Niechęć do psychologów...

12.06.08, 15:59
Skąd się bierze?
Tak sobie myślę że może ktoś był na kilku wizytach i nic nie
wyniósł, dał spokój.
A może nie chce pracować nad sobą, bo boli?
A może poszedł z nastawieniem że on pomoże coś sobie załatwić?
A może nie zgadzał się z psychologiem?
Nie wiem...
    • manderla Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 16:11
      Ja to miałam tak... ale to dawno było.
      Było mi źle, fatalnie, bardzo. Stan, kiedy bólu psychicznego nie
      jesteś w stanie zabić, chociaż zagłuszyć bólem fizycznym.
      Dzwonisz, z polecenia, prywatnie - "to może zapiszę Panią na za
      tydzień".
      Druga rzecz. Przychodzisz, mówisz , opowiadasz, renoma całej
      małopolski, mówi: ale się cieszę, ze pani się chociaz usmiecha będąc
      w takim stanie. Mówię: bo ja często sie usmiecham. Bo tak mam. Wbrew
      wszystkiemu kocham zycie i ludzi. A myślę: k...m..., czy taki
      psychiatra nie jest w stanie sie domyślic, że usmiechanie się jest
      oznaka niesmiałości? Zimbardo na studiach sie nie czytało? nie
      studiowało?
      Dał leki. Kanadyjskie pamietam. Drogie jak cholera. Po znajomości za
      darmo.
      Przy pierwszej "lepszej" okazji zażyłam wszystko.
      To było kiedyś. Miesiąc prawie wycięty z zyciorysu.

      Nienawidzę wszelkiej maści psychologów i psychiatrów. Sama dla
      siebie jestem najlepszym lekarzem.Teraz.
      • sylwiamich Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 16:21
        Ale ja nadal nie rozumiem.Myślisz że gdybyć trafiła na kogoś innego
        to pomógłby? Nie dał leków?
        • manderla Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 17:49
          sylwiamich napisała:

          > Ale ja nadal nie rozumiem.Myślisz że gdybyć trafiła na kogoś
          innego to pomógłby? Nie dał leków?

          wiesz, problem moj polega na tym m.in. ze cokolwiek w zyciu robię,
          to robie to z pełnym oddaniem. Dając z siebie wszystko. Tak jest w
          pracy, tak jest w zyciu,w uczuciach, w codzienności.
          Tak tez, przez bardzo długi czas idealizowałam swiat i nie byłam w
          stanie zrozumieć, że moje podejscie to o kant d...rozbić. Kazdy robi
          nie tak, jak powinien, tylko jak mu jest wygodniej, w zaleznosci od
          sytuacji. To tez dotyczy lekarzy. Przyszłam, zrobil co ma zrobić, w
          ogóle w nic nie wnikajać.
          Juz nie mam rózowych okularów, ale odruchy nieprawidłowe owszem
          zostały.
          Uczę się cały czas. A do tego żaden psycholog nie jest mi potrzebny.
          Juz nie teraz.
      • panda_zielona Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 17:35
        Nie umiem powiedzieć czy psycholog pomoże,ja na szczęście jakoś
        sobie radziłam bez.
        Moja koleżanka,która przeżywała naprawdę ciężkie chwile poszła.Po
        wizycie była jeszcze gorzej zdołowana niż przed.Może tak ma być,nie
        wiem.Bardziej jednak pomogła jej grupa wsparcia w postaci "siedmiu
        dziewczyn z albatrosa"Mamy sobie taki klan.
    • bozenadwa Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 16:43
      sylwiamich napisała:

      > Skąd się bierze?
      > Tak sobie myślę że może ktoś był na kilku wizytach i nic nie
      > wyniósł, dał spokój.
      > A może nie chce pracować nad sobą, bo boli?
      > A może poszedł z nastawieniem że on pomoże coś sobie załatwić?
      > A może nie zgadzał się z psychologiem?
      > Nie wiem...
      > Mysle ,ze to co napisalas i jescze wiele innych rzeczy,Czesto
      myslimy ,ze psycholog daje to samo co psychiatra,i jakos ich tak
      laczymy .Psycholog nie wypisuje lekow ,bo mu nie wolno,Psychiatra
      prawie kazdy przepisuje leki ,i nie ma czasu na psychoterapie,Mysle
      o psychiatrach pracujacych w przychodniach.Dla mnie psychotropy to
      tak jakby bralo sie pyralgine ,na chory bolacy zab,Czasmi tak
      trzeba ,bo nie ma innego wyjscia,Ale i tak chory zab trzeba
      wyleczyc .To leczenie, to jest wlasnie psychoterapia.I to jeszcze
      tak wyglada ,jak ze wszystkim w zyciu ,ze nie kazdy psycholog ,dla
      kazdego ,ja osobiscie mam zle doswiadczenie ,ze slawa i to polecana
      przez ksiezy,Pomogli ,mi ludzie w oiku,za darmo,Wspaniali
      psycholodzy i terapeuci z ogromna empatia,Nie bardzo juz ufam tym
      ktorzy przyjmuja prywatnie,sprawdzilam to kilka razy,Nie jest latwo
      pracowac nad soba ,na terapii,Wrecz powiedzialabym ,ze to sa b,
      trudne doswiadczenia ,ale daja tyle ,ze warto ,No i jescze trzeba
      chciec i miec swiadomosc ,ze to dluga droga,Zreszta uczymy sie zycia
      i siebie ,przez cale zycie,
      • maza15 Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 19:39
        Będąc na początku w głębokim dołku szukałam pomocy u poleconego
        psychologa.
        Może to wyda Wam się głupie,ale zrezygnowałam,bo wyprowadzały mnie
        pytania innych pacjentów czekających w poczekalni...
        Niby każdy był umówiony na daną godzinę,ale zawsze czekało kilka
        osób.
        Nie znoszę kiedy obcy ludzie pytają po co przychodzę do lekarza!
        Psycholog też musial zmieścić się w swoim czasie.
        Bez sensu to było.
        Zresztą był to czas,gdy wszystko mnie
        drażniło.Spojrzenia,pytania,pewnie i życzliwe.
        Pomogło mi kilka spotkań z terapeutą rodzinnym.
        Mimo wszystko radzę korzystać z pomocy fachowców.
    • rene15 Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 19:24
      Polecam jak najbardziej psychologa, ale dobrego psychologa. Ja
      trafiłam na bardzo dobrego psychoterapeutę. Uczęszczam 8 miesięcy
      raz w tygodniu regularnie. To jest bardzo ważne - regularnie. Kilka
      wizyt nic nie wniesie. Moja Pani psycholog mówiła mi na początku, że
      terapia trwa od 1 roku do 2 lat. Chociaż ostatnio mocno mnie
      zaskoczyła informując, że powoli kończymy terapię, tzn. spotykamy
      się już co 2 tygodnie, potem raz na miesiąc, potem co pół roku.
      Oczywiście będę miała kontakt telefoniczy i w przypadku gdybym
      potrzebowała pomocy możemy się umawiać na częstsze wizyty. Nigdynie
      proponowała mi żadnych leków, nawet kiedy ja ją prosiłam o leki.
      Mówiła mi zdecydowanie nie, ewentualnie zalecała leki ziołowe.
      Reasumując jestem inną kobietą niż 8 miesięcy temu, pomimo bardzo
      trudnej sytuacji rodzinnej, która nadal trwa. Wszyscy moi znajomi,
      rodzina, współpracownicy widzą zmiany. Na wyjeżdzie integracyjnym
      usłyszałam od mojego przełożonego "nareszccie wróciła normalna
      Renata". Potraktowałam to jako komplement. Tak naprawdę Oni szybciej
      zauważali zmiany we mnie niż ja sama. Ja jestem wyciszona, spokojna,
      radząca sobie ze wszystkim, potrafiąca znaleźć wyjście z każdej
      sytuacji i oczywiście to najważniejsze szczęśliwa. To wszystko
      zawdzięczam mojej Pani psycholog i życzę każdemu, żeby trafił na
      kogoś takiego.
    • tricolour Niechęć? Z nadmiernych i niezaspokojonych... 12.06.08, 20:34
      ... oczekiwań: tak jak od stomatologa oczekujemy, że powierci, dłubnie i po
      sprawie, tak od psychologa oczekujemy, że kilka wizyt, a łeb wróci do normy.

