w rok pózniej...

09.05.08, 12:11
zainspirowana wątkiem markiety pomyslałam sobie, że i jak mogę
napisać, jak wygląda mój związek po roku od ciężkiego kryzysu...

dla przypomnienia - ubiegłej wiosny odkryłam, ze mąż ma
wielbicielki, z którymi się spotyka za moimi plecami, a co najmniej
jedna z nich jest w nim ostro zakochana. ponieważ uważałam swoje
małzeństwo za udane, a nic nie zapowiadało, że jest między nami
kiepsko - przeżyłam szok.

jego reakcja: to nic takiego, nie chcę rozwodu, tamte kobiety nie
mają zadnego znaczenia dla naszego małżeństwa, chcę z Tobą zostać,
podejmij decyzję.

przechodziłam przez typowe fazy rozpaczy, niedowierzania,
wścieklości, a przede wszystkim zawodu - że zrobił to "ot tak", że
nie potrafił wziąć na klate odpowiedzialności, wykręcał się, okazał
sie słaby, tchórzliwy, słowem - padł mi jego idealny obraz, który
przez lata uważałam za prawdziwy.

nie zdecydowałam się odejść.
przestałam mieć powody do podejrzeń, starał się mnie przekonać, że
odbudujemy zaufanie, że jeszcze będzie dobrze.
całe miesiące trwało, nim pozbyłam się toksyn, przestałam powracać
do tamtego maja, drążyć i zadręczać się wizją ruin, które pozostały
po naszym tak przeze mnie idealizowanym związku.

przeszłam skomplikowany proces uświadamiania sobie, że nawet
gdybyśmy się rozstali, mogę dalej zyc, ze on nie jest częścią mnie,
jest tylko dopełnieniem, powązanym przeszłością i emocjami, ale nie
nierozdzielnym.
że mogę wybaczyć mu jego ubiegłoroczne podążanie za motylkami, bo
juz wiem, że to nie zaden facet-mojego-życia, tylko partner, ze
wszystkimi swoimi ludzkimi słabościami.
że nasz związek nie jest magiczny, rzadki, cenniejszy od innych.
podlega takim samym prawom jak pozostałe, jest podobnie narażony na
kryzysy i rozbicie.
straciłam swojego księcia zbajki, dostałam w zamian normalnego
faceta, któremu juz nie ufam bezgranicznie, ale tylko tak, jak można
ufać drugiej, INNEJ osobie.
dodatkowo zrobiłam sobie niskobudżetową terapię w ramach abonamentu
za internet - zawarłam kilka znajomości, ktorych nie zamierzam
przenosic poza ekran, a które dodały mi pewności siebie i
powiedziałam mu o nich.
(bo chyba mu umknelo przez lata, ze swiat nie konczy sie na nim, a i
ja zapomniałam o tym szczególe...)

on uwaza, ze po kryzysie docenił zanikająca wcześniej przez lata
świddomość, jak cenny jest dlaniego nasz związek.
że odkrył jego ważność na nowo.


tak więc nie podbiliśmy statystyki rozwodów.
dzieci juz nie przypatrują się nam uważnie, czy znowu będziemy się
klócić...
długi majowy weekend spędziliśmy nad morzem, spacerując kilometrami
wzdłuz plaży. po wielkanocy pojechalismy we dwójkę na weekend, który
poświęciliśmy tylko sobie.
Jesienią kupujemy dom...

Tak wygląda moja historia o jeden maj dalej.
może uda sie ją przeciągnąc na następne....
    • nangaparbat3 Re: w rok pózniej... 09.05.08, 12:19
      Nie Alu,
      pieknie piszesz, ale jednego nie pojmuję: dlaczego męzczyzna Twego zycia miałby
      byc bez wad? doskonały, idealny?
      A jak nie jest - to juz "tylko" partner?
      A?
      • nie_alicja Re: w rok pózniej... 09.05.08, 12:31
        smile))
        nanga, jego idealność miała się przejawiać tylko w tym drobiazgu, że
        nie miał szukać u innych kobiet tego, co daje związek - trwały,
        stabilny emocjonalnie, zaangażowany. słowem - intymności.
        miał w zyciu wiele kobiet, a ja sądziłam - dobra, smiejcie się - że
        ja jestem tym portem i przystanią, z którego juz nie trzeba wypływac
        cichcem pod piracką banderą.
        cholera, nie sprawdziłam się wink))
        • nie_alicja Re: w rok pózniej... 09.05.08, 12:33
          Portem, PORTEM, nie przystanią!!!
          no właśnie.
        • nangaparbat3 Re: w rok pózniej... 09.05.08, 12:54
          Ala - ale przecież w sumie wlasnie jesteś - i portem, i przystanią. Wybrał
          Ciebie. Że po drodze pobłądzil? Moze ty wieksza Twoja wygrana?
          Dla mnie własnie to jest dowód, że TY sie sprawdziłaś.
          Choc oczywiscie łatwiej zyc bez takich dowodów, nikomu nie zyczę.
    • sylwiamich Re: w rok pózniej... 09.05.08, 12:19
      Taki pozytywny watek...ja tez do tego doszłam...ale po
      rozwodzie.Jednak...boje się zdradzających.Cały czas wybierałam
      podświadomie facetów którzy nie lepią się do kobiet.Jeden z nich był
      oziębły, drugi zdradzał...ze mną.Tak więc wszystko chuj.Gratuluję
      serdecznie doświadczenia i mąrości.
    • zuza145 Re: w rok pózniej... 09.05.08, 15:02
      bo to podobno już nigdy tak samo nie będzie.
      nikt nie mówi że gorzej albo lepiej- jednego mozna byc pewnym-
      będzie inaczej.
      I jest bardzo miło i budująco czytać Alicjo- że budujesz- że ci sie
      udaje.
      Bo co tu ściemniać - większą częśc pracy wykonujesz ty.
      Ze wsparciem of cour- bo widać pewnie jakieś chęci.
      a to daje bodźca jak cholera.
      Pozdrawiam.
      Może i mnie kiedyś się trafi - mozliwośc odbudowy- dla mnie
      osobiście najważniejsze jest aby osiągnąc uzniezależnienie się
      emocjonalne- aby nie bolało jak boli-tylko inaczej- albo wogóle.
      Tylko chyba coś chrzanię- bo to by oznaczało koniec.
      Coś pokręciłam- chodzi o poczucie bezpieczeństwa- tak- dokładnie o
      ppoczucie bezpieczeństwa- bo to akurat mam skaleczone nieco.

      Trzymaj sie dziewczyno- cieszę się tym co osiągnęłaś.
      ps z tym braniem na klatę świadomości miałkości- masz arcję- biorę-
      a raczej mam na klacie aktualnie.
      Ale idzie na lepsze- oby szczęsliwe na końcu- cokolwiek to znaczy.
    • marieta_makieta Re: w rok pózniej... 09.05.08, 15:41
      Fala wątków wspominkowo-podsumowujących smile))). Alu, życzę Wam z
      całego serca powodzenia.Trzymaj się.
      • aron95 Re: w rok pózniej... 11.05.08, 07:18
        dołączam się
        • anula36 Re: w rok pózniej... 11.05.08, 13:35
          pamietam twoja historie i tez zycze powodzenia.
          Dobrze ze mu zadna "pamiatka" po tych dziewczynach nie zostala, bo jak Sylwia boje sie zdradzajacego faceta ale glownie wlasnie pod tym katem.

          www.zdrowydzien.info/
          • aron95 Re: w rok pózniej... 12.05.08, 00:07
            a ja zdradzającej kobiety
          • nie_alicja Re: w rok pózniej... 13.05.08, 10:18
            jak znowu "pamiątka"?
            przecież zaklinał sie, że do niczego fizycznego między nimi nie
            doszło. no to skąd, z powietrza? wink)

            i dzięki za wsparcie.
            niech nam - wszystkim - będzie już tylko lepiej.
            amen smile
            • mayflower_1 Re: w rok pózniej... 13.05.08, 21:50
              Jak przyjemnie czyta się takie historie z pięknym happyendem smile.
              Zyczę Ci powodzenia "na nowej drodze życia" smile
            • dori-dora Re: w rok pózniej... 13.05.08, 22:35
              to co on robił z tymi wielbicielkami??? wymieniali uwagi na temat polityki,
              ekonomii etc? wiadomo, że po takich przygodach facet się wybiela. a jak facet
              zdradza to moim zdaniem też należy sobie znaleźc kochanka a nie odgrywac
              cierpiętnicęsmile
              • nie_alicja Re: w rok pózniej... 15.05.08, 10:51
                moja droga, jego wersja to : ogrzewał się w cieple damskiej
                adoracji. bezdotykowo wink
                prawdę rzekłszy, jest mi doskonale obojętne, czy to prawdziwa wersja
                czy zwykła standartowa ściema.
                przebolałam jego oszustwo, i to ono było dla mnie najbardziej
                dołujące. towarzyszące okoliczności przyrody uważam za drugorzędne.
                a co do kochanka... nie chce mi się. to takie męczące. podobnie jak
                odgrywanie cierpiętnicy wink
                • sadaga Re: w rok pózniej... 15.05.08, 11:31
                  Nie_Alicjo za Tobą a raczej za Wami chyba jeden z najtrudniejszych
                  okresów w życiu. To że wyszliście na swoją prostą swiadczy o Waszej
                  a szczególnie juz Twojej sile. Życzę żeby teraz było już tylko z
                  górki, a ewent. dołki malutkie i łatwe do zakopania. Powodzenia. I
                  wszytkiego naj...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja