na co idą alimenty?

30.08.08, 23:43
zastanawiam sie na co ida alimenty.... dla dziecka mojego faceta.
w sumie matka syna mego partnera ma 900 zł
dodatkowo utaro sie ż e partner co miesiąc zabiera syna na małe
zakupy... upragnione buty.... nowa koszulka jakiejś serii....... 3-4 x
w miesiącu wyjście na koncert czy warsztaty girarowe....kazdoraowo
wejście + napoje to ok 30-35 zł, w tym miesiącu 2x aqvapark
2x w miesiącu wyjazdy na weekend (grill spływ... czy inne atrakcje
w 100% pokrywane przez partnera.
a dzis jego syn... pisze do nas na gg że liczy na ojcowska
pomoc finansowa bo potrzebuje na buty , dresy..zeszyty i ksiązki i
"wogóle nie ma w czym chodzic na codzień".
hm... troche stanełam jak wryta... zaproponnowalam partnerowi... ż
e moż e faktycznie ten wrzesień jest pelen wydatków...i moz e cos
na w--f dokupimy jego synowi....ale tu kolejny szok.... bo ow 14
letni chłopak wyśmiał nasze wsparcie ...i stwierdzil ż e jak mamay
mu dac na buty na w-f 100 zł to lepiej nic mu nie dawac....
oznajmił ż e minimum to 230 zł i to tak z bólem bo teraz juz
takiego modelu z a 230 sie nie nosi...
ja sie wkur.... ale partner jeszcze negocjuje.. nie wiem gdzie
sa granice... i jak wytłumaczyc 14 latkowi .... że kazdy ma jakies
granice i możliwosci finansowe.
    • ravny Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 00:18
      to ojciec z matką dziecka mają ustalić na co idą alimenty, jakie są dziecka
      potrzeby, i na jaki standard utrzymania dziecka jest rodziców stać. Jego
      ojciec + jego matka.

      Czy Ty z własnej kasy płacisz alimenty na dziecko partnera, lub utrzymujesz go?
      Jeśli tak to przestań to robić bo to nie twoja rola.
      A partner niech ustali potrzeby dziecka z jego matką, zależne od jego funduszy,
      a nie żeruje na Tobie.
      • alexolo o czym mówisz? 31.08.08, 00:31

        alez ja nie uczstnicze w placeniu alimentów....i z tymi ksztmi nie
        mamm nic wspólnego
        po z a tym ż e po odliczeniu alimentów.. kredytów,,, i innych
        zobowiązań... pozostała kwota z obu pensji jest kwota wspólnie
        wydawana na nasze zycie...i własnie z tej kwoty /puli sponsorujemy
        syna mego partnera ...jak i z tej samej puli sponsorujemy
        mojego!!!

        co do kosztów utrzymania syna partnera .. ze strony jego ex żony
        to proste... ma dawac swoje 450 zł i niech sie do niczego nie
        wtraca...ona nie rozmawia , nie odbiera tel, jak cos chce to powiadamia
        ..przez sms ...ale nie odpisuje na zapytania.. wiec nie ma mowy
        o ustaleniach wydatków na dzieco...ona twierdzi ż e zrobiła to w
        sądzie..i rola ojca sprowadza sie do płacenia.
        900 zł na dziecko to sporo... a on twierdzi ż e nie ma w czym
        chodzic...( znając nastolatków miał na mysli... nie mam nic modnego,
        nowego..)
    • chalsia Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 01:40
      Alexolo, odpowiedz sobie tak zupełnie szczerze, czy chciałabyś by Twoja nexia
      roztrząsała jak wydajesz alimenty na dziecko i co i kiedy mu kupujesz? Czułabyś
      się z tym dobrze?
      Innymi sLowy - o ile nie utrzymujesz swojego partnera, to po prostu nie Twój
      biznes, jak eksia wydaje alimenty i ile ojciec dodatkowo na syna nastolatka wydaje.
      • marek_gazeta Re: na co idą alimenty? 01.09.08, 13:30
        Bardzo słusznie.

        Skoro facet wszedł w drugi związek, to znaczy, że ma kasę na swoje dzieci z poprzednich związków i dodatkowo starcza mu na nowy związek. Proste.
    • nangaparbat3 Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 10:17
      Przeciez kazdy wie - na gacha.
      • alexolo o rany dziewczyny.. 31.08.08, 10:43
        mi nie chodzi o kontrole wydatków byłej moge faceta... i nie mam
        nic przeciw dotowaniu od czasu do czasu jego syna... sama zapraszam
        go na wycieczki... spotykamy sie na obiadkach .. mamy bb dobry
        kontakt... NIE O TO CHODZI

        mój ex daje mi tyle samo 450 zł ja za to tak rozporzadzam kasą
        aby mały mial wszystko czego potrzebuje
        raz wydaje na małego 500 zł miesiecznie a czasem 130oo , staram
        sie tak rozporzadzac kasa aby na wszystko starczyło.. do głowy by
        mi nie przyszło podpuszczac dziecka przeciw ojcu//// dopominając sie
        zakupu podstawowych artykułow szkolnych i odzierzy... te rzeczy powinny
        byc zakupione z wpłacanych alimentów + z tego co dopłaca matka...
        przynajmniej tak rozumiem iddeee alimentów..płaconych regularnie ..i ex
        żona moż e sobie rozplanowac co i kiedy kupi.
        jak wiecie obecnie moj pan jest w nieciekawej sytuacji finansowej..
        robi co może ma dodatkowa prace.. to sa grosze ale na alimenty
        akurat .. spłaca zadłuzenie ex żonie... 3 miesiace temu była sprawa o
        alimenty jego ex żona wnioskowała o 450 zł i tyle dostaje...

        chodzi o to ż e wkurzające jest podpuszcczanie dziecka ..aby wyciągało
        od ojca kase .. na tak podstawowe rzeczy... i tylko dla tego tak
        zatytułowałam ten wątek
        • ravny Re: o rany dziewczyny.. 31.08.08, 11:00
          nie wiesz czy żona dziecko podpuszcza. insynuujesz.
          to sprawa ojca dziecka ile dodatkowo dziecku daje.
          to sprawa rodziców dziecka wychować go na takiego który nie traktuje ojca tylko
          jak bankomatu. niech ojciec z nim rozmawia i wychowuje to będzie miał efekty.

          i wygląda na to, że sponsorujesz partnera dlatego cię tak to boli.

          przyznaj się - po opłaceniu alimentów i długów partnera - ile tak naprawdę
          zostaje mu pieniędzy na wyżywienie jego samego? stać by go było przeżyć miesiąc
          bez twoich finansów?
          jeśli chcesz faceta utrzymywać - twoja wola, utrzymuj też jego dziecko, dlaczego
          nie? Ale nie musisz twierdzić, że to wszystko wina byłej żony. Może z drugiej
          strony właśnie partnerka twojego byłego faceta suszy mu głowę że płaci tobie za
          wysokie alimenty a u nich pusto w kasie, że za 900zł to trójkę dzieci powinnas
          utrzymać a nie jedno.... kto wie?
          • martoewo Re: o rany dziewczyny.. 31.08.08, 11:10
            wiem .. bo syn mego faceta powiedział nam w prost " mama powiedziała
            abym do ciebie sie zrócił......
            • nangaparbat3 Re: o rany dziewczyny.. 31.08.08, 15:03
              To nie podpuszcza, tylko powiedziała wprost, widac jej nie starczylo. Tak jak
              Twemu aktualnemu nie starczalo niegdyś na alimenty. Zdarza się.
            • triss_merigold6 Ups ZONK 01.09.08, 10:49
              Założyłaś śliczny wątek na f. psychologia na temat przedziwnych
              terrorystycznych obyczajów żywieniowych Twojego partnera i wciąż
              wraca motyw zastraszania dziecka, szantażowania, agresji, karania
              dziecka, bo czegoś nie zjadło itd.
              Skoncentruj się na tym, żeby się gościa pozbyć a nie wyliczać
              wydatki jego byłej.
              Na żarcie dla niego nie zarabiasz, prawda?
    • panda_zielona Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 11:00
      Nie wiem na co idą alimenty,nigdy nie dostawałam,ale buty na wf za
      230 zeta,to chyba mocna przesada.
    • tricolour No to masz piękny przykład... 31.08.08, 11:06
      ... nie tylko w zachowaniu nexii, ale także we wpisach foremek, że
      pobierającego alimenty interesuje tylko, by brać i to jak najwięcej.

      Gdy ma się te alimenty płacić (nie tylko samamu płacić, co dotyczy
      facetów, ale także współpłacić - w przypadku związku z facetem
      mającym obowiązek alimentacyjny) to zmienia się podejście do
      wydawania pieniędzy na bardziej racjonalne. Bo alimenty są składową
      budżetu, a nie tylko wyłącznym obowiązkiem faceta.

      Poza tym dziecko nie jest najważniejsze i taka optyka pozwala nabrać
      właściwych proporcji nawet w wydatkach.
      • ravny Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 11:13
        Problem jest w tym, że Alexolo przygarnęła pod opiekuńcze skrzydełka dziwnego
        faceta ,który nie potrafi powiedzieć synowi "mam teraz długi i niestety synu nie
        stać mnie na firmowe buty dla ciebie" - tylko tenze partner woli zostawić ten
        problem na głowie Alexolo, żyjąc za jej kasę a z synem NEGOCJUJĄC.... sic....
        • tricolour Masz sporo racji... 31.08.08, 11:20
          ... nie jest dobrze, że facet Alexolo nie potrafi jasno komunikować
          swojego zdania.

          Z drugiej strony: alimenty wylicza się tak, by starczały na
          wrześniowe wydatki bez dodatkowych telefonów i pseudoproszenia czy
          manipulacji.
        • nangaparbat3 Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 11:25
          ravny napisał:

          > Problem jest w tym, że Alexolo przygarnęła pod opiekuńcze skrzydełka dziwnego
          > faceta ,który nie potrafi powiedzieć synowi "mam teraz długi i niestety synu ni
          > e
          > stać mnie na firmowe buty dla ciebie" -

          Bo musiałby powiedziec: mam teraz dlugi wobec twojej mamusi, ktorej nie dawalem
          na ciebie alimentów...
          • alexolo o czym piszesz?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ! 31.08.08, 14:34



            jakie długi za alimenty!!!!!!!!!!!!!!?
            długi wobec mamusi to przedmałżenska sprawa z karta ... niby zapłacona
            przez małżonke w zamian za zrzeczenie sie mieszkania na jej
            rzecz!!!! jednak od marca tego roku ex zonie sie odwidziało...i
            mimo wczesniejszych uzgodnień obecnie zarzadała spłaty karty... za
            alimenty to mama jest winna za 1,5 roku.... mój partner bedzie teraz
            dochodzil roszczeń z tego tytułu!!!!!
            matka od tego roku przejeła opieke nad dzieckiem...i od tego
            momentu mój partner zaczoł płacić tyle co ona wczesniej powinna
            płacić mu...!!! i on nigdy nie zalegał z alimentami... nie wiem o
            czym piszesz ...po to aby cos napisac i oczernic?

            nangaparbat3 napisała:

            > ravny napisał:
            >
            > > Problem jest w tym, że Alexolo przygarnęła pod opiekuńcze skrzydełka dziw
            > nego
            > > faceta ,który nie potrafi powiedzieć synowi "mam teraz długi i niestety s
            > ynu ni
            > > e
            > > stać mnie na firmowe buty dla ciebie" -
            >
            > Bo musiałby powiedziec: mam teraz dlugi wobec twojej mamusi, ktorej nie dawalem
            > na ciebie alimentów...
            >
            • nangaparbat3 Re: o czym piszesz?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ! 31.08.08, 15:06
              przepraszam, tak to zrozumiałam co pisalaś, widocznie źle.
              Ale moze nie drzyj sie aż tak.
        • alexolo Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 11:26
          ravny
          uczepiłeś /łas sie jednego tematu.. mylisz sie .. młody ma jasno
          powiedziane jaka jest sytuacja... jednak widocznie 14 latka nie bardzo
          to interesuje... a raczej nie chce interesowac i nie przyjmuje dpo
          wiadomości .. z e tato tyle ile moze daje...

          być moż e jego mama żyje na innym poziomie ... i dla TEGO BUTY
          za 230 zł dla niego to pestka...
          wszystko to trudne .. próbuje sobie przypomniec jak było z a moich
          czasów... maiałm drobne kieszonkowe.... ciuchy dostawało sie " po
          rodzinie"... od świeta czy okazji ciuch ze sklep..ten upatrzony....
          od 1 klasy dorabialam sobie pracujac w księgarni... ale to były
          inne czsy





          napisał:

          > Problem jest w tym, że Alexolo przygarnęła pod opiekuńcze skrzydełka dziwnego
          > faceta ,który nie potrafi powiedzieć synowi "mam teraz długi i niestety synu ni
          > e
          > stać mnie na firmowe buty dla ciebie" - tylko tenze partner woli zostawić ten
          > problem na głowie Alexolo, żyjąc za jej kasę a z synem NEGOCJUJĄC.... sic....
          • ravny Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 11:30
            Alexolo, nie stać cię na płacenie długów i utrzymywanie tak drogiego faceta to
            go nie utrzymuj. A szukanie winy w dziecku za tę sytuację jest głupie.
            • elka.net Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 12:11
              A Ja mysle,ze facet Twoj jest w rzeczy samej wykorzystywany i tyle. Nie dosc,ze
              placi 900 zl alimentow to jeszcez musi ubierac syna...pytam sie z jakiej racji?
              900 stow to spora suma i niech mi tu nikt nie wmawia,ze tak nie jest.
              Facet powinien jasno sie okreslic i np. odpisujac dziecku na gg napisac "sorry
              synu ale w tym miesiacu dodatkowej kasy nie mam, musi Wam wystarczyc te 900 stow
              co Ci place"...i tyle.
              Ludzie 900 stow na 14-sto latka to spora kwota. Co matka nie wiedziala,ze idzie
              wrzesien i szkola sie zaczyna? Mogla odlozyc pewna kwote na ta okazje. Poza tym
              z tego co wiem to ojciec nie ma obowiazku w 100% utrzymywac dziecka...robi to do
              spolki z zona prawda?
              Mam znajoma,ktora jak sama powiedziala "dala sobie zrobic 3 dzieci, bo to jej
              zabezpieczenie na przyszlosc...".Nie ukrywala przede mna faktu,ze oprocz tych
              dzieci nie ma szans na dodatkowo inne pieniadze,bo jest bez szkoly i checi by
              podjac prace...Zyje z alimentow na dzieci i dobrze Jej z tym ...a do tatusia
              wysyla smsy,ze dzieci albo bez butow, albo bez kurtek...

              Dla mnie to zenada i pasozytnictwo!
              • ravny Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 12:18
                facet płaci nie 900zł tylko 450 zł.

                900zł Alexolo zsumowała zakładając że drugie 450zł wykłada matka dziecka.
              • alexolo 450 zł!!!!!!!!!!!!!! 31.08.08, 14:39




                a 900 zł to kwota łączna z tym co winna dodawac matka napisałam
                o tym wyrażnie


                toelka.net napisała:

                > A Ja mysle,ze facet Twoj jest w rzeczy samej wykorzystywany i tyle. Nie dosc,ze
                > placi 900 zl alimentow to jeszcez musi ubierac syna...pytam sie z jakiej racji?
                > 900 stow to spora suma i niech mi tu nikt nie wmawia,ze tak nie jest.
                > Facet powinien jasno sie okreslic i np. odpisujac dziecku na gg napisac "sorry
                > synu ale w tym miesiacu dodatkowej kasy nie mam, musi Wam wystarczyc te 900 sto
                > w
                > co Ci place"...i tyle.
                > Ludzie 900 stow na 14-sto latka to spora kwota. Co matka nie wiedziala,ze idzie
                > wrzesien i szkola sie zaczyna? Mogla odlozyc pewna kwote na ta okazje. Poza tym
                > z tego co wiem to ojciec nie ma obowiazku w 100% utrzymywac dziecka...robi to d
                > o
                > spolki z zona prawda?
                > Mam znajoma,ktora jak sama powiedziala "dala sobie zrobic 3 dzieci, bo to jej
                > zabezpieczenie na przyszlosc...".Nie ukrywala przede mna faktu,ze oprocz tych
                > dzieci nie ma szans na dodatkowo inne pieniadze,bo jest bez szkoly i checi by
                > podjac prace...Zyje z alimentow na dzieci i dobrze Jej z tym ...a do tatusia
                > wysyla smsy,ze dzieci albo bez butow, albo bez kurtek...
                >
                > Dla mnie to zenada i pasozytnictwo!
            • grzanka23 Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 12:16
              A mnie się wydaje że wina rodziców jak se wychowali tak mają.Nigdy w
              życiu nie dałabym szczeniakowi 230 zł na markowe buty.Uważm ze 14
              latek moze sobie zaoszczędzić czy dorobić na tak drogie buty.Może
              dojśc do tego ,że jak skończy lat 18 to każe tatusiowi mieszkanie
              bądz samochod kupi.
              • ravny Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 12:20
                Dokładnie...To głupie ale - Partner Alex żyje za jej kasę i jest ok. To dlaczego
                jego syn ma się krępować i też kasę ciągnąć? Przykład idzie z góry.
                • alexolo nieprawda 31.08.08, 14:43
                  ravny napisał:

                  > Dokładnie...To głupie ale - Partner Alex żyje za jej kasę i jest ok. To dlaczeg
                  > o
                  > jego syn ma się krępować i też kasę ciągnąć? Przykład idzie z góry.
                  • ravny Kłamiesz 31.08.08, 18:48

                    "on nie ma nic swego domu auta... konta...ma za to długi które
                    spłaca... i dla tego nie moze zbyt duzo dokładac do naszego domu...aleoddaje
                    serce ciagle w domu jest gotuje i oglada tv... tv to jego zycie... wczoraj
                    zaproponowalam dzień bez właczania tv.... o matko.... co sie działo..a to tylko
                    pomysł był..."

                    " JEGO WYPŁATA PO ODDANIU DŁUGÓW STARCZA NA TYDZIEŃ "



                    to są TWOJE SŁOWA O TYM CZŁOWIEKU wypowiedziane na forum!! z czego jasny
                    wniosek, że utrzymujesz go przez pozostałe 3,5 tygodnia w każym miesiącu!!
                    kosztem m.in.Twojego dziecka. Ale ono nie jest ważne... tak?


                    • tricolour Co się tak ekscytujesz? 31.08.08, 18:52
                      Można dojść do wniosku, że Twoje emocjonalne podejście do postu Alexolo wskazuje
                      na taki sam problem u Ciebie.

                      smile
                      • ravny Re: Co się tak ekscytujesz? 31.08.08, 19:06
                        Ekscytuje się, bo ten facet którego broni Alex i dla którego wybielenia kłamie w
                        żywe oczy -znęca się nad jej dzieckiem . Ale ona tego nie chce zobaczyć,
                        kilkudziesiąt osob na forach powiedziało jej, że to na co pozwala wobec siebie i
                        wobec dziecka jest chore. Pal licho jej zabawki, ale dziecko?? A ta się śmieje w
                        twarz, że psycholog jej niepotrzebny... I znowu i znowu i znowu najważniejszy
                        jest facet, o którym tydzień wcześniej opowiadała historie włos na głowie jeżący
                        - i ona znowu uruchamia od nowa cały system zaprzeczeń, że on jest ok i w
                        porządku i nic się nie stało...
                        Teraz kolejny "punkt zapalny" - to obwinia jego żonę, jego syna, ale ani słowa
                        złego nie powiedzie na tego imbecyla którego utrzymuje, i to sama mając dziecko
                        którego kosztem się to odbywa!
                        To chore.
                        Gdyby w tym nie było dzieci to by mi zwisało jak dorośli sobie pieprzą życie...
                        • tricolour Nawet jeżeli jest jak piszesz... 31.08.08, 19:37
                          ... to i tak nie odkochasz Alexolo, a nawet nie otworzysz oczu, bo miłość jest
                          ślepa. Każdy sam musi dostać po nosie i sam sie przekonać, że ten ukochany ma
                          wady i albo je zaakceptować albo nie.

                          Nie zmienia to faktu, że exia alimenty dostaje w wysokości w jakiej sobie
                          zażyczyła, sąd prawnie umocował, a facet zapłacił. A jednak pieniędzy mało i to
                          jest teraz ważniejsze dla spokoju Alexolo niż partner-imbecyl (Twoim tylko zdaniem).
                          • ravny Re: Nawet jeżeli jest jak piszesz... 31.08.08, 19:55
                            Niech Alex weźmie dodatkową pracę i po problemie. Albo niech ona urządza
                            pogadanki synowi partnera o konieczności oszczędzania jeśli jak widać partner
                            nie umie nawet określić ile synowi może od siebie dać gratisów ponad alimenty i
                            z nim to osobiście ustalić. Jak syn sobie zażyczy najnowsze bmw na najbliższe
                            urodziny to też Alex niech się dołoży. Przecież, jak to podkreślają, mają z nim
                            świetny kontakt.

                            • alexolo Re: Nawet jeżeli jest jak piszesz... 31.08.08, 23:11
                              ravny co ty sie tak podniecasz?

                              komu co bede stawiac to moja sprawa... jak by mnie było stac i
                              miała bym chęć to i tobie moge sponsoring urzadzic ale zbyt sie
                              martwisz... i chyba nie zrozumiales tematu watku...
                              ani moich inyencji... czy ja kogoś oskarżam? gdzie w którym momencie?
                    • sbelatka Re: Kłamiesz 01.09.08, 20:40
                      no nie wiem czy aby masz pewnośc, ze to chodzi o alexolo... Tam
                      chyba ktos z innym nickiem pisal...
                      Mozliwe, ze to nadinterperetacja jest Twoja...

                      Jesli jednak nie.. to nieco zmiania to całą sprawe.. niestety.. Albo
                      inaczej.. to zmiania moje rozumienie tej sprawy..
                      • panda_zielona Re: Kłamiesz 01.09.08, 20:55
                        Niestety nie kłamię,chyba,że to była inna Alexolo.
              • akacjax Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 13:17
                W sytuacji, gdy noga mojego syna osiagnęła stabilny rozmiar lepiej mi sie kalkuluje kupićbuty drogie-wytrzymujaznacznie znacznie dłużej niż te tanie. (To w kwestii butów).
                Poza tym 14 lat to burzliwy wiek i trzeba dużok dobrego kontaktu z dzieckiem-by go nie stracić. Jeżeli kontakt jest na zasadzie-tata daj...to nie jest to żaden kontakt.
                Po drugie niezależnie od sytuacji jeżeli tatę nie stać na dokładanie-sam musi to oczywiście zobaczyć, bo może wydaje mu się, że jak rzuci kasą to już zaopiekował się skutecznie nastolatkiem.

                Pomijam jeszcze taki drobiazg (jako matka dwóch chłopaków)niezliczone ilości jedzenia pochłaniali zwłaszcza w tym wieku...nie raz mówiłam-wolałabym wam ubranie kupic-byłoby taniej niż to jedzenie-a wiadomo organizm rośnie-potrzebuje bialka(czyt. mięsa).
                • burza4 Re: No to masz piękny przykład... 31.08.08, 15:07
                  Alexa, powiedzmy sobie otwarcie - gdzie był ojciec, kiedy trzeba
                  było wychowywać dziecko? i nie mówicie mi, że jest biednym
                  weekendowym tatusiem i nie ma na nic wpływu. Sorry - mój eks jakoś
                  ma, bo jego kontakt z dzieckiem nie ogranicza się do roli kaowca,
                  który organizuje rozrywki. Otwarcie mówię, że jego kontakt z córką
                  jest lepszy niż mój, lepiej się dogadują, i jest to głębsze i
                  bardziej szczere niż ze mną.

                  piszesz, że matka przejęła opiekę niedawno, a przedtem zajmował się
                  nim ojciec.

                  to JAK ON SIĘ ZAJMOWAŁ, skoro wychował go tak, że młody nie szanuje
                  ojca, jest roszczeniowym egoistą? nie było przypadkiem tak, że tatuś
                  dziecku wszystko rekompensuje?

                  450 zł na 14 latka jest naprawdę bardzo małą kwotą, nie dziwi mnie
                  też że nastolatek chce markowych rzeczy. Dziwi mnie to w jakiej
                  formie - ale to jest wypadkową zachowań rodziców, a głównie ojca
                  niestety. Bo nauczył dzieciaka że może, nie postawił granic. Nawet
                  gdyby matka go nakłaniała, gdyby ojciec był ojcem, to dzieciak nie
                  śmiałby tak się do niego odezwać.
              • alexolo też tak uważam 31.08.08, 14:42


                niestety mnie nie stac samej na taaakie rzeczy choć oczywiście chciał
                by człowiek mieć to i tamto./... ja


                kombinuje jak umiem... sa sklepy z drugiej reki... allegro...od lat
                sprzedaje synka ciuchy a jemu kupuje markowe uzywane... w sklepie
                nigdy by mnie nie było stac... to samo dla siebie.


                grzanka23 napisała:

                > A mnie się wydaje że wina rodziców jak se wychowali tak mają.Nigdy w
                > życiu nie dałabym szczeniakowi 230 zł na markowe buty.Uważm ze 14
                > latek moze sobie zaoszczędzić czy dorobić na tak drogie buty.Może
                > dojśc do tego ,że jak skończy lat 18 to każe tatusiowi mieszkanie
                > bądz samochod kupi.
            • alexolo o matko jaka wina .. jakie utrzymywanie 31.08.08, 14:37




              czy wy wszyscy zgoszklniali jesteście?... zapytanie dałam... czemu
              wszyscy sie bawicie w psychologów....negatorów....

              ja dostaje 450 zł ze swojej strony też dokładam podobna kwote.. z
              tych pieniędzy planuje wydatki,...


              jak to jest u was?




              ravny napisał:

              > Alexolo, nie stać cię na płacenie długów i utrzymywanie tak drogiego faceta to
              > go nie utrzymuj. A szukanie winy w dziecku za tę sytuację jest głupie.
              • burza4 Re: o matko jaka wina .. jakie utrzymywanie 31.08.08, 16:06
                u mnie jest tak, że od lat płacę za wszystko sama, lekkim twistem
                średnio wyjdzie około 2,5 tysiąca miesięcznie. I z obserwacji widzę,
                że nawet osoby zarabiające znacznie mniej niż ja wydają na dzieci
                znacznie więcej niż 900 zł, więc wyliczanie na co idą tak MAŁE
                alimenty jest żenujące. Nie ma siły żeby 450 zł wystarczało na
                pokrycie ekstra wydatków typu wyprawka, wakacje, zestaw ciuchów (bo
                dzieciak rośnie) - w związku z tym nie widzę żadnego powodu do
                czapkowania facetowi tylko dlatego, że ponosi dodatkowe koszty.
                Wolałabyś, żeby facet zamiast dodatkowych zakupów (które raz zrobi,
                a raz nie) płacił 800 zł alimentów?

                z opisu nie wynika, żeby młody chodził w dziurawych skarpetkach i za
                krótkich spodniach. On po prostu chce ubrań z innej półki, taki
                wiek, i takie skutki wychowania pt. rekompensujmy dziecku rozbitą
                rodzinę. Po prostu matka nie wykłada kasy na buty za 230 zł, stąd
                pretensje i chęć wycyganienia ich od ojca, który wydaje się bardziej
                podatny, bo przecież latami nic innego nie robił, tylko usiłował
                kupić sobie miłość syna, zamiast go wychowywać.
                • panda_zielona Re: o matko jaka wina .. jakie utrzymywanie 31.08.08, 16:23
                  Tak to wygląda w praktyce,jeśli wiąże się z facetem,który ma
                  zobowiązania i poczuwa się nie tylko do płacenia alimentów.
                  Najlepiej byłoby znaleźć milionera smile
                  Czysto hipotetycznie wyobrazam sobie to tak,jeśli już mam faceta z
                  zobowiazaniami.Ustalamy kwoty,którymi wspólnie gospodarujemy.
                  Zobowiązania i ekstrasy dla dziecka/dzieci/ z poprzednich związków
                  partner pokrywa sam.I tyle w temacie.
                  • sauber1 Re: o matko jaka wina .. jakie utrzymywanie 31.08.08, 17:53
                    panda_zielona napisała:

                    > Tak to wygląda w praktyce,jeśli wiąże się z facetem,który ma
                    > zobowiązania i poczuwa się nie tylko do płacenia alimentów.
                    > Najlepiej byłoby znaleźć milionera smile


                    A to jak najbardziej jest możliwe, nawet co tam milionera, śmiało można rzec
                    miliardera, a wnet zrobi z niego człowieka, jak "obrotna" kobitka, i tu nie
                    przesadzam, daję słowo smile))
                    A dogadać się z kiś kogo już się nie lubi, to raczej niemożliwą sprawą.
    • pelagaa Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 14:46
      Zaczne od tego, ze uwazam kwote 450 zl alimentow za niska. Pisze to
      ze swojego punktu widzenia i biorac pod uwage moja strukture
      wydatkow. Koszty utrzymania mojego dziecka to ok. 1700 zl
      miesiecznie, alimenty stanowia niecale 30% tej kwoty. Dodam, ze moje
      dziecko nie posiada i szybko posiadac nie bedzie butow za 230 zl bo
      zajecia w-f, bo glowne wydatki to lecznie i korepetycje.
      Uwazam, ze majac do dyspozycji 900 zl miesiecznie na dziecko, nawet
      bez wydatkow, ktore mam nazwijmy to nadprogramowo, nie byloby
      miejsca na buty za 230 zl.
      Cozzzzz... uwazam, ze szczeniak jest zwyczajnie rozpuszczony i
      rozpuscila go nie tylko matka, ale i tatus rowniez (a byc moze w
      przewazajacej czesci) zapewniajac nieustajace atrakcje, o ktorych
      sama piszesz. Kontakt ojca porozwodowego z dzieckiem nie powinien
      skladac sie z zakupow, koncertow, aquaparkow, grilli, splywow itp.
      To jest ojciec a nie jakis ko-wiec. Jego rola jest wychowanie
      dziecka.
      • pelagaa Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 14:49
        > alimenty stanowia niecale 30% tej kwoty

        Przepraszam, niecale 40%.

        A alimenty wredne exiary na kosmetyczke i waciki wydaja wink))))
        • madalenka25 Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 14:58
          Pela i na pijaństwo z forumowymi koleżankami smile
          • pelagaa Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 15:04
            I z forumowymi kolegami tez czasami wink)))))
            • sauber1 Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 17:45
              Jedna osoba trudno miała by utrzymać dwa domy płacąc duże alimenty, a i trudno
              byłoby się pogodzić by jeszcze utrzymywać ex miał kochanki z tego, a często i
              tak bywa ...
      • alexolo ciekawe... 31.08.08, 23:26
        jak i o czym pogadasz z 14 latkiem ktory akurat zjadl wszystkie
        rozumy...i wie o co wżyciu chodzi.... na wszstkie przypowieści
        rozmowy ...sugestie .... mowi drwiąco// yhy"

        a im więcej pytasz tym bardziej unika rozmów... na basenie sie nie
        rozbierze,,, tego i tego nie zrobi bo "siara" ...
        tato nie rozpuszcza.. stara sie z nim rozmawiac...pytac... uczestniczy
        nie tylko w atrakcjach ale w naszym codziennym życiu... gotje z nami
        spagetti i opowiadamy kawały... gramy w gry planszowe...
        graliśmy.. od kilku dni nieco sie zmeniło.. partner nie mieszka z
        nami ( do odwolania) ..ale bywa u nas codziennie.. dzis był z synem
        było normalnie rodzinnie.. spacer... karmienie kaczek...
        obiad...oglądanie zdięć z wspólnych wakacji... a na buty mój partner
        mu dał .. 70 zł podobno młody ma dołożyc 70 i znalazł jaieś na
        które tyle mu starczy.
        Walicie ostre słowa...o wychowaniu ... mam nadzieje ż e wam to tak
        dobrze wychodzi jak mojemu facetowi !!



        pelagaa napisała:

        > Zaczne od tego, ze uwazam kwote 450 zl alimentow za niska. Pisze to
        > ze swojego punktu widzenia i biorac pod uwage moja strukture
        > wydatkow. Koszty utrzymania mojego dziecka to ok. 1700 zl
        > miesiecznie, alimenty stanowia niecale 30% tej kwoty. Dodam, ze moje
        > dziecko nie posiada i szybko posiadac nie bedzie butow za 230 zl bo
        > zajecia w-f, bo glowne wydatki to lecznie i korepetycje.
        > Uwazam, ze majac do dyspozycji 900 zl miesiecznie na dziecko, nawet
        > bez wydatkow, ktore mam nazwijmy to nadprogramowo, nie byloby
        > miejsca na buty za 230 zl.
        > Cozzzzz... uwazam, ze szczeniak jest zwyczajnie rozpuszczony i
        > rozpuscila go nie tylko matka, ale i tatus rowniez (a byc moze w
        > przewazajacej czesci) zapewniajac nieustajace atrakcje, o ktorych
        > sama piszesz. Kontakt ojca porozwodowego z dzieckiem nie powinien
        > skladac sie z zakupow, koncertow, aquaparkow, grilli, splywow itp.
        > To jest ojciec a nie jakis ko-wiec. Jego rola jest wychowanie
        > dziecka.
        • pelagaa Re: ciekawe... 01.09.08, 08:45
          Sama sobie dziewczyno przeczysz. Najpier piszesz, ze chlopak zada
          butow za 230 zl, pyskuje, odnosi sie drwiaco, a potem piszesz, ze
          wychowanie ojcu wychodzi wysmienicie.

          Mam dziecko w wieku nastoletnim i tez odnosi sie do mnie roznie, ale
          umiem sie przyznac, ze mi osobiscie wychowanie wychodzi tak sobie.
          Jednak REAGUJE, a nie klade uszy po sobie. Moje dziecko nie smialoby
          ZADAC czegos ode mnie, bo zostaloby sprowadzone do parteru bardzo
          szybko.
    • kingas38 Re: na co idą alimenty? 31.08.08, 20:03
      Alexolo alimenty to nie wszystko, zwłaszcza 450 zł od ojca .Sama doskonale wiesz
      ile kosztuje utrzymanie dziecka.A że płaci extra za inne rzeczy to i
      dobrze.Osobiście wolę kupic buty za 230zł i ma na dłuższy czas niż coś taniego i
      kupować kilka par.Mam syna w podobnym wieku więc jestem na bieżąco.Odnoszę
      wrażenie że Twój były nie kwapi się z takimi z ponoszeniem dodatkowych kosztów
      więc stąd ten żal...Ale moim zdaniem to jest sprawa ojciec-dziecko-matka więc
      wybacz ale czuję lekki niesmak czytając twoje wyliczanki.
      • alexolo mam nadzieje ż e ex sie nie dowie heee 31.08.08, 23:44
        ja tez dostaje 450 zł od exa a mój syn ma wszystko co
        najlepsze dla niego... jestem osoba obrotna i mój syn ma wszelkie
        atrakcje jakie dzieci w jego wieku .. mogły by miec ( niskim
        sumptem) rower rolki. hulajnoga...basen, nie chodzi brudny ani głodny ,
        chodzi do przedszkola, ma nianie.. na 20h w miesiącu, jest szcześliwym
        kochającym dzieckiem ( sam tak mówi o sobie).... i OBY TO MOJ
        EX NIE USłYSZAł.... zliczając roczne alimenty.... z ręka na sercu
        moge powiedziec ż e nie przekraczam założonego budżetu na dziecko
        czyli w sumie 900 zł x 12 miesiecy..
        wiec przepraszam nie mam pojecia na co zwykła matka wydaje na
        zwykłe dziecko 1700 zł?????????????jak ktoś wyżejj pisał...? i co
        zwykłego z tym dzieckiem wyprawia..i po jakich sklepach lata? bo
        rozumiem ż e nieprzecietnie bogatych, wymagających ... trącajacych
        snobizmem... to i 10000 tys alimentów to mało... np. Smoktunowicz.
        ale mysle ż e formułowicze ... należa to tych normalnie zarabiających.
        PISZE O PRZECIETNYM ZDROWYM 6 LATKU.... inaczej jest przy dziecku
        chorowitym...czy przewlekle chorym!!zdaje sobie sprawe.... zdaje sobie
        sprawe rownież , że jak mój 6 latek podrośnie to i potrzeby sie
        zwiększa ....jesli juz moja obrotnosc zawiedzie... moż e ...pomysle o
        zmianie ustaleń sądowych...ale w obecnej chwili... była bym
        ostatnią..najgorsza ..gdybym zwrociła sie o pomoc do ex meza.... sam
        czsami kupi cos dziecku... ...mały ma nad to ciuchów i wszystkiego
        ... sponsorujemy dom opieki samotnej matki przy legnickiej we
        wrocławiu///(wielka bieda.... jak patrze na te kobiety .... to je
        nalezy podziwiac!!!)





        kingas38 napisała:

        > Alexolo alimenty to nie wszystko, zwłaszcza 450 zł od ojca .Sama doskonale wies
        > z
        > ile kosztuje utrzymanie dziecka.A że płaci extra za inne rzeczy to i
        > dobrze.Osobiście wolę kupic buty za 230zł i ma na dłuższy czas niż coś taniego
        > i
        > kupować kilka par.Mam syna w podobnym wieku więc jestem na bieżąco.Odnoszę
        > wrażenie że Twój były nie kwapi się z takimi z ponoszeniem dodatkowych kosztów
        > więc stąd ten żal...Ale moim zdaniem to jest sprawa ojciec-dziecko-matka więc
        > wybacz ale czuję lekki niesmak czytając twoje wyliczanki.
        • z_mazur Re: mam nadzieje ż e ex sie nie dowie heee 01.09.08, 08:04
          Fajnie jak coś takiego pisze matka.
          Przeważnie na tym forum gdy wychodzi temat alimentów, to kwoty
          alimentów rzędu mniejszego niż 1000 zł są uważane za śmieszne. A
          gdzie jeszcze nakłady matki...?

          A tu nagle matka przyznaje, że 900 zł wydatków na dziecko to kwota
          ok...
          • alexolo PEWNIE SIE NARAżE.. 01.09.08, 08:10
            ale na razie tak jest ... pewnie ż e gdybym sie uparła i bardzo
            chciała i ex miał jawna prace.. to moż e i by 1000 zł z jego
            strony było mało...

            ale jest tyle i tym sie rzadze
            pewnie ze czasem dostanie sie cos od rodziny... sa wyprzedaze...
            allegro tysiące możliwosci.... gdybym miała 3x wiecej alimentów tez bym
            wydała... i pewnie chciała więcej...
            może to sie zmieni jak mały pójdzie do szkoły i zacznie chcieć
            mieć to co inni...ale moja w tym głowa aby potrafić mieć sposoby ...
            zastepowac dziecku nadmiar rzeczy...bublowatych drogich zabawek... w
            tej chwili mi sie to udaje... ale co bedzie potem?
            • elka.net Re: PEWNIE SIE NARAżE.. 01.09.08, 08:51
              Faceta obowiazkiem jest placic alimenty ktore Mu przyznal sad i na ktore sie
              zgodzila exowa...To jest Jego obowiazkiem . Exowa ma obowiazek wyrobic sie w tej
              kasie a jak Jej malo niech idzie do pracy by dorobic do super drogich butow dla
              dorastajacego syneczka.
              Tatus jeszcze moze wyskoczyc z prezentem na Boze Narodzenie (jezeli synek wierzy
              w Mikolaja) i na urodziny.
              Ale ciagle podjudzanie dziecka i wyciaganie kasy od tatusia miesiac w miesiac to
              jest przesada.
              Facet powinien to zakonczyc stanowczo...
              Ps. synek juz jest w takim wieku,ze moze dorobic pare groszy do swych zachcianek
              i nauczyc sie,ze pieniadze nie rosna na drzewie czy tez nie mnoza sie w kieszeni
              tatusia.
              • triss_merigold6 Że co? 01.09.08, 11:05
                Od kiedy to zatrudnianie 14-latka jest legalne?
                Szanowny tatuś niech się ruszy do roboty i postara zapewnić dziecku
                byt na poziomie lepszym niż 450 zł. BTW od kiedy to wkład finansowy
                ojca i matki musi być równy? Otóż nie musi, bo matka sprawuje na co
                dzień opiekę nad dzieckiem.
                Na 4-letniego syna ojciec mojego dziecka przelewa miesięcznie 700 zł
                + współfinansuje większe wydatki typu buty zimowe, kurtka, leki,
                wakacje. W weekendy pokrywa koszty atrakcji dla dziecka - muzeum,
                lody, wycieczka etc. Sama wydaję na małolata drugie tyle, bo
                zarabiam przyzwoicie i mnie stać żeby sie nie wykłócać o sto czy
                dwieście złotych ale kwotę 450 zł alimentów uważam za śmieszną.
                • elka.net Re: Że co? 01.09.08, 11:58
                  Triss bezuniesien,bo kazda samotnie wychowujaca matka ma pomysl na zycie. I tak
                  jak wczesniej wspomnialam moja znajoma zabezpieczyla sie trojka dzieci i jak
                  sama przynaje gdyby miala godziwy zawod i dobra prace czyli zapewniona
                  przyszlosc to nie wpakowalaby sie w te dzieci-no moze jedno... A tak nie ma
                  szkoly, nie ma pracy i zeruje na tych alimentach i takiej cale zycie bedzie malo
                  i nie da spokoju bylemu wiesz dlaczego? Bo brakuje Jej na fajki i super
                  ciuchy...i w Jej przypadku nie chodzi o dzieci,bo nosza One uzywane ubrania od
                  kogos tam z rodziny.
                  Sama wychowywalam i wychowuje 12-sto letniego syna, na ktorego mam 250 zl.
                  alimentow i myslisz ,ze to choc w 30% zaspokaja Jego potrzeby? Nie...ale nie
                  lece do Jego tatusia z wyciagnietymi rekoma i nie mowie daj na to,czy na tamto
                  Ty draniu...nie podpuszczam tez syna. Ide rano do pracy i uczciwie zarabiam na
                  Jego buty i jedzenie.
                  Oboje dopuscilismy do rozwodu, nikt nikogo nie zmuszal-sami podjelismy ta
                  decyzje i teraz oboje musimy ponosic jego konsekwencje ale nie na tej
                  zasadzie,ze Ja mam wsio w nosie bo tata da na wszystko. Ma zasadzone alimenty
                  musi placic -laski nie robi. Jezeli chce sam z siebie zrobic prezent to ok...nie
                  ma sprawy ale zeby tak dziadowac i wyciagac cos ponad alimenty to Ja ani moj syn
                  nie potrafimy.

