mój syn-orzekanie o winie

20.06.08, 22:09
Mój ośmioletni syn powiedział mi dziś, że jestem głupia wnosząc o
rozwód bez orzekania o winie,bo tacie należy się kara. Jest
wtajemniczony w obecność kochanki - tata o to zadbał. Mam dowody w
postaci smsów i wyciągów bankowych z hotelami. Mąż się przyznał. Ale
w sądzie nie chce "wyciągać szczegółów". Boję sie, że to będzie
trwało długo. Ale oboje z synem mamy poczucie, że tak byłoby lepiej.
Czy bez świadków da sie uzyskać rozwód z orzekaniem? Czy warto? Syn
chce "ukarać" tate, ale co to za kara?
    • manderla Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:15
      Miśka, ale dlaczego chcesz sie podpierać osmioletnim synem, toż to
      dziecko! Skąd taki pomysł w ogóle??!
      • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:28
        Nie chcę się podpierać. Podsłuchał rozmowę telefoniczną z moją mamą.
        Ja tylko chciałabym, zeby on pamiętał, kto dał ciała. teraz, jak ci
        odpisuję, to wiem, ze to wszystko głupie...
        • manderla Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:44
          Ciężko cokolwiek powiedzieć, ale powiem Ci ze swojego doswiadczenia
          z dzieciństwa: dla dziecka nie jest ważne , kto dał ciała, bo rodzic
          pozostaje rodzicem, dla dziecka istnieje tylko relacja rodzic-
          dziecko. A chęć któregokolwiek z rodziców poswięcenia dziecka we
          wlasne sprawy, jest to świadome czy nieswiadome zrzucanie
          odpowiedzialności za niepowodzenia doroslych na własne dzieci. A
          czemuz to dziecko jest winne? dziecko powinno się chronic
          (oczywiście, to "chronić" nie równa się "okłamywać").
          Bolesnie wspominam, kiedy miedzy rodzicami było źle, mama kładła się
          ze mna do łóżka i sie pytała twierdząco: jakbysmy się rozwiedli, to
          ze mną byś została, prawda?
          Ciarki mnie dziś przechodzą na samo wspomnienie.
          Nie mieszja młodego w to. Oszczędź.
          • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:47
            Ok. Biedak podsłuchał, ma problem. Ja się staram chronić, ale to nie
            takie proste. A w ogóle to tęsknię za Tobą! Napisz coś do mnie...
            • manderla Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:56
              Zaraz coś pisnę... Poezję jakąś czy cóś... wink
      • maza15 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:37
        Czasami sie zastanawiam,jak to jest,że moje dzieci kochają i szanują
        swego ojca jak przed rozwodem. Rozstaliśmy się po jego zdradzie.
        Żal mają,ale chyba największy o to,że nie ma go na codzień w domu.
        Z początku trochę mnie to bolało...teraz już nie.
        Ale jak czytam o tak zdecydowanej postawie dzieci (a bardzo często
        to obserwuję)przeciw ojcu,zawsze myslę,dlaczego moje tak nie
        potępiły swojego taty.Nie oczekiwałam tego,ale zastanawiałam się
        dlaczego...
    • burza4 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:33
      wiesz, to kwestia podejścia, rozważenia na czym ci bardziej zależy.
      Czy na szybkości rozprawy, czy na postawieniu kropki nad i.

      mały chce ojca ukarać za to, że was skrzywdził. Trudno się dziwić.

      chyba każdy instynktownie pragnie sprawiedliwości, tego, żeby ktoś
      mu przytaknął, powiedział głośno "tak, to kawał wała"smile. Kara w
      praktyce żadna, satysfakcja za to gwarantowanasmile

      a na serio - nigdy nie wiesz, jak potoczy się twoje życie. Mając to
      orzeczenie o winie, w razie problemów będziesz miała możliwość
      uzyskania alimentów na siebie. I to jest istotne, może być dla
      ciebie kiedyś kwestią być albo nie być.

      P.S. masz dowody - mąż się przyznaje. To niekoniecznie musi
      przedłużać proces w nieskończoność. Nie wiem czy mężowi zależy na
      rozwodzie, ale cynicznie powiem, że orzekanie o winie sprzyja
      negocjacjom odnośnie podziału majątku. Orzekając o jego winie -
      trzymasz go za jaja - bo możesz mu rozwodu nie dać. Masz dziecko -
      więc musisz brać pod uwagę finanse.
      • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:39
        Chyba nie mam już sily, żeby to długo ciągnąć...Chociaż też
        chciałabym jakiejś zemsty. Tylko ja w ogóle złości, nienawiści,
        niechęci w sobie nie mam.. Chyba jeszcze kocham. A w jakim stopniu
        to orzekanie wpływa na podział majątku? Bo mnie wszyscy adwokaci
        zapeniają, że to nie ma znaczenia...
        • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:42
          Maza, on go bardzo kocha i tęskni. Tylko to taki przypadek z
          niewiarygodnym IQ i dojrzałością. I nie zawsze jako mama sama wiem,
          jak z nim rozmawiać. On liczy na to, że tata będzie z nim. Ale
          jednocześnie chyba potrzebuje sprawiedliwości.
          • maza15 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:47
            Ja też potrzebowałam sprawiedliwości.
            Mam ją,choć nie jestem osobą zawziętą,czy żądną zemsty.
            Dlatego też rozmyślalam nad zachowaniem swoich dzieci...
            Dzieci moich rozwiedzionych znajomych zachowuja się inaczej.
            • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:49
              Mój mąż - z wykształcenia prawnik - twierdzi, że sądy nie są od
              sprawiedliwości, tylko od rozwiązania małżeństwa. Ja po cichu myślę
              inaczej. Bo ON WIE LEPIEJ.
          • a.niech.to Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 17:34
            teuta1 napisała:

            > On liczy na to, że tata będzie z nim. Ale
            > jednocześnie chyba potrzebuje sprawiedliwości.
            Jeśli tata jest człowiekiem znacznego formatu, może zachować syna. I
            oczywiście jeśli mu na tym autentycznie zależy. Z pewnością musiałby
            przejść najeżoną przykrościami drogę, zachowując przy tym baczenie
            na to, co najważniejsze. Sporo jest wątków, w których mamy opisują
            batalie o ojców dla dzieci, co moim zdaniem, w dalszej perspektywie
            jest po prostu szkodliwe dla dzieci.
        • chalsia Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:03
          > niechęci w sobie nie mam.. Chyba jeszcze kocham. A w jakim
          stopniu
          > to orzekanie wpływa na podział majątku? Bo mnie wszyscy adwokaci
          > zapeniają, że to nie ma znaczenia...


          bo prawnie nie ma, natomiast zawsze możesz zawrzeć z
          eksem "gentelmeński układ" - majątek w zamian za nieorzekanie o
          winie.
          Ja tak zrobiłam po sugestii swojej adwokat.
          • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:05
            Próbowałam, ale się zawziął i od dawna nie chce. Jeszcze mi mówi, że
            go szntażuję. bo pewnie troche tak jet..
      • a.niech.to Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 17:24
        burza4 napisała:

        > orzekanie o winie sprzyja
        > negocjacjom odnośnie podziału majątku.
        ...lecz w zarysowanej sytuacji także poróżnienia ojca z synem w
        nieodwracalny sposób. Małolat pali się do zostania egzekutorem kary
        wymierzonej ojcu, co wskazywałoby na nie njlepszy kontakt obu w
        przedrozwodowej rodzinie.
        Rozwód i co dalej? Normalne życie, w którym nie powinna zostać
        zamknięta droga ojca do syna, bo taka jest naturalna kolejność w
        przypadku niedojrzałka.
        Znam dwie sytuacje, gdzie dzieci wystąpiły jako świadkowie
        przewinień ojca. W obu wątła więź pomiędzy nimi nimi została
        całkowicie zerwana. Chciałoby się wierzyć, że nie na zawsze, bo
        przecież czas leczy rany, lecz nic nie wskazuje na to, aby w tych
        przypadkach wzajemna niechęć była kiedyś do pokonania.
        • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:16
          Absolutnie nie wyobrażam sobie sytuacji, w której syn zeznaje
          cokolwiek - on tylko bidny podsłuchuje, bo myśli, że się jeszcze
          zejdziemy. A im bardziej w to wątpi, tym bardziej jest zły na tatę.
          Ale jednocześnie skacze przy nim, popisuje się dla niego, walczy o
          kazdy strzepek jego uwagi, gdy tata przychodzi. Nie używam go do
          żadnych rozgrywek, chcę i żądam, żeby tata widywał ich często, brał
          do siebie itp. Ale jesli tata przy dziecku zamienia całą sobotę z
          młodymi na piątkowe krótkie popołudnie, a na wyraźne pytanie
          DZIECKA! zaznacza, ze jest umówiony z nową partnerką (bo takiej
          nomenklatury używa mąż), to ja sie pytam, czy to dobrze? Nie
          ochronię dzieci przed facetem, który dla mnie i dla nich jest Mr
          Jekyllem i dr Hyde'm. Jednego dnia do rany przyłóż, innego nie ma
          czasu... To może rzeczywiście dziecko ma prawo czuć się zdradzone?
          Staram się - dziś czekaliśmy na tatę dwie godziny. Pomna waszych
          nauk nie pomstowałam, znalazłam dzieciom zajęcia. Też sie dopiero
          uczę...
          • a.niech.to Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:22
            Mały go kocha, tęskni i jednocześnie ma do niego żal.
            Nic tylko współczuć dziecku. Sytuacja emocjonalna, z którą trudno
            byłoby się uporać nawet dojrzałej osobie.
    • maza15 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 22:41

      Teuta,miałam rozwod z orzekaniem.
      Bez świadkow,powód jak u Ciebie.
      Przyznał się,potwiedził,żadnego "wywlekania" nie było.\
      Rozwod ok 0,5 godz.
      • mini_me Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:07
        maza15 napisała:

        >
        > Teuta,miałam rozwod z orzekaniem.
        > Bez świadkow,powód jak u Ciebie.
        > Przyznał się,potwiedził,żadnego "wywlekania" nie było.\
        > Rozwod ok 0,5 godz.

        podpisuję się obiema rękami pod Mazą bo miałam tak samo do tego ex prawnik smile
        ja tam się nawet nie zastanawiałam od początku wiedziałam że chcę orzekania o
        winie ale nie ze złości czy chęci odegrania się ale właśnie ze względu na
        młodego i na te inne kobiety którym będzie mówił jaką to miał złą 1 żonę (bo
        kochanki ponoć już niet smile!!)
        • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:13
          A dowody od razu dołączałyście do pozwu, czy przedstawiłyście na
          sprawie?
          • maza15 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:26
            Nie przedstawiałam żadnych dowodów jego zdrady,nikt mnie o nie nie
            pytał.
            W pozwie napisałam,że zdradził,jest związany z inną kobietą,nic nas
            nie łączy.Wspomniałam,że w pozostałych kwestiach (alimenty,majątek)
            doszliśmy do porozumienia.
            Sedzia zapytał,czy się zgadza z tym co napisałam.
            Potwierdził.
            Padło kilka pytań do mnie,do niego.
            Kilka zdań świadka (maloletnie dziecko).
            Jeszcze raz pytanie,czy zgadza się z tym,że jest winny rozpadowi
            małżeństwa...TAK.Koniec.
            Wchodząc na salę sądową nie wiedziałam jak będzie,ryzykowałam.
            Liczyłam się z tym,że może nie skończyć się na jednej rozprawie.
            Nic nie traciłam.
    • lampka_witoszowska Re: kurczę... 20.06.08, 23:21
      Teuta, nie gniewaj się, ale przysżło mi do głowy, że 8latek chce
      czasem sprawic przyjemnosc rodzicom
      może jest z Twoim zawodem na co dzien i go wyczuwa podskórnie
      i może chce Ci dodac otuchy w taki sposób, jaki mu przyszedl do
      głowy?

      myślę sobie, że jak sie oprzesz na jego opinii, kiedys może czuc
      wyrzuty... że się wmieszał, że miał siłę sprawczą i że tak nie
      powinno byc

      ja nie wiem, jak jest dobrze, ale swojej mamie jestem wdzieczna, że
      mnie odsunęła od "spraw dorosłych" i udziału nie miałam
      i wolałabym - jakos intuicyjnie mnie targa - moją młodą trzymac z
      daleka od decyzji, rozmów, rozwodu...

      a dzieci i tak kiedys stają się dorosłymi i swój rozum mają
      • teuta1 Re: kurczę... 20.06.08, 23:22
        On jest świeżo po komunii. I ostatnio wyskoczył z takim pytaniem.
        czy jest grzechem kochac kogoś, kto jest dupkiem?
        • teuta1 Re: kurczę... 20.06.08, 23:24
          Odsuwać sie staram. Ale on nie chce byc dzieckiem. Podsłuchuje,
          płacze, wypytuje tatę i mnie. Chce brac udział w naszym byciu. Choć
          staramy się go z niego przeganiać...
          • teuta1 Re: kurczę... 20.06.08, 23:30
            Lampko, ja się nie gniewam. Mój problem jest w drugą stronę.
            Pogoniłabym w kibini mater tego pana, a jestem miła głównie ze
            względu na bachorki. Poza tym od lat wypytuję moją mamę, czemu nie
            rozwiodła się z ojcem alkoholikiem, chociaż ją o to prosiłyśmy z
            siostrą. I jakoś pewnie dlatego w ogóle biorę pod uwagę opinię
            Młodego. Bo może to on bardziej niż ja bedzie kiedyś potrzebował
            czarno na białym dowodów winy. Kiedy moja miłość wygaśnie, a on po
            latach zacznie mieć poczucie krzywdy. Stąd pytanie na forum.
            • lampka_witoszowska Re: kurczę... 20.06.08, 23:36
              no i znowu - nie wiem, jak będzie u Was, mogę Ci jedynie powiedziec,
              że moja pasierbica, mająca 5 lat, gdy posypało sie małżenstwo jej
              rodziców, oznajmiła mi kiedys w tajemnicy, kilka lat później,
              dlaczego tak się stało
              dzieci wiedzą, pomimo ochrony, którą oboje jej dali - naprawdę dali,
              żadne z małą nie rozmawiało o zdradzie

              i mała i tak matkę kocha, i ją chroni...
              może Twój syn tez poczuł sie zdradzony?
              ale on nei może sie z ojcem rozwodzic
              kłócic, jemu wykrzyczec, wygarnąc tak, jak umie - tak
              ale nie stojąc po Twojej stronie

              o ile dobrze rozumiem sytuację, oczywiście, i się nei mylę - a to
              zawsze możliwe
              • a.niech.to Re: kurczę... 21.06.08, 19:38
                lampka_witoszowska napisała:

                > może Twój syn tez poczuł sie zdradzony?
                Bywa i boli.
            • nangaparbat3 Re: kurczę... 20.06.08, 23:47
              biorę pod uwagę opinię
              > Młodego. Bo może to on bardziej niż ja bedzie kiedyś potrzebował
              > czarno na białym dowodów winy. Kiedy moja miłość wygaśnie, a on po
              > latach zacznie mieć poczucie krzywdy. Stąd pytanie na forum.

              Teuta, brniesz w slepy zaułek. Jemu powinno zwisac i powiewac, jakie było
              orzeczenie sądu. Nie rozumiem zupełnie, do czego synowi miałyby byc potrzebne
              czarno na białym dowody winy jego ojca - przykro mi to mowic, ale mam wrazenie,
              ze manipulujesz dzieckiem.
              Powiedz mu po prostu jasnoi stanowczo, ze to twój problem, Twoja decyzja, a jego
              powinno tylko to obchodzic, ze razem czy osobno, oboje rodzice go kochają.
          • lampka_witoszowska Re: kurczę... 20.06.08, 23:31
            ma wyrażac uczucia, wypytywac, ale co innego chęc zorientowania się,
            a co innego podpowiadanie czy stawanie po stronie któregos z rodziców

            nie brzmi dobrze przeganianie, choc od decyzji lub usilnych prób
            brania w nich udziału co do orzekania winy - odsuwac należy, w imię
            ochrony
            dziecko - nawet to, które usiłuje byc dorosłym smile (jakie to
            znajome smile) - w pewnym momencie poczuje sie zamotane, poczuje, że
            zdradza i będzie mu z tym naprawdę źle - i nikt z tym nic nie będzie
            umiał wtedy zrobic

            • manderla Re: kurczę... 20.06.08, 23:37
              Teuta, ale jak młody mówi o ojcu "dupek" (tak zrozumiałam), to juz
              nie jest dobrze...
              ...za duzo slyszy, albo za dużo mowicie, kiedy on to może słyszeć.
              Niedobrze, moim zdaniem.
              Weź no gdzies starego na bok, zdala od dziecięcych uszu i nawtykaj
              mu ile wlezie. Zrób sobie taka terapię wink (i jemu tez przy okazji),
              ale ojcem dla dziecka niech zostanie takim, jakim jest ojcem w
              oczach dziecka, nie przez pryzmat waszych relacji.
              • teuta1 Re: kurczę... 20.06.08, 23:46
                Ojciec nie chce na moje "wydumane problemy" poświecać cennego czasu.
                Spotykamy się tylko wtedy, gdy przychodzi do dzieci i on czesto nie
                ma czasu czekać aż dzieci zasną, wiec rozmawiamy jak dwójka palantów
                na balkonie.
                • teuta1 Re: kurczę... 20.06.08, 23:49
                  Poza tym dziecko ma najwiekszy zgryz kochając ojca i wiedząc, że ja
                  to pochwalam i jednocześnie widząc cały brud sytuacji. Tak że ja mam
                  poczucie, że ten "dupek" to słowa na okreslenie rzeczywistości i
                  próbę wtłoczenia sytuscji w jakieś moralne ramy. Natomiast "kocham"
                  jest tu dla mnie najważniejsze. Dlatego odpowiedź, choć pewnie mnie
                  opieprzysz, brzmiała: czasami sie zdarza, że kochamy dupków. Ale
                  mamy prawo kochać.
                  • lampka_witoszowska Re: kurczę... 20.06.08, 23:53
                    nie jestem tu od opieprzania

                    mnie uchroniono, nie dźwigam tego teraz i za to mamie dziękuję

                  • manderla Re: kurczę... 21.06.08, 00:07
                    teuta1 napisała:

                    czasami sie zdarza, że kochamy dupków. Ale
                    > mamy prawo kochać.

                    To ty o tym wiesz, i ja o tym wiem, a Twoje dziecko wcale nie musi o
                    tym wiedziec. o tym, ze jego ojciec jest dupkiem. No chyba że sam
                    sobie z czasem takie zdanie na jego temat wyrobi. Wtedy będzie ok, i
                    mozna bedzie powiedziec, ojciec sam sobie zasłuzył na miano dupka w
                    oczach własnego dziecka.
                    Tylko o to mi chodzi. Aby dziecko samo zdecydowało, kto jest dupkiem
                    i kto dał ciała.
                    jesli o mnie chodzi, jakoklwiek w duchu klęłam na starego, to nigdy
                    nie powiedziłam młodemu, ze jego ojciec jest taki czy owaki. Zawsze
                    tez starałam się przypominać, aby złozył ojcu zyczenia np z okazji
                    oradzin tongue_outP, zeby się zapytal jak sie czuje (jak cos było nie halo)
                    itp. Ex zreszta w moja stronę tak samo sie zachowywał zawsze. Dzwoni
                    do młodego i przypominał, ze jest dzien matki, ze urodziny, ze jakas
                    inna okazja. W rezultacie sytuacja wygląda tak, ze owszem , nie
                    mieszkamy razem, ale młody w tej chwili już doskonale funkcjonuje
                    miedzy jednym domem a drugim. W kazdym razie, nie ma jakiegoś
                    poczucia winy, ze np, jedzie do ojca na weekend, albo wobec ojca, ze
                    mieszka ze mną w tygodniu. Wydaje mi się, ze jest to zdrowa sytuacja.

                    No chyba ze czegos nie dostrzegam, i młody mi wygarnie co na
                    wątrobie miał, za jakichs parę lat wink
                  • a.niech.to Re: kurczę... 21.06.08, 19:42
                    teuta1 napisała:

                    > czasami sie zdarza, że kochamy dupków. Ale
                    > mamy prawo kochać.
                    Jeśli dupków kochają dzieci, pozostaje jedynie ich uczucie uszanować.
                • lampka_witoszowska Re: kurczę... 20.06.08, 23:50
                  dzieci słyszą

                  jak śpią też słyszą, moze z exem się zdzwaniajcie?
        • maza15 Re: kurczę... 20.06.08, 23:34
          No to mi się przypomniało - niedawno (córka przed komunią),miała się
          nauczyć przykazan...uczę Ją,a Ona pyta :a co to znaczy nie cudzołóż?
          No i ojciec stał się wzorem smile)))))
          • teuta1 Re: kurczę... 20.06.08, 23:34
            ja się z trudem powstrzymałam...
      • a.niech.to Re: kurczę... 21.06.08, 17:47
        lampka_witoszowska napisała:

        > jakos intuicyjnie mnie targa - moją młodą trzymac z
        > daleka od decyzji, rozmów, rozwodu...
        Też starałam się zrobić wszystko, co uważałam za wlaściwe, żeby
        rozwód dotyczył tylko mnie i m, moje dorosłe dzieciska także. Wyszło
        jak wyszło.sad
    • misbaskerwill brrrr.... 20.06.08, 23:35
      Moim zdaniem najgorsza kara Twojego exa już spotkała...

      Mianowicie - Wasz syn wie, co on zrobił, wie, że to tatuś rozwalił małżeństwo.

      Oczywiście hipokryci nie lubią, gdy w sądzie wywlekana jest prawda (pamiętam wściekłość exi, gdy przed kolejną rozprawą zmodyfikowałem treść pozwu).
      U mnie skończyło się bez orzekania o winie (a szkoda, bo dalej mam kłopoty z kontaktami, a exia się wypiera przeszłości jak żaba błotawink).
      Pomimo to, nie zamierzam synowi kiedykolwiek mówić, co było przyczyną rozpadu naszej rodziny. W skrócie - po co ma wiedzieć, że jest s****synem...

      Nawet jeśli teraz exia wyraźnie próbuje robić młodemu pranie mózgu (syn zaczął zadawać dziwne pytania o przemoc), postaram się nie dać tym sprowokować, choć jest mi czasem naprawdę z tym ciężko.

      W każdym razie - skoro Twój syn już wie, co jest grane, po co jeszcze bawić się w sądzie...
      Dowody sądowi przedstawić oczywiście można (to dobry bat, gdyby adwokat exa chciał kombinowaćwink), ale bez przyznania się exa do winy nie będzie to sympatyczne przedsięwzięcie.
      • teuta1 Re: brrrr.... 20.06.08, 23:39
        No wiec właśnie, paradoksalnie, po tym jak już sobie wszystko ładnie
        ustawiłam w myślach i życiu ten mój synalek mi to trochę rozwalił.
        Może po komunii tak ma wink jak to było? Bądźcie albo gorący, albo
        zimni. Tak, tak, nie, nie. Chyba rzeczywiście pójdę po linii
        najmniejszego oporu, skoro mister husband nie chce się przyznawać,
        bo to zbyt intymne. Swoją drogą zastanawiałam się dzisiaj, jak to
        jest, że jesteśmy jako ludzie całkiem fajni i atrakcyjni, a dla
        naszych zdradzaczy stanowimy jakies dramatyczne przykłady
        garkotłuków?
        • lampka_witoszowska Re: a to Ci jeszcze powiem 20.06.08, 23:45
          a g... prawda, że garkotłuki!
          tylko własny prywatny 8. cud świata (to Ty) stał sie już taki...
          oswojony
          co mu nie umniejsza, ale mąż wyjechał na chwilę popatrzec, czy
          sąsiedzi mają taki sam 8. cud świata - i wydało mu się, że może inny
          nie lepszy
          ale inny, chwilowo ciekawszy

          jestes 8. cud świata, każda z nas jest, czy zdradzona, czy nie - i
          kropka

          ps. zdradzanie to na dłuższą metę problem zdradzającego, nie
          zdradzanego - zawsze mógł powiedziec: nie mogę już na ciebie
          patrzec, garkotłuku, idę szukac szczęścia gdzie indziej

          nie powiedział?
          to niech teraz spada


        • misbaskerwill Re: brrrr.... 20.06.08, 23:48
          teuta1 napisała:
          > Swoją drogą zastanawiałam się dzisiaj, jak to
          > jest, że jesteśmy jako ludzie całkiem fajni i atrakcyjni, a dla
          > naszych zdradzaczy stanowimy jakies dramatyczne przykłady
          > garkotłuków?

          Cóż... ja dla exi zacząłem być nieco bardziej atrakcyjny chyba kiedy zrozumiała, że nie żartuję z odejściem... Może wreszcie zobaczyła faceta z jajami, a nie potulnego pantoflarzawink
          Temat-rzeka... choć za rozpad małżeństwa obwiniam exię (wybaczcie mi za prostolinijność), to za zanik atrakcyjności w oczach partnera powinno się obwiniać siebie samych...
          Wiadomo - partner, którego poznałeś/aś na wylot, siłą rzeczy jest nudniejszy od nowego tajemniczego nieznajomego z nietypowym hobby...

