Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć

02.06.08, 10:58
Zróbcie mi jaką psychoanalize bo mnie to wkurza.

Sprawa wyglada tak- po rozstaniu ok 4 lata. Odeszłam bo miałam dość coraz
bardziej toksycznego układu. Ex ciągle twierdzi, że jestem jego największą
miłością ale w słowach. Ja uciąłam kontakty, żeby się pozbierac do kupy.
Pierwszy rok po - ex terroryzuje mnie głuchymi telefonami o różnych porach
dnia i nocy(na stacjonarny gdzie nie mam identyfikacji, ale wiem ze to on) ,
potem rozmawialiśmy przy próbie wrócenia do siebie -powiedziałam, że te
telefony były podłe - przestał. Powrót skończył się jeszcze większą kłótnią i
definitywnym rozstaniem. Zaczęło się przysyłanie na mojego maila erotycznych
filmików oczywiście z nieznanych mi kont, śledzienie na forach internetowych.
Od ponad 2 lat ktoś przesyła mi na komórkę sms-y z wyznaniami miłości lub
jakimiś zdaniami wyrwanymi z kontekstu, lub dzwoni telefon i tylko
nasłuchiwanie z drugiej strony - już z trzeciego z kolei nieznanego mi numeru.
Gdy ja próbuję tam dzwonić - nr nie odpowiada. Sporadycznie Ex ujawnia się
posyłając mi głuchy sygnał ze swojego starego znanego mi numeru.
Nie widujemy się, czasem, przypadkiem. Kiedyś nadziałam się na niego, on z
jakąs panienką o połowę od niego młodszą (dowartościuje się facet od lat
młodymi dziewczynami.twierdzi, że nade wszystko chce stałego związku a poluje
na takie z którymi go nie będzie miał, takie rozdwojenie jaźni), sytuacja dość
jednoznaczna, on pozorował żeby dziewczyna nie domysliła się kto ja jestem,
jakies zdawkowe zmieszane cześć i nic więcej. Zaraz po tym przysłał mi maila z
wyznaniami że ciągle za mną tęskni i jak cudownie było mnie widzieć. Odpisałam
ze to jest nie w porządku wobec mnie i wobec tej nowej panienki z ktorą
obecnie jest. Wkurzył się że nie jestem miła i zaczął byc zaraz złośliwy,
poprosiłam żeby przestał mi wysyłać sygnały na komórkę, obiecał że wykasuje
mój nr. Ale tego nie zrobił do tej pory. Rok później minęłam go z kolejną
jeszcze młodszą laską. Ona tez się chyba nie zorientowała że się znamy, ledwie
jakieś jego bąknięcie pod nosem.
Utrzymuję się sama w niechęci do niego, bo czuję, że on tylko czeka aż zacznę
być miła żeby zjawić się mi nabruździć w życiu. Znaczy wejść z butami,
postawic mnie jak lalkę na ołtarzyku, wziąć to czego potrzebuje z ciała i
emocji i być zadowolonym z siebie ze ma to co chciał. A moje potrzeby-
nieistotne. To człowiek bardzo uparty. Nie chcę się otwierac na niego bo
skończy się to krzywą emocjonalną dla mnie albo dalszą eskalacją kłótni. Z
drugiej strony kochałam go mocno i to nie wygasło do końca. Ale doświadczając
jego zachowań zaczynam go uważać za człowieka chorego. Na pierwszy rzut oka
ciepły i opiekuńczy, wielki kobieciarz uwodziciel naiwnych i skrzywdzonych,
pokazujący drugą złośliwą twarz gdy kobieta nie podporządkowuje się jego
planom i śmie go krytykować.
On nie chce się wynieść z mojego życia, telefony, net, itd. Choć równoczesnie
nie chce juz ze mną być(epitety wredna itd, boi się bo mu się postawiałam i
wjechałam na męskie ego). Ja nie chcę mu ulegać i przez niego zmieniac
numerów i adresów, które mam od zawsze. Z mojej strony praktycznie od dawna
nie ma odzewu na te prowokacje. Ale gnojek nie odpuszcza nękania. Na policje
nie ma z czymś iść, bo z czym? sms-em "tęsknię za toba moja ukochana?" Do exa
nie dociera ze tego sobie nie zyczę. Kompletnie nie szanuje mojego zdania.
Chciałabym mu wybaczyć i posłać myśli z nim związane do wszystkich diabłów.
Ale przez te jego nękania gdy znowu go widzę z kolejną siksą to nie mogę
powstrzymac się od skrzywienia i niechęci, mówię tylko cześc i go mijam.
Pomyslałam w tym momencie, ze on swoim działaniem osiąga to co chciał, ciągle
mnie "ma" w myślach a nie musi ze mną być(miałam za duże wymagania,np wierność
i wspólne dzieci na co on ochoty nie miał)
Myślałam już czy nie zaatakowac samej - zrobić mu obciach przy spotkaniu z
którąś panienką? powiedzieć przy niej żeby przestał do mnie wydzwaniać? albo
postraszyć że opowiem o wszystkim jego dorosłym juz dzieciom z poprzedniego
związku? Wkurza mnie ta sytuacja.

Piszcie proszę co myślicie.
    • burza4 Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 11:10
      nie chcesz zastosować najbardziej skutecznej metody na odcięcie,więc
      nie wiem co ci doradzić. Z tego typu natręctwem nie da się walczyć
      inaczej, jak zmieniając numery telefonów czy adres.

      jakiekolwiek inne działanie będzie sygnałem, że dalej uczestniczysz
      w jego grze. Żadnych próśb, szkoda twojego czasu. Kasuj nie
      otwierając, omijaj szerokim łukiem.
    • a.b1 Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 11:41
      Twój ex ma to co chiał, siedzi cały czas w Twoje głowe dlatego Twoja
      głowa nie może być pełna myśli o innym albo o sobie
      • to.ja.kas Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 11:52
        A dlaczego nie chcesz zmienic nr telefonów czy adresu mailowego?
        To skuteczne jak diabli.
        Czy to nie jest tak, że we dwoje prowadzicie swoja grę?
        Rozstaliście się ze soba, ale ciagle macie na siebie "oko".
        Zastanów się nad tym.
        Udowadnianie sobie, ze nie zmienie telefonów bo nie dam się chyba
        jest tutaj zasłona dymna dla prawdziwych powodów?
        Bo jak najbardziej na świecie zależy Ci na swiętym spokoju to po
        prostu zrób to przez co najprościej ten święty spokój osiągniesz.
        Mieszanie w to dzieci??? Niesmaczne?
        Robienie awantur przy przypadkowym spotkaniu? Spowoduje tylko
        eskalacje zachowań.
      • zmienilamnicka Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 23:48
        Masz rację. Mści się, że odeszłam. Pełna premedytacja. Ale moja wytrzymałość się
        skończyła, wrr.
    • nangaparbat3 Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 15:18
      Podpisuje sie pod poprzedniczkami.
      Prowadzisz z nim grę, pasuje Ci to z jakiegos powodu. Gdyby było inaczej, juz
      dawno pozmienialabyś numery, adresy.
      W kazdym razie - skoro ich nie zmieniasz - jestes w tej grze partnerką, nie ofiarą.
      • zza_sciany Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 15:46
        co dalej? doniesienie do prokuratury.Więcej niz pewne ze umorzą ale sam fakt
        pojscia i złożenia zeznań ( nawet zaprzeczających) może dać mu do myślenia.
        dziwie się, że sytuacja ktora trwa tak długo nie nasuneła Ci tego najprostrzego
        rozwiązania.
        Wygląda jakby z jakiegos względy to Ci odpowiadało, albo jakby Pan miał na
        Ciebie jakiegoś haka, a Ty z obawy przed nim....itd
    • manderla Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 15:47
      Masz psychoanalizę jak chcesz smile


      Nie musisz zmieniac ani adresu , ani nr telefony, aby móc powiedziec
      facetowi STOP. W tym momencie jest wazna Twoja reakcja na jego
      zachowanie. To, co on robi, to jest zadręczanie, napastowanie wręcz.
      Nadaje się owszem na zgłoszenie na policję. ALE. Brakiem stanowczej
      reakcji ze swojej strony, chcąco czy niechcąco zachęcasz go do
      takiego a nie innego postępowania. Dobrze lasencje przede mną
      powiedziały: to jest gra. Chcesz sie w to bawić? Brakuje Ci odwagi
      spokoj. Wiec w czym problem? Co Cie obchodza dziunie z ktorymi on
      sie powłóczy po miescie? Boli Cię to? Jesli tak, odpowiedz sobie,
      dlaczego. Jesli nie - olewasz.
      Mówienie którejś tam panience i robienie scen w stylu, ze on do
      Ciebie dzwoni i tp., uwazam ze nie ma sensu. Wyjdziesz na
      zazdrosniece i walnięta kobiete, co to sobie nie radzie zupełnie. Bo
      ez nie omieszka przy takiej scenie powiedziec kochanicy, ze "wiesz,
      ta moja stara to zgłupiała zupełnie, i gada od rzeczy". Chcesz tego?
      Lepiej zdaje się odpuscic takie sceny teatralne.
      Co masz zrobic. Odciąć się od niego psychicznie. Nie ma goscia.
      Zero. Niech sie prowadzi z panienkami jak chce. Zastanów się, czy
      aby na pewno chciałabyś go mieć z powrotem?
      • zmienilamnicka Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 19:29
        Gdy się rozstaliśmy życzyłam mu szczęścia. Związek był toksyczny i wykańczający
        dla obu stron gdy to zauwazyłam to ewakuowałam się z niego nie bez wysiłku. Bo
        byliśmy mocno od siebie uzależnieni. Tak najzwyczajniej chciałam żeby ułożył
        sobie spokojne życie bo na tym mu podobno zależało. Jak po naszym rozstaniu
        zobaczyłam go z kolejna i kolejną dwudziestoparolatką to mnie rozczarował, bo
        potwierdził że kituje, wiem ze je uwodzi i okłamuje i szkoda mi tych dziewczyn.
        To jednak ich sprawa i niech sobie robi co chce ale ... niech się ode mnie
        wreszcie odczepi!
        Przecierpiałam pierwszy rok tych głuchych telefonów, starałam się zrozumieć, ze
        jemu jest ciężko po moim odejsciu a taka forma "kontaktu" ze mną mu pomaga.
        Przypuszczam, że w jego wersji myslowej "to on robił mi dobrze" bo wyrażał w ten
        sposób swoja nieustajacą miłosć do mnie (a spotykał się równocześnie z innymi
        babkami). Taki dooobry typ który uszczęśliwia na siłę tym co sam uważa ze bedzie
        dla kobiety dobre bez pytania jej o zdanie i potrzeby. Ja po takim telefonie
        wpadałam w dół na cały dzień a wtedy byłam za słaba psychicznie, żeby zadzwonić
        do niego i powiedzieć żeby się odpi...raz na zawsze. Po jakimś czasie zaczęło
        mnie to wkurzać, ze to stały element mojego tygodnia który zaczynam traktować
        jako normalny. Najdziwniej wygladało to przy gościach, gdy niekiedy telefonów
        nie odbierałam bo wiedziałam że o tej porze tylko ex może puszczać sygnał...
        paranoja. Ze stacjonarnego telefonu zrezygnowałam, z innego powodu ale pozbyłam
        się tamtego numeru. Zmieniłam nr gg. Komórki nie chcę zmieniać bo moge stracić
        stare kontakty na ktorych mi zalezy.
        To, zeby zrobić mu publiczna awanturę przy "dziuni" to był taki pomysł chwili,
        też uważam że średni i nie w moim stylu. Ale może taki by zadziałał bo nie jest
        w moim stylu i gość się go nie spodziewa??

        Szukam pomysłu żeby facet się ode mnie odczepił, zeby do niego dotarło to co
        robi. W jakiś sposób nim wstrząsnac zeby się obudził i zobaczył co robi.
        Milczenie nie działa, prośby nie działają, gróźb nigdy nie stosowałam więc może
        trzeba z grubej rury?? Może poprosić kolegę o niskim głosie żeby zadzwonił i
        powiedział "odczep się gościu od mojej kobiety bo ci nogi z d.. powyrywam"??

        Bo zwyczajnie czasem czuje się jak molestowana. A jego to bawi.

        Co to jest stanowcza reakcje na te sms-y? Jaka? Od 2 lat NIE ODPOWIaDAM NA NIE!
        Po prostu co jakiś czas ten osobnik w przypływie nie wiem czego wysyła na mój
        nr kilka zdań z wyznaniami albo milczy do słuchawki. Może na zasadzie
        onanizowania się wspomnieniami i głosem. Byle spuścić swoje napięcie. I pewnie
        uważa, że mi tez tym robi dobrze. Albo pokazuje jak bardzo ma mnie za nic.

        Kiedyś próbawałam zareagować, ale każde zwrotne zainteresowanie powoduje
        eskalację. Jestem skazana na to, ze od czasu do czasu wpadniemy na siebie twarza
        w twarz. Nie wiem jak się zachować żeby było dobrze. Jest szczwany w zacieraniu
        śladów, zaden z bardziej kompromitujacych smsow nie był bezpośrednio z jego
        znanej mi komórki.
        Gdyby nie te akcje telefoniczne możliwe, że już normalnie byśmy ze sobą
        rozmawiali jako byli bliscy znajomi. A może znowu wpusciłabym go do łóżka bo
        wiedział jak mną manipulować i słodkimi słowami stopniowo wkupywac się w łaski.
        Nie ufam mu.
        Przez te nękanie telefonami każdorazowo teraz kieruję na niego niechęć i blokadę
        emocjonalną. A chciałabym nie musiec chodzić "uzbrojona" w miejscach gdzie
        potencjalnie moge go spotkać, bo to zwyczajnie denerwujące i niepotrzebne.
        Więc jak mam się zachować na jego widok , samego lub z kolejną dziunią? No jak?
        • tricolour I to jest problem... 02.06.08, 19:35
          ... że Ty musisz sie jakoś zachować gdy spotkasz faceta z niunią.

          Gdybyś spotkała obcego faceta z obcą kobietą to wcale nie musiałabyś się zachowywać.

          "Komórki nie chcę zmieniać bo moge stracić stare kontakty na ktorych mi zalezy"
          - możesz zawiadomić stare kontakty, że zmieniłaś numer. Ale chyba musiałabyś
          zawiadomić też swego faceta, prawda?
          • zmienilamnicka Re: I to jest problem... 02.06.08, 19:48
            ktora wersja , mijam gościa:
            -uśmiecham się miło i mówię dzień dobry jak miło cię widzieć czy przedstawisz
            mnie koleżance?
            -skrzywiam się na jego widok coś bąkając pod nosem
            -mówię cześć usiłujac zachować kamienną twarz
            -nic nie mówię, patrzę i czekam aż on coś powie pierwszy, jesli nie powie
            pierwszy to go mijam bez słowa
            -udają, że go nie widzę


            wbrew pozorom jest trochę możliwości.
            "Kultura" wymaga przywitania znajomych i staram się do tego stosować pomimo.
            Tylko faktycznie... czy w tym przypadku obowiązuje mnie jeszcze jakaś kultura?
            uncertain Nie chce się zachowywac jak nadąsany burak ostentacyjnie ich lub jego
            mijając bez słowa. Jak to widzicie?
            • tricolour Zwyczajnie... 02.06.08, 19:52
              ... gdy widzisz tego "swego" faceta, to tak jakbyś mnie zobaczyła.

              Czyli żaden z Twoich punktów, bo u Ciebie nie było zwyczajnej obojętności...
              • zmienilamnicka Re: Zwyczajnie... 02.06.08, 19:55
                Czy jak widzisz swoją byłą żonę to tez jej nie poznajesz na ulicy??
                Nie da się nie rozpoznawać kogoś z kim się było blisko. Zawsze ex rozpoznasz i
                ja pytam jak sie zachować gdy mijasz byłego faceta j.w., a nie , gdy jesteś w
                tłumie nieznanych ci osób...
                • tricolour Owszem... w pewnej kobiecie rozpoznaję... 02.06.08, 20:00
                  ... swoją byłą żonę.

                  W pewnych rysunkach na wystawach, gazetach itp rozpoznaję też jakieś znajome
                  twarze, ale to nie powód, by myśleć o nich w kategoriach "A może znowu
                  wpusciłbym do łóżka".

                  Mijam.
                  • zmienilamnicka Re: Owszem... w pewnej kobiecie rozpoznaję... 02.06.08, 20:03
                    Wymijasz moje pytanie.
                    • tricolour Mylisz się... 02.06.08, 20:04
                      ... to Ty masz przymus zrobienia czegokolwiek gdy zobaczysz swego exa i
                      przenosisz to na mnie.
                      • zmienilamnicka Re: Mylisz się... 02.06.08, 20:08
                        Opisałam sytuację z moim ex. Pytam jak Ty byś się zachował spotykając go nagle
                        na ulicy twarzą w twarz. Opisz. Bo może niepotrzebnie wyrywam się z moim
                        powitaniem i powinnam udawać, że gościa pierwszy raz na oczy widzę.
                        • tricolour Co tu jest do opisywania???? 02.06.08, 20:11
                          Nic nie robię! Jak mi wlezie w gębę, to powiem "przepraszam" - jak do każdego na
                          ulicy, ale to sie nigdy nie zdarzyło żeby wlazła mi na łeb.

                          Opisz tu jak wygląda nicnierobienie - żeś się czepiła.
                          • zmienilamnicka Re: Co tu jest do opisywania???? 02.06.08, 20:15
                            Pytam wprost, czy mijając ex mówisz "cześć", "dzień dobry", zatrzymujesz się by
                            zapytać co słychać, czy ignorujesz ex traktując jak pierwszy raz widziana na
                            oczy osobę i nie rozpoznajesz na ulicy. To nie jest trudne pytanie chyba??
                            • tricolour W tym roku nie widziełem ex... 02.06.08, 20:23
                              ... w zeszłym widziałem chyba raz - przez przypadek - ale nie pamiętam, co
                              powiedziałem. Można założyć, że powiedziałem "cześć".
                            • lampka_witoszowska Re: no, nie... 02.06.08, 22:12
                              Zmieniłam, wyobraź sobie, jak traktuje się kolegę, zwykłego kolegę,
                              z którym nie ma się o czym rozmawiac - a nie niezwykłego exa - i już
                              sama masz odpowiedź
                              czesc, i idziesz w swoją stronę!
                              nie "usiłujesz zachowac kamienny wyraz twarzy", tylko normalnie
                              witasz się i mijasz
                              witasz i mijasz... tak PO PROSTU
                              dokładnie jak napisał Tri czy jak pisały dziewczyny wcześniej

                              a jeśli grają Ci jeszcze uczucia i nei chcesz tracic kontaktu (tak
                              to wygląda - dla mnie też, nie będę tu oryginalna) - to poukładaj to
                              w sobie, nazwij, określ, czego CHCESZ (nie, czego po sobie
                              oczekujesz czy co dobrze wypadnie) - i potem to już tylko
                              konsekwentnie wcielaj w życie, wóz albo przewóz

                              no, i nie jest ostrą reakcją na smsy brak reakcji
                              brak rekacji to brak reakcji
                              nieważne, co pisze - ważne, że jeśli nei chcesz jakis smsów czy
                              inszego naprzykrzania się i ex o tym wie, to juz sprawę spokojnie
                              zgłaszasz na policję - nikt nie ma wyznaczonych granic, że jak 5
                              smsów na miesiąc to jeszcze nie naprzykrzanie się, a 6 to już tak

                              jedna ich rozmowa z nim powinna załatwic temat, ale... no, właśnie -
                              on moze zniknąc wtedy z Twojego życia...

                              tylko czy tego chcesz?
                              • lampka_witoszowska Re: doczytałam :) 02.06.08, 22:18
                                i właśnie
                                czesc też nie musisz mu mówic
                                bo i niby po co

                                ale nie o "czesc" sie sprawa rozbija, jeno o rekację, konkretną i
                                odcinającą
                                i ło

                                • zmienilamnicka Re: doczytałam :) 02.06.08, 23:44
                                  Jak spotykam zwykłego kolegę to się uśmiecham , mówię cześć i ide dalej. Czyli
                                  prawie to samo co tu, tylko że tu mnie dodatkowo nerwy ponoszą - sytuacja
                                  zagrożenia i skołowania, nie wiem czego się spodziewać po nim, jakbym w tle
                                  słyszała "masz prawo milczeć, wszystko co powiesz może być uzyte przeciwko tobie".