                  Ps. dzis moje dziecko ma 12 lat, za 2 lata zacznie rozwozic LEGALNIE gazety z
                  czego wyciagnie mniej wiecej 120 euro miesiecznie i te pieniadze przeznaczy na
                  wlasne zachcianki.2 godz. dziennie po szkole korona z glowy Mu nie spadnie a
                  nauczy sie,ze kasa na ulicy nie lezy i zeby cos osiagnac trzeba ja podjac
                  • pucioipucio a ja mam wrażenie 01.09.08, 12:20
                    Że matki, którym alimenty nie pokrywają potrzeb dziecka, a które nie upominają
                    się o wyższe alimenty u ojca którego na to by było stać/podkreślam/ , niejako
                    opłacaja tym sobie święty spokój i niechęć do jakichkolwiek kontaktów z byłym
                    partnerem.
                    Nazywane jest to Posiadaniem Własnej Godności, ale czy tak jest na pewno, że
                    jest czym się chwalić?
                    Bo pokazywanie synowi, że można płodzić dzieci i miec je potem gdzieś opędzając
                    się byle stówką nie jest chwalebne.
                    Dzieci pracują bardzo często od wczesnych lat, chodźby większość dzieci ze wsi.
                    Jesli z własnej woli i na własne zachcianki to świetnie. Lecz jesli pracują bo
                    muszą zarobić na podstawowe produkty potrzebne do przeżycia gdyż jeden rodzic
                    nie płaci alimentów lub płaci groszowe , a drugi niby Honorowo się nie upomina o
                    nie .. to jest to karygodne.
                    • elka.net Re: a ja mam wrażenie 01.09.08, 14:15
                      Widzisz z niewolnika nie ma robotnika..to sie tyczy tez tatusia, jezli nie chce
                      byc tata to zebym jak sie starala to nie bedzie.
                      Syn pojdzie roznosic gazety czy ulotki z wlasnej ,nie przymuszonej woli-tak
                      robia Jego starsi koledzy i kolezanki-to cos w rodzaju zajec poza lekcyjnych
                      ,ktore oprocz spedzania czasu an swiezym powietrzu i rowerze przynosi korzysc
                      materialna. Za te pieniadze bedzie mogl "uzupelniac "swoj komputer, kupic super
                      modne czesci do roweru czy co tylko bedzie chcial-oczywiscie za Nasza
                      zgoda,bysmy wiedzieli na co ida te pieniadze-czy sa madrze wydawane.
                      A nie üpominam sie"o wiecej bo zabrabiam godnie tak by nie dziadowac o kazda
                      zlotowke przed sadem.
                      W ciagu roku nie korzystam z syna alimentow,ktore wplywaja na konto w Polsce.
                      Raz w roku je wspolnie wybieramy i od reku zakupujemy np. wyjazd do Londynu na
                      oboz jezykowy(byl 2 lata temu), w tym roku jedzie na narty do
                      Szwajcarii-mysle,ze dobrze rozporzadzam Jego pieniazkami. Do glowy by mi nie
                      przyszlo by je wykorzystac do wlasnych potrzeb-a niestety wiele matek tak
                      wlasnie robi zapominajac czyje sa to pieniadze.
          • kingas38 Re: mam nadzieje ż e ex sie nie dowie heee 02.09.08, 08:36
            z_mazur napisał:

            > Fajnie jak coś takiego pisze matka.
            > Przeważnie na tym forum gdy wychodzi temat alimentów, to kwoty
            > alimentów rzędu mniejszego niż 1000 zł są uważane za śmieszne. A
            > gdzie jeszcze nakłady matki...?
            >
            > A tu nagle matka przyznaje, że 900 zł wydatków na dziecko to kwota
            > ok...
            > Mazur a nakłady matki w domu ,opieka,pranie,gotowanie,sprzątanie,zajmowanie
            się dziećmi i ich problemami dnia codziennego to się nie liczą? Tatuś zabrał
            swoje zabawki i poszedł bawić się gdzie indziej bo mu problemy doskwierały więc
            łaskawie da albo i nie da alimenty a mamuśka do pracy i niech zajmuje się
            dziećmi ...wkurza mnie takie myślenie niedzielnych tatusiów...
            • z_mazur Re: mam nadzieje ż e ex sie nie dowie heee 02.09.08, 09:46
              Widzisz Kingo to dla mnie akurat żaden argument.
              Ja akurat nie należę do takich ojców. Dla mnie opieka nad dzieckiem
              to przywilej a nie obowiązek, jeśli moja eks chciałaby go traktować
              jak obowiązek i używać jako argumentu przeciwko mnie, to chętnie się
              z nią zamienię. Dla mnie akurat opieka nad moim dzieckiem to
              przyjemność.
              • kingas38 Re: mam nadzieje ż e ex sie nie dowie heee 02.09.08, 17:34
                Oj mazurze , należysz do dość małego grona ,,prawdziwych ojców'', co to opieka
                nad dzieckiem to dla nich sama przyjemność.Większość ma w nosie dzieci i ich
                problemy uważając że jak płacą alimenty to na tym kończy się ich rola.Albo w
                ogóle nie płacą , bo i po co?Dla nich nakłady mamusi to ich obowiązek a tatuś
                stworzony jest do wyższych celów. Dla mnie rodzice nawet jeżeli są po rozwodzie
                to powinni w równym stopniu uczestniczyć w wychowaniu dziecka do osiągnięcia
                pełnoletności.To są ich obowiązki jako rodziców,dzieci się na świat nie
                prosiły.Niestety rzadko tak się zdarza i dlatego uważam że jeżeli jedno z
                rodziców nie wywiązuje się ze swoich obowiązków to powinno przynajmniej
                zabezpieczyć sferę finansową wychowywania dzieci.Opiekując się dzieckiem chyba
                doskonale wiesz jakie nakłady potrzebne są w wychowaniu dzieci...
        • pucioipucio potrzeby w zalezności od wieku-normalne matki 01.09.08, 11:40
          Wybacz, ale potrzeby 6 latka a 14 latka trudno porównywać. Jeśli teraz wydajesz
          całe 900 zł na 6 latka to do 14 latka będziesz musiała sporo dokładać bo Ci
          zabraknie.
          Co poniedziałek jadąc do pracy mijam długą kolejkę jak to określasz Normalnych
          Matek, zrywają się rano, dziecko do rozklekotanego wózka by być pierwszą w
          sklepie z odzieżą używaną gdzie w każdy poniedziałek jest rzucany nowy towar.
          Można i tak. Jeśli ktoś do takiej normy chce dążyć. Owszem, niektórzy muszą bo
          ich nie stać na inne życie, bo alimentów brak lub takie marne, że starczają z
          biedą na jedzenie z dolnych półek Tesco. Niektórzy nawet są w tym szczęśliwi bo
          nigdy lepszego życia nie zaznali więc na pewno dla nich 1700 na dziecko to kwota
          niewyobrażalna i słysząc o tym będą się oburzac jak można być tak rozrzutnym by
          taką kwotę wydać. Nie ma równości w społeczeństwie i nie będzie. Dziecko żyje w
          takim standardzie na jaki stać jego rodziców.
          • alexolo A WIESZ dla czego one stoją ? 01.09.08, 12:14
            myslisz ze stoja codziennie aby ubierac swoje dzieci?????

            to ci uświadomie... ja przez 4 lata .. dodatkowo po z a
            moja działalnością gosp. stałam co rano w takich sklepach..i
            hurtowniach po z a miastem..... kupując ciuchów za 500 zł..
            maiłam zysk ok 2000-2500 tys!!!!!!!!1 sprzedawałam
            elegancko ..tylko na allegro!!!
            teraz mam dużo swjej pracy i małego w domu wiec sie w
            to juz nie bawie tak ambitnie....
            ale to prosta sprawa i można łatwo dorobic... zachęcam
            wszystkie jęczące matki... to niezły bisnes ..przyjemnośc i
            zabawa!!!!

            myslisz ze stoja codziennie aby ubierac swoje dzieci?????


            pucioipucio napisała:

            > Wybacz, ale potrzeby 6 latka a 14 latka trudno porównywać. Jeśli
            teraz wydajes
            > z
            > całe 900 zł na 6 latka to do 14 latka będziesz musiała sporo
            dokładać bo Ci
            > zabraknie.
            > Co poniedziałek jadąc do pracy mijam długą kolejkę jak to
            określasz Normalnych
            > Matek, zrywają się rano, dziecko do rozklekotanego wózka by być
            pierwszą w
            > sklepie z odzieżą używaną gdzie w każdy poniedziałek jest rzucany
            nowy towar.
            > Można i tak. Jeśli ktoś do takiej normy chce dążyć. Owszem,
            niektórzy muszą bo
            > ich nie stać na inne życie, bo alimentów brak lub takie marne, że
            starczają z
            > biedą na jedzenie z dolnych półek Tesco. Niektórzy nawet są w tym
            szczęśliwi bo
            > nigdy lepszego życia nie zaznali więc na pewno dla nich 1700 na
            dziecko to kwot
            > a
            > niewyobrażalna i słysząc o tym będą się oburzac jak można być tak
            rozrzutnym by
            > taką kwotę wydać. Nie ma równości w społeczeństwie i nie będzie.
            Dziecko żyje
            > w
            > takim standardzie na jaki stać jego rodziców.
            • pucioipucio Re: A WIESZ dla czego one stoją ? 01.09.08, 12:27
              alexolo napisała:

              > hurtowniach po z a miastem..... kupując ciuchów za 500 zł..
              > maiłam zysk ok 2000-2500 tys!!!!!!!!1 sprzedawałam
              > elegancko ..tylko na allegro!!!


              dlatego nie kupuję ciuchów na allegro smile))


              > teraz mam dużo swjej pracy i małego w domu wiec sie w > to juz
              nie bawie tak ambitnie....
              > ale to prosta sprawa i można łatwo dorobic... zachęcam
              > wszystkie jęczące matki... to niezły bisnes ..przyjemnośc i > zabawa!!!!


              w związku z tym, że przeczytałam pozostałe watki, to powiedz mi dlaczego nie
              zachęcisz do tego świetnego i przyjemnego biznesu swojego zadłuzonego partnera
              którego utrzymujesz? tylko matki mają obowiązek zarabiać? ojcowie mogą być
              utrzymankami to jest norma? smile)) boszzzz.... alez masz poglądy..

        • burza4 Re: mam nadzieje ż e ex sie nie dowie heee 01.09.08, 13:26
          kupowanie używanych ubrań/sprzętów jest dość dalelkie od "ma
          wszystko co najlepsze"..

          jakoś wątpię czy da się to wszystko zorganizować za 450 zł, skoro
          samo przedszkole kosztuje koło 300-400 zł, a opiekunka bierze po 10
          zł/godzinę.

          a realia utrzymania starszych dzieci?
          Połowa domowych rachunków daje co najmniej 250-300 zł. Jedzenie -
          drugie tyle. Wyjazd na jedne niedrogie kolonie daje jakieś 100 zł
          miesięcznie. Pracująca matka musi jakoś zorganizować 2 miesiące
          wakacji= 2 tygodnie ferii, więc wysyła się dziecko na kilka
          wyjazdów. Podręczniki do szkoły kosztują 500-600 zł, jeśl np. chodzi
          na dodatkowy angielski - kosztuje to u mnie 800 zł za semestr + ok.
          70 za podręczniki. Bilet do kina - 18 zł. Komórka - 50 zł,
          miesięczny - 90 zł kwartalnie. Dziecko nie musi być przewlekle
          chore, żeby generowało koszty medyczne - leki na trądzik kosztują
          mnie stówkę miesięcznie, a taki np. ortodonta (NFZ nie refunduje)
          pochłonął prawie 4 tysiące. Nastolatka bywa tez u fryzjera (60 zł za
          strzyżenie) i kosmetyczki (czyszczenie 100 zł). Pewnie powinnam to
          olać i patrzeć beztrosko jak moje dziecko przeistacza się w
          zarośnięte, szczerbate yeti z bliznami po krostach, ale mam taką
          fanaberię, żeby wygladała jak człowiek.
    • triss_merigold6 Tu proszszs poczytać 01.09.08, 10:56
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=83684970
      Na tle powyższego uważam, że kwestia wydatków na buty syna pana jest
      absolutnie trzeciorzędna. Zasadnicza kwestia to to, że pan ma
      zwyczajnie świra i zatruwa życie dziecku Alexolo.
      • natasza39 Boże!!!! 01.09.08, 11:03
        W obliczu tego co przeczytałam o tym co alexolo napisała na
        forum "psychologia" uważam, że facet powinien się leczyć, a ona
        speiprzać z tego związku dla swojego i dziecka dobra!
        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
        jest z głupcami.
        • triss_merigold6 Re: Boże!!!! 01.09.08, 11:07
          Bidulka sie nie przelogowała. Naprawde kwestia tych butów nie jest
          jej najważniejszym problemem. Naraża swoje dziecko na kontakt z
          agresywnym czubkiem i robi to świadomie.
          • natasza39 NAwet gdybym faceta kochała 01.09.08, 11:30
            to bym się po takich jazdach "odkochała".
            A co dopiero jak ona go nie kocha, co sama w watku przyznaje.
            I ten koszmarny obraz jego rodziny. ojciec wieloryb i matka, która
            jest garkotłukiem.
            "jaka mać taka nać" móił mój kumpel, majac na myśli obraz po latach
            swej wybranki patrzył na teściowe potencjalne. Do dziś pozostaje
            stanu wolnego, bo wszystkie przyszłe teściowe to były szantrapy i
            bał się, że za 20lat taką szantrapę będzie miał w domu na codzień.
            To tyczy się tez synusiów i tatusiów.
            Brrrrrrrrrrr, ąz mnie ciary po plerach przeszły!

            ---------------------------------------------------------------------
            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
            jest z głupcami.
      • alexolo Re: Tu proszszs poczytać 01.09.08, 12:19
        jak polecasz ten watek .. pisany w żalu i nerwach... to
        przytocz też inne..
        nie chodzi o żadne buty to był tylko przykłąd...

        i pytanie ... na co ida alimenty... skoro dziecko nie ma
        na główne potrzeby...?
        moz e same tak nekacie swych exów i ciągle wam mało...
        dla mnie to nie do pomyslenia.... ale chyba jestem
        inna skoro imasz sie wszelkich środków....aby mnie
        zdekredytowac...

        • natasza39 Re: Tu proszszs poczytać 01.09.08, 12:24

          wątpię, aby ten wątek był pisany w nerwach i żalach.
          Jest bardzo sensowny i rzeczowy.
          Nie wiem, czy tu jest jakaś znowu "forumowa wojna podjazdowa", bo
          nie śledzę na bieżąco, ale spoko leszcza, alexolo.
          Jak dla mnie to Cię ten watek absolutnie nie dyskredytuje.
          --------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
          jest z głupcami.
        • triss_merigold6 To nie tak 01.09.08, 12:54
          Po co miałabym Cię dyskredytować? Napisałaś wątek w którym
          precyzyjnie przedstawiasz zachowania swojego partnera i sama
          twierdzisz, że to te bardziej lightowe. Wolę nie wiedzieć jak
          wyglądają te większego kalibru.
          Nie nękam eksa ale gdyby upierał się przy mniejszych kwotach to z
          gardła bym mu wyszarpała kasę. Na szczęście jest dobrym i
          odpowiedzialnym ojcem i nie ma fantazji na temat ubierania dziecka w
          szmateksie i karmienia Biedronką.
          IMO rodzic powinien zrobić wszystko, żeby jego dziecko żyło na
          przyzwoitym poziomie a buty dla nastolatka za dwie stówy to naprawdę
          nieprzesadny wydatek.
          • alexolo Re: To nie tak 01.09.08, 13:11
            triss_merigold6 napisała:

            > Po co miałabym Cię dyskredytować? Napisałaś wątek w którym
            > precyzyjnie przedstawiasz zachowania swojego partnera i sama
            > twierdzisz, że to te bardziej lightowe. Wolę nie wiedzieć jak
            > wyglądają te większego kalibru.
            > Nie nękam eksa ale gdyby upierał się przy mniejszych kwotach to z
            > gardła bym mu wyszarpała kasę. Na szczęście jest dobrym i
            > odpowiedzialnym ojcem i nie ma fantazji na temat ubierania dziecka
            w
            > szmateksie i karmienia Biedronką.
            > IMO rodzic powinien zrobić wszystko, żeby jego dziecko żyło na
            > przyzwoitym poziomie a buty dla nastolatka za dwie stówy to
            naprawdę
            > nieprzesadny wydatek.


            TAK kocham swego faceta.. z a różne rzeczy... obecnie
            nie mieszkamy razem .. miedzy innymi przez te rzeczy
            które opisałam... jesteśmy jednak razem wspieramy sie
            wzajemnie... uczymy sie siebie ...na neutralnym
            gruncie.....nie roztrzasajmy już tego...
            raz ja potrzebuje pomocy i wsparcia...raz on dzwoni i
            mówi co go trapi...ot życie..
            on kocha swoje dziecko ... chce mu świata uchylić. i tak
            juz wiele przeżyło... ale buty za 230 zł to pomysł
            matki.... przepraszam ale znam tą osobe... ...gdy moj
            partner wyłożył synowi kawe na ławe....dotycząca sprawy jedgo
            dodatkowego finansowania... chłopak sypał tekstami swojej
            mamy " razem mi macie kupić ksiażki" " masz mi kupic to i
            tamto..." rządał... mój facet nazwe go K... odmówił...
            proponująć kwote 70 zł która moż e dołozyc do butów..młody
            sie zgodził ... i ma kupic cos za 130. K chce zobaczyc
            te buty... bo juz wielokrotnie .. K dawał kase na bbb
            wazne rzeczy apotem sie okazało że szły na zupełnie co
            innego.

            rodzic powinien zrobić wszystko, żeby jego dziecko żyło na
            > przyzwoitym poziomie a buty dla nastolatka za dwie stówy to
            naprawdę
            > nieprzesadny wydatek.

            każdy zyje na swoim poziomie... jednak bywa tak ż e jedni
            kupuja zimowe buty za 200 zł na kilka lat a inni buty z
            a 1200 zł na 1 sezon...... oczywiście ż e dziecką bedzie
            dążyc aby żyć na tym lepszym poziomie... a ten drugi
            rodzic spada "odpada"...ma wieśniackie buty" jak mówi
            młody... "ty mozesz chodzić w czym chcesz... ja nie
            bedę..mama mi kupuje w firmmowych sklepach"
            mimo rozmów i tłumaczeń... stanowczych odmów... 14 latek
            nagle wpada na niezwykłe pomysły( krótkotrwałe)
            " tato będę grał w zwspole... sasponsoruj mi gitare i
            piec.... mama mówi ż e mam słuch"
            " tato ogladałem zjazdy na desce.... kup mi deske i buty
            tej zimy... sa w sklepie ...tu i tu........eee tato kto
            sie uczy w używanych... ja chce mieć nowe" i gadaj z
            takim.
            chłopak super ...spokojny dość dobrze sie uczący... nie
            sprawia żadnych problemów...społecznych...ale taaaki
            wiek...wszystko wie i umie...i wszystko mu sie należy
        • pelagaa Re: Tu proszszs poczytać 01.09.08, 13:14
          Alexolo ten watek Cie nie dyskredytuje.
          Mnie osobiscie on PRZERAZIL.
          Wspolczuje Twojemu dziecku i Tobie.
          Ciezko jest podjac decyzje o wykopaniu kogos z domu, kto sie nie
          kwapi do placenia za chocby wlasne utrzymanie. Ciezko jest przyznac
          sie, ze kolejny raz w zyciu popelnilo sie babola wielkiego jak
          cholera i pozwolilo na wprowadzenie psychicznego darmozjada. Wiem z
          doswiadczenia, zeby nie bylo, ze teoretyzuje uncertain
          Jednak powinnas myslec przede wszystkim o dziecku i o sobie, wybrac
          co dla Was bedzie lepsze. A samotnosc czasem jest zdecydownie lepsza
          od bylejakosci.
          • alexolo TAKIE SKORE DO OCENY....? 01.09.08, 14:27
            WIEM Z E ZARAZ MNIE stwierdzicie że jestem
            współuzależniona.... ja tajkj nie uwazam..... mam to za
            soba ..
            napisąłm co napisałam o K .. to była moja
            inyetpretacja... nie wysłuchałyscie jego strony.... ja
            podtrzymuje wiele rzeczy....ale było to pisamnne w
            złosci... szukałam u was potwierdzenia tego co we mnie
            narastało...
            nie prawda jest z e go utrzymuje... facet łożył... tylko
            nie tak jak sobie to wymysliłam.... jesteśmy po rozmowach
            i ustaleniach....byłam stronnicza... nie brałam pod uwage
            wielu rzeczy... które on finansował.. prawda zawsze leży
            po środku...
            prawda jest taka ż e to zwyczajny facet.. ja po
            przejsciach ... czekałam na księcia z bajki z dużą
            kasą ...i uroda ... życie to życie.... mam kogos ..i ten
            ktoś robi błędy... a ja je wyolbrzymiam do maxymalnych
            rozmiarów...
            i przyznam z e sama robie blędy... nie zdająć sobie
            sprawy jak bardzo ranie bliskich... boje sie zaufac
            pokochac odrzucam wszelkie formy ciepła i bliskości...
            nie wierzez ż e ktoś mógłby mnie kochać ... szukam dziury
            w całym... oczerniam go aby muc odejsć... rzucam sie jak
            ryba w wodzie.... jestem niezależna ... a tu trzeba brac
            kogoś jeszcze pod uwage... to chyba ja musze sie jeszcze
            wiele nauczyc...i dojżeć... spróbowac pokochac.... i pogodzić
            sie z tym wszystkim .. i przestac walczyc ...
            nie mieszkamy razem... jeszcze jakiś czas wytrzymam..... i
            nie chodzi o "gacie"...chodzi o ciepło i druga osobe.. jak
            go nie ma to tęsknie...jak jest to go odrzucam
            niewierze.... facet ma cierpliwosc.....i wady jak każdy.
            • ravny poziom twojego zakłamania jest porażający 01.09.08, 14:42
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=83684970&a=84062324
              co dzień zmieniasz wersje wydarzeń, kłamiesz w żywe oczy, opowiadasz o kimś
              najgorsze świństwa a za chwilę chwalisz go pod niebiosy i wybielasz...
              obrzydliwa manipulacja cudzymi uczuciami.

              idz do psychologa, lecz SIEBIE!
              bo inaczej - tylko po znalezieniu się na pierwszych stronach kroniki kryminalnej
              coś do ciebie dotrze..
              • z_mazur Re: poziom twojego zakłamania jest porażający 01.09.08, 14:55
                Ravny po raz kolejny proszę o ważenie słów. Znowu komusz zarzucasz
                kłamstwo i manipulacje. Może by tak troche opanować emocje i sposób
                wyrażania opinii?
                • ravny Re: poziom twojego zakłamania jest porażający 01.09.08, 15:04
                  Przeczytaj wątki, czy tak nie jest. To nie piersza akcja na forum oczerniająca
                  partnera a potem go wybielająca i rozbudowanie systemu zaprzeczeń. Niezaleznie
                  od problemów partnera ta kobieta ma problemy ze SOBĄ.
                  • z_mazur Re: poziom twojego zakłamania jest porażający 01.09.08, 15:13
                    Ravny ja sie zgadzam z Twoimi tezami jak najbardziej. Uważam, że
                    alexolo zdradza objawy współuzależnienia, że jej aktualny partner
                    stosuje wobec niej przemoc psychiczną i że ona w związku z tym
                    rozbudowuje system zaprzeczeń.

                    Chodzi mi jedynie o formę Twojej wypowiedzi. Atakując kogoś tak
                    ostro powodujesz automatyczne odrzucenie przez tego kogoś Twoich
                    tez, bo nikt nie chce słuchać kogoś kto go atakuje.
                    • ravny Re: poziom twojego zakłamania jest porażający 01.09.08, 15:14
                      dobra, gryzę się w język na razie by czymś mocniejszym nie zacząć rzucać.
                  • alexolo JKIM TY JESTEŚ? 01.09.08, 16:11
                    bno ja normalna osobą .. którą czasem lekko ponoszą
                    emocje... nie kłamie .. bo forum jest idealnym miejscem
                    aby móc mówić o swoich aktualnych emocjach... i na te
                    same sprawy (po uspokojeniu rzeczowej rozmowie ...
                    przemyslenia również swojego zach.... .).można patrzec
                    inaczej!!!
                    czemu sie tak emocjonujesz... wykopńczysz sie nerwowo...
                    nie wybielam.....a patrze z dystansem i widze inaczej niz w
                    złości.. i niechęci...skąd inąt napedzanej równiez..przez
                    formułowiczów////



                    ravny napisał:

                    > Przeczytaj wątki, czy tak nie jest. To nie piersza akcja na
                    forum oczerniając
                    > a
                    > partnera a potem go wybielająca i rozbudowanie systemu
                    zaprzeczeń. Niezaleznie
                    > od problemów partnera ta kobieta ma problemy ze SOBĄ.
                    • ravny ooo jaaasne 01.09.08, 16:56
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=83684970&a=83718120
                      to wina forumowiczów, że tak przesadzili z oceną tego co napisałaś...
                      okłamuj się dalej. innych też. nawet nie widzisz że to robisz. udawaj na jednym
                      forum gnębioną przez potwora którego się boisz i który znęca się nad dzieckiem,
                      a na drugim rób z niego gieroja a z siebie spelnioną u jego boku w udanym
                      związku... pewnie się znajdą tacy, ktorzy znając tylko jedną wersję będą ci
                      wierzyć i angażować się, żebys mogła na ich emocjach pożerować. czy tu czy w
                      realu.
                      rób sobie kobito co chcesz. niezmiennie - szkoda mi tylko dziecka bo to co mu
                      fundujesz jest nie-do-powetowania.
                    • panda_zielona Re: Alexolo 01.09.08, 20:32
                      Masz rację,nikt nie ma prawa Cię oceniać,bo to Twoje życie i jak
                      sobie je spieprzyrz,to pretensję będziesz miała tylko do siebie.
                      Pamiętam jednak Twój wątek sprzed dwóch miesięcy "NASZE pociechy a
                      nowy partner" i rady,których Ci udzielono.Facet jak widzę ani na
                      jotę się nie zmienił,a Ty dalej brniesz.
                • natasza39 Re: poziom twojego zakłamania jest porażający 01.09.08, 15:11

                  mazurku, jesteś bardzo kulturalnym i wrażliwym facetem, ale niestety
                  ravny ma dużo racji.

                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                  jest z głupcami.
                  • z_mazur Re: poziom twojego zakłamania jest porażający 01.09.08, 15:14
                    Niestetety zgadzam się z tym (piszę o tym powyżej). Tzn niestety dla
                    alexolo.
            • natasza39 Re: TAKIE SKORE DO OCENY....? 01.09.08, 15:01

              Jeśli piszesz na forum wątek "pod ocenę" nie dziw się, że cię
              oceniają.
              Ty nie jesteś przede wszystkim głodna miłości. Po tym jak ex cię
              zostawił dla innej chcesz potwierdzenia swojej kobiecości, tego, że
              jesteś atrakcyjna i to znajdujesz w nim.
              Ja to doskonale rozumiem i wcale tego oceniam.
              Oprócz miłości, cimciania, seksu jest jeszcze proza życia, a to co w
              owej prozie opisujesz mnie osobiście przeraża i tobie też to chyba
              nie odpowiadało, skoro o tym tu i na innym forum napisałaś.
              Sam fakt "gadania i komentowania czegoś do samego siebie" mnie
              osobiście dopowadziłoby do zbrodni, tzn. zabiłabym takiego człowieka
              gołymi rękami. Nienawidzę, jak ktoś pierdasi pod nosem i komentuje
              moje decyzje.
              JA mam już dorosłego syna, który praktycznie mieszka z nami tylko w
              wakacje i ferie, ale nawet wtedy nie pozwalam mojemu M na komentarze
              i aluzje. To mój syn i na razie mój i mojego syna dom. A mój chłop
              niech sobie wychowuje swoje córki, tak jak twój powinien się skupić
              na wychowaniu własnego dziecka i ewentualnie je tuczyć kalaforami.
              Przemyśl sobie to. Jeśli tak bardzo kocha, to niech sobie Ciebie
              kocha. NAjlepiej z dal;a od twojego dziecka.







              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
              jest z głupcami.
            • pelagaa Re: TAKIE SKORE DO OCENY....? 02.09.08, 07:24
              Alexolo nawet posty napisane zyczliwie traktujesz jako krytyke i
              negatywna ocene. Wspolczuje Ci i tyle.
              Przezylam zle traktowanie mojego dziecka przez partnera, tyle, ze
              szybko sie z tym uporalam, choc ciezko bylo sie przyznac przed sama
              soba i otoczeniem do kolejnego bledu. A teksty o forum tez
              slyszalam, jak to ono winne i kolezanki winne, wszystko wokol, tylko
              nie misiu.
              Za jakis czas zupelnie inaczej odbierzesz nasze pisanie. Czego Ci
              szczerze zycze.
    • natasza39 Alexo, tak ci powiem z praktyki.... 01.09.08, 10:56
      Mój mąż miał podobne jazdy z córkami jeśli chodzi o extrasy.
      U nas nie były to jakieś durne buty za 230 zł, ale rasowe psy po 2
      tysiące za szczenię, pomysł zakupu konia (żywego nie na biegunach),
      aby córka mogła rozwijać zainteresowania hippiczne, że o siodłach
      butach i innych uprzężach nie wspomnę.
      Były pomysły na komórki wypasione po 1,5 tysiaka i inne takie.
      Z w.w listy koniec końcem tylko tego konia ojciec im nie zakupił.
      Przeraziła go myśl, że na konia rónież przyjdzie mu płacić alimenty,
      bo bydlę coś żreć musi i kawałka stajni, za którą zapłacić trzeba
      potrzebuje.
      Pewnego dnia, gdy był bardzo chory i straszne pieniądze musiał na
      leki i rehabilitację wydać, żeby w ogóle chodzić, a w tym samym
      czasie córki ANI RAZU nie zadzwoniły. Puszczały tylko z bramki sms-
      y, żeby im komórki doładował i widać się wkurzyły na gada, bo im
      tego nie zrobił (brak dostępu do netu w szpitalu uniemożliwiło ojcu
      doładowanie ich komórek z jego konta). Wtedy, to oczęta mojemu
      lubemu otworzyły się szeroko i doznał objawienia.
      Objawienie polegało na tym, że jeżeli płaci on na dwie dziewczyny w
      sumie (bo opłaca miesięczny czynsz) ponad 2 tysiaki, to
      niekoniecznie spełnianie wszelkich zachcianek dziewuszek, również
      leży w zakresie jego obowiązków.

      Co jeszcze....
      Tak od siebie ci powiem, że jeśli jesteś w związku poważnym, to
      poważnie przede wszystkim traktuj finanse. Nić cię życie nie
      nauczyło?
      Utrzymywałaś pierwszego darmozjada latami, teraz zamierzasz
      sponsorować następnego, bo on ma długi, alimenty i inne zobowiązania?
      Trochę egoizmu zdrowego zalecam.
      Przynajmniej kilogram dzienniesmile
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
      jest z głupcami.
      • sauber1 Re: Alexo, tak ci powiem z praktyki.... 02.09.08, 08:28
        Z niczego ludzie się tak nie cieszą, jak z obiecanego wink))
      • ronja.r Re: Alexo, tak ci powiem z praktyki.... 02.09.08, 12:52
        "> Objawienie polegało na tym, że jeżeli płaci on na dwie dziewczyny
        w
        > sumie (bo opłaca miesięczny czynsz) ponad 2 tysiaki, to
        > niekoniecznie spełnianie wszelkich zachcianek dziewuszek, również
        > leży w zakresie jego obowiązków.

        Hmmmm...to zalezy na co go stac. Gdyby zyl nadal z matka dzieci to
        spelnial by kazda zachcianke dzieci bez mrugniecia...a teraz placi
        przeciez alimenty wiec niech matka je spelnia...

        Ludzie, zrozumcie. Alimenty przyznaje sad jako to minimum na
        utrzymanie, na podstawowe potrzeby dziecka. Kazdy rodzic chce dac
        dziecku cos wiecej i dlaczego mialby przestac jedynie dlatego ze nie
        jest juz z matka?
        • natasza39 Re: Alexo, tak ci powiem z praktyki.... 02.09.08, 13:38
          ronja.r napisała:
          > Hmmmm...to zalezy na co go stac. Gdyby zyl nadal z matka dzieci to
          > spelnial by kazda zachcianke dzieci bez mrugniecia...a teraz placi
          > przeciez alimenty wiec niech matka je spelnia...

          W tym rzecz, że m.in dlatego nie są z matką razem.
          Powiedzmy, że mieli trochę inne podejście do wychowania dzieci, w
          szczególności i do priorytetów życiowych w ogólności.
          Matka, jak ją stać niech sobie kupuje konia, nawet wyścigowego i go
          utrzymuje.
          Jeśli to akurat dla "życiowych potrzeb dziecka" jest niezbędnesmile
          >
          > Ludzie, zrozumcie. Alimenty przyznaje sad jako to minimum na
          > utrzymanie, na podstawowe potrzeby dziecka.

          Akurat w przypadku mojego M sąd zasądził mniejsze alimenty.
          NA ponad 2 tysiaki/m-c mój M opodatkował się dobrowolnie.

          Kazdy rodzic chce dac
          > dziecku cos wiecej i dlaczego mialby przestac jedynie dlatego ze
          nie jest juz z matka?

          Górnolotne pierdoły.
          Każdy rodzic, obojętnie czy to matka, czy ojciec, powinien się
          przede wszystkim kierować, własnymi możliwościami finansowymi.
          Jeżeli dla "dobra" dzieci należy kupować nastolatkom wypasione
          komóry, czy laptopy a samemu wpierdzielać chleb z margaryną, to nie
          jest to miłość tylko włażenie do tyłka i normalna głupota!




          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
          jest z głupcami.
        • natasza39 I jeszcze jedno, w nawiązaniu do wątku 02.09.08, 14:54
          ronja.r napisała:

          > Hmmmm...to zalezy na co go stac.

          No właśnie, "na co stać"
          Otóż, ani mojego M nie było stać na "konia", ani faceta alexolo na
          buty za ponad 200 zł, bo jak tu wcześniej napisała jemu 200 zł
          zostaje po opłaceniu komorników, alimentów, etc.

          A więc powtarzam, jeśli ojciec, czy matka wywiązuje się z obowiązku
          alimentacyjnego niekoniecznie muszą również spełniać "wszelkie
          zachcianki dziecka".
          Mogą, ale nie jest to ich OBOWIĄZEK.
          OBOWIĄZKIEM jest natomiast płacenie ALIMENTÓW w terminie.
          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
          jest z głupcami.
    • kicia031 Wybacz, ale 03.09.08, 20:21
      $450 pln alimentow na nastolatka to suma smieszna. Bez watpienie Exia oprocz
      codziennej opieki nad dzieckiem doklada duzo wiecej niz owe drugie 450. Zenujace
      sa twoje wyliczenia dotyczace aquaparku i napojow podczas spotkan z synem, moze
      niech ida na glinianki i wezma ze soba zapasik kranowy z domu?

      Wiekszosc dzieci chce byc modnie ubrana, a rola rodzica jest prowadzic dialog z
      dziekiem ktory urealnia te oczekiwania - chyba tego zabraklo w odpowiednim
      momencie, a teraz jakby deczko za pozno?
      • z_mazur Re: Wybacz, ale 03.09.08, 22:03
        Żenujące?
        Jeśli każde spotkanie z dzieckiem odbywałoby się na mieście i wiązało z nawet tylko napojami w lokalu i przy co drugim spotkaniu z jakimś basenem albo wyjściem do kina, albo na kręgle, to po szybkim wyliczeniu przy dwóch spotkaniach w tygodniu robi się kwota co najmniej dwustu złotych i to nie uwzględniając wydatków ojca na siebie związanych z takimi wyjściami. Czyli ojciec wydaje w tym momencie na dziecko też zdecydowanie więcej niż te 450 zł alimentów. Jeśli matka też wydaje te 650 zł, to IMHO układ jest nadal ok.
        • pelagaa Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 07:52
          Mazur chcesz wydac 200 zl na ROZRYWKE miesiecznie, a wymagasz, aby
          matce wystarczylo 900 zl miesiecznie NA WSZYSTKO. A czy ona nie ma
          prawa do zapewnienia dziecku rozrywki? Wybacz, ale 900 zl na
          dziecko, szczegolnie szkolne, to bardzo malo.
          Zastanawia mnie bardzo zawsze odowadnianie ile to ojcowie wydaja na
          spotkaniach weekendowych, bo to zazwyczaj 4 dni w miesiacu, a na
          reszte miesiaca, czyli na pozostalych 26 dni maja wystarczyc glodowe
          alimenty. Ubogo z matka i rozrzutnie z ojcem. Co to za wzorzec?
          Dziecku ma to wyjsc na dobre?

          A jesli chodzi o opieke nad dzieckiem. Mam nastolatka w domu. Musze
          go zawiezc do szkoly oddalonej o 12 km, musz go zawiezc na prywatny
          angielski, na basen, na urodziny kolegow. Musze nastawic pranie i
          wyprasowac. Taaak moglby to zrobic sam, ale jednak nie chce
          ryzykowac na razie pomieszaniem kolorow, czy wypaleniem dziury, ani
          oparzeniami. Uwazam tez, ze dziecku nalezy sie odrobina dziecinstwa
          i nie musi w wieku lat 12 prac, prasowac, gotowac.
          O i obiad tez musze zapewnic, jesli nie ugotuje sama, to musze np.
          kupic. Musze chodzic na zebrania rodzicielskie, do lekarzy, aptek po
          leki. W zwiazku z problemami musze pomoc w odrabianiu lekcji,
          codziennie po kilka godzin nawet. Musze z nim gadac o narkotykach,
          prezerwatywach, seksie, dziewczynach, zeby byc na biezaco i
          zareagowac w stosownym momencie.
          Uwazam, ze moj wklad w opieke jest OGROMNY, ojca zaden. A Twoje
          udowadnianie, ze z nastolatkiem nie ma zadnych problemow, a samo
          wyrecznie rodzica, swiadczy o tym jakie masz pojecie o opiece nad
          dzieckiem.
          Owszem, nie jezdze na myjnie, mam wykoszone trawniki, zgrabione
          liscie, moje dziecko umie posprzatac i to nienajgorzej dom,
          lazienki. Ale nie umniejsza to MOJEGO wkladu w jego wychowanie i
          opieke nad nim.
          • z_mazur Re: Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 09:04
            > Musze z nim gadac o narkotykach,
            > prezerwatywach, seksie, dziewczynach, zeby byc na biezaco i
            > zareagowac w stosownym momencie.

            No widzisz, a ja nie muszę, bo ja lubię gadać z córką, o seksie,
            chłopakach, prezerwatywach, a ona lubi ze mną, bo lubi się ze mna
            dzielić ważnymi informacjami i ja z tego się cieszę i traktuję te
            rozmowy jak przywilej, a nie obowiązek.

            Poza tym spotykam się częściej z nią niż raz w tygodniu. Gdy jest
            potrzeba podrzucenia ją na zajęcia dodatkowe w dniu, w którym ma
            napięty harmonogram i nie wyrobi się autobusami (tak, są takie
            środki lokomocji i nastolatki w miastach świetnie potrafią z nich
            korzystać, moja córka dojeżdża ok 10 km do szkoły, o zgrozo SAMA),
            to prosi mnie pomoc.
            Matka nie musi jej wozić na basen, bo jeździ na niego ze mną, od
            października będziemy też razem jeździć na kurs salsy. Chodzę na
            zebrania rodziców do szkoły, szczęśliwie córka nie choruje, więc
            jakieś regularne wizyty u lekarzy nie są potrzebne. Lekcji też
            szczęśliwie nie trzeba z nią odrabiać, bo jakoś radzi sobie w
            szkole. Zresztą dla mnie pomysł odrabiania lekcji z przeciętnym
            nastolatkiem, to jakaś abstrakcja. Rodzice poza uwagami nie
            zaglądali do żadnego mojego zeszytu od momentu opuszczenia
            podstawówki, a i wcześniej od 7 klasy rzadko się to zdarzało.

            Uważam, że mój wkład w wychowanie córki jest niewielki, podobnie jak
            wkład jej matki, bo nastolatki się już się w zasadzie nie wychowuje,
            jeśli wcześniej dziecko wyniosło z domu pewien zbiór zasad i reguł.

            I uważam, że patrzysz na wszystkie relacje rodzicielskie przez
            pryzmat relacji Twoich i Twojego eksa, a one wcale nie muszą być
            typowe.

            I może moje przekonanie o procesie wychowawczym jest błędne. Ale ja
            jako 15 latek sam sobie prasowałem ciuchy, zdarzało mi się
            przygotować posiłki (śniadania i kolacje) dla młodszego rodzeństwa.
            Ze starszym bratem mieliśmy wyznaczone dyżury w kuchni, które
            obejmowały obieranie ziemniaków i zmywanie naczyń (pewnie moi
            rodzice teraz za to trafiliby do więzienia za znęcanie się nad
            dziećmi), a opieka nade mną ograniczała się do wizyty w ogólniaku na
            wywiadówce i rozmowy od czasu do czasu.

            Dlatego śmieszą mnie deklaracje jakimż to wysiłkiem jest opieka nad
            nastolatkiem. Bo jeśli jest aż tak absorbująca, to jest tu coś nie
            halo. To okres kiedy dziecko już powinno uczyć się samodzielności i
            tylko otrzymywać wsparcie w krytycznych momentach.
            • chalsia Re: Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 09:19
              > I uważam, że patrzysz na wszystkie relacje rodzicielskie przez
              > pryzmat relacji Twoich i Twojego eksa, a one wcale nie muszą być
              > typowe.

              Dokładnie TO SAMO dotyczy Twojego spojrzenia na sprawę. Nie
              dopuszczasz mysli, że może być inaczej.

              Ja akurat znam sytuacje Pelagi, nie będę pisała o jej prywatnych
              sprawach, znam tez swoją. I nic co ona robi nie jest ani dziwne
              ani "nienormalne".

              Pomyśl, że nie wszędzie istnieje komunikacja miejska, ludzie
              mieszkają tez w takich miejscach, gdzie NIE MA zajęc dodatkowych i
              dzieci trzeba dowozić na takowe (tak samo jak i do szkoły), że są
              dzieci z róznymi schorzeniami (i jeżdzenie po lekarzach, aptekach
              to nie wyjątek ale prawie codzienność) oraz z róznymi problemai
              takiego typu, że TRZEBA z nimi siedzieć godzinami i odrabiać lekcje.

              Ty nie kosiłeś trawy i nie myłeś samochodu, za to gotowałes i
              prasowałeś. Oczywiście, że nastolatek może (i powinien) być pomocą
              w domu, ale samowystraczalny i samoobsługowy w 100% nie jest.

              Aaaa, no i jeszcze jest kwesti miejs zamieszkania dziecka a
              rodzica "dochodzącego". W moim przypadku np. nie ma opcji by ojciec
              np. woził dziecko na zajęcia bo dzieli nas circa 60 km.
              • z_mazur Re: Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 09:27
                Tak, ale dyskusja dotyczyła alexolo i jej faceta, który jak widać
                jej opisu bierze dosyć aktywny udział w opiece nad dzieckiem i
                niekoniecznie akurat sytuacja pelaagii, czy Twoja jest tutaj
                bardziej adekwatna niż moja.

                I dodałem zastrzeżenie, że piszę o przeciętnym nastolatku. Zawsze
                znajdą się sytuacje, gdy nawet dorosły człowiek będzie wymagał
                większej opieki niż 2 latek. Ale sytuacja Alexolo do takiej nie
                należy.

