Nie kocham go, ale z nim jestem...

15.09.08, 13:16
Jakie to ma szanse i jaki sens na przyszłość?

Po dwóch nieudanych związkach, rokujących wielkie nadzieje (w tym
nieudanym kilkuletnim małżeństwie, zakończonym zdradą i odejściem
jego) związałam się z nowym partnerem.
Ja go nie kocham, natomiast on kochał mnie bardzo, kochał - bo teraz
nie wiem jak jest. Po wszystkich moich przejściach zapragnęłam
spokoju i stabilizacji. On był zawsze obok, służył pomocą i radą.
Zakochał się we mnie. Postanowiłam z nim być - jest tak inny od
moich dawnych partnerów.
Nie kocham go, nie ma też chemii z mojej str. - właściwie wiedział
o tym od początku, że z mojej strony, oprócz przyjaźni, jest tylko
szansa na coś więcej.
Chyba powoli zazzyna mu to przeszkadzać. Czemu jest zdziwiony?

Myślę, że mamy szansę na spokojny (może udany) związek. Pewnie
trzeba nad tym pracować.
Mam jedno dziecko z poprzedniego związku, za jakiś czas chcę więcej.
Jestem przed 30.stką.
Czy uważacie, że to ma sens? Dodam, że po wcześniejszych związkach
jestem już trochę wypalona.
Poradzcie co zrobić i w którą stronę pchać ten wózek?
    • jasminowo Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 15.09.08, 13:24
      Powiem tak - niektórzy mówią, że przyjaźń i szacunek ważniejszy od
      uniesień. Że na tym można zbudować coś trwalszego niż na szaleństwie
      hormonów. Czy ja wiem? NIe wiem. Znam byłe małżeństwo zbudowane na
      przyjaźni. Nie ostało się. Mój eks mawiał - potrzebuję kochać,
      wystarczy, że ja będę cię kochał. Ja go kochałam. Nie ostało się. Na
      koniec powiedział - myliłem się - też chcę być kochany. Obawiam się,
      że ta potrzeba w nas jest. I Twój partner za lat parę będzie
      potrzebował czegoś więcej... ale pewności nie mam. Każdy jest inny...
      • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 15.09.08, 13:29
        Tyle, że ta przyjaźń, która była kiedyś też się wypala. Tak jak ktoś
        kiedyś gdzieś tu pisał, nie można tak do końca przyjaźnić się z
        partnerem. Kiedyś rozmawiałam z nim o wielu rzeczach, o swoich
        przemyśleniach itp., jeżeli dotyczyło to moich partnerów. Teraz nie
        mogę w ten sposób z nim rozmawiać, bo sam jest moim partnerem.
        Poza tym przyjaźniąc się, wiadomo mało jest ytuacji konfliktogennych.
        Teraz, kiedy żyjemy ze sobą na co dzień sytuacja staje się napięta.
        Co mozna z tym zrobić? I czy według Was warto?
        Po wcześniejszych nieudanych związkach budowanych na uniesieniach,
        chciałam właśnie zainwestować w przyjaźń i spokój.
        • przed.brama Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 13:51
          bambi29 napisała:

          > Po wcześniejszych nieudanych związkach budowanych na uniesieniach,
          > chciałam właśnie zainwestować w przyjaźń i spokój.
          Znajdź sobie przyjaciółkę.
    • nangaparbat3 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 15.09.08, 13:50
      Zanim podejmiesz jakąś decyzję, spróbuj tego:

      www.klimczok.osdw.pl/ksiazka/John-Welwood/Idealna-milosc-niedoskonaly-zwiazek-,klimcFJMOW1X3

      FAtalne tłumaczenie, ale książka naprawdę do rzeczy.
    • natasza39 Hindusi powiadają, że 15.09.08, 14:38
      na małżonka najlepiej wybierać tę osobę, z która się nam najlepiej
      rozmawia.
      Namiętności przemijają, uroda przemija, na seks się nie ma ochoty i
      mozliwości na starość a wtedy i tak najwazniejsza będzie rozmowa.

      Nie wiem ile w tym prawdy, ale i tak każdy związek ewoluuje i nie ma
      takich par, które pałaja do siebie nieustajaca namiętnością i
      miłością przez całe lata.

      Sama sobie musisz odpowiedzieć na pytania czy ci taki układ
      wystarcza i czy chesz z nim być aż do końca.
      JEsli jest dla ciebie tylko przystankiem do nastepnej "namietności"
      zostaw go teraz i nie rań. Sama nie czyń tego co tobie byłoby
      niemiłe.
      a jeśli nie chcesz szukać nowych miłości sprobuj odkryć w nim to co
      najlepsze.
      Najwazniejsze, to nie zmuszać się.
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
      jest z głupcami.
      • bambi29 Re: Hindusi powiadają, że 15.09.08, 14:43
        No właśnie chodzi o to, że nie chcę już szukać.

        Zanim zostaliśmy parą umieliśmy rozmawiać godzinami, dzień w dzień,
        o wszystkim. Teraz jest inaczej, gorzej....
        • cathy_bum Re: Hindusi powiadają, że 15.09.08, 15:03
          Codzienne życie z najwspanialszą nawet osobą potrafi być przyczyną
          wielu zgrzytów. Czym innym wypłakać się w ramię i wrócić na swoje
          śmieci, a czym innym decydować o wspólnych zakupach, porządkach i
          kolejności korzystania z łazienki. Jak się z kimś mieszka, to
          pojawiają sie problemy, o których wcześniej się nawet nie śniło.
          Moim zdaniem nie należy zaczynać od krytykowania partnera, tylko
          poszukania też w sobie przyczyn konfliktów. Czasem to, co nam się
          wydaje drobiazgiem, naprawdę ma znaczenie dla partnera.
    • chalsia Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 15.09.08, 14:41
      odpowiedz sobie na pytanie dlaczego i po co z nim jesteś.
      Mnie wychodzi, że jestes z nim dla wygody. A to nie jest
      wystarczająco dobry powód by związek był udany i trwały.
      Szykujesz synowi niezłą huśtwakę uczuciową - kolejny (TRZECI !!!!
      już dla szesciolatka) nieudany związek.
      Może lepiej pobyć samej przez dłuższy czas.
    • tricolour A może trochę spokoju, samotności... 15.09.08, 14:47
      ... i samodzielności? Bo przed trzydziestką już masz sporo w
      historii: samotne macierzyństwo, kolejne nieudane związki, wypalenie.

      Może osadź swoją osobę na stabilnym i własnym poczuciu sensu, celu.
      • bambi29 Re: A może trochę spokoju, samotności... 15.09.08, 14:57
        Dużo drzwi w tej chwili już zostało pozamykanych. Moja rezygnacja z
        dawnego mieszkania (użyczonego od rodziny), przeprowadzka do innego
        miasta, wraz z partnerem, nowa szkoła dla syna...
        Gdzie w tym miejsce na spokój i samotność?
        • to.ja.kas Re: A może trochę spokoju, samotności... 15.09.08, 15:11
          Bambi nigdy nie jest tak by się nie dało...no prawie nigdy.
          Skomplikowałaś zycie sobie, synowi, Benowi. Taki tego efekt.
          POdjęłaś decyzję i to są jej konsekwencje. Ben za swoja decyzję też
          ponosi konsekwencje, tylko syn został sakazany na to co z Waszych
          pomysłów wyniknęło. Może jeśli nie ma szans na samotność
          rzeczywiście rozważyć terapię (mimo, że ja nie jestem zwolenniczką
          terapi z byle powodu)? A może postarać się wspólnie więcej
          rozmawiać, więcej razem robić, planować, dyskutować i pytać? I
          szanować siebie i partnera?
          Wierzę, że zawsze jest jakieś wyjście. czasem cholernie trudne, ale
          jakieś jest.

          Powodzenia zyczę Wam wszystkim.
    • natasza39 A tak w ogóle, to 15.09.08, 15:19
      "Nie kocham go, ale z nim jestem..."

      Myślę, że pod takim zdaniem tysiące kobiet moga się podpisać.
      Choć nie kochaja, to z nim są, bo:
      - boja się samotności,
      - boja się co ludzie powiedzą,
      - sa z nimi dla "dobra dzieci"
      - bo lepiej pchać ten "wózek" we dwoje,
      - bo chca z kimś wieczorem zasypiać u boku,
      - bo on im daje stabilność finansową,
      itd, etc.
      Z tysiaca jeszcze innych powodów sa z takim "niekochanymi" facetami.