      I tu jest problem, który umyka: że nawet najlepszy stomatolog nie pomoże jak
      gęba bezzębna. Co najwyżej powstawia jakieś sztuczne kołki mające pełnić funkcje
      zdrowych i własnych zębów. Tak samo psycholog: połata rozwalany przez lata łeb,
      o ile pacjent pozwoli na długotrwałą pracę.

      Czasem nawet lata terapii dają taki efekt, jak implanty: ładne ale obce.
    • lampka_witoszowska Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 20:41
      ja nie mam niechęci, wrecz przeciwnie- mam niespożytą chęc smile))

      od czasu studiów, dzięki prowadzacej zajęcia z psychologii, do tej
      pory sie przyjaźnimy dobrych kilkanascie lat
      zahaczyłam i terapię u niej, zaś rok temu zahaczyliśmy z m terapię u
      miłego pana stąd, gdzie jestem teraz - i tez jestem za, choc nie bez
      zastrzeżen...

      i teraz raczej się do niego wybiorę znowu lada chwila, bo czuję, że
      świat za bardzo mi się rozbujał i głupio podatna się zrobiłam...
      pionu mi trzeba, żeby był spokój - a z terapeutą dobrze się sobie
      samemu przygląda
    • a.niech.to Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 21:29
      Przy pomocy psychologa wielkim nakładem sił psychicznych zdołałam
      kiedyś rozwiązać typowy problem zastępczy. Patrząc z dzisiejszej
      perspektywy, wydaje mi się, że zasadniczy leżał tuż pod
      powierzchnią. Sama nie potrafiłam go wtedy wyartykułować.
      Zasięgnęłam pomocy u profesjonalisty, który okazał się równie ślepy
      jak ja.
      Pozostał pewien uraz.
      • notting_hill Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 23:17
        A więc dokładnie tak samo jak ja...
        Przez ponad dobry rok chodziłam i zajmowałam się tematami
        pobocznymi, a w sprawie zasadniczej nie posunęłam się przez ten czas
        ani o krok do przodu.

        Mogłam sobie za tę kasę nową garderobę sprawić, zdecydowanie
        bardziej poprawiło by to moją samoocenę smile.
        • takasoobie a ja myślę... 12.06.08, 23:53
          ...że sedno wszystkich problemów tkwi w sposobie myślenia i
          emocjach...Najlepszym psychologiem jest sam dla siebie. Oczywiście
          pod warunkiem, ze potrafimy zdefiniować swoje myśli i idące za nimi
          emocje.Piekło wszystkich dołów, depresji to tak naprawdę piekło
          naszych myśli. Ja byłam raz u baaardzo renomowanego terapeuty. To co
          usłyszałam za ciężkie i ciężo zarobione przezmnie pieniądze, było
          dla mnie śmieszne.Nie dowiedziałam się nic więcej,co wiedziałam o
          sobie. Uważam, że zdecydowanie lepsza jest czasami pomoc psychiatry
          aniżeli pomoc psychologa.Leki spowalniają myśli, a poprzez to emocje.
          • a.niech.to Re: a ja myślę... 13.06.08, 06:53
            takasoobie napisała:

            > ...że sedno wszystkich problemów tkwi w sposobie myślenia i
            > emocjach...Najlepszym psychologiem jest sam dla siebie. Oczywiście
            > pod warunkiem, ze potrafimy zdefiniować swoje myśli i idące za
            nimi
            > emocje.Piekło wszystkich dołów, depresji to tak naprawdę piekło
            > naszych myśli.
            Wymaga to sporo odwagi, choć nie wiem, czy to właściwe słowo.
            Przeżywamy emocje, które są blokowane przez umysł. Nauczyć się
            komunikować z niechcianymi uczuciami wprost to jakaś część sukcesu.
            Później, jak mi się wydaje, trzeba je przeżyć, dać im się wypalić.
            Czasem bez wsparcia lekami bywa to ponad siły.
        • luka76 Re: Niechęć do psychologów... 12.06.08, 23:58
          Najlepszym naszym przyjacielem jest nasza "intuicja", to szosty zmysl, ktory
          czesto nas "ostrzega: ale my go nie sluchamy. Wydaje nam sie ze drugi czlowiek-
          psychoterapeuta, lekarz, adwokat, ksiadz, nauczyciel - wie lepiej , otoz NIE -
          najlepszym naszym psychoterapeyta jest "NASZE SERCE" . Kiedy wsluchamy sie w
          Siebie i w to co "serce nam dyktuje" najlpiej na tym wychodzimy / przynajmniej
          JA/ , nie ufam tym "zawodom publicznego zaufania" a dlatego ze to sa tylko
          ludzie albo dlatego ze to sa ludzie - ktorzy wielokroc maja gorsze problemy niz
          my. Moja dewiza _ Sluchaj Swojego Serca.
    • z_mazur Ciekawe te odpowiedzi 13.06.08, 08:00
      Jestem zaskoczony. Może to po prostu kwestia zbyt wysokich
      oczekiwań. Na zasadzie idziemy do fachowca i on pstryknięciem palców
      sprawi, że poczujemy się lepiej.

      A to tak nie działa.