                Jakoś wśród otaczających mnie rodziców i ich dzieci, to o czym
                pisałem jest raczej standardem. Dlatego napisałem o specyficznej
                perspektywie pelaagii.
                • pelagaa Re: Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 09:59
                  > Tak, ale dyskusja dotyczyła alexolo i jej faceta, który jak widać
                  > jej opisu bierze dosyć aktywny udział w opiece nad dzieckiem

                  Znam kilku porozwodowych ojcow. Nawet Ci odwiedzajacy dziecko w
                  wiekoszsci robia za kaowcow. Problemy zwiazane ze szkola, zdrowiem
                  (nawet zdrowe nastolaki czasem maja grype itp), praniem, gotowaniem,
                  codziennymi nawykami (np. czytosci, higieny) sa im obce.
                  Znam wiele rodzin nierozwiedzionych, gdzie nastolatki nie sa
                  puszczone samopas. Wozi sie je na zajecia, poswieca sie im
                  czas, "opiera", "oprasowuje", gotuje sie im. Zazwyczaj robia to
                  kobiety. To jest wklad o ktorym mozna mowic w przypadku ZDROWYCH
                  nastolatkow. Ja sie nie zgodzam z teza, ze nastolatek nie wymaga
                  zaangazowania rodzica i poswiecania mu czasu.
                  Pochodze z normalnej rodziny, bedac w ogolniaku gotowalam obiady,
                  glownie w wakacje, lub w roku szkolnym jakies ziemniaki, czy cos
                  przygotowywalam, ale NIGDY nie prasowalam w domu, nawet sobie. Moja
                  mama lubi prasowac wink Ale to jest czas.
                  Dzieci teraz koncza lekcje o 14-15, potem maja zajecia pozalekcyjne
                  zazwyczaj, potem musza sie nauczyc na nastepny dzien. Nie wyobrazam
                  sobie obciazyc dziecka praniem, prasowaniem, gotowaniem, sprzataniem
                  i nie wieadomo jeszcze czym. Dla mnie edukacja jest priorytetem i
                  dla wielu rodzicow znanych mi tez. Dlatego wyrecza sie je w roku
                  szkolnym z wielu spraw. I nie widze w tym nic zlego. Ale to jest
                  wlasnie ten wklad rodzica.
                  • z_mazur Re: Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 10:28
                    > Znam kilku porozwodowych ojcow. Nawet Ci odwiedzajacy dziecko w
                    > wiekoszsci robia za kaowcow. Problemy zwiazane ze szkola, zdrowiem
                    > (nawet zdrowe nastolaki czasem maja grype itp), praniem,
                    gotowaniem,
                    > codziennymi nawykami (np. czytosci, higieny) sa im obce.

                    Zgodzę się z Tobą gdy rozwód rodziców następuje w okresie
                    dzieciństwa, gdy dziecko jest już nastolatkiem sytuacja wygląda
                    trochę inaczej (a nawet więcej niż trochę).

                    > Ja sie nie zgodzam z teza, ze nastolatek nie wymaga
                    > zaangazowania rodzica i poswiecania mu czasu.

                    No to różnimy się w podejściu do dosyć fundamentalnych kwestii w
                    sprawie wychowania. Mam nadzieję, że chłopak mojej córki jest
                    wychowywany w podobny sposób jak ja byłem wychowywany. Z tego co
                    wiem, to mając 17 lat pomagał ojcu w firmie, dzięki temu gdy
                    skończył 18 lat rodzice kupili mu samochód. Jakoś te dodatkowe
                    obowiązki nie przeszkadzały mu w nauce i życiu prywatnym. W wieku 18
                    lat (to nadal nastolatek jakby nie patrzeć) jest instruktorem
                    harcerskim i jeździ na biwaki i obozy jako opiekun takich 12-latków
                    jak Twój syn. Nie sądzę, żeby tego typu młody człowiek w wieku 16
                    lat wymagał jakiejś specjalnie troskliwej opieki zajmującej rodzicom
                    po kilka godzin dziennie. Dlatego dla mnie opowieści o tym jak to
                    nastolatek wymaga opieki, to po prostu tworzenie mitu.

                    Wyprasowanie 5 koszul i dwóch par spodni na tydzień (mniej więcej
                    tyle nosi przeciętny nastolatek na sobie) zajmuje pół godziny czasu,
                    nie uważam, żeby to było jakieś specjalne obciążenie, odrywające w
                    dramatyczny sposób nastolatka od lekcji, a nastolatek chcący zrobić
                    wrażenie na dziewczynie jest skłonny do większych wyczynów i jeśli
                    mamusia nie wyparasowałaby mu koszuli na randkę, to pewnie
                    poradziłby sobie z tym sam.
            • pelagaa Re: Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 09:47
              Mazur gdyby cala odpowiedzialnosc spoczywala na Tobie inaczej bys
              sie czul zapewniam.

              Dla wyjasnienia smile
              Mieszkam w miejscu, gdzie do najblizszego przystanku jest 1,5 km i
              jezdzi tylko kilka autobusow na dobe. Niekoniecznie pasujacych do
              rozkladu zajec szkolnych i dodatkowych.
              Odrabiam z synem lekcje, zeby mogl chodzic do normalnej a nie
              specjalnej szkoly. Dzieki mojej pracy radzi sobie i rozwinal sie
              tak, ze psycholog i pedagog, pod opieka ktorych STALE jest od 6 lat,
              sa w szoku, ze bylo to mozliwe.

              > I uważam, że patrzysz na wszystkie relacje rodzicielskie przez
              > pryzmat relacji Twoich i Twojego eksa, a one wcale nie muszą być
              > typowe.

              Dokladnie tak samo jak Ty. Tyle, ze powiedzmy Twoje relacje sa
              bardziej typowe, a w kazdym razie normalniejsze. Co nie znaczy, ze
              niektorzy nie maja inaczej.

              > I może moje przekonanie o procesie wychowawczym jest błędne.

              Moim zdaniem jest bledne. Bo ja osobiscie nie sadze, aby wklad w
              wychowanie zupelnie zdrowego nawet 16-latka byl niewielki.
              Ale mamy prawo do wlasnego zdania smile

              > ja
              > jako 15 latek sam sobie prasowałem ciuchy, zdarzało mi się
              > przygotować posiłki (śniadania i kolacje)

              Moje 12-letnie dziecko nie ma rodzenstwa, ale prawie WSZYSTKIE
              kolacje od ponad roku przygotowuje sobie sam, czasem przygotowuje
              tez cos dla mnie. Ma swoje domowe obowiazki, staram sie je dobrac do
              jego predyspozycji i upodoban, aby nie kojarzyly mu sie zle. I jesli
              sprawia mu wieksza frajde wykoszenie trawnika, niz obranie
              ziemniakow na obiad, to dzielimy sie obowiazkami w ten wlasnie
              sposob. Nie widze w tym nic zlego.

              > Dlatego śmieszą mnie deklaracje jakimż to wysiłkiem jest opieka
              > nad nastolatkiem.

              Mnie nie smiesza. Zapewniam. Zajmuje mi ona kilka godzin dziennie,
              ogranicza moja dyspozycyjnosc zawodowa i jest moim wielkim
              zmartwieniem.
              • z_mazur Re: Mazurku Drogi, mimo calej sympatii 04.09.08, 10:13
                > Dokladnie tak samo jak Ty. Tyle, ze powiedzmy Twoje relacje sa
                > bardziej typowe, a w kazdym razie normalniejsze. Co nie znaczy, ze
                > niektorzy nie maja inaczej.

                No właśnie a dyskusja dotyczyła alexolo i jej faceta mieszkajacych w
                dużym mieście i mój komentarz tego dotyczył.

                > Moim zdaniem jest bledne. Bo ja osobiscie nie sadze, aby wklad w
                > wychowanie zupelnie zdrowego nawet 16-latka byl niewielki.
                > Ale mamy prawo do wlasnego zdania smile

                Ok, to poczekajmy aż Twój syn będzie miał 16 lat. Zobaczymy ile
                godzin dziennie będziecie mieć kontatku. Oczywiście przy założeniu,
                że będą to zdrowe i normalne relacje.

                > Mnie nie smiesza. Zapewniam. Zajmuje mi ona kilka godzin dziennie,
                > ogranicza moja dyspozycyjnosc zawodowa i jest moim wielkim
                > zmartwieniem.

                Twój syn nie jest nastolatkiem. O nastolatkach można w najlepszym
                przypadku mówić od gimnazjum, a i to raczej od drugiej niż od
                pierwszej klasy. Zapewniam Cię, że zmiany w relacjach między
                rodzicem i dzieckiem w okresie od 14 do 16 roku jego życia, to
                rewolucja.
      • z_mazur A i też wybacz ale... 03.09.08, 22:06
        ... w przypadku nastolatka mówienie o codziennej opiece nad dzieckiem jest też co najmniej niestosowne. Jeśli dziecko jest odpowiednio wychowane, to z takiego nastolatka jest więcej wyręki w domu niż obowiązków.
        • alexolo ten nastolatek 03.09.08, 22:44
          sam juz na siebie zarabia.....
          pomaga w sklepie zooologicznym... z tego co wiem dostaje ok 300 zł
          miesiecznie.....
          taki nastolatek nie ma wyznaczonychh widzeń.. przychodził do mnie i
          do swego ojca kiedy chciał... raz obiad raz koacja... w domciu,,,
          nie zawsze były wyjscia.. ale przeciez takie rzeczy sa bezscenne...wink
          ja nie poddaje w watpliwosc czy 450 to mało czy dużo... ja tyle
          dostaje i dla mnie jest wystarczająco(narzzie)
          moje pytanie ... na co te + ok tyle samo kasy matki winno byc
          przeznaczone... ?
          podkreslam matka w sądzie 2 miesiące temu.. sama wnosiła o taka kwote
          ..podpierając sie dowodami wpłat i rachunkami!!!!
          ojciec nie zaprzeczał i zgodzil sie na żądana kwote...
          i płaci... po czym okazuje sie ż e matka nie zapewnila dziecku
          żADNYCH ATRAKCJI ANI WYJAZDU NA WAKACJE.. MAłY PRZEZ 6 TYG PRACOWAł
          W SKLEPIE..( NIBY TAK CHCIAL ) A 2 tyg był z nami nad jeziorem i
          morzem.... a po wakacjach okazało sie że nawet podstawowych rzeczy do
          szkoły i na jesień nie ma zapewnionych... sory ale cos jest nie taak
          • chalsia Re: ten nastolatek 03.09.08, 23:23
            wiesz Alexolo, myślę, że kwestia utrzymania Twojego pasierba to
            klasyczny problem zastępczy, żebyś czuła się wewnętrznie
            usprawiedliwiona za niezajmowanie się własnym (i swego dziecka)
            problemem w postaci istnienia w Waszym życiu ojca tegoż pasierba.
            Jakoś łatwiej Ci przychodzi myślenie o krzywdzie pasierba niż o
            krzywdzie Twojego syna.
            • alexolo chalsia 04.09.08, 00:20
              nie wiem czy ostatnio mam brak umiejetnosci przekazywania swoich
              mysli...ale jestem inaczej rozumiana niż bym chciała!!!!

              juz nie mama siły ..ponawiac pytania... i pogłebiac tematu.....

              naprawde nie rozumiecie pytania?
              • pucioipucio Alexolo.... 04.09.08, 10:18
                alexolo napisała:

                > sam juz na siebie zarabia.....
                > pomaga w sklepie zooologicznym... z tego co wiem dostaje ok 300 zł
                > miesiecznie.....

                Czyli nie jest rozpuszczonym bachorem z lewymi rączkami i nie cierpi na nadmiar
                kasy w domu bo inaczej sam by wyjechał na wesołe wakacje a nie siedział w sklepie.


                > taki nastolatek nie ma wyznaczonychh widzeń.. przychodził do mnie i
                > do swego ojca kiedy chciał... raz obiad raz koacja... w domciu,,,
                > nie zawsze były wyjscia.. ale przeciez takie rzeczy sa bezscenne...wink


                uff, to jako sponsorka tych obiadokolacji wystawiaj rachunki za kazdą nie
                ustaloną wizytę, niech ojciec je zbiera i załozy sprawę o obnizenie alimentów ze
                względu na sponsorowanie podstawowych potrzeb dziecka z własnej(czyt.twojej)
                kieszeni.


                > ja nie poddaje w watpliwosc czy 450 to mało czy dużo... ja tyl> e
                > dostaje i dla mnie jest wystarczająco(narzzie)
                > moje pytanie ... na co te + ok tyle samo kasy matki winno byc
                > przeznaczone... ?


                na zaspokojenie potrzeb dziecka. nie zawsze wystarczające.
                już forumowicze to powiedzieli wielokrotnie w tym wątku.
                pytanie czy poziom na jakim ta matka zaspakaja
                potrzeby dziecka (jedzenie plus ciuchy z dolnej półki plus opłaty w domu plus
                higiena plus podstawowe rozrywki) temu nastoletniemu juz dziecku odpowiada, czy
                szuka dodatkowej kasy i "kieszonkowego" w tym u ojca bo inne dzieci maja więcej.


                > podkreslam matka w sądzie 2 miesiące temu.. sama wnosiła o taka
                kwote> ..podpierając sie dowodami wpłat i rachunkami!!!!

                więc widzisz, że mimo wizyt u was i waszego dokładania się do utrzymania dziecka
                poza alimentami, które cały czas było , matka kwotę alimentów wydała i miała na
                to rachunki
                potwierdzajace wydatki, pytanie czy w to były wliczone wakacje,komputer, itd.
                zadaj partnerowi bo on wie na co się godził.
                jesli ojciec ma zastrzezenie co do sposobu wydawania alimentów niech
                -rozmawia z matką
                -żada przedstawienia wyliczeń wydatków poniesionych na dziecko
                -pójdzie do sądu zrobić z tym porządek (450zł to bida)
                -zaprzestanie dokladania się gratis, może to skutkowac sprawą o podwyzszenie
                kwoty zasądzonych alimentów

                w większości moich znajomych dobrze sie dogadujących po rozwodzie jest tak, ze
                sa alimenty zasadzone w kwocie niewysokiej-na sprawy bieżące i podstawowe a
                rodzice dokładaja cos extra gdy jest dodatkowy wydatek typu wakacje, komputer,
                extra ciuch i ponosza bez wyliczania koszty pobytu dziecka u siebie.


                > ojciec nie zaprzeczał i zgodzil sie na żądana kwote...
                > i płaci... po czym okazuje sie ż e matka nie zapewnila dziecku >
                żADNYCH ATRAKCJI ANI WYJAZDU NA WAKACJE.. MAłY PRZEZ 6 TYG PRACOWA>
                ł > W SKLEPIE..( NIBY TAK CHCIAL ) A 2 tyg był z nami nad jeziorem
                i > morzem.... a po wakacjach okazało sie że nawet podstawowych rzeczy d
                > o> szkoły i na jesień nie ma zapewnionych... sory ale cos jest
                nie > taak


                po pierwsze nastolatek może was twierdzic że zeszytów nie ma, bo może nie miec
                zeszytów TAKICH JAKIE JEMU ODPOWIaDAJĄ (tak jak butów), po drugie to ojciec z
                matka mają ustalić i wychowywać dziecko i powinno to do Ciebie dotrzeć - to
                ojciec mając wątpliwości ma sprawdzić na co idą alimenty i czy ich kwota
                wystarcza synowi na wszystkie jego potrzeby i na jakim poziomie stac ojca je
                zaspakajac dodatkowo bo potrzeby finansowe dziecka rosna z wiekiem a chęci
                nastolatka by miec się czymś pochwalic lub wyróżnić przed kumplami są ogromne
                (ciuchy, mp4, programy, gry, filmy,komórki, sprzęty,itd. i tego z 450zł
                alimentów na pewno nie ma)

                Więc zwyczajnie nie nas o to pytaj, w podtekście sugerujac, że pewno matka
                zagarnia kasę dla siebie. My nie wiemy jakie problemy i potrzeby ma to konkretne
                dziecko i jakie warunki zycia i związane z tym wydatki sa mu stworzone.
                Zapytaj o to ojca dziecka. On ma ci odpowiedzieć jako wspólniczce z której
                pieniędzy korzysta. To jest rzecz oczywista dla wszystkich w wątku oprócz
                ciebie.... i faktycznie szukasz problemu nie tam gdzie trzeba.
                • kingas38 Re: Alexolo.... 06.09.08, 21:34
                  Pucioipucio...dobrześ kobieto napisała, może wreszcie dotrze do autorki wątku...
    • krolowazla Re: na co idą alimenty? 05.09.08, 14:35
      Przeczytałam cały wątek i w szoku jestem. Ja mam córkę prawie 3 letnią. Alimenty
      200 zł. Od września chodzi do przedszkola, bo już nie wyrabiałam finansowo na
      nianię (400 zł/msc) teraz na opłaty przedszkolne mi alimenty wystarczą
      przynajmniej.

      Jeśli ktoś pisze, że na dziecko wydaje 1000 zł, to nic tylko pogratulować
      rozrzutności.
      • pucioipucio Re: na co idą alimenty? 05.09.08, 16:29
        Rozrzutność? Jeśli kogoś stać na wydawanie na jedno dziecko 1000zł to nie widzę
        powodu do zaglądania mu do kieszeni i zarzucania rozrzutności dlatego, że Ciebie
        nie stać.
        Jak sama napisałaś marne alimenty jakie dostałaś zmusiły Cię do posłania malego
        dziecka do przedszkola, bo sama niańka kosztowała ich podwójną wysokość, a gdzie
        jedzenie, ubrania, lekarze? A gdzie wydatki które zaraz dojdą bo dziecko będzie
        większe? Wydatki dopiero się zaczynają... Nie wiem na ile możesz starac się o
        wyższe alimenty ale sama widzisz, że 200 zł to baardzo mało bo Ci nie starcza.
        Nie ma co zazdrościć innym i równac do dolu tylko lepiej pomyśleć jak to ma
        wyglądac na przyszłość by dziecku było lepiej.
        A dla informacji - niańka u mnie w miescie za miesiąc opieki dla 3 latka
        kosztuje ponad 1000zł, za 400zł to by Cię wyśmiała a nie podjęła się opieki...
        • sbelatka Re: na co idą alimenty? 05.09.08, 17:57
          róznimy się, rózni się nasze pochodzenie, wykształcenie,
          przyzwyczajenia.. mieszkamy w innych miejscach, nasze dzieci maja
          odmienne czasem potrzeby - ze względu np, na choroby .. Roznie
          zarabiamy - mu i nasze byle połówki... Wiec nie ma co tutaj
          uogolniac.. jak zwykle zreszta..

          Alexolo..wątek o twoim partnerze - choc wtedy nie weidzialam, ze to
          Twoj.. mnie zmrozil..
          Wiem, nie powinno sie CHYBA skreslac faceta dlatego, ze marnie
          zarabia ... Że żyje na nasz koszt..
          W koncu sa koebity, ktore calymi latami utrzymuja fecetow i vive
          wersal..
          Ale jesli sie na to decydują - to spodziewam sie, ze pzryjma z
          godnościa "na klate" konsekwencje tego..

          Rozliczanie faceta z każdego grosza, ktory wydaje na swoje dziecko
          ueważam za nie na miejscu.. Jesli ktos z nas sobie z tym nie radzi -
          to może jednak niech sie po prostu rozsatnie.. Bo takie problemy
          staja sie problemami coraz bardziej.. a prawie nigdy coraz mniej..

          Martwi mnie nieco to co piszesz. Tak po prostu


      • kicia031 Re: na co idą alimenty? 05.09.08, 18:30
        Przeczytałam cały wątek i w szoku jestem. Ja mam córkę prawie 3 letnią. Aliment
        > y
        > 200 zł. Od września chodzi do przedszkola, bo już nie wyrabiałam finansowo na
        > nianię (400 zł/msc) teraz na opłaty przedszkolne mi alimenty wystarczą
        > przynajmniej.
        >

        No coz, to teraz ty rozbawilas mnie do lez. Moj mlodszak wlasnie podszedl do
        przedszkola - be zadnych zajec dodatkowych, tylko wyzywienie + oplata stala to
        ponad 300pln - a ja nie chce, zeby moj syn siedzial sam w sali podczas gdy inne
        dzieci maja rytmike czy gimnastyke korekcyja, razem - ponad 500pln miesiecznie
        na samo przedszkole. na szczescie nie musze placic niami, bo mamy wsparcie
        rodziny, bo musilalabym za ro jeszcze zaplacic - koncze prace wlasnie o tej
        godzinie kiedy zamykaja przedszkole, a musze jeszcze do niego dojechac 12km.

        A na nastolatka wydaje przecietnie 1800 - 2000pln miesiecznie. bez markowych
        ciuchow, za to z dobrymi kursami jezykowymi, ksiazkami i uczestnictwem w
        wydarzeniach kulturalnych.
        • tricolour Gdyby tak zsumować... 05.09.08, 19:03
          ... to mamy miesięcznie
          - dzieci - 500+2000=2500 zł,
          - Ty - 1000 zł (to mniej niż średnia na dzieci)
          - dom (czynsz, telefon, woda, gaz, ew, podatki) 500 zł,
          - auto (paliwo, naprawy, coś extra raz na rok) 500 zł,
          - jedzenie dla trojga 1000 zł
          - ciuchy (także buty, rzeczy letnie i zimowe) dla trojga 500 zł,
          - oszczędności, (na różne okazje, po 100 od łebka) 300 PLN.

