clio11
07.05.08, 09:08
Istnieje opinia, że rozwód to dla dzieci dramat, koszmar, że
rozstanie rodziców jest negatywną determinantą ich przyszłości.
Tymczasem ja, po przeprowadzeniu się z malutkiej miejscowości do
większej(co nie miałoby miejsca, gdyby nie rozwód oczywista)
dokonałam małego podsumowania ostatnich kilku, porozwodowych lat:
syn-zaczął w tym czasie i skończył najlepsze gimnazjum w mieście,
żadnych kłopotów wychowawczych, świetny sportowiec (reprezentant
szkoły, potem województwa);
córka-świadectwa z czerwonym paskiem, równolegle do zajęć szkolnych
bierze udział w szeregu inicjatyw społecznych, spore grono
koleżanek, kilka kółek zainteresowań, dodatkowo szkoła artystyczna.
Nie popadły w złe towarzystwo, nie piją i nie palą. W odróżnieniu od
mnóstwa dzieciaków z pełnych rodzin, szlifujących wieczorami
miejskie bruki-są zawsze w domu o 20-ej.
Wczoraj córka powiedziała do mnie-wiesz, mamo, pamiętam jak
płakałam, gdy mieliśmy wyprowadzać się z X, a dziś za Chiny Ludowe
nie chciałabym tam wrócić!
Czy Wasze dzieci w czasie "porozwodowym" wyniosły z tej styuacji
same negatywy? Czy obraz dziecka z niepełnej rodziny-zaniedbanego,
sprawiającego problemy wychowawcze, często wagarowicza-to nie
stereotyp i mit?