bo ja zła kobieta jestem...

02.05.08, 00:26
Podczytuje wasze forum i dzięki temu wiele decyzji we mnie dojrzało. Nie wiem, czy mądrych, ale moich. Będe musiala z tym żyć.

Dlaczego taki temat? Bo to ja jestem porzucającą, a nie porzucaną. Czytałam tu wiele wątków pisanych przez osoby porzucone i w wielu przypadkach ich cierpienie jest zupełnie niezasłużone, a wynikające z niedojrzałych zachowań partnerów. Bardzo im współczuję. Ale wiele jest tu i takich osób, które "nie zauważyły", że coś wali się w ich związku i teraz wychodzą z pozornie słusznymi roszczeniami jak on/ona mogła mi to zrobić, przecież ja ją/jego bardzo kocham. I tu zaczyna sie tragedia. Strona, ktora ma odwage zakończyć tą farsę jaką stało się małżeństwo jest odsądzona od czci i wiary. "Przestanie kochać" to nie jednodniowe zdarzenie, a proces, czasami wieloletni rozsypywania się i składania na nowo. Aż nie ma już czego poskładać. W moim przypadku jest tak, że nie ma picia i bicia (o ile wtedy wszystko jest łatwiejsze), ale jest 10 lat kłótni, upokarzania, oskarżeń i ... 7 letnie dziecko. Nie jestem bez winy, nie mam łatwego charakteru, tak jak i on, ale problem jest w tym, ze moj partner (44 lata) jest niedojrzaly emocjonalnie i impulsywny. Najpierw "nabroi", nagada,a potem uważa, że nic sie nie stało, a kiedy uświadmi się mu całą krzywde, którą wyrządził, myśli, że "przepraszam" wystarczy. Tylko ile razy wystarczy? Ile razy mam pokornie znosić upokorzenia. Życie na sinusoidzie uczuć. Zastanawianie się, co , jak i kiedy mu powiedzieć, by broń Boże go nie urazić, by nie wpadł w furie. Itd., itp. tak się nie da żyć. Mam dość. Wykończona emocjonalnie podjęłam decyzję. Wyprana z wszelkich uczuć do niego, nawet szacunku, bo obiektywnie zawiódł mnie wielokrotnie, chcę zacząć życie w spokoju i na własne konto. Bez niańczenia drugiego dziecka jakim jest on.

Myślałam, że dotąd żyłam w piekle. Ale to był tylko czyściec. Teraz, to co było, się nie liczy, ani moja dotychczasowa lojalność, ani przeszła miłość (byłam naprawdę szczęśliwa) ani wszystko dobre co było miedzy nami. Skasowane 10 lat i zrobienie ze mnie podłej suki, która zniszczyła (niszczyła od zawsze) mu życie. I to piętno porzucającej, niszczącej świętość jaką jest rodzina. Teraz jestem złą matką zasługującą na to by odebrać jej dziecko. Teraz jestem nikim. W jego oczach, rodziny, znajomych...Bo to zła kobieta była...
    • to.ja.kas Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 00:37
      Useless...jeśli odchodzisz od męża wyprana ze wszystkich uczuć jak
      piszesz olej to co mówi o Tobie on i cała reszta...Bo dojrzałaś w
      końcu do decyzji by żyć na własny rachunek....nie wpędź się zatem w
      pętle myślenia o sobie taj ak patrzy na Ciebie mąż...bo w końcu po
      to bierzesz rozwód by się od niego uwolnić, od niego i od tego co
      myśli, mówi i jak się zachowuje.
    • kajda28 Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 00:56
      piekło jest dużo lepsze od czyśca. bo piekło to już koniec nic gorszego być nie
      może a czyściec... to dopiero przedsionek tego co może się zdarzyć...
      postępuj tak jak mówi twoje sumienie, tak abyś ty była spokojna, bezpieczna ,
      spokojna- to takie będzie też twoje dziecko. a jego rodzina zawsze będzie za
      nim, (wyj, potwierdzają regułę). która matka się przyzna że źle wychowała syna,
      że jej dom był patologiczny?- tylko ta która to będzie chciała zmienić, żadna inna.
    • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 01:19
      Staram się trwać w tym postanowieniu. Muszę się wyprowadzić daleko, do innego miasta. Inaczej on "zajeździ" mnie na śmierć. Muszę zmienić pracę, znaleźć mieszknie. Boję się, czy nie zabiorą mi dziecka, bo mam "nieustabilizowaną" sytuację. Moja rodzina, owszem gładko przełkneła moją decyzję, ale jako wsparcie słyszę tylko stwierdzenia, ze będzie mi bardzo ciężko, że krzywdzę dziecko, że nie dam sobie rady (to samo słyszę z drugiej strony). Nie chce tu zostać, ale przeraża mnie to co przede mną. Zwariuję. Chciałam sobie żyć spokojnie obok niego, dla dobra dziecka, ale nie wyszło. Osaczenie. Nie chce z nim sypiać, nie chcę z nim jeść. Ale on uważa, że sokoro jednak zostałam to moze da się to wszystko odbudować. Nie da się! Ostatnio powiedział mi, ze moje spokojne, normalne, zwyczajne, grzeczne zachowanie (jestem z natury introwertykiem), jakiego wymaga codzienne zycie pod jednym dachem, odbiera jako zachętę nadzieję na to, że wrócę do niego. A przecież to jest puste. Nic nie rozumiem?! Mam być zła i wredna i pogarszać swoją żałosną sytuację, po to by nie dawać mu nadziei? Mam sama sobie odbierać spokój i radość zwyczajnej codzienności z dzieckiem, bo on odbiera to jako zaproszenie? Dlaczego jestem jeszcze z nim. Dlatego, że nie chcę zabierać dziecka przed końcem roku szkolnego ze szkoły. Że kończę studia. Cyniczne, czy rozsądne? Pogubiłam się. Pomóżcie, proszę. Co robić? jak sobie poradzić?
      • z_mazur Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 02:06
        Nie jesteś tu jedyną osobą, która podjęła decyzję o odejściu.
        Były już tu parę razy dyskusje na ten temat i ja sam wtedy pisałem, że odejście w takiej sytuacji jak Twoja jest trudniejsze niż bycie porzuconym. Porzucony cierpi, ale łatwo mu znaleźć wsparcie i zrozumienie. Ta strona która odchodzi nawet gdy cierpi i ma trudniejsze chwile, to usłyszy tylko: "przecież tego chciałaś(łeś)".

        Co jeszcze, faceci mają dużą skłonność do tkwienia w takich niesatysfakcjonujących układach i jeśli już odchodzą to przeważnie do innej kobiety. Kobiety natomiast potrafią odejść w "próżnię", właśnie dlatego, że aktualny układ ich nie satysfakcjonuje i nie widzą szansy na to, że mógłby się zmienić.

        Nie ma sensu oceniać Twojego zachowania, moim zdaniem powinno być po prostu racjonalne. Różni ludzie mają różne wartości, dla jednych tkwienie w kiepskim związku jest wartością samą w sobie, inni uważaja, że mają prawo oczekiwać od życia więcej. Sama musisz rozstrzygnąć te dylematy. A jeśli już podejmiesz decyzję, to jej wykonanie też powinno być racjonalne i nie ma to nic wspólnego z cynizmem.
        • manderla Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 02:18
          z_mazur napisał:

          >
          > Co jeszcze, faceci mają dużą skłonność do tkwienia w takich
          niesatysfakcjonujących układach i jeśli już odchodzą to przeważnie
          do innej kobiety. Kobiety natomiast potrafią odejść w "próżnię",
          właśnie dlatego, że aktualny układ ich nie satysfakcjonuje i nie
          widzą szansy na to, że mógłby się zmienić.


          - Kiedys powiedzialeś na forum, że masz silny żeński pierwiastek w
          sobie. Z tej wypowiedzi mozna tak wnioskowac. Dlaczego - bo rzadko
          który facet potrafi obiektywnie stwierdzić to, co stwierdziłeś w
          powyzszym cytacie. Imponujące. W każdym razie, nie zdarzyło mi się
          usłyszec czegos takiego z ust faceta.
      • panda_zielona Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 02:16
        Jeśli jesteś absolutnie pewna,że z Twojej strony uczucie zupełnie
        wygasło,wypaliło się i nie potrafisz żyć obok (czemu sie nie dziwię)
        to nie ma sensu dłużej utrzymywać fikcji.
        Ale z drugiej strony,jest małe dziecko,któremu trudno wytłumaczyć
        dlaczego tata z mamą nie mieszkaja razem.Może więc warto jeszcze
        spróbować terapii.Zadaj sobie pytanie,czy kochasz.
      • kajda28 Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 08:03
        useless cokolwiek zrobisz, czy teraz czy odłożysz to w czasie powinnaś udać się
        do psychologa, dla swojego dobra, aby ktoś pomógł ci poukładać myśli,
        wytłumaczył dlaczego.
    • sadaga Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 09:01
      podjęłaś b.trudną decyzję. musisz liczyć się z jej konsekwencjami.
      na pewno łatwo nie będzie. niemniej jeśli napisałaś tu szczerze to
      co czujesz (a myślę ze tak) to dobrze by było jak najszybciej
      zanieszkać osobno. bo Twój mąż będzie interpretował każde Twoje
      uprzejme/miłe itp zachowanie, każdy uśmiech i spokojną rozmowę jako
      szansę. do niego musi dotrzeć jaką decyzję podjęłas i ze jest ona
      ostateczna. i pozwolić Ci odejść. a to nie jest proste. emocje
      czasami są tak silne, ze wyłacza się rozsądek.
      zdaję sobie sprawwę ze dla Ciebie też jest to bardzo trudne, ale
      jeśli jesteś pewna swojej decyzji, to nie przeciągaj tego. wiem -
      szkoła dziecka, Twoje studia.. to są mocne argumenty żeby trwać w
      takim zawieszeniu. z tym ze nie jestem pewna czy Twoj mąż to
      udźwignie. a Ty?
      trudno radzić w takiej sytuacji...
      • zza_sciany Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 09:48
        piszecie mąż w postach, mi sie wydaje jednak, ze partner, a to w pewnych
        sytuacjach bardzo komplikuje.
        Moze wyczulona jestem, ale na własnej skórze odczułam odejscie z dzieckiem
        wlasnie od partnera. Mimo, ze nie dzialo sie to przed obliczem wysokiego sadu-
        łatwiej nie bylo, a wrecz trudniej z powodu nieuregulowania pewnych kwestii
        wczesniej
        • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 11:40
          Mąż jednak, choć nie potrafię juz tak o nim myśleć. Ani mówić. Ciężko przychodzi nazywanie obcego mi czżłowieka mężem.
    • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 09:45
      Macie rację. Staram się być racjonalna do bólu. Choć to trudne. Emocje czasami wyłączają rozsądek. Chyba jednak będę musiała iść do psychologa, zanim wpadne w depresję i nie zrobię nic ze swoim życiem. Może chociaż poukładam ten chaos w sobie. Nie chcę ratować swojego związku. Ratowałam go ostatnie kilka lat. Kiedy powiedzialam mu, że nie umiem już z nim żyć, on jakby się ocknął i to co latami było niemożliwe nagle okazało sie do zrobienia. Tylko, że teraz jest już bez znaczenia. Niestety, znow jestem na przegranej pozycji, bo nie doceniam tego co dla mnie robi. Zapytałam go, dlaczego nie robił tego wcześniej, kiedy prosiłam, błagalam, płakałam po nocach, usiłowałam z nim rozmawiać po dobroci. Odpowiedział: "bo wtedy to Ty chciałaś." No nic...zawsze uważałam, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż nie zrobiło nic. Chciałabym w życiu coś jeszcze zobaczyć, zrobić, zwiedzić, a przy nim zostały mi tylko kapcie, telewizor i rola mamuśki. Jemu rola tatuśka bardzo odpowiada, czuje się bezpiecznie: chodzi do pracu, wraca do domu, może zalec przed telewizorem z browarkiem i goloneczką. Niech sobie tak żyje, ale ja nie muszę.(Jestem 10 lat od niego młodsza.) Czy moje pragnienia są złe? On uważa, że tak. no i zapomniałam o najważniejszym. On nie chce wyprowadzić się od rodziców. mieszkamy razem z nimi, bo zaraz po ślubie nie miałam pracy, nie mieliśmy pieniedzy, tak było łatwiej. Ale teraz nic nie stoi na przeszkodzie by zacząć od nowa na swoim. A on nie chce, bo tutaj mu wygodnie. Jak nie obsłuży żona, to mama. Przepraszam użalam się nad sobą. Mam chandrę.

      Zastanawiam się nad praktyczną stroną mojego odejścia. Czy może odebrać mi dziecko? Czy składać wniosek o rozwód nieomal z dniem wyprowadzki, czy poczekać, aż okrzepnę na nowym miejscu i wtedy to zrobić?
      • aron95 Separacja 02.05.08, 11:57
        W Waszym przypadku będzie najlepsza .
        Poukładać myśli , określic czego się chce , liznąć życia samemu ,
        Po czasie stwierdzić czy to, to jest to ?
      • z_mazur Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 12:24
        Czy Twoje pragnienia są złe... Dobre pytanie. Myślę, że znasz na nie odpowiedź. Z pragnieniami jest tak, że niespełnione rodzą frustrację i żeby od niej się uwolnić są dwa sposoby: zrezygnować z pragnień i być szcześliwą z tego powodu (niektórzy tak potrafią, lubią się widzieć w roli "męczennika"), nie rezygnować z nich i zacząć dążyć do ich realizacji.

        Mieszkanie z rodzicami gdy można mieszkać samemu, to chora sytuacja, która zawsze będzie zaburzała relacje w związku, ale obawiam się, że wyprowadzka w tej chwili już by nic nie zmieniła, za późno na to, a stres związany z ustaleniem nowych zasad funkcjonowania związku w nowej sytuacji rozsadziłby go już całkowicie. Dziecko może próbować odebrać, ale na dobrą sprawę w Polsce o to bardzo trudno. Kobieta może mieć problem z przyznaniem opieki w przypadku gdy jest albo uzależniona (i nie poddaje się leczeniu), albo prostytuuje sie (i jej otoczenie jest tego świadome), albo jest chora psychicznie (i to w stopniu wymagającym leczenia zamkniętego) w innych przypadkach jeśli tyko chce sprawować opiekę to raczej ją dostanie.

        Co do samego rozwodu, to jeśli nie musisz tego robić by w jakiś sposób chronić dziecko i siebie, to nie spiesz się. Rozwodzić się jest najlepiej gdy emocje już trochę opadną i strony zaczną się oswajać z faktami.
      • akacjax Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 12:43
        Rozwód można uzyskać gdy jest trwały i zupełny rozkład pożycia na wszystkich frontach i o ile nie zaszkodzi to dobru małoletniego dziecka.
        To pierwsze do przeanalizowania.
        Po drugie w tobie jest tyle emocji, że nie czuję tej obojetności-raczej wściekłość, żal(a to znaczy o więzi jeszcze).
        Rozumiem, że nie masz ochoty na ratowanie, bo wydaje Ci się, że ratowałas-ale widać tylko zagrożenie konkretne rozwodem otworzyło oczy.
        Musisz sama sobie odpowiedzieć na ile możesz czekacw tych warunkach, a na ile to Cie niszczy, męczy, drażni.
        I nie zapominaj to wszystko wpływa na dziecko-czy warto go w takich warunkach trzymać?
        Na tym forum mamy dowody na pogodzenie się małżeństw w sytuacjach wydawałoby się bezpowrotnych. Zawsze można spróbować o ile partner również podejmie taką świadomą decyzje, alebez wsparcia pewnie się nie da.
    • young_and_bored Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 14:16
      Z trwania w małżeństwie w którym nie ma szacunku i zrozumienia, za
      to jest wielki potencjał destruktywnych emocji, nic dobrego nie
      wynika - co widać na załączonym przez ciebie obrazku. Nie masz już
      woli żeby coś odkręcać, a twoje potrzeby rozjechały się z
      priorytetami męża i pragniesz układać sobie życie od nowa - twoje
      prawo, każdy człowiek jest wolny i ma prawo się rozwijać zamiast nie
      dławić w impasie, nic do tego twojemu szwagrowi czy sąsiadce. Z
      podłością nie ma to nic wspólnego.

