facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta?

22.06.08, 18:39
Tak zainspirował mnie wątek mini_mini26 :
czy w drugim związku można zmienić się na lepsze (nie tylko
mężczyzna ale kobieta też..i lepsze..cokolwiek to dla każdego
znaczywink?
Jeśli zmienię się, to póżniej w wyniku codzienności, starości,
sklerozy itd będę i tak wracała do "swojej wiedżmowatosci", bo sama
nie zauważę swojego zachowania...jak dla mnie zupełnie normalnego,
bo powszedniego... w drugim związku, trzecim i siódmym wink
I druga str medalu-partner, który na początku jest niesamowicie
przystojny, inteligentny i...i...i mnóstwo "i", po X czasie staje
się "sobą". Mogę być niewidoma na jego wady, bo być może on nie
bedzie widział moich. Interesuje mnie spojrzenie po rozwodzie. Jak i
ile człowiek może się zmieniać, aby być i dawać szczęście w nast.
związku? Ile mogę akceptować wady/wad innej osoby i ile czasu
tłumaczyć, co mi przeszkadza? (Pytania nie koniecznie potrzebne mi
do statystyk wink

Miłego smile
    • plujeczka Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 20:12
      jesli chodzi o mnie nie zamierzam sie zmieniać przy nikim i dla
      nikogo.Wychodze z założenia ,że sama się sobie podobam albo mnie
      ktos akcepyuje taka jaka jestem albo nie.Acha ! teraz to napewno nie
      bedę niczego robic za faceta( jak sie taki pojawi), nie bedzie w
      domu pepkiem świata, nie bedę podstawiac pod....buzie obiadku,
      podtykac smaczne kaski.Nie bedę tkwic nad zelazkiem aby jasnie pan
      wygladał przyzwoicie, nie bedę brac sie za "męskie" prace typu
      malowanie,szpachlowanie, układanie paneli itp.....o kurne nareszcie
      bede kobieta w pełnym tego słowa znaczeniu i ju z a jak sie komus
      nie podoba to .....trudno była taka piosenka świat nie jest taki
      zły, świat nie jest taki zły niech no tylko zakwitna
      jabłonie....pozdrawiam
      • sylwiamich Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 20:40
        o kurne nareszcie
        > bede kobieta w pełnym tego słowa znaczeniu i ju z a jak sie komus
        > nie podoba to .....

        Jaka cudowna zmianasmile)))
      • a.niech.to Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 21:48
        plujeczka napisała:

        > jesli chodzi o mnie nie zamierzam sie zmieniać przy nikim i dla
        > nikogo.Wychodze z założenia ,że sama się sobie podobam albo mnie
        > ktos akcepyuje taka jaka jestem albo nie.
        To jesteśmy dwie.
        • danagr Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 21:53
          moze stworzymy kolejny jakis klubiksmile....dolacze sie
          • a.niech.to Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 21:57
            Nazwa, statut, sztandar?
            • sylwiamich Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 06:50
              Ptrząc na siebie z perspektywy kilkunastu lat przeszłam daleką
              drogę.Na pewno nie pójdę w ciąży, w nocy do apteki bo m głowa
              boli.Położę się niżej i będzie mnie bolało bardziej!!Na pewno nie
              będę czekać z gorącymi ziemniaczkami do 3 w nocy.Bo uwierzyłam, że
              on już na pewno jadł w drodze.No i zmieniam porządek płytek
              ceramicznych.Tym razem będzie na odwrót...tym razem ja wybiorę, a on
              położy.Bardzo się zmieniłam...dla siebie.Kiedyś starałam się dla
              niego, teraz tylko dla siebie.
              • a.niech.to Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 06:52
                sylwiamich napisała:

                > Bardzo się zmieniłam...dla siebie.Kiedyś starałam się dla
                > niego, teraz tylko dla siebie.
                Rzucasz legitymację?
                • sylwiamich Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 06:55
                  Nigdy...ja zawsze z Wami Siostrysmile)
                  Musimy zrobić spotkanie, jak w AA
                  -Jestem Samolubną Głupią Cipą....
    • sadaga Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 21:17
      nie wierzę w mega cudowne przemiany. coś tam można podszlifować, ale korpus i
      tak pozostaje ten sam. zresztą najgorsze co może być to zmiana siebie dla kogoś.
      • manderla Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 21:39
        Jak patrzyłam na facetów pod katem "przedłuzenia rodu" hehe wink,
        zawsze interesowaly mnie ceche najwazniejsze. tj. zebysmy w sprawach
        zasadniczych byli zgodni. A co to jest: pewna zyciowa postawa, zeby
        wiedzial czego chce,. no zawodowo, zawsze pociągali mnie ludzie z
        pasją - cokolwiek by nią było, otwartość umysłu, szczerość i
        prostolinijność, twardośc charakteru, i jednoczesnie czułośc, uwaga,
        ciepło... Reszta była niewazna.
        A po czasie sie okazuję, ze jesli ktorakolwiek z tych cennych cech
        zawodzi, nie sprawdzi się, to zaczynaja cie wkurzać i do białej
        gorączki doprowadzać takie drobiazgi, że je w nie odpowiedni sposob,
        że but ma rozwiązany, że gacie rzuca przed koszem na brudy a nie
        do, że zasypia przed telewizorem kiedy mielismy pooglądać razem coś
        fajnego, ze nie tak patrzy i nie tak mówi, ze czyta , kiedy nie
        powinien, i słucha, kiedy tez nie powinie.. kiedy...do absurdu
        wręcz.. drażni wtedy po prostu już wszystko... a ideały idą w kąt.
        ale to juz jest takie ekstremum. Jak sie przekroczy w relacjach
        pewna granicę, to odwrotu nie ma. Chyba tak to jest.
        • a.niech.to Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 21:55
          manderla napisała:

          > Jak sie przekroczy w relacjach
          > pewna granicę, to odwrotu nie ma.
          Alergia na człowieka.big_grin
      • a.niech.to Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 22.06.08, 21:52
        sadaga napisała:

        > najgorsze co może być to zmiana siebie dla kogoś
        W masce można się udusić. Zanim to nastąpi, na ogół się ją zrzuca.
        Często przed kolejnym obiektem zainteresowania.
    • bbrzdek Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 08:18
      kobietki wink
      może bardziej chodziło mi o akceptację wad moich i jego. Bo każdy je
      ma...czasami śmieszne i łatwe do przebrnięcia ale czasami nie.
      "Mogę być niewidoma na jego wady, bo być może on nie bedzie widział
      moich. Interesuje mnie spojrzenie po rozwodzie. Jak i
      ile człowiek może się zmieniać, aby być i dawać szczęście w nast.
      związku? Ile mogę akceptować wady/wad innej osoby i ile czasu
      tłumaczyć, co mi przeszkadza?
      Bo nie opowiadajcie mi, że w ogóle się nie będziecie starać i
      chociażby ociupkę dostosowywać, widząc, że facet sie stara...Tylko
      na jak długo owe zmiany pozostaną we mnie i w nim?
      pa
      • d234 Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 11:26
        A ja się zmienię, będę kochać jeszcze bardziej niż w pierwszym związku, piec
        jeszcze lepsze ciasta niż do tej pory, wymyślać jeszcze bardziej wyszukane
        potrawy, będzie jeszcze czyściej niż jest obecnie, ale chcę w zamian jednego.
        Prawdy, miłości, abstynencji (od alkoholu, papierosów, oby nie od seksu - ha!),
        adoracji, wspólnych rozmów, wspólnie spędzanego czasu, przesiadywania razem z
        kubkiem herbaty lub kawy, wspólnego słuchania Dżemu. No i tym razem dożywocia.
        I co Wy na to?
        • sylwiamich Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 12:52
          Czarno to widzę.....
          Czyż nie za pierwszym razem było tak samo?
          Nie chcej nic, a dostaniesz wiele.
          • bbrzdek Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 14:25
            > Nie chcej nic, a dostaniesz wiele.

            ale :
            1.nie chcieć - bo się sam domyśli, bo będzie potrzebował/a się
            domyślić (początki są piękne i może facet/kobieta będzie
            inteligentny/a...na początku..a potem proza...)

            2.czy też nie chcieć, bo jak na początku nie daje - to po wielu
            rozmowach ów nowy ktoś i tak sie nie zmieni ????
            ?????
            ps. myślę, bo jestem wink
          • przed.brama Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 20:42
            sylwiamich napisała:

            > Nie chcej nic, a dostaniesz wiele.
            A jeśliby się zapierać kopytami? Siódme niebo czy jak?
            • sylwiamich Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 22:35
              przed.brama napisała:

              > sylwiamich napisała:
              >
              > > Nie chcej nic, a dostaniesz wiele.
              > A jeśliby się zapierać kopytami? Siódme niebo czy jak?


              Siódme niebo kochana gdy zapierać się bedziesz kopytami w wysokich
              szpilkachsmile)))
        • przed.brama Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 20:41
          Za dużo zobowiązań i wymagań.
      • przed.brama Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 23.06.08, 20:40
        bbrzdek napisała:

        > opowiadajcie mi, że w ogóle się nie będziecie starać i
        > chociażby ociupkę dostosowywać, widząc, że facet sie stara...
        Nie wiem, czy w ogóle chciałoby mi się chcieć. Musiałabym przyjąć na
        siebie ciężki obowiązek w nadziei na wątpliwą przyjemność.big_grin
        Jednym z przywilejów podeszłego wieku jest zwolnienie z czekania. Po
        prostu sobie jestem.smile

        -------------------------------------------
        Nie mów mi, co mam robić, bo za mnie nie umrzesz.
    • misbaskerwill a kobieta nie ;) 23.06.08, 13:27
      Jest takie stare powiedzenie (na forum też już bywało):

      "Kobiety za wszelką cenę starają się zmienić mężczyznę... Przerobiony zaś
      przestaje się im podobać..."

      I coś w tym jest - trudno spotkać kobietę, która nie próbowała jakoś podrasować
      swojego (niby przecież kochanego) "misia"...
      Z kolei nie słyszałem też, by mężowie tak ambitnie próbowali zmieniać żonę...
      chyba że na młodszą wink).
      • bbrzdek Re: a kobieta nie ;) 23.06.08, 14:27
        Z kolei nie słyszałem też, by mężowie tak ambitnie próbowali
        zmieniać żonę...
        ...e tam..nie zgadzam się...

        > chyba że na młodszą wink). A po co młodszą zmieniać? na jeszcze
        młodszą? wink
        • akacjax Re: a kobieta nie ;) 23.06.08, 16:18
          Ja nie chciałam zmieniać mojego ex-m. gdyby został jakim był-nie byłoby sprawy.
          Za to on mnie aż tak zmienił(i po części jestem mu za to wdzięczna), że złożyłam pozew. smile

          I jak z tego wynika ja już się zmieniłam wg mnie na wersję dla mnie korzystniejszą, a dalsze zmiany szykuje dla mnie czas, biologia i echa przeszłości. Ja będę się teraz tylko bronićwink
          • przed.brama Re: a kobieta nie ;) 23.06.08, 20:45
            akacjax napisała:

            > zmiany szykuje dla mnie czas, biologia i echa przeszłości. Ja będ
            > ę się teraz tylko bronićwink
            Nie trochę za mało?
            • akacjax Re: a kobieta nie ;) 24.06.08, 14:07
              Za mało? W jakim sensie?
              Przecież bronić się przed zmianami można aktywnie.smile

              A zmiany starcze są nieuchronne, na ileś tam trzeba się pogodzić z tym. Jestem świadoma swojego wieku, nie chcę zaprzeczać, ani udawać. generalnie i tak ponoć nie wygladam na swoje lata-póki co.
              • przed.brama Re: a kobieta nie ;) 24.06.08, 17:33
                Chciałoby się jeszcze wydłubać coś przyjemnego.smile
    • cathy_bum Re: facet przy 2-kobiecie zmienia się..a kobieta? 24.06.08, 18:12
      Prosta odpowiedź na to pytanie... A bo ja wiem?tongue_outPP

      A poważniej nieco. Każdy związek jest zupełnie inny. Na inne rzeczy
      partner zwraca uwagę, inny ma system wartości. I czego innego od
      partnerki oczekuje... To, co przeszkadzalo mojemu exowi, pasuje
      mojemu obecnemu. Zaś cechy, które aktualnego partnera przyprawiają o
      cichą furię, ex akceptował bez zastrzeżeń.smile))
      Jedno wiem z całą pewnością. W obecnym związku jestem mniej
      nastawiona na "sukces za wszelką cenę". Jest mi dobrze, nawet
      bardzo. Ale mimo to wiem, że gdyby zaczęło się psuć, nie będę
      ratować za wszelką cenę. Naprawiać, dogadywać szczegóły - owszem. To
      zawsze. Jednak tylko w granicach rozsądku. Wiem, że świetnie daję
      sobie radę sama. Nikogo o uczucia i wsparcie prosić nie muszę.
      Jestem w tym związku, bo chcę, a nie dlatego, że boję się
      samotności, porzucenia i samotnego borykania z problemami dnia
      codziennego. Mogę ustępowac, negocjować. Ale nie będę robić czegoś
      wbrew sobie. Nie będę zaciskać zębów, licząc, że "jakoś to będzie".
      I paradoksalnie to daje mi siłęsmile))
    • nangaparbat3 link bardzo na temat 25.06.08, 00:16
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=81246984&a=81259324
Inne wątki na temat:
Pełna wersja