bambi29
24.07.08, 11:05
Panowie, jak to z Wami jest, czy na niektórych kobietach zależało
Wam bardziej, naprawdę je kochaliście, czy właściwie wszystkie
wrzuciacie do jednego wora, byle można było się z nią dogadać?
Oczywiście pytam, o stałe związki. Czy miłość przeżywaliście tylko
raz, czy non stop zakochujecie się i odkochujecie, a może miłość
wogóle według Was nie istnieje?
Może na przykładzie....
Związaliście się z kobietą, którą bardzo pokochaliście, która
wydawała się tą wymarzoną. Jesteście ze sobą juz trochę, docieracie
się. Kobieta ta nie jest Wam obojętna, przez co wzbudza w Was
wielkie emocje zarówno pozytywne, ale też i te negatywne jak
zazdrość, a czasami nawet złość. Wobec czego Wasz zwązek należy do
dosyć burzliwych. Wasza kobieta ma swoje własne poglądy i
zainteresowania, często inne od Waszych - to też strefa
konfliktogenna.
Rodzi sie Wam dziecko, zaczynacie "dorabiac się" popadając w lekką
rutynę dnia codziennego. Spędzacie ze sobą mniej czasu, zaczynają
się problemy, większe obustronne wymagania itp.
Mimo wszystko nadal kochacie swoją partnerkę, macie jednak wiele
problemów, które nie sprzyjają Waszemu związkowi, typu: przeszkody w
kupieniu własnego M, wtrącanie się rodziców i teściów, oddalacie się
od siebie.
W tym momencie pojawia się koleżanka, która ewidentnie leci na Was,
zawsze wWas wysłucha, nie narzeka na nic, jest z wszytskiego
zadowolona. Jest szaleńczo zakochana, zrobi dla Was wszystko.
Zaczynacie z nią romans.
Z tego powodu podczas jednej z kłótni w gniewie wyyprowadzacie się
od partnerki do kochanki. Postanawiacie zakończyć tamten związek.
Mija trochę czasu, emocje opadają i zdajecie sobie sprawę, ze to
jednak tamtą kochaliście, przypominacie sobie wspólne chwile,
dochodzicie do wniosku, ze było Wam dobrze. Ona nie daje Wam już
jednak szansy. Buduje już swoje życie z kimś innym. W dodatku
kochanka zachodzi w ciąże, więc nie macie już wyboru.
Zostajecie z kochanką, która jest dla Was bardzo dobra, wręcz Wam
nadskakuje. Życie z nia układa Wam się dobrze i spokojnie.
Mijają 2 lata od rozstania z tamtą.
I teraz Panowie co czujecie?
Czy miłośc do pierwszej partnerki całkowicie wygasa? Czy możecie
spokojnie patrzeć na to jak ona żyje z innym facetem, który
wychowuje Wasze dziecko? Czy jeżeli dobrze Wam się układa z kobietą,
ona dba o Was, macie z nią dziecko, to automatycznie zaczynacie ją
kochać?
Jak to jest z Wami Panowie?
Dzięki