corbeille
05.04.08, 23:27
Powiecie "widziały gały co brały" i macie rację, ale jak się
poznaliśmy wydawało mi się, że jak Siłaczka udźwignę wszystko, bo go
kocham.
Mąż przed ślubem miał długi, które częściowo pomogłam mu spłacic a
częsciowo twierdził,że są umorzone. Po 4 latach małżeństwa okazało
się, że komornik ściąga mu częśc pensji, ścigają go jakieś firmy
windykacyjne. Mamy intercyzę, ale chodzi o finanse na życie
codzienne. Na razie nie jest tragicznie, ale przewiduję że będzie
coraz trudniej. Mamy małe dziecko i niedługo zaczną się wydatki na
kształcenie, wybudowaliśmy dom (oczywiście z moich pieniędzy)i
utrzymanie go też będzie kosztowac.
Mam już dośc ciągnięcia go przez życie. Pomogłam mu spłaci częśc
zobowiązań, ale tego jest za dużo, załatwiłam mu pracę. Ludzie
oceniający nasz związek z zewnątrz twierdzą, że stworzyłam mu
komfortowe warunki życia.
Od kilku tygodni mam mętlik w głowie - zostawic go czy jednak trwac
w tym związku gdzie nie ma już z mojej strony zaufania i uczucia?
Nie mam juz siły dłużej tego ciągnąc, ale waham się ze wzgledu na
dziecko, które uwielbia tatę i muszę przyznac, że mąż jest
wspaniałym ojcem.