          Razem daje lekko licząc 6300 netto czyli >10 kPLN brutto miesięcznie. W Twoim
          przypadku zarabiasz bardzo dobrze i zaliczasz się do jednego procenta takich
          szczęśliwców. Nie można mówić o żadnej normie.

          smile
          • pelagaa Re: Gdyby tak zsumować... 05.09.08, 20:17
            Zle sumujesz Tri chyba. Sadze, ze w sumie 2000 zl na nastolatka
            zawieraly sie ubrania, jedzenie i czesc czynszu przypadajaca na
            niego.
            Ja piszac, ze wydaje na dziecko 1700 zl/miesiecznie licze wszystko:
            czesc oplat, ubrania, jedzenie, leki, lekarzy, podreczniki i
            przybory szkolne, wakacje, tak obliczona roczna sume wszystkiego
            dziele na 12 i wychodzi srednia miesieczna.
            I tak zalozmy matka wydaje 2000 zl na starszego, np. 1000 na
            mldszego, na siebie powiedzmy 1500 zl, czyli wystarcza jej zalozmy
            4500 zl, a to juz nie jakas strasznie niemozliwa do zarobienia
            kwota, oczywiscie w zaleznosci od regionu. To oczywiscie tylko moje
            zalozenie nie musi zgadzac sie z prawda i przepraszam za czepienie
            sie personalne.
            Dziewczyna, ktora pisze, ze za nianie placi 400 zl miesiecznie jakby
            podliczyla do tego jedzenie, ubrania, czesc oplat czynszowych
            przypadajacych na dziecko, to pewnie suma, ku jej zaskoczeniu, tez
            osiagnie ten rozrzutny tysiak.

            Po prostu podajac jakas kwote, liczac ja wlicza sie wszystko. Bedac
            w zwiazku z ojcem dziecka nikt nie liczy do kosztow utrzymania
            dziecka kupowanego jedzenia, czy oplat czynszowych, to sa tzw
            pieniadze na zycie, bo ZYJE SIE WSPOLNIE. Jak sie konczy wspolnota,
            wyliczenia robia sie szczegolowe, bo dziecko zuzywa np. prad, bo
            trzeba mu wyprac w proszku, ktory ma swoja cene, bo zjada np.
            jogurty, ktore sie kupuje specjalnie dla niego itd itp. Stad
            zaskoczenie kwota, jak sie ja dokladnie policzy.
            Kiedy zrobilam pierwsze zestawienie kwota mnie sama zaskoczyla.
            • tricolour Zgadzam się z Tobą... 05.09.08, 21:17
              ... bo nawet jak kwota ok 2000 na nastolatka zawiera literalnie wszystko, to
              mając dwójkę dzieci i siebie na utrzymaniu + samochód trzeba dysponować kwotą ok
              5000zł miesięcznie (jeśli standard życia nastolatka jest normą w rodzinie, a nie
              inwestycją połączoną za szczególnym wysiłkiem). Tobie wyszło podobnie.

              Mnie chodziło w takiej wyliczance, że to dwukrotna średnia krajowa, a ile kobiet
              zarabia 5000zł na rękę? Absolutnie nie jest to normą. Normą są zarobki
              trzykrotnie niższe... i to chciałem podkreślić.
              • burza4 Re: Zgadzam się z Tobą... 06.09.08, 12:01
                Tri, tylko weź pod uwagę jedno - na dzieci wydaje się WIĘCEJ niż na
                siebie. Bo rosną, bo się uczą, bo wymagają opieki, bo trzeba im
                zorganizować 2 miesiące wakacji+ ferie, bo wycieczki szkolne itd.
                I to nie jest tak, że jeśli ktoś wydaje 2 tys. na dziecko to na
                rodzinę wydaje 2, 3 czy 4 krotność tej kwoty.

                Fakt, w moim otoczeniu zarobki rzędu 5 tysięcy nie są rzadkością, a
                raczej standardem. Ale nawet moja siostra z zarobkami bliżej
                średniej krajowej na dziecko wydaje śrenio dużo więcej niż tysiaka
                miesięcznie. To naprawdę nietrudne, skoro 2 wyjazdy dzieciaka
                rozkladają się już na kwotę 250 zł miesięcznie.
              • kicia031 Zapomniales tri 06.09.08, 14:17
                Ze w normalnej rodzinie dodaje sie dochody ojca i matki, wiec sadze, ze suma 5
                tysi na rodzine nie jest jakas zawrotma. I nie zamierzam przepraszac, ze ja
                zarabiam sporo wiecej, a moje ex wielokrotnosc tej kwoty. Kiedy inne dzieciaki
                bawily sie na podworku, my zasuwalismy na lekcje jezykow i inne zajecia
                dodatkowe, kiedy inni studenci bawili sie na wakacjach, mmy sie doksztalcalismy
                i pracowalismy za granica. Oboje pracowalismy w wakacje juz w szkole sredniej, a
                zarobiona kase inwestowalismy w edukacje.

                Podobnie dzieje sie z moimi dziecmi - inwestuje duze sumy w ich edukacje i
                dzieki temu np moj sym bedzie mial zdane proficiency zamim zda mature. I
                zareczam ci, ze bedzie mogl przebierac w ofertach pracy za wiecej niz 2000.

                Ja szanuje, ze inni ludzie maja ionne priorytety, moim bylo zapewnienie moim
                dzieciom godnych warunkow zycia i rozwoju. I tyle.
                • z_mazur Re: Zapomniales tri 06.09.08, 17:16
                  Oczywiście, że kwota 5000 nie jest zawrotna, ale mimo wszystko raczej nie jest normą (chociaż dla osób na tym forum chyba jest).

                  Co nie zmienia faktu, że w 4 osobowej rodzinie to daje niewiele ponad 1000 zł na osobę. I to nie odliczając kwot na "inwestycje" takie jak kredyty hipoteczne na zakup mieszkania, czy zmianę samochodu, różnego typu ubezpieczenia itp. wydatki niezwiązane bezpośrednio z konsumpcją. Po odjęciu tych wydatków na koszty związane z bieżącą konsumpcją i ewentualnie edukacją dzieci pozostaną kwoty zdecydowanie poniżej 1000 zł na osobę w rodzinie.

                  Wychodzi na to, że po prostu większość osób na forum żyje powyżej średniej krajowej i chyba sobie z tego nie zdaje sprawy, skoro uważa nakłady na utrzymanie dziecka na poziomie 1000 zł miesięcznie za żenująco niskie.
          • marzenie-to-ja Re: Gdyby tak zsumować... 05.09.08, 21:49
            Ludzie,to powiedzcie mi w ktorym rejonie Polski sie tak zarabia to
            sie przeprowadze......
            • z_mazur Re: Gdyby tak zsumować... 06.09.08, 00:04
              Też mam momentami wrażenie, że osoby na tym forum, to nie jest grupa reprezentatywna dla ogółu społeczeństwa.

              Aktualna średnia płaca brutto nie przekroczyła chyba jeszcze 3 tys. zł, a dodatkowo struktura wynagrodzeń jest taka, że 2/3 pracujących zarabia poniżej tej kwoty, a tylko 1/3 powyżej.
              Czyli 2/3 ludzi w polsce zarabia na rękę poniżej 2000 zł.
              Nawet dwie takie pensje w rodzinie dają dochód niższy niż 4000 zł miesięcznie, co w czteroosobowej rodzinie dawałoby dochody na poziomie 1000 zł na osobę, ale zgodnie z wyliczeniami dużej części pań na tym forum, za tą kwotę nie da się przeżyć.
              • natasza39 0Ja i moje dziecko jestesmy strasznie oszczędni 06.09.08, 00:35

                bo mój 20-letni student na dobrej uczelni w Krakowie, które nie należy do miast
                najtańszych, kosztuje mnie ok 1000 do 1200 zł/m-c.
                Przy czym nie wyliczam każdego kotleta przeznaczonego na dziecko, pieroga, czy
                pomidora.
                Na prezenty, które mu od okazji kupuje tez nie liczę.
                Młody kupuje buty za 300 zł ale raz na rok.
                Chodzi w dobrych markowych ciuchach, ale ma ich parę sztuk.
                Gdybym mu dawała 2 tysiaki, to jak go znam, uskładałby niezłą sumkę.
                Fakt faktem, że na szczęście jest zdrowy i nie muszę wydawać na żadne leki,
                najwyżej na czosnek w granulkach w zimie i 3 razy w oku na kosmetyczkę na syfy,
                które w tym wieku są normą.
                Osobiście nie wim na co można wydać 2 tysiaki na dziecko na miesiąc.
                ---------------------------------------------------------------------
                Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                głupcami.
                • sbelatka z uporem maniaka 06.09.08, 00:44
                  sie porównujecie-jak ktois ma malo - to wydaje malo
                  jak ma więcej- to więcej
                  a jesli ma bardzo duzo - to.. no, zgadliscie, wydaje bardzo duzo...

                  i to chyba nie dyskusja o tym ile mozna czy nalezy wydac na
                  dziecko...

                  kazdy z nas wydaje ile może i w ramach tego ile chce.. albo tylko
                  ile może

                  ja sie ciesze, ze ywdaje ile moge i ile w ramach tego chce. bo to
                  nie sa równe kwoty...
                  ale gdybym mogla wydawalabym jeszcze więcej.. bo LUBIE wydawac kase
                  i kupowac sobie i mlodym ładne ubranlka i chce jeździc dobrym
                  samochodem. i nawet wynając soebie dziewczyne do odwalenia
                  sprzątania...

                  I nic na to nie poradzę,ze ktos wydaje 200 zl i uważa, ze to tyle
                  ile potrzeba i jeszcze jest dumny ze tego, ze nie umieraa z glodu..
                  i co gorsza uważa, ze ci którzy wydają więcej (bo mogą) to jakies
                  dziwnie rozrzutne istoty są...

                  i odczepcie sie od tego porównywania.
                  Bo to sie nijak ma do relality show.
                  • z_mazur Re: z uporem maniaka 06.09.08, 00:55
                    Oj Sbelatko, to co piszesz jest oczywiste. smile))
                    Tylko, że to działa w dwie strony i komentarze, że alimenty na poziomie 450 zł na dziecko (w sytuacji gdy ojciec dodatkowo zajmuje się dzieckiem i ponosi dodatkowe nakłady finansowe niezależnie do alimentów) są żenuąjące, IMHO też są nie na miejscu, biorąc pod uwagę, że dochód na członka rodziny w wysokości 1000 zł jest w Polsce raczej normą.
                  • pucioipucio Brawo Sbelatka 06.09.08, 10:13
                    Każdy wydaje tyle ile może. Jak nie może to nie wydaje. I to jest tak oczywiste,
                    że tłumaczenie tego w kółko zaczyna być śmieszne.
              • tricolour I jeszcze jedna sprawa... 06.09.08, 00:38
                ... o której czasem piszę, ale nie znajduje ona odzewu.

                Jeśli matka na dorastające dziecko wydaje 2000zł miesięcznie, to
                takie dziecko nie jest zainteresowane usamodzielnieniem się i
                podjęciem pracy, bo zarobi mniej przez kilka pierwszych lat pracy
                zawodowej.

                Zresztą jest o tym nawet w drugim wątku, gdzie córeczka-nierób
                finansowana jest przez ojca.
                • sauber1 Re: I jeszcze jedna sprawa... 06.09.08, 03:15
                  Ja na ten przykład nie śmiałbym domagać się alimentów na dzieci od swojej żony,
                  a ich matki, mimo że pozwala sobie opływać w luksusach, trwonić łatwo pozyskana
                  kasę na lewo i prawo, mimo, że u fiskusa nieznana, tu raczej chodzi o to, że
                  nierówne mamy szanse za przyzwoleniem prawa, a może tylko za pomocą
                  sprzyjających jej ludzi???
                • pucioipucio Re: I jeszcze jedna sprawa... 06.09.08, 10:06
                  To nie jest prawda. Bo zależy jak się to dziecko WYCHOWUJE. Bo te dwa tysiące
                  mogą być wydane na edukację, sprzęty, języki, poznawanie świata a mogą być
                  przehulane z kolegami na imprezach. Bo jest druga strona medalu, dobrze
                  wykształcony młody człowiek, znający swoją wartość i żyjący dotychczas na
                  wysokim poziomie nie pójdzie po studiach do pracy za 1000zł. Zrobi to nie z
                  lenistwa ale dlatego, że się ceni. Poszuka pracy w której swoje nabyte
                  umiejętności wykorzysta i za które dostanie adekwatne wynagrodzenie. A ktoś kto
                  całe dzieciństwo żył za minimalne kwoty prędzej zadowoli się minimalną płacą,
                  tym bardziej jeśli nie miał wcześniej warunków by nabyć umiejętności cenione
                  przez pracodawców.

                  Mam tego idealny przykład u znajomych. Zainwestowana w dziecko spora kasa zwraca
                  się wielokrotnie w wysokości wynagrodzenia które dopiero 24latek uzyskuje. Ale
                  to rodzice muszą go dobrze wychować, bo nastolatek któremu do ręki da się
                  gotówkę ale nie poprowadzi na początek i nie pokaże jak żyć dobrze, może się
                  stoczyć w nałogi lub rozleniwić. To nie jedynie kasa decyduje o tym co po latach
                  z dziecka wyrasta tylko przede wszystkim wychowanie. Czy ktoś biedny czy bogaty
                  - dziecko trzeba dobrze wychować by w przyszłości dobrze mu się żyło i rodzicom
                  w relacjach z nim.





                • burza4 Re: I jeszcze jedna sprawa... 06.09.08, 12:29
                  Tri, nie upraszczaj. To nie od nakładow zależy, a od wychowania.
                  Moja nastoletnia córka w tym roku sama z własnej nieprzymuszonej
                  woli przepracowała połowę wakacji, choć w tym czasie mogła leżeć do
                  góry tyłkiem na plaży. Inwestycja w dziecko, jego rozwój i naukę się
                  zwraca.

                  dziecko przyzwyczajone do określonego standardu (nie rozpuszczone, a
                  własciwie wychowywane) będzie mieć po prostu wyższe aspiracje, i do
                  byle jakiej pracy nie pójdzie. Za 2 tysiące pensji sobie tego nie
                  zapewni, więc siłą rzeczy musi się bardziej wysilać.
              • burza4 Re: Gdyby tak zsumować... 06.09.08, 12:06
                Z, nie zapominaj tylko o tym, że mówisz o STATYSTYCE. Gdzie w tym
                wyliczeniu są ci, którzy prowadzą dzialalnośc gospodarczą na
                wiecznej stracie? nie znam osoby, prowadzącej swój biznes, ktora by
                się rozliczała jak bóg przykazal i wykazywała swoje dochody.

                Nie jest tak, że większość społeczeństwa jest poniżej średniej. Nie
                jest - bo większość kombinuje i po prostu nie wykazuje wszystkich
                swoich dochodów - stąd takie a nie inne statystyki, którym
                ewidentnie przeczy poziom życia.

                i przypominam - na dziecko wydaje się więcej niż na siebie.
                • triss_merigold6 Re: Gdyby tak zsumować... 06.09.08, 13:15
                  O toto. 90% dochodów z korepetycji, konsultacji pomocy w nauce,
                  pisania za kogoś prac to dochody nierejestrowane. To samo dotyczy
                  dochodów opiekunek do dzieci, ludzi z branży budowlano-remontowej,
                  bardzo wielu kierowców, właścicieli knajp i pubów etc. Branża
                  turystyczna - kwitnie praca na czarno.
                  W skali kraju to potężne kwoty zasilające budżety domowe.
                  Ja również nie znam absolutnie nikogo kto prowadzi swój biznes i
                  wykazuje dochody jak US przykazał.

                  Na dziecko wydaje się więcej niż na siebie - pełna zgoda. Sobie nie
                  muszę kupować jeansów i zimowych butów co sezon, dziecku owszem. To
                  dotyczy zresztą całej garderoby przedszkolaka. Sobie nie muszę
                  kupować regularnie leków na okolicznośc infekcji wirusowych czy
                  szczepionek. Samo przedszkole - ok. 350 zł. Zabawek również sobie
                  nie kupuję, chyba, że liczyć książki.
                • z_mazur Re: Gdyby tak zsumować... 06.09.08, 14:47
                  Ależ oczywiście, że więcej niż połowa społeczeństwa żyje poniżej średniej. Tak zawsze wygląda piramida społeczna. Trudno żeby było inaczej. Matematyka jest nieubłagana.

                  Dzięki nielegalnym dochodom być może ta średnia jest trochę wyższa niż 2000 zł netto.

                  Większość moich znajomych to najemni specjaliści zatrudniani w różnego typu firmach. Pracujący legalnie i płacący podatki. Na dodatek posiadający specjalizacje niespecjalnie umożliwiające dorobienie na fuchach. W ich rodzinach dochody na jednego członka rzadko przekraczają 1500 zł. A te pieniadze idą również na takie wydatki jak spłata kredytu hipotecznego, czy zakup samochodu, czyli nie są wyłącznie "przejadane" na bieżącą konsumpcję.

                  Dlatego nadal uważam, że wydatki na dziecko (konsumpcja i edukacja) w przeciętnej polskiej rodzinie raczej oscylują w okolicach 1000 zł miesięcznie.
                  • burza4 Re: Gdyby tak zsumować... 06.09.08, 22:52
                    Z, z dzialalności gospodarczej ludzie wyciągają naprawdę godziwe
                    pieniądze. Wątpię czy komunkolwiek by się chciało użerać za 2-3
                    tysiące. Mówię o tym, że nie wykazują dochodów - a żyją na poziomie
                    10 tys. miesięcznie. Nie wszyscy, ale naprawdę sporo - i nie mówię
                    tu o Warszawie, bo takie osoby znam w całej Polsce.

                    weź rolników, którzy nie płacą podatku i wiecznie jęczą jak im źle.
                    Rodzina na wsi - małorolna - tylko z mleka w najgorszym miesiącu ma
                    6 tysięcy miesięcznie. Nawet jeśli koszty uzyskania przychodu są 40%
                    to i tak sporo - a przecież nie tylko to daje im dochód, pomijając
                    dopłaty unijne.

                    w przeciętnej polskiej rodzinie najwięcej wydaje się na dzieci.
                    Matka/ojciec będą chodzili 5 rok w tych samych butach, ale dziecku
                    kupią. Sami na wakacje nie wyjadą, ale wysupłają kilkaset zł na
                    szkolną wycieczkę, matka pójdzie sprzątać po domach, ale wyśle
                    dziecko na angielski. Żeby nie czuło się gorsze, i żeby miało lepszy
                    start.
        • krolowazla Re: na co idą alimenty? 23.09.08, 10:05
          kicia031 napisała:

          > Przeczytałam cały wątek i w szoku jestem. Ja mam córkę prawie 3 letnią. Aliment
          > > y
          > > 200 zł. Od września chodzi do przedszkola, bo już nie wyrabiałam finansow
          > o na
          > > nianię (400 zł/msc) teraz na opłaty przedszkolne mi alimenty wystarczą
          > > przynajmniej.
          > >
          >
          > No coz, to teraz ty rozbawilas mnie do lez. Moj mlodszak wlasnie podszedl do
          > przedszkola - be zadnych zajec dodatkowych, tylko wyzywienie + oplata stala to
          > ponad 300pln - a ja nie chce, zeby moj syn siedzial sam w sali podczas gdy inne
          > dzieci maja rytmike czy gimnastyke korekcyja, razem - ponad 500pln miesiecznie
          > na samo przedszkole. na szczescie nie musze placic niami, bo mamy wsparcie
          > rodziny, bo musilalabym za ro jeszcze zaplacic - koncze prace wlasnie o tej
          > godzinie kiedy zamykaja przedszkole, a musze jeszcze do niego dojechac 12km.
          >
          > A na nastolatka wydaje przecietnie 1800 - 2000pln miesiecznie. bez markowych
          > ciuchow, za to z dobrymi kursami jezykowymi, ksiazkami i uczestnictwem w
          > wydarzeniach kulturalnych.



          Dopiero znalazłam twoją odpowiedz na mój post. Otóż zwracam uwagę, że mieszkamy
          w innych rejonach Polski. Moja córka chodzi do przedszkola na wsi i tutaj 200 zł
          płace za przedszkole. Pozatym ja miesięcznie zarabiam 1000 zł - bracuje w
          urzędzie. Nic nie poradzę, z emuszę wyzyć za moja pęsję tylko , bo ojciec płaci
          jak chce i kiedy chce.

          Więc skoro piszesz, że ty na dziecko wydajesz sporo wiecej, to przemyśl to co
          piszesz, rozejrzyj się wkoło i zobacz jak zarabia wiekszość.
          • pelagaa Re: na co idą alimenty? 24.09.08, 09:09
            > Więc skoro piszesz, że ty na dziecko wydajesz sporo wiecej, to
            > przemyśl to co
            > piszesz, rozejrzyj się wkoło i zobacz jak zarabia wiekszość.

            A jakie znaczenie dla Kici ma ile zarabia wiekszosc? Czy z powodu
            wiekszosci (ktora w moim otoczeniu nie zarabia jednak tysiaka) ma
            zaczac mniej wydawac na dziecko? Bzdura.
            • natasza39 Odwracajac.... 24.09.08, 09:27
              pelagaa napisała:
              > A jakie znaczenie dla Kici ma ile zarabia wiekszosc? Czy z powodu
              > wiekszosci (ktora w moim otoczeniu nie zarabia jednak tysiaka) ma
              > zaczac mniej wydawac na dziecko? Bzdura.


              A jakie znaczenie dla kogoś, kto zarabia szarą urzędniczą pensję, ma
              ile zarabia niejaka kicia?
              Czy z powodu tego, że kicia zarabia kokosy, ten z szarą pensja ma
              zacząć kraść, aby na dziecko wydawać tyle co kicia?
              Proponujesz, pela, nastepna bzdurę.


              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
              jest z głupcami.
              • pelagaa Re: Odwracajac.... 24.09.08, 09:35
                Nie proponuje zadnej bzdury.
                Dziecko ma zyc na poziomie na jaki stac rodzicow. Ja wyraznie
                pisalam, ze MOIM zdaniem alimenty w takiej a takie kwocie sa male.
                DLA MNIE. Nie pisalam, ze ogolnie, bo ogolnie nie da sie wiele
                stwierdzic. Natomiast wkurza mnie zanizanie, bo inni maja gorzej.
                Kazdy wydaje tyle na ile go stac. To nie ja zarzucalam rozrzutosc,
                bo np. Kicia, czy ja, czy ktos tam wydajemy wiecej niz ktos z
                tysiacem pensji. Swoja droga moi pracownicy fizyczni na wstepie
                zarabiaja wiecej niz tysiac zlotych na reke, wiec moze jednak warto
                pomyslec nad zmiana pracy, zamiast narzekac. Poszukuje caly czas
                mechanikow i jakos nie pchaja sie drzwiami i oknami. To jak jest, da
                sie zarabiac, czy nie?
              • pelagaa Re: Odwracajac.... 24.09.08, 09:37
                I jeszcze dodam, ze ja nie namawiam nikogo, kto malo zarabia, zeby
                wszystko wydawal na dziecko, to dlaczego osoby, ktore malo zarabiaja
                narzucaja np. Kici zatsnowienie sie nad tym, co pisze i ile wydaje?
                • krolowazla Re: Odwracajac.... 24.09.08, 09:54
                  Prosze wrócić do postu w , którym kicia wyraźnie napisała odpowiedz na mój post:
                  Że ją rozbawiłam, po czym zaczęła pisac ile ona wydaje na swoje dzieci. Ja zyje
                  za takie pieniądze jakie mam. I nie wydaje mi się śmieszne. Ja płacę 200 za
                  przedszkole, kicia 500. Ja zarabiam mniej, ona wiecej. Ja żyje z tego co mam, a
                  ona z tego co ona ma.
                  Ja rozumiem, ze ludzie mają wiecej i stać ich na wiecej.
                  Ale jakoś osoby mające wiecej nie mogą zrozumieć , ze ktoś ma mniej.
                  • pelagaa Re: Odwracajac.... 24.09.08, 09:58
                    Rozumiem, ze ktos moze miec mniej i mniej wydawac na dziecko, ale
                    zdaje sie, ze to TY pierwsza zarzucilas rozrzutnosc tym, ktorzy
                    wydaja na dzieci tysiac zlotych.
                    To zdaje sie Ty wyliczasz exzonie swojego zuczka ile kosztuje JA JEJ
                    dziecko? Wybacz, ale tego to ja juz nie rozumiem.
                • natasza39 Re: Odwracajac.... 24.09.08, 10:01
                  pelagaa napisała:

                  > I jeszcze dodam, ze ja nie namawiam nikogo, kto malo zarabia, zeby
                  > wszystko wydawal na dziecko, to dlaczego osoby, ktore malo
                  zarabiaja
                  > narzucaja np. Kici zatsnowienie sie nad tym, co pisze i ile wydaje?


                  Z tego co ja doczytałam, to kicię zmiszono do "zastanowienia się "
                  nad tym co pisze na temat swoich wydatków, na które nie każdego
                  stać, po tym jak kicia "rozbawiła się" tym że ktos płaci za
                  przedszkole 200 zł, bo ona płaci 500 zł.
                  Osobiście wkurzaja mnie wstawki kici, która bez przerwy porównuje
                  wszystkich do siebie.
                  Zaden to dla nikogo wzorzec, ani wyrocznia.
                  Jej wypowiedzi na temat kosztów utrzymania ludzi przecietnie lub
                  mało zarabiajacych są pełne pogardy.
                  I nie ja jedna to zauważyłam.
                  A mechanikiem samochodowym nie każdy może być.
                  Trzeba mieć do tego zdolności, których większość ludzi nie posiada.
                  Nie od dziś wiadomo, że wykwalifikowany robotnik zarabia więcej niż
                  przeciętny urzędnik, ale praca jednego i drugiego jest potrzebna.
                  • pelagaa Re: Odwracajac.... 24.09.08, 10:06
                    > A mechanikiem samochodowym nie każdy może być.

                    Nooo akurat nie samochodowym, ale prawda jest, ze nie kazdy moze
                    byc wink

                    A ja sie czepilam rozrzutnosci zarzucanej nie Kici, tylko wszystkim,
                    ktorzy wydaja wiecej niz 1000 zl, a Kicie wzialm sobie jako
                    przyklad wink
                  • krolowazla Re: Odwracajac.... 24.09.08, 10:08
                    Dziękuję, ze na tym forum chociaż jedna osoba mnie rozumie.
    • rafanetka Re: na co idą alimenty? 06.09.08, 07:30
      Niewiele ostatnio piszę
      Tak czytam ten wątek
      I mam chęć krzyczeć „Nigdy związku z rozwodnikiem z dzieckiem!”
      Jak doszłam do siebie po rozwodzie
      To moim kryterium oceny mężczyzn było to czy płaci alimenty i ile
      Im tych alimentów było więcej tym bardziej osoba rosła w moich oczach
      Mój już nie mąż nie płaci alimentów (moje zaniedbanie, brak stanowczości, chora
      ambicja, urażona duma, zwała jak zwał) to tak dla jasności sytuacji
      Ale związałaś się z kimś i jakby tu jest nie ważne ile wydaje na dziecko czy to
      1/10 czy pół jego pensji czy ¾. Bo chyba nie oczekujesz zmiany alimentów tylko
      dlatego, ze poznał Ciebie
      No i postawmy się po drugiej stronie
      Rozstajesz się z kimś
      Masz z nim dziecko
      rozstajesz się
      Nie chciałabyś aby Twoje dziecko dostało jak najwięcej ?
      Plus 14-latek
      Nie ważne czy rodzice razem czy oddzielnie
      To wiek kiedy chcemy od życia co najlepsze (czytaj firmowe buty, spodnie i takie
      tam) to czas buntu
      Więc nie dziw się że woła (inna sprawa co z tym robią rodzice i na ile ich stać)
      Zdecydowałaś się na związek
      Dla mnie istnieją 4 opcje
      1.zarabiam więcej i to ja go utrzymuję
      2.On zarabia mniej i decyduję się ze jakoś to wypośrodkujemy
      3.Mamy tyle samo, taki sam poziom życia, wtedy sprawa jasna
      4. On ma więcej i dzięki temu jest nam lepiej a w sumie raczej mismile
      I tyle,
      wiążąc się z kimś
      na którąś z tych opcji poszłaś, bo nie wierzę, ze w tym wieku i po przejściach
      nie przeanalizowałaś sytuacji na każdy możliwy sposób
      No i myślę, ze 450 zł na nastolatka to kwota
      Hmmmm…… jakby to ująć
      Niewielka
      Ja nie mam nastolatki, a wyprawka do szkoły wyniosła ponad tysiąc zł, a gdzie
      reszta?
      Ja nie czepiałam bym się mojego partnera o wysokość alimentów tak samo jak on
      nie ma prawa się czepiać, że ja ich nie dostaję
      TZN ma prawo mi sugerować, ze te alimenty są ważne, ale nie w kontekście braków
      budżetowych
      Dla mnie partner może płacić 2000 ja nie dostawać nic i nikomu nic do tego
      Ja bym się cieszyła, gdyby mój partner dbał o swoje dziecko
      O ile to nie było by moim kosztem
      Ale to już subiektywny komentarz
      • lubie_gazete Re: na co idą alimenty? 06.09.08, 11:13
        450 zł alimentów to żenada.Można za to kupić jedną parę butów sportowych ze
        średniej półki plus dwie bluzy z Reportera,a gdzie jedzenie i inne koszty?
        • z_mazur Re: na co idą alimenty? 06.09.08, 12:05
          Oczywiście co miesiąc kupujesz parę butów i dwie bluzy z Reportera. A gdzie nakładay matki? Poza tym chyba Alexolo pisze, że jej partner poza alimentami łoży na dziecko. Czyli załóżmy że dokłada jeszcze tylko 100 zł to daje 550 zł. Jeśli matka dołoży drugie tyle to się robi kwota 1100 zł na dziecko co już daje nakłady na jedną osobę powyżej średniej krajowej, ale oczywiście można powiedzieć, że życie na średniej stopie jest żenujące.
          • rafanetka Re: na co idą alimenty? 06.09.08, 19:56
            Myślę, że pkt wyjścia jest to jak było przed rozwodem. Jeśli wtedy na dziecko
            wydawano dwa tysiące miesięcznie a po rozwodzie ma starczyć 900 zł to coś jest
            nie tak. Choć ja nadal uważam, że dziecko kosztuje więcej niż 1000 zł miesięcznie.
            • z_mazur Re: na co idą alimenty? 06.09.08, 20:29
              Dziecko kosztuje tyle ile można na nie wydać. Jestem w stanie się z Tobą założyć, że jest duuuuuża grupa rodziców w Polsce, która nie wydaje 1000 zł na dziecko, bo ich zwyczajnie na to nie stać. Jak już pisałem wcześniej forum w tym względzie nie jest reprezentatywne.
              • rafanetka Re: na co idą alimenty? 07.09.08, 11:17
                odpuść
                są tacy co wydają
                chocby już nie mój mąż
                nie płaci na Małą
                jednak kupuje jej cuda na kiju
                mnie na to nie stać
                i jak to wytłumaczyć dziecku
    • rafanetka Re: na co idą alimenty? 06.09.08, 11:29
      Niewiele ostatnio piszę
      Tak czytam ten wątek
      I mam chęć krzyczeć „Nigdy związku z rozwodnikiem z dzieckiem!”
      Jak doszłam do siebie po rozwodzie
      To moim kryterium oceny mężczyzn było to czy płaci alimenty i ile
      Im tych alimentów było więcej tym bardziej osoba rosła w moich oczach
      Mój już nie mąż nie płaci alimentów (moje zaniedbanie, brak stanowczości, chora
      ambicja, urażona duma, zwała jak zwał) to tak dla jasności sytuacji
      Ale związałaś się z kimś i jakby tu jest nie ważne ile wydaje na dziecko czy to
      1/10 czy pół jego pensji czy ¾. Bo chyba nie oczekujesz zmiany alimentów tylko
      dlatego, ze poznał Ciebie
      No i postawmy się po drugiej stronie
      Rozstajesz się z kimś
      Masz z nim dziecko
      Nie chciałabyś aby Twoje dziecko dostało jak najwięcej ?
      Plus 14-latek
      Nie ważne czy rodzice razem czy oddzielnie
      To wiek kiedy chcemy od życia co najlepsze (czytaj firmowe buty, spodnie i takie
      tam) to czas buntu
      Więc nie dziw się że woła (inna sprawa co z tym robią rodzice i na ile ich stać)
      Zdecydowałaś się na związek
      Dla mnie istnieją 4 opcje
      1.zarabiam więcej i to ja go utrzymuję
      2.On zarabia mniej i decyduję się ze jakoś to wypośrodkujemy
      3.Mamy tyle samo, taki sam poziom życia, wtedy sprawa jasna
      4. On ma więcej i dzięki temu jest nam lepiej
      I tyle,
      wiążąc się na którąś z tych opcji poszłaś, bo nie wierzę, ze w tym wieku i po
      przejściach nie przeanalizowałaś sytuacji na każdy możliwy sposób
      No i myślę, ze 450 zł na nastolatka to kwota
      Hmmmm…… jakby to ująć
      Niewielka
      Ja nie mam nastolatki, a wyprawka do szkoły wyniosła ponad tysiąc zł, a gdzie
      reszta?
      Ja nie czepiałam bym się mojego partnera o wysokość alimentów tak samo jak on
      nie ma prawa się czepiać, że ja ich nie dostaję
      TZN ma prawo mi sugerować, ze te alimenty są ważne, ale nie w kontekście braków
      budżetowych
      Dla mnie partner może płacić 2000 ja nie dostawać nic i nikomu nic do tego
      Ja bym się cieszyła, gdyby mój partner dbał o swoje dziecko
      O ile to nie było by moim kosztem
      Ale to już subiektywny komentarz
      • sauber1 Re: na co idą alimenty? 06.09.08, 11:38
        rafanetka napisała:

        >...
        > Ja bym się cieszyła, gdyby mój partner dbał o swoje dziecko
        > O ile to nie było by moim kosztem
        > Ale to już subiektywny komentarz

        Bardzo wątpię czy facet który nie ma przy sobie własntch dzieci jest w stanie
        zaakceptować cudze?
    • maheda 900 zł na dziecko to nie jest dużo 06.09.08, 17:18
      Jeśli matka dziecka mieszka z dzieckiem sama, to połowa kosztów utrzymania
      mieszkania wlicza się do kosztów utrzymania dziecka.
      Czyli połowa czynszu, połowa prądu, gazu, połowa telefonów.
      Jeśli kobieta wynajmuje mieszkanie - to liczona jest połowa kosztów wynajmu
      dodatkowo.
      Ale nawet, jeśli nie wynajmuje - połowa czynszu, połowa gazu, prądu i telefonów
      (plus komórka dziecka) to jest już kilka stówek miesięcznie.
      Do tego dochodzi reszta - jedzenie, lekarstwa, ciuchy, szkoła i tak dalej, i tak
      dalej.
      • z_mazur Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 06.09.08, 17:47
        Niekoniecznie połowa, a nawet zdecydowanie nie połowa. Gdyby matka była sama to ponosiłaby większość tych kosztów i tak, nie powinno się więc przyjować połowy tych kosztów. Co najwyżej różnicę między tym co matka ponosiłaby sama na siebie i tym co ponosi w przypadku gdy jest dziecko.

        Ja wydaję na wydatki mieszkaniowe 600 zł miesięcznie. Przypuszczam, że gdyby mieszkała ze mną córka, to koszty wynosiłyby nie więcej niż 800 zł. Dlaczego miałbym liczyć, że koszty związane z utrzymaniem córki w tym przypadku wynosza 400 zł?
        • maheda Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 06.09.08, 21:28
          Różnie to wygląda w różnych wypadkach.
          Ja na przykład - może nie w chwili obecnej smile - ale przez lata wynajmując
          mieszkanie wynajmowałam mieszkanie większe, właśnie ze względu na to, żeby
          dziecko miało swój kąt.
          I uwierz, że był to wzrost kosztów znacznie powyżej 100% kosztów mieszkania,
          które bym ponosiła, mieszkając sama... Czyli koszt mieszkania mnie z dzieckiem
          wynosił tak naprawdę więcej, niż połowę...

          A dlaczego? Nie wiem, dlaczego, kłóć się z tymi, co ustalają prawo.

          Mnie wystarczyłby swojego czasu wynajęty pokój - wynajmowałam jednak garsonierę.
          Potem, jak trochę lepiej zaczęłam zarabiać, a dziecko urosło - wynajmowałam
          mieszkanie dwupokojowe, żeby Młoda miała własny kąt - sama wynajmowałabym wtedy
          właśnie kawalerkę.

          Zapewne właśnie dlatego, że bywa różnie - przyjęło się, że na dziecko liczy się
          jedną "ikstą" kosztów mieszkania, telefonu i tak dalej.
          • z_mazur Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 00:14
            Nie mam zamiaru się z nikim kłócić, tym bardziej, że nie sądzę, żeby tak było zapisane w przepisach, a z praktyką zawsze można polemizować.

            Moja żona mieszka z córką w czteropokojowym mieszkaniu i ok, bo stać ją na to. Ale gdyby w wyliczeniu kwoty alimentów uwzględniła połowę tego czynszu to bym ją zabił śmiechem i sąd który uwzględniłby takie wyliczenie również.
            • tricolour Dlatego pouczająca jest lektura postów... 07.09.08, 00:52
              ... na innych forach, gdzie nowe partnerki facetów płacących
              alimenty zżymają się na wysokość, zasadność, czy wręcz pazerność.

              I podkreślam, że nie chodzi tu głównie o wysokość tylko o zmianę
              perspektywy, gdy alimenty obciążają budżet nowej rodziny: o ile
              wygodnie dzieli się czynsz na liczbę domowników (bo dostaję się
              więcej) o tyle niewygodnie jest, gdy samemu trzeba nieuzasadniony
              wydatek wpisać w budżet.
            • maheda Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 02:18
              Nie wiem, nie występowałam jeszcze o podwyższenie alimentów - wręcz przeciwnie,
              to ojciec dziecka zmniejszył je w pewnym momencie o połowę (zapewne z tego
              powodu, że zaczęło chodzić do szkoły).
              Niedługo będę, to powiem, jak to jest dokładnie z przepisami.

              Pewnie, ze gdybym mieszkała z córka w wielokopokowym mieszkaniu i żądałabym
              połowy wysokości czynszu - byłoby to przegięciem, zwłaszcza w sytuacji, kiedy
              ojciec Młodej mieszkałby w gorszych warunkach.
              Ale w momencie, jeśli ojciec dziecka ma na przykład duże mieszkanie, to nie
              widzę powodu, dla którego nie miałby się dokładać do tego, żeby jego dziecko
              mogło mieć swój pokój.
              • rafanetka Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 11:22
                dzięki
                o to mi chodziło
                warunki przed warunki po
        • burza4 Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 06.09.08, 23:19
          podobnie jak koleżanka powyżej - ze względu na córkę zamieniłam
          mieszkanie na większe. Już ta kwota wystarczyłaby, żeby dać
          średniomiesięczne wydatki na dziecko powyżej 500 zł do jej
          pełnoletnoścismile. Obowiązkiem rodzica jest zapewnienie dziecku dachu
          nad głową.

          a co do rachunków - u mnie córka generuje wyższe koszty niż ja - ona
          jest dłużej w domu, zużywa więcej prądu, wody, gazu (ze względu na
          nią trzeba wcześniej odpalić ogrzewanie, wodę też mamy podgrzewaną
          gazem), koszty telefonu w 100% są jej...
          • z_mazur Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 00:23
            No nie wiem jak u was, ale u mnie na Śląsku, najdroższymi mieszkaniami proporcjonalnie do wielkości są kawalerki. Zwiększenie mieszkania o jeden pokój nie skutkuje wzrostem czynszu o 50%. W przypadku zmiany z kawalerki na M-3 wzrost czynszu wynosi ok 30%, więc nadal nie przekonuje mnie to do zasadności wliczania połowy czynszu do wysokości alimentów.

            Być może dziecko zużywa więcej mediów, ale koszty dostawy mediów wiążą się z pewnymi stałymi kwotami, których wysokość jest niezależna od ilości zużycia (opłaty licznikowe, abonamenty) często ich udział sięga kilkudziesięciu procent w rachunkach i byłby ponoszony niezależnie od tego, czy zużycie dotyczy jednej czy pięciu osób.

            Uwzględniając to wszystko, nadal uważam, że przyjmowanie w wyliczeniu alimentów kwoty połowy kosztów czynszu i mediów, za zwyczajnie nieuzasadnione i nie mające nic wspólnego z uczciwym wyliczeniem tych kwot.
            • tricolour Były wakacje... 07.09.08, 01:04
              ... dzieci były poza domami. Wynika z tego, że koszty utrzymana
              domostw spadły o ponad połowę - a jak ktos ma pięcioraczki, to wydał
              tylko 16% tego co zwykle - prawda? U kogo tak było?

              Z innej beczki: byłem prawie miesiąc za granicą. W tym czasie
              zapłaciłem z net (pełną sumę), abonament telefoniczny (pełną sumę,
              bo mam taki abonament, że za rozmowy już nie płacę), 50% prądu (bo
              chodziła lodówka i zamrażarka i inne drobnostki na prąd), za gaz
              zapłaciłem 15zł (dostawa, ale bez zużycia) czyli nie liczę. Za wodę
              normalnie, bo uwzględnią dopiero w styczniu. No jakoś tak mi
              wychodzi, że jednak ktoś mieszkał...

              smile)
              • kingas38 Re: Były wakacje... 07.09.08, 07:55
                Tri i z_mazur...jak to jest że mając nowa panienkę faceci nie liczą kwot
                wydatkowanych na nią a z uporem maniaka wyliczają każdą złotówkę wydatkowana na
                dziecko? Czy to nie jest tak żeby przypadkiem ich mamusia nie miała za dobrze?
                Czy to nie na zasadzie ,,chciała to ma...? Niech kobita sie męczy a co...do
                roboty , dzieci tez krótko na łańcuch...tatus ma soje potrzeby i swoje wydatki
                więc wara im od jego kasy... żałośni jesteście...
                • z_mazur Re: Były wakacje... 07.09.08, 09:23
                  Nie wyliczam każdej złotówki, tylko dyskutuję na temat pewnych zasad ustalania alimentów. Im czytelniejsze zasady, tym mniejsze prawdopodobieństwo poczucia, że jest się wykorzystywanym.

                  Czy na zasadzie "chciała to ma"? W pewnym stopniu na pewno. Nikt kobiety nie zmusza do podjęcia się opieki nad dzieckiem. W wielu przypadkach chce się jej podjąć ojciec, w takich sytuacjach ze strony matki decyzja o opiece to świadomy wybór ze wszystkimi jego konsekwencjami.

                  Każdy ma swoje potrzeby i swoje wydatki i dzieci również powinny sobie z tego zdawać sprawę. Inaczej dochodzi do takich sytuacji jak ta którą opisuje alexolo.
                • tricolour Nie jestem żałosny... 07.09.08, 11:24
                  ... i nie wyliczam złotówek na przyszłą żonę, ani na obecne (i jedyne, póki co)
                  dziecko. Lubię jasne i klarowne zasady: zarówno dotyczy to pieniędzy, jaki i
                  poziomu rozmowy. Więc bardzo proszę byś nie mówiła, że jestem żałosny, bo sama
                  jesteś żałosna sprowadzając rozmowę do pyskówki.
                  • kingas38 Re: Nie jestem żałosny... 07.09.08, 18:39
                    Tri...z Mojej strony to jest wymiana poglądów a jeżeli uważasz że to jest
                    pyskówka to w takim razie oboje jesteśmy żałośni... Miłego wieczoru
                    • tricolour Pyskówką są epitety... 07.09.08, 22:26
                      ... że ktoś jest żałosny itp.
                      • kingas38 Re: Pyskówką są epitety... 07.09.08, 22:31
                        no to trzeba poczytać co piszą inni i mieć odrobinę samokrytycyzmu...
                        • tricolour To jest bardzo interesujące i dojrzałe... 07.09.08, 22:33
                          ... zasłaniać się innymi podczas niewygodnej dyskusji.