      Nie wiem czy bez terapii mój powrót do równowagi emocjonalnej by
      trwał tyle samo czasu, czy więcej czy mmniej, ale ogólnie oceniam
      spędzony na terapii czas pozytywnie, chociaż zdarzało się, że
      przeżywałem tam bardzo negatywne emocje. Na pewno jestem teraz
      bardziej zrównoważoną osobą, łatwiej sobie radzę z pewnymi
      sytuacjami, stałem się bardziej asertywny potrafię lepiej odczytywać
      własne uczucia i emocje, i reagować na nie odpowiednio. Ale to nie
      była kwestia kilku sesji, tylko długotrwały proces oparty o wiele
      cotygodniowych spotkań.
      • tricolour Czyli sprawa prosta... 13.06.08, 08:06
        ... jeśli ktoś uzyskał pomoc u psychologa, to jest cacy. Jeśli nie uzyskał lub
        efekty mierne (inne niż oczekiwania), to zły psycholog...

        Ciekawe kiedy pojawi się post, że skoro efekt wizyt mizerny, to pacjent nie
        gotów do leczenia...
        • notting_hill Re: Czyli sprawa prosta... 13.06.08, 09:30
          Hej, ja przecież wcale nie twierdzę, że to była wina wyłącznie
          psychologa. Być może ja nie byłam tak naprawdę gotowa na podjęcie
          zasadniczych tematów w pracy z psychologiem. Ale to sobie
          uświadomiłam dopiero jakiś czas po zakończeniu terapii. A wydaje mi
          się, że rzetelny i zaangażowany psycholog powinien był zauważyć te
          próby uciekania w bok i mi to uświadomić.
          No, ale cienka sprawa jest, bo nie wiadomo tak naprawdę gdzie jest
          ta granica suwerenności drugiej osoby, w tym wypadku pacjenta. I to
          jeszcze osoby z powodu kryzysu o mocno zaburzonym postrzeganiu
          siebie i rzeczywistości.
          • tricolour Psycholog może i zauważył... 13.06.08, 09:41
            ... ale (być może) doszedł do wniosku, że poruszenie tematu niczego nie da,
            zrazi pacjenta, który jeszcze nie jest w stanie podjąć wyzwania.

            Kiedy piszę na forum o orzekaniu winy przy rozwodzie, kiedy ta wina jest
            ewidentna (np. alkoholizm), to napotykam na opór i chęć szybkiego rozwodu. Ta
            chęć jest zrozumiała, ale też zrozumiała jest chęć strony winnej do dalszych
            krętactw kiedy sprawcy nie spotyka kara - ot, taki "umowa" - gramy uczciwie: ty
            oszukujesz, ja oszukuję, wygra lepszy. Dopiero po latach okazuje się, że lepiej
            było orzekać winę i nadać słowu "sprawiedliwość" właściwy wymiar.

            Z psychologiem może być tak samo. Zresztą terapia trwa długo i jest czas...
            • nangaparbat3 Re: Psycholog może i zauważył... 13.06.08, 16:46
              Alkoholizm jest chorobą.
              Nigdy nie uwierzę, że ktokolwiek swiadomie na nią zapada, i dlatego uważam, ze
              nie ma tu mowy o winie.
              Natomiast z drugiej strony w pełni rozumiem współmałżonka, ktory od osoby
              chorej odchodzi, zwłaszcza jeśli są dzieci.

              A co jest, a co nie jest sprawiedliwe, nigdy nie odważyłabym sie wyrokowac,
              zwłaszcza w kwestiach relacji.
              Moze wystarczy, ze cos jest zgodne z prawem, albo krzywdzi, albo ratuje.
    • sbelatka Re: Niechęć do psychologów... 13.06.08, 11:43
      ja na co dzień poruszam się w świecie psychologów. Sa wśród nich
      tacy, których polecam bez wahania i wiem, ze chociaz czasem boli to
      jesli klient zechce - załatwi swoje problemy..
      niestey wielu z ich to nie dośc, ze zywkli ludzie ( to moge im
      wybaczyć smile ) to na dodatek niekompetentni, mający swoje
      nieprzepracowane problemy...
      Tak jak w każdym zawodzie - sa ci, którzy znaja sie na tym co robia -
      artyści i rzemieślnicy oraz zwyczajni partacze... i cóż że
      psycholog....
      • leptis po prostu czlowiek 13.06.08, 13:12
        to chyba chodzi o ten...blysk...ten pierwszy moment...
        patrzysz...widzisz...wiesz..juz nic wiecej nie potrzebujesz...
        ja to mam...to jest dar...ja nie jestem wyuczony w tym


        jako dziecko bylem u psychologa, co mnie powalilo od drzwi,
        ze facet jakby desperacko czekal na ta rozmowa ze mna. Z twarzy Jego czulem, ze
        On sie nieomal zywi moimi wypowiedziami...wtedy nie bylo prywatnych
        wizyt...darmocha...panstwo...takie tam...

        poczucie bycia wybranym...TU I TERAZ...bez krzty interesu...
        i juz jest dobry zadatek...do dobrej terapii...

        bez tego blysku zainteresowania...po prostu moja historia...nie ma mowy...o
        dobrym terapeucie...

        oczywiscie trzeba jeszcze ladnie pachniec...ubrac sie..przed wizyta u ...ale to
        juz nie moja historia...
        • leptis w nowomowie forum 13.06.08, 15:58
          wszystko urasta do rangi problemu. Mowiac o pachnieciu...ubraniu... nie mialem
          na mysli zadawnionych sporow z Sylwiatkiemsmile))... przepraszam Ciebiesmile))...
          jesli odebralas to jako zachete do rozmowy...bo tak nie jest...

          Chodzilo mi o szacunek Terapeutyzowanego...do Terapeuty...
          Ludzie marginalizuja wplyw swego ubioru na stan wlasnego psyche...
          zauwazylem, ze odswietny ubior pomaga sie rzetelnie wypowiedziec...byle jak
          ubrani...chlapia najczesciej slowami...

          Kiedys bylem w duzym miescie, w Albercie. W porze lunchu zauwazylem, ze swiat
          TAM dzieli sie na ubranych w garnitury/garsonki i w zwyklej koszuli. Ci drudzy
          obslugiwali tych pierwszych, jak latwo sie domyslic.

          staranny ubior pomaga docenic fakt waznosci chwili...
          tego, ze ktos poswieca Tobie czas...
          ze jestes Tym wybranym...w tej jednej i jedynej chwili...
          to jest wyjscie na spotkanie...obu stron...
          a nie ziemniakow skrobanie...

          A to ze Nitkasmile)..TAK pachniesmile))...i wciaz mnie oszalamiasmile))...
          jest zaplataniem moich watkow...choc przeciez bardzo milymsmile)).... trwajacym
          doswiadczeniemsmile))))

          cieplutko pozdrawiamsmile))
          • leptis psychodrama sterapeutyzowana 14.06.08, 08:12
            właściwie ciągle jestem w biegu...kiedy Sylwiątkosmile)) w
            szlafroczku...ja już w garnitur ubrany chodzę...a nie jestem
            zaledwie przebrany...jakby ONOsmile)) chciało....

            kiedy Sylwiątkosmile)) puka...do garniturowego rozporka...swojego
            faceta..z kłąpouchym osiołkiem...wymalowanym na piersiach...ja już
            biegam w shortach...

            ciągle krok do przodu...przed forum...by nie zostać złąpanym...

            A to jest nasza psychodrama...tak naprawdę...

            jest pochwała bylejakości w wykonaniu Sylwiątkasmile))...czyli promocja
            blond-skości...

            jest i pochwała męskiego szowinizmu...w wykonaniu Al Jarkoniego...co
            nawet w Prozerpinie...widzi skurwienie kobiecości...nie widząc jej
            przecież nigdy dotąd wcale..

            jest i to zagubienie poszukującej kobiety...wyrażone Manderlą
            zwiedzającą Luwr...szukającą siebie...
            może w końcu koniec jej języczka...będzie mógł trafić do ust
            mychsmile)))...jak się postara wyluzować...

            jest i Mazureksmile))...co przechowuje dziecismile))...kiedy rodzice
            wygłupiają sięsmile)...


            Każdy ma tu swoją rolę...wykrzywioną trochę...ale ważną misję
            forumową..

            A nad wszystkim czuwa...spokój...Mojej Nitkismile))...prawdziwego
            geniusza..Wielkiego Manipulatorasmile))....a ja biegam wciąż...

            w Rzymie się jednak trochę zapuściłem...parę treningów
            przegapiłem..stąd teraz muszę więcej ćwiczyć...
            Cieplutko pozdrawiamsmile))...
            Nie masz pojęcia, jak się Tobąsmile)) cieszę, wiesz smile))...
            • tricolour Napisz jeszcze... 14.06.08, 09:20
              ... coś o Nitce - skurwionej kobiecości. Już czas. Nie zasłaniaj się kobietami,
              tchórzu. Nie zasłaniaj innymi. Czas na Twoje zajebiste oblicze, Twój charakter,
              dzięki któremu płacisz własnemu dziecku mandaty za szmaciarski język.

              Pobawimy się? Zaczynamy od Nitki? Kurwa. Twoje słowa. Z jednego postu.
              • sylwiamich Re: Napisz jeszcze... 14.06.08, 09:34
                Tri...uspokój się.Bo zaraz to bęzie wyglądać tak:
                www.youtube.com/watch?v=nruzwTs7Rls
                • tricolour Ja z chrześcijańskiego miłosierdza... 14.06.08, 09:38
                  ... odpłacam pięknym za nadobne. Nie użyłem żadnego słowa, którego by wcześniej
                  nie napisał, a chcę się tylko czegoś dowiedzieć...

                  smile)
                • bozenadwa Re: Napisz jeszcze... 14.06.08, 09:44
                  sylwiamich napisała:

                  > Tri...uspokój się.Bo zaraz to bęzie wyglądać tak:
                  > www.youtube.com/watch?v=nruzwTs7Rls
                  Sylwia ja nie bede Ci cukrowac ,bo to juz raz zrobilam ,ale powiem
                  jedno jestes GIENIALNA
                  • tricolour Tobie się to podoba? 14.06.08, 09:46
                    Nieźle...
                    • sylwiamich Re: Tobie się to podoba? 14.06.08, 09:50
                      Mi?
                    • bozenadwa Re: Tobie się to podoba? 14.06.08, 09:52
                      tricolour napisał:

                      > Nieźle...
                      Tri czy to do mnie????
                      • tricolour Tak, do Ciebie... 14.06.08, 09:54
                        ... ten filmik jest przecież żałosny.
                        • sylwiamich Re: Tak, do Ciebie... 14.06.08, 09:57
                          jest żałosny, ale świetnie się wpisuje w konwencję.
                          Coś Ci powiem.To że akurat obracasz się wśród ludzi którzy śmierdzą,
                          nie znaczy że zaraz musisz przestać się myć.Czyli...nie równaj do
                          Leptisa.
                          • tricolour I tu się z Tobą zgodzę... 14.06.08, 09:59
                            ... alternatywą pozostaje wywalić trolla.

                            Zajmę się tym...
                            • hela37 lepitis,tri 14.06.08, 10:04
                              No tak za długo spokój był i czas rozruszac towarzystwo,troche adrenalinki nie
                              zaszkodzi .Osobiscie wolałabym popatrzec jak dajecie sobie ,,po buzi'' niz
                              czytać wsze ,,dowalacze''
                              • tricolour Właśnie wyzywam śmiecia na pojedynek... 14.06.08, 10:20
                                ... i uznałem, że użycie Nitki będzie odpowiednim katalizatorem.
                                • sylwiamich Re: Właśnie wyzywam śmiecia na pojedynek... 14.06.08, 10:22
                                  hahaha....chłopie, śmiecia? A lubisz się pojedynkować ze
                                  śmieciami?smile))
                                  • tricolour Zobaczę. 14.06.08, 10:28
                                • aron95 Re: Właśnie wyzywam śmiecia na pojedynek... 14.06.08, 10:23
                                  Łatwo używasz epitetów , spojrzałeś na siebie ?
                                  Dla ilu Ty jesteś śmieciem !
                                  • sylwiamich Re: Właśnie wyzywam śmiecia na pojedynek... 14.06.08, 10:25
                                    Panowie...dziwny jest wasz świat...
                                  • tricolour Dla nikogo, bracie... 14.06.08, 10:26
                                    ... nikt tak do mnie nie napisał. Gdyby napisał, to musiałby to jeszcze wykazać,
                                    bym przyjął taki epitet za ocenę siebie.
                                    • aron95 Re: Dla nikogo, bracie... 14.06.08, 10:39
                                      To że nikt tak nie napisał ,nie znaczy że Cię za takiego nie mają .
                                      Jeśli nie uznajesz że tak może być , strasznie dufny jesteś
                        • bozenadwa Re: Tak, do Ciebie... 14.06.08, 10:00
                          wiesz ja nie konca ,nie zawsze ,ale w tej chwili Cie nie
                          rozumiem,Naorawde ,Nie wiem czy znowu cos prowokujesz ,czy chodzi o
                          cos innego.Ale Ty masz calkowita racje jesli chodzi o post
                          Leptisa ,Napawa mnie mnie obrzydzeniem ,zreszta byly juz takie
                          wczesniej ,Natomiast co do filmiku ,uwazam ,ze calkowicie oddaje to
                          to co sie stalo ,po Twoim poscie do leptisa.
                          • tricolour Filmik jest dobrą obeserwacją... 14.06.08, 10:01
                            ... to fakt. Jest też obrzydliwy.

                            Niczego nie prowokuje.
                            • sylwiamich Re: Filmik jest dobrą obeserwacją... 14.06.08, 10:10
                              No to już czas przejść nad tym do porządku dziennego.Zrobiłam nowy
                              wątek o psychologach.Moja praca bardzo często polega na tym samym co
                              praca psychologa.Ja jednak nim nie jestem, więc nie obowiązuja mnie
                              pewne zasady.Mogę się zdenerwować, mogę wyrazić swoją emocję...duzo
                              więcej mogę.Mogę nie zajmować się tym tematem.I tyle ile
                              mam "sukcesów", tyle samo porażek.Bardzo często nie udaje mi się
                              dotrzeć do dziecka, nie mówiąc o pomocy.Czasami bywam wpędzana w
                              kozi róg.Czasami oszukana.I to jest proste...wystarczy że dzieciak
                              wierzy w swoje kłamstwo...co częste bardzo.Cieszę się że nie jestem
                              psychologiem i mogę pomagać bez poczucia odpowiedzialności
                              przynależnego do bycia profesjonalistą.
                            • bozenadwa Re: Filmik jest dobrą obeserwacją... 14.06.08, 10:12
                              Tri ciesze sie ,ze niczego nie prowokujesz ,ale nie dziw mi sie ,ze
                              to co pokazala Sylwia uznalam ,za genialne.Bo doskonale oddalo to co
                              chciales zrobic,nie rownaj sie z Leptisem,ktos juz to napisal.A po
                              za tym mialam kiepski nastroj ,jak zobaczylam ten filmik,w
                              kontekscie postu Leptisa to usmialam sie i ,dzien wydal mi sie
                              cudowny ,Kocham ludzi z poczuciem humoru ,
                              • tricolour Gdy oglądałem ten filmik... 14.06.08, 10:18
                                ... pierwszy raz, kilka lat temu, to też śmiałem się do rozpuku. Ale później
                                widziałem reakcje innych ludzi (też śmiech) i już nie było mi wcale tak wesoło,
                                bo oprócz niewątpliwego dowcipu sytuacyjnego ludzie śmieją się z bicia słabszych.
                                • bozenadwa Re: Gdy oglądałem ten filmik... 14.06.08, 11:07
                                  tricolour napisał:

                                  > ... pierwszy raz, kilka lat temu, to też śmiałem się do rozpuku.
                                  Ale później
                                  > widziałem reakcje innych ludzi (też śmiech) i już nie było mi
                                  wcale tak wesoło,
                                  > bo oprócz niewątpliwego dowcipu sytuacyjnego ludzie śmieją się z
                                  bicia słabszyc
                                  > h.
                                  Ja tez kiedys go ogladalam ,i wtedy nie wydawal mi sie
                                  smiesny ,wogole nie lubie tego typu skeczy ,zartow,Tak mam ,Ale
                                  okazuje sie ,ze wszystko w zyciu zalezy od punktu siedzenia.Jestem w
                                  okresie ,dosc duzego cierpienia.I tak sobie cierpie ,bez
                                  znieczulaczy.Dzisiaj przeczytalam to co napisal Leptis ,wywolalo to
                                  u mnie....>potem przeczytalam to co napisales TY.Zrobilo mi sie
                                  okropnie.Rzeczywiscie zdalam s obie sprawe z tego ,ze nasze forum
                                  jest swoistym moim przyjacielem.Jest mi latwiej ,bo czuje tutaj
                                  zrozumienie Sylwia tym filmikiem trafila w dziesiatke ,raz przerwala
                                  byc moze dalsze chamstwo ,bo nie wiadowmo czy Leptis by dalej
                                  odpowiadal w ten sposob ,a dwa rozladowala totalnie
                                  wszystko. .Kiedys podobalo mi sie to ,co pisal Leptis,mysle ,ze ma
                                  telent literacki,dosc duzy intelekt,Ale juz to powiedzialam czuje
                                  sie przez niego OSZUKANA,uwazam ,ze zabawil sie moim
                                  kosztem ,Czasami go jeszcze czytam ,bo sa chwile ,ze pisze
                                  ladnie ,ale sa tez chwile ,ze..... Dla mnie doslownie obrzydliwe,Nie
                                  wiem ,dlaczego tak pisze. Nanga dobrze napisala nikt nie wie ,kto to
                                  moze byc ,Takiego czlowieka ,ktory boi ,sie prawdy trudno prawdziwie
                                  traktowac.Moze tak bardzo czuje sie samotny ,ze sa momenty
                                  jakby ,niemocy ,zeswirowania.Ale to jest takie gdybanie ,Mysle ,ze
                                  mimo wszystko Leptis nie ma prawa pisac takich postow jak
                                  dzisiaj.Tri , Ja Tobie napisalam wiele gorzkich slow,powiem Ci ,ze
                                  mialam nadzieje ,ze to cos zmieni,Sklamalabym gdybym powiedziala ,ze
                                  nie ucieszyla mnie nasza jakakolwiek ,rozmowa .ale ROZMOWA dwojga
                                  ludzi,Mimo wszystko ,ze mam ogromny wirtualny zal do lEptisa ,szkoda
                                  mi go ,Mysle ,ze szczesliwy czlowiek ,nie zachowuje sie w ten
                                  sposob,Ale nic ,nie upowaznia nas ,do pisania na forum publicznym w
                                  sposob ,ktory jakkolwiek upadalby drugiego czlowieka.Ogromny
                                  wirualny zal moze bierze sie tez stad ,ze w swiecie realnym.ktos kto
                                  byl mi najblizszy oszukal mnie makabrycznie.Stwierdzilam ,ze chyba
                                  nie bede juz tak bardzo ufac ludzim ,moze to sie zmnieni,nie wiem,Bo
                                  nie chce stac sie nieufnym czlowiekiem.
                                  • hela37 Re: Gdy oglądałem ten filmik... 14.06.08, 11:15
                                    bozenadwa napisała >Stwierdzilam ,ze chyba
                                    nie bede juz tak bardzo ufac ludzim ,moze to sie zmnieni,nie wiem,Bo
                                    nie chce stac sie nieufnym czlowiekiem.

                                    zaufanie do ludzi trzeba miec ale ,,ograniczone''
                                    • sylwiamich Re: Gdy oglądałem ten filmik... 14.06.08, 11:44
                                      hela37 napisała:
                                      > zaufanie do ludzi trzeba miec ale ,,ograniczone''


                                      W mojej dziedzinie polega to na tym że się ufa, ale sprawdza.Że
                                      zakłada się mozliwość bycia oszukanym.Myslisz że mozna tak
                                      funkcjonoważ z bliskimi? Mi trudno złapać granicę pomiędzy robieniem
                                      z siebie idiotki i żandarma.A gdzie miejsce na zaufanie wtedy gdy
                                      nikt nie wierzy?Czy rodzina nie powinna być tym ostatnim bastionem
                                      zaufania?Gdzie jest granica? Bo puste słowa są głatkie i łatwo
                                      wychodzą.A jeszcze łatwiej ocenianie innych.Samaś sobie winna.Nawet
                                      rodzina się od niego odwróciła.Dawała się robić w konia tyle lat.
                                      • sylwiamich Re: Gdy oglądałem ten filmik... 14.06.08, 11:46
                                        Hela...ja Ciebie nie atakuję.Wywołało to we mnie duże emocje, bo
                                        sama byłam oszukiwana.I brano mnie na litość, miłość,
                                        współodczuwanie.Moje zalety przeciwko mnie.
                                      • zielona_ropucha Re: Gdy oglądałem ten filmik... 14.06.08, 12:02
                                        Całe moje życie "po" opiera sie właśnie na tym zaufaniu...bo ja juz
                                        ufać nie potrafię i nie wyobrażam sobie związku z kimkolwiek bez
                                        braku zaufania,dla mnie to nie do pmyslenia,zaufanie to podstawa,bez
                                        tego...cóż... nic.Ufałam bezgranicznie,naiwnie,może i głupio.
                                        • sylwiamich Re: Gdy oglądałem ten filmik... 14.06.08, 22:45
                                          Ropuszko...zaufanie zalezy od dwóch stron.Mój poprzedni facet
                                          twierdził że chcę go zamknąć w złotej klatce.Że jestem
                                          zaborcza.Jestem nieufna i widze problemy tam gdzie ich nie ma.Że
                                          sobie coś wymyślam.Na koniec zdiagnozował mnie jako chorą na
                                          psychozę dwubiegunową.I chciał być ze mną POMIMO TEGO.Ze mną i swoją
                                          żoną...jak się okazało, oszukiwał.
                                          Teraz ufam bezgranicznie.Jest mnie ciągle za mało, on chce
                                          więcej.Daję mu tak dużo wolności, że twierdzi że mam go w
                                          nosie.Jestem cudowną, rozsądną kobietą.I ja naprawdę mu ufam.Nie
                                          świeci mi się z tyłu głowy czerwona lampka.Nie czuję wewnętrznego
                                          lęku.
                                          Chyba ze mną wszystko oki?
                • aron95 Re: Napisz jeszcze... 14.06.08, 10:01
                  sylwiamich napisała:

                  > Tri...uspokój się.Bo zaraz to bęzie wyglądać tak:
                  > www.youtube.com/watch?v=nruzwTs7Rls

                  Dobry numer , uśmiałem się .
              • nangaparbat3 Re: Napisz jeszcze... 14.06.08, 09:40
                Tri, oddziel rzeczywistośc od fikcji literackiej, a tą posty Leptisa sa bez
                wątpienia.
                I uważam, ze chwilami jest to calkiem niezla - ale własnie literatura
                • tricolour Poważnie? 14.06.08, 09:44
                  No to po "szaradach" mamy także "fikcję literacką", by czegoś nie zauważać.

                  Tylko powiedz mi jedną rzecz: też to będzie fikcja literacka, gdy przeczytasz o
                  rozporkach, które obsługiwałaś?
                  • sylwiamich Re: Poważnie? 14.06.08, 09:48
                    tricolour napisał:
                    > Tylko powiedz mi jedną rzecz: też to będzie fikcja literacka, gdy
                    przeczytasz o
                    > rozporkach, które obsługiwałaś?


                    To ja Ci odpowiem.Nie interesuje mnie CZYJAŚ terminologia na to co
                    piekne jest dla mnie.Każdy ma swój świat....erotyczny równieżsmile
                    • tricolour No i git... 14.06.08, 09:52
                      ... ja tylko chcę równości, a przede wszystkim brzydzę sie hipokryzją, która w
                      słownej agresji widzi niezłą literaturę, bo bawią się cudzym kosztem...
                      • sylwiamich Re: No i git... 14.06.08, 09:58
                        tricolour napisał:

                        > ... ja tylko chcę równości, a przede wszystkim brzydzę sie
                        hipokryzją, która w
                        > słownej agresji widzi niezłą literaturę, bo bawią się cudzym
                        kosztem...


                        Wydaje mi się że nanga nie widzi w tym Dobrej Literatury.Widzi
                        nieprawdę...jak zawsze w przypadku jakiegokolwiek Trollingu.
                        • aron95 Re: No i git... 14.06.08, 10:12
                          W tym co pisze leptis są rymy , są porównania ,przenośnie - ot literatura
                          leptisowa , poczytać i przejść nad tym

                          Zapomniałem ,jest "nitka " / zagubiona ostatnio
                  • nangaparbat3 Re: Poważnie? 14.06.08, 10:07
                    tricolour napisał:

                    > No to po "szaradach" mamy także "fikcję literacką", by czegoś nie zauważać.
                    >
                    > Tylko powiedz mi jedną rzecz: też to będzie fikcja literacka, gdy przeczytasz o
                    > rozporkach, które obsługiwałaś?

                    Fikcja jest fikcją, a Leptis postacią fikcyjna i na dodatek psem.
                    Gdybym zaczęła traktowac to co pisze serio i doszukiwac sie w jego postach
                    prawdy innej niż literacka - a tej literackiej jest w nich czasem całkiem sporo
                    - sama obsunęlabym sie pewnie w lekkie szaleństwo.
                    Co do obsługiwania rozporków - pewnie bym parskneła smiechem.
                    Jeśli masz na mysli dzisiejszy post - chodziło o rozporek jak najbardziej
                    akceptowany, skoro to Sylwii facet. Oczywiscie dla mnie przekracza to granice
                    dobrego smaku (gadki publicznej), ale też z rozporka kochanego faceta tragedii
                    bym nie robiła, chyba raczej na odwrótwink
                    • tricolour Tak bronisz tej fikcyjnej postaci... 14.06.08, 10:12
                      ... i z uporem maniaka powtarzasz, że jest psem, że zaczynam podejrzewać, że to
                      któreś z Twoich wcieleń...

                      Zresztą co to znaczy "postać fikcyjna" na forum? Zechcesz przybliżyć Twoje
                      rozumienie tego wyrażenia?
                      • nangaparbat3 Re: Tak bronisz tej fikcyjnej postaci... 14.06.08, 10:30
                        tricolour napisał:

                        > ... i z uporem maniaka powtarzasz, że jest psem, że zaczynam podejrzewać, że to
                        > któreś z Twoich wcieleń...

                        Pochlebiasz mi - bo tez i niezmiernie przeceniasz moje mozliwości.
                        Pewnie ze powtarzam, ze jest psem, bo mnie to bawi -
                        >
                        > Zresztą co to znaczy "postać fikcyjna" na forum? Zechcesz przybliżyć Twoje
                        > rozumienie tego wyrażenia?

                        Po prostu niczego, ale to absolutnie niczego o tym, kto stworzył Leptisa nie
                        wiemy. Moze byc męzczyzną, kobietą, staruszkiem, nastolatką, szalencem albo
                        zupełnie w zyciu normalnym czlowiekiem poprzez Leptisa kanalizujacym jakies tam
                        wlasne emocje, o których nic sie powiedziec nie da.
                        a ja z wyksztalcenia jestem filologiem (podwójnym), wiec teksty i świat fikcji
                        bawia mnie estetycznie i intelektualnie, i tyle.
                        • aron95 filolog podwójny ? 14.06.08, 10:52
                          Tak się zastanawiam nad podwójnym np. kominiarzem , lekarzem ( oj przydali by
                          się ) , psychologiem
                          dwojaczki jedynie takie realne są
                • sylwiamich Re: Napisz jeszcze... 14.06.08, 09:46
                  Nanga...ja trochę inaczej widzę Leptisa i to co pisze.Z zasady
                  unikam takich ludzi.Nie znam i nie chcę poznać ich świata....
                  Nie uważam tego również za literaturę.Nie ma żadnych wartości.Nie
                  prowokuje do niczego dobrego.
                  • nangaparbat3 Re: Napisz jeszcze... 14.06.08, 10:51
                    Moze masz racje.
                    Ostatnio strasznie zabiegana jestem i czytuje wszystko z doskoku i pobieznie.
                    Instynkt mi mowi, zeby zachowac dystans - ze to gra, choc moze byc niebezpieczna.
                    Filmik.
                    Okropnie smutny, choc i nieco zabawny, i super obserwacja - zwłaszcza ten
                    plasterek na paluszku.
                    Do końca miałam nadzieje, ze kobitki sie pozbieraja i załatwia gnojków - cóz,
                    nie pozbierały się.
                    I przypomnieli mi sie panowie feudalni, co to dla dokuczenia sasiadowi wyżynali
                    w pień jego wioskę. Ten sam mechanizm. I honor.
                    a teraz lece do robotycrying((
                • leptis Nitka:) 15.06.08, 04:22
                  Hej Nangosmile

                  Kiedyś powiedziałem Nitcesmile;
                  WIesz Nitkasmile), gdybym tak o wszystkim opowiedział na Forum, byłoby
                  to dla Nich jak Prima Aprilis....

                  i tak sobie przypomniałem te słowa....wiesz ze smutkiem...że miałem
                  rację znowu..że to się nie mieści w głowie nie których...że jeden
                  facet może próbować tyle zrobić dla obcej w sumie kobiety...

                  inna myśl...to obraza człowieczeństwa, że można wątpić w moją
                  historię....że to pierwsze co się nasuwa...przez nasze doświadczenia
                  życiowe....

                  smutne myśli...akysz...akysz..smile)))

                  Miłego dnia smile)))
                  Idę biegać za pięć godzinsmile))
                  Nitkosmile)) Uważaj dla Siebiesmile))


                  • sbelatka Re: Nitka:) 15.06.08, 08:03
                    tak sobie siedzę i myśle o poranku dnia siódmego... Jeżlei ten
                    Leptis jest zdrowy i Nitka to kobieta, której adoracja Leptisa miła
                    jest to cudnie.
                    Ale jeśli to szaleniec, ktory osacza biedną Nitkę.. i to nie tylko
                    tutaj..
                    Muszę przyznac, ze nadal jestem zaciekawiona jak to z tym psem-nie-
                    psem jest.
                    Ale musze też pzryznac, ze literacki byc może wytwór Leptisa jest
                    dla mnie nie-czytelny, nie-interesujący i ogolnie nie-... Jeśli
                    zaglądam do jego postów - a zaglądam - to z nadzieją, ze cos sie
                    zmieni...
                    • leptis po co zmiany? 15.06.08, 17:40
                      HEj Betkasmile...przede wszystkim szacuneksmile)...Ty+"Bolu..."smile)) chyba
                      nigdy nie zwątpiłyscie w moją "facetowść"...i za to Wam dziekujęsmile))
                      a co do postu...rozglądnij się wokół...Zdziwiona pozostała w swoim
                      stanie nie zrozumienia otoczenia...Bolusmile)) też z Nami...mimo, że ją
                      w myślach widziałem reaktywującą swoje małżeństwo... a Ona
                      perwersyjnie wciąż go pakuje...


                      a ja wciąż trwam przy Nitcesmile)...ale to jest akurat pięknesmile))))
                    • leptis ... 15.06.08, 18:09
                      A co do innych wątków...ja nie admiruję tylko zapach kobiety...tylko
                      niezwykłą Osobowośćsmile))...
                      Nitka powiedziała; NIE...ja mam inne zdanie...
                      i tak się rozbijamy...od Krakowa...do...nie powiem dokąd...
                      i mimo że się wykrwawiamy w tym niezwykłym starciu...to przecież
                      strasznie na Siebie uważamy...wieszsmile)))

                      cieplutko pozdrawiamsmile)))
                    • leptis reasumując... 15.06.08, 18:50
                      ja chcę odejść...
                      A Onasmile)) mówi;

                      Leptissmile))...masz chronić Forum przed pierdusiowymi...wypowiedziami

                      a pies...jak pies...robi, co Panismile))...mówi.....

                      PaPawink)))))
      • lampka_witoszowska a niektórzy lekarze to papierosy palą :))))) nt 13.06.08, 21:44
    • krolowazla Re: Niechęć do psychologów... 13.06.08, 12:22
      M. chodził do psychologa. Ja poszłam raz z nim. Psycholog przy m. zapytała: co
      m. pani takiego zrobił, że pani się chce z nim rozwieźć? odpowiedziałam, że juz
      m. wszystko pewnie pani powiedział. Na to psycholog z drwiącym usmiechem: ale
      przeciez zycie nie jest takie złe.
      Wyszłam, bo nie mogłam jej znieść. dodam, z epsycholog wiedziała, ze 2 miesiace
      wczesniej pochowałam matkę. I naprawdę moje zycie było pogmatwane. Nie tak sobie
      wyobrażałam rozmowe z psychologiem.
      • tricolour Czyli podsumujmy: 13.06.08, 12:45
        1. Na pytanie psychologa "co m. pani takiego zrobił, że pani się chce z nim
        rozwieźć?" mogłaś opowiedzieć, co takiego zrobił. Zamiast udzielić odpowiedzi na
        jasne pytanie wykręciłaś sie odpowiedziami męża, których nie słyszałaś, a tylko
        się domyślałaś ("pewnie pani powiedział").

        2. "psycholog wiedziała, ze 2 miesiace wczesniej pochowałam matkę" - zauważ, że
        do psychologa nie poszłaś w sprawie żałoby. Poza tym mogłaś poprosić o inny
        termin wizyty skoro żałoba przeszkadzała.

        "Nie tak sobie wyobrażałam rozmowę z psychologiem" - do psychologa nie idzie się
        na rozmowę tylko po poradę lekarską. Wykręty i zamknięcie się na pytania lekarza
        skutecznie uniemożliwiają terapię - to tak jakby pójść do dentysty i nie
        otworzyć ust.
        • krolowazla Re: Czyli podsumujmy: 13.06.08, 13:25
          tricolour napisał:

          > 1. Na pytanie psychologa "co m. pani takiego zrobił, że pani się chce z nim
          > rozwieźć?" mogłaś opowiedzieć, co takiego zrobił. Zamiast udzielić odpowiedzi n
          > a
          > jasne pytanie wykręciłaś sie odpowiedziami męża, których nie słyszałaś, a tylko
          > się domyślałaś ("pewnie pani powiedział").

          Tu się zgodzę. Ale i tak nie pasował mi usmiech na jej twarzy. Trochę powagi by
          się przydało.
          >
          > 2. "psycholog wiedziała, ze 2 miesiace wczesniej pochowałam matkę" - zauważ, że
          > do psychologa nie poszłaś w sprawie żałoby. Poza tym mogłaś poprosić o inny
          > termin wizyty skoro żałoba przeszkadzała.

          Nie chodzi mi tu o załobę. Ja sobie ze smiercia matki poradziłam bardzo dobrze,
          nie popadłam w jakąś depresje. Ale wyobraź sobie, jak ona z usmiechem i do tego
          takim drwiacym mówi, że życie wcale nie jest takie złe. Chociaż wie o załobie, a
          w dodatku poszłam do niej, bo mi się pieprzyło w małżeństwie.
          >
          > "Nie tak sobie wyobrażałam rozmowę z psychologiem" - do psychologa nie idzie si
          > ę
          > na rozmowę tylko po poradę lekarską. Wykręty i zamknięcie się na pytania lekarz
          > a
          > skutecznie uniemożliwiają terapię - to tak jakby pójść do dentysty i nie
          > otworzyć ust.


          hmmm tylko jak ona miała mi coś poradzić, jak nawet zacząc rozmowy nie umiała.
          Dla mnie to obcy człowiek. Powinna wiedziec, ze widząc ją pierwszy raz w zyciu,
          muszę mieć zaufanie.



          Dodam, że nie żałuje, ze wyszłam. Przynajmniej pół miasta nie wie, co bym jej
          powiedziała. śmiesznie, ale moja bratowa jest psychologiem (wiedział, ze mam iśc
          do owej pani), a na drugi dzień mówi , dlaczego wyzwałaś tą psycholog,
          trzasnęłas drzwiami i wyszłaś? hehe uśmiałam się.
      • nangaparbat3 Re: Niechęć do psychologów... 13.06.08, 16:38
        Partacz, nie psycholog.
        Jeśli psycholog prowadzi terapię męża, nie ma prawa prowadzic samodzielnie
        terapii małzeńskiej tegoz małzonka i jego połowicy.
        W Twojej sprawie psycholozka ewidentnie stanęła po stronie m., co tylko dowodzi
        słuszności przytoczonej zasady.
    • marek_gazeta Re: Niechęć do psychologów... 13.06.08, 13:04
      Facet powinien być twardy, a odkrywanie się na kozetce wskazuje na miętkość. Dlatego faceci generalnie nie lubią.
    • mindsailor Re: Niechęć do psychologów... 13.06.08, 13:41
      u mnie z doswiadczenia, że nikt, żaden, nawet najlepszy psycholog
      nie pomoże mi sie "naprawic". ja siebie jednak znam i rozumiem
      najlepiej, nikt nie przezył, tego co ja i nikt nie jest w stanie
      mnie zrozumiec ani mi pomóc.
      od psychologów dostałam tylko wpisanie mnie w rózne schematy i ramy
      i rady, które znałam na pamięć.
      ja wiem, w czym problem i teraz juz nawet wiem, jak sobie z tym
      radzić.
      w ogóle to ja jestem zosia-samosia
    • nangaparbat3 Re: Niechęć do psychologów... 13.06.08, 17:00
      Wiele lat temu zostałam bardzo skrzywdzona przez tandem młodych psychologów. Po
      latach dowiedziałam się, ze robili to świadomie i celowo - ot, chłopcy świeżo po
      studiach zrobili sobie eksperyment. Mogę powiedziec, ze wtedy przetrzymalam i
      poradziłam sobie jakoś, doczekałam "zwycięstwa". Żaden z nich nie pracuje w
      zawodzie i nie wykluczam, ze w jakis sposób wpłynęlo na to to, co wówczas zrobili.
      Przez długio czas odczuwalam potem zwyczajny lęk przed psychologami -
      wychodzenie z tego zajeło mi jakies 20 lat, nie przesadzam.
      Wiec niewielu ludzi wie lepiej ode mnie, że trzeba zachowac ostroznośc.
      Natomiast teraz mam doświadczenia naprawdę dobre - dwa lata temu córka
      zachorowała na depresję, od połtora roku chodzi na terapię - pierwsze miesiace
      poswięcone były diagnozie, potem ona okropnie sie buntowała, przychodzila
      wściekla i nabijała się z psychologa (jak mu powiem ze przed chwila zabiłam
      matkę, spyta ze stoickim spokojem: i jak sie z tym czujesz?), ostatnio sama
      zaczęla dostrzegac efekty - moge publicznie mówic o jej chorobie i terapii za
      jej zgodą i z pełnym przyzwoleniem.
      Ostatnio chodziłysmy tez we dwie na terapię rodzinną - prowadziły ją dwie panie.
      Co prawda były chwile, kiedy odczuwałam się "wpychana w schemat", ale
      niezaleznie od tego moje relacje z córką, skadinad i tak niezłe, bardzo sie
      poprawiły. A i ja wiele dowiedziałam się nie tylko o niej, ale i o sobie samej.
      Konkluzja trochę jak u Beatki: dobry psycholog to skarb, zły - zagrożenie.
    • aron95 Spotyka się dwóch psychologów 14.06.08, 10:31
      Jeden do drugiego mówi po chwili rozmowy
      - U Ciebie wszystko w porządku , a u mnie ?

      To są też ludzie z takimi samymi problemami , jak nie większymi .
      Mam okazje też znać psycholożki , teoretyczną wiedzę mają , której sami
      w rozwiązywaniu własnych problemów zastosować nie potrafią
      • sylwiamich Re: Spotyka się dwóch psychologów 14.06.08, 10:38
        I uważasz że to poddaje w wątpliwość ich umiejętności?
        Juz był tu taki wątek.O zwalaniu z piedestału.Radzi, a sama nie jest
        doskonała.To było o pho, o nandze, o to.ja.kaś.
        A przecież może radzić, bo swoja wiedze i doświadczenie zdobyła "na
        froncie".Czemu w ludziach tyle chęci umniejszania innych (ja tez
        ludż).
        Większość zawodów opiera się na tym co zmierzalne.A w psychologii
        wszystko jest zafałszowane.To kraina krzywych zwierciadeł.
        • aron95 Re: Spotyka się dwóch psychologów 14.06.08, 10:46
          Poddaje w wątpliwość teoretyczne umiejętności .
          Radzenie ludzi, po przejściach , na własnych przykładach opartych może być
          skuteczne bo jest poparte, doświadczeniem życiowym .
          Dlatego to forum jest takie dobre
          • lampka_witoszowska Re: Spotyka się dwóch psychologów 14.06.08, 23:44
            forum tak smile))
            ale dziękuję za lekarza, któremu pomogły małe, różowe pastylki, więc
            przepisze je i mnie smile))

            powtórzę: a niektórzy lekarze to papierosy palą! smile))))))))))
Pełna wersja