      W tym wszystkim nie wolno sie jednak unieszczęśliwać. Ani siebie
      samej, ani jego.
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
      jest z głupcami.
      • zuza-anna Re: A tak w ogóle, to 15.09.08, 16:20
        siebie możesz unieszczęśliwiac, to twój wybór, ale przyjaciela???...
        Myśl troche dziewczyno, bo za kilka lat bedziesz nie tylko sama
        nieszczęśliwa, w dołku, ale i bez przyjaciela.
    • alfika Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 15.09.08, 17:36
      Bambi, czy Ty zastanowiłas się nad swoimi celami w związku?
      i nad tym, że najpierw przekonujesz faceta do tego, że miłosc jest
      ważna, a potem oświadczasz, że od ciebie tego nie dostanie?

      wiesz, gdyby mi facet taką zabawę moim kosztem urządził, co najmniej
      bym się wściekła za takie potraktowanie
      • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 15.09.08, 17:40
        To sie troche rozmijało w czasie.
        O wspaniałej miłości mówiłam będąc w związku, wtedy yo on - mój
        przyjaciel (pod wpływem moich opowiadań) także zapragnął kochać. Po
        zakończeniu tamtego związku, przestałam wierzyć w cokolwiek.
        • lampka_witoszowska Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 15.09.08, 21:42
          w moim odczuciu to rozmijanie w czasie niczego nie zmienia

          byłabys z facetem, który przekonuje Cię do miłości, a potem, jak
          jestescie razem, z Tobą, tą wyjątkową, cudowną kobietą, on twierdzi,
          że nie kocha i w nic juz nei wierzy po swoim związku

          jeszcze brakuje, żebyście w dzien Twojego rozwodu świeczki palili...

          wiesz... tak się po prostu nie robi
          • tricolour Tak to czytam z boku... 15.09.08, 21:50
            ... i myślę sobie, że gdyby mnie osoba uważana za życiową partnerkę nagle
            powiedziała, że mnie nie kocha, to na drugi dzień związku by już nie było.
            Wspólne graty pod młotek (z drugiej strony pojawia się pytanie: skąd wspólne
            graty bez miłości?) i żegnaj.

            Z szacunku do samego siebie.
        • przed.brama Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 14:00
          bambi29 napisała:

          > przyjaciel (pod wpływem moich opowiadań) także zapragnął kochać.
          Po
          > zakończeniu tamtego związku, przestałam wierzyć w cokolwiek.
          Miłości się doświadcza. Nie ma to nic wspólnego z wiarą w jej
          istnienie czy życzeniowym przywoływaniem uczucia.
    • pelagaa Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 07:27
      Moim zdaniem to nie ma szans przetrwania. A jesli nawet przetrwa,
      bedzie zrodlem frustracji dla obu stron. I to uczucie, ze cos nas w
      zyciu ominelo...
      Zycie potrafi byc takie piekne, kiedy jestesmy zakochani. Nikt mi
      nie wmowi, ze np. seks bez chemii i milosci jest tak samo przyjemny
      jak ten z motylkami w brzuszku. Pewnie, ze po jakims czasie
      zauroczenie mija, ale w jego mijsce powinno pojawic sie cos
      glebszego: milosc i szacunek, a nie chlodna kalkulacja, ze moze to
      bedzie dobre wyjscie.
      A dzieci... dobrze byloby jakby mialy kochajacych sie rodzicow. Po
      co robic dzieci bedac wypalonym, tkwiac w zwiazku ze strachu przed
      samotnoscia...?

      Ja wiem, ze to latwo mowic z boku, dawac dobre rady sad
      • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 10:50
        To nie było tak, że byliśmy, byliśmy sobie razem, niby zakochani, a
        tu nagle ja wypaliłam, że go nie kochamsmile
        On był moim przyjacielem od lat, nasza przyjaźń trwała kiedy jeszcze
        byłam przed rozwodem (pomógł mi bardzo psychicznie, kiedy
        rozchodziłam się z mężem), trwała też przez cały mój kolejny
        związek. Z racji właśnie tego, że był moim przyjacielem znał
        dokładnie stan moich uczuć, od samego początku. Wiedział, że dla
        mnie jest i był poprostu przyjacielem, bliską osobą. Później on się
        we mnie zakochał i cierpiał, bo byłam z innym. Mnie też to bolało,
        że przyjaciel cierpi, to popsuło mój drugi związek, mój ówczesny
        partner nie był w stanie zaakceptować przyjaciela - faceta. A ja i
        Ben nie umieliśmy zerwać kontaktu.
        Wtedy stwierdziłam, że może to właśnie jest to, że gonię za jakimś
        ulotnym uczuciem, szukam czegoś, a przecież faceta, który mnie kocha
        mam tu, na miejscu, że nie ma sensu czekać na motyle w brzuchu,
        tylko postawić na przyjaźn. Tak to się zaczęło. Od początku wszystko
        było jasen.
        • tricolour No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 10:52
          ... to niech przyjaciel będzie przyjacielem (choć wątpię, by dało się wrócić do
          zwykłej przyjaźni) i każde w swoją stronę.
          • bambi29 Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 11:00
            Rozmawialiśmy... on nie chce się rozchodzić.
            Ja nie wiem, czy to słuszne, żebyśmy zostali razem. Wiem jedno, nie
            mam siły na kolejne rozstanie i rekonstrukcję całego świata. Więc
            tak to będzie trwało. I teraz tylko od nas chyba zależy, czy włożymy
            w to trochę wysiłku i czy się uda.
            • to.ja.kas Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 11:08
              Co Wy się uparliście na to, że oni muszą się kochac. W naszej
              kulturze miłość jest najważniejsza (hahaha, jak patrze na te
              kochające się małżenstwa), ale równolegle istnieja kultury gdzie
              miłość jest farmazonem i nikt włacznie z młodymi nie uwaza, ze to
              ona gra główne skrzypce w związku. Czasem jak patrze na
              te "zakochane" pary co to piora sie po gębach czy zwracają sie do
              siebie pieszczotliwie per suko np. to mysle ze w związku to
              najwazniejszy jest szacunek i lubienie się a jak jeszcze jest milosc
              to fajnie.
              Zawsze jak chce sprawić Mojemu wielką przyjemność to mu mówię "jak
              ja bardzo Cię lubie" bo on wie, ze to bardzo wazne.
              Zbyt wiele znam par które się kochają ale sie nie lubia i każda
              niezakręcona tubka lub rzucone skarpety sa powodem do awantury.

              Jak w końcu namówicie bambi by rzuciła Bena w cholere bo nie
              zasługuje na jego wielka miłośc (no własnie tylko czy poza miloscia
              on ja lubi?) to ciekawa jestem czy on Wam za to podziękuje?
              • lampka_witoszowska Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 12:22
                a tu chyba nie chodzi o podziękowania, tylko o mniej patologii?

                mogą sobie przemyślec oboje co nieco i cos zmieniac, nicht so?
                czyjs punkt widzenia przydaje się zwykle w trudnych sytuacjach,a co
                do namawiania... hmmm... jakby Twój partner dał sie namówic do
                rozstania z Tobą to bardzo by Ci było żal?... smile
                • to.ja.kas Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 12:28
                  Mój partner generalnie z tych mało szukających rad na zewnątrz. Może
                  dlatego, ze my wiekszych problemów nie mamy. Ale jakby posłuchał???
                  Może byłoby mi szkoda, bo on jest wyjatkowo fajny, ale pewnie bym
                  zrozumiała. Ja ogólnie poza eks męzem pozostaję ze swoimi byłymi w
                  dużej przyjaźni smile

                  A tak na poważnie, obawiam się (ale zakładam, że mogę się mylić), że
                  zamiast rozmawiać ze sobą Bambi i Ben rozmawiają za pomocą osób
                  trzecich...to może pomóc wg. niektórych. Ja natomiast mam
                  SUBIEKTYWNE odczucie ze zamiast rozmawiac szukają sojuszników, a to
                  do niczego dobrego nie doprowadzi.
                  • tricolour Po co komplikować? 16.09.08, 12:36
                    Kaśka, byłabys z kimś, kto Cię generalnie nie chce, nie gada, nie
                    kocha, rozmowy prowadzi na forum zamiast w ciszy domu, a jedynym
                    powodem, przez który jest z Tobą, to lenistwo? Bo nie chce mu sie po
                    raz kolejny zaczynać od nowa więc tkwi? Z człowiekiem wypalonym, bez
                    poczucia celu i sensu?

                    Żyłabyś z kims takim?
                    • to.ja.kas Re: Po co komplikować? 16.09.08, 12:56
                      Z kimś takim nie. tri.
                      ALE TO JA (!!!) bym nie zyła a z tego co czytam Ben nie chce sie
                      rozstac tylko naprawić relacje.
                      Nie bede mu bronic. Prawa nie mam.
                      I z tego co czytam to Ben nie chce rozmawiac tylko komunikuje się,
                      ze Bambi dowie sie na forum...no to nie wiem.
                    • ben_kowalewicz Re: Po co komplikować? 16.09.08, 13:54
                      Jak już napisałem problem z komunikacja to w większości wychodzi ode mnie.

                      Z kimś kto mnie nie chce nie byłbym na pewno. Nie mogę nikogo zmuszać do bycia
                      ze mną na siłę niezależnie od tego co ja czuję i czego bym chciał.

                      Natomiast u nas też nie jest tak do końca, bo bambi29 chciała być ze mną i mimo
                      wszystko(pomimo wypalenia po długoletnim małżeństwie i drugim nie udanym
                      związku) budować związek ze mną. Miała wybór mogła być sama. Samotność jest o
                      wiele prostsza niż budowanie związku, chociaż niektórym pozornie może się
                      wydawać że tak nie jest (w szczególności osobom które były długo w związkach).

