Kolega

16.05.08, 05:15
...ma żonę.Nie może bez jej akceptacji odbierać fona.Potrafi w
ostatniej chwili odwołać pracową zamianę...żona nie pozwoliła.Nie
może z koleżanką z pracy robić żadnych projektów.Ma być co do minuty
w domu.
A może to żona ma kolegę? Na własność?
Wszyscy mu współczują...ja nie.Ani jej, ani jemu.Ona ma duży problem
ze sobą, on jej na to pozwala...mało tego...uczestniczy w
pogłębianiu się tego problemu.
    • manderla Re: Kolega 16.05.08, 06:20
      A może kolega szukał drugiej mamuski? I dobrze mu tak, i wygodnie.
      Może...
      • z_mazur Re: Kolega 16.05.08, 07:59
        > A może kolega szukał drugiej mamuski? I dobrze mu tak, i wygodnie.
        > Może...

        Bardzo prawdopodobne.

        Najzabawniejsze będzie jak jej znudzi się takie mamkowanie i taki
        bezwolny facet. smile))
    • a.niech.to Re: Kolega 16.05.08, 06:43
      Czy aby rozumieją, w co grają?
    • plujeczka Re: Kolega 16.05.08, 07:42
      mówiąc kolokwialnie taki kolega to d...a i tyle, pamiętam kolegę do
      którego w czasie pracy dzwoniła niepracująca , siedząca w domu 50
      letnia , zdrowa żona ,że ma kupić do domu banany a sklep spozywczy
      mieli pod własnym blokiem...śmieszne? może nie? ...wygodne ?....
    • menab Re: Kolega 16.05.08, 09:02
      Współczuję koledze. I znam to z własnego doświadczenia, tyle, że to
      mi zabraniał mój jeszcze wtedy mąż. Nawet słuzbowe wyjazdy nie
      wchodziły w rachubę. Kazał mi tłumaczyć, że dziecko mam chore i nie
      mogę jechać. Byłam jego własnością i tyle. Na szczęście ocknęłam
      się. Wiem, że w części była to moja wina, że pozwalałam na to, ale
      to było silniejsze ode mnie...dzisiaj tego nie mogę zrozumieć.
      • sylwiamich Re: Kolega 16.05.08, 09:06
        Wiesz...ja nigdy nie mogłam tego "zrozumieć".Nadal nie
        mogę "zrozumieć" godzenia się na przemoc.Ale...rozumiem że inni nie
        mogliby wytrzymać 5 minut z takim kłamcą z jakim ja przeżyłam 11
        lat.Ale nie potrafię współczuć....
        Już prędzej kobiecie która nie ma gdzie pójść z dziećmi i się po
        prostu bardzo boi.
        • menab Re: Kolega 16.05.08, 09:17
          Godzenie się na przemoc często ma podłoże uzależnienia lub niesie za
          sobą skutki takich zachowań w postaci kary. Koło staje się
          zamknięte.
        • manderla Re: Kolega 16.05.08, 09:39
          Nie ma co tu czego rozumieć. To jest pewien układ, mniej lub
          bardziej świadomy.
          Też, jak Ty, żyłam z kłamcą, ale też jak menab teraz dopiero się
          dziwię, jak dałam się zamknać w klatce, złotej owszem, ale klatce.
          Imprezy? Nie, przyjezdzał i mnie wyciągał robiąc przy tym sceny.
          Żeby ktoś do nas przyszedł? Nie, bo jeszcze brakowało żeby jakaś
          hołota sie po domu pałętała. Razem gdzieś wyjść? Nie, po co ma
          wysłuchiwać o jakichś pierdołach, które go zupełnie nie obchodzą. Bo
          przeciez zawsze był "ponad" tym wszystkim, czym ja żyłam. Raczej
          chciałam żyć. A wzamian dawal wszystko. Tak mi się przynajmniej
          wtedy wydawało. I sie godziłam. Do czasu.

          O, kawał mi się przypomniał, a propos mojego ex:

          Kolega do kolegi:
          - Palisz?
          -Nie
          -Pijesz?
          - Nie
          -Na dziwki chodzisz?
          - Nie

          - No to cholera, jakie ty masz wady??
          - Notorycznie klamię.


          Ot, samo zycie smile
    • akacjax Re: Kolega 16.05.08, 10:13
      Jak to jest, że on dokładnie opowiada jej o swojej pracy. Czy oni pracują razem, czy tak dokładnie zna to środowisko?

      A poza tym jaka jest reakcja od pracowej strony-tłumaczenie się żoną/mężem/rodziną/idp. że czegoś nie zrobię...to u mnie pierwszy i ostatni krok do zostania bez pracy.

      Dawanie zgody na to, to popieranie jego zgody na takie traktowanie, czyli umacnianie go w tym, że tak ma być, może być, że to jest naturalne.
    • bozenadwa Re: Kolega 16.05.08, 11:51
      A moze to jest jego wymowka ,bo mu sie nie chce robic tego
      projektu .albo zamienic prace ? Ja zanam takie przupadki .
      • bozenadwa Re: Kolega 16.05.08, 11:53
        ma byc znam takie przypadki ,
      • manderla Re: Kolega 16.05.08, 11:59
        bozenadwa napisała:

        > A moze to jest jego wymowka ,

        No tez mi sie przypomniało, ze jak do exa ktos dzwonił w jakiejs
        sprawie, a on juz gdzieś miał ustawione inne spotkanie, to slyszałam
        nieraz jak przez telefon mówił: wiesz, nie mogę, bo moja m. wlasnie
        cos tam zaplanowala bla-bla-bla, albo ze moja m. to pewnie się
        wscieknie itego typu pierdoły.
        No własnie, własnie. A ja w oczach jego kolegów byłam pewnie jakąś
        szurniętą babą, że niby go za mordę trzymam.
        A on i tak szedł nie wiadomo gdzie....
        • tricolour Nie reagowałas? 16.05.08, 12:10
          ... że facet w żywe oczy łże i jeszcze robi z Ciebie heterę? Że nie
          potrafi odmówić tylko wymyśla, by z siebie zdjąć ciężar za taką
          prosta decyzję?
          • manderla Re: Nie reagowałas? 16.05.08, 12:21
            tricolour napisał:

            > ... że facet w żywe oczy łże i jeszcze robi z Ciebie heterę? Że
            nie potrafi odmówić tylko wymyśla, by z siebie zdjąć ciężar za taką
            prosta decyzję?

            Oczywiscie, ze reagowałam. Pewnie nieudolnie. A byly tez lepsze
            obrazki. Kiedy bylismy juz "po", a mieszkalismy razem, to wszedzie
            mówil, że : bo moja żona..." tralalaa. Wiec uprzedzilam raz, ze jak
            powie jeszcze raz "moja zona", to niewązne, w jakim towarzystwie
            będziemy, prosto w mordę mu wypluje :że nie jestem twoją żoną już.

            Nie uwierzył. Za jakis czas się naciął. Strrrrrrraszny żal miał do
            mnie. Straszny! Jak mogłam??!!! Przy ludziach!?!

            Ale to pajac byl. Zbyt dużą fantazje mial, więc fantazjował bez
            przerwy i na potęgę. Szkoda gadać.
            Zamkniety rozdział.
            • sylwiamich Re: Nie reagowałas? 16.05.08, 12:37
              manderla napisała:
              Kiedy bylismy juz "po", a mieszkalismy razem, to wszedzie
              > mówil, że : bo moja żona..." tralalaa.

              Boszee..jaka hetera z Ciebie.Facet się przywiązał i tyle, że
              posiada.Ja też mówię o mężu..maż.Już mi kilka razy kolega forumowy
              zwrócił na to uwagęwink)
              W końcu jednego go miałam...nie tak łatwo odpuścić.Jak drugiego
              zauroczę to temu odpuszczę.Słowo Harcerza...tzn...Zuchasmile)
            • akacjax Re: Nie reagowałas? 16.05.08, 12:39
              O tym, że mój m.posługiwał się mną, wkładając w moje usta swoje pomysły wyszło przypadkiem. W relacjach prywatnych to prostsze-zapytał mnie ktoś, czy faktycznie tak uważam, bo to mu się z moimi zasadami kłóci.
              Ile nie zostało zweryfikowane-nie jest dla mnie istotne, bo nie ważne, co mysli o mnie ktoś tam daleki...(może nawet w pracy u mojego ex.) Bliscy znają realia.
              Może trzeba zapytać owej żony, czy faktycznie tak steruje mężem.
          • manderla Re: Nie reagowałas? 16.05.08, 12:34
            tricolour napisał:

            > ... że facet w żywe oczy łże i jeszcze robi z Ciebie heterę?

            A to ze robil ze mnie hetere, to mi zwisało kompletnie. ja
            wiedziałam ze taka nie jestem, i on tez to wiedzial. A to ze przed
            swoim wysokich lotów towarzystwem mnie tak przedstawiał? Nie
            obchodziło mnie to. On moich znajomych nie akceptował w zasadzie
            nigdy. Bo jesli to były dziewczyny, - to w jego mniemaniu, wszystkie
            kurwy i sutenerki. Jesli byli koledzy,- to znaczyło ze ja się kurwię.
            A jego towarzystwo oczywioscie było jak najbardziej ok.
            Akceptowałam wszystkich, jak leciało. Bo przeciez naukowcy
            to "inna", "wyzsza" rasa.
    • marek_gazeta Re: Kolega 16.05.08, 13:25
      Życie nie jest proste, niestety. Nie wystarczy się zakochać, zawrzeć małżeństwo i czekać na pasmo orgazmów psychiczno-fizycznych.

      Można facetowi współczuć, ale niewątpliwie sam jest winien. Trzeba umieć nakreślić pewne granice swobody i ich pilnować. Kobieta ma problemy, to pewne, ale być może w swoim chorym pojmowaniu świata robi to, co dobre dla niego. A on... cholera wie, może już się przyzwyczaił i uważa, że tak ma być?

      Mam kolegę, którego związek z kobietą wyglądał analogicznie (i nie była to żadna ściemo-wymówka), czasami wręcz kuriozalnie, facet był na każde skinienie. Pozwolił sobie wejść na głowę, a baba go wykorzystała, a potem kopnęła w dupę.
    • bet.66 Re: Kolega 16.05.08, 13:37
      mądra ta zona kolegi, na zimne dmucha
      i nie ma co koledze współczuć, bo chłopina jest zadowolony, ze
      ślubna jest zazdrosna, czyli kocha i dba o niego.
      • manderla Re: Kolega 16.05.08, 13:41
        bet.66 napisała:

        > mądra ta zona kolegi, na zimne dmucha
        > i nie ma co koledze współczuć, bo chłopina jest zadowolony, ze
        > ślubna jest zazdrosna, czyli kocha i dba o niego

        Mam nadzieje, ze powiedzialaś to z sarkazmem. (choc go nie wyczuwam).
        Ta kobieta kocha siebie, a nie swojego męża. A to ze on daje się na
        to nabrac??? Albo udaje,, ze nic nie widzi (bo tak wygodniej), albo
        nie widzi (bo nie ma porównania) i to potrwa. Do czasu. Az trafi na
        taką, co mu uśiwadomi że jest wolnym człowiekiem, a nie jakąś
        Isaurą w męskim wydaniu.
        • bet.66 Re: Kolega 16.05.08, 13:50
          niezgadzam się z tym wywodem;
          faceci to najczęściej pantoflarze, którzy lubią, jak ktos z nich
          zdejmuje ciężar podejmowania decyzji...domowych.
          To kobiety częściej, niz mężczyzni występują z pozwem o rozwód.
          A kolega ma sznsę spaść z deszczu pod rynnę, jak koleżanka okaze się
          większą megierą od jego zony.
          Czasami jest tak, ze początkowe zachłysnięcie się wolnością staje
          się na dłuższa metę niewolą.
          • z_mazur Re: Kolega 16.05.08, 14:23
            > faceci to najczęściej pantoflarze, którzy lubią, jak ktos z nich
            > zdejmuje ciężar podejmowania decyzji...domowych.
            > To kobiety częściej, niz mężczyzni występują z pozwem o rozwód.

            No dokładnie i ja podobnie jak Marek przewiduję raczej taki rozwój
            wypadków. Kobieta w pewnym momencie stwierdzi, że i tak ma całą
            rodzinę na głowie, cały dom i jeszcze parę innych rzeczy i że w
            sumie lepiej robić to wszystko bez prasowania koszul mężowi i prania
            jego gaci, a i garnków po niej i dzieciach jest mniej niż gdy
            jeszcze mąż się stołuje. A faceta można mieć z doskoku bez
            konieczności znoszenia na codzień tych
            niedogodności. smile)))))))))))))))
            • manderla Re: Kolega 16.05.08, 15:16
              z_mazur napisał:

              > No dokładnie i ja podobnie jak Marek przewiduję raczej taki rozwój
              > wypadków. Kobieta w pewnym momencie stwierdzi, że i tak ma całą
              > rodzinę na głowie, cały dom i jeszcze parę innych rzeczy i że w
              > sumie lepiej robić to wszystko bez prasowania koszul mężowi i
              prania
              > jego gaci, a i garnków po niej i dzieciach jest mniej niż gdy
              > jeszcze mąż się stołuje. A faceta można mieć z doskoku bez
              > konieczności znoszenia na codzień tych
              > niedogodności. smile)))))))))))))))

              No ok, ale u mnie jako kobiety powtsaje taka refleksja. Ze facet
              woli rzucić to wszystko w cholere, niż próbować zmobilizować się i
              jakoś tę żonę odciążyć, od tych brudnych gaci, skarpetek po całym
              mieszkaniu, prasowaniu jego koszul, troszczeniu sie o przygotowanie
              świat wszelakich, rodzinnych i innych, chodzenia do szkoly na
              wywiadówki, zapoznawania się z kolegami dziecka, interesowania się
              jak i z kim dziecko spedza czas, kiedy nie jest w domu itp.
              Kurdę, tez bym chciała móc isc do pracy, skoncentrować sie w calosci
              na ambicjach zawodowych i pracy i relacjach w pracy , a do domu
              wrócic na wszystko zadbane, gotowe i podsuniete pod nos.
              Słowem, mogłabym być takim pantoflarzem. Ot.
              >
              • marek_gazeta Re: Kolega 16.05.08, 15:23
                > No ok, ale u mnie jako kobiety powtsaje taka refleksja. Ze facet
                > woli rzucić to wszystko w cholere, niż próbować zmobilizować się i
                > jakoś tę żonę odciążyć, od tych brudnych gaci, skarpetek po całym
                > mieszkaniu, prasowaniu jego koszul, troszczeniu sie o przygotowanie
                > świat wszelakich, rodzinnych i innych, chodzenia do szkoly na
                > wywiadówki, zapoznawania się z kolegami dziecka, interesowania się
                > jak i z kim dziecko spedza czas, kiedy nie jest w domu itp.
                > Kurdę, tez bym chciała móc isc do pracy, skoncentrować sie w calosci
                > na ambicjach zawodowych i pracy i relacjach w pracy , a do domu
                > wrócic na wszystko zadbane, gotowe i podsuniete pod nos.

                Nie chrzań, kobieto.
                • manderla Re: Kolega 16.05.08, 15:25
                  marek_gazeta napisał:

                  > Nie chrzań, kobieto.
                  >


                  Coś bardziej konkretnego powiesz może? Boś skromny w słowa. I
                  niewyraźny.
          • manderla Re: Kolega 16.05.08, 15:21
            bet.66 napisała:

            > Czasami jest tak, ze początkowe zachłysnięcie się wolnością staje
            > się na dłuższa metę niewolą.

            jak się nie jest człowiekiem świadomym swego zycia, to wolność staje
            się niewolą.
            Może daleko posunięte porównanie, ale to tak jak z murzynami w
            okresie pokolonialnym. najpierw narzekali na kolonializm, a jak
            zostali wolni, suwerenni i niezależni, to się wyrzynają nawzajem w
            pień, bo nie potrafią z wolności korzystać.
            Daleka analogia, aczkolwiek mechanizmy psychologiczne wydają sie być
            te same.
Pełna wersja