jp66-2
28.04.08, 17:51
dziś o godzinie 14:30 udało mi się podpisać ugodę z ex.
Doszło do tego chyba zupełnie przypadkowo... O 12:30 zadzwoniła do mnie ex z
informacją, że nie przyjdzie na sprawę bo nie otrzymała wezwania i nie moze
zwolnić sie z pracy, powiadomiłem swoją adwokat o fakcie i w zasadzie miałem
do sądu nie jechać, coś mnie jednak tknęło, pojechałem była dokładnie 14:00 a
na korytarzu siedzi sobie ex... szybki telefon do pełnomocnika- przyszła.
Potem już szybciutko chociaż ex starała się zmienić wcześniejsze ustalenia co
do kwoty spłaty, upomniana przez sąd zgodziła sie na wcześniejsze warunki.
Ustalono , że mnie spłaci kwotą 82200 zł (2200- zadłużenie w spóldzielni które
mam zapłacic zeby było szybciej), spłata należności do 15 lipca 2008r. Jestem
zadowolony, bardzo zadowolony. Nie wiem co chciała osiągnąc dzwoniąc, że nie
przyjdzie... teraz to już nieważne.
Moje małżeństwo zostało definitywnie zakończone... po 3latach (teraz idę na
drinka - należy mi sie)