                      • to.ja.kas Re: Po co komplikować? 16.09.08, 13:57
                        ben_kowalewicz napisał:

                        >Samotność jest o wiele prostsza niż budowanie związku, chociaż
                        >niektórym pozornie może się wydawać że tak nie jest (w
                        >szczególności osobom które były długo w związkach).

                        To jest niemalże złota myśl. Jakby ci którzy są sami w nią uwierzyli
                        od razu poprawiłby się im nastrój. Ale masz rację smile))
                      • tricolour Odwrotnie... 16.09.08, 13:59
                        ... samotnośc jest trudniejsza. Gdyby była łatwiejsza, to byś tkwił
                        zadowolony w samotności zamiast trudzić się związkiem. Każdy by
                        tkwił zamiat się męczyć.

                        Budowanie związku jest piekne, przyjemne, celowe, ma sens i
                        przyszłość. Trzeba tylko budować zwiazk, a nie jakąś protezę.
                        • to.ja.kas Tri idealisto :-)))) 16.09.08, 14:03
                          jakby to wszystko było takie proste Ty nie byłbys rozwodnikiem a to
                          forum nie miałoby racji bytu.
                          Każdy z nas budował związek i wiekszosc oburzyłaby się nazywając
                          swoje małzenstwa protezami.
                          Tylko, ze budowanie szczesliwego związku to orka, a jak trafisz na
                          nieurodzajna glebe to mozna się zamordowac i wyniki dalekie od
                          oczekiwanych.
                          Oczywiście daje ta orka wielką satysfakcję jak ziemia zyzna a plony
                          spełniajace nasze oczekiwania.

                          Ale takie jest MOJE , SUBIEKTYWNE (tongue_outPP) zdanie .
                          • tricolour Nie jestem pańszczyźnianym chłopem... 16.09.08, 14:07
                            ... przywiązanym do jednego pola.

                            Nieurodzajne zmieniam na urodzajne, bo mam wybór i chęć poszukiwań.
                            • to.ja.kas Re: Nie jestem pańszczyźnianym chłopem... 16.09.08, 14:11
                              Czyli z kwiatka na kwiatek?????tongue_outPPP

                              A jak ktos rolę ( w sensie "ziemię") ma we krwi ??? smile))
                              • pelagaa Re: Nie jestem pańszczyźnianym chłopem... 16.09.08, 14:20
                                To bedzie szukal swojego czarnoziemu do konca swoich dni, co tez
                                bywa przyjemne wink))))))))))))))))))
                                • to.ja.kas Re: Nie jestem pańszczyźnianym chłopem... 16.09.08, 14:50
                                  pelagaa napisała:

                                  > To bedzie szukal swojego czarnoziemu do konca swoich dni, co tez
                                  > bywa przyjemne wink))))))))))))))))))

                                  czasem mam wrażenie, ze najprzyjemniejsze smile))
                                  Oj Pelka, Pelka co z Ciebie wyrośnie ???smile))))
                            • z_mazur Tiaaa :))) 16.09.08, 15:19
                              ...to najlepiej uprawiać trójpolówkę. Dobre, sprawdzone
                              rozwiązanie. smile
                    • bambi29 Re: Po co komplikować? 16.09.08, 14:21
                      > Kaśka, byłabys z kimś, kto Cię generalnie nie chce

                      Nie było tak, miałam wybór. Mogłam byc z innym facetem, pod wieloma
                      względami atrakcyjnym dla kobiet, natomiast nie chciałam. Wybrałam
                      Bena, choć tamten długo nie dawał za wygraną.

                      Powtórzę po raz kolejny. Ja jestem ze związku zadowolona,
                      decydowałam się na brak "porywów serca" i jest tak, jak myślałam.
                      Poza tym mamy pewne swoje cele do osiągnięcia, w których sie
                      wspieramy. Jak wszystko się poukłada, to mam nadzieję, że obooje
                      będziemy bardzo zadowolonymi z życia ludźmi.
                      • to.ja.kas Re: Po co komplikować? 16.09.08, 14:24
                        No właśnie, o tym czasem pisze...nie ma sensu uzalezniac swoich
                        decyzji od tego co piszą na forum ludzie. Nawet jak radza z dobrego
                        serca to o naszych problemach wiedzą tyle co nic smile))

                        Ale rozdmuchaliśmy Wasze problemy.
                        Wy lepiej stad idzcie i tu nie zagladajcie.
                        Zwłaszcza ze nazwa tego forum dobrze nie wróży wink))
              • ben_kowalewicz Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 12:36
                dawno dawno temu... kiedy nie byłem zakochany, pamiętam jakie miałem poglądy.

                Kiedyś ująłem to takimi samymi słowami jak ty "to.ja.kas"
                > ze w związku to
                > najwazniejszy jest szacunek i lubienie się a jak jeszcze jest milosc
                > to fajnie.

                Nadal tak myślę ale zastanawiam się więc czemu to teraz nie jest dla mnie aż
                taki priorytet? Cofnąłem się w rozwoju?
                Ktoś już tu napisał że optyka zmienia się w zależności od sytuacji w której się
                znajdujemy czy też przejść życiowych. Więc pewnie z tego to wynika.

                Paradoksalnie bambi29 myślała wtedy inaczej smile Jakby to określić smile zamieniliśmy
                się poglądami...

                Obserwowałem wiele beznadziejnych związków. Kiedyś mówiłem że stan zakochania to
                takie "rozmemłanie", ludzie nie patrzą na nic, nie zastanawiają się i maja
                różowe klapki na oczach.

                Jeśli chodzi o naszą sytuacje to wiedziałem dokładnie że bambi29 mnie nie kocha
                i w jakiej jest sytuacji. To mi bardzo zależało żeby z nią być w związku opartym
                na przyjaźni, była i jest nadal uczciwa wobec mnie. Mimo tej świadomość chciałem
                i chcę być z nią nadal.

                Najwiekszy problem polega na tym że przyjaźń wygasa kiedy wchodzi się w związek
                i to jest smutne. Ale na to chyba znajdzie się lekarstwo.

                Ps. Dziękuje za wszystkie odpowiedzi na forum, wiele rzeczy sobie na nowo
                uświadomiłem...

                Ps2. Może ta forma komunikacji jest i od czapy smile natomiast jeśli w czymś mi (i
                nam) pomogła to warto było.
                • tricolour Na Twoją sytuację jest lekarstwo... 16.09.08, 12:44
                  ... zmień kobietę.

                  Z szacunku do siebie, do Bambi i tej nowej pogódź się z tym, że
                  pierwsza nie znaczy ostatnia i jedyna. Nie zbudujesz niczego na
                  braku miłości, braku przyjaźni, braku komunikacji, Twojej chęci, a
                  jej niechęci.
                  • ben_kowalewicz Re: Na Twoją sytuację jest lekarstwo... 16.09.08, 13:10
                    >Nie zbudujesz niczego na
                    > braku miłości, braku przyjaźni, braku komunikacji, Twojej chęci, a
                    > jej niechęci.

                    Fakt, natomiast jeśli nastąpiła i diagnoza można też coś z tym zrobić. O
                    całkowitym braku tych 3 aspektów (miłości, przyjaźni, komunikacji) też nie można
                    mówić. Gdyby tak było nie bylibyśmy razem (ja na pewno bym tego nie chciał).

                    Brak miłości występuje po stronie Bambi, problemy w komunikacji w 90% po mojej.

                    Natomiast przyjaźń się sypie raczej w wyniku tych 2 aspektów, ale nie można
                    mówić że jej nie ma wcale.

                    Gdybyśmy nie byli razem to nadal byłbym jej przyjacielem i pomagał jeśli by tego
                    potrzebowała tak jak kiedyś. To pewne jak 2+2=4.
                    • to.ja.kas Re: Na Twoją sytuację jest lekarstwo... 16.09.08, 13:12
                      W koncu coś optymistycznego smile)))
                • to.ja.kas Ben 16.09.08, 13:02
                  > Najwiekszy problem polega na tym że przyjaźń wygasa kiedy wchodzi
                  się w związek
                  > i to jest smutne. Ale na to chyba znajdzie się lekarstwo.

                  To co napisałes to jest TOTALNA bzdura. Znam uczucie przyjaźni w
                  związku z autopsji.
                  Jakby Mój się wyautował to nie cierpiałabym tak bardzo z miłosci jak
                  z powodu utraty przyjaciela .Uwielbiam jak mówi do mnie "mój
                  przyjacielu najwiekszy" smile
                  Serio, mozna byc w związku i sie przyjaznić.

                  > Ktoś już tu napisał że optyka zmienia się w zależności od sytuacji
                  w której się
                  > znajdujemy czy też przejść życiowych. Więc pewnie z tego to wynika.

                  Ja to pisałam chyba i to święta prawda jest. Mysle, że miałes
                  nadzieje, ze Bambi Cie pokocha. Prawda? Ale ona tego nie zrobiła. I
                  moze się zdarzyc, ze nie zrobi.
                  Założyłes, ze dasz rade. Ale to trudne. Niestety zycie weryfikuje
                  wiele założen.

                  > Ps2. Może ta forma komunikacji jest i od czapy smile natomiast jeśli
                  w czymś mi (i
                  > nam) pomogła to warto było.
                  Nad komunikacja warto pracowac w trybie ciagłym.smile))
                • przed.brama Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 14:28
                  ben_kowalewicz napisał:

                  > Najwiekszy problem polega na tym że przyjaźń wygasa kiedy wchodzi
                  się w związek
                  > i to jest smutne. Ale na to chyba znajdzie się lekarstwo.
                  Gdy kończy się przyjaźń, związek umiera. Nie można jej niczym
                  zastąpić.
                • agusia75 Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 15:49
                  Tak w związku najważniejszy jest szacunek i lubienie się.
                  Chemia z czasem się wypala...
                  Jestem w podobnej sytuacji jak Ben. Tzn. ja po rozwodzie z
                  dzieckiem, mężczyzna-przyjaciel wspierał mnie przez ostatnie 3lata,
                  ja byłam z kimś innym, krótko (nie wyszło). W tym roku z przyjaźni
                  spróbowaliśmy inaczej-ja się zakochalam, on się motał...nie wie...
                  chce być sam. Przerosło go to wszystko? Nie wiem... Ja chcę z nim
                  być ale nie na siłę. Dla mnie to było/jest coś prawdziwego, obudził
                  we mnie coś co myślałam już umarlo i czego już nie doświadczę.
                  Dobrze mi z nim smile) czy może być dalej przyjaźń? Trudne to wszystko.
                  Czasami płaczę sobie wieczorami gdy przypominam sobie nasze niedawne
                  plany (będę z Tobą na ZAWSZE-to były tylko słowa???) jestem nieufna
                  po przykrych doświadczeniach, jemu zaufałam. Ufam nadal i kocham go.
                  Zobaczymy, czas pokaże jak będzie dalej.
                  Pozdrawiam wszystkich rozwodzących sie, zakochanych, nieszczęśliwie
                  zakochanych i tych którzy tu zaglądają.
                  Agata
              • pelagaa Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 13:33
                > Co Wy się uparliście na to, że oni muszą się kochac.

                Bo wedlug mnie MUSZA. A przeciez kazdy z nas ma prawo do wlasnego
                zdania.
                • to.ja.kas Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 13:36
                  A se mniej Pelka smile)) Póki co głowni zainteresowani załozyli
                  związek zakładając, że miłość im do szczescia niepotrzebna...a ja
                  nie nawykłam na siłe uszczesliwiac miłościa (hłehłehłe, ja nic na
                  siłe nie robie tongue_outPP)
                  • pelagaa Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 13:48
                    > Póki co głowni zainteresowani załozyli
                    > związek zakładając, że miłość im do szczescia niepotrzebna...

                    A ja mysle, ze to nie tak. Mysle, ze ona sie faktycznie wypalila i
                    nie wierzy, ze sie jeszcze zakocha. Wymyslila sobie, ze skoro on
                    jest dobrym czlowiekiem, to bedzie to dobre rozwiazanie dla dziecka
                    i dla niej, zeby wiecznie nie zaczynac od poczatku.
                    A on raczej wierzyl, ze jak bedzie dobrym czlowiekiem, bedzie dobry
                    dla jej dziecka, to ona go w koncu pokocha.
                    Rezultatem jest frustracja obojga, ktora wedlug mnie bedzie sie
                    tylko nasilac.
                    To oczywiscie nie zadne psychologiczne analizy, tylko moje
                    spostrzezenia oparte na moim wlasnym doswiadczeniu.
                    No nie wierze w takie zwiazki i tyle.
                    • to.ja.kas Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 13:51
                      No patrz dokładnie do takich samych wniosków doszłam tongue_outPP
                      A czy im sie uda?
                      A cholera wie. Wrózką nie jestem. Jakbym była to bym była bogata :-
                      )))

                      Jedno i drugie zgłasza chęć pracy nad związkiem, na tyle na ile jest
                      w stanie. A skoro chcą nad nim pracowac niech pracują. Tylko na
                      dobre im wyjdzie. Każde doświadczenie czegoś uczy. Najwyzej drugi
                      raz takiego samego błedu nie popełnią.
                    • bambi29 Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 13:52
                      > dla jej dziecka, to ona go w koncu pokocha.

                      A ile ma trwać to "w końcu"? Czy to tak za pstryknięciem palca?
                      • to.ja.kas Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 13:54
                        bambi29 napisała:

                        > A ile ma trwać to "w końcu"? Czy to tak za pstryknięciem palca?

                        Wiesz co Bambi , normalnie Cie lubię. Myslisz i umiesz walczyc o
                        swoje zdanie. Takie babki sa na wagę złota. Nie jesteś znów taka
                        wypalona i rozmamłana po tych rozstaniach jak piszesz....duch walki
                        w Tobie siedzi...a to dobrze rokuje o ile go dobrze spożytkujesz :-
                        ))))
                        • bambi29 Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 14:00
                          Rzecz w tym, że przestałam wierzyć w nagłe porywy serca i miłości od
                          pierwszego wejrzenia, trwające do grobowej deski. Uważam, że miłość
                          wypracowuje się latami, na bazie wspólnych przeżyć i doświadczeń. Po
                          szalonej miłości rzadko k coś zostaje, ew. zgliszcza, bo kiedy
                          spadają różowe okulary, często pozostaje tylko walka i
                          niezadowolenie.
                          P.S. Nasze "w końcu" trwa od kwietnia br.

                          > Wiesz co Bambi , normalnie Cie lubię. Myslisz i umiesz walczyc o
                          > swoje zdanie. Takie babki sa na wagę złota. Nie jesteś znów taka
                          > wypalona i rozmamłana po tych rozstaniach jak piszesz....duch
                          walki
                          > w Tobie siedzi...a to dobrze rokuje o ile go dobrze spożytkujesz :-
                          > ))))

                          Dzięki to.ja.kas smile
                          • to.ja.kas Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 14:10
                            Bambi róznie to bywa...jak w zyciu. Mi się trafił poryw i trwa kilka
                            lat. Póki co szczescie kwitnie wielkie i jako pesymistka urodzona
                            zastanawiam sie kiedy i co pierdyknie, bo za szczescie to los
                            wystawia wysoki rachunek.
                            Ale niech tam, raz się zyje smile))
                            Ale to czesto kwestia szczescia czy zapałalismy porywem serca do
                            obiektu godnego tego uniesienia...zdarzają się falstarty i tego nie
                            unikniesz.
                            Zdarzaja się też szczesliwe, spokojne zwiazki bez uniesien. Pełne
                            ciepła i spokoju.
                            A tak naprawde to ja mało znam szczesliwych związków a już
                            szczesliwych małzeństw to nie znam żadnego (małzęnstwo Tri bedzie
                            pierwszym tongue_outPPPP).

                            No jak Wy ze sobą od kwietnia jestescie to póki co się docieracie.
                            No i Ben, skoro wiesz ze 90% problemów z komunikacją jest u Ciebie
                            to chłopie na szkolenie smile))
                            I pamietaj, że póki co to Bambi ustala zasady na jakich wychowuje
                            syna. Ona ma prawo powiedziec "dzis sie nie myjesz". Tylko swoim
                            ciepłem i dobrocią mozesz zaskarbic sobie zaufanie na tyle duze , że
                            odda Ci po trochę prawo do decydowania.
                            Bambi a Ty powinnaś pilnować zapędów Młodego by sobie nie pozwalał i
                            nie ranił Bena.

                            Ale ze mnie ciotka dobra rada...i ten mentorski ton...no smile)))
                          • agusia75 Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 16:00
                            Mi też się podobasz Bambi - w sensie myślenia smile)
                            ale do takich wniosków dochodzi sie (niestety, a może i stety) z
                            wiekiem, po różnych doświadczeniach.
                            Ja - może niektórzy powiedzą "o zgrozo" - dopiero teraz zrozumiałam
                            że miłość to ciężka praca...zawsze wydawało mi sie że co raz dane to
                            już tak będzie i oczywiście będzie też różowo wink) rzeczywistosć
                            pokazała coś innego, ale przynajmniej nauczyłam sie jakie jest
                            życie. Było ciężko ale warto było smile))
                            Rozwódka z doświadczeniem smile
                          • bynika Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 16:53
                            bambi29 napisała:

                            > Rzecz w tym, że przestałam wierzyć w nagłe porywy serca i miłości od
                            > pierwszego wejrzenia, trwające do grobowej deski.
                            >Uważam, że miłość
                            > wypracowuje się latami, na bazie wspólnych przeżyć i doświadczeń. Po
                            > szalonej miłości rzadko k coś zostaje, ew. zgliszcza, bo kiedy
                            > spadają różowe okulary, często pozostaje tylko walka i
                            > niezadowolenie.


                            Jeśli wizję świata opiera się na harlekinach to z szalonych miłości wchodzi się
                            w romans zakończony wielkim smrodem a nie w mądry związek. Sztuką jest miłość
                            przekształcić w dobry związek gdzie dwoje ludzi się szanuje, a nie dorabiać
                            teorii do wygody bez chemii.
                            Nie wszyscy są ze sobą z miłości, najtrwalsze są chyba związki dla kasy ;p

                      • pelagaa Re: No to jeśli wszystko takie jasne... 16.09.08, 14:02
                        Cala wiecznosc moze trwac i nigdy nie nastapic.
                        Ale moze Tobie sie uda.
    • zuzka712 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 12:46
      Bambi, a nie pomyslałaś, że masz po prostu jakiś dołek psychiczny?
      Może rzeczywiście wypalenie, a może mała depresja?
      Może za bardzo czułaś się pod presją "powinnaś kochać"?
      Czasem jest tak, że pod presją nie chcemy, ale jak presji nie ma i
      czujemy, że to nasz własny WYBÓR, nie przymus (nawet nasz własny,
      wewnętrzny) to ze zdumieniem odkrywamy, jak bardzo nam tak naprawdę
      zależy, jak bardzo nam brakuje...
      Może takie rozstanie kontrolowane? Nie kontaktujcie się np. przez
      miesiąc. Ale musi to być ZERO kontaktu. Tak, żeby Bambi mogła
      pogadać sama ze sobą.
      Powodzenia!
      • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 13:11
        Może to trochę rozjaśni sytuację. Ben, kiedy mając 26 lat zakochał
        się we mnie nie był już przecież małym chłopcem, tylko dorosłym
        facetem świadomym swoich wyborów.
        Dodatkowo Ben nie wierzył kiedyś w miłość, miał do tego bardzo
        praktyczne podejście. Odkąd go znam, to zawsze mówił, że ma swoje
        priorytety i cele w życiu (głównie zawodowe), a kobietę potrzebuje
        tylko dla własnej wygody, że chce być z kimkolwiek. Zawsze świadomie
        o tym mówił, czy w tej sytuacji nasz związek jest jakąś wielką
        krzywdą dla niego, bo tak z niektórych wypowiedzi wynika?
        Dodam, że to zawsze on był tym mądrzejszym, doradzał mi, on był
        zawsze bardziej zrównoważony, ja natomiast dość rozchwiana
        emocjonalnie (po rozstaniach).
        • to.ja.kas Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 13:17
          Bambi nie ma co się samobiczowac...Ben był dorosły, miał swiadomosc
          tego co robił.
          Ty tez.
          Punkt widzenia sie zmienia. Zminił się Benowi, zmienic sie moze i
          Tobie.
          Czy Wasz związek to przetrwa?
          A to zależy troche od Was a troche od tego jakie pragnienia w Was
          się obudzą...i jak sobie z tymi pragnieniami i potrzebami poradzicie.

          Naprawde trzymam za Was kciuki.

          No i co do relacji z synem...tu czeka Was napewno duzo wspolnej
          pracy i ustalenie wspolnych zasad. Szkoda byście dziecku taka
          huśtawkę fundowali. Pamietajcie, ze się lubicie.
    • maryalex ... 16.09.08, 14:40
      Bambi
      Marek gazeta napisał coś bardzo oczywistego,że nigdy nie zamieszka z
      dziecmi swojej partnerki, ma pewne obawy, on przewiduje,że może być
      różnie,oczywiście rzeczywistość może to zweryfikować Markusmile
      sęk w tym, że ani Ty, ani Twój partner, ani Alexolo, ani ja, nie
      przypuszczaliśmy, że mogą wyniknąć problemy. Może spróbuj wziąć byka
      za rogi, odważ się na rozmowę...?
      • przed.brama Re: ... 16.09.08, 14:55
        maryalex napisała:

        > Marek gazeta napisał coś bardzo oczywistego,że nigdy nie zamieszka
        z
        > dziecmi swojej partnerki, ma pewne obawy, on przewiduje,że może
        być
        > różnie,
        Dochodzący to ideał dla porozwodowej rodziny.
    • young_and_bored Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 16.09.08, 17:13
      bambi29 napisała:

      > Nie kocham go, nie ma też chemii z mojej str. - właściwie wiedział
      > o tym od początku, że z mojej strony, oprócz przyjaźni, jest tylko
      > szansa na coś więcej.
      > Chyba powoli zazzyna mu to przeszkadzać. Czemu jest zdziwiony?

      Hmm, czemu, czemu, czemu, ja jak Ben jestem prostym inżynierem, na
      komputerach znam się lepiej niż na kobietach bo one miej
      skomplikowane są. Więc zostawmy na chwilę na boku chemię i motylki w
      brzuszku i pomyślmy - może po okresie fascynacji Twoją wspaniałą
      osobą facet dochodzi do etapu na którym chciałby poczuć, że
      tworzycie, jakby nie patrzeć, - rodzinę. Tymczasem może ustawicznie
      nacina się na Twoją obawę przed przyjęciem takiego stanu rzeczy, na
      dystans kryjący się za Twoimi słowami o braku miłości, braku wiary,
      na ciągłe deklaracje, że jesteście tylko przyjaciółmi - dokładnie
      tak, jak zareagowałaś na tym forum na jego post.

      >Dodam, że to zawsze on był tym mądrzejszym, doradzał mi, on był
      >zawsze bardziej zrównoważony, ja natomiast dość rozchwiana
      >emocjonalnie (po rozstaniach).

      Uniesienia uniesieniami, rozstania rozstaniami, ja jak i inni tutaj
      jestem po rozwodzie, po przejściach, a pomimo to mógłbym się z kimś
      związać, ofiarując swoje uczucia i nie raniąc go przy tym i wiem, że
      ciągle będzie to z mojej strony towar wysokiej jakości. Stąd moje
      pytanie:
      A Ty jesteś zdolna do dawania miłości, do rodzinnej bliskości ? Czy
      nie jesteś i dlatego podchodzisz do Bena z pewną rezerwą,
      patrząc na niego przez pryzmat swoich nieudanych związków ?
      A może pomimo swoich negatywnych doświadczeń ciągle jesteś zdolna do
      bliskości, sęk w tym że nie z Benem ? I w związku z tym jak się Ben
      ma do Twoich planów rodzinnych - wspominasz o drugim dziecku.

      Oczywiście ja nie oczekuję odpowiedzi, mnie one nie interesują.
      • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 11:34
        young_and_bored napisał:

        > A Ty jesteś zdolna do dawania miłości, do rodzinnej bliskości ?
        Czy
        > nie jesteś i dlatego podchodzisz do Bena z pewną rezerwą,
        > patrząc na niego przez pryzmat swoich nieudanych związków ?
        > A może pomimo swoich negatywnych doświadczeń ciągle jesteś zdolna
        do
        > bliskości, sęk w tym że nie z Benem ? I w związku z tym jak się
        Ben
        > ma do Twoich planów rodzinnych - wspominasz o drugim dziecku.
        >
        > Oczywiście ja nie oczekuję odpowiedzi, mnie one nie interesują.

        Sama nie wiem. Nie wiem co by było gdyby... gdybym np. była z kimś
        innym.
        Jest jeszcze coś takiego, że mnie zawsze "kręcił" zupelnie inny typ
        facetów. Niestety takich, z którymi związki do niczego dobrego mnie
        nie doprowadziły: szalonych, romantycznych, ale i
        nieodpowiedzialnych. Ben jest zupełnie inny, więc może też to jest
        przyczyną.
        • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 11:36
          On jest bardzo zamknity w sobie, nie okazuje uczuć. Moi dwaj
          wcześniejsi partnerzy byli raczej wylewni - okazywali mi uczucie,
          może to troche głupie, ale kobiety oczekują takich gestów. Wtedy
          same inaczej się zachowują.
          • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 11:40
            Oczywiście doceniam wszytsko, co robi dla mnie Ben i jestem mu
            wdzięczna, że mi pomaga przy dziecku, jest odpowiedzialny itp. Takie
            gesty nie powodują jednak wybuchu miłości i stanu zachowania,
            jakiego on ode mnie oczekuje, no pewnie dopiero po jakimś czasie ....
            Dziwne to wszytsko i płytkie chyba....
            • ravny Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 11:42
              bambi29 napisała:
              > Takie
              > gesty nie powodują jednak wybuchu miłości i stanu zachowania,
              > jakiego on ode mnie oczekuje, no pewnie dopiero po jakimś czasie ....


              Przestań go mamić sugestiami, że kiedyś się w nim jednak zakochasz bo to wstrętne.
              • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 11:51
                Nikogo nie mamię, bo sama nie wiem co będzie.

                Dlaczego uważasz, ze on jest jakiś pokrzywdzony? Oboje (jeżeli tak
                będzie) będziemy żyli w związku bez miłości. Uważasz, ze to wygodne
                czy fajne byc z kimś kogo nie kochasz? Patrząc oczywiście Twoimi
                kategoriami, bo dla mnie przyjaźń jest wystarczająca.On w każdej
                chwili może odejść, wie o tym. Nikt nikogo nie mamw - wręcz
                przeciwnie, wszytsko jest aż do bólu szczere. (wiele osób się nie
                kocha i sa ze sobą z przywiązania, mało kto o tym mówi, a jak było u
                nas tłumaczyłam wcześniej).
                • ravny Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 11:59
                  Już kolejny raz zamieściłaś między wierszami sugestię, że kiedyś może się w nim
                  zakochasz, że cenisz, że jeszcze nie teraz i blablabla
                  bo już taka mądra jesteś że wiesz , ze dobry związek to nie tylko miłośc od
                  pierwszego wejrzenia itd. Nie interesuje mnie czy on jest pokrzywdzony czy nie,
                  bo to jego wybór czy lubi byc masochistą. mówię , że to co ty robisz to
                  wyrachowana manipulacja cudzymi uczuciami. w sferze emocjonalnej - PATOLOGIA.

                  i jeszcze jedno. takie sprawy między dwojgiem ludzi załatwia się twarzą w twarz
                  lub u psychologa a nie dość żałosną vivisekcją na forum. oboje do związku
                  jeszcze nie dorośliście jesli tego nie rozumiecie.

                  • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:15
                    Słuchaj, w tej kwestii u nas wszystko od początku było jasne - w
                    kwestii braku miłości, ta rozmowa wywiązała się w wyniku innego
                    wątku (pod wpływem emocji).

                    > wyrachowana manipulacja cudzymi uczuciami

                    Zastanawiam się, czy czytasz ze zrozumieniem? Bo moim zd. SZCZEROŚĆ
                    i PRZYJAŹŃ przeczy wyrachowaniu, ale cóż ... Niestety w opinii
                    publicznej bardzo często rozwódka, a już wogóle rozwódka z dzieckiem
                    postrzegana jest jako kobieta wyrachowana chcąca wykorzystać
                    biednego faceta, czyż nie?

                    Założę się, ze gdybyś mnie poznał i wziął pod uwagę mój dosyć młody
                    (26 l.) jak na rozwódkę wiek, to Twoja teraz o wyrachowaniu by
                    padła. Prędzej można mi zarzucić niedojrzałość(choć chyba się
                    wyrabiam), więc jak widzisz wszechwiedząca nie jestemsmile
                    • ravny Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:21
                      Bo moim zd. SZCZEROŚĆ
                      > i PRZYJAŹŃ przeczy wyrachowaniu,

                      u was nie ma szczerości ani przyjaźni. jest ułomność emocjonalna.


                      > publicznej bardzo często rozwódka, a już wogóle rozwódka z dzieckiem
                      > postrzegana jest jako kobieta wyrachowana chcąca wykorzystać
                      > biednego faceta, czyż nie?


                      no tak, teraz odgrywaj biedną i pokrzywdzoną podpierając się jakimiś wydumanymi
                      przez samą siebie stereotypami które ni w pięć ni w dziewięć przypniesz do tego
                      tematu.
                      • manderla Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:25
                        ravny napisał:

                        > no tak, teraz odgrywaj biedną i pokrzywdzoną podpierając się
                        jakimiś wydumanymi
                        > przez samą siebie stereotypami które ni w pięć ni w dziewięć
                        przypniesz do tego
                        > tematu.

                        Niepotrzebnie tak...

                        26 lat to jest zbyt "zielony" wiek. Rozpiera dziewczynę energią,
                        którą nie ma gzie spożytkowac. Bo z partnerem maja zupełnie różne
                        temperamenty.

                        Zastanawia mnie jedno. Po co w ogóle z nim jesteś, skoro go nigdy
                        nie kochałaś? Tego nie moge pojąć.
                        • ravny Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:43
                          manderla napisała:

                          > Zastanawia mnie jedno. Po co w ogóle z nim jesteś, skoro go nigdy
                          > nie kochałaś? Tego nie moge pojąć.


                          z wyrachowania i wygody. no i dlatego, że Ben nalegał, że ją kocha... więc
                          eeeeweentualnie się zgodziła bo to on nalegał przecież. ona w tym udziału nie
                          miała, a teraz niech się facet stara, że może ona się kiedyś zakocha.. niech się
                          dołuje,że urocza Bambi uczuć żadnych do niego nadal nie ma ale może kiedyś...? i
                          w łóżku ją nudzi bo chemii brak.. jej jest wygodnie bo chwilowo nie ma ochoty
                          się w kim innym zakochać. a facet chciał - to niech ma. cóz ją to obchodzi,
                          tylko trochę drażnic zaczyna że Ben chce czegoś więcej. nagle zdziwiona?
                          co więcej - ona mu to wszystko SZCZERZE powie, że jej jako facet nie rajcuje,
                          że może kiedyś, na razie niech się stara, a ona się zastanowi. pojeździ na jego
                          poczuciu wartości jako mężczyzny i jako partnera w związku, w końcu z
                          kompleksami zawsze mu było do twarzy. bo jej jest wygodnie. Ben musi byc
                          naprawadę masochistą, że się godzi na bycie.. własciwie czym? pomocą domową? to
                          juz lepiej sobie kochankę przygruchać.
                          • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:57
                            To są Twoje subiktywne odczucia. Każdą sytuację można przedstawić z
                            różnych stron i w różnym świetle. A tak wogóle, to masz jakieś
                            doświadczenia w tym temacie?
                          • kingas38 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:59
                            to nie było powielanie ravnego... teraz doczytałam jego wpis
                          • manderla Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 13:15
                            ravny napisał:
                            > powie, że jej jako facet nie rajcuje,
                            > że może kiedyś, na razie niech się stara, a ona się zastanowi.
                            pojeździ na jego poczuciu wartości jako mężczyzny i jako partnera w
                            związku.


                            Straszne co mówisz.
                          • ben_kowalewicz Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 14:02
                            >Ben musi byc
                            > naprawadę masochistą, że się godzi na bycie.. własciwie czym? pomocą domową? to
                            > juz lepiej sobie kochankę przygruchać.

                            Jeśli kogoś kochasz to nie postrzegasz tego w ten sposób.
                            Dziwne to myślenie.

                            Nie czuje się ofiarą Bambi ani masochistą smile

                            Nie widzę tu też żadnego wyrachowania, ponieważ szczerość z jej strony była zawsze.

                      • bambi29 :) 17.09.08, 12:26
                        Przypominasz mi znajomego, który też odwrotnie odbierał wszystko co
                        się do niego mówiło, w każdym zdaniu i dobrej chęci doszukiwał się
                        spisku na miarę dziejów, w rzeczywistosci nie umiał i nie chciał
                        słuchać tego, co inni mówili do niego (z góry miał negatywne
                        nastawienie). Niestety nie dało się z nim rozmawiać.smile
                        Pozdrawiam
                        • ravny Re: :) 17.09.08, 12:29
                          a ten znajomy pociągał cię seksualnie, czy może odrzucał tak jak Ben?

                          • bambi29 Re: :) 17.09.08, 12:33
                            A to już niech pozostanie moją słodką tajemnicąsmile
                            • bambi29 Re: :) 17.09.08, 12:34
                              P.S. Podziwiam Cię za umiejętność wyciągania mylnych wniosków, gdyż
                              brak chemii nie równa się odrzuceniu...
                    • przed.brama Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 14:02
                      bambi29 napisała:

                      > mój dosyć młody
                      > (26 l.) jak na rozwódkę wiek [...] Prędzej można mi zarzucić
                      > niedojrzałość(choć chyba się
                      > wyrabiam), więc jak widzisz wszechwiedząca nie jestemsmile
                      Co zrobisz, jesli za pare lat spotkasz swoj typ: szalony,
                      romantyczny, lecz odpowiedzialny. Bywaja i takie mieszanki.smile
                      Odejdziesz od Bena? A uczucia mlodego?
                      • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 14:10
                        Nie wiem co będzie za jakiś czas. Gdy wychodziłam za mąż, też nie
                        zakładałam, że się rozejdziemy.
                        Może Ben spotka swój typ, może ja, może Kowalski, nie wiem, dowiem
                        się jezeli to nastąpi.
                        • przed.brama Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 15:28
                          Wchodząc w związek, na ogół zakłada się jego trwałość. Niektórym
                          osobom po rozwodzie w zetknięciu z trudnościami w pożyciu z kolejnym
                          partnerem jako pierwszy sposób poradzenia sobie z nimi jawi się
                          wyjście ze związku. Coś jak odruch warunkowy.
                          Przekonanie o stabilności pary wyzwala w każdej z tworzących ją osób
                          wolę budowania, poprawiania dopóki istnieje sens i możliwości takich
                          działań.
          • manderla Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:09
            bambi29 napisała:

            > On jest bardzo zamknity w sobie, nie okazuje uczuć. Moi dwaj
            > wcześniejsi partnerzy byli raczej wylewni - okazywali mi uczucie,
            > może to troche głupie, ale kobiety oczekują takich gestów. Wtedy
            > same inaczej się zachowują.


            To prawda, Bambi.
            Jednakże trafić w zyciu na odpowiedzialnego romantyka – rarytas.
            Wręcz niemożliwe.
            Ale czasami trzeba wybierać.
            Najczęściej trzeba wybierać.
            Coś za coś.
            Jesteś rozhustana emocjonalnie i nie wiesz czego chcesz.
            Najlepsze wyjscie wydaje sie, to się rozstać na jakiś czas i się
            uspokoić. I z dystansu juz stwierdzić, co jest dla Ciebie ważne.
            Rozhisteryzowany, nieodpowiedzialny ale wylewny romantyk - którego
            słowa odlatją razem z wiatrem.
            Czy tez odpowiedzialny (jak sama mówisz) facet, który Cie kocha ,
            choc mówi o tym raz do roku wink. Ale jak już powie, to masz
            gwarancję, że to co powiedział raz jest niezmienne.
            smile

            • bambi29 Re: Nie kocham go, ale z nim jestem... 17.09.08, 12:46
              No więc skoro juz sie wywnętrzniam...

              Dotąd moje (dwa, w tym ponad 4-letnie małżeństwo)związki były
              zawierane właśnie z wielkiej miłości, były także dosyć burzliwe.
              Skoro to nie zakończyło się dobrze postanowiłam "zainwestować" w
              związek przyjacielski wedle zasady: wybierz sobie na partnera tego,
              z kim dobrze Ci się rozmawia, na starość tylko to Wam pozostanie.
              Ben zakochał się we mnie gdy byłam jeszcze z inym facetem (nie z
              mężem). Tamten był toksyczny, wstydził się tego, ze mam dziecko, że
              jestem po rozwodzie, chciał mnie samej, bez mojej przeszłości. To
              było dla mnie nie do przyjęcia i musiałam zdecydować się na
              rozstanie.
              Ben cały czas pomagał mi psychicznie, jako ten silniejszy,
              zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej i tak się to potoczyło...
              Ben bardzo chciał byc ze mną, od razu złapał świetny kontakt z małym
              i przywiązał się do niego (jak jeszcze nie byliśmy razem). Chciał,
              żebym w końcu miała trochę stabilizacji, mówił że znajdę to przy
              nim, że wycisze się emocjonalnie, ja też tak uważałam. Mimo to
              wahałam się i miotałam (straszne czasy) nie wiedząc jak postąpić.
              Ben cierpiał bedąc sam, ja nie wiedziałam co zrobić. W końcu
              zdecydowałam się na związek z nim, stawiając właśnie na to, o czym
              pisałam wyżej.
              • kingas38 Re: bambi... 17.09.08, 12:57
                czytam , czytam i już się pogubiłam w tym wszystkim ... a Ty moja droga to tak
                najzwyczajniej w świecie szukasz ,,księcia z bajki" tylko nie bardzo wiesz
                jakiej... nie kochasz go ale jesteś z nim... z wygody, żeby miec faceta, pomagał
                Ci, wspierał w ciężkich chwilach więc jako przyjaciel się sprawdził , jako
                partner życiowy nie bardzo , bo u Ciebie nie ma ,,chemii", w/g mnie traktujesz
                go przejściowo, w oczekiwaniu na tego kogoś i wielką miłość, choc doskonale
                zdajesz sobie sprawę że tak to tylko w bajkach bywa... albo w Erze... to On
                bardzo chciał być z Tobą,cierpiał bo kochał choć zawsze był ten silniejszy i na
                wyciągnięcie ręki...sorry dziewczyno, może zabrzmi to brutalnie ale jesteś z nim
                bo On cię kocha a Ty łaskawie na to pozwalasz ... bo potrzebujesz miłości a inni
                się nie sprawdzili... tylko po co ...dla własnej wygody?
                • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 13:04
                  Gdyby tak szczegółowo analizować każdy związek i motywację każdego
                  do bycia razem, to pewnie ciekawe rzeczy by wyszły. Może trochę
                  związków by się rozpadło?
                  Czy tzw. "stare dobre małżeństwa" są ze sobą z wygody?
                  Psychologów trzebaby pytać. Ja taka mądra nie jestem. Nie umiem
                  zrobić sobie samoanalizy psychologicznej. Gdybym coś robiła w pełni
                  świadomie i z wyrachowania, to wtedy bym pewnie znała odp.
                  • kingas38 Re: bambi... 17.09.08, 13:14
                    Moja droga , sama piszesz ,,stare ,dobre małżeństwa"... nie jesteś stara, nie
                    jesteście małżeństwem , więc to nie ten etap do porównywania... stare dobre
                    małżeństwa oprócz miłośći która z czasem zamieniła się w przyjazń /lub
                    odwrotnie/ opierają się jeszcze na wzajemnym szacunku do siebie,przywiązaniu,
                    zrozumieniu i daleko idącą wyrozumiałością dla własnych słabości... i potrafią
                    ze sobą rozmawiać, o wszystkim a zwłaszcza o tym co boli...jesteś jeszcze młoda
                    i to może tłumaczyć pewne Twoje zachowania...
                    • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 13:18
                      ... i potrafią
                      ze sobą rozmawiać, o wszystkim a zwłaszcza o tym co boli...jesteś
                      jeszcze młoda
                      i to może tłumaczyć pewne Twoje zachowania...

                      My rozmawiamy właśnei o tym co boli.

                      Moja znajoma to zauważyła, że jesteśmy własnie na etapie, kiedy
                      motyli w brzuchu już nie ma i trzeba się poprostu uczyć być razem.
                      Poza tym mieszkamy razem 3 mies. i docieramy sie - chyba zawsze są
                      zgrzyty, niedomówienia, pretensje?
                      • chalsia Re: bambi... 17.09.08, 13:49
                        czy poświęciłaś choć chwilę refleksji nad poniższym ?:

                        odpowiedz sobie na pytanie dlaczego i po co z nim jesteś.
                        Mnie wychodzi, że jestes z nim dla wygody. A to nie jest
                        wystarczająco dobry powód by związek był udany i trwały.
                        Szykujesz synowi niezłą huśtwakę uczuciową - kolejny (TRZECI !!!!
                        już dla szesciolatka) nieudany związek.
                        Może lepiej pobyć samej przez dłuższy czas.

                        I skoro sama widzisz, że samodzielnie pewnych rzeczy nie jesteś w
                        stanie zrozumiec to może warto by było to zrobić z pomocą
                        psychologa/psychoterapeuty.
                        • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 14:12
                          Mówiąc szczerze pewnie jestem z nim i dla wygody i dla wielu, wielu
                          innych rzeczy. A choćby dlatego, ze zna mnie i rozumie jak nikt inny
                          dotąd i vice versa. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wygodniej
                          się żyje samotnej matce z dzieckiem, niż kobiecie w związku, Ty tak
                          nie uważasz?
                          • chalsia Re: bambi... 17.09.08, 14:17
                            > dotąd i vice versa. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wygodniej
                            > się żyje samotnej matce z dzieckiem, niż kobiecie w związku, Ty
                            tak
                            > nie uważasz?

                            to nie jest ważne, ważne jest, że wygoda życiowa nie stanowi
                            podstawy dobrego i trwałego związku.
                            • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 14:20
                              > to nie jest ważne, ważne jest, że wygoda życiowa nie stanowi
                              > podstawy dobrego i trwałego związku.

                              Stanowi jednak jeden z jego elementów, tak jak stabilizacja, ognisko
                              domowe, przywiązanie itp.

                              To jest MÓJ pogląd, nikomu tego nie narzucam, z własnych doswiadczeń
                              i obserwacji życia innych.
                              • to.ja.kas Re: bambi... 17.09.08, 14:31
                                I po co Ci to Bambi?
                                Dlaczego Wy się tłumaczycie przed wszystkimi dlaczego zgodziliście
                                się na Wasz związek?
                                Dlaczego zgodził się na to w pełni świadomy Ben?
                                Dlaczego Ty się na to zdecydowałaś?
                                Potrzebne Wam błogosławieństwo obcych ludzi?
                                Problemem były relacje Bena z dzieckiem a robi się wiwisekcja. Do
                                tego oparta na jakis mglistych przesłankach, każdy dospiewuje sobie
                                własne wizje i nie bierze pod uwagę tego co piszecie, ze Wy TERAZ I
                                TU CHCECIE BYC RAZEM.

                                A co do wygody.
                                Kocham Mojego i jakby było mi z nim niewygodnie posłałabym go w
                                diabły. jest mi wygodnie i tak ma byc. Jest to jeden z powodów dla
                                których jestem w związku. WYGODA I DOBRE SAMOPOCZUCIE. Pewnie kiedyś
                                motyle się skoncza i zostanie przyjaźń , szacunek i WYGODA. Normalna
                                kolej rzeczy.
                                A co bedzie jak na tym etapie Mój albo ja spotkamy kogoś kto rozbuja
                                nasze uczucia na nowo? A skąd ja mogę wiedziec?
                                Wygoda w związku to bardzo cenna rzecz i za cholere nie dam jej
                                sobie zabrac. Jakby mi było niewygonie to po co związek?

                                Ben jasno pisze...wiedziałem, chciałem, zdecydowałem się, chcę
                                dalej...Kochani może chociaż tyle byście uszanowali...ich chciejstwo
                                bycia razem i skupili się na kwestiach w których poprosili o
                                pomoc...inaczej nazywa się to wscibstwo i mieszanie sie w nieswoje
                                sprawy.
                                • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 14:36
                                  Dzięki to.ja.kas.

                                  Właśnie zastanawiam się nad tym, dlaczego jestem tu tak srogo
                                  oceniana (pierwszy post był pisany pod wpływem emocji) i uważana za
                                  winną - czego? a Ben za ofiarę?

                                  Sama, jak już pisał o tym Ben miałam także ciężkie przejścia, a nasz
                                  zwiazek nie był wynikiem chwilowego kaprysu rozpieszczonej panny,
                                  tylko długo podejmowaną decyzją, okupioną bardzi moimi i bena
                                  nerwami.
                                  • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 14:45
                                    A co do miłości...
                                    Szanuję Bena bardzo, jest mi drogi i bliski, kiedyś i teraz nie
                                    wyobrażałam sobie życia bez kontaktu z nim, więc postanowiliśmy
                                    spróbować bycia razem...
                                    Ben jest niecierpliwy, stąd jego wątek. Chciałby, żeby wszystko
                                    zawsze było ładnie i pięknie, pokuładane, ja wiem, ze nie zawsze
                                    jest to od razu możliwe. Weszliśmy na inne pole relacji. Uczymy się
                                    siebie "od innej strony".
                                    Nie będę mu deklarować teraz, czy go kocham, mówię mu, ze mi zależy
                                    i chcę być...
                                    Uważam, ze wiele osób nadużywa słowa "kocham", bo tak jest fajnie,
                                    bo tak wypada w końcu powiedzieć, nie zastanawiając się głębiej nad
                                    swoimi uczuciami. Ale to jakiś paradoks. Bo skoro miłość jest ślepa,
                                    to dlaczego jest w koło tyle beznadziejnych, nieszczęśliwych
                                    związków - "zakochanych"?
                                    U mnie rozumienie miłości się troche zmieniło po rozwodzie. Niby
                                    kochałam męża, a on mnie, więc dlaczego nic z tego nie pozostało?
                                    dlaczego nie wyszło?
                                    Teraz nie nadużywam słowa "kocham". Jeżeli kiedyś będe siebie
                                    pewna, siebie i swoich uczuć, to je wypowiem.
                                    Mimo wszystko dziękuję Wam za rady.
                                    • to.ja.kas Re: bambi... 17.09.08, 14:48
                                      Piekny post smile)))
                                      I tak trzymajcie smile))
                                    • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 14:50
                                      > Nie będę mu deklarować teraz, czy go kocham, mówię mu, ze mi
                                      zależy
                                      > i chcę być...
                                      > Teraz nie nadużywam słowa "kocham". Jeżeli kiedyś będe siebie
                                      > pewna, siebie i swoich uczuć, to je wypowiem.

                                      P.S. Prawdziwy przyjaciel to zrozumiesmile
                                • ravny Re: bambi... 17.09.08, 14:57

                                  > I po co Ci to Bambi?


                                  jak to po co? koleżankom już się o tym z nią plotkować nie chce.
                                  po to, o czym wspomniała na samym początku wątku. wcześniej była w emocjonalnych
                                  związkach i wypłakiwała się z nich na złych partnerów na ramieniu Bena. a teraz
                                  brakuje rozrywki i bezkrytycznego pocieszyciela, bo to Ben jest partnerem, na
                                  codzień jest nudny, i do tego miewa fochy, zamiast nadal wszystko znosić i
                                  uwazać rozrywaną przez innych facetów Bambi za ideał, jak wcześniej. więc
                                  będzie Bambi jojcyć tu na forum o tym że w w tym związku jakoś niewygodnie nie
                                  wiadomo dlaczego(!).. gdy skończy jojcyć tu, to niedługo sprawa się rozwiąże bo
                                  Bambi przygrucha sobie kochanka, zbyt długo nie wytrzyma bez biegania za kolejną
                                  ułudą ekscytującego księcia z bajki. a wtedy Ben... zostanie zwolniony, w końcu,
                                  co zostało juz powiedziane, przede wszystkim jest na etacie opiekuna do dziecka
                                  a nie ukochanego do związku (skąd żal, że niektórzy mężczyźni uciekają od kobiet
                                  z dziećmi?) .
                                  tylko czy będzie mu się chciało służyć za pocieszyciela po kolejnym księciu?
                                  wot zagwoźdźka. ale może będzie mu się chciało. niezbadane są losy a jak do tej
                                  pory rola mu odpowiadała...to może.

                                  a! zdawajcie sprawozdanie z osobistego życia na bieżąco na forum! parami lub na
                                  zmianę.


                                  > A co do wygody.
                                  > Kocham Mojego i


                                  Ano właśnie.

                                  >Pewnie kiedyś
                                  > motyle się skoncza i zostanie przyjaźń , szacunek i WYGODA. Normalna > kolej
                                  rzeczy.


                                  normalna?? nienormalna! najzdrowiej jest zacząć od WYGODY smile))))))) ..i na niej
                                  skończyć.

                                  • to.ja.kas Re: bambi... 17.09.08, 15:04
                                    A skąd Ty masz taką szeroką wiedzę i o Bambi Ravny i o jej
                                    przyszłości?
                                    Jak jesteś taki madry to podaj sześć cyfr w lotto bo kumulacja jest.
                                    A jesli nie umiesz, to sorry ale Twoje wrózenie poza ładunkiem jadu
                                    nie mają w sobie niczego godnego uwagi.
                                    Przeczytaj jeszcze raz, potem spróbuj zrozumiec co pisze ravny i
                                    Ben, jak czegos nie rozumiesz zapytaj, a jak Cie to nie interesuje a
                                    tylko ciesnienie podnosi (uwazaj to niebezpieczne) to sobie odpusc
                                    te wątki.
                                    Serio.

                                    Nie znam Twojej przeszłosci ale daje sobie głowe uciąc, ze Bambi to
                                    nie Twoja eks , wiec zły kierunek na rzucanie jadem obrałeś Wróżu :-
                                    ))))

                                    Pozdrawiam
                                    • ravny Re: bambi... 17.09.08, 15:07
                                      nadajesz się na koleżankę dla Bambi smile))) poplotkujcie sobie i poklepcie się po
                                      plackach jak to fajnie się urządziłyście smile))))
                                      • to.ja.kas Re: bambi... 17.09.08, 15:12
                                        Masz rację, urządziłam sie rewelacyjnie. Mało tego nie jest to dla
                                        mnie powód do żalu. Bardzo mnie to cieszy i sprawia mi wiele
                                        satysfakcji.
                                        Moze dlatego potrafię z usmiechem spojrzec na dylematy ludzi którzy
                                        się lubią, podjeli ryzykowna decyzję, ale chca spróbowac i szukają
                                        wsparcia i rady.

                                        Moze jak Ty urzadzisz sie w zyciu wygodnie to i na twoja twarz wroci
                                        usmiech i chęć zrozumienia, ze to iż u nas wyglada cos tak, nie
                                        znaczy, że czyjeś "inaczej" skazane jest na porażke.

                                        A jesli dwoje dorosłych ludzi chce byc razem z takich czy innych
                                        powodów (i sa to inne powody o jakich Ty piszesz) to dojdziesz do
                                        tego, ze lepiej dla Ciebie i dla Twojego otoczenia
                                        powiedzieć "powodzenia" niz próbować walnąć pięścią między oczy.

                                        Złość i zawiść nie pomagają być kochanym...a przecież miłość jest
                                        najważniejsza, prawda????smile)))
                                    • z_mazur Re: bambi... 17.09.08, 15:09
                                      A mnie się przypomina w takich sytaucjach "Skrzypek na dachu" i
                                      rozmowa z żoną Tewiego, która też chyba wchodziła w małżeństwo (jak
                                      większość małżeństw chasydzkich) bez motylków, a po wielu latach
                                      przyznawała, że kocha swojego męża.

                                      Wchodzenie w długotrwałe związki na podstawie zauroczenia i motylków
                                      w brzuchu, to wymysł ostatnich kilkudziesięciu lat. Czy ten sposób
                                      jest na pewno taki idealny...? Śmiem wątpić.
                                      • ravny Re: bambi... 17.09.08, 15:14
                                        wchodzenie w związki na zasadzie -miałam juz takiego którego kochałam i nie
                                        wyszło to teraz sobie wezmę takiego który mnie kocha a ja jego nie to się może
                                        uda - bynajmniej ponadwiekową mądrością nie jest smile)))

                                        i nie dołączajmy do tego dawnego zwyczaju żenienia młodych przez rodziców i
                                        harlekinów z motylkami - bo teraz nie tylko że można mieć motylki w brzuchu to
                                        nawet można się rozwodzić! eureka!
                                      • to.ja.kas Re: bambi... 17.09.08, 15:14
                                        zaraz Ci powiedzą, ze to literatura, ze wymysł autora i bujda na
                                        resorach.
                                        A w indiach i własciwie w całej azji to sami nieszczesliwi ludzie bo
                                        tam tez milosc nie jest powodem zawierania małzenstw. Cud , że
                                        wszyscy nie popełnili tam zbiorowego samobójstwa.

                                        Ja wierze, ze ludzie sa ze soba z róznych powodów. Miłosc MOŻE ALE
                                        NIE MUSI byc jednym z powodów.
                                        Byleby Ci ludzie chcieli byc ze sobą i tworzyc szczesliwe stadło.
                                        • panda_zielona Re: bambi... 17.09.08, 16:21
                                          to.ja.kas napisała:
                                          > Ja wierze, ze ludzie sa ze soba z róznych powodów. Miłosc MOŻE ALE
                                          > NIE MUSI byc jednym z powