dsz27
08.07.08, 21:08
Podczytałam watek zielonej ropuszki i stwierdziłam, że u mnie tez jakoś nie
tak. Bo teoretycznie powinnam nie narzekać, bo przychodzi, płaci, poświęca
czas dziecku. Mi trochę pomoże a jednak coś mnie uwiera. Na pozór, na zewnątrz
wszystko jest ok, sąsiedzi jak nas widza razem szeroko się uśmiechają a potem
mnie zaczepiają i gratulują, że wszystko u nas w porządku ci zza ściany
oczywiście;
Mam cudownego synka i jak Sylwia napisała o tym, że jej znajomi stracili
dziecko to zrobiło mi się cholernie smutno, bo co tu powiedzieć, co napisać.
Tri pisał o nowym związku, a dla mnie to nawet nie jest plan pięcioletni...nie
wyobrażam sobie tego i już.
Tak sobie marudzę bo nawet napić się nie mogę.
Wczoraj miałam imieniny i najbliżsi zapomnieli...znajomi z reguły nie
pamiętają o imieninach bo urodziny ważniejsze. I jakoś tak mnie to wszystko
nastawia cholernie negatywnie. A mam przecież bardzo wiele. Ale chyba bardzo
samotnie się czuję...
Nie wiem czy ten mój bełkot ktokolwiek zrozumie. Ale musiałam się wylać.
Trzymajcie się ciepło
Domi