          Dlatego uważam, że błędem jest 'poświęcanie' swoich wszystkich marzeń i planów dla rodziny... trzeba mieć jednak zawsze kawałek własnego życia, swoich pasji - być może to pierwszy krok, by partner się nami za bardzo nie znudził.
          Ale co ja tam wiembig_grin
    • nangaparbat3 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:37
      Czy syn nie jest za młody na takie problemy?
      • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:43
        Ja tez jestem za młoda! On podsłuchuje, szpieguje, nie śpi, martwi
        się. Musiałabym mu zrobić lobotomię, żeby był zwyczajnywink Zrobił się
        taki dopiero jak informacja o kochance i możliwości/konieczności
        spotykania z nią zawisła w powietrzu.
        • lampka_witoszowska Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:47
          to nie gadaj przy nim nic zupełnie
          weź się wypłakuj komu wlezie, byle z daleka od małego

          a młodemu zapodaj: nie powineneś tyle słyszec, przepraszam za to
          od teraz sprawy dorosłych to sprawy dorosłych i amen, ty nadal masz
          mamę i tatę i od tego nie ma odstępstwa
        • nangaparbat3 Re: mój syn-orzekanie o winie 20.06.08, 23:53
          Też myślę, ze jesteś za młoda.
          Ale nic na to nie poradzisz, tylko czas pomaga na młodosc.
          I zmartwienia - a, te mozna sobie wyhodowac, fakt - wiec jest nadzieja.
          A tak serio - po przeczytaniu całego watku uwazam, że jesli nawet nie wciagasz
          syna w Wasze problemy, to na pewno go przed nimi nie usiłujesz ochronic - na
          odwrot, wykorzystujesz go, zeby dowiesc własnych racji (skadinąd słusznych, ale
          to nie ma nic do rzeczy).
          • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 00:06
            Pewnie masz rację. Nie wykorzystuję i nie używam. Ale nie traktuję
            jak małego dziecka, chociaż moim powiernikiem absolutnie nie jest.
            Dzięki za opieprz - postaram sie telefony obsługiwać koło jedenastej
            wieczorem i nie rzucać słuchawką, kiedy tata jest u kochanki i nie
            odbiera telefonów, a ja mam z małym z 40 stopniami gorączki iść do
            nocnej pomocy medycznej i nie mam gdzie zostawić drugiego synka.
            Skąd wy kurczę tę dobroć bierzecie? Czy ja jestem jakomś wyrodkiem?
            Samolubem, bo pierdzielnę telefonem o ścianę i klnę? Czy jeszcze
            zbyt mało czasu minęło i potem mnie czeka nirwana, a dzieciaki
            odpuszcza pytania? Kurna nie wiem, pytam doświadczonych. Rozwodu Z
            orzeczeniem nie będzie, z synem konsultacji nie urządzam. Ot,
            skomentował z duzym przejeciem.
            • manderla Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 00:22
              Miś, nie denerwuj się tak. To ze masz nie mówić dzieciom xle o ojcu,
              to nie znaczy, ze nie mozesz pierdziolnąc słuchawką o ścianę, kiedy
              jest to jedyny sposob na odreagowanie.
              Nie mieszaj tu pojęć: dziecko musi wiedzieć, uczyć pewnych reakcji
              rodzica. Jestem zły - to jestem kurna zły, a jie udaje, ze jest mi
              dobrze. płaczę - to płaczę, dlatego, że czuje sie źle. dzieciaki
              maja prawo i wręcz powinni uczyć sie rozpoznawania emocji. Więc bądź
              szczera. Mozesz tez mówić,jestem wsciekła na tatę bo....
              (oczywiscie, nie o kochance), a nie, jak jestes wsciekla, to na
              przykład wrzeszczysz...pipipipi....tutaj piramidalne
              wulgaryzmy.pipipipi, ze ojciec jest taki i owaki. Bo, wbrew pozorom,
              słowa, a słowa,- ale róznica jest; naprawdę, jesli chodzi o odbiór
              przez dzieci.
              • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 00:30
                Ja właśnie mam tak, że złość u mnie całkiem incydentalnie występuje
                i nie mówię nawet jaki tata jest. Ja tylko joby serdeczne ślę, że
                nie odbiera, że ... no właśnie, że znowu sama,że jestem wpieniona,
                no i takimi raczej ogólnymi kurwami rzucam, o ile w ogóle istnieje
                kategoria "rzucania ogólnymi kurwami". Chyba rzeczywiscie jest tak,
                jak napisała lampka, że mimo miłości do taty synek potrzebuje się
                wtedy określić i być po mojej stronie. Dzięki, że zwróciliście mi
                uwagę. Z perspektywy mamy dwójki bijącej się i wyjącej oraz własnego
                doła ciężko czasem spojrzeć szerzej.
            • chalsia Re: mój syn-orzekanie o winie 22.06.08, 00:37
              > Dzięki za opieprz - postaram sie telefony obsługiwać koło
              jedenastej
              > wieczorem i nie rzucać słuchawką, kiedy tata jest u kochanki i
              nie
              > odbiera telefonów, a ja mam z małym z 40 stopniami gorączki iść
              do
              > nocnej pomocy medycznej i nie mam gdzie zostawić drugiego synka.
              > Skąd wy kurczę tę dobroć bierzecie?

              to nie jest kwestia dobroci ale zdania sobie sprawy, że od eksa nie
              możesz niczego oczekiwać, nawet jesli chodzi o pomoc w kwestii
              dzieci.
              Jesteś zdana sama na siebie, czyli Ty musisz sobie
              zorganizować "kółko" pomocowe. Może być i tak, że będzie do niego
              należał także ojciec dzieci - ale z jego własnej woli, a nie
              dlatego, że tego od niego oczekujesz.
              Wiem, że tak nie powinno być, ale tak własnie jest.
              Jak sobie to uświadomiszm to przestaniesz rzucać słuchawką i kląć.
    • cathy_bum Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 00:05
      Moja córka tez miała przez pewien czas ciągoty pod tytułem "tatę
      należy ukarać". O orzekanie o winie co prawda nie wnosiła, bo nie
      miała nawet pojęcia, że coś takiego istnieje.tongue_outP Ucięłam jej
      wtrącanie się w temat, bo to ja się z exem rozstawałam, nie ona.
      Poza tym dla mnie jej próby dyskutowania na takie "dorosłe tematy"
      było klasyczną próbą zajęcia miejsca odchodzącego z domu rodzica.
      Mądra, bystra i wrażliwa... Ale nadal jest moją córką, a nie
      partnertem.
      Młoda wie, że tata ma nową rodzinę i problemy z alkoholem. Ale też
      wie, że to my się rozstaliśmy, a jej relacje z ojcem (choć
      szwankujące niestety) to osobna bajka. Przyznaję, ze w trudnych
      chwilach czasem za mną chodziła chęć podzielenia się z dzieckiem
      swoimi przeżyciami i bólem pt. "tata nas zostawił"... Ale od tego
      mam przyjaciółkismile)
    • tricolour Syn ma rację... 21.06.08, 11:09
      ... zresztą nawet Miś ma rację, bo pisze, że teraz żałuje, że nie orzekał winy.

      Ty też możesz nie orzekać, a potem żałować - wybór jest prosty.
      • aron95 Re: Syn ma rację... 21.06.08, 11:42
        Orzekanie w pozwie w pisać możesz a na rozprawie zmienić np. za wyższe alimenty .
        Należy rzeczy nazywać takimi jakie są a ustępstwa robić za "atrakcyjne" prośby
      • d234 Re: Syn ma rację... 21.06.08, 11:47
        Masz Dziewczyno problem, współczuję. MOje córki 24 i 20 lat stanęły murem przy
        mnie, trochę pobeczały gdy powiedziałam im że chcę się rozejść (alkohol m.).
        Młodsza - pupilka taty, była moim największym wsparciem, ani razu mnie nie
        potępiły, nie mówiły, że źle robię. Chociaż ta młodsza miała nadzieję, że
        zmienię zdanie i staaasznie popłakała się po ostatniej wizycie tatusia, w
        trakcie której potwierdziłam mu, że zdania nie zmienię.
        Biedna, tak bardzo liczyła.
        Ale w Twoim przypadku synek ma 8 lat, może być najbardziej dojrzałym
        dzieciakiem, ale to dziecko.
        Wcale nie jestem za nie karaniem m. Ależ owszem, tylko spróbuj poszukać innego
        sposobu, tak aby nie mieszać dzieci. One i tak cierpią.
        Wspieram Ciebie i trzymam kciuki za znalezienie innego sposobu
      • z_mazur Re: Syn ma rację... 21.06.08, 11:59
        Wybór jest prosty nie przez konsekwencje tylko przez zerojedynkowość.

        Konsekwencje mogą być najróżniejsze i żałować może również orzekania, a nie tylko odstąpienia od niego, a to dlatego, że np. po wielomiesięcznej (jeśli nie letniej) walce sąd uzna dowody za niewystarczające, albo dopatrzy się winy obu stron i okaże się, że i tak nie orzeknie wyłącznej winy męża, a straconego czasu, przeżytych emocji, stresu związanego z oczekiwaniem na kolejne rozprawy i pomysły męża i jego adwokata nie zwróci nic.

        Więc zgadzam się, że wybór jest prosty, ale wcale nie jest łatwy.

        Żal Misia jeset subietkywny i to że on żałuje teraz nieorzekania, to wcale nie znaczy, że gdyby miał orzekanie to by go nie żałował, bo np. żona w poczuciu żalu, złości i odwetu za jego upór karała by go jeszcze bardziej jeśli chodzi o jego kontakty z dzieckiem.
        • z_mazur A i jeszcze jedno 21.06.08, 12:05
          Jakoś śmieszy mnie przekonanie, że uzyskanie na piśmie potwierdzenia przez sąd winy którejś ze stron jest jakąś karą dla niej.

          Poza tym w nieorzekaniu winy nie chodzi o uznanie, że winnego nie ma. Chodzi o to, że małżonkowie nie potrzebują tego rozstrzygnięcia przez trzecie osoby.
          • tricolour Jeżeli Teuta nie miałaby potrzeby... 21.06.08, 12:11
            ... grzebać przy orzekaniu winy, to nic by na forum nie pisała i o nic nie
            pytała - jest jednak zupełnie inaczej.

            Teuta zastanawia się, co będzie korzystniejsze: orzekanie winy i dłuższy proces
            kontra krótszy proces i nieorzekanie winy. Jej dylemat ma wymiar sprzedaży
            poczucia sprawiedliwości za trud podczas długotrwałego (teoretycznie) procesu.
            • sylwiamich Re: Jeżeli Teuta nie miałaby potrzeby... 21.06.08, 13:42
              tricolour napisał:

              > ... grzebać przy orzekaniu winy, to nic by na forum nie pisała i o
              nic nie
              > pytała - jest jednak zupełnie inaczej.
              >
              > Teuta zastanawia się, co będzie korzystniejsze: orzekanie winy i
              dłuższy proces
              > kontra krótszy proces i nieorzekanie winy. Jej dylemat ma wymiar
              sprzedaży
              > poczucia sprawiedliwości za trud podczas długotrwałego
              (teoretycznie) procesu.


              Problem leży gdzie indziej.I jest duży.
              • teuta1 Re: Jeżeli Teuta nie miałaby potrzeby... 21.06.08, 13:47
                Nie rozumiem?

        • tricolour Bywasz misztrzem demagogii i relatywizmu. 21.06.08, 12:06
          Fakt, że Miś podjął decyzję (o rozwodzie bez orzekania), której konsekwencją
          jest niezadowolenie próbujesz ciągnąć dalej i sugerujesz, że mógłby być także
          niezadowolony z orzekania.

          Jednakże żal dzisiejszy jest odczuwalny, a ten drugi jest tylko efektem
          wyobraźni. Żal dzisiejszy dzieje się naprawdę, a ten drugi dziać się MOŻE.

          Szkoda, że nie poszedłeś dalej: podczas orzekania winy mógł mieć Miś
          nieszczęśliwy wypadek i stracić nogi w wypadku, co jest niewątpliwym "dowodem",
          że orzekać winy nie należy...

          smile)
          • z_mazur Re: Bywasz misztrzem demagogii i relatywizmu. 21.06.08, 12:45
            > Fakt, że Miś podjął decyzję (o rozwodzie bez orzekania), której konsekwencją
            > jest niezadowolenie próbujesz ciągnąć dalej i sugerujesz, że mógłby być także
            > niezadowolony z orzekania.

            Oczywiście, bo nic nie wskazuje na to, że orzekanie cokolwiek by zmieniło w sytuacji Misia. To jest tylko jego subiektywne odczucie.

            Z doświadczeń osób z tego forum, o których piszą w kontekście walki o orzekanie, to poza chwilowym poczuciem euforii po wywalczeniu orzeczenia winy (które często wynika po prostu z poczucia ulgi, że proces się wreszcie kończy), nie słyszałem o jakichś innych pozytywach z tego wynikających. Wręcz przeciwnie, zdarza się, że pojawiają się głosy (szczególnie po opadnięciu emocji i złapaniu dystansu do własnego rozwodu), że to nie było warte takiego zachodu.
            • aron95 Re: Bywasz misztrzem demagogii i relatywizmu. 21.06.08, 13:14
              Ale sama satysfakcja z orzeczenia ma wpływ terapeutyczny .
              Czas emocje zawsze leczy
              Do psychologa tez chodziłeś i jakie efekty Ci przyniósł ?
              To samo by czas sprawił .
              • teuta1 dziękuję wszystkim... 21.06.08, 13:31
                Tricolour chyba najlepiej ujął, co myślę. W ogóle relacje między m a
                mną wynikły takie, że jak go traktuję jak kolegę, co "zbłądził", to
                jest do rany przyłóż. Gdy próbuję coś wyegzekwować, np. odbieranie
                przez niego telefonów od starszego syna podczas pobytu u kochanki
                (tatuś obiecał dziecku, że może dzwonić o kazdej porze, a potem to
                ja pocieszam zapłakanego małolata), to jestem FU! Gdy dążę do
                podziału mieszkania, przepisania rachunków, słowem czynności
                wskazujących na moją chęć oddzielenia sie od m, to jestem fu. Stąd
                gdzieś tam w głębi ducha przekonanie, że może on naprawdę do licha
                nie widzi, że sam jest fu. Bo jak nie odbiera telefonów i oszukuje,
                to znaczy, że ja nic nie wiem. A skoro tak, to można równolegle
                funkcjonować w dwóch rzeczywistościach - Hestia boginii ogniska
                domowego poda przecież herbatę, jak się przyjdzie do dzieci i z
                toalety można skorzystać, i zasnąć na kanapie (!), bo przecież nie
                będzie się darła - w końcu, jak mawia mój mąż - jesteśmy
                cywilizowani. A potem w inną rzeczywistość. I poprzestawiać dni
                spotkań na te wygodne dla kochanki, bo żona dzieciom nie odbierze
                możliwości spotkania z tatą, ba! sama mu to ułatwia. Stąd takie
                wewnetrzne walki u mnie. Moze do faceta dotrze jak zobaczy karteczkę
                z wyrokiem? Takie karteczki mogą mieć dziwne moce... Nie wiem,
                zdurniałam. Coś wybiorę, w każdej chwili mogę przecież
                zmienić.Chwała Bogu już niedługo koniec - jeszcze w tym roku, mam
                nadzieję.
                • tricolour Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 13:46
                  ... a ja chce zwrócić uwagę na jedną jeszcze rzecz.

                  Dzieci uczymy prawdomówności, wpajamy szczytne zasady, zaszczepiamy ideały.
                  Pokazujemy świat naszych marzeń i takich standardów zachowań, które odbieramy
                  jako pożądane i właściwe dla własnego rozwoju i bezpieczeństwa.

                  To dlatego syn chce orzekania winy, bo jest winny i tak go NAUCZYLIŚCIE. W nie
                  ma jeszcze kombinatorstwa, chadzania na kompromisy i lawirowania między ceną, a
                  potencjalnym zyskiem okupionym sprzedażą cząstki siebie.
                  • teuta1 Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 13:50
                    No, jak ktoś czyta dziecku "Serce" Amicisa i mówi o zachowaniach
                    godnych i honorowych, to potem siedzi jak ta dupa wołowa i się
                    zastanawia... gdzie godność, honor, cierpliwość, wytrzymałość, co
                    można stracić, czy gośc będzi się mścił, czy to długo potrwa, czego
                    naprawdę chcę .... Niepotrzebne skreślić.
                    • tricolour Masz rację... 21.06.08, 13:52
                      ... ale można zastanowić się także nad własną godnością, honorem,
                      wytrzymałością... To jest o wiele ważniejsze niż czyjeś.
                      • teuta1 Re: Masz rację... 21.06.08, 14:12
                        To właśnie ja czytałam mu Amicisa... i sama też siebie tak
                        wychowałamwink
                        • tricolour Bardzo się cieszę... 21.06.08, 14:19
                          ... że szukasz odpowiedzi na pytanie: czy deklarowane zasady znajdują realizację
                          w czynach?
                        • a.niech.to Re: Masz rację... 21.06.08, 21:06
                          Jedno jest niepodważalne, w przeciwieństwie do zasad, w zgodzie z
                          sobą.
                      • a.niech.to Re: Masz rację... 21.06.08, 21:04
                        tricolour napisał:

                        > ... ale można zastanowić się także nad własną godnością, honorem,
                        > wytrzymałością... To jest o wiele ważniejsze niż czyjeś.
                        ..albo wartościami z całkiem innej parafii.
                    • a.niech.to Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 21:03
                      ...grzechów odpuszczenie... żywot wieczny ....Jak to dalej szło? Bo
                      to zdecydowanie nie moja działka.smile
                      • teuta1 Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 21:09
                        Mie, to nie to. Chrystus mówił: Badźcie albo gorący, albo zimni.
                        Niech wasze słowa bedą jasne - tak, tak, nie, nie. I to piszę ja,
                        która od lat w kościele nie byłam, oprócz dnia komunii syna.
                        • manderla Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 21:15
                          teuta1 napisała:

                          > Mie, to nie to. Chrystus mówił: Badźcie albo gorący, albo zimni.
                          > Niech wasze słowa bedą jasne - tak, tak, nie, nie. I to piszę ja,
                          > która od lat w kościele nie byłam, oprócz dnia komunii syna.

                          Smiem kwestionować
                          Z "tak, tak, nie, nie" się zgadzam. Ale z " zimni albo goracy" -
                          juz nie. Nie sprawdza się w zyciu. każdą herbatę mozna przesłodzić,
                          ewentualnie zagotować tak, aż wyparuje....

                  • sylwiamich Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 13:51
                    A czego jest winny? Że przestał kochać? Czy że tego że nie potrafi
                    zyć w kłamstwie? A może że zdradził? Albo że nie potrafi być mężem?
                    Albo że jest kurwiarzem? Albo że....potrafisz go ocenić z pewnością?
                    Bo taką ocenę wpajamy dzieciom.Ja chcę żeby byli szczęśliwi i
                    potrafili walczyć o swoje szczęście.Dla mnie szczęście to nie
                    poświęcenie.....ono zbyt dużo kosztuje.Najprostrze odpowiedzi sa
                    najwłaściwsze.
                    • tricolour Najprostsze odpowiedzi są... 21.06.08, 13:55
                      ... najprostsze i nic więcej. Nie ma żadnej pewności, że są właściwe.

                      Od samego początki piszę, by orzekać winę, gdy jest winny. To znaczy, że
                      najpierw musi być konkretna wina, a dopiero potem orzekanie. Nie na siłę
                      wyszukiwanie, co by tu podpasowało do procesu.
                      • sylwiamich Re: Najprostsze odpowiedzi są... 21.06.08, 14:00
                        Wina bez oceny...bez bólu, bez pozornego zrozumienia spraw dorosłych
                        w młodości, która nie znosi wiolowymiarowości.
                        • tricolour Wiesz co... 21.06.08, 14:04
                          ... jestem przekonany, że każdy wie (lub czuje) czy jest winny, czy nie.

                          Z trudności przyznania się do winy biorą sie dziwnie zracjonalizowane,
                          zawoalowane konstrukcje. Nie mam problemu w zobaczeniu własnej winy (lub jej
                          części) w wydarzeniach, w których uczestniczę.
                          • sylwiamich Re: Wiesz co... 21.06.08, 14:26
                            tricolour napisał:

                            > ... jestem przekonany, że każdy wie (lub czuje) czy jest winny,
                            czy nie.
                            >


                            A co jeśli Twoje poczucie niewiny kłóci się z jego poczuciem niewiny?
                            I po kiego ta wina...nie dogadaliśmy się.Nie pasowaliśmy.Nie
                            potrafiłam/łem Cię uszczęśliwić.Wina/kara/teretyczna zapłata.W
                            dupę....dla mnie? Czy dla Ciebie...dla spokoju mojego?Prawda bywa
                            złudna...bo czyjaś...
                            • tricolour Chcesz mi powiedzieć... 21.06.08, 14:35
                              ... że w Teuty przypadku (a może być tylko mowa o jakichś przypadkach, by
                              umocować gdybanie w rzeczywistości) mąż odchodzący do innej kobiety i
                              zostawiający żonę z małymi dziećmi może mieć w ogóle cokolwiek do powiedzenia?

                              Może zdaniem może tylko przyznać się do winy.
                              • sylwiamich Re: Chcesz mi powiedzieć... 21.06.08, 14:59
                                Pomiezy zostawieniem a opuszczeniem jest dużo kolorów...Wielokrotnie
                                pisałam o tym że kochaać można kogoś innego, zostawić kogoś można
                                będąc człowiekiem i ojcem.
                    • teuta1 Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 13:59
                      Że miał przez rok wobec nas buzię pełną frazesów i "uczył" nas
                      moralnosci i właściwych postaw, a kombinował, że nie potrafił się
                      wcześniej przyznać, że kosztem czasu który mógł spędzić z dziećmi i
                      mną (ponoć nadal bezganicznie nas kocha) wracał, gdy dzieci spały, a
                      ja padałam na twarz, że na próby naprawy związku i wspólnego wyjazdu
                      odpowiadał "z każdym, byle nie z Tobą", po czym płakał, przynosił
                      kwiaty i szukał dla nas mieszkania. Że teraz nadal przychodzi i
                      mówi, że kocha, że w marcu prosił o sznsę dla naszego związku , a po
                      mojej zgodzie odpowiedział, że już się rozmyślił. Gdyby mówił jak
                      człowiek, że nie kocha, nie potrafi, gdyby w ubiegłym roku umiał
                      pójść ze mną na terapię, albo cokolwiek wybrać, chyba czułabym się
                      lepiej, zreszta kurczę nie wiem. To Wy jesteście starymi
                      rozowdnikami, macie pewne kwestie przepracowane.
                      • sylwiamich Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 14:02
                        Teuta...Ty od pierwszej chwili wiedziałaś co należy zrobić i czułaś
                        co należy?Rozumiem Twój ból...szkoda że w nim siedzi dziecko....
                        • teuta1 Re: Decyzję podejmiesz sama... 21.06.08, 14:08
                          Czekaj, bo się poryczałam... Nie, właśnie nie wiedziałam, nie
                          wiedziałam co się dzieje i z nerwów wyhodowałam sobie guza w piersi.
                          Czekałam na to dziecko dość długo - dawało mi i synkom niepotrzebną
                          nadzieję. Dziecko jest szczęśliwe, jak je traktuję jak kolegę.
                          Pewnie że mam poczucie własnej niedojrzałości, ale ostatnio 50-latka
                          w pracy powiedziała mi, że są kwestie, w których czuje sie jak
                          gówniara, bo nigdy z nimi nie miała do czynienia. I co z tego że na
                          płaszczyźnie psychologicznej to ja nawet jestem w stanie go (m)
                          zrozumieć. Ale życie to czyny, nie myśli i deklaracje, to alimenty,
                          płaczące w nocy dzieci, to rachunki, to w końcu próba wyjścia z
                          twarzą z relacji, w której mam robić za mamę, która nie ukarze i
                          zrozumie.
            • tricolour A ja słyszałem co innego... 21.06.08, 13:49
              ... niedawno wyczytałem, jak (Akacja, zdaje się) napisała, że dopiero po latach
              widzi sens orzekania winy.

              Ja też patrze na to z perspektywy lat 12 i widzę sens pielęgnowania porządku
              rzeczy.
      • tropfe36 Re: Syn ma rację... 21.06.08, 14:01
        Sprawa nie musi się przedłużać.To zależy głównie od Twojego męża czy zgodzi się
        na rozwód z orzeczeniem jego winy. Jeżeli będzie stawiał opór, to oczywiście
        będziesz musiała mu tą winę udowodnić. To będzie trwać, zapewne będą zeznawać
        świadkowie. Mój rozwód trwał 10 min. i dostałam z orzeczeniem winy
        męża.Wiedział,że w odpowiedzi na jego pozew wnioskowałam o taki właśnie rozwód.
        • lapina Re: Syn ma rację... 21.06.08, 14:58
          Teuta1 - miałam podobny problem i ponad rok sie z nim borykałam wina eksa była
          ewidentna - dowody mam. Mogę składać, tylko po co ? czy warto? Większość moich
          przyjaciół znajomych i rodziny uważała że powinnam składać z orzekaniem... ale
          ja po namyśle(ponad rocznym!) doszłam do wniosku, że pod pewnymi warunkami,
          jestem w stanie odstąpić od orzekania o winie. Była to moja decyzja(kierowałam
          się oczywiście różnymi argumentami dotyczącymi zarówno mnie jak i dzieci)Czy
          postąpiłam słusznie okażę się pewnie po jakimś czasie. W tej chwili jednak mam
          poczucie, że zamknięcie pewnego etapu pomaga mi i moim córkom wrócić do
          równowagi. A eks, jak narazie postępuje tak jak wcześniej, straszy odebraniem
          praw rodzicielskich itp, ale wiem że zawsze dowody, które mam mogę wykorzystać w
          sądzie przeciwko niemu (gdyby była taka potrzeba).
          Teuta przemyśl, przeanalizuj, wypisz za i przeciw i podejmij decyzję! Życzę
          powodzenia, ściskam serdecznie, jakbyś potrzebowała wsparcia pisz -chętnie Ci pomogę
          • tricolour Pozwól, że się nie zgodzę... 21.06.08, 15:08
            ... skoro piszesz "wiem że zawsze dowody, które mam mogę wykorzystać w sądzie
            przeciwko niemu (gdyby była taka potrzeba)" oznaczają, że nie ma jeszcze
            "zamknięcia pewnego etapu".

