do kobiet po rozwodzie...

16.08.08, 12:12

jestem bardzo bliski kobiecie którą czeka rozwód, najprawdopodobniej tak to się wszystko skończy…
ona w tym związku trwa już ładnych parę lat. mają córkę… z naszych rozmów wiem że stan takiej wegetacji trwa już kilka lat
zawieszenie pomiędzy obowiązkiem a brakiem alternatywy i strachem

nie zainteresowałaby się mną gdyby była w nim szczęśliwa, tak mi się wydaje
poznaliśmy się na początku roku, nie dawno nawiązaliśmy bliższą znajomości, przyjaźń, romans, miłość…
powtarzam jej że ja na nią poczekam, że siłę do tego wszystkiego biorę z tego co jest między nami i z tego co będzie jak już wszystko się ułoży. nie chcę za bardzo uczestniczyć w tym rozstaniu bo jestem stroną tego wszystkiego a i tak już dużo się zadziało z powodu mojej osoby.
tłumacze jej że jeśli chce się z nim rozstać to niech to zrobi dla siebie, nie z mojego powodu. niech będzie przekonana że tego właśnie chce, że nie chce żyć już z nim.
gdyby nie to maleństwo które jest między nimi to pewnie już dawno by ich razem nie było, zabawa w rodzinę aby stworzyć dziecku dom.
jak mogę jej pomóc aby w tym wszystkim za bardzo nie uczestniczyć, boję się ze poczuje się przeze mnie naciskana a to pozostawi niesmak w naszych dalszych relacjach. jeśli ona zdecyduje że z nim zostaje dla dobra dziecka ja tego nie zrozumiem ale zaakceptuję. rozkochała mnie w sobie i zostawi ale przecież wiedziałem jak wygląda jej życie gdy to wszystko się zaczynało. co mogę dla niej zrobić ? jak mam z nią o tym rozmawiać ?

czy on ma szanse w sądzie na to aby dziecko zostało z nim ?
    • z_mazur Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 12:28
      Niestety zrobić możesz niewiele. Zawsze będziesz balansował w tej sytuacji pomiędzy chęcią pomocy jej, a niechęcią przed wywieraniem jakiegokolwiek nacisku.

      Jest duże prawdopodobieństwo, że ona wcześniej czy później rozstanie się z mężem, ale to wcale nie oznacza, że będziecie razem.

      Jeśli dobrze posługujesz się angielskim, wygooglaj sobie pojęcie "rebound relationship".

      Bardzo możliwe, że relacja z Tobą da jej siłę na odejście od męża, ale zarazem, będzie to bardzo obciążało wasz związek. Jeśli nie macie wspólnej przeszłości, to cała dotychczasowa będzie skażona jej negatywnymi emocjami związanymi z rozpadem małżeństwa i rozstaniem z mężem. Jest duże prawdopodobieństwo, że ona może się z czasem chcieć od tego odciąć.

      W każdym razie jeśli byliście wcześniej, zanim zaczął się wasz romans, znajomymi (im większa zażyłość tym lepiej), tym większe szanse że uda wam się przetrwać tą sytuację.
      • sbelatka z_mazur 16.08.08, 12:46
        smile
      • leptis ... 16.08.08, 13:08
        a jednak się nie sposób opanować...i nie odpowiedzieć...


        jesteśmy trochę oboje w temacie...trochę...bo ja nie romansuję
        ja jestem żonatym facetem...Pewna Panismile)) jest po rozwodzie...
        ja wciąż wierzę, że jej pomagam...nie będąc nacodzień...
        Onasmile)) wierzy w moje małżeństwo...
        mamy strasznie odległe terminy widzeń...to nie jest dla każdego...
        to jest przyjaźń dla wybitnych stworzeń...i ja będę dotąd...tu czy
        tam...
        dopóki nie będę pewny, że jest już znowu uśmiechnięta...beze mnie...
        to będzie trudne doświadczenie...ale ja ten moment wyczuję...
        tak będzie po prostu...smile)))
        nie traktuj tego jako podpowiedzi dla Siebie
        to są Twoje sprawy, czy chcesz być "tu i teraz"
        ostatnim gwoździem do trumny...czyjegoś małżeństwa

        pozdrawiam i nie traktuj tego postu jako zachęty do dyskusji.
        Nie mamy o czym.
        • kingas38 Re: ... 16.08.08, 13:21
          Leptis czytając to co piszesz mam wrażenie że jedną nogą stapasz po
          ziemi a druga zawieszona jest gdzieś między niebem a ziemią...
        • my_sterious Re: ... 01.09.08, 15:44
          A co na to Twoja żona smile ?

          - - - - - - - - - - - - - -
          "One of us cannot be wrong"
    • sbelatka Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 12:44
      witaj
      podoba mi sie jak piszesz o swojej roli w tej całej sprawie

      zła wiadomośc jest taka, ze TERAZ już nigdy nie będziesz wiedzial
      czy odejdzie od męża ze względu na siebie czy ze wzgledu na Ciebie..

      zawszeć pozosatnie cien...

      wiesz, od początku roku to nie brzmi jakos bardzo stabilnie... 7
      miesięcy...To wszystko jeszcze czas pierwszego zauroczenia

      Ale możliwe, ze w dobrych warunkach wyrosnie z tego prawdziwa
      milośc..

      oczywiscie, ze możesz jej pomóc.. odejśc od męża..
      gdy wiadomo gdzie sie spadnie PO skoku - łatwiej zdecydowac sie na
      ten skok.. ktorego bez tej wiedzy mozliwe, ze nigd by sie nie
      wykonało...

      no i wiesz... z drugiej strony patrząc na ta całą sytuacje to Twoja
      ukochana po prostu zdradza swojego męza..
      mozliwe, ze trudno Ci będzie znaleźć w naszym gronie przyjaznych
      ludzi.. bo wiele/wielu z nas zostalo własnie zdradzonych i
      porzuconych - bo KTOS pomagal im radzić sobie z nieudanym
      małżeństwem...

      powtarzamy tutaj do znudzenia - zakończ stary związek i wtedy pakuj
      sie w nowy..
      ale dla Was na to juz za późno.

      no i to co mi teraz przyszlo do glowy
      przestan ja zapewniac, ze z nia bedziesz po rozwodzie...
      przestań z nią sypiać...
      zobaczysz...
      co sie zmieni, co zdecyduje

      ale spoodziewam sie, ze tego nie zechcesz zrobic...

      pamietaj jednak, ze uczucia się zmieniają... choc zawsze wydaje nam
      sie, ze to jest właśnie TA milośc...

      • west_mclaren Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 13:01

        sbelatko, ja najchętniej odsunąłbym się w cień i przeczekał to wszystko gdzieś obok
        mam w sobie dużo siły i nigdzie mi się nie śpieszy, mam 30 lat, kilka związków za sobą ale pierwszy raz tak świadomie i pewnie wiem co ja czuję...
        ale jak mam patrzeć na jej smutne oczy kiedy przechodzi obok mnie w pracy, jak mam na to nie reagować ?
        przecież nie zostawia się przyjaciela w potrzebie…

        nie sypiamy ze sobą, nie ma jak… nie ma okazji a balansowanie na krawędzi że to wszystko się wyda sprawia więcej stresu niż radości i satysfakcji. że zdradza męża ? a czego szuka się drugiej osobie o której reszta mówi że to Twoja druga połowa ? ona tego nie znalazła. ja w swojej drugiej połowie też nic takiego nigdy nie znalazłem, dopóki nie poznałem jej…

        ja jej powiedziałem że po jej rozstaniu nie będzie tak że wtargnę w życie jej dziecka z dnia na dzień
        że to będzie potrzebowało czasu, nawet kilku miesięcy…
        ona musi sobie zorganizować życie bez niego, ja jestem jej w stanie w tym pomóc i powoli, bardzo delikatnie angażować się w jej życie i dziecko
    • adela38 Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 14:42
      Jesli ona nie jest skonczona alkoholiczka czy narkomanka nie ma praktycznie
      szans by dziecko zostalo przy nim.
      Jesli ja naprawde kochasz, chcesz z nia byc i chcesz by jej dziecko bylo z wami
      to powiedz jej to.Powiedz ze ma dokad pojsc i na kim sie wesprzec.Zostanie z
      mezem ktorego nie kocha i rezygnacja z milosci napewno nie jest dla dobra
      dziecka.Dla dziecka najlepsza jest kochajaca sie rodzina.Jesli chcesz z nia taka
      tworzyc to jej to powiedz i praktycznie pokaz.W koncu rozwod jest czescia
      techniczna.Jesli chcecie mozecie zaczac wspolne zycie od zaraz a papiery zlozyc
      w urzedzie i niech trybiki sie kreca...Jak urzedowo sie wszystko potwierdzi
      mozecie wtedy tez zalegalizowac wlasny zwiazek.
      Przyszlo mi tez do glowy, ze jesli naprawde chce rozwodu to powinna jak
      najszybciej sie wyprowadzic z dzieckiem by moc w sadzie okazac, ze juz nia z nim
      nic nie laczy.Fakt, ze jest z toba moze dzialac tylko na jej korzysc, bo latwiej
      wykazac, ze tamten zwiazek zdechl...
      A jak maz zechce uznania jej winna niech sad uznaje od razu...nie ma o co sie
      bic...wlasne zycie, spokoj i szczescie jest wazniejsze.
      • z_mazur Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 14:58
        Niestety to nie jest takie proste. Nie ma nic gorszego niż odrzucony współmałżonek z poczuciem zranienia i wywołaną nią chęcią odwetu, a tak najprawdopodobniej stałoby się gdyby oni teraz razem zamieszkali.

        Praktycznie gwarantowane nękanie, ciągnący się miesiącami rozwód, walka o opiekę nad dzieckiem, o podział majątku, a to wszystko w atmosferze złości, pretensji, żalu i rosnącej wzajemnej niechęci.
        Na to nakładające się wątpliwości co do słuszności swojego postępowania, pojawiające się poczucie winy i smutek wywołany życiowym niepowodzeniem jakim jest nieudane małżeństwo.

        Budowanie związku z kimś innym w takiej sytuacji to poważne wyzwanie.
        • west_mclaren Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 15:20

          adela38, ja jej to wszystko pokazuje na co dzień
          mam ułożone w głowie jak to powinno wyglądać po jej rozstaniu
          ale Ona powala mnie tekstami typu: będę z nim tylko mieszkać jeśli to ma być dla
          dobra dziecka...
          i już nie chodzi mi tu o mnie tylko o to co Ona próbuje zrobić ze swoim życiem...

          i ja tak myślę jak pisze z_mazur
          że jeśli od razu byśmy razem zamieszkali to tylko by temu wszystkiemu zaszkodziło
          wydaje mi się że on zacząłby grę aby ona do niego wróciła
          aby spróbowali jeszcze raz, wytrzymałby rok... a potem byłoby to samo

          ja mam czas, mi się nie śpieszy
          oczywiście chciałbym aby była moja i tylko dla mnie, żeby w jej oczach w końcu
          zamieszkało słońce
          ale nic na siłę, bez pośpiechu, chcę jej otworzyć oczy na to że stać ją w życiu
          na to żeby być szczęśliwą, uśmiechniętą i radosną
          • adela38 Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 18:53
            To wytlumacz jej ze dla dobra dziecka powinna wlasnie odejsc.Odejscie i
            odizolowanie sie od meza to dobry sposob na przetrwanie ewentualnego
            nekania.Rozwod jak ma sie ciagnac- niech sie ciagnie.I tak efekt jest z gory
            wiadomy.Dziecko zabiera ze soba, a jesli maz sie awanturuje to tylko dobrze bo
            jest powod by nie widzial dziecka az sie uspokoi...
            Wydaje mi sie ze problem jest w tym, ze byc moze ona nie jest zdecydowana, bo
            ...ma was obu.Ale jesli naprawde ciebie kocha , nie kocha jego i chce
            szczesliwej rodziny musi sie zdecydowac.
            • kingas38 Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 19:08
              Adela... ciebie to chyba pogoda przytłoczyła...piorun jakis...albo
              co innego
              • adela38 Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 22:03
                No kurcze...mamy rownouprawnienie...takie nawet, ze rowniejsze dla kobiet w
                sadach rodzinnych...
                Zwykle to faceci narzekaja jaka to zona niedobra i pocieszani sa w ramionach
                kochanki...Co kochankom radzimy?- by postawily ultimatum i jesli taka zona zla
                to bez problemu ja zostawi...Jak nie to albo ta zona nie jest taka zla, albo
                delikwent nie ma charakteru...W obu przypadkach delikwent sie dyskwalifikuje...
                Tutaj przypadek odwrotny- pani jeczy jak jej zle...tak zle, ze w tym zlu chce
                trzymac dziecko ponoc dla jego dobra...Mnie tu cos smierdzi.
                Ale jesli nie jest az tak zle to zamiast dorabiac rogow mezowi nich idzie z nim
                na terapie i nie mani bogu ducha winnego faceta.
    • sbelatka Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 16:07
      wiesz co.. zatytulowaeś "do kobiet PO rozowdzie" - a dla nas, kobiet
      PO rozowdzie taki problem to nie problem..
      PO rozwodzie mamy dowolną dowolnośc robienia z naszym życiem tego co
      nam sie podoba...
      wiązania z kim nam sie podoba
      sypiania też...

      mysle, ze absolutnie nie podpowiemy Ci niczego mądrego
      w moim odczuciu najsensowniejsze jest to co pisze z_mazur

      i wiesz co.. juz teraz jako wolna osoba modle sie żeby na mojej
      drodze nie stanąl boski Apollin,ktory zapała do mnie wielka milośćia
      (i vice werssal).. jak najbardziej NIESZCZESLIWIE żonaty...

      Zupelnie a priori mysle, ze to byloby bardzo trudne.. choc na
      poczatku mogloby wyglądać dowolnie pieknie i zachęcająco...
      i ostatecznie skazane na porażke...

      ale może Tobie sie uda..
    • iranka_1 Re: do kobiet po rozwodzie... 16.08.08, 16:50
      Taka analogia mi się nasunęła na myśl - mam koleżankę, która od
      wielu lat jest w związku z facetem, mają kilkuletnie dziecko. Ona,
      od lat mówi jak jest z nim źle, chce odchodzić, czasem się rozstają
      na krótki czas. Dziewczyna jest wspaniała, a facet jest niezłym
      egoistą w skrócie, i każdy zapoznając się z ich życiem powiedziałby
      jej - kopnij go w tyłek i zacznij wreszcie szczęśliwie żyć. Ale jest
      to ale - ona go wciąż kocha i nie jest w stanie odejść definitywnie.
      I żadne rady, ani wsparcie tu nie pomogą. Ona sama musi tego chcieć
      i do tego dojrzeć, albo musi się przelać jakaś czara goryczy.
      Wydaje mi się, że masz bardzo trudną sytuację, z jednej strony
      chcesz wspierać, a z drugiej nie powinieneś zbyt ingerować.
      Żeby była jasność sytuacji, że ona chce odejść od niego (a nie do
      ciebie).
    • young_and_bored Re: do kobiet po rozwodzie... 17.08.08, 12:07
      west_mclaren napisał:

      >rozkochała mnie w sobie i zostawi ale przecież wiedziałe
      > m jak wygląda jej życie gdy to wszystko się zaczynało. co mogę dla
      > niej zrobić
      > ? jak mam z nią o tym rozmawiać ?


      Ona sobie poradzi, zrób coś dla siebie - przejedź się ze dwa razy do
      agencji, kto wie, może się odkochasz. Zakochany jesteś, mało z tego
      rozumiesz i nie wiesz w co się pakujesz. wiem, że to do Ciebie i tak
      nie dotrze, może jak jesteś niegłupi to chociaż przemyślisz.
    • west_mclaren a jeśli chciałbym... 17.08.08, 17:15

      a jeśli chciałbym odejść… zakończyć romans i przejść na etap przyjaźni i koleżeństwa
      wtedy mógłbym lepiej jej pomóc, nie byłbym stroną w tej sprawie
      u nich ten problem trwa od kilku lat tylko nigdy nie było alternatywy. to ich
      rozstanie nie powinno być przeze mnie ale dla nich.
      jeśli zostalibyśmy przyjaciółmi to może inaczej by nam się o tym rozmawiało ?
      czy to by jej pomogło ?

      jeśli tak to jak to zrobić najdelikatniej ? jak przejść z etapu do etapu a
      właściwie cofnąć się w relacjach ?
      chcę bardzo jej pomóc… zależy mi na tym żeby była po prostu szczęśliwa...
      • young_and_bored Re: a jeśli chciałbym... 17.08.08, 20:02
        Zaczynasz kombinować jak koń pod górę. Jak długo chciałbyś
        tak uszczęśliwiać tą swoją koleżankę ?
        Jak zakochasz się w normalnej panience (w sensie czysty układ,
        normalny związek) i będzie Ci z nią dobrze to przestanie obchodzić
        Cię rozwód koleżanki, a ona sobie znajdzie nowego pomagiera.
        Jeśli chcesz się wycofać to chyba im wcześniej tym lepiej, zanim
        np. ludzie w pracy się połapią co jest między Wami. Tu nie ma
        dużo do tłumaczenia, chyba żadnego rozsądnego faceta nie interesuje
        na dłuższą metę układ, w którym jest kochankiem kobiety mieszkającej
        ze swoim mężem. Nie sądzisz, że to upokarzające ?
        • aron95 Romantyczny Ty jakiś 17.08.08, 21:22
          panienka oczkami zatrzepotała a Ty ją już kochasz ?
          Bajki nam tu opowiadasz , w depłeś w to po samą szyję .
          Najlepszy sposób na podryw to opowiadać jaki to małżonek zły .
          Tak sie zachowują i mężczyźni i kobiety .

          Najlepiej gdybyś na pół roku zniknął i po tym okresie
          sprawdził na którym etapie dziewczę jest
          W tej chwili chcąc-niechcąc wpływasz na jej decyzje .

      • akacjax Re: a jeśli chciałbym... 17.08.08, 21:30
        A jeżeli ich powód rozwodu jest za słaby w świetle zwykłej ciągle tu cytowanej formułki rozwodowej? (rozwód mozna uzyskać jeżeli jest trwały i zupełny rozkład fizyczny, gospodarczy i uczuciowy i o ile nie zaszkodziłoby to dobru małoletniego dziecka).
        A jeżeli ona chciałaby Twojego konkretnego działania, byś dał jej taką pewność-że może sie na Tobie oprzeć...tylko ponoć między jednym a drugim związkiem powinien być czas regeneracji, ponoć na zakładkę niezbyt się udaje.
        Masz problem-tak bywa gdy szuka się szczęścia z tymi, którzy związani innym związkiem jeszcze.
      • panda_zielona Re: a jeśli chciałbym... 17.08.08, 21:58
        west_mclaren napisał:

        > a jeśli chciałbym odejść… zakończyć romans i przejść na etap
        przyjaźni i
        > koleżeństwa
        > wtedy mógłbym lepiej jej pomóc, nie byłbym stroną w tej sprawie

        \A to się tak da? powiedzieć sobie od dziś jestem tylko kumplem.
        I jako kumpel poradzić natychmiastowy rozwód.

    • ta Re: do kobiet po rozwodzie... 19.08.08, 01:47
      Dlaczego mało kto pyta o rady NIM strzeli głupstwo?
      Maszyny do zawracania czasu nie wynaleziono.

      Odsuń się od tej pani i zostaw małżeńskie sprawy do rozwiązania małżeństwu, bo
      tym razem, w tej bajce, to ty wysłuchujesz wytartych sloganów, że "on jej nie
      rozumie i dawno ze sobą nie śpią". To oczywiście może być i prawdą, może, nie
      musi...
      Ta_
    • sauber1 Re: do kobiet po rozwodzie... 19.08.08, 02:07
      west_mclaren napisał:

      >...jeśli ona zdecyduje że z nim zostaje dla dobra dziecka ja tego
      > nie zrozumiem ale zaakceptuję. rozkochała mnie w sobie i zostawi
      > ale przecież wiedziałem jak wygląda jej życie gdy to wszystko się
      > zaczynało. co mogę dla niej zrobić ? jak mam z nią o tym
      > rozmawiać?
      > czy on ma szanse w sądzie na to aby dziecko zostało z nim ?


      Nie przejmuj się tym tak bardzo, w razie co, to znajdziesz sobie inną, a co do
      dziecka, to może i lepiej jakby z ojcem pozostało, po co ma być przeszkodą
      między wami, co najczęściej jest regułą jak nam życie pokazuje ...
      • west_mclaren Re: do kobiet po rozwodzie... 19.08.08, 09:54

        ale ja nie chce innej
        mam za sobą kilka związków, mam nawet bardzo poważny którego owocem jest mój
        czteroletni synek… rozstaliśmy się z jego mamą ale utrzymujemy znajomość

        pierwszy raz czuję w życiu tak olbrzymią fascynacje kobietą, motylki w brzuchu
        to mało powiedziane
        marze o tym żeby mieć z nią dzieci…

        będę po prostu na nią czekał
        może w moim życiu wydarzy się coś co zmieni moje spojrzenie na to wszystko ale
        ja czegoś takiego nie szukam
        nie jest mi dobrze z tym co się dzieje ale to co czuję daje mi siłę

        bo kocha się po prostu a nie za coś...
        • kasiula_28 Re: do kobiet po rozwodzie... 29.08.08, 21:16
          napisałam Ci maila na pocztę gazetową,jeśli chcesz to napisz również na maila,
          daj znać,że przeczytałeś, pozdrawiam
        • my_sterious Re: do kobiet po rozwodzie... 01.09.08, 15:30
          west_mclaren napisał:

          > pierwszy raz czuję w życiu tak olbrzymią fascynacje kobietą,
          motylki w brzuchu
          > to mało powiedziane
          > marze o tym żeby mieć z nią dzieci…
          >
          > będę po prostu na nią czekał
          > ......
          > bo kocha się po prostu a nie za coś...

          Ciekawe jak chcesz to zrobić ? Jak chcesz być dla niej kumplem,
          chcąc mieć z nią dzieci i kochając ? Czy jesteś w stanie patrzeć na
          to co się u niej dzieje, nawet jeśli sprawy przybiorą niekorzystny
          dla Ciebie obrót tzn. ona zdecyduje się zostać z mężem ? Co wtedy
          zrobisz ? Odkochasz się ? Jakkolwiek się nie nazwiesz, nie uda Ci
          się być obok. Jesteś już w środku, pomiędzy nią a jej mężem...
          Trudno być wtedy kumplem sad
    • lampka_witoszowska Re: podsumowując :) 29.08.08, 22:42
      nasuwa mi się tylko jedno (bo większosc powiedziała mądre rzeczy i
      ja się zgadzam): Boże! zrobiłes cos okropnego - dałes ludziom
      serca smile i za to poczucie humoru też Cię lubię smile

      głównie zgadzam się z tym, że jako kumpel mógłbys spojrzec na sprawę
      i jako kumpel powiedziec jej, żeby się rozwiodła (o ile jako kumpel
      bys tak to widział wink)
    • adamobia Re: do kobiet po rozwodzie... 04.09.08, 12:09
      Głupi jesteś. Kobieta zawsze szuka jakiegos punktu podparcia zeby
      sie przenieśc. Rozwaliłes małżeństwo i dom. One zawsze płaczą ,zę sa
      nieszczęsliwe a Ty dostaniesz jeszcze od niej w dupe ... i bardzo
      dobrze.
      • ivone7 Re: do kobiet po rozwodzie... 04.09.08, 13:21
        uwielbiam takie generalizowanie..."one"...tak zawsze robia.."one" sa
        zlymi kobietami..."one" szukaja punktu podparcia...
        czyli "one" sa takie same jak "oni"...aczkolwiek z doswiadczenia
        wiem i widze, ze duzo kobiet rozni sie od "onych"..odchodza do
        nikad..dlugo nie wiaza sie z nikim..po prostu nabieraja odwagi by
        odejsc.."oni" jakos rzadziej...
        a autor watku..musi sobie zdac sprawe..ze wklada palce miedzy
        drzwi..nie uda sie byc na powrot kumplem, nie uda sie spojrzec na to
        z boku..zawsze bedzie w..
        i nie wiadomo z jaka trauma bedzie sie jej kojarzyl..to wszystko
        zalezy jak bedzie przebiegal rozwod..i czy ona nie przeniesie tych
        rozwodowych emocji na niego...
        a milosc..podobno wszystko zwycieza..trzeba w to wierzyc..
        • wojtekp67 A daj Ty sobie spokoj 05.09.08, 12:18
          "ale ja nie chce innej
          mam za sobą kilka związków, mam nawet bardzo poważny którego owocem
          jest mój czteroletni synek…
          pierwszy raz czuję w życiu tak olbrzymią fascynacje kobietą, motylki
          w brzuchu
          to mało powiedziane
          marze o tym żeby mieć z nią dzieci…"

          Chłopie, chcesz kolejne dziecko? A pomyśl, ze jeszcze roczek, moze
          dwa latka i byc moze fascynacja minie, motylki odfruną, a kolejne
          dziecko nie bedzie miało rodziny

          Typowy romansik, nieszcześliwa żona/mąż i pocieszyciel/ka w
          pracy smile))
          Zwróc przy okazji uwage na fakt, ze mąz moze troche inaczej widziec
          to małzenstwo i niekoniecznie uważa to za trwanie w zwiazku. A
          wzwiazku z tym moze poczuć lekka niecheć do Ciebie. smile)

Pełna wersja