                          smile)
                          • kingas38 Re: To jest bardzo interesujące i dojrzałe... 08.09.08, 12:30
                            Tri... wybacz ale śmiać mi się chce i płakać
                            jednocześnie...interesujące i dojrzałe...dojrzałość między innymi to
                            poczucie obowiązku , odpowiedzialność za czyny, a nie drobiazgowe
                            wyliczanki ,,ile dziecku się należy",nakładów matki itp...Są osoby
                            które święcie wierzą w swoje racje choć ich nie mają...po prostu tak
                            im pasuje...Miłego Dnia
              • ravny Re: Były wakacje... 07.09.08, 11:45
                Są rodziny gdzie wiele sprzętow i udogodnień generujących koszty stałe pojawia
                się w domu ze względu na dzieci, bo rodzicowi to nie było potrzebne.
                Generalizowanie nie da odpowiedzi. Trzeba pomieszkać z dzieckiem żeby różnice
                zauważyć w warunkach jakie samemu ma się stworzone i jakie stworzy się dla
                dziecka. Bo rozmowy tatusiów płacacych alimenty i tylko widujących się z dziećmi
                , z mamusiami wychowującymi dzieci na co dzień u siebie , zazwyczaj prowadzą do
                wykazania wzajemnej niewiedzy o sobie i problemach drugiej strony.
            • maheda Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 02:07
              Koszt wynajmu pokoju - gdy wynajmowałam garsonierę ze względu na Młodą - był
              rzędu 350 zł, garsoniery - rzędu 750 zł, więc więcej, niż 100% różnicy.

              Różnica między garsonierą a dwupokojowym też wyniosła mnie 100% - wynajęcie
              dwupokojowego mieszkania to było 1500 zł z opłatami.
              • z_mazur Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 09:11
                Posiadanie dziecka wiąże się z pewnymi konsekwencjami. Nikt nie zmusza matki do przejęcia opieki.
                Nie lubię dyskutować na poziomie poszczególnych przypadków, bo zawsze znajdzie się jakiś wyjątek.
                • sbelatka no teraz chlopie 07.09.08, 10:38
                  to pojechałes po bandzie...

                  ale słusznie zastzrgasz, ze pzrypadki bywaja różne..

                  ja zostałam w domu "pomałżeńskim" z 2 dzieci. I nie mam jak
                  chciałam - to to ex poszedl w siną dal..

                  ale oczywiscie mogłam nie wzięc dzieic i domu - za to wynając sobie
                  kawalerkę i mu jemu płacic alimenty.. Liczac na to, że nexia
                  gówniara, ktora zostawiła swoje mlode akurat moimi zajmie
                  sie ..super...

                  to bylo w wątku :wzięlam mlode to licze sie z konsekwencjami tego
                  czynu...

                  ale oczywiście NIE MUSIALAM

                  i skoro juz polemicznie do Ciebie z_mazur pisze to nadmienie, ze
                  Twoje teorie dotyczące wychowania nastolatków nie daja sie niestety
                  utrzymać.. konfrontacji z prozą życia codziennego..

                  oczywiście większośc prblemów rodzice generuja sami - z tym sie
                  zgadzam
                  tyle tylko, ze doje rodziców generuje te problemy - a w pewnym
                  momencie )w naszych sytuacjach) najczęsciej tylko jedno wypija to
                  piwo...
                  choc często drugiemu WYDAJE się, ze uczestniczy i takie tam.. I żeby
                  wszzytsko bylo jasne.. Pewnie kilku "drugiech" rodziców naprawde
                  uczestniczy..
                  A ile to jest w procentach? Obawiam sie, ze raczej w promilach...
                • maheda Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 10:53
                  > Nie lubię dyskutować na poziomie poszczególnych przypadków, bo zawsze znajdzie
                  > się jakiś wyjątek.

                  Ależ istnieją WYŁĄCZNIE poszczególne przypadki... Nie ma czegoś takiego, jak
                  "średnia liczba dzieci to 1,6"...

                  Tata akurat nie byłby w stanie zapewnić komfortu psychicznego dziecku i nawet on
                  sam to zawsze mówił.

                  To taki konkretny przypadek, mój.
                  • z_mazur Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 11:07
                    Ależ właśnie jest, jest coś takiego jak średni dochód w rodzinie, jak koszyk dóbr. Dzięki temu istnieją punkty odniesienia.

                    Inaczej każdą tego typu dyskusję możnaby skwitować: każdy przypadek jest inny.

                    A dla mnie każdy przypadek poza moim własnym, to już jest jeden z elementów otoczenia, które można opisać i ubrać w ogólniejsze schematy, dzięki którym wiem na ile mój indywidualny odobiega od tychże schematów.
                  • z_mazur I żeby to jeszcze obrazowo. 07.09.08, 11:14
                    Dla Ciebie najistotniejsze jest to, że mieszkałaś w mansardzie i z powodu dziecka się przeprowadziłaś co znacznie zwiększyło Twoje koszty utrzymania. Rozumiem, ale dla mnie to już nie jest istotne.

                    Dla mnie istotniejsze jest (teraz będę strzelał), że 7 na 10 kobiet mieszkałoby w kawalerce, ale ze względu na dziecko mieszkają w M-3 i to jest dla mnie punkt odniesienia.
                    • ravny Alimenty rozważane są indywidualnie 07.09.08, 11:32
                      inaczej do sądu nie trzeba by było przynosić wyliczeń potrzeb dziecka wg cen i
                      potrzeb w jego miejscu pobytu
                      i wysokości dochodów rodziców.
                      Twierdzenie "mój przypadek jest indywidualny a inne mają podlegać schematowi"
                      jest głupi. można sobie cos tam uśredniać, tylko po co? dla statystyk? a komu
                      one w tym przypadku potrzebne oprócz biurokratów? masz jakąś obsesję czy
                      pracujesz w urzędzie statystycznym i inaczej nie potrafisz mysleć?
                      • tricolour Nie chodzi o żadne obsesje... 07.09.08, 11:39
                        ... a jeśli już chodziłoby o nie, to dyskusje o alimentach są zazwyczaj bardzo
                        emocjonalne i ta zwiększona emocjonalność dotyka wszystkich.

                        Chodzi w takich dyskusjach właśnie o pewne zasady obliczeniowe.
                        • ravny Re: Nie chodzi o żadne obsesje... 07.09.08, 11:50
                          zasady są jasne. dochody rodziców, wykazanie warunków życiowych przed sądem,
                          potrzeby dziecka, zaangażowanie stron w wychowanie, jasne przedstawienie spraw
                          na rozprawie alimentacyjnej.
                          nie powiesz przed sądem "Józek i Mietek płaci po 200 zł alimentów to ja nie chcę
                          płacić 800zł bo przekraczam statystyki" .
                          po co teoretyzować o cudzym życiu, jeśli dziecko zrobilo się tylko we dwójkę.
                          • tricolour Dokładnie o to chodzi... 07.09.08, 11:59
                            ... o wykazanie przed sądem i to jest przedmiotem sporu.

                            Ja twierdzę, że jeśli czynsz bez dziecka wynosi "x" a z dzieckiem wynosi "y", to
                            wzrost czynszu z faktu posiadania dziecka wynosi "y-x" czyli facet ma dołożyć
                            (y-x)/2.

                            A niektóre nasze forumowe koleżanki, że ex ma płacić y/2 i to jest przedmiotem
                            sporu, bo dla mnie nadmiarowa część x/2 jest finansowaniem matki.

                            PS. Facet dokłada połowę jeśli jego udział jest połowiczny, ale nie zawsze tak
                            jest. Nie zmienia to istoty wyliczenia.
                          • sauber1 Re: Nie chodzi o żadne obsesje... 07.09.08, 12:32
                            ravny napisał:

                            > bo przekraczam statystyki" .
                            > po co teoretyzować o cudzym życiu, jeśli dziecko zrobilo się tylko we dwójkę.
                            >

                            Z tym we dwoje to różnie bywa i nigdy nie ma pewności, a znamy życie -prawda?wink))
                    • maheda No i tu się różnimy 07.09.08, 12:55
                      Owszem, dla mnie to jest najistotniejsze, bo to moje życie.
                      Guzik mnie obchodzi, ile kobiet na ile mieszka w takich czy innych mieszkaniach,
                      bo to naprawdę nie ma absolutnie żadnego znaczenia dla mnie. Tak samo, jak guzik
                      mnie obchodzi, jaki odsetek mężczyzn mi znanych czy też całkowicie nieznanych,
                      gnieździ się w dziuplach, a ilu mieszka w pałacach.
                      U mnie jest tak, że istotnie połowa kosztów utrzymania mieszkania jest kosztem
                      utrzymania dziecka - i tego się trzymam, i tego właśnie bronię osobiście - a jak
                      jest u innych, to naprawdę, nie moja sprawa.

                      P.S. i nie w mansardzie, tylko w garsonierze - mansarda to mieszkanie na
                      poddaszu i wcale nie musi być jednopokojowe wink
                      • tricolour No to jak jest w istocie... 07.09.08, 13:14
                        ... bo jeśli u Ciebie połowa kosztów utrzymania mieszkanie generowana jest przez
                        dziecko, to ex powinien dołożyć 1/4 czynszu (jeśli partycypuje w połowie). Gdyby
                        dołożył połowę czynszu (jak piszesz wcześniej) to oznacza, że ex finansuje 100%
                        dziecka w pozycji "mieszkanie".
                        • maheda Możliwe, że się niejasno wyraziłam. 07.09.08, 20:27
                          W koszty utrzymania dziecka wchodzi m.in. połowa czynszu.
                          Czyli 750 zł.
                          Patrząc pod tym kątem kwota 900 zł miesięcznie nie jest kwotą wygórowaną, a
                          raczej śmiesznie niską.
                          Oczywiście - kwotę dzielimy z ojcem dziecka na pół - przy założeniu, że wkład
                          własny czasowy w wychowanie dziecka jest równy.

                          Jeśli natomiast ja się dzieckiem zajmuję przez 11,5 miesięca w roku, a ojciec w
                          sumie przez 2 tygodnie w ciągu całego roku, to nie ma raczej wg mnie mowy o
                          dzieleniu połowy czynszu na pół. Ale i nie ma mowy o płaceniu przez szanownego
                          tatusia 100% czynszu dziecka.
                          Czy ja się mylę, czy wychodzi raczej, że powinien pokrywać jakieś 95% czynszu
                          dziecka, skoro ja się dzieckiem zajmuję przez 95% roku kalendarzowego?
                          • tricolour Moim zdaniem wkład czasowy... 07.09.08, 22:32
                            ... w wychowanie dziecka nie może być podstawą do ustalania części alimentów.

                            Bo gdyby ten wkład wynosił 50% to znaczy, że połowę czasu dziecko spędza u
                            Ciebie, a połowę u ojca czyli - według Twojego myślenia - wkład ojca powinien
                            wynosić 50%.

                            Tymczasem powinien wynosić 0% - to znaczy Ty dostajesz alimenty gdy dziecko jest
                            u Ciebie, a płacisz ojcu gdy on sie opiekuje i się kompensuje do zera. Gdybyś
                            chciała dostawać 50% gdy dziecko jest u ojca, to pytam na co?
                            • chalsia Re: Moim zdaniem wkład czasowy... 07.09.08, 23:05
                              tricolour napisał:

                              > Moim zdaniem wkład czasowy w wychowanie dziecka nie może być
                              podstawą do ustalania części alimentów.

                              na całe szczęście Twoje zdanie nie ma mocy obowiązującego prawa, a
                              także stoi z nim w sprzeczności, więc w sumie nie ma znaczenia, co
                              o tym myslisz,
                              • tricolour Szkoda, żenie odniosłaś się do drugiej części... 07.09.08, 23:14
                                ... mojej wypowiedzi tylko wybrałaś fragment, którego zacytowanie bez reszty
                                jest sprzeczne z moim wywodem...

                                smile
                            • maheda Kręcisz. 07.09.08, 23:28
                              Koszt miesięcznego utrzymania dziecka oraz wysokość alimentów.

                              Przypominam, w jaki sposób określa się wysokość alimentów.
                              Sumuje się wszystkie (zarówno ojca, jak i matki) koszty wychowania dziecka.
                              Koszty miesięczne dzieli się na pół.
                              Jeśli dziecko mieszka zasadniczo z matką - odlicza się od obliczonej kwoty ilość
                              pieniędzy wydawanych na dziecko przez ojca.
                              Reszta stanowi wysokość alimentów, które ojciec powinien płacić na dziecko.
                              Tyle o finansach, ale jeszcze nie jest to suma całkowitych kosztów wychowania
                              dziecka.

                              Przypominam, z czego to wynika - kosztem wychowania dziecka, oprócz pieniędzy,
                              jest także czas, który poświęca się dziecku bezpośrednio lub w czasie którego
                              organizuje się opiekę dla dziecka.

                              Jeśli na przykład ojciec nie poświęca dziecku czasu ani nie zapewnia dziecku
                              opieki na co dzień, a jedynie widuje się bardzo rzadko z dzieckiem - logicznym
                              jest, że ma ów ojciec więcej czasu na to, by zarabiać na utrzymanie tegoż
                              dziecka, niż matka, na której głowie spoczywa wtedy cały ciężar wychowania
                              dziecka - zarówno finansowy, jak i czasowy.
                              Wiadomo, że zajęta dzieckiem matka ma o wiele mniej czasu na zarobienie
                              pieniędzy na utrzymanie dziecka, niż ojciec - dlatego na ojcu spoczywa wtedy
                              niestety, ale znacznie większy procentowo wkład finansowo w wychowanie dziecka -
                              nie mówię, że wielkości są wprost proporcjonalne, ale chyba by tak właśnie wypadało.
                              • tricolour Jak to kręcę? 07.09.08, 23:45
                                Napisałaś: "W koszty utrzymania dziecka wchodzi m.in. połowa
                                czynszu. Czyli 750 zł... Oczywiście - kwotę dzielimy z ojcem dziecka
                                na pół - przy założeniu, że wkład własny czasowy w wychowanie
                                dziecka jest równy."

                                Czy z tego wynika, że 750 zł to zsumowany czynsz za Twoje mieszkanie
                                i ojca, bo dziecko korzysta z obydwu w jednakowym stopniu? Nie
                                kręcę - nie domyśliłem się tego zsumowania.
                                • maheda Re: Jak to kręcę? 07.09.08, 23:53
                                  Odniosłeś się tylko do jednego zdania w mojej wypowiedzi, a i to bynajmniej nie
                                  z mojego ostatniego postu, gdzie dość jasno chyba wyłożyłam, jakie wg mnie
                                  powinny obowiązywać zasady ustalania alimentów - każde z rodziców powinno
                                  poświęcać dziecku finanse oraz czas. Jeśli nie stać ich na płacenie alimentów -
                                  niech się dzieckiem dużo zajmują. Jeśli nie chcą się zajmować - niech płacą
                                  wysokie alimenty, żeby drugie z rodziców mogło się dzieckiem zająć.

                                  Jak wspomniałam w innych postach - w MOIM przypadku, o którym mówię, jest tak,
                                  że dziecko przebywa u ojca góra 14 dób w roku.
                                  Nie widzę w związku z tym powodu, dla którego miałabym wliczać czynsz ojca do
                                  kosztów dziecka.
                • kicia031 Uwielbiam takie debilne teksty jak pozej 07.09.08, 21:56
                  Posiadanie dziecka wiąże się z pewnymi konsekwencjami. Nikt nie zmusza matki do
                  > przejęcia opieki.

                  Otoz wyimaginuj sobie, ze jest mnostwo dzieci - najpewniej wiekszosc - ktorymi
                  zajmie sie matka, albo trafia do domu dziecka, bo tatus moze jest zainteresowany
                  zabawa z dzieckiem, ale nie obowiazkami wynikajacymi z opieki nad nim. ja mam
                  szczescie, ze moj Ex przynaj,niej rozumie to, ze jak nie przyklada sie do
                  obowiazkow, to musi to inaczej zrekompensowac.

                  A o doliczaniu wszystkich - lacznie z czynszem, kosztow do utrzymania dzieck nie
                  ma co dyskutowac, bo jest to praktyka prawna w cywilizowanym swiecie. jakkolwiek
                  oszczednym tatusiom by sie to nie podobalo.
                  • z_mazur Re: Uwielbiam takie debilne teksty jak pozej 08.09.08, 17:56
                    Gdyby ten tekst nie był do mnie, to by wyleciał za te "debilne".

                    > Otoz wyimaginuj sobie, ze jest mnostwo dzieci - najpewniej wiekszosc - ktorymi
                    > zajmie sie matka, albo trafia do domu dziecka

                    Czyli matka nie MUSI sie dzieckiem zajmować, to kwestia jej wyboru, niezależnie od tego czym ten wybór jest uzasadniony.

                    Nie polemizuję z wliczaniem kwot związanych z czynszem do alimentów, ale ze sposobem wyliczania udziału tych kwot. Niestety, żeby to zauważyć trzeba czytać ze zrozumieniem, a nie ekscytować się debilizmami.
            • burza4 Re: 900 zł na dziecko to nie jest dużo 07.09.08, 13:14
              Z, ja miałam na myśli koszt zakupu większego mieszkania, nie wzrost
              wysokości czynszu, bo to inny rozdział.

              nie zgadzam się przy tym z twoim tokiem myślenia. To dokładnie tak,
              jakby załozyć, że jak ktoś dorosly mieszka z rodzicami to nie muszą
              bo obchodzić żadne rachunki, i nie ponosi żadnych kosztów dostawy
              mediów, czyli korzysta ze wszystkiego na krzywy ryj.

              Nie widzę powodu, żeby koszty dostawy energii miałyby jej nie
              dotyczyć, bo korzysta z niej tak samo jak ja, dotyczą jej tak samo
              jak mnie, bo tak samo jej są potrzebne.
              • tricolour Sama sobie przeczysz z tą energią... 07.09.08, 13:36
                ... bo jeśli dziecko ma udział 50% w zużyciu energii, to ex ma finansować połowę
                zużycia dziecka, a połowę Ty. Czyli koszt utrzymania mediów wynosi 25% ojciec,
                75% matka, bo w tych 75% jest też część matczyna wynosząca dokładnie połowę
                rachunku - jak sama założyłaś.

                Media, czynsz jest takim samym wydatkiem jak zeszyty szkolne - wydatki
                rozłożone są na oboje rodziców.
                • burza4 Re: Sama sobie przeczysz z tą energią... 07.09.08, 16:00
                  Tri, przeciez ja w ogóle nie mówię o tym kto z rodziców ile
                  finansuje, a o tym, dlaczego koszty mieszkaniowe wlicza się w koszty
                  utrzymania dziecka.

                  Eks NIC nie finansuje, alimentów nie widziałam na oczy od 6 lat, i
                  już w życiu nie zobaczę, bo tak się akurat dogadaliśmy. Te
                  wyliczenia nie służą podbijaniu kwot dla sądu, są na mój prywatny
                  użytek. A w tym wypadku - prezentuję je na użytek dyskusji "jak
                  można być tak rozrzutnym i wydać ponad tysiąc zl na utrzymanie
                  dziecka"
                  • z_mazur Z jednym zastrzeżeniem 07.09.08, 20:57
                    Dyskusja została wywołana nie kwestią:
                    "jak można być tak rozrzutnym i wydać ponad tysiąc zl na utrzymanie dziecka".

                    Tylko: "jak można być tak żałosnym, żeby wydać tylko 1000."

                    Dla mnie to dosyć standardowy poziom nakładów na dziecko w przeciętnej polskiej rodzinie.
                    • ravny Re: Z jednym zastrzeżeniem 07.09.08, 21:28
                      Mylisz się. Dyskusja zaczęła się od problemu Alexolo typu - dlaczego inne matki
                      chcą więcej na utrzymanie ich dziecka, jeśli mi wystarcza 900zł na moje dziecko
                      to one też powinny w tej kwocie się zmieścić.
                      Co jest stanowiskiem absurdalnym samym w sobie.

                      z_mazur napisał:

                      > Dyskusja została wywołana nie kwestią:
                      > "jak można być tak rozrzutnym i wydać ponad tysiąc zl na utrzymanie dziecka".

                      Została wywolana kwestią jak można być tak rozrzutnym ,żeby wydać 900zł i jescze
                      czegoś oczekiwac od ojca dziecka.

                      Proponuję czytać uważnie temat przed włączeniem się do dyskusji.
                      • kingas38 Re: Z jednym zastrzeżeniem 07.09.08, 21:49
                        Ravny... masz rację ale to nie dociera do tych którzy wiążą się z osobami które
                        muszą łożyć na własne dzieci albo muszą łożyć na własne dzieci ...wtedy każda
                        złotówka jest przeliczana i dla Mnie to jest żałosne, jest i będzie i mam
                        nadzieję że nie tylko dla mnie...
                      • z_mazur Re: Z jednym zastrzeżeniem 07.09.08, 23:56
                        W ostatnich postach, ten wątek o którym piszesz, już dawno przestał być istotny i dyskusja zeszła na temat o którym pisałem.

                        Oczywiście na ile potrafię czytać ze zrozumieniem. Ja przynajmniej na ten temat od dłuższego czasu z paroma osobami w tym wątku dyskutuję.
Pełna wersja