zmienilamnicka
05.08.08, 12:44
Zastanawiam się. Moja koleżanka po wielu latach toksycznego związku i kilku
latach mówienia o rozwodzie - dojrzała do tego, żeby złożyć pozew. Byłam przez
te lata powiernicą jej problemów, łez, żali, spowiedzi jej grzechów, opowieści
o podłościach męża... =takim domoroslym podręcznym psychologiem.
Wielokrotnie podkreślałam, że cokolwiek zrobi musi to być jej osobista
decyzja, żeby nie kierowała się tylko moim zdaniem ale swoimi potrzebami (mamy
różne podejście do życia), bo cokolwiek zrobi to ona sama będzie musiała
ponosić tego konsekwencje.
Twierdzi teraz, że ostatecznie zdecydowała się, że nie chce być dłużej z
mężem, że złoży pozew. Ja jestem bardziej biegła w "papierkowych" sprawach, w
szperaniu po internecie, dużo czytałam na forach rozwodowych itd. Pytałam
ją, czy jej pomóc w przygotowaniu pozwu, mogła bym za tym poszperać - ona sama
nie wie, ale "chyba sobie poradzi". Równocześnie wiem że z kasą ma cienko, a
po samo napisanie pozwu za porozumieniem stron) mają iść do adwokata za
bagatela 500zł...
Zastanawiam się, czy angażować się w to bardziej, podsuwać jej wzory pozwów,
jakieś wytyczne, sprawdzać przepisy, pilnować by złożone w terminie itd-
jednym słowem czy pomóc jej w przeprowadzeniu rozwodu?
Czy zupełnie w to nie wnikać- tylko stać z boku i do niczego się nie wtrącać,
ewentualnie wysłuchać gdyby chciała pogadać?
Wiem, że czekają ją bardzo ciężkie dni - czego WY oczekiwaliście od bliskich
osób?