                                  A ja sobie własnie uświadomiłam, że to chyba ja za kazdym razem wyrywam się z
                                  jakimś konkretnym "cześć" do niego. Bo on za każdym razem gdy wpadaliśmy na
                                  siebie był z jakąs panienką i dawał znać ,że mnie poznaje uśmiechy posyłał i
                                  takie tam, ale tylko coś bąkał pod nosem w zasadzie tak, żeby ta panienka nie
                                  usłyszała.
                                  Czyli to ja niekulturalna jestem bo jako dama nie powinnam się wyrywać i mu
                                  naprzykrzać big_grin Poprawię się.
          • manderla daleko posunięta insynuacja 02.06.08, 20:08
            tricolour napisał:

            > - możesz zawiadomić stare kontakty, że zmieniłaś numer. Ale chyba
            musiałabyś zawiadomić też swego faceta, prawda?

            Nie cierpię takich podjazdów.
            Skąd taki wniosek i skad takie pytanie, ze musi zawiadomic exa o
            zmianie numeru?

            Moje pytania sa retoryczne. Nie musisz odpowiadac.
            • zmienilamnicka Re: daleko posunięta insynuacja 02.06.08, 20:11
              o dzięki, teraz doczytałam sugestię w tym komentarzu.
              I potwierdzam, to insynuacja. Nie chcę od niego żadnych smsow, telefonów,
              wyznań. Chcę żeby się odczepił od mojego telefonu.
            • tricolour To jest kpina... 02.06.08, 20:13
              ... facet prześladuje bidulkę, ale ona nie może zmienić numeru komórki, bo stare
              kontakty się popsują!

              Taka leniwa, że woli nagabywanie niż zawiadomienie - tych jakże ważnych
              kontaktów - o zmianie numeru!
              • manderla Re: To jest kpina... 02.06.08, 20:23
                tricolour napisał:

                > ... facet prześladuje bidulkę, ale ona nie może zmienić numeru
                komórki, bo stare kontakty się popsują!
                >


                Uwazam za ma wlasnie niczego nie zmieniac. jak zmieni, to znaczy ze
                się poddaje i uznaje jego wyzszosc i sile nad nią. Poza tym, gosc
                poprzez starych wspolnych znajomych, jak jest upierdliwy taki,
                zawsze moze sie dowiedziec jaki ma numer. Numer ok, mozna zmienic, a
                miejsce zamieszkania???? Bzdura. Nie tedy droga.
                Ma pokazac, ze ma go w d.... Ewentualnie w jakis sposob probowac
                zablokowac u operatora wszystkie numery z których on wysylal
                wiadomosci i dzwonil. Nie wiem, czy jest taka mozliwosc, ale byc
                moze.
                • tricolour Z adresem to przesada... 02.06.08, 20:29
                  ... nawet nie doczytałem tej propozycji.

                  Co do zmiany numeru: zgadzam się, że może poprzez znajomych dowiedzieć się.
                  Tyle, że to inna sytuacja niż wytłumaczenie posiadania numeru, przez który jest
                  tyle niedogodności, niebezpieczeństwem utraty ważnych kontaktów.

                  Co jest ważniejsze? Spokój czy zawiadomienie kontaktów o zmianie numeru.
                  • manderla Re: Z adresem to przesada... 02.06.08, 20:36
                    Co się wiąże ze zmianą numeru.
                    łażenie po bankach. Nikt Ci nie przyjmie informacji o nowym numerze
                    tel w rozmowie telefonicznej ani w mailu. Trzeba isc. osobiscie.
                    Jak kobieta prowadzi firme to moge przypuscic, ze pare tych banków
                    musi obskoczyc. Ok. zakładamy ze dwa-trzy, nie jest to wysilek
                    nadludzki. To jest czas. Mozna. Wszyscy znajomi, klienci itp. Jeden
                    przegapi, drugi nie zanotuje..... i pare klientów przepadlo. Biznes
                    to biznes.
                    Ok, ale w ostatecznosci mozan, owszem.
                    tylko nadal nie widze powodu, po co ma to robic.
                    Wystarczy zmienic swoją postawę wobec exa.
                    A zeby to zrobić, trzeba wiedziec czego się chce. A czego sie nie
                    chce.
                    Ale sie pytam: po co ma zmieniac? Co to da?
                    • tricolour Aaaa - to insza inszość... 02.06.08, 20:39
                      ... że trzeba wiedzieć czego się chce.

                      Powiem więcej: od czegoś trzeba też zacząć.
                • zmienilamnicka Re: To jest kpina... 02.06.08, 20:38
                  Mandrela, ja podobnie myślę. To on ma się odczepić ode mnie a nie ja urywać
                  przed nim zmieniając telefony, mieszkania i prace. Bo już to przerabiałam w
                  necie. np śledził mnie na forach udając obce osoby, jako obcy prowadził ze mną
                  korespondencję mailową, podrywał itd. Z tego powodu przez rok nie pisałam na
                  forach, myślałm że się odczepił, ale znalazł mnie od razu gdy zaczęłam znowu pisać.
                  Jeśli będzie chciał to bez trudu moje nowe namiary znajdzie, wie gdzie pracuję.
                  Teoretycznie szkodliwość tych smsow jest niewielka, tak mi się wydaje, ze na
                  policji mogą mnie wyśmiać gdy maja morderstwo obok moich smsów.. Muszę się
                  dowiedzieć u operatora o mozliwośc zablokowania konkretnych numerów, taka opcja
                  by była dobra, jak jest w gg.
                  • tricolour To będzie wysyłał z bramki netowej... 02.06.08, 20:40
                    ... i tyle zdziałasz, co nic.

                    Traktuj go jak śmiecia, to sie znudzi.
                    • manderla Re: To będzie wysyłał z bramki netowej... 02.06.08, 20:48
                      No to jest jedyne wyjscie.
                      Przerabiałam to ze swoim exem.
                      Tez bez przerwy "kocham cie, jedyna, najukochansza" i inne pierdoły.
                      mam nadzieje ze na Ciebie przestały działac juz tego typu teksty.
                      One nie znacza NIC. Kompletnie nic. Bo poza słowami nic za tym nie
                      idzie.
                      Musisz sie odciac psychicznie. Nie wiem jak. Ale to jedyne wyjscie.
                      Zmiana tel, gg, adresu itp nic nie daje.
                      Moj tez wydzwanial do mnie do pracy na stacjonarny, mimo ze mialam
                      komorke. A bo tak se wymyslil, by mi dowalac, po kropelce. Taki, jak
                      patrze z perspektywy, subtelny sadysta. wink I tez nie moge
                      powiedziec do konca, ze to "zły facet był". Nie. Nam sie nie
                      ulozyło. A nie chciał przez długi czas przyjąc tego do wiadomosci.
                      • zmienilamnicka Re: To będzie wysyłał z bramki netowej... 02.06.08, 21:28
                        Oj nasłuchałam się tych "pierdoł" bez pokrycia od niego tyle, ze mam uczulenie
                        teraz i mdłości gdy ktoś tym samym językiem startuje do mnie... smile Ex w swojej
                        drugiej części jest niezłym facetem, ale w pierwszej części cos ma w główce
                        mocno porobione i dla mnie to jest nie do zaakceptowania.
                        Dzięki za rady,
                        przechodzę więc w fazę traktowania go jak powietrze i niezajmowania się jego
                        tematem.

                        • manderla Re: To będzie wysyłał z bramki netowej... 02.06.08, 22:13
                          Tak trzymaj!
                          powodzenia!
                        • a.niech.to Re: To będzie wysyłał z bramki netowej... 03.06.08, 09:49
                          zmienilamnicka napisała:

                          > przechodzę więc w fazę traktowania go jak powietrze i
                          niezajmowania się jego
                          > tematem.
                          Lekko powiedziane. Po mojemu jesteś na początku drogi ku wyzwoleniu
                          ze współuzależnienia (nie mylić z miłością). Oczytaj się, jak ona
                          przebiega. Możesz wykorzystać materiały dotyczące byłych żon alko.
                          Będziesz przynajmniej wiedziała, z czym przyjdzie Ci się mierzyć.

                          Jeśli jesteś podanna manipulacji, a tak jest z całą pewnością,
                          możesz się bronić poznaniem reguł, według jakich ona funkcjonuje, a
                          dalej - pokorą. Nie oznacza to oczywiście współgrania z posunięciami
                          ex. Ty to Ty i sama decydujesz o własnych poczynaniach i emocjach, z
                          czego to drugie jest znacznie trudniejsze. Nie zgadzam się z
                          poglądem, że należy umieścić w d..e ważną część minionego życia.
                          Niech egzystuje sobie obok Ciebie tak jak wielu innych ludzi,
                          którymi nie zawsze przecież jesteś zachwycona.
    • plujeczka Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 16:25
      taka osobowość psychopatyczna jak u Twojego meża z czasem może stać
      się zupełnie nie do zniesienia, nie bardzo rozumiem twójego upóru
      przed zmianą telefonów a to wydaje sie w Twojej sytuacji być dośc
      rozsądnym wyjściem z sytuacji i nie reaguj na jakiekolwiek z jego
      strony zaczepki, zdaje się ,ze on czerpie siłę i dziką satysfakcję z
      tego ,że uda sie jemu Ciebie zdenerwować lub wyprowadzić z
      równowagi ai dlatego nie dawaj mu pola do popisu, krótko,
      stanowczo. Twoje milczenie i konsekwencja odniosą pożadany skutek
      zobaczysz a jezeli nie to pozostaje ci droga sadowa bo jest
      ewidentne molestowanie, nachodzenie , nękanie psychiczne itp.
    • manderla Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 20:18
      Co mi perwsze przychodzi, to to, ze jestes za mięka. Chcesz być w
      porządku, Mimo wszystko. Uwierz , nie warto. On tego nigdy nie
      doceni. naodwrót. Dalej bedzie Cie napastował, im bardziej uległa i
      kompromisowa będziesz.
      Nie wiem co masz zrobić. I jak. Masz pokazać pazur. Tak, żeby buty
      mu pospadały z nóg. Tylko RAZ. Ale dobrze. wtedy odniesie to
      porządany przez Ciebie efekt - czyli, zeby sie odpierniczył od
      Ciebie raz na zawsze (zakładając, że NAPRAWDĘ tego sama chcesz).
      Jak wpadnie mi cos do głowy, to dam Ci znać.
      Ogólnie rzecz ujmująć - totalna ignorancja. Dla Ciebie faceta nie
      ma. Nie widzisz go, kiedy spotykasz na ulicy. Jakikolwiek ruch z
      Twojej strony bedzie przez niego interpretowany jako zachęta do
      dalszej manipulacji z Tobą. Weź no się zaweźmij i dowal gościowi.
      Nie zwracając na niego uwagi. Przeciez no kto Ci powiedział, ze masz
      mu mówić "Czesc" jak go spotykasz na ulicy? Nie musisz
      byc "grzeczna". Wicej, masy byc bardzo niegrzeczna. Ostentacyjnie.
      Powodzenia.
      • bozenadwa Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 20:26
        POdpisuje sie obiema rekami pod tym co napisala manderla.Nie ma
        innego wyjscia.Przerabialam to kiedys ,i musialam zlikwidowac
        telefon stacjonarny ,bo o komorkach i necie jescze nikt wtedy nie
        slyszal ,Na ulicy nie musisz go poznawac ,I naprawde, nie ma innego
        wyjscia ja tylko to, aby zmienic nr komorki,do znajomych mozesz
        przeciez zadzwonic ,I nic nie sugeruje ,ale dopoki bedzie Cie do
        niego ciagnelo ,nawet jesli sama sie do tego przed soba nie
        przyznajesz ,albo do konca nie zdajesz sobie z tego sprawy,nie
        zmienisz tej komorki ,jesli juz naprawde bedziesz chciala zyc swoim
        zyciem a,nie jego ,to w tri miga pozmienias nr ,i co tam jescze
        bedzie trzeba.
        • bozenadwa Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 20:31
          Mialam na mysli to co napisala manderla na temat totalnej
          ignoracji ,Ja natomiast uwazam ,zeby zmienic nr komorki ,I dac nr
          tylko tym znajomym ,do ktorych mam zaufanie,bo po co inni
          znajomi ,ktorzy beda zdradzali mnie ,pomimo ,ze sobie cos tam
          zastrzege,Wiem ,ze takie nekanie jest meczace,i warto sama o siebie
          zadbac,
      • a.niech.to Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 03.06.08, 09:51
        Wszelka walka nie jest dobra, bo wiąże się z pobudzeniem szkodliwych
        emocji. Neutralne zachowania jak na początek są wystarczająco
        trudne.smile
    • akacjax Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 02.06.08, 23:47
      Poczytaj o nekaczu:
      samoobrona.kobiet.webpark.pl/asertywnosc.htm
      Każdy przejaw Twojego zainteresowania to dla niego znak.
      Generalnie proponuje zebrać trochę dowodów i udać się na policję(lub najpierw na policje, a dowody dostarczyćwg ich "zamówienia").

      • zmienilamnicka Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 03.06.08, 00:09
        Dzięki za ten link.
      • z_mazur Re: Ex i co dalej -wybaczenie -niechęć 03.06.08, 00:24
        Kiedyś czytałem ten artykuł na jakiejś innej stronie. Wstrząsające i niestety prawdziwe.
        • akacjax dobra książka 03.06.08, 09:18
          To jest fragment książki "Zawsze bezpieczna" Wojciecha Kuczyńskiego i Pawła Droździaka. Z tej książki zastosowałam kiedyś taki chwyt:
          Idę ulica środek dnia, Przede mną widzę idących naprzeciw rozszalałych wyrostków i kobietę parę metrów przede mną. Oni coś mówią do niej i w jej stronę machają(tuż przed nią) rękami, bluzami. Ona skulona omija ich.
          Zaraz mnie spotkać ma to samo. Ale wg zaleceń z książki patrzę prosto w oczy-pierwszemu z brzegu. Następni coś mówia, ale on nie robi nic, mija mnie, a tylko słyszę pytanie innych do tegoż-a z tą co-nic?
          Gdybym nie zachowała się tak-też próbowaliby mnie postraszyć.
          • manderla Re: dobra książka 03.06.08, 10:40
            Dokładnie, to jest postawa która budzi respekt. Aczkolwiek, jezeli
            nie oceni sie adekwatnie sytuacji, to moze byc bardzo ryzykowna.
            Ksiązki nie czytałam, ale miałam dokładnie taka sytuację. Wieczór i
            ciemna ulica. Mimo ze w centrum miasta prawie, a jednak zupełnie
            pusta. I banda narwanych podchmielonych młodzieńców. Duszę mialam na
            ramieniu, ale z drogi nie zeszlam wink(zreszta po drugiej stronie
            ulicy tez był chodnik, wiec sami mogli zejść mi z oczu wink
            Tyle tylko co uslyszałam juz za soba jakies kretynskie teksty.
            • lampka_witoszowska Re: dobra książka 03.06.08, 11:12
              ja też potwierdzam, z tym, że dołożywszy szybki, dziarski krok w
              srodku nocy, we Wrocławiu, jak przyuważyłam faceta na przystanku
              najwyraźniej czekającego na nocny autobus, ruszyłam w jego stronę, a
              on gdzies spacerkiem za wiatę mi zaczął się oddalac

              nie pomyślałam nad faktem i tam zajrzałam, bo uparłam się
              dowiedziec, która godzina, na ten sam autobus liczyłam...
              a on z wyraźną ulgą wypuściwszy powietrze wylazł patrząc na
              zegarek... dopiero do mnie dotarło, że się schował!...
              i to ja go wystraszyłam, bo żywej duszy nei było sad
              (usprawiedliwiam się jeszcze długim czarnym wojskowym płaszczem,
              niemniej nigdy mnie nikt nei zaczepiał, metoda jw)
            • a.niech.to Re: dobra książka 03.06.08, 11:14
              manderla napisała:

              > Dokładnie, to jest postawa która budzi respekt. Aczkolwiek, jezeli
              > nie oceni sie adekwatnie sytuacji, to moze byc bardzo ryzykowna.
              Inaczej: luzik, żarcik i zagrać w swojego. Wymaga to trochę zimnej
              krwi albo irracjonalnego zaufania do ludzi.smile
              Szwendającym się po nocach w zakazanych rewirach zaleca się strój
              maskujący. smile
            • panda_zielona Re: dobra książka 03.06.08, 11:46
              manderla napisała:

              > Dokładnie, to jest postawa która budzi respekt. Aczkolwiek, jezeli
              > nie oceni sie adekwatnie sytuacji, to moze byc bardzo ryzykowna.

              A jak ocenić adekwatnie sytuację?
              Wieczór ciemna ulica,spóźniona na ostatni pociąg idę na postój
              taxi,naprzeciw dwóch z lekka podchmielonych,nie schodzę z
              drogi,mijajac mnie wyrywają torebkę i w nogi smileJak widać takie
              zachowanie nie zawsze się sprawdza.
              • manderla Re: dobra książka 03.06.08, 11:54
                panda_zielona napisała:

                > A jak ocenić adekwatnie sytuację?
                > Wieczór ciemna ulica,spóźniona na ostatni pociąg idę na postój
                > taxi,naprzeciw dwóch z lekka podchmielonych,nie schodzę z
                > drogi,mijajac mnie wyrywają torebkę i w nogi smileJak widać takie
                > zachowanie nie zawsze się sprawdza.

                Eeee tam, Panda? Nie o torebce mówiłam. Coz znaczy torebka w
                porównaniu z poharataną twarzą, noze w plecach albo gwałtem?!
                Adekwatnie - to znaczy ocenić swoje siły i okolicznosci. Czy jest
                droga ucieczki, jak nie zdadziała taka czy inna strategia obrony.
                Mój dziedek zawsze powtarzał: dają - bierz, biją - uciekaj smile
            • akacjax Re: dobra książka 03.06.08, 11:50
              Oczywiście trzeba ocenić sytuację i jak można i trzeba to unikać...Ale gdy nie ma innej opcji, to zawsze-obejrzeć się-kto idzie z tyłu, spojrzeć na nadchodzących-to ważne. Przydatne bywa też chodzenie z "tupaniem"-głośno, odważnie. Przestępcy mają wyjątkowy talent do zauważania tzw. postawy ofiary.
              Ponoć chodzenie za szybko też jest niedobre.

              • z_mazur Re: dobra książka 03.06.08, 11:58
                Mój młodszy brat jest mistrzem takich sytuacji. Jest sporo ode mnie
                młodszy, ale idąc z nim "w miasto" czuję się pewnie. On ma w sobie
                taką nieustępliwość, która budzi respekt. Byłem parę razy świadkiem
                gdy zaczepka skierowana do niego (w paru przypadkach nawet przez
                kilkuosobowe grupy), by ewidentnie sprowokować bójkę, kończyła się
                jego pewnym siebie: "macie coś?", ale z wręcz namacalnie w wymowie
                wyczuwalnym "jak się zacznie, to będzieci musieli mnie zabić, a i
                was pewnie pierw zaboli", kończyła się polubownym nerwowym śmiechem
                i załagodzeniem sytucji typu: "spoko koleś". Mój brat nie jest wcale
                jakiejś przytłaczającej postury, ma kilka centymetrów mniej ode mnie
                i nie ma sylwetki Pudziana.
                • akacjax Re: dobra książka 03.06.08, 13:55
                  Przynajmniej masz się od kogo uczyćsmile
                  A swoją drogą, czy taka postawa-zbyt pokorna, zbyt ustępliwa nie powodowała, że nasi małzonkowie to wykorzystywali?
                  • manderla Re: dobra książka 03.06.08, 15:07
                    akacjax napisała:

                    > A swoją drogą, czy taka postawa-zbyt pokorna, zbyt ustępliwa nie
                    powodowała, że nasi małzonkowie to wykorzystywali?

                    Nooo właśśśśśnie, nom własnie.
                    Ja to sobie tak mówiła: nie bede zadreczać faceta, bede tak
                    wyrozumiała i w ogole, taka ze wszystki mi pasi i jest fajnie i on
                    jest cudowny, i w ogole to jestem super szczesliwa, bo faceta super
                    mam.
                    NIE. Jak zycie pokazuje, zeby miec faceta przysobie tak długoo jak
                    samej sie tego chce, to trzeba byc wredną suką, żmiją, upierdliwą
                    babą i trzymać goscia za mordę i cały czas trzymac ręklę na pulsie.
                    Ot. I własnie a takimi babami faceci pozostająna zawsze. Nawet jak
                    mu sie zdarzy skok w bok czy cóś, to do takiej kobiety wróci.
                    Inna sprawa, czy oan takie cós jeszcze bedzie chciała...

                    Znam kobietkę, co z super przystojnego faceta zrobiła (celowo) jakis
                    worek kartoflany. Utuczyla goscia, ze az nieprzyjemny sie zrobił.
                    jak zwrócvilam jej uwagę, po co go tak tuczy (swoja drogą on lubi
                    zjesc, a ona - gotowac), to swtierdziła, ze im brzydszy będzie, tym
                    mniej lasek zwróci na niego uwage. A jej to i taki utuczony wieprz
                    nie przeszkadza. TO jest prawdziwa milość!
                    big_grinDD
Inne wątki na temat:
Pełna wersja