Odwiedziny dziecka u kochanki

31.07.08, 07:09
Zainspirowana watkiem "Alimenty za granica", w ktorym dziewczyny
wypowiedzialy sie z niechecia o kontaktach dziecka z kochanka ojca,
mam pytanie, co sadzicie o tego typu sytuacji? Ona mnie wlasnie
dotyczy. Osoby dramatu to moj maz, ja czyli porzucona dla kochanki
zona, kochanka, dziecko kochanki, nasze dziecko /rownolatki/ wszyscy
w jednym miescie. Moj jeszcze maz /jestesmy w trakcie rozwodu/
regularnie zabiera synka do kochanki na wiele godzin. Tam synek bawi
sie z jej dzieckiem, oglada jeszcze niedawno przykladnego mezusia i
tate w objeciach innej kobiety itp. Dzieci male /po 4 lata/. Na
poczatku niechetnie wyrazalam na to zgode, prosilam aby spedzil z
nim troche niepodzielnego z nikim czasu, uwazalam, ze dziecko tego
potrzebuje. Nastepnie prawie Eks przestal sie w ogole o zgode pytac,
uznajac ze wybranka jest tak samo swietna matka/macocha co i
kochanka... Nie mieszkaja jeszcze razem, ale Eks tam sypia wiekszosc
dni tygodnia. Konsekwentnie realizuje swoja wizje nowej rodzinki.
Pani kochanka prawdopodobnie stanie sie kolejna zona. Niczego nie
oczekuje, troche doly mnie naszly moze, tak sobie mysle, napiszcie
jak to bylo u was i jak sobie z tym radziliscie? Z burza uczuc,
poskromieniem negatywnych emocji itp.
Dodam, ze bardzo mnie to bolalo na poczatku, zwlaszcza aspekt tych
dzieci /zostawil swoje, wychowuje cudze/ i chyba nadal boli, choc
troche sie juz przyzwyczailam. Acha, ojciec kontaktowy i nalezycie
wypelniajacy swoje obowiazki wobec synka, kochanka z tych, co to z
miska miodu do naszego dziecka, obcalowujaca w rownym stopniu tak
samo jego, jak i tatusia...
Przepraszam za sarkazm.
    • sbelatka Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 07:23
      no ja to jeszcze nie wiem. moj ex chociaz mieszka z nexia - z
      dziecmi spotkja sie jak najbradziej regularnie i dośc obficie - ale
      u sowjej mamusi. Nexia, ktora pozruciala swoejego mlodego (znaczy
      zosatwila z ojcem) domniemywam, ze w tym czasie spotyka sie z nim.
      czyli mieszkaja razem ale dzieci jakos tak tarktuja w osobnych
      światach. Co z punktu widzenia calosci i głebi rodzinnych relacji
      uważam takze za nieco powlaone i marnie rokujące.
      Ale może ja sie myle jak najbradziej
      W kazdym razie jeszcze (choc już mieszkja razem rok) nie mam tego
      kłopotu.
      A jesli chodzi o ciebie - niech sie spotyka jak sie chce. O ile jest
      mlode z tego zadowolone. I jesli ona fajna- to tylko sie cieszyc
      wypada.
      A emocje...Coz.. z tym to juz każdy musi niestety we wlasnym
      zakresie.
      Rozumowo- chyba tzreba osowic, ze to dobre dla dziecka. Bo dobre! Ze
      moze moglby byc z nim tylko sam?
      oże to byloby lepsze.. a moze nie...
      No nie wiem tego...
      Ale raczej chyba lepeij szukac jasnej strony ciemnego końca...

      No, sprawy naszych dzieci to nas bolą, oj bolą...
      Ale w twojej sytaucji mlode ma chociaz troche ojca. I to jest jasny
      koniec. I z tego pozostaje sie cieszyc.
      jako i ja czynie.
      Choć żal mi czasem tego co bezpowrotnie stracily.
      • dzul1 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 07:33
        sbelatka napisała:

        Dzieki sbelatka za wpis. Wszystko wiem, pracuje nad akceptacja,
        pogodzeniem sie z losem, sprawa w sumie jeszcze swieza.
        > A jesli chodzi o ciebie - niech sie spotyka jak sie chce. O ile
        jest mlode z tego zadowolone.
        Dzieci lubia sie razem bawic i maja w nosie niesnaski doroslych.

        I jesli ona fajna- to tylko sie cieszyc
        > wypada.

        Z mojego punktu widzenia ona fajna nie jest, zreszta chocby byla
        aniolem to nie bede palac do niej miloscia. Tzn. dzisiaj to tak
        widze i czuje, co nastapi w przyszlosci, nie wiem.
      • plujeczka Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 07:58
        mogę tylko Wam współczuc sama nie mam tego rodzaju problemów bo
        dziecko dorosłe i kontaktów z ojcem nie ma ale dla mnie takie wizyy
        u kochanek meżów, obiadki i " cudowna sielska" atmosfera nowego domu
        w którym dzieci widzą swojego ojca w objęciach nowej Pani jest
        niestety dziwna i zeby nie było nie jestem kulturowo i społecznie
        nawiedzona ale jakoś ten wizerunek wydaje mi sie zaburzać normalne
        wizje rodziny tnz. tej która do tej pory funkcjonowała ale w innym
        składzie osobowym.
    • a.b1 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 11:03
      a czy jest coś niepokojącego w tych kontaktach dziecka z tą kobietą?
      jeśli nie ma to zagryź wargi bo możesz doprowadzić do sytuacji, że
      ojciec sie zniecheci i wogóle nie bedzie chciał kontaktów
      wiem, że kiepska rada ale jeśli daje to radość maluchowi, to może
      warto na to patrzeć przez ten pryzmat, a nie przez urażone ego
      • dzul1 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 17:50
        Wiem, wiem a.b.1, i zagryzam, ale nie jest to przyjemne uczucie.
        Urazone ego daje o sobie znac.

        Nanga, tlumaczylam mu zeby od czasu do czasu spedzil czas tylko z
        synkiem, ale sa problemy na laczach komunikacyjnych w tej chwili,
        wiec poki co, odpuscilam. A poza tym to jest tez na zasadzie, ze on
        pewnie w takiej sytuacji sadzi, co mi ktos bedzie dyktowal... Tak
        mysle. Ale dziekuje za odzew.
    • nangaparbat3 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 13:08
      A co Wy, dziewczyny, z tymi objeciami? Że niby "dziecko widzi ojca w objeciach
      nowej pani"?
      Pewnie, ze tak moze byc, wiem, ze się zdarza, ale tez wiem, ze nie musi. Pytałam
      corki, powiedziala, ze jej tato i next nigdy sie na jej oczach nie obściskują.
      Moze dobrze trzymac fantazje na wodzy i skoro nie wiemy, wybierac warianty dla
      nas korzystniejsze - po co sobie dokładac wyimaginowanych stresów?

      Natomiast: ja bym spokojnie z exem pogadala, ze syn potrzebuje takze sytuacji
      sam na sam z tatą, kiedy cała uwaga ojca jest skupiona tylko na nim. Ale to
      trzeba zapodac w formie podkreślajacej znaczenie ojca w zyciu syna, żeby nie
      wyszło przeciwko kochance, bo inaczej facet stawi opór i nic z tego nie wyjdzie.
    • beaglo1 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 14:43
      Ja zgadzam się z plujeczką...
      Jakoś nie potrafię tego zaakceptować,że moje dzieci mają oglądać tatusia w
      objęciach nowej pani i dzielić się nim z jej synkiem.
      Jestem zła i nigdy nie zgodzę się na to aby dzieci jeździły do ojca..jeżeli
      zależy mu na kontaktach z nimi,jeżeli je tak kocha to będzie przyjeżdżał do nich
      sam.Nigdy nie będziemy "jedną wielką szczęśliwą rodzinka".Co jeszcze może razem
      mamy jeździć na wakacje i cieszyć się wspólnym szczęściem?!
      • sbelatka beaglo 31.07.08, 15:13
        teoria mówi, ze tak byłoby najlepiej.. dla dzieci
        ale rozumiem, ze AZ tak daleko idące kolegoewanie większoąc z nas
        wyklucza
        jednak postawa - nigdy sie nie zgodze zeby tam jeździł.. wybacz
        beaglo ale stawia Cie w moim odczuciu - podkreslam - w niekozrytnym
        swietle -jako matkę...

        chyba, ze ex i jego nexia chlaja pzry dzieciach, rzygaja, klna,
        kradną, ćpają, uprawiają seks czy robia cos rówine nieakceptowanego

        naprawde to nie TY akurat w tej sparwie jestes najważniejsza.

        ale oczywiscie mozesz sie nie cieszyć ich szczęsciem - tylko
        zaryzykowac, ze dla exa koniecznośc kontaktowania sie z dzieckiem
        poza nowym gniazdem będzie zbyt.. i wtedy ryzykujesz dziewczyno duzo
        mianowicie to, ze dziecko - pierwszy pzryklad z brzego - zacznie
        ćpac..
        \ponieważ albowiem badania pokazuja, ze wiekszość mlodych, ktorzy
        sięgaja po narkotyki ma ograniczony lub zły kontakt z ojcem.

        I choćby z tego powodu - profilaktyki uzależnien - Ty sie módl zeby
        ex CHCIAL kontaktowac sie z dzieckiem, byc waznym elementem jego
        życia.

        i osoboscie możesz sobie tego nie akceptowac. Wystarczy, ze bedziesz
        TOLEROWAC!

        a ja jestem zła jak czytam takie posty jak Twoj.
        mam nadzieje, ze jesteś bardzo mloda i przemawia przez ciebie brak
        dojrzalosci po prostu.
        Z tego sie czasem wyrasta.
        jak sie dorasta...
        • beaglo1 Re: beaglo 31.07.08, 15:41
          Masz do tego prawo aby mnie krytykować ale...no właśnie zawsze jest jakieś ale
          może to,że to ta pani rozbiła nasze małżeństwo ,może to ,że mój jeszcze mąż jest
          jej 4 albo 5 panem i nie podoba mi sie to.Nie ograniczam kontaktów ojca z
          dzieckiem nawet bardzo bym chciała aby takowy był ale...jak ma być skoro tatuś
          wybrał sobie wygodne życie poza granicami.Ja mam na głowie dom,pracę dwójkę
          dzieci i naprawdę nikogo do pomocy.Wolałabym aby to on przyjeżdżał do dzieci a
          nie żeby to one (4 i 7 lat) musiały jeździć do tatusia bo jemu jest tak
          wygodnie.Nie wiem jak będzie dalej, ale na dzień dzisiejszy tak czuję
          • sbelatka Re: beaglo 31.07.08, 18:15
            oczywiscie jesli ojciec mieszka za granicą to sprawy wyglądają
            inaczej

            co nie zmienia faktu, ze WYMOWA Twojego postu poprzedniego mi sie
            nie podobala..
            Ale oczywiscie nie musi smile
          • adela38 Re: beaglo 31.07.08, 18:19
            Dziwne...jakas pani rozbila malzenstwo... czy ta pani to nie jest byla zona? Jak
            w domu dobrze i prawdziwa milosc kwitnie zadna obca pani nie ma szans na
            rozbicie malzenstwa.Jak malzenstwo sie konczy to zawsze winne sa obie strony,
            czasem nie porowno ale zawsze w jakims stopniu oboje...
            Co do widoku ojca szczesliwego w objeciach kochajacej go osoby -to bardzo dobry
            widok i przyklad dla dziecka...dziecko uczy sie jak okazywac milosc...byc moze w
            swoim domu nie mial okazji sie tego uczyc...
            • nangaparbat3 Re: beaglo 31.07.08, 18:37
              adela38 napisała:

              > Co do widoku ojca szczesliwego w objeciach kochajacej go osoby -to bardzo dobry
              > widok i przyklad dla dziecka...dziecko uczy sie jak okazywac milosc...byc moze
              > w
              > swoim domu nie mial okazji sie tego uczyc...

              Chyba sie trzeba nachlac zeby takie p..doły wypisywac.
              • adela38 Re: beaglo 31.07.08, 18:46
                Nie...trzeba wiedziec jak sie czuje dziecko ktorego rodzice nigdy sobie nie
                okazywali milosci w sytuacji, gdy jego ojciec nagle okazuje sie milym czulym i
                wesolym czlowiekiem...Najlepiej sie to wie jak sie odczuje na swojej skorze...
                czyz nie tak? Podzielilam sie swoim doswiadczeniem...
                • nangaparbat3 Re: beaglo 31.07.08, 18:55
                  adela38 napisała:

                  > Nie...trzeba wiedziec jak sie czuje dziecko ktorego rodzice nigdy sobie nie
                  > okazywali milosci w sytuacji, gdy jego ojciec nagle okazuje sie milym czulym i
                  > wesolym czlowiekiem...

                  Dla obcej pani, ktora nie jest jego mamą.

                  Najlepiej sie to wie jak sie odczuje na swojej skorze...
                  > czyz nie tak? Podzielilam sie swoim doswiadczeniem...


                  O, w to to ja nie wątpię.
                  Doswiadczeniem dziecka, ktore obserwuje ojca obściskujacego sie z kochanką - lub
                  następczynia matki u jego boku? Wspołczuję.
                  A moze doswiadczenie kochanki lub nowej zony , obsciskujacej sie na oczach dziecka?
                  Pewnie oba.
                  Jakos tak jest, że wyrzadzamy innym te same krzywdy, ktore nam kiedys wyrzadzono.

                  Ojciec mnie zlał dwa razy w zyciu, a ja dwa razy w zyciu zbiłam corkę.
                  Doswiadczenia.
                  • adela38 Re: beaglo 31.07.08, 19:07
                    Wiesz...to nie bylo obsciskiwanie sie... nigdy wczesniej takiego jego nie
                    widzialam- czuly , wesoly, usmiechniety...Jasne, ze matce nie mozna bylo o tym
                    mowic, ale...spojrzalam inaczej na malzenstwo, za zwiazek kobiety z
                    mezczyzna...na mezczyzn jako takich...Zrozumialam tez roznice miedzy rodzina
                    kochajacych sie ludzi i rodzina, gdzie nie ma milosci...
                    Bardzo mi sie to przydalo we wlasnym - doroslym zyciu...
                  • dzul1 Re: beaglo 31.07.08, 19:10
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Doswiadczeniem dziecka, ktore obserwuje ojca obściskujacego sie z
                    kochanką - lu
                    > b
                    > następczynia matki u jego boku? Wspołczuję.
                    > A moze doswiadczenie kochanki lub nowej zony , obsciskujacej sie
                    na oczach dzie
                    > cka?
                    > Pewnie oba.

                    Wlasnie Nanga, nie bardzo potrafie sobie to jeszcze poukladac w
                    glowie, bo na moj /moze ograniczony/ rozum, kochankowie/partnerzy
                    powinni chyba miec jakis rozsadek w tej kwestii, ze zrozumieniem dla
                    delikatnej psychiki 4-ro latka...
                    A moze sadza, ze niech sie dziecko przyzwyczaja... Pozdrawiam.
                    • zielona_ropucha Re: beaglo 31.07.08, 19:17
                      Może pociesze Cię tym,że gorzej byłoby gdyby zapomniał o własnym
                      dziecku,to byłoby bardzo bolesne dla Was w tej niewesołej na razie
                      sytuacji.jeżeli mały idzie tam chętnie i lubi tamta babę,to
                      trudno,przykro,trzeba zacisnąć zęby i żyć...mój nie lubi
                      babsztylki...a mimo to jeździ,bo tam jest tata,który czasami o nim
                      pamięta.Bardzo rzadko.Więc zobacz choć trochę plusów.Pozdrawiam.
                      • zielona_ropucha Re: beaglo 31.07.08, 19:22
                        Dodam jeszcze,że miałam takie same przeżycia jak Ty...szarpało mną
                        na takie spotkania,ale sie przemogłam,całkiem niedawno.Nie dla
                        siebie,dla dziecka,chociaż może to też tak,że prawie całkiem
                        wyrzuciłam z życia tamtego człowieka,a z serca sam sobie
                        poszedł,jakiegoś pięknego słonecznego dnia...chociaż w pamięci
                        jeszcze jest,ale trudno,człowiek nie komputer,może i dobrze,bo
                        zresetować i później uczyć na nowo...no sama pomyśl,szkoda czasusmile
                        • dzul1 Do Ropuszki 31.07.08, 20:29
                          Dziekuje za zrozumienie. No, szarpie mna na wszystkie strony, ale
                          zeby zaciskam. Ciezko jest.
                          Dziecko zadowolone, bo w tej chwili ma zapewniane z ich strony
                          najlepsze atrakcje, co by sie nie zniechecil, poza tym zalezy mu na
                          kontakcie z tata, najzwyczajniej w swiecie za nim teskni, a skoro ma
                          do wyboru tate z nimi, lub wcale, to akceptuje ten stan rzeczy jakos
                          tak automatycznie.
                          Wiem, ze to egoizm mna powoduje. Z drugiej strony mam prawo do tych
                          uczuc, tak wiec rozgrzeszam sie.
                          • zielona_ropucha Re: Do Ropuszki 31.07.08, 21:02
                            Nie musisz sie rozgrzeszać,bo winy w tym Twojej nie masmile
                            Napisze jeszcze raz...to mija,ale na to potrzeba dużo...czasu i
                            samokrytykisad
                            Z tym drugim gorzej u mnie,bo przecież to JA jestem najlepsza i
                            najmądrzejsza...chyba jednak nie dla wszystkichsmile
                            • dzul1 Re: Do Ropuszki 31.07.08, 21:13
                              Nie przejmuj sie, tez uslyszalam haselko "ona jest we wszystkim
                              lepsza od ciebie." Zapamietam, aczkolwiek kazdy ma swoje dobre i zle
                              strony, nie?
                              • zielona_ropucha Re: Do Ropuszki 31.07.08, 21:18
                                Absolutnie z nia sie nie porównuję,bo nie mam na to ani ochoty ani
                                niestety latsmilePorównałam sie raczej do tego,co inni o mnie myslą a
                                co ja sama myślę o sobie...przepaść,no ale to już chyba dobrze...
                                W zasadzie tez mnie bolały takie słowa,ale tylko w fazie uznawania
                                siebie za winną,teraz juz wiem,że winna nie jestem,i nie ma co
                                porównywać.Smutne ale prawdziwe.
                                • dzul1 Re: Do Ropuszki 31.07.08, 21:24
                                  Wiem, wiem. Na wszystko potrzebny jest czas. Ja tez sie nie
                                  porownuje, a zostalam porownana.
                                  • zielona_ropucha Re: Do Ropuszki 31.07.08, 21:28
                                    zostałas porównana po to,żeby poprawic samoocene wystawiającemu
                                    opinię,olej to,bo chodzilo tylko o to,żeby Cię to zabolało,a
                                    tak...brak adresata (odbiorcy)wypowiedzi...i list (tekst)wraca do
                                    nadawcysmile
                                    • dzul1 Re: Do Ropuszki 31.07.08, 21:36
                                      Slowa potrafia ranic bardziej niz kule karabinowe. Zgadzam sie i
                                      dziekuje. Powoli sie wyzwalam od przyjmowania do siebie tych slow.
                • dzul1 Re: beaglo 31.07.08, 19:05
                  Trzeba wiedziec jak sie czuje dziecko ktorego rodzice nigdy sobie nie
                  > okazywali milosci w sytuacji, gdy jego ojciec nagle okazuje sie
                  milym czulym i
                  > wesolym czlowiekiem...

                  A skad wiesz, ze nie okazywali?
                  • adela38 Re: beaglo 31.07.08, 19:12
                    Jak okazywali to dla dziecka jest to czyms normalnym- ojciec jest z kims kogo
                    kocha, wiec okazuje mu czulosc i tyle... Zachowuje sie jak
                    dawniej...naturalnie...dla dziecka jest to pozytywne.
                    • dzul1 Re: beaglo 31.07.08, 19:21
                      adela38 napisała:

                      > Jak okazywali to dla dziecka jest to czyms normalnym- ojciec jest
                      z kims kogo
                      > kocha, wiec okazuje mu czulosc i tyle... Zachowuje sie jak
                      > dawniej...naturalnie...dla dziecka jest to pozytywne.

                      Dorosli ludzie potrzebuja czasu, aby to sobie jakos poukladac, a co
                      dopiero male dzieci. Moim zdaniem to nie jest do konca fair i
                      powinno odbywac sie etapami /takie przyzwyczajanie do nowego
                      partnera/rki/.
                      • nangaparbat3 Dzul 31.07.08, 19:23
                        Wexmy w nawias brednie serwowane przez Adelę.
                        Dlaczego uwazasz, ze Twoj ex obsciskuje sie z tą pania na oczach dziecka?
                        Opowiadało Ci?
                        • dzul1 Re: Dzul 31.07.08, 20:13
                          Tak, ale dopuszczam, ze moze wymyslac. Nie chce robic "z igly
                          widly", musze sie po prostu przyzwyczaic i juz.
                          • nangaparbat3 Re: Dzul 31.07.08, 20:33
                            dzul1 napisała:

                            > Tak, ale dopuszczam, ze moze wymyslac. Nie chce robic "z igly
                            > widly", musze sie po prostu przyzwyczaic i juz.

                            Hmmm.
                            To az dziwne, że Ci opowiadało.
                            Ale skoro dalej chce chodzic do taty, widac nie byla to jakas szczegolna trauma
                            dla małego.
                            Spróbuj o tym nie myslec.
                            • dzul1 Re: Dzul 31.07.08, 21:11
                              Mam chyba taki charakter, ze lubie analizowac na dziesiata strone.
                              Dzieki.
                        • jarkoni Re: Adela 02.08.08, 11:30
                          Adela napisała była:
                          "Co do widoku ojca szczesliwego w objeciach kochajacej go osoby -to bardzo dobry
                          widok i przyklad dla dziecka...dziecko uczy sie jak okazywac milosc...byc moze w
                          swoim domu nie mial okazji sie tego uczyc"

                          Nango droga, czepiasz się? Może coś jest na rzeczy? Adela napisała samą prawdę..
                          Kole w oczy?
                          Nanga, taka jest czasami prawda (czasami), ale tak się zdarza i czemu z tym
                          walczyć? Ja wiem czemu.. Chyba żeby zabić swoje poczucie winy pod tytułem "nie
                          dałam mu tego co teraz ma, nie byłam zbyt dobra, i to mnie boli i jestem wściekła"..
    • dana26062 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 19:23
      chyba to wszystko jest dla Cibie swierze ale dasz rade...Tobie tez jest ktos
      potrzebny zeby cie ktos przytulił pocieszył dzieci rosna a Ty sie nie buntuj mam
      to na codzien dzieci same wyrobia sobie zdanie za pare lat los ci o wynagrodzi
      jak syn nie pojdzie do taty tylko z kolezanka do kina...
    • beaglo1 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 31.07.08, 22:32
      Ja też czekam na te"za kilka lat" i mam nadzieję,że tak będzie bo jaką więź ten
      ojciec będzie miał z tymi dziećmi jeżeli będą się widywali dwa lub trzy razy do
      roku...Ale to już nie mój wybór..."tak się wyśpi jak sobie pościele"...
      • dana26062 Re: Odwiedziny dziecka u kochanki 02.08.08, 08:54
        ja mam troszku starsze dzieci i ojca mieli tylko trzy razy do roku to co to za
        ojciec...nie ma wiezi on ich nie zna a one nie znaja jego...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja