adalia_m
24.08.08, 17:43
Najgorsze jest to, że nie rozumiem, jak można pod koniec czerwca
mówić, że "bez Was wszystko jest bez sensu" (tzn. beze mnie i
naszych dwóch synów), jak można na początku lipca mówić "kocham
cię", jak można w czerwcu wziąć ogromny kredyt na mieszkanie na 30
lat, a w sierpniu tego samego roku stwierdzić, że potrzebuje sie
wolności, a to, czego sie naprawdę pragnie, to picie piwa w
knajpach, poznawanie nowych ludzi, niebezpodstawnie przypuszczam, że
głównie odmiennej płci. Nagle "wszystko jest bez sensu". Nagle "nie
potrafimy sie dogadać w sprawach codziennych". Próbowałam się
dogadać, naprawdę chciałam. Rzeczywistość pokazała, że on tak
naprawdę nie chce się dogadywać. Wyjechałam w środę. Nie dał znaku
życia. Pewnie mu dobrze. Jestem potwornie zmęczona. Czuję sie jak
zużyty kapeć. Nie rozumiem. Pomóżcie, jeśli wiecie, o co chodzi.