jak utrzymać "nerwy na wodzy"???

17.06.08, 21:59
Jakie macie sposoby na opanowanie się w czasie trudnych rozmów?

Mnie się już wydawało, że dam sobie radę, że jestem opanowana i wiem co chcę
osiągnąć. Ale znów dałam się wyprowadzić z równowagi sad((
    • bozenadwa Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 17.06.08, 22:03
      Znam to bardzo dobrze .wiele razy to przerabialam,Nie sluchalam rad
      madrego czlowieka,zeby wogole nie rozmawiac.Teraz widze ,ze to
      jedyne wyjscie ,przynajmniej na razie.
    • a.niech.to Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 17.06.08, 22:30
      Żadna, nawet najtrudniejsza rozmowa nie wyprowadza mnie z równowagi,
      natomiast pyskówka tak. Dyskutując, staram się baczyć, aby nie
      urazić/obrazić adwersarza i nie zagubić tematu w wielosłowiu.
      Pyskówek unikam, bo szkoda prądu.
      • 1czarodziejka Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 17.06.08, 22:32
        a może ziołowy uspokajacz? Takie nervendragen...Czy inne krople Walerianowa?
        Czasem nie ma innego wyjścia...Czujesz się, jakbyś stała obok i obserwowała...
        • dsz27 Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 17.06.08, 22:54
          Ja jeszcze tego nie potrafię. Ile to razu obiecywałam sobie, ze nie dam się
          wyprowadzić z równowagi, że nie będę płakać, że nie poniosą mnie emocje. Melisa
          czasem pomaga ale generalnie chyba trzeba olać. Sama nie wiem. Czasami skutkuje
          wyjście i ochłonięcie ale nie zawsze jest to możliwe. No i nie nakręcać się
          samej...dobre rady ale trudne w realizacjiwink
          Pozdrawiam
    • tricolour Mówić na temat... 17.06.08, 23:10
      ... to sprawdzony sposób na rzeczowość, a nie emocje.
      • lampka_witoszowska Re: Mówić na temat... 17.06.08, 23:12
        hehe
        ale na który temat?...
        zawsze się w tym gubię, a zwracanie uwagi "skończmy jeden temat, to
        zaczniemy drugi" wywołuje efektowne reakcje smile))
        • a.niech.to Re: Mówić na temat... 18.06.08, 08:04
          W fazie postrozwodowej mieliśmy do przedyskutowania z ex pewną
          bardzo trudną sprawę. Spisywałam "protokół" wracając do poczynionych
          cząstkowych ustaleń, korygując, prosząc o uściślenie, dodatkowe
          wyjaśnienia. Starałam się wyrzucić poza nawias wszelkie wtręty
          dyktowane przez emocje i luźne skojarzenia, niewnoszące niczego do
          rozpatrywanego zagadnienia. Na koniec odczytałam ex całość, prosząc
          o autoryzację. Mam ten zapis do dziś.smile
          Jakby to nie wydawało się dziecinne, czasami warto się pokusić o
          korespondencyjną wymianę zdań. Słowo pisane jest na ogół bardziej
          wyważone, lepiej zamocowane w toku logicznego rozumowania niż
          wypowiadane.
          • lampka_witoszowska Re: Mówić na temat... 18.06.08, 11:11
            bywa, że takie spisywanie jest dowodem na Twoją chęc
            manipulowania... smile))))

            jeśli tylko jedna osoba chce się porozumiec, to jest to z góry
            skazane na porażkę i trzymanie nerwów na wodzy polega jednynie na
            unikanie kontaktów i liczenie na dobry nastrój ... przeciwnika...
      • 1czarodziejka Re: Mówić na temat... 17.06.08, 23:16
        tricolour napisał:

        > ... to sprawdzony sposób na rzeczowość, a nie emocje.

        chyba tu tkwi przyczyna niemożności spokojnego porozumienia się...kobiety są
        zazwyczaj emocjonalne, w przeciwieństwie do mężczyzn...
      • maza15 Re: Mówić na temat... 17.06.08, 23:22
        Ta rada nie sprawdza się ostatnio w rozmowach z moim 18letnim
        synem...dyskutujemy na ten sam temat a rzeczowość przegrywa z
        emocjami.Każdy rzeczowy argument tak przekręci,że wyprowadza mnie z
        rownowagi.Ciągle sobie obiecuję,że nie dam się sprowokować,ale
        przegrywam.Zła jestem na siebie.
        • 1czarodziejka Re: Mówić na temat... 17.06.08, 23:35
          maza15 napisała:

          > Ta rada nie sprawdza się ostatnio w rozmowach z moim 18letnim
          > synem...dyskutujemy na ten sam temat a rzeczowość przegrywa z
          > emocjami.Każdy rzeczowy argument tak przekręci,że wyprowadza mnie z
          > rownowagi.Ciągle sobie obiecuję,że nie dam się sprowokować,ale
          > przegrywam.Zła jestem na siebie.

          znam ten ból...Po Exie jedynym facetem przez którego płakałam był mój syn smile To
          samo przeżywałam...Ale za to przeszłam tak świetny trening, że teraz rzadko kto
          jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi...Więc korzystaj z bezpłatnego
          trenera. Żeby Cię pocieszyć, to powiem, że Młody wyprowadził się do dziewczyny i
          w tym związku złagodniał nad podziw...Twojemu też przejdzie...kiedyś smile
          • maza15 Re: Mówić na temat... 17.06.08, 23:43
            No to mam to samo co Ty.
            Z kazdym rozmawiam (nawet z ex) bez zbędnych emocji,a syn to
            wyjątek...Do dziewczyny się nie wyprowadzi,ale czasami z nadzieją
            myślę kiedy wyjedzie na studia...(ma takie plany).Wiem,jak wyjedzie
            będę chciała by wracał,ech
        • bozenadwa Re: Mówić na temat... 18.06.08, 10:37
          maza15 napisała:

          > Ta rada nie sprawdza się ostatnio w rozmowach z moim 18letnim
          > synem...dyskutujemy na ten sam temat a rzeczowość przegrywa z
          > emocjami.Każdy rzeczowy argument tak przekręci,że wyprowadza mnie
          z
          > rownowagi.Ciągle sobie obiecuję,że nie dam się sprowokować,ale
          > przegrywam.Zła jestem na siebie.
          Robie podobnie do aniechto ,czasami ,odnosi to skutek ,byle nie
          zaczesto pisze krotkie listy do moich dzieci ,Do najstarszego
          jeszcze nie napisalam ,musze sie przygotowc ,Bo on jako najstarsze
          dzecko z dysfukcyjnej rodziny ,bierze wiele na siebie,Ale pisanie do
          awanturujacego sie mlodzienca przerabiam ,pomaga,Papier wszystko
          zniesie ,a poza tym jestesmy bardziej wywazeni ,bo piszemy juz tak
          troche po czasie ,Zazadalam kiedys rowniez odpowiedzi na pismie,od
          mojego syna adechadowca ,I zauwazylam ,ze troche to go
          wyciszylo.Mielismy specjalne kartki przygotowane,w kochni ,z
          dlugopisami ,aby zasze narzadzia do porozumienia byly pod reka,Teraz
          tego nie robimy ,bo moj syn wie ,ze moge w kazdej chwili do tego
          typu komunikacji wrocic ,a to raczej nie wygodne jest.dla niego
          oczywiscie.
          • bozenadwa Re: Mówić na temat... 18.06.08, 10:42
            Co sie tyczy mojego m, napisalam mu kiedys dwa listy ,bo
            myslalam ,ze moze on wtedy bardziej mnie zrozumie ,Bo w komunikacji
            bezposredniej cos robie nie tak,I co okazalo sie ,tak jak napisala
            pani HIRIGOYEN w Molestowaniu moralnym,nie odnioslo to zadnego
            skutku,podejrzewam ,ze nawet nie przeczytal ,No bo nie o
            porozumienie mu przeciez chodzilo ,
    • a.niech.to Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 18.06.08, 09:05
      Jeśli sytuacja jest w stanie krytycznym, można ją rozładowywać
      małymi krokami. Kiedyś życie postawiło mnie w obliczu bardzo
      głębokiego konfiktu z jedną z najbliższych osób. Nie miałyśmy już
      nic, a właściwie wszystko - ajlawkę. Nasza rozmowa rozłożona była na
      lata. Przyświecała jej z obu stron UWAŻNOŚĆ, żeby nie zranić, a
      nawet więcej - otoczyć opieką i podzielić cierpienie i - uchowaj
      Panie - go nie przysporzyć.
      Czasem zamieniałyśmy parę zdań, czasem więcej - z wyczuciem, czy to
      już czas na dotknięcie najbardziej bolących miejsc. Trzeba było się
      cofać, wracać, znów zbliżać się ku sobie. Co pozwoliło utrzymać nam
      kanał wątłego porozumienia? Wielokrotne zapewnienia, że o
      prawdziwości wystawionej na próbę ajlawki. W moim przypadku były to
      nawet składane na wyrost deklaracje, że gdyby mi zdarzyło się
      podnieść głos, to będzie to tylko cecha osobnicza moich emocji, a
      nie próba wywarcia wpływu krzykiem. Bywało, że wypłakiwałyśmy swój
      ból, wykrzykiwałyśmy go w powietrze. I cały czas stałyśmy *przy
      sobie*.
      Opadły błędne wyobrażenia, poznałyśmy siebie wzajemnie z wadami i
      wszystkim, co nas bardzo różni.
      Zajęło nam to parę lat, ale teraz nasz związek opiera się na
      prawdzie i akceptacji, a więc nie sądzę, by coś jeszcze zdołało
      podważyć jego fundament.
    • jasmin75 Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 18.06.08, 09:21
      mnie pomogla lektura "zycie ze zloscią"...
      spotkalam sie rowniez z ciekawym opisem sytuacji rybki na morzu..
      czeka na nia pelno haczykow, ale tylko od niej zalezy czy haczyk
      polknie, czy plynie dalej....
      taka interpretacja pomaga mi w zyciu..to ode mnie zalezy czy dam sie
      zlapac na haczyk i pozwole aby ktos decydowal za mnie czy sie wkurze
      czy nie..to zalezy ode mnie...
      pomaga mi tez "nie zgadzam sie z Toba" i wyjscie z pokoju.
      zauwazylam ze po kilku minutach, czasem godzinach, czasem dniach na
      ten sam problem patrze inaczej..pozytywniej..czyli zalezy to od
      mojego stanu ducha...staram sie nie rozmawiac gdy czuje ze mna sie
      cos dzieje i nie potrafie utrzymac nerwy na wodzy...
      kiedys wychodzilam z domu...szlam na spacer i wracalam spokojniesza.
      zawsze rozmowa byla inna...przynajmniej ja czulam sie lepiej...
      bo rozmowca niekoniecznie wink
    • ta Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 18.06.08, 19:52
      Metoda zdartej płyty czyli uporczywe trzymanie się meritum sprawy.
      Uprzejme zamilknięcie, gdy adwersarz usiłuje zwabić mnie na manowce dywagacji o
      np d-Maryni, puszczanie tegoż mimo uszu, po czym także uprzejme powracanie do
      przerwanego wątku. I tak cierpliwie ku upragnionej mecie.
      Działa, tylko trzeba być absolutnie impregnowanym na prowokacje ( gdy ględzi od
      rzeczy myślę o cudnym majowym urlopie wink )
      Ta_
      • a.niech.to Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 18.06.08, 21:40
        Potwierdzam skuteczność. Mój rozmówca wypłynął na szerokie wody swej
        niepohamowanej wymowy i co rusz zachłystywał się pianą.smile
        • zielona_ropucha Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 18.06.08, 21:51
          Skuteczne,polecam,trzeba jednak mieć mocne postanowienie
          nieszkodzenia sobie i naprawdę trwać w temacie,trudne aczkolwiek
          mozliwe.Parę razy udało się i mnie,żałuję,że nie zawsze.
    • drugiezycie Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 19.06.08, 07:17
      Kochani, dzięki za rady, przemyślę, popracuję...
      Na razie czeka mnie kolejne "miłe" spotkanie w s.
      Póki co odnoszę wrażenie, że żołądek chce mnie też opuścić sad
      • a.niech.to Re: jak utrzymać "nerwy na wodzy"??? 19.06.08, 08:26
        Nerwica. Niezły sposób na zachowanie szczupłej sylwetki bez zbędnych
        wyrzeczeń.big_grin
Inne wątki na temat:
Pełna wersja