      Weź jednak łaskawie pod uwagę, że twój syn jest odrębną istotą i
      jego interesy niekoniecznie są zbieżne z twoimi. Być może lepiej dla
      niego byłoby zostać w tym samym mieście, w tej samej szkole z
      rodzicem, który preferuje kapcie i telewizor po pracy ; a nie z tym,
      który w wyniku swoich działań wyrwie go w nieznane i na 99 %
      ograniczy mu kontakt z drugim rodzicem.
      I choćby wszyscy z sądem włącznie wesoło przyklasnęli na Twój pomysł
      siłowego rozwiązania tej drobnej kwestii - nie zmieni to faktu, że
      za tym kryje się drobne świństewko wymierzone w człowieka,
      który i tak pozostanie częścią twojego życia jako ojciec dziecka.
      • z_mazur Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 14:27
        > Weź jednak łaskawie pod uwagę, że twój syn jest odrębną istotą i
        > jego interesy niekoniecznie są zbieżne z twoimi. Być może lepiej dla
        > niego byłoby zostać w tym samym mieście, w tej samej szkole z
        > rodzicem, który preferuje kapcie i telewizor po pracy ; a nie z tym,
        > który w wyniku swoich działań wyrwie go w nieznane i na 99 %
        > ograniczy mu kontakt z drugim rodzicem.

        A dlaczego miałoby ograniczać kontakt?
        Dziecko powinno być z rodzicem, który jest w stanie zapewnić mu lepszą opiekę i lepsze warunki rozwoju.
        Mam wątpliwości czy takim kimś może być facet uzależniony od mamusi i preferujący spędzanie czasu przed telewizorem.

        Nie rozumiem dlaczego rozstanie i wyprowadzenie się z dzieckiem miałoby być traktowane jako "świństewko"?
        • young_and_bored Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 15:52
          > A dlaczego miałoby ograniczać kontakt?

          Powodów jest wiele, ale na początkowym etapie będą to głównie:

          - z obawy, że posiadający władzę rodzicielską ojciec przyjedzie i
          postanowi zabrać dziecko z powrotem do poprzedniego miejsca
          zamieszkania - kiedy nie będzie jeszcze orzeczenia o miejscu pobytu
          dziecka przy którymś z rodziców

          - z prozaicznej przyczyny wynikającej z fizycznej odległości obu
          miast

          - z widocznej niechęci matki do przyszłych kontaktów z mężem,
          wyartykułowanych de facto już teraz czyli na etapie, kiedy ze sobą
          mieszkają, cytuję:

          "Muszę się wyprowadzić daleko, do innego miasta. Inaczej
          on "zajeździ" mnie na śmierć."


          > Dziecko powinno być z rodzicem, który jest w stanie zapewnić mu
          lepszą opiekę i lepsze warunki rozwoju.

          Jasne że tak, to utarty slogan, którego nie sposób zakwestionować.


          > Mam wątpliwości czy takim kimś może być facet uzależniony od
          mamusi i preferujący spędzanie czasu przed telewizorem.

          Czy w przypadku kobiety - domatorki mieszkającej ze swoimi rodzicami
          miałbyś podobne wątpliwości co do jej predyspozycji wychowawczych -
          a jeśli nie, to dlaczego ?


          > Nie rozumiem dlaczego rozstanie i wyprowadzenie się z dzieckiem
          miałoby być traktowane jako "świństewko"?

          Kant z rozstaniem, spróbuj sobie wyobrazić sytuację symetryczną -
          tj. ojciec szczegółowo planuje zabranie dziecka z miejsca
          zamieszkania do innego miasta, innej szkoły, złożenie pozwu o
          rozwód, a następnie, po zakończeniu roku szkolnego - realizuje swój
          zamiar. "Świństewko" czy może skwitujesz jego zachowanie dosadniej ?
          • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 19:01
            Young_and_bored:
            1. Wszystkie objawy które opisujesz są właśnie przykładami walki jaka może, ale przecież nie musi się rozegrać.
            2. Może trudno w to uwierzyć, ale o ile moja niechęć do mieszkania pod jednym dachem z nim jest raczej oczywista kiedy jest się skaznym na kogoś 24 na dobe, to w sytuacji posiadania własnego odrębnego miejsca na ziemi, chciałabym zachować możliwie najlepsze kontakty. Nawet najgorsza koleżankę z pracy można znieść, jeśli jest się z nią tylko 8 godzin.
            3. Zauważ, że mimo wszystko kobieta domatorka i facet przed telewizorem z browcem w ręku to dwie rózne rzeczy. Jestem domatorką, dbam o dom i lubię w nim przebywać, co nie zmienia mojej ciekawości świata i ludzi. Nie tkwię więc przed telewizorem oglądając wszystko jak leci i zaniedbując domowe obowiązki, bo "ja z roboty wróciłem i mam prawo odpocząć". Mylisz pojęcia.
            4.A jakże wyobraziłam sobie sytuację odwrotną. I nie jest mi wcale z tym wygodnie. Nie rozpatruję tego wszystkiego zupełnie na zimno. Skoro widzę jego uczucia dla dziecka, wiem, że będzie cierpiał. Ale ważna jest też jakość, a nie tylko ilość kontaktów. Teraz mając dziecko w domu na codzień woli spędzac czas przed telewizorem, przed komputerem (łącznie kilka godzin dziennie), dla świętego spokoju karmiąc dzieciaka filmami, zamiast pójść z nim na spacer, czy np. nauczyć jeździć na rowerze. Jest a jakby go nie było.
            5. Nie obarczam mojego męża winą za całokształt. Ewidentnie rozjechały nam się potrzeby, pragnienia i oczekiwania. Powiedziałabym typowe niedopasowanie charakterów: introwertyk kontra choleryk. To nie przekreśla go jako czlowieka i partnera, ale dla kogoś innego. Życze mu jak najlepiej, choć ja, jako ja mam już dość bycia z nim.
            • young_and_bored Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 00:48
              > 1. Wszystkie objawy które opisujesz są właśnie przykładami walki
              jaka może, ale przecież nie musi się rozegrać.


              Jasne że nie, jeśli twoj mąż naprawdę okaże się toatalną ciotą
              niezdolną zawalczyć o własne dziecko
              (pomimo czysto iluzorycznych szans) i w tym przyadku gratuluję 10
              wspólnie spędzonych lat z frajerem.

              Sorry, ale jestem dzisuaj chwilowo kompletnie narąbany, aby
              skontrować co do reszty punktów. Zresztą stoimy po innych stronach
              barykady, więc i tak się nie dogadamy. Tak czy inaczej życzę
              powodzenia,

              cheers
              • z_mazur Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 00:56
                A dlaczego ma się okazać ciotą? Czy przyznanie się do tego, że się jest gorszym opiekunem dla dziecko to przejaw bycia ciotą...? Ciekawe spostrzeżenie. Dziecko zostanie z jednym z rodziców i wysiłek nie powinien skupiać się na rozstrzygnięciu tego z którym, tylko na tym jak zrobić tak, żeby po rozstaniu dziecko jak najmniej ucierpiało. Jeśli się zaczyna walka to znaczy, że rodzice sobie wzajemnie coś próbują udowadniać.

                Przez analogię, gdyby kobieta, z którą się rozstajesz, zrezygnowała z opieki nad dzieckiem na Twoją korzyść, to też byś sobie gratulował bycia przez jakiś czas z frajerką?
                • young_and_bored Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 17:17
                  Matka która potajemnie wyprowadza się z dzieckiem do innego
                  miasta i składa pozew, stawia męża przed faktami dokonanymi, nie
                  dając mu żadnej szansy na rezygnowanie - nierezygnowanie z opieki.
                  Tu już nie ma miejsca na dyskusję kto jest lepszym opiekunem, a
                  facet ma do wyboru - próbować podjąć walkę, albo zgodzić się na
                  narzucone mu warunki.
                  Zdecydowana większość ojców w podobnych sytuacjach łatwo odpuszcza,
                  głupio sobie przy tym tłumacząc, że tak będzie lepiej dla dzieci i
                  zagadzając się tym samym na stosowane wobec nich metody, a aktu
                  społecznego błogosławieństwa dopełniają sądy.
                  Ta sytuacja jest modelowa - nie wiemy, czy lepszym opiekunem jest
                  autorka tego wątku, czy też jej mąż, za to wiemy, że nawet jeśli
                  ojciec podejmie walkę opiekę, to dziecko prawie na pewno zostanie z
                  matką - w wyniku jej determinacji, przebiegłości i społecznego
                  przyzwolenia dla jej działań, jako matki. Moim zdaniem nie ma to nic
                  wspólnego z cywilizowanym dialogiem na temat dobra dziecka, ma za to
                  bardzo wiele wspólnego z wiatrem co sobie hula po Dzikich Polach
                  na zielonej Ukrainie.
                  • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 17:45
                    Moja wyprowadzka nie jest tajemnicą. Jestem uczciwa wobec niego.
          • z_mazur Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 20:10
            > Czy w przypadku kobiety - domatorki mieszkającej ze swoimi rodzicami
            > miałbyś podobne wątpliwości co do jej predyspozycji wychowawczych -
            > a jeśli nie, to dlaczego ?

            Oczywiście, że miałbym takie same wątpliwości, więc chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego nie. smile

            > Kant z rozstaniem, spróbuj sobie wyobrazić sytuację symetryczną -
            > tj. ojciec szczegółowo planuje zabranie dziecka z miejsca
            > zamieszkania do innego miasta, innej szkoły, złożenie pozwu o
            > rozwód, a następnie, po zakończeniu roku szkolnego - realizuje swój
            > zamiar. "Świństewko" czy może skwitujesz jego zachowanie dosadniej?

            Czasem konieczny jest okres przejściowy, po którym można będzie rozsądnie poukładać relacje. Tkwienie dziecka w domu w którym trwa zimna wojna jest dla dziecka tak samo (o ile nie bardziej) szkodliwe od przejściowych perturbacji związanych z rozstaniem rodziców. Jeśli oboje wykażą się dojrzałością, to będą w stanie poukładać sprawy dotyczące dziecka po rozstaniu, jeśli nie, to tak czy inaczej dziecko na tym ucierpi. Jednak w rozstaniu można się dopatrywać przynajmniej jakiejś szansy.
      • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 15:25
        Dziecko jest ze mną bardzo związane. I zdaję sobie sprawę z tego co mu robię. Ale ile razy mam słyszeć: Mamo, nie kłóćcie się. Albo Mamo nie płacz. Nigdy nie nastawiałam dziecka źle wobec męża, to byłoby poniżej mojej godności, bo ojcem jest dobrym - na ile czas i tzw. ważniejsze sprawy mu pozwalają. Zawsze powtarzałam dziecku, że kocha się oboje rodziców jednakowo, a to, ze rodzice między sobą się nie dogadują to wynika z ich charakterów a nie winy dziecka i w żaden sposób nie zmienia to naszej miłości do niego. To wszystko oczywiście nie przeszkadza mężowi nastawiać dziecka przeciwko mnie. I jak mam z tym walczyć? Ze słowami że mamusia jest zła i wredna, bo chce odebrać Tatusiowi dziecko. Chcę dziecku odebrać wszystko? Tak, chcę dziecku odebrać wszystko, ale dać mu coś w zamian. Przecież nie wyrywam go w próżnię. Nie mam zamiaru ograniczać kontaktów z ojcem. Przeszkodą będzie tylko odległość i jego chęci. Co zaś do świnstewek, to większym wydaje mi się robienie ze mnie żałosnej, nic nie znaczącej szmaty w oczach dziecka, niż rozłąka przecież nie na zawsze.
        • zielona_ropucha Re: bo ja zła kobieta jestem... 02.05.08, 15:41
          Życzę Ci,żeby Twój mąż nigdy nie przestał interesować się Waszym
          dzieckiem.Rozstanie rodziców jest dla dziecka przykre,gorsze
          natomiast jest jak jedno z nich porzuca dziecko lub o nim
          zapomina...po prostu dbaj o to,żeby nie straciło
          ojca,powodzenia,gratuluje odwagi.
    • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 16:32
      Wszystkim, którzy mnie wsparli dziękuję. Dziękuję również i tym, co pokazali mi, że każdy kij ma dwa końce, a medal dwie strony. Tak czy siak, porzucający zawsze będzie tym złym. Trudno. Niechaj szatani się cieszą. Jedna dusza więcej w piekle.
      • young_and_bored Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 17:21
        Nie bierz tego zbyt osobiście. Nie chciałem Cię urazić, po prostu
        wyraziłem co myślę.
        • useless00 Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 17:43
          Nie uraziłeś mnie. Ale nie jestem przebiegła. Mój mąż ma świadomość tego, że chcę odejść z dzieckiem. I wcale się z tym łatwo nie godzi. Problem jest w tym, że dziecko jest naprawde ze mna mocno związane, co nawet on sam widzi i potwierdza. Zauważ, że wcześniej napisałam, że nawet teraz staram się w dziecku nie zaburzać postrzegania męża jako ojca. Problem jest w osiągnięciu kompromisu. Gdybym była złą matką, gdybym miała wątpliwości odnośnie mojej osoby, a wiedziała, ze ojciec zapewni mu lepsze warunki rozwoju (psychiczne nie materialne!!!!), pewnie z ogromnym bólem, ale zostawiłabym dziecko przy nim, starając się być możliwie jak najbliżej i najintensywniej z dzieckiem. Ale tak nie jest. Niestety. Mąż jest niedojrzały emocjonalnie. I to nie dlatego, że ja tak sądzę, ale dlatego,że takie sa obiektywne fakty. Dziecko (nawet stare), nie wychowa drugiego dziecka. Wierz mi nie jestem typem mamuśki, ktora traktuje tą sprawę na zasadzie "Mama jest lepsza i już. Koniec dyskusji". Proszę nie generalizuj. Nie wszystkie kobiety "zabierające" dziecko ojcom, czynią to by im dokopać. On jest dobrym ojcem, ale niedojrzałym. Jeśli chcesz przykładów - służę uprzejmie, powiedz tylko slowo.
          • young_and_bored Re: bo ja zła kobieta jestem... 03.05.08, 18:25
            Wobec tego szukaj sposobu żeby rozstać się w jak najmniej konfliktowy
            sposób, pozostawiając dziecku swobodny kontakt z ojcem.
            Zrób to dla siebie, bo pomimo deklaracji odnośnie własnego
            charakteru nie wyglądasz na osobę, która niskim kosztem własnym
            potrafi działać bezkompromisowo.
            Mi nie musisz wyjaśniać, na szczęście nie ja jestem gościem od
            rozgrzeszeń smile
Pełna wersja