inspiracja1
22.05.08, 15:06
jestem jakas ograniczona. podobno nie zyciowa wiec moze dla tego nie rozumiem
braku rownosci w placeniu na dziecko.
pomozcie mi, wyjasnijcie dlaczego jako matka mam obowiazek wychowywac dziecko,
utrzymywac je w conajmniej polowie mimo, ze ojciec zarabia kolosalnie wiecej.
w sumie to globalne pytanie bo dotyczy prawie wszystkich wiec licze na
wyjasnienia tych co dostaja alimenty na dziecko i tych 'nieszczesnikow' co to
na dziecko placic musza.
jestem w lekkiej depsresji okolorozwodowej wiec mam przytepione zmysly ale za
wszelka cene chce zrozumiec dlaczego moj maz, od ktorego sama odeszlam (bo nie
akceptowalam drugiej kobiety w naszym zwiazku) zarabiajacy w funtach
rownowartosc 5 srednio malych polskich pensji (wydajacy co prawda wiekszosc
tego na utrzymanie) ma laskawie dawac raptem 1/10 czesci tego co zarobi przy
czym ja zarabiajac tylko jedna taka pensje mam ponoscic taki sam wklad co daje
8/10 tego co ja zarabiam (a koszty mojego utrzymania juz sie nie maja
liczyc?!) ? do tego otrzymuje benefit na dziecko obejmujacy 1/3 tego co ma byc
alimentami wiec rzeczywisty jego wlkad jest jeszcze mniejszy.
sorry, ze tak jednym zdaniem, licze ze rozumiecie pytanie.
nie chce nikogo krytykowac/oceniac/polemizowac.
szukam tylko odpowiedzi, ktora da mi spokojnie przejsc nad tym do porzadku
dziennego. nie rozumie dlaczego jesli oboje chcialismy tego dziecka, a on
mieszka teraz z inna kobieta, dlaczego ja mam ponosci tak nieproporcjonalnie
wyzsze koszty utrzymania naszego dziecka. dodam, ze przez odleglosc jaka nas
dzieli ojciec dziecka nie bedzie sie nim zajmowal, chyba ze kilka tygodni w
roku na wakacjach ale tego jeszcze nie wiem (nie z mojej winy. twierdzi, ze
nie bedzie go stac na podroze. a ze swoja panna stac na wycieczki ale to juz
inna sprawa).
czy moge zadac takie pytanie sedziemu, juz po werdykcie aby nie ryzykowac, ze
maz wycofa sie z tego co obiecal (straszy mnie tym teraz, ze udowodni, ze
nawet na tyle go nie stac) ?
jedyne pocieszenie, za ja naprawde chcialam tego dziecka, ktore jest
spelnieniem moich marzen. czekam tylko az wyjde z depresji bo jak sie zaczynam
denerwowac to cierpliwosci mi brak dla mojego aniolka.
a moze zwyczajnie nie ma sprawiedliwosci a sad to tylko farsa?
jak to jest? pytalam mamy ale wsiadla tylko na mnie, ze nie rozumiem jak swiat
jest skonstruowany. no nie rozumiem, bo nie bralam pod uwaze w planowaniu
dziecka, ze zostane z nim sama. glupia bylam? nierealistka?