie sie toczy ma to do siebie ze zawiera roz
                        > ne
                        > > rzeczy- radosci i tragedie.Przezyte cierpienia pomagaja nam dorastac i
                        > > krztaltuja nasz charakter wzmacniajac go.
                        >
                        > Widzisz, Adelo, wbrew pozorom i naszym złudzeniom doznana tragedia często
                        > paradoksalnie uniemozliwia nam wspołczucie osobie, ktora przezywa taka samą.

                        Mylisz sie jesli chodzo o mnie.Tylko samo wspolczucie nic nie daje.Duzo
                        wazniejsze jest zrozumienie.Dziecko jest malym niedojrzalym czlowiekiem ktory
                        stopniowo staje sie doroslym.Nie jest plastelina ktora sobie mozesz wymodelowac
                        jak ci sie podoba.To konkretna persona, potomek swoich biologicznych rodzicow i
                        ich rodzicow, do ktorych ma swoje prawo i do ktorych jest podobny.Jeszcze raz
                        podkresle, ze dobro dziecka nie musi znaczyc materialnego dobrobytu w
                        klamstwie.Dziecko musi uczyc sie zycia i radzenia sobie z przeciwnosciami losu,
                        by wyrosnac na madrego i silnego doroslego.
                        Jesli pseudoojciec chce byc ojcem nadal to nikt mu tego nie broni.Chodzi o to,
                        ze nie musi.Ten pan mial do wyboru przeciac wrzod badz zyc z nim w klamstwie
                        obok zdziry nastepne kilkanascie lat "dla dobra nieswojego dziecka".Wybral
                        rozwod i nie zalowal.Kto inny wybierze cos innego- to jego wybor.Uwazam jednak,
                        ze dobrze by bylo by badanie genetyczne na potwierdzenie ojcowstwa byly
                        standardem tak jak badania na HIV...I nie rozumiem co panie maja przeciw -
                        czyzby mialy nieczyste sumienie?
                        • elein Re: tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 22:27
                          >.I nie rozumiem co panie maja przeciw -
                          > czyzby mialy nieczyste sumienie?

                          A ja nie rozumiem skąd w tobie tyle jadu i niechęci do innych kobiet tylko
                          dlatego, że mają na dany temat inne zdanie niż ty. Jeśli znasz jakąś "zdzirę" i
                          na jej podstawie szeregujesz wszystkie inne kobiety to juz twój problem z
                          nadmiarem skłonności do generalizacji, ale nie musisz obrażac w swoich niskich
                          sugestiach pozostałych kobiet o których życiu nie masz bladego pojęcia.
                          • adela38 Re: tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 23:08
                            elein napisała:

                            > >.I nie rozumiem co panie maja przeciw -
                            > > czyzby mialy nieczyste sumienie?
                            >
                            > A ja nie rozumiem skąd w tobie tyle jadu i niechęci do innych kobiet tylko
                            > dlatego, że mają na dany temat inne zdanie niż ty. Jeśli znasz jakąś "zdzirę"
                            > i
                            > na jej podstawie szeregujesz wszystkie inne kobiety to juz twój problem z
                            > nadmiarem skłonności do generalizacji, ale nie musisz obrażac w swoich niskich
                            > sugestiach pozostałych kobiet o których życiu nie masz bladego pojęcia.


                            Jad? A gdzie go tu widzisz? Badanie genetyczne nie boli, nie jest niebezpieczne,
                            nikomu nie szkodzi.Znam wiele kobiet i nie wszystkie sa w porzadku.Ale nikogo
                            nie obrazam.Choc takiego typu oszustke uwazam za ostatnia zdzire.I brzydze sie
                            taka.Ty moze nie, ale widocznie masz inne wartosci.Masz do tego prawo.Ja nie mam
                            nic przeciwko badaniom, bo niby dlaczego mialabym miec cos przeciwko.Nie mam nic
                            do ukrycia.
                            • elein Re: tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 23:27
                              Sugestią, że kobieta która nie uwaza badań genetycznych za niezbędne "na pewno
                              ma coś na sumieniu" obrażasz inne kobiety. Bo nie masz prawa ani podstaw do
                              takich sugestii.
                              Możemy oczywiście prowadzić dyskusję na poziomie "pewno matka ci spieprzyła
                              kłamstwami dzieciństwo i teraz się wyżywasz na innych kobietach" itd, albo "tak
                              bronisz faceta , bo to pewnie kochaś" dochodząc do "bo ty jestes głupia i masz
                              wszy". Zaden problem wykrzesać z siebie atawizmy w kierunku każdego, kto nie
                              popiera danego stanowiska. To jak z myśleniem"moherem" - jeśli nie jesteś za
                              całkowitym zakazem aborcji to musi znaczyć, że juz miałaś przynajmniej pięć
                              skrobanek.

                              Proponuję obciązyć dodatkową składką ubezpieczeniową mężczyzn w wysokości 2 %
                              ich zarobków , by przeznaczyc pieniądze na fundusz badań genetycznych nowo
                              narodzonych potomków g'woli czystości genów. Interpelację trzeba szybko
                              przegłosować bo fałszywe dzieci non stop się rodzą. ...Bo chyba nie zamierzasz
                              obciąć funduszy chorym na raka?
                          • nangaparbat3 Re: tak to ja mogę rozmawiac 06.04.08, 23:20
                            Daj spokoj, elein, to stary chwyt i wlasciwie sie dziwię, ze tak poxno go uzyto.
                            Chwyt z upodobaniem stosowany przez osoby, ktore nie wiedzą, że ten kto sie
                            naprawdę czuje winny zazwyczaj albo siedzi cicho, albo identyfikuje z agresorem
                            i jest w pierwszej linii atakujacych.
                            • adela38 Re: tak to ja mogę rozmawiac 07.04.08, 06:06
                              Badanie takie to koszt rzedu 2000 zl.Osoba zainteresowana powinna je oplacic
                              sama.Z czasem koszt badan obnizy sie...
                              Mysle, ze popularnosc tego typu badan znacznie by zmniejszyla ilosc tego typu
                              tragedii, bo oszustki wiedzialyby, ze zostana zdemaskowane.W ten sposob unikloby
                              sie niepotrzebnego cierpienia niewinnych dzieci.
                              Prawodawstwo ograniczajace czas na zakwestionowanie ojcostwa do 6 mies jest z
                              czasow, gdy badan tego typu nie bylo.Wczesniej nie bylo mozliwe na 100%
                              potwierdzenie ojcostwa, a jedynie mozliwe bylo jego ewentualne
                              zakwestionowanie.Stad z powodu braku niezawodnej metody starano sie chronic
                              dziecko, jesli nie bylo pewnosci kto jest ojcem.Na szczescie obecnie to
                              przeszlosc.Wiem, ze wielu niemcow wykonuje tego typu badania w Polsce (bo
                              taniej) w sekrecie przed swoja partnerka.
                              Mysle, ze tu jest miejsce na nowa inicjatywe ustawodawcza by ten termin
                              zniesc.Nie moze byc tak, ze ofiara oszustwa nawet po jego stwierdzeniu byla
                              obciazona kara o dlugosci rzedu dozywocia...To po prostu niesprawiedliwe, a
                              prawo powinno byc sprawiedliwe.
                              • elein Pytanie 07.04.08, 08:58
                                Mówiłaś, że masz dzieci. Czy przeprowadziłaś po porodzie badania genetyczne by
                                partner miał pewność, że to jego dzieci a nie "podrzutki"?
                                • tricolour Ja też odpowiem, jeśli można... 07.04.08, 11:57
                                  ... moja córka ze dwa lata temu podczas jakiegos spaceru zapytała
                                  mnie o zgodność grupy krwi (i antygenów) bo chciała sprawdzić, czy
                                  nauka dostaje do jej pewności dotyczacej mojego ojcostwa.

                                  Pamiętam też, że sam też w ten sposób werfyfikowałem wiedzę z
                                  biologii.
                                  • elein Re: Ja też odpowiem, jeśli można... 07.04.08, 13:14
                                    No i ok. Kto chce zrobić takie badania ten może. Nie ma ustawy zabraniającej
                                    tego, szczególnie świeżym rodzicom. W interesie panów "łapanych na ciążę" leży
                                    to, by sprawdzili geny tak dla nich ważne jeśli tego chcą. Ich wybór i ryzyko
                                    czy w sprawach dla siebie istotnych chcą wierzyć komuś na słowo. a fakt
                                    nieplanowanej ciąży uznają za podstawę do zawierania małżeństwa. Tak, jak w
                                    interesie kobiet porzucanych w ciąży leży przeprowadzić szybko badania jeśli
                                    mężczyzna wypiera się ojcostwa bo inaczej dziecko będzie miało ojca NN.
                                    Wprowadzanie powszechnego Ustawowego obowiązku badań genetycznych nowo
                                    narodzonych dzieci by przydzielić je genetycznemu ojcu, szczególnie wobec innych
                                    braków w polskiej służbie zdrowia zagrażających życiu pacjentów, jest
                                    abstrakcyjne, co innego dyskusja zmian w KR nad najlepszą definicją ojca i matki
                                    co zresztą chyba się ciągle toczy .
                                    Prawo bywa kulawo-niesprawiedliwe. Zaciągasz kredyt w banku na 35 lat na budowę
                                    mieszkania, deweloper jest oszustem i zostajesz bez mieszkania, bez pieniędzy i
                                    z kredytem na lata który musisz spłacić a jako osoba fizyczna nie masz prawa do
                                    ogłoszenia upadłości jak sp. zo.o. Nie da się wszystkiego złożyć na barki
                                    państwa, żeby siebie zwolnić z jakiegokolwiek ryzyka i tylko odcinać kupony,
                                    państwo nie ma takiej wydolności.
                                    • tricolour Nie chcę niczego składać na niczyje barki... 07.04.08, 18:31
                                      ... i w przedmiotowym przypadku chciałbym usłyszeć jakieś racjonalne wyjście z
                                      sytuacji trudnej dla wszystkich. Słyszę raczej, że lepiej niczego nie ruszać, bo
                                      dobro dziecka, bo święty spokój zdrajcy, a facet musi kochać. Mało mnie takie
                                      rozwiązanie satysfakcjonuje szczególnie wobec zagrożenia, że sprawa się wyda i
                                      mogę być (jako facet) oskarżony o zmowę w kłamstwie przez "własne" dziecko.

                                      I będzie miało dziecko rację.
                                      • nangaparbat3 Re: Nie chcę niczego składać na niczyje barki... 07.04.08, 18:48
                                        Jasne.
                                        Nie jest łatwo powiedzie kobiecie, z którą sie żenimy "nie ufam ci, zgadajmy,
                                        czy to na pewno moje dziecko". Mam nadzieję, ze nie jest łatwo. Wiec niech
                                        panstwo i przepisy załatwią to za nas. Zapłacą za nasze tchórzostwo.
                                        • tricolour Chyba mnie nie zrozumiałaś... 07.04.08, 18:53
                                          ... ponieważ słowem nie napisałem o działaniach państwa, przepisach itp.

                                          Napisałem za to jasne stanowisko, że zdrajcę trzeba wydać. Zapytałem także
                                          Ciebie (bo zgadzasz się na rozwód) jak uzasadnić pozew. Napisać prawdę, czy
                                          kłamać dalej?
                                          • nangaparbat3 Re: Chyba mnie nie zrozumiałaś... 07.04.08, 18:57
                                            Kłamac.
                                • adela38 Re: Pytanie 07.04.08, 19:53
                                  elein napisała:

                                  > Mówiłaś, że masz dzieci. Czy przeprowadziłaś po porodzie badania genetyczne by
                                  > partner miał pewność, że to jego dzieci a nie "podrzutki"?

                                  Nie bo bylam tylko z moim facetem, a on ich nie potrzebowal.Gdy dowiedzial sie o
                                  nieszczesciu przyjaciela sam tez bacznie sie przygladal synu...Ten jest jednak
                                  do niego bardzo podobny... nie tylko z wygladu ale i z charakteru.Gdyby jednak
                                  chcial robic badania nie mialabym nic przeciw.
                                  • nangaparbat3 Re: Pytanie 07.04.08, 20:03
                                    adela38 napisała:

                                    > elein napisała:
                                    >
                                    > > Mówiłaś, że masz dzieci. Czy przeprowadziłaś po porodzie badania genetycz
                                    > ne by
                                    > > partner miał pewność, że to jego dzieci a nie "podrzutki"?
                                    >
                                    > Nie bo bylam tylko z moim facetem, a on ich nie potrzebowal.

                                    A dlaczego niby Tobie ma sie wierzyc na słowo, a innym nie?

                                    Gdy dowiedzial sie
                                    > o
                                    > nieszczesciu przyjaciela sam tez bacznie sie przygladal synu...Ten jest jednak
                                    > do niego bardzo podobny... nie tylko z wygladu ale i z charakteru.Gdyby jednak
                                    > chcial robic badania nie mialabym nic przeciw.

                                    I nie czułabys sie dotknieta takim brakiem zaufania?
                                    • adela38 Re: Pytanie 07.04.08, 20:12
                                      Nie czulabym sie dotknieta, bo chcialabym by wiedzial napewno. A jesli cos mu po
                                      glowie chodzi to lepiej jak sprawdzi, jesli jest taka mozliwosc.Najwyzej jemu
                                      bedzie glupio, ale tez poczuje ulge i mysle, ze zwiekszy jego zaufanie i
                                      zaangazowanie przy dziecku.
                                  • elein Re: Pytanie 08.04.08, 10:19
                                    No cóż. Tak jakoś czułam, że te słowne tyrady tutaj to na pokaz bo sama
                                    podlegasz schematowi, który tak potępiasz. Wszystkie kobiety powinny robić
                                    badania ale sama ich nie zrobiłaś z własnej inicjatywy bo "przecież TY jesteś
                                    wierna" tylko te pozostałe to "zdziry" i TY nawet wiesz które to smile)))
                                    To chyba temat się nam wyczerpał uncertain

                                    • adela38 Re: Pytanie 08.04.08, 20:04
                                      Ale ja nie powiedzialam, ze wszystkie kobiety powinny sie badac.Kobiety nie
                                      musza sie badac, bo same rodza i wiedza napewno, ze sa matkami swoich dzieci.To
                                      mezczyzni powinni miec mozliwosc latwego badania prawdy o swoim biologicznym
                                      ojcostwie.Jako kobieta nic nie mam przeciwko. To badanie nie boli i nie krzywdzi
                                      nikogo.Jak bym byla facetem to pewnie bym zrobila badanie... ot tak dla swietego
                                      zpokoju...I raczej nie chwalilabym sie tym, bo po co...Chyba, ze bylby powod do
                                      interwencji..
                              • nangaparbat3 Re: tak to ja mogę rozmawiac 07.04.08, 18:50
                                >>>>> Mysle, ze popularnosc tego typu badan znacznie by zmniejszyla ilosc tego typu
                                tragedii, bo oszustki wiedzialyby, ze zostana zdemaskowane.W ten sposob unikloby
                                sie niepotrzebnego cierpienia niewinnych dzieci.

                                To juz szczyt demagogii, po prostu ryknełam smiecham.
                                A moze Ty, adela, jestes po prostu wlascicielka firmy badajacej DNA?
                                Wtedy bym rozumiała wreszcie o co Ci chodzi.
                                • adela38 Re: tak to ja mogę rozmawiac 07.04.08, 20:09
                                  Jak kazde przestepstwo- na jego czestosc popelniania wplywa to czy latwo uniknac
                                  kary i czy trudno je popelnic.
                                  W obecnej sytuacji jest bardzo latwo oszukac faceta, a po pol roku od urodzenia
                                  dziecka mozna je bezkarnie wtrynic ofierze skazujac ja na 25 lat robienia na
                                  podrzutka.Jednoczesnie okrada sie z ojcostwa biologicznego ojca, okrada dziecko
                                  z biologicznego ojca i jego rodziny, a okradajac ojczyma z pieniedzy i czasu
                                  pozbawia sie go mozliwosci zaangazowania sie w wychowanie wlasnych dzieci.
                                  To skrajna niesprawiedliwosc.
                                  Nie uwazam, ze kazdy musi badac swoje dziecko czy jest jego, ale uwazam, ze nie
                                  powinno byc ograniczenia czasu do 6 miesiecy.Ten przepis pochodzi z czasow,
                                  gdzie nie mozna bylo na 100% udowodnic ojcostwa, a jedynie je wykluczyc...
                                  Dzieki nauce to sie zmienilo.Ja widze tu pole do inicjatywy ustawodawczej.W imie
                                  uczciwosci, sprawiedliwosci i rownouprawnienia.
                                  Na razie zas uwazam, ze jesli jakis tata choc troche sie zastanawia to powinien
                                  zainwestowac w badanie.Mozna je przeprowadzic bez wiedzy matki
                                  dziecka.Przynajmniej bedzie wiedzial napewno.
                                  • nangaparbat3 Re: tak to ja mogę rozmawiac 07.04.08, 20:15
                                    adela38 napisała:

                                    > Jak kazde przestepstwo- na jego czestosc popelniania wplywa to czy latwo unikna
                                    > c
                                    > kary i czy trudno je popelnic.
                                    > W obecnej sytuacji jest bardzo latwo oszukac faceta, a po pol roku od urodzenia
                                    > dziecka mozna je bezkarnie wtrynic ofierze skazujac ja na 25 lat robienia na
                                    > podrzutka.Jednoczesnie okrada sie z ojcostwa biologicznego ojca, okrada dziecko
                                    > z biologicznego ojca i jego rodziny, a okradajac ojczyma z pieniedzy i czasu
                                    > pozbawia sie go mozliwosci zaangazowania sie w wychowanie wlasnych dzieci.
                                    > To skrajna niesprawiedliwosc.

                                    Jak sie kogoś okrada z rozumu, to to jest jeszcze wieksza niesprawiedliwośc.
    • tricolour A o co nocna kłótnia? 05.04.08, 08:26
      Zupełnie nie była potrzebna.

      Facet chce mieć wierną żonę i z nią własne dziecko. Kobieta chce mieć dziecko z
      facetem zapewniającym najlepszy materiał genetyczny i być utrzymywana przez
      faceta, który to najlepiej potrafi - a to mogą być różni faceci. Stąd taka
      obrona zdrady - oczywiście w "imię dobra dziecka".

      No jest to jakieś dobro: pełna micha kontra zdrada i kłamstwo. No ale rodzinka
      jest. Nie jest ważne, że kłamliwa, ale pełna...
      • tricolour To jest bardzo ciekawe zjawisko.. 05.04.08, 08:45
        ... że w innych wątkach tak bardzo broni sie uczciwości, lojalności, wierności,
        zasad. Niewiernego faceta wyrzuca się z domu i bez żadnego myślowego (i nie
        tylko) problemu zostaje się samej z dzieckiem.

        A tu nagle taka wielka chęć do bycia razem.
        • em120777 Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko.. 05.04.08, 09:04
          Tri, a kto powiedział, że oni mają być razem?? Nikt nie podważa winy tej
          kobiety, ani tego, ze facet czuje sie oszukany - kwestionujemy jedynie postawę
          wobec dziecka. Ot cały problem.
          • adela38 Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko.. 05.04.08, 09:17
            Postawa wobec dziecka jaka przyjal jest prawidlowa.Ma kontakt z chlopcem
            regularny, ale powiedzial mu, ze nie jest jego ojcem.Pomimo to pomaga mu i
            utrzymuje stosunki przyjacielskie.On ma dzieci z poprzedniego malzenstwa.Dzieki
            temu tez mial porownanie... Chlopiec nie bedzie po nim dziedziczyl tylko
            dostanie pewna sume zapisana w testamencie.
            W imie prawdy i uczciwosci mezczyzni powinni zawsze robic badania na ojcostwo
            zaraz po urodzeniu..Dzieki temu dzieci by unikly cierpien...
            • nangaparbat3 proponuje badac dziewictwo 05.04.08, 19:58
              adela38 napisała:

              > Postawa wobec dziecka jaka przyjal jest prawidlowa.Ma kontakt z chlopcem
              > regularny, ale powiedzial mu, ze nie jest jego ojcem.Pomimo to pomaga mu i
              > utrzymuje stosunki przyjacielskie.On ma dzieci z poprzedniego malzenstwa.Dzieki
              > temu tez mial porownanie... Chlopiec nie bedzie po nim dziedziczyl tylko
              > dostanie pewna sume zapisana w testamencie.
              > W imie prawdy i uczciwosci mezczyzni powinni zawsze robic badania na ojcostwo
              > zaraz po urodzeniu..Dzieki temu dzieci by unikly cierpien...

              No i po prostu chodziło o kasę.
              Jak nie wiadomo o co chodzi....
              Oprocz badań genetycznych po porodzie proponuje sprawdzac, czy kobitka jest
              dziewicą, najlepiej w zakrystii przed samym slubem, bo jak sprawdzą dzień czy
              parę godzin przed ceremonią, podstepna i zdradziecka samka moze wykorzystac ten
              czas na szybki skok w bok. Wiadomo, te nieczyste istoty o niczym innym nie myslą.
              • adela38 Re: proponuje badac dziewictwo 05.04.08, 20:38
                nangaparbat3 napisała:
                > No i po prostu chodziło o kasę.
                > Jak nie wiadomo o co chodzi....
                > Oprocz badań genetycznych po porodzie proponuje sprawdzac, czy kobitka jest
                > dziewicą, najlepiej w zakrystii przed samym slubem, bo jak sprawdzą dzień czy
                > parę godzin przed ceremonią, podstepna i zdradziecka samka moze wykorzystac ten
                > czas na szybki skok w bok. Wiadomo, te nieczyste istoty o niczym innym nie mysl
                > ą.

                Tak? A zdradliwej zonie o co chodzilo? Nie o kase? I wlasciwie co to jest ta
                kasa? By ja miec trzeba wlozyc wiele pracy, staran, czasu- czesc swojego
                zycia.Dziecko to zobowiazanie na ok 20 lat.Uwazam, ze kazdy facet powinien robic
                badanie DNA. Zaufanie zaufaniem, ale przeciez wierna zona nie bedzie miala nic
                przeciwko, bo bedzie spokojna o wynik.
                • nangaparbat3 Re: proponuje badac dziewictwo 05.04.08, 20:52

                  Proponujesz swiat, w którym nikt nikomu nie ufa, nikt nikomu nie wybacza, nikt
                  nikogo nie kocha.
                  Proponujesz świat, ktory ludziom umierajacym ze strachu. dałby iluzje
                  bezpieczeństwa.
                  Faktycznie, ku temu dązymy.
                  Na szczęscie poki co trzeba podejmowac ryzyko i liczyc sie z przegraną, a w
                  razie czego wstawac i isc dalej.
                  • adela38 Re: proponuje badac dziewictwo 05.04.08, 21:31
                    nangaparbat3 napisała:

                    >
                    > Proponujesz swiat, w którym nikt nikomu nie ufa, nikt nikomu nie wybacza, nikt
                    > nikogo nie kocha.
                    > Proponujesz świat, ktory ludziom umierajacym ze strachu. dałby iluzje
                    > bezpieczeństwa.
                    > Faktycznie, ku temu dązymy.
                    > Na szczęscie poki co trzeba podejmowac ryzyko i liczyc sie z przegraną, a w
                    > razie czego wstawac i isc dalej.

                    Nie masz racji.Proponuje prawde, szczerosc, otwartosc i uczciwosc.Kochanie kogos
                    nie daje mu prawa do zawladniecia czyims zyciem.To, ze sie kocha nie znaczy, ze
                    powinno sie dac stlamsic i oddac siebie nie patrzac na to z kim sie ma do
                    czynienia.Mamy tylko jedno zycie.Warto zyc je w prawdzie i z podniesionym
                    czolem.Jak ktos nie chce znac prawdy to jego sprawa.Jak ktos chce byc ojcem
                    nieswojego dziecka to tez jego sprawa.Ale powinno to byc swiadomym wyborem, a
                    nie konsekwencja oszustwa.Jak potepiasz faceta, ze nie kocha nieswojego dziecka
                    to pamietaj, ze to dziecko ma gdzies swojego biologicznego ojca.I ma matke.Nie
                    jest sierota.Ma prawo np do nazwiska po swoim ojcu, do dziedziczenia po nim nie
                    tylko genow, do poznania jego rodziny.Matka swoim oszustwem wszystkiego tego go
                    pozbawia...
                    • elein Re: proponuje badac dziewictwo 05.04.08, 21:41
                      adela38 napisała:


                      > czolem.Jak ktos nie chce znac prawdy to jego sprawa.Jak ktos chce byc ojcem
                      > nieswojego dziecka to tez jego sprawa.Ale powinno to byc swiadomym wyborem, a
                      > nie konsekwencja oszustwa.


                      Chwileczkę. Facet dysponuje "materiałem genetycznym" dziecka od momentu jego
                      narodzin. Jeśli czystość genów dziecka jest dla niego taka ważna mógł sprawdzić
                      czy jest ono jego prawowitym dzieckiem już milion razy. Nie sprawdził tego, a
                      potem mści się na nieświadomym niczego dziecku odrzucając go po latach
                      wychowywania jak swoje? Pośrednio sam sobie jest winny, że przez kilka lat
                      łożył w błędnie wybraną przez siebie inwestycję. Takie ryzyko w biznesie za
                      który oboje małżonkowie uznali swój związek i tak go traktowali. I w takim
                      układzie dla dziecka i miłości do niego faktycznie jakby miejsca brak.
                      • elein Re: proponuje badac dziewictwo 05.04.08, 22:37
                        Kładę się spać więc dodam na koniec, że można wprowadzic w zakazy- nakazy w
                        każdej sferze życia. Zabierać nowonarodzone dziecko i badać obowiązkowo kto jest
                        jego ojcem by ten nieprawdziwy nie musiał na niego wydawać niepotrzebnie swojej
                        kasy, można tatuować obrączki na palcach mężów by nie udawali wolnych oszukując
                        inne kobiety, można chorym na aids nakazać nosić oznaczenia by nie zarażali
                        innych osób w trakcie przygodnych kontaktów seksualnych, mozna wiele spraw w ten
                        sposób regulować...
                        Można tez dojrzale wziąć pełną odpowiedzialność za swoje postępowanie i wybory,
                        których się w życiu dokonuje, pilnując samemu spraw dla siebie ważnych . I wtedy
                        zdecydowanie mniej boli urazone ego , gdy okaże się, że zaufało sie komus kto
                        grał nieczysto.
                        • sylwiamich Re: proponuje badac dziewictwo 05.04.08, 22:58
                          elein napisała: Zabierać nowonarodzone dziecko i badać obowiązkowo
                          kto jes
                          > t
                          > jego ojcem by ten nieprawdziwy nie musiał na niego wydawać
                          niepotrzebnie swojej
                          > kasy, można tatuować obrączki na palcach mężów by nie udawali
                          wolnych oszukując
                          > inne kobiety, można chorym na aids nakazać nosić oznaczenia by nie
                          zarażali
                          > innych osób w trakcie przygodnych kontaktów seksualnych, mozna
                          wiele spraw w te
                          > n
                          > sposób regulować...


                          Ciekawa jestem czy taką samą pewność miałabyś gdyby chodziło o
                          pedofili, lekarzy-konowałów, psychopatów.
                          Są rejestry dłużników....a chroni się zagrażających życiu.I tym
                          sposobem doszliśmy do absurdusmile))
                          • tricolour A tak w sumie, to o co chodzi w tej dyskusji? 06.04.08, 01:23
                            Nanga twierdzi, że ojciec musi kochać, bo jak nie, to w ryj - i to jest dobre -
                            jej zdaniem. Przymus jest dobry, tak?
                          • elein Re: proponuje badac dziewictwo 06.04.08, 10:03
                            Pewnośc? W jakim kontekscie?

                            > Ciekawa jestem czy taką samą pewność miałabyś gdyby chodziło o
                            > pedofili, lekarzy-konowałów, psychopatów.

                            Przestępcy podlegaja prawu karnemu, pytanie jak ono jest stosowane? Czy my sami
                            sprawdzamy kompetencje osób którym własne życie lub życie najblizszych oddajemy
                            w ręce?


                            > Są rejestry dłużników....a chroni się zagrażających życiu.

                            Tylko, ze do tych rejestrów zaglądaja osoby rozważne, przewidujące, świadome
                            ryzyka i chcące je samodzielnie ograniczać. Bycie w takim rejestrze nie
                            zapobiegnie okradaniu kolejnych osób jeśli te osoby nie pomyslą o sprawdzeniu
                            delikwenta i zabezpieczeniu własnej gotówki.

                            I o tym mówię. Żadne kolejne stworzone "prawo" nie uchroni nas od skutków
                            własnej naiwności lub bezmyślności. A często chęć zemsty (nie sprawiedliwosci a
                            zemsty)(słodki synek z miejsca staje się wstrętnym bękartem) rodzi się z
                            urażonej do cna własnej "nieomylności".
                            • nangaparbat3 Elein 06.04.08, 10:41
                              no co Ty mowisz?
                              Przecież ciągnąc to konsekwentnie, osoba która chce np. wydac sie za maż,
                              powinna wynajac detektywa, załozyc podsłuchy - inaczej sama sobie bedzie winna,
                              jeśli coś okaze sie nie tak. Bo zaniedbała sprawdzic. Najlepiej do 10 pokolenia
                              - bo to może jakas skaza genetyczna się odezwac.
                              Mnie sie zdaje, ze ostatnio:
                              1. Postrzegamy relacje miedzy ludźmi posługujac się paradygmatem biznesowym.
                              2. Panicznie boimy sie podejmowania ryzyka i ewentualnych konsekwencji
                              rozczarowania czy porazki.

                              Chwilami mi się zdaje, ze swiat zmienia sie w coś, obok czego wizja Orwella
                              bedzie sie wydawała krainą szczęśliwości.
                              • tricolour Bardzo Cie proszę... 06.04.08, 10:57
                                ... byś zestawiła wymagania, które stawiasz innym do trwania w związku z
                                powodami, które rozdzieliły Twoje małżeństwo.

                                Żeby czytelnik nie odnosił wrażenia, że cudze małżeństwo musi trwać w zdradzie i
                                kłamstwie (dla dobra dziecka), a swoje rozwiązujesz "złego słowa o mężu nie
                                mówiąc" (dla dobra dziecka???).

                                Żeby nie była raz tak, a raz siak w zależności czy Kali, czy Kalemu.
                                • elein Re: Bardzo Cie proszę... 06.04.08, 11:05
                                  Ty jak widzę znowu masz zły dzień i zaczynasz biegać za Nangą bo nie masz się z
                                  kim pokłócić?
                                  • tricolour Ja mam bardzo dobry dzień... 06.04.08, 11:09
                                    ... i dlatego uprzejmie proszę Nangę, by się zastanowiła nad tym, co napisałem,
                                    bo inaczej traktuje siebie, a inaczej innych ludzi.

                                    Poza tym nigdy nie polecaj nikomu swojego okulisty...
                                • nangaparbat3 Re: Bardzo Cie proszę... 06.04.08, 11:09
                                  Czepiasz sie mnie jak rzep psiego ogona i imputujesz poglady, których nigdy nie
                                  głosiłam.
                                  • tricolour Głosiłaś, głosiłaś... 06.04.08, 11:11
                                    ... ale teraz Twoja nieprzejednana postawa wobec cudzych zachowań kłóci sie z
                                    własnymi...
                                    • nangaparbat3 Re: Głosiłaś, głosiłaś... 06.04.08, 11:25
                                      nie głosiłam, nie głosiłam.
                                      Nigdzie nie pisalam, ze facet ma sie nie rozwodzic.
                                      Za to wciaz gloszę, ze ma zrobic co tylko może, by chronic dziecko, ktore uważa
                                      go za swego ojca.
                                      A jak nie potrafi chronic, to niech sie wysili, by nie dowalac.
                                      A jak dowala, to niech sie nie stroi w piorka urazonej niewinności, która ma
                                      swiete i naturalne prawo wyzywac sie na niczego nie swiadomej ani nie winnej
                                      istocie, która mu ufa i oczekuje od niego ochrony.
                                      • tricolour No i tu cały problem... 06.04.08, 11:33
                                        ... bo jedyny obowiązek wysilania się, chronienia itp spoczywa na sprawcy, nie
                                        na ofiarach. To też są Twoje słowa.
                                        • nangaparbat3 Re: No i tu cały problem... 06.04.08, 18:21
                                          tricolour napisał:

                                          > ... bo jedyny obowiązek wysilania się, chronienia itp spoczywa na sprawcy, nie
                                          > na ofiarach. To też są Twoje słowa.
                                          Nigdy w życiu.
                                          Na sprawcy spoczywa odium - zawsze piszę, ze wstydzic się powinien sprawca, to
                                          prawda.
                                          I budzi we mnie obrzydzenie pelen pogardy sposob w jaki Prusak pisze o
                                          zdradzonym i oszukanym meżu.
                                          Ale nie zgodzę się, że fakt bycia zdradzonym i wykorzystanym daje komuś prawo do
                                          rujnowania zycia dziecku, które wychowywał.
                                          Mogę wybaczyc, ze z bólu i wsciekłości zrujnował, ale nie uznam, ze miał do tego
                                          prawo.
                                          Jak wielokrotnie już pisano, nawet prawo instytucjonalne tak nie uważa - a ono
                                          naprawdę rzadko staje po stronie dzieci.
                                          • adela38 Re: No i tu cały problem... 06.04.08, 21:14
                                            nangaparbat3 napisała:


                                            > Nigdy w życiu.
                                            > Na sprawcy spoczywa odium - zawsze piszę, ze wstydzic się powinien sprawca, to
                                            > prawda.
                                            > I budzi we mnie obrzydzenie pelen pogardy sposob w jaki Prusak pisze o
                                            > zdradzonym i oszukanym meżu.
                                            > Ale nie zgodzę się, że fakt bycia zdradzonym i wykorzystanym daje komuś prawo d
                                            > o
                                            > rujnowania zycia dziecku, które wychowywał.
                                            > Mogę wybaczyc, ze z bólu i wsciekłości zrujnował, ale nie uznam, ze miał do teg
                                            > o
                                            > prawo.
                                            > Jak wielokrotnie już pisano, nawet prawo instytucjonalne tak nie uważa - a ono
                                            > naprawdę rzadko staje po stronie dzieci.
                                            >

                                            A dlaczego uwazasz, ze zrujnowal dziecku zycie? Bo dowiedzialo sie kim naprawde
                                            jest jego ojciec i kto nim nie jest? Bo nie bedzie dziedziczylo po nieswoim
                                            ojcu? Dziecko jest zdrowe, mieszka z matka, ma dach nad glowa, szkole, kolegow,
                                            byly ojciec nadal ma z nim kontakt i mu pomaga..Ze przezyl wstrzas? A jakby
                                            ojciec umarl to tez by mial zrujnowane zycie? Tak to chociaz wie, ze ma innego -
                                            biologicznego ojca.
                                            • nangaparbat3 Re: No i tu cały problem... 06.04.08, 23:31
                                              Dlatego, ze mu odebrał ojca.]
                                              Był tatuś - nie ma tatusia. Jest "pan". "Dobry pan".
                                              Dla niektórych to ważna osoba - tato.
                                              Dla innych najwidoczniej nie.
                                              • adela38 Re: No i tu cały problem... 07.04.08, 06:14
                                                nangaparbat3 napisała:

                                                > Dlatego, ze mu odebrał ojca.]
                                                > Był tatuś - nie ma tatusia. Jest "pan". "Dobry pan".
                                                > Dla niektórych to ważna osoba - tato.
                                                > Dla innych najwidoczniej nie.

                                                Nie odebral, bo nim nie byl...moze raczej przywrocil prawowitego tatusia? To
                                                tak jakby ukrasc ziemie i czerpac z niej korzysci, a po stwierdzeniu faktu
                                                kradziezy stwierdzic, ze nie mozna wlasnosci zwrocic, bo dziecko z niej czerpalo
                                                korzysci... niech korzysta nastepne 20 lat i do 10 pokolenia... a pokrzywdzony
                                                niech bohatersko sie poswieci dla dobra materialnego tego dziecka... to nic, ze
                                                nie swojego, a jego ewentualne wlasne dzieci mialyby uszczuplic swoje prawa do
                                                wlasnosci na rzecz tego komu sie nie nalezy...
                                                • nangaparbat3 Re: No i tu cały problem... 07.04.08, 18:51
                                                  Kobieto, Ty nie widzisz, ze postrzegasz dziecko - wszystko jedno, własne czy
                                                  "cudze", jako krwiopijcę?
                                      • tricolour Chcę Ci tylko powiedzieć... 06.04.08, 11:38
                                        ... że zbiór Twoich zasad, które wynikają z postów, które piszesz, rozbija się o
                                        sytuację z tego wątku.

                                        "Nigdzie nie pisalam, ze facet ma sie nie rozwodzic" - rozumiem, że jako powód
                                        rozwodu można podać powód prawdziwy i nie ukrywać tego powodu przed dzieckiem,
                                        gdy zapyta?

                                        Czy może należy kręcić, kłamać?
                                        • nangaparbat3 Re: Chcę Ci tylko powiedzieć... 06.04.08, 18:25
                                          tricolour napisał:

                                          > ... że zbiór Twoich zasad, które wynikają z postów, które piszesz, rozbija się
                                          > o
                                          > sytuację z tego wątku.
                                          >
                                          > "Nigdzie nie pisalam, ze facet ma sie nie rozwodzic" - rozumiem, że jako powód
                                          > rozwodu można podać powód prawdziwy i nie ukrywać tego powodu przed dzieckiem,
                                          > gdy zapyta?
                                          >
                                          > Czy może należy kręcić, kłamać?

                                          Ty bardzo chcesz, zeby sie rozbiło.
                                          Zupełnie niepotrzebnie.
                                          Nie mam zadnego zbioru zasad.
                                          Mam mnostwo watpliwości, intuicje i serce.
                                          No i bzika.
                                          • tricolour A jak z tym rozwodem? 07.04.08, 08:01
                                            Skoro dopuszczasz rozwód, to jak go uzasadnić?
                                            • nangaparbat3 Re: A jak z tym rozwodem? 07.04.08, 18:53
                                              Własnie tak, ze był przez lata okłamywany w niezmiernie waznej sprawie.
                                              Dziecku zawsze wyastarczy powiedziec, że rodzice nie mogli z sobą wytrzymac -
                                              szczegoły nie są do niczego potrzebne.
                                              • tricolour Tego się spodziewałem i obawiałem... 07.04.08, 19:04
                                                ... że w końcu facet uwikła się w kłamstwo i stanie sie współsprawcą. Że
                                                nieumiejętność opowiedzenia sie po stronie prawdy przeciągnie całą rodzinę w
                                                kierunku niedomówień, zatajeń, a w końcu obłudy, bo wychowywać dziecko pewnie
                                                będą w duchu uczciwości i prawdy sami lekceważąc je.

                                                Jeśli dodać do tego życie w niepewności, że sprawa się wyświetli i dziecko może
                                                poczuć sie oszukane, może chcieć szukać swoich korzeni nawet z czystej
                                                ciekawości - dochodzę do wniosku, że proponujesz krótkowzroczne i szkodliwe
                                                rozwiązanie.
                                                • nangaparbat3 Re: Tego się spodziewałem i obawiałem... 07.04.08, 19:24
                                                  Zgodzę się, że to nie jest dobre rozwiazanie - ale mniej złe.
                                                  O ile zawsze radzę, żeby dzieciom adoptowanym jak najwcześniej mówic prawdę, o
                                                  tyle w tej sprawie uważam, ze prawda moze byc o wiele gorszym rozwiązaniem niż
                                                  trwanie w kłamstwie. Chyba, ze prawdę poda się w formie "jestem twoim tatą i
                                                  bardzo cie kocham, ale powinieneś wiedziec, ze masz jeszcze jednego tatę".
                                                  Natomiast nigdy - "od dziś przestaje byc twoim tatą, bo też nigdy nim nie byłem".
                                                  • tricolour Ja nie wiem, co bym zrobił... 07.04.08, 19:44
                                                    ... będąc na miejscu takiego taty. Myślę, że nawet bym sie nie rozwiódł z
                                                    własnej inicjatywy. Żądałbym jednak (chyba) życia w prawdzie pomimo bólu...
                                                  • nangaparbat3 Re: Ja nie wiem, co bym zrobił... 07.04.08, 20:12
                                                    Znam taka historię sprzed wojny: on katolik, wysoki (rangą)oficer. Ona Żydówka,
                                                    zachodzi w panieńską ciążę, ojciec dziecka jest Żydem, porzuca ją. Oficer, chyba
                                                    musiał byc bardzo zakochany, żeni się z nią wiedząc o ciazy, wychowuje corkę jak
                                                    wlasną, bardzo ją kocha.
                                                    Poznalam corke jako juz starszą pania, nie majacą pojecia o tamtej historii,
                                                    bezgranicznie kochajacą ojca i - zagorzałą antysemitkę.
                                                    Znałam prawdę.
                                                    Powinnam była tę panią oświecic?
                                                  • adela38 Re: Ja nie wiem, co bym zrobił... 07.04.08, 20:18
                                                    nangaparbat3 napisała:

                                                    > Znam taka historię sprzed wojny: on katolik, wysoki (rangą)oficer. Ona Żydówka,
                                                    > zachodzi w panieńską ciążę, ojciec dziecka jest Żydem, porzuca ją. Oficer, chyb
                                                    > a
                                                    > musiał byc bardzo zakochany, żeni się z nią wiedząc o ciazy, wychowuje corkę ja
                                                    > k
                                                    > wlasną, bardzo ją kocha.
                                                    > Poznalam corke jako juz starszą pania, nie majacą pojecia o tamtej historii,
                                                    > bezgranicznie kochajacą ojca i - zagorzałą antysemitkę.
                                                    > Znałam prawdę.
                                                    > Powinnam była tę panią oświecic?
                                                    Jej tatus wybral sam swoja role, a nie zostal do niej zmuszony za pomoca
                                                    oszustwa. Co zas do tej pani-antysemitki jak najbardziej powinnas ja
                                                    oswiecic.Antysemityzn, rasizm, niewolnictwo, oszustwo, zlodziejstwo- wszystkie
                                                    sa zlem i niesprawiedliwoscia z ktorym trzeba walczyc.
                                                  • nangaparbat3 Re: Ja nie wiem, co bym zrobił... 07.04.08, 20:39
                                                    adela38 napisała:

                                                    > nangaparbat3 napisała:
                                                    >
                                                    > > Znam taka historię sprzed wojny: on katolik, wysoki (rangą)oficer. Ona Ży
                                                    > dówka,
                                                    > > zachodzi w panieńską ciążę, ojciec dziecka jest Żydem, porzuca ją. Oficer
                                                    > , chyb
                                                    > > a
                                                    > > musiał byc bardzo zakochany, żeni się z nią wiedząc o ciazy, wychowuje co
                                                    > rkę ja
                                                    > > k
                                                    > > wlasną, bardzo ją kocha.
                                                    > > Poznalam corke jako juz starszą pania, nie majacą pojecia o tamtej histor
                                                    > ii,
                                                    > > bezgranicznie kochajacą ojca i - zagorzałą antysemitkę.
                                                    > > Znałam prawdę.
                                                    > > Powinnam była tę panią oświecic?
                                                    > Jej tatus wybral sam swoja role, a nie zostal do niej zmuszony za pomoca
                                                    > oszustwa. Co zas do tej pani-antysemitki jak najbardziej powinnas ja
                                                    > oswiecic.Antysemityzn, rasizm, niewolnictwo, oszustwo, zlodziejstwo- wszystkie
                                                    > sa zlem i niesprawiedliwoscia z ktorym trzeba walczyc.

                                                    Żartujesz?
                                                  • adela38 Re: Ja nie wiem, co bym zrobił... 07.04.08, 21:14
                                                    nie zartuje
                                                  • nangaparbat3 Re: Ja nie wiem, co bym zrobił... 07.04.08, 21:35
                                                    Tego sie obawiałam.
                                                  • tricolour Ty? Nie. 07.04.08, 20:19
                                                    Należy uszanować czyjąś decyzję... i nie wkładać noska w nie swoje sprawy.

                                                    smile
                                                  • nangaparbat3 Re: Ty? Nie. 07.04.08, 20:24
                                                    tricolour napisał:

                                                    > Należy uszanować czyjąś decyzję... i nie wkładać noska w nie swoje sprawy.
                                                    >
                                                    > smile

                                                    No to sie cieszę ze pochwalasz moja decyzjęwink
                                                  • tricolour Hm... 07.04.08, 20:26
                                                    ... wyczerpałem limit na ten rok...

                                                    smile)

                                                    Zmykam. Do jutra...
                                                  • nangaparbat3 Re: Hm... 07.04.08, 20:34
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... wyczerpałem limit na ten rok...
                                                    >
                                                    big_grinDDDDDD
                              • elein Re: Elein 06.04.08, 11:04
                                Jesli cos dla mnie jest bardzo ważne (czystość genów, niekaralność wspólnika,
                                dziewictwo małżonki, naturalny blond kolor włosów partnera, itd) to moja rola w
                                tym, żebym sobie to sprawdziła tyle razy ile mi jest potrzebne żeby wyboru
                                dokonać świadomie i ryzyko "błędnej inwestycji" sobie na przyszłość
                                zminimalizować. Tak, to taki biznesowy język. Ktoś powyżej zaczął o bólu łożenia
                                kasy na jak się okazało - bękarta, więc kontynuuję. Jeśli na takim poziomie
                                chcemy mieć związki, inwestycyjnym, to od tego jesteśmy sami żeby sobie
                                "interesu" prawidłowo dopilnować. Tylko, że przy takim podejściu, narażamy się
                                na to samo - że ktoś nas traktuje jak kontrahenta w biznesie, z którego trzeba
                                jak najwięcej wydusić jak najmniejszym kosztem własnym. I to jest ryzyko z
                                którym już możemy sobie emocjonalnie nie poradzić.
                                To jedno,
                                A drugie, że czasem myślimy życzeniowo, pomimo podszeptów intuicji i jesteśmy z
                                wyboru "ślepi" na fakty i nieścisłości rzucające się w oczy. I potem boli
                                podwójnie, jako oszustwo czyjeś i jako głupota własna.



                                • nangaparbat3 Re: Elein 06.04.08, 11:08
                                  No dobra, rozumiem i sie zgadzam.
                                  Ale - czy nie mysląc zyczeniowo ktokolwiek kiedykolwiek zdecydowalby sie na
                                  małzeństwo? albo na rodzenie dzieci?
                                  • elein Re: Elein 06.04.08, 11:29
                                    Myslę, że by się dacydowal.. I rozstań by było mniej.
                                    Jaki to "świadomy wybór"... gdy brak przerobionej wiedzy praktycznej na dany
                                    temat, bo znajomi znają "takie_ przypadki" ale "mnie_ to_ na_ pewno_ nigdy_ nie_
                                    spotka"? Pokora wobec życia.
          • tricolour Postawa wobec cudzego dziecka może byc obojetna... 05.04.08, 11:30
            ... i to jest najlepsza postawa. Cudzego, bo poczętego ze zdrady, potem
            wychowywanego w kłamstwie i strachu, że się wyda. Zdrada, kłamstwo i strach
            dyskwalifikują związek jako rodzinę.

            Oczywiście można się umówić inaczej, ale to wolna wola ludzi tworzących taki zlepek.
            • sylwiamich Re: Postawa wobec cudzego dziecka może byc obojet 05.04.08, 12:13
              Njlepsza postawa to postawa zgodna z własnym sumieniem...a to jak
              wiadomo...każdy ma inne.Ale to już rozmowa na oddzielny wątek.Ja
              osobiście rozumiem poczatkową wściekłość mężczyzny.Rozumiem te
              zawirowania.Ale gdy emocje opadną, warto rozważyć we własnym
              sumieniu kto niewinny.Dla innych odłożenie dumy na bok jest
              naturalną koleją rzeczy.Bo kocha się według nich- za bycie ze sobą,
              za wspólne dni i za przyszłość.
              Na dobre i na złe ma dla mnie wydżwięk na wielu płaszczyznach.
              I takich mężczyzn chciłabym widzieć w swoim otoczeniu.Bo gdy okaże
              się że dewelopper NAS oszukał...nie chcę być na zasadzie
              przeniesienia ofiarą złości Pana.Itd, Itd...
Pełna wersja