zdziwiona.2
23.04.08, 12:07
Zbliżam się ku końcowi mojego małżeństwa.Sytuacja nietypowa i w
mojej rodzinie i w męża też-nigdy nie było rozówdów. Ja się
kompletnie pogubiłam i nasze rodziny też. Od jakiegoś czasu pojawiły
się problemy z imprezami rodzinnymi. a teraz to juz zupelnie nie
wiem co robić. Ciocia mojego męża, po kilku dniach dzwonienia
bezskutecznego do mnie- wreszcie odebrałam telefon , zaprosiła mnie
do siebie na urodziny. Wie, o całej naszej sytuacji, prosiła,
namawiała, prawie błagała..., by przyjść do niej. Powiedziała, że
jest po mojej stronie i zawsze będzie za mną, nawet jeżeli musiałaby
wybierać. Nie chciałam iść na te urodziny, bo wybierał się tam mój
mąż. Wczoraj rozmawialiśmy, powiedział, że jesteśmy zaproszeni i gdy
powiedziałam, z czystej przekory, że fajnie i pójdę, stwierdził że
to on w takim razie nie pójdzie-bo nie chce ze mną. Poczułam się
jakby ktoś dał mi w twarz. Z jednej strony nie chciałabym zwieść
osoby, której zależy na mojej obecności, z drugiej strony mam swoją
godność-to w końcu jego rodzina i zawsze nią będzie. Ale istnieje
jeszcze jedna strona, mam ochotę zrobić mu na złość i pojechać tam z
dziećmi i dobrze się bawić, -bez niego. I teraz nie wiem co zrobić,
ale jestem skołowana, normalnie plątanina myśli. Zależy mi na
dobrych relacjach z ciocią mojego m., zresztą usłyszałam piękne
słowa, że jej i jej rodziny dom o każdej porze dnia i nocy jest dla
mnie otwarty- a teraz idę poplakac, bo się rozczuliłam....