            Zamknięcie etapu byłoby wtedy gdybyś nie musiała trzymać haków na potrzeby
            przyszłego procesu.
            • manderla Re: Pozwól, że się nie zgodzę... 21.06.08, 15:17
              Ja tez sie nie zgodzę. Ale z Tobą.
              Jesli moj były teraz płaci wg naszych ustaleń, a nie sądu (bo tak
              kiedys postanowilismy i sie tego trzymamy), to to jest ok. Ale tez
              jestem w stanie haki wyciągnąć, jakby sie mu cos odwidziało. Aby
              przywołać do porzadku i przypomnieć, jakie ustalenia zostały
              powziete. Ale to wszystko nie znaczy, ze "etap" nie jest zamkniety.
              Jest. Tylko nie ubiegałam sie o sadowne rostrzygnięcia naszych spraw
              finansowych, bo.... jestesmy dorosłymi ludzmi i potrafimy sie
              dogadać. I, pomimo tego, co zaszło i gdzie i czyja jest wina,
              szanujemy sie nawzajem i przestrzegamy pewnych zasad. Przynajmniej
              jesli chodzi o kwestie fiansowe.
              • tricolour Twoje relacje z mężem... 21.06.08, 15:23
                ... są jednak inne niż Lapiny, która pisze "A eks, jak narazie postępuje tak jak
                wcześniej, straszy odebraniem praw rodzicielskich itp".
            • lapina Re: Pozwól, że się nie zgodzę... 21.06.08, 17:32
              Jak się ma eksa, który ma kłopoty z substancjami zmieniającymi świadomość nie
              jest to możliwe, przynajmniej dla mnie to tak wygląda... zresztą eks Cathy
              należy do tej "samej kategorii eksów".
              W tym przypadku nie można mówić o zamknięciu do końca jakiegoś etapu, niestety sad
              I nie sądzę aby kiedykolwiek było możliwe, chyba że eks opuści ten świat....
    • zielona_ropucha Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 19:14
      Nie wciagaj do tego syna,jest już i tak dostatecznie zamieszany w to
      bagno...ja żałuje,że mój coraz więcej rozumie,bo po prostu nie
      wiem,jak chronić dziecko przed prawdą,którą pozna...
      • akacjax Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 20:41
        Rozdzieliłabym tematy-jeden zachowania dziecka. To bardzo dziwne,
        świadczy o słabej relacji z ojcem i o wielkim strachu, by i mama go
        nie opuściła, stąd pilnowanie, podsłuchiwanie...
        I nie wiem, czy nie przydałby się terapeuta.

        Drugi temat-orzekanie winy.
        Co do orzekania-tak jak pisał Tri-potwierdzam swoje zdanie. Życie
        jest tak skomplikowane, zwłaszcza gdy się jest młoda matką
        zostawioną z małymi dziećmi, że w przypadku ewidentnej winy m. jaką
        jest odejście do innej kobiety nie warto zgadzać się z tym odejściem
        w sposób potakujący, jakby nic się nie stało.
        Sąd w Polsce ma obowiązek orzekania winy, jeżeli strony zgodnie
        chcą od tego odstąpić-nie musi. Wg mnie danie takiej zgody, gdy m.
        odchodzi do kochanki, to jakby potwierdzenie-miał prawo, a może
        nawet: "moja wina, że do tego doszło..."

        Jednak każdy sam decyduje o sobie, o tym, co woli, co niby wybiera.
        Wiadomo to, co dobre dla nas dziś(i wygodne) takie nie musi być
        jutro-ale takie jest życie.
        • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 20:48
          No więc mam poczucie, ze zgadzając się udzieliłabym przyzwolenia.
          Mama (czyli ja) mówi przecież, że nic się nie stało...

          Co do młodego, to na samym początku po odejściu męża, gdy mieszkał
          w hotelu, zdarzyło się, że poprosił, żebym nocowała gdzie indziej,
          bo się mnie wsytdzi, a chce być z dziećmi. I potem młody mówił mi,
          że bał się, że i ja sobie pójdę... Ale nigdy wiecej to się nie
          powtórzyło. Nigdy potem nie wyszłam. Jeśli chodzi o relacje - synek
          krępuje się ojca, choć chciałby żeby tata był jego przyjacielem. Ale
          jak mieć głębokie relacje z tata, który był obecny w życiu starszego
          dziecka 20 minut dziennie wieczorem i ze trzydzieści rano? A w
          weekendy uciekał do pracy, albo spał. Mój mąż nie zna ojca,nie wie
          nawet, kto nim jest - ojciec to dla niego zupełnie puste słowo,
          wychowali go dziadkowie, bo mama pracowała w innym mieście. Gdybym
          miała dzisiejszą mądrość, nie byłabym z człowiekiem, który nie wie,
          ze w rodzinie można się kochać i kłócić, że tata to wzór itp.
        • z_mazur Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:10
          > Sąd w Polsce ma obowiązek orzekania winy, jeżeli strony zgodnie
          > chcą od tego odstąpić-nie musi. Wg mnie danie takiej zgody, gdy m.
          > odchodzi do kochanki, to jakby potwierdzenie-miał prawo, a może
          > nawet: "moja wina, że do tego doszło..."

          Oczywiście można odstąpienie od orzekania widzieć w ten sposób. A można również w taki, że każde małżonków nas ma swoją wersję wydarzeń i swoją ocenę sytuacji i nie potrzebuje do tego grzebania w naszych prywatnych sprawach trzecich osób.

          Myślisz, że jeśli facet (albo kobieta) nie poczuwa się do winy to orzeczenie sądu cokolwiek zmieni (nie bierzemy tu pod uwagę sytuacji gdy któraś ze stron poczuwa się do winy i bierze ją na siebie dobrowolnie)? Będzie sobie racjonalizować na tysiąc sposobów swoją niewinność i spisek wszystkich wkoło (sądu, świadków, współmałżonka), a we własnym przekonaniu będzie się czuł niewinny.

          W takim przypadku orzeczenie nie ma najmniejszego znaczenia i cały wysiłek poniesiony przez stronę, która tego orzekania się domaga sprowadza się do satysfakcji wynikającej z tego, że trzecia osoba (obca i z autorytetem) widzi sytuację podobnie jak ja.

          I to wszystko kosztem wielomiesięcznej nerwówki i szarpania się. Często popsutych relacji ze świadkami i rodziną, albo drugiego rodzica z dziećmi.

          Jak dla mnie orzekanie gdy nie ma konkretnej potrzeby (alimenty na siebie, lub uniknięcie płacenia alimentów) nie ma sensu.
          • manderla Zgadzam sie z Tobą Mazur. n/txt 21.06.08, 21:24
        • z_mazur Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:15
          I jeszcze jedno, czy w winie najważniejsze jest odejście, czy najistotniejsze jest to, że się odchodzi do kogoś? Czy odejście od młodej matki do "nikogo", bo się po prostu przestało ją kochać, powodowałoby, że winy nie ma? Co powoduje tą winę? Tkwienie w związku bez miłości ma sens? Czy jeśli się nie kocha to ma znaczenie, czy się przestało kochać ot tak po prostu, czy to że się zakochało w kimś innym?
        • manderla Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:20
          akacjax napisała:
          gdy m.
          > odchodzi do kochanki, to jakby potwierdzenie-miał prawo, a może
          > nawet: "moja wina, że do tego doszło..."
          >

          Wina nigdy nie lezy po jednej stronie. Nigdy.
          Dlatego osobiście uwazam, że nie ma co świętego z siebie robić i
          wytykając palcem mówić w sądzie "tea culpa".
          Kto bez winy , niech pierwszy rzuci kamieniem.
          • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:28
            Ale ja chciałam ratować i nie ja wprowadziłam kochankę jako
            przyspieszacz rozpadu. Nie prowadziłam życia równoległego. Nie
            chodziłam do łóżka z dwiema osobami. Nie odpowiadałam przeczaco na
            pytania, czy jest problem, czy kogoś ma.
            • z_mazur Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:32
              Umiejętność budowania dobrych związków polega między innymi na umiejętności stawiania granic. Tobie tej umiejętności zabrakło.
              Wina nie polega tylko na działaniu, ale również na zaniechaniu.
              Sądy w Polsce wprawdzie aż tak tego nie widzą, co nie znaczy, że to nie ma znaczenia.
              • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:38
                Pisząc "zaniechanie", masz na myśli mnie? Że nie odeszłam wrazz
                dziećmi w momencie, gdy czułam, czego mi brakuje?
                • z_mazur Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:43
                  Nie chciałbym, żebyś to odebrała jako atak na Ciebie i obciążanie Cię winą, ale albo podjęłaś niewłaściwą decyzję w momencie wyboru partnera, bo nie dostrzegałaś jego cech uniemożliwiających stworzenie zdrowego związku, albo pozwoliłaś mu te cechy wytworzyć w trakcie trwania związku swoją postawą. Oczywiście to trochę przypomina wiktymologię. Na ile ofiara jest prowokatorem sytuacji w której staje się ofiarą...?
                  • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:51
                    No i tu masz rację. Poblem zaczął się, gdy zażądałam partnerstwa i
                    współpracy. A moze mi to potrzebne, żebym przestała czuć, że mam mu
                    coś ułatwić? Dlaczego ten prawnik z wykształcenia znakomicie
                    powołuje sie na swoje prawa przy podziale majątku, dba o to, żeby
                    alimenty nie obniżyły jego zdolności finansowej, a jednoczesnie chce
                    przeprowadzenia rozowdu na swoich prawach, czyli w "cywilizowany
                    sposób", czytaj tak, żeby się nie ubłocić?
                    • manderla Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:57
                      Powiedziałas mu to, tak, jak to tu napisałaś?


                      ps. masz maila.
                      • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 22:07
                        Powiedziałam. Odpowiedzią było wruszenie ramion. Emocjonalna jestem.
                        • z_mazur Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 22:13
                          I myślisz, że taki ktoś wyciągnie jakiekolwiek wnioski z orzeczenia winy?
                          • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 22:22
                            Nie wiem. Ale czy prawo można traktować wybiórczo? Jesli mi
                            odpowiada, to będę używał tych instrumentów. W innym przypadku będę
                            gryzł i się nie przyznam, bo nie będę wyciągał intymnych szczegółow
                            w sadzie. Dlaczego nie była ważna opinia sąsiadów, przyjaciół, a
                            nagle super ważna jest opinia sądu składającego się z obcych? Bo
                            niezależny organ powie: facet, dałes ciała z tym kombinowaniem?
                          • tricolour Nie o to chodzi... 21.06.08, 22:29
                            ... podczas orzekania winy zdanie winnego, jego odczucia można mieć w głębokim
                            poważaniu.

                            Winę orzeka ofiara dla SIEBIE. To ofiara odbudowuje poczucie wartości własnej
                            poprzez sprawiedliwość.
                            • sylwiamich Re: Nie o to chodzi... 21.06.08, 22:35
                              tricolour napisał:

                              > ... podczas orzekania winy zdanie winnego, jego odczucia można
                              mieć w głębokim
                              > poważaniu.
                              >
                              > Winę orzeka ofiara dla SIEBIE. To ofiara odbudowuje poczucie
                              wartości własnej
                              > poprzez sprawiedliwość.


                              I to jest prawda.Tyle że mi to nie było do niczego
                              potrzebne.Poczucie wartości i tak mam zawyżonewink)
                            • manderla Re: Nie o to chodzi... 21.06.08, 22:36
                              powiedziec sobie, ze sie jest ofiarą, to niejako samemu sobie
                              przykleic łatkę. Za tym tez idą odpowiednie odczucia, zachowania.
                              Wole podejście: facet nie był mnie wart i jest jednym wielkim g...
                              Trudno, pomylka. Nie pasowalismy.
                              W ten sposb sama sie nie pakuje w postac ofiary, a jemu daje prawo
                              do popelnienia błedów. Niech spada. Nie pasowaliśmy do siebie. Nie
                              chce być z takikm człowiekiem. A juz na pewno nie z katem.
                              Ja nie jestem ofiarą, on nie jest katem. Był tylko nie odpowiednim
                              (nie odpowiedzialnym) człowiekiem.
                              • tricolour Bardzo niebezpieczne sformułowanie... 21.06.08, 22:42
                                ... "prawo do popełniania błędów" bo graniczy z przemocą i manipulacją.

                                W sumie można mieć nawet dziecko w dupie i złamanego grosza alimentów nie dać, a
                                tłumaczyć prawem (!!!) do popełniania błędów.
                                • sylwiamich Re: Bardzo niebezpieczne sformułowanie... 21.06.08, 22:44
                                  Prawo do popełniania błędów zakłada ich zauważenie i naprawę.Gdyby
                                  tego prawa nie było...nikt do nich by się nie przyznawał.Zresztą
                                  wpajam to dzieciom codzinnie.
                                  • manderla Re: Bardzo niebezpieczne sformułowanie... 21.06.08, 22:51
                                    sylwiamich napisała:

                                    > Prawo do popełniania błędów zakłada ich zauważenie i naprawę.Gdyby
                                    > tego prawa nie było...nikt do nich by się nie przyznawał.Zresztą
                                    > wpajam to dzieciom codzinnie.

                                    No, to juz nie będe wypowiadać. Wyręczyłaś.
                                  • a.niech.to Re: Bardzo niebezpieczne sformułowanie... 22.06.08, 06:45
                                    sylwiamich napisała:

                                    > Prawo do popełniania błędów zakłada ich zauważenie i naprawę.Gdyby
                                    > tego prawa nie było...nikt do nich by się nie przyznawał.
                                    Zrozumienie często przychodzi tak późno, że pozostaje jedynie żyć
                                    dalej z poczuciem winy/błędu. Wielki to ciężar. Brak odpuszczenia i
                                    możliwości naprawy wyrządzonej krzywdy to jedna z najcięższych kar.
                                • a.niech.to Re: Bardzo niebezpieczne sformułowanie... 22.06.08, 06:38
                                  tricolour napisał:

                                  > ... "prawo do popełniania błędów" bo graniczy z przemocą i
                                  manipulacją.
                                  >
                                  > W sumie można mieć nawet dziecko w dupie i złamanego grosza
                                  alimentów nie dać,
                                  > a
                                  > tłumaczyć prawem (!!!) do popełniania błędów.
                                  Łatwo odróżnić błąd od zrzucania z siebie winy. Jeśli u innych jest
                                  przestępstwem z premedytacją to, co u mnie zaledwie błędem, brak
                                  uczciwości, w tym - a może przede wszystkim - wobec siebie, jest
                                  ewidentny.
                            • z_mazur Re: Nie o to chodzi... 21.06.08, 22:45
                              Ale to bardzo kosztowny emocjonalnie sposób na odbudowanie poczucia wartości, a bezwzględność drugiej strony może go jeszcze dodatkowo utrudnić, albo zaburzyć.

                              Lepiej tą energię poświęcić na psychoterapię, żeby móc myśleć o całej sytacji w taki sposób jak pisze Mandrela.
                              • tricolour A dlaczego ma być mało kosztowny... 21.06.08, 22:47
                                ... emocjonalnie skoro małżeństwo to taka ważna rzecz?
                                • sylwiamich Re: A dlaczego ma być mało kosztowny... 21.06.08, 22:48
                                  tricolour napisał:

                                  > ... emocjonalnie skoro małżeństwo to taka ważna rzecz?


                                  Ludzie w tym są ważni, nie małżeństwo samo w sobie.
                                  • a.niech.to Re: A dlaczego ma być mało kosztowny... 22.06.08, 06:54
                                    Małżeństwo jest wypadkową sił.big_grin
                                • manderla Re: A dlaczego ma być mało kosztowny... 21.06.08, 22:57
                                  A czy warto, aby tylko udowodnić winę i postawic kropkę nad "i",
                                  wypruwac sobie zyły, wyniszczac się aby tylko dokopać??
                                  Oczywiscie, sa bardzo rózne sytuacje w zyciu, ale mimo wszystko
                                  uwazam, ze zadna to satysfakcja dupkowi dokopać. Żadna. Szkoda
                                  brudzic ręce nawet.
                                  • sylwiamich Re: A dlaczego ma być mało kosztowny... 21.06.08, 23:00
                                    Czasami warto...to tak męczy że ma się juz dość.Wtedy rozwód
                                    pprzyjmuje się z ulgąsmile)
                                    • manderla Re: A dlaczego ma być mało kosztowny... 21.06.08, 23:06
                                      Nie wiem, może.
                                      ja mam taki problem, ze nie odnajduję w sobie wsciekłosci,
                                      nienawiści i chęci zemsty. Nie wiem z czego to wynika. Albo ze
                                      slabości i strachu, ze wsciekłosc drugiej strony bedzie mocniejsza i
                                      sie pogrążę w ten sposob jeszcze bardziej i niczego nie uzyskam,
                                      albo tez, podświadomie boje się, ze jesli pozwolę sobie na
                                      ścieklość, to ona przede wszystkim mnie zeżre, a nie ta druga stronę.
                                      Tak czy inaczej, masochistką raczej nie jestem. Wolę odpuścić.
                                      Wolnemu wola.
                                  • tricolour Dlaczego ścigamy złodzieja... 21.06.08, 23:08
                                    ... radyjka z samochodu? Toż to raptem parę złotych i okazja do wymiany na
                                    nowszy model. Dlaczego ścigamy? Przecież nie musimy lecieć na Policje ze skargą...
                                    • z_mazur Re: Dlaczego ścigamy złodzieja... 21.06.08, 23:12
                                      Nie my ścigamy tylko społeczeństwo.
                                      My tylko zgłaszamy przestępstwo, resztą zajmuje się instytucja do tego powołana.

                                      Jeśli robimy coś sami, to nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, tylko ze zwykłą zemstą. W każdym cywilizowanym społeczeństwie unika się rozwiązywania konfliktów bezpośrednio pomiędzy ofiarą i sprawcą.

                                      Gdyby "wina" za rozpad małżeństwa była kwestią tak istotną społecznie, to rozpatrywałby ją sąd karny, a nie rodzinny.
                                      • tricolour Z zemstą? 21.06.08, 23:17
                                        Mnie kradli radio parę razy i nigdy nie zawiadamiałem Policji z zemsty. Prędzej
                                        z obrzydzenia, że mi ktoś łaził po aucie i paluchami dotykał, że przekroczył
                                        granice i wdarł się na mój teren.

                                        To ja ścigałem złodzieja za pomocą Policji. To mnie pytano w sądzie (po
                                        złapaniu) czy podtrzymuję zgłoszenie przestępstwa - czyli ja decydowałem. Żadne
                                        tam społeczeństwo...
                                        • manderla Re: Z zemstą? 21.06.08, 23:20
                                          tricolour napisał:
                                          Prędzej z obrzydzenia, że mi ktoś łaził po aucie i paluchami
                                          dotykał, że przekroczył granice i wdarł się na mój teren.

                                          Tutaj to mam podobne odczucia.
                                          • a.niech.to Re: Z zemstą? 22.06.08, 07:17
                                            Kradzież i zdrada - wychodzi na to samo.big_grin
                                            O święte prawo własności!
                                            • sylwiamich Re: Z zemstą? 22.06.08, 07:24
                                              a.niech.to napisała:

                                              > Kradzież i zdrada - wychodzi na to samo.big_grin
                                              > O święte prawo własności!


                                              W "chłopcu z latawcem" afgańczyk tłumaczył swojemu synowi że jest
                                              tylko jedno przykazanie...nie kradnij.Cudzych żon, życia,prawdy.W
                                              ogóle polecam ją bardzo...jest o moralności prakycznej.
                                        • z_mazur Re: Z zemstą? 21.06.08, 23:24
                                          Gdybyś sam chciał złapać złodzieja i ukarać go, to by była zemsta.
                                          Robiąc to za pośrednictwem organów do tego powołanych, uczestniczyłeś w akcie sprawiedliwości. Takimi sprawami jak kwestia kary odpowiedzialności za czyny zajmuje się sąd karny w oparciu o kodeks karny.

                                          Nie bez powodu kwestia "winy" i ewentualnej związanej z tą winą odpowiedzialności finansowej za rozpad małżeństwa jest rozpatrywana przez sąd rodzinny (będący sądem cywilnym) w oparciu o kodeks rodzinny (będący częścią kodeksu cywilnego).

                                          Po to jest właśnie powołany sąd cywilny, by rozpatrywać spory pomiędzy obywatelami jeśli oni nie są na tyle dojrzali by ten spór rozwiązać sami pomiędzy sobą.

                                          Kwestia winy jest tu pewnym pojęciem umownym, którego wystąpienie rodzi pewną odpowiedzialność. W sądzie cywilnym nie chodzi o karanie kogokolwiek, tylko o rozstrzyganie sporów pomiędzy ludźmi.
                                          • z_mazur Tak sobie teraz myślę... 21.06.08, 23:30
                                            ...że właściwsze byłoby chyba posłużenie się w kodeksie rodzinnym nie określeniem "wina" tylko "odpowiedzialność".
                                            • tricolour Ha! 21.06.08, 23:33
                                              Kiedyś nawet taki post popełniłem o rozdziale winy i odpowiedzialności.

                                              Tylko z pojęciem odpowiedzialności wiąże się - w moim rozumieniu - pojęcie
                                              zadośćuczynienia, naprawy krzywd.
                                              • a.niech.to Re: Ha! 22.06.08, 07:20
                                                tricolour napisał:

                                                > z pojęciem odpowiedzialności wiąże się - w moim rozumieniu -
                                                pojęcie
                                                > zadośćuczynienia, naprawy krzywd.
                                                Jedni poczuwają się sami, wręcz mają taką potrzebę; innych trzeba
                                                ździebko przymusić.
                                            • manderla Re: Tak sobie teraz myślę... 21.06.08, 23:33
                                              Zdaje się , ze jest cos takiego: odpowiedzialność na zasadzie winy.
                                              Dwa w jednym dokładnie wink
                                              • manderla Re: Tak sobie teraz myślę... 21.06.08, 23:41
                                                No właśnie i poszukała, bo mi sie o uszy obiło i znalazłam, chyba to
                                                jest to: (z wiki)

                                                Odpowiedzialność na zasadzie winy - Opiera się na etycznym
                                                założeniu, że ten, kto swoim zawinionym czynem wyrządził komuś
                                                szkodę, powinien ponosić konsekwencję swego zachowania i wyrównać
                                                poszkodowanemu doznaną przez niego szkodę (por. art. 415 i 471
                                                Kodeksu Cywilnego).


                                                Tym się Tri kierujesz?

                                                • tricolour Tak. 21.06.08, 23:46
                                                  Z tym, że w podanym przez Ciebie cytacie są dwie sprawy:

                                                  1. powinien ponosić konsekwencję swego zachowania,
                                                  2. wyrównać poszkodowanemu doznaną przez niego szkodę.

                                                  Na razie omawiamy w tym wątku pkt 1.
                                                  • manderla Re: Tak. 22.06.08, 01:21
                                                    tricolour napisał:

                                                    > Z tym, że w podanym przez Ciebie cytacie są dwie sprawy:
                                                    >
                                                    > 1. powinien ponosić konsekwencję swego zachowania,
                                                    > 2. wyrównać poszkodowanemu doznaną przez niego szkodę.
                                                    >
                                                    > Na razie omawiamy w tym wątku pkt 1.

                                                    Jak dla mnie jest to jedno i to samo, bowiem poniesienie
                                                    konsekwencji zachowania takiego czy innego (domyslnie:
                                                    nieodpowiedniego) równa się wyrównanie krzywdy.
                                                    Bo inaczej jakie maja byc konsekwencje? pięciominutowe wyrzuty
                                                    sumienia?
                                                    Wiem o co ci chodzi, ale nie rozdzielałabym tego na dwa punkty.
                                                    Krzywda -> Konsekwencje (= zadośćuczynienie).
                                                  • a.niech.to Re: Tak. 22.06.08, 07:23
                                                    Wskazałabym jeszcze na różnice między etyką a osobniczą
                                                    moralnością.wink
                                            • teuta1 Re: Tak sobie teraz myślę... 21.06.08, 23:37
                                              Właśnie o tym myślałam przed chwilą. Że bez orzekania o winie znaczy
                                              tak naprawdę: nie podejmujemy się osądzać, a wy i tak wiecie, jak
                                              było. A w pozwie można opisać prawde i zaznaczyć, że ze względu na
                                              to iż mąż deklaruje długą walkę odstępuje się od orzekania. I wtedy
                                              nie miałabym poczucia, że jako jeszcze małżonka firmuję swoim
                                              nazwiskiem i stanem cywilnym tę aberracj. Nie wiem. Na razie łaże z
                                              dwoma pozwami w torebce.
                                              • tricolour Palę, ale nie zaciągam się... 21.06.08, 23:46
                                                ... tak też można.
                                                • teuta1 Re: Palę, ale nie zaciągam się... 21.06.08, 23:49
                                                  Sugerujesz, ze to jak bycie trochę w ciąży? A kto sie dzieckami
                                                  zajmie, jak wdam się w walkę? Kurna, trudno mi jest.
                                                  • tricolour Nie wiem... 21.06.08, 23:51
                                                    ... każda decyzja to zyski i straty - nie ma innych.
                                              • manderla Re: Tak sobie teraz myślę... 21.06.08, 23:50
                                                Słuchaj, czujesz sie mocno skrzywdzona, nie czujesz swojej winy,
                                                złóż z orzekaniem o winie.
                                                u mnie to w zasadzie cały proces od momentu uswiadomienia sobie az
                                                do sadau trwało to i trwało. Podedszlam bowiem do sprawy wygodnicko.
                                                praca, studia, małe dziecko itp. Olałam wyrzuty sumienia jego czy
                                                moje itp. Robiołam ta, ze wiedziałam ze wcesniej czy pozniej by
                                                dzieciak był ze mna, ja zebym była w miarę samodzielna i stała na
                                                nogach. reszta przestała mnie obchodzić. A wiadomo, czas robi swoje.
                                                łatwo nie było, ale i tak wyszłam na swoje. Tyle ze, jak mówię, kupę
                                                czasu tak naprawdę to wswzystko zajęło.
                                                Myśl, co dla Ciebie jest dobre i dla dzieci. Żadnych gwaltownych i
                                                radykalnych ruchów. Siekierą zawsze zdążysz mu przywalic.
                                                • a.niech.to Re: Tak sobie teraz myślę... 22.06.08, 07:33
                                                  manderla napisała:

                                                  > Siekierą zawsze zdążysz mu przywalic.
                                                  Trochę nie bierzesz pod uwagę temperamentów obojga uwikłanych.smile
                                                  Jeden od razu musi, inaczej się udusi, drugi może siekierkę
                                                  polerować latami. Chcemy czy nie ten aspekt naszej osobowości warto
                                                  wziąć pod uwagę. Wiem, wiem... . Dojrzały człowiek panuje nad
                                                  emocjami, co świetnie odzwierciedlają forumowe przegony.
                                                  • sylwiamich Re: Tak sobie teraz myślę... 22.06.08, 07:42
                                                    a.niech.to napisała:
                                                    Wiem, wiem... . Dojrzały człowiek panuje nad
                                                    > emocjami, co świetnie odzwierciedlają forumowe przegony.


                                                    To walka o prawdę!!!I do tego dość zajmującawink)
                                              • lampka_witoszowska Re: Tak sobie teraz myślę... 21.06.08, 23:51
                                                Teuta, to jest całkiem dobry tekst na pozew
                                                i do tego czysta prawda

                                                dlaczego by nie pisac takich rzeczy?... może i sądowi też dobrze
                                                zrobi, jak popatrzy trochę w kociołek z tematyką rozwodów?...
                                                • teuta1 Re: Tak sobie teraz myślę... 21.06.08, 23:59
                                                  A nie za długie towink? No i dziecko mi wyślą do RODK-u, bo je może
                                                  podburzam...A tak poważnie, to myślisz, że kogoś tam interesują
                                                  nasze dylematy moralne, poczucie godności itp? Ja nie wiem,
                                                  chcialabym wierzyć, że tak. Pamiętasz jedną z legend krakowskich o
                                                  wzywaniu głów wawelskich na świadków? Więc może rację ma mój mąż i
                                                  sądy od wieków wszystko miały gdzieś, a może rację ma mój przyjaciel
                                                  twierdzący, że w sądach cywilnych same sfrustrowane rozwódki, które
                                                  orzekają na korzyść żądnych zemsty matek?
                                                  • manderla Re: Tak sobie teraz myślę... 22.06.08, 00:09
                                                    teuta1 napisała:

                                                    > A nie za długie towink? No i dziecko mi wyślą do RODK-u, bo je może
                                                    > podburzam...A tak poważnie, to myślisz, że kogoś tam interesują
                                                    > nasze dylematy moralne, poczucie godności itp? Ja nie wiem,
                                                    > chcialabym wierzyć, że tak. Pamiętasz jedną z legend krakowskich o
                                                    > wzywaniu głów wawelskich na świadków? Więc może rację ma mój mąż
                                                    i
                                                    > sądy od wieków wszystko miały gdzieś, a może rację ma mój
                                                    przyjaciel
                                                    > twierdzący, że w sądach cywilnych same sfrustrowane rozwódki,
                                                    które
                                                    > orzekają na korzyść żądnych zemsty matek?

                                                    Nie wiem do kogo piszesz, ale odpowiem we wlasnym imieniu.
                                                    Zawsze uwazalam, ze w sadach orzekaja wrustraci zyciowi, dlatego
                                                    wolałam wszystko załatwić w "swoim bagienku", wychodząc z założenia,
                                                    iż nie będą niedorobione panienki czy stare sfrustrowane emerytki
                                                    decydowały o moim zyciu. w tym względzie jestem bardzo radykalna.
                                                    generalnie mam potworny uraz do wszelkiego rodzaju urzędów i ich
                                                    checi interpretecji prawa jak się zywnie podoba. Doświadczenie mam,
                                                    więc penie stąd to sie bierze.Skorzystałam z ich "uslug",. tyle co
                                                    niezbędne minimum wymagało. To wszystko.
                                                    Cała reszta została załatwiona w "ognisku domowym".
                                                  • teuta1 Re: Tak sobie teraz myślę... 22.06.08, 00:16
                                                    Wysłałam ci maila.
                                                  • manderla I jeszcze 22.06.08, 00:20
                                                    ...kiedy szarpalismy sie o dziecko, były twierdził "niech sąd się
                                                    wypowie, z kim dziecko ma być". Uswiadomiłam go, ze lepiej bysmy się
                                                    między soba dogadali, niz jakies obcy ludzie decydowali o tym, z kim
                                                    dziecko ma pozostać. Dla mnie to jakiś bezsens, abstrakcja! Aby ktoś
                                                    z zewnątrz w ogole sie wypowiadał na temat losu mojego dziecka.
                                                    Absurd wręcz!
                                                  • lampka_witoszowska Re: I jeszcze 22.06.08, 00:42
                                                    jak dla mnie, nie wygląda, by ex Teuty chciał szarpac się o dziecko,
                                                    poza tym - niedorobione panienki lub emerytki lub ktokolwiek z
                                                    niezdrowym podejściem do ludzi i nieznajomością tematu (a sąd siłą
                                                    rzeczy słabo zna przebieg małżenstwa, jeszcze słabiej od wszelkiej
                                                    maści ciotek, teściowych czy innych przyjaciółek) - więc oni nie
                                                    będą niczego rozstrzygac, jeśli się odstąpi od orzekania winy i poda
                                                    powód takiej decyzji

                                                    ale!
                                                    wcale nie wiem, czy napisałabym powyższe w pozwie - z obawy, że mogę
                                                    trafic na frustrata/kę z urazem do kobiet, która/y to nakaże mi się
                                                    konkretnie zdeklarowac, bo sąd "nie rozumie", wyjaśnic napisane
                                                    poprzez obcesowe pytanie "to o co powódce chodzi?" - i niechby nawet
                                                    pytał, z wyjaśnieniem nie miałabym problemów, ale nie za bardzo
                                                    chciałabym lac wodę na młyn "kurturarnemu" exowi ku uciesze

                                                    nie wiem...
                                                    ale możliwe też, że jednak dałabym radę sądowi wyjaśnic, ze
                                                    dokładnie, jak napisałam, nie chcę utrudnien ze strony exa, bo juz
                                                    mi życie długo utrudniał, niemniej osobiście i prywatnie uważam, że
                                                    winę za rozpad ponosi on i nie mam nic więcej do dodania w tej
                                                    kwestii...

                                                    zaleznie od własnych sił i możliwości wysłowienia się po
                                                    jakimkolwiek ewentualnym "ataku pytan" o sprawę winy
                                                  • manderla Re: I jeszcze 22.06.08, 00:52
                                                    lampka_witoszowska napisała:

                                                    >
                                                    > zaleznie od własnych sił i możliwości wysłowienia się po
                                                    > jakimkolwiek ewentualnym "ataku pytan" o sprawę winy

                                                    no własnie. poniewaz wiem, ze nie czułabym sie na siłach wynaturzać
                                                    się przed sądem, przyjełam wiec inna strategie postepowania.
                                                    Udało się.
                                                    Ale masz racje, jezeli ktos czuje się na siłach (lub nie ma innej
                                                    mozliwości) wywlekac na wierzch flaki swoje i partnera, i dziecka
                                                    przy okazji, to niech to robi.
                                                  • lampka_witoszowska Re: I jeszcze 22.06.08, 01:10
                                                    kurczę, ale ja zawsze jestem właśnie przeciwna wywlekaniu smile
                                                    niemniej jeśli ktoś MUSI, a nie chce się babrac w pogróżkach... to
                                                    taki szczery tekst może byc rozwiązaniem

                                                    uważam, że orzekanie winy jako potrzeba zadoścuczynienia (żeby nie
                                                    nazwac tego zemstą) po czasie mści się głównie na "niewinnym" - może
                                                    zamykac oczy na siebie, może wzmacniac tendencje do oceniania...

                                                    dwie osoby się nie dobrały permamentnie i należy to zostawic własnym
                                                    sumieniom i nade wszystko, pomijając rozwód, ROZSTAC się -
                                                    zając sobą i swoimi problemami

                                                    plus to, co pisałaś - sądy guzik wiedzą co i jak, nie będą mi się w
                                                    życie mieszac wedle wlasnego uznania i decydowac, i zwalniac tudziez
                                                    obciążac czyjeś sumienie
                                                    to praca dla sumien właśnie, nie dla sądu - a jak ktoś nei czuje,
                                                    gdzie zawalił, to żaden sąd mu oczu nie otworzy - bo sądy nie
                                                    wychowują...

                                                    (są jednak sytuacje, gdzie winę orzeka się chocby dla alimentów
                                                    starszej, niepracującej osoby... ale to inna bajka)
                                                • a.niech.to Re: Tak sobie teraz myślę... 22.06.08, 07:34
                                                  lampka_witoszowska napisała:

                                                  > może i sądowi też dobrze
                                                  > zrobi, jak popatrzy trochę w kociołek z tematyką rozwodów?...
                                                  Sąd chce lecieć na kawę czy obiad, wykonawszy dzienną normę
                                                  rozwodzeń.
                                                  • sylwiamich Re: Tak sobie teraz myślę... 22.06.08, 07:44
                                                    a.niech.to napisała:
                                                    > Sąd chce lecieć na kawę czy obiad, wykonawszy dzienną normę
                                                    > rozwodzeń.

                                                    A.niech.to...czy mąż kiedykolwiek zarzucił Ci, że wiesz lepiej od
                                                    niego, co on myśli i czuje?smile)Bo mi bardzo często!!!smile))
                                                  • a.niech.to Re: Tak sobie teraz myślę... 22.06.08, 10:01
                                                    Ja jemu to zarzucałam!
                                    • manderla Re: Dlaczego ścigamy złodzieja... 21.06.08, 23:12
                                      A myslisz, ze poleciałabym? W życiu!!
                                      Wytłumaczę sobie: nie ma chłopina z czego zyć i ma taki sposób na
                                      zycie. jak moje radio jego uszczesliwi, to niech mu będzie.
                                      Altruistką jestem. Ot.
                                    • a.niech.to Re: Dlaczego ścigamy złodzieja... 22.06.08, 07:05
                                      tricolour napisał:

                                      > ... radyjka z samochodu? Toż to raptem parę złotych i okazja do
                                      wymiany na
                                      > nowszy model. Dlaczego ścigamy? Przecież nie musimy lecieć na
                                      > Policje ze skargą

                                      I często nie lecimy, bo szkoda prądu.
                                      Nawet ściganie i postawienie przed sądem sprawców niektórych zbrodni
                                      też wywołuje kontrowersje moralne. Sam wymiar kary zależy od postawy
                                      złoczyńcy, paragrafy zaopatrzono w widełki. Istnieje możliwość
                                      zawieszenia odsiadki czy przedterminowego wjścia na wolność. Dla
                                      bezdusznego ponoć prawa przewidziano ludzką twarz.
                                      • a.niech.to Re: Dlaczego ścigamy złodzieja... 22.06.08, 07:13
                                        Czym jest w istocie wykonanie wyroku śmierci jak nie samoobroną?
                                        Ukarać nieboszczyka przecież się nie da. Pozostaje jeszcze zemsta,
                                        można ją nazwać zadośćuczynieniem - lepiej brzmi.wink
                                  • a.niech.to Re: A dlaczego ma być mało kosztowny... 22.06.08, 06:56
                                    Wszelkie dokopywanie jest pozbawione sensu. Na rozładowanie złych
                                    emocji jest parę sposobów mniej wyniszcząjących kopacza.
                    • z_mazur Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 22:00
                      A czemu ty myślisz, o tym czy jemu cokolwiek ułatwiasz albo nie ułatwiasz?

                      Myśl o sobie, czy sobie ułatwiasz czy utrudniasz.

                      W Polsce majątek jest i tak dzielony fifty fifty, niezależnie od orzeczenia winy. Na wysokość alimentów na dziecko orzeczenie też nie ma wpływu.
                      • teuta1 Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 22:06
                        Bo mi powiedzial, że mu zależy na tym, żeby ten rozwód nie bolał.
                        Ale kogo? Mnie wszystko boli, gdy on się zachowuje tak, jak teraz -
                        kolega puszczający oko, przecież ja zrozumiem.
                  • sylwiamich Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:56
                    teuta...Twoje dziecko jest niedoinformowane, dlatego
                    szpieguje.Czasami warto prowadzić przy nich rozmowy.Słyszą wtedy
                    tylko to co chcesz żeby słyszeli.No i Ciebie dyscyplinuje do
                    zachowania formy.Dzieci czują że ojciec odchodząc od rodziny
                    odchodzi i od nich.I prawda to i nieprawda.Po prostu ich bycie razem
                    się zmienia.I tylko tyle.
                    To ciężki okres.Pamiętam jak moja córa przytulała mnie gdy
                    płakałam....miała wtedy kilka lat.Byłam z niej na początku
                    dumna...taka mądra, taka dojrzała, tyle rozumie.A potem płakałam nad
                    nią...
                    • manderla Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 22:04
                      sylwiamich napisała:

                      Pamiętam jak moja córa przytulała mnie gdy
                      > płakałam....miała wtedy kilka lat.Byłam z niej na początku
                      > dumna...taka mądra, taka dojrzała, tyle rozumie.A potem płakałam
                      nad nią...

                      -a ja się po dzis dzień boje, kiedy młody zadaje pytanie "mamuś,
                      czemu jesteś smutna". często. I boje sie, że on jakos bierze to do
                      siebie. Pewnie myśli, ze to przez niego...a chce za wszelka cenę go
                      od tego odciąć. Bo czemuz on jest winien ,biedactwo. niczemu.
                      Kurde, ze to przy dziecku czlowiek nawet nie moze sobie pozwolić na
                      martwienie się i rozklejenie się,.....zaraz wszystko wyczai...
                      • lampka_witoszowska Re: najtrudniejsza kwestia... 21.06.08, 22:44
                        - czy skupiam się na swoich uczuciach w tym konkretnym momencie, gdy
                        cos się dzieje, czy na uczuciach dziecka

                        jak na dziecku, to ok, znajdzie się sposoby i chęci do jego ochrony
                        jak na sobie, to znaczy, że się samemu potrzebuje zając się - sobą
                        właśnie

                        listy pisac i palic, wywściekac się w nich na exa, wypłakac...
                        codziennie, bez wyjątku, do skutku
                        żeby w dzien móc skupic się na słabszym - bo dziecko zawsze będzie
                        słabsze od najbardziej skrzywdzonego dorosłego
      • a.niech.to Re: mój syn-orzekanie o winie 21.06.08, 21:14
        zielona_ropucha napisała:

        > nie
        > wiem,jak chronić dziecko przed prawdą,którą pozna...
        Możesz jedynie ją podawać w formie dostosowanej do poziomu
        dojrzałości dziecka. Nie da się uchroniń nikogo przed prawdą, a
        wszelkie tego typu przedsięwzięcia się mszczą.
        • akacjax do Teuty 22.06.08, 07:23
          Nie mogę znaleźć postu by zacytować, ale chyba dobrze pamietam sens-
          jest w Tobie obawa, że gdy będzie orzekanie, on nie będzie zajmował
          się potem dziećmi. Tak?
          Zapytam tylko-na ile jest pewność(przy takiej postawie jaką on ma
          teraz), że w ogóle bedzie się zajmował, gdy bedzie bez orzekania?
          I wcale tu nie chodzi o zemstę.
          Znam kilka kobiet, które wspaniałomyślnie dla oszczędności czasu i
          emocji zgodziły się bez orzekania o winie, a exowie pazurki pokazali
          po uprawomocnieniu wyroku.
          Poza tym wydaje mi się, że orzekanie działa też profilaktycznie,
          jest rodzajem wyznaczania swojej granicy.
          A co do czasu trwania-różnie jest, ale czy bardziej rozwodu
          potrzebuje on, czy Ty? Jedyny winny nie może wnosić o orzekanie
          swojej winy, ale po złożeniu przez niego dowolnego pozwu można
          wystąpić z wnioskiem o takie orzekanie.

          Wiem, że trudno jest pisać bezstronnie osobom, które czują, że to
          druga strona zawiniła, osobom, które same na pewno by nie pomyślały
          nigdy o rozwodzie, a mają bez orzekania winy.
          Bo niby tego nie potrzebowały, a teraz muszą to sobie ciągle
          udowadniać.
          • teuta1 Re: do Teuty 22.06.08, 08:08
            ja po prostu nie wiem, jak on się zachowa. Z jednej strony mówi o
            swoim olbrzymim poczuciu winy, a potem leci do kochanki i nie
            odbiera telefonów po 11 godzin. Zaznaczam, że NIGDY nie dzwonię z
            opieprzem - zastrzegłam, że tylko w sprawach ważnych i związanych z
            dziećmi. Deklaruje bezgraniczne przywiązanie do dzieci, a potrafi
            przez cztery weekendy pod rząd przekładać spotkania z nimi -
            zamiast być całą sobotę jest w popołudnie piątkowe, bo ma inne
            plany. Nie wiem, czy to wpłynie na walkę o alimenty i na spotkania z
            dziećmi. Mam wrażenie, że chłop żyje tak, żeby mu było wygodnie,
            teraz, bo wcześniej rzeczywiscie miał depresję, chorował... Ale nie
            wiem, czy z poczucia winy, czy na chwilę utracił dobre zdanie na
            swój temat. Byłam na spacerze i pomyślałam, że oprócz dowodu
            sprawiedliwości potrzebuję chyba też skonfrontowania go z jego
            obrazem samego siebie. A to już trochę niesmaczne. Zaznaczam, że
            swoje grzechy popełnione w tym związku rozpatrzyłam i ciągle się w
            nich babrzę. Ale to były grzechy innego kalibru - nadmierna chęć
            poświęcenia, zrozumienie dla cudzych potrzeb kosztem własnych itp. I
            teraz ten rozwód rozpatruję również w tych kategoriach - bez
            orzekania dam mu wszystko na talerzu. A co do chęci rozwodu - mąż
            mówi że mnie kocha, a kochance nie umie sie oprzeć. I że nie
            potrzebuje zadnego papierka, zeby żyć, jak zyje.
            • sylwiamich Re: do Teuty 22.06.08, 08:27
              Dużo tu analizy JEGO.Skończ z tym i pomyśl o sobie.Co dla Ciebie
              bedzie najlepsze.Albo rób te dwie rzeczy równocześnie.Jak
              widzisz...Twój mąż potrafismile))

              jednej strony mówi o
              > swoim olbrzymim poczuciu winy, a potem leci do kochanki i nie
              > odbiera telefonów po 11 godzin.
              • teuta1 Re: do Teuty 22.06.08, 08:32
                Mówiłam Ci dziś, że Cię kocham? wink. No proszę, jak mnie przejrzaaś,
                trzy miesiące psychoterapii o kant d. potłuc.
                • sylwiamich Re: do Teuty 22.06.08, 08:35
                  Żartuj sobie ze starej Sylwii, żartuj wink))
                  • teuta1 Re: do Teuty 22.06.08, 08:38
                    Nie żartuję, wręcz przeciwnie, dziekuję. Bo tego "jego" nadal jest
                    za dużo. Jeszcze kupa czasu minie, zanim bedę tak jak wy potrafiła
                    podejśc z obojętnością do tego, co się stało. Plączą mi się
                    kategorie moralne, psychologiczne, gubię sie w swoich własnych
                    odczuciach i powinnościach. Takie kubły zimnej wody to ja poprosze.
                    • adela38 Re: do Teuty 22.06.08, 09:54
                      Przebrnelam przez te wszystkie posty i wydaje mi sie, ze powinnas zlozyc panowi
                      propozycje nie do odrzucenia- rozwod ze wskazaniem na jego wine i odpowiednie
                      zabezpieczenie finansowe.Jako uzasadnienie- zostalas z jego dziecmi, a
                      wychowanie kilku dzieci to oprocz tego, ze jest konkretna ciezka praca jest tez
                      czynnikiem znacznie ograniczajacym twoje mozliwosci znalezienia innego partnera.
                      Jesli on nie potrzebuje papierka to ty tez go nie potrzebujesz, ale napewno
                      potrzebujesz rozdzielnosci majatkowej, alimentow na dzieci i ewentualnie
                      przepisania np mieszkania na siebie bo ty w nim razem z dziecmi zyjesz i
                      potrzebujecie elementarnego poczucia bezpieczenstwa.Co do jego odwiedzin dzieci
                      to nie musza sie one odbywac w waszym domu.Niech on zabiera dzieci do siebie
                      badz do kina czy na pizze...Ty masz prawo w takiej sytuacji do intymnosci i nie
                      musisz wpuszczac jego do swojego domu. Mozesz mu zakomunikowac ze jego wybory
                      badz ich brak maja swoje konsekwencje, a ty masz poczucie swojej wartosci i nie
                      zamierzasz jego tracic. Jak wybral tak jak wybral to niech ponosi tego konsekwencje.
                      Co do dziecka to nie wciagaj malego do spraw doroslych.Lepiej by maly uslyszal,
                      ze nie musi sie martwic bo ma ciebie i rodzine , ze jest trudno, ale sami
                      zalatwicie z ojcem sprawy dotyczace doroslych i te sprawy (doroslych) jego
                      zwyczajnie nie dotycza.
                      Dodam jeszcze ze pisze to sama bedac "kochanka"...
                      • teuta1 Re: do Teuty 22.06.08, 10:15
                        W kwestii mieszkania właśnie tan pan jest nieprzejednany. Dziękuję
                        Ci kochanko. Swoją drogą... do pani mam żal, że nie uszanowała
                        świetości samej mając dwójkę dzieci. Do męża - duuuużo większy. Przy
                        czym czasem zastanawiam się, czy ona wie, że mąż jak przychodzi, to
                        zapewnia o miłości, że kilkakrotnie rozważał zerwanie z nią, że
                        trzyma sie kurczowo wynajętego przez siebie mieszkania i mimo
                        deklaracji od pół roku się do niej nie wprowadza. Jak to jest, być
                        tam, z tej drugiej strony... czy ma sie poczucie wygranej,
                        zagrożenia, szczęścia, niepewnosci?
                        • sylwiamich Re: do Teuty 22.06.08, 10:27
                          Mogę ci p[owiedzieć jak jest z drugiej strony.Bo po niej byłam.W
                          najgorszym wydaniu.Z żoną w ciąży.
                          Po pierwsze po rozwodzie małżeństwo przestaje być świętością.Coraz
                          więszego znaczenia nabiera szczęście jednostek.
                          Ona może o tym wiedzieć, może nie wiedzieć.To nie ma znaczenia...bo
                          wierzy się w jego słowa.Mój zapewniał żonę że ją kocha.Jak mi potem
                          powiedział...było mu jej tak szkoda\, że tak autentycznie czuł.Ma
                          się poczucie zagrożenia pernamentnego, wielkiego, bolesnego
                          szczęścia....potem coraz bardziej boli, a mniej
                          uszczęśliwia.Niepewność, szukanie znaków że czas odejść.
                          Są różne typy takich związków.
                          Pierwszy gdy facet wie na pewno że do zony nie wróci.Kochanka też to
                          wie, bo to czuć.I nie ma wtedy wygranych, przegranych.I takie gdzie
                          facet z różnych powodów się waha....wtedy przegrywają wszyscy.A
                          najbardziej chyba ta która z nim zostaje.Bo nigdy nie jest pewna,
                          ani jego miłości, ani pobudek.Porzucona, czy ta która odchodzi ma
                          szansę na normalność...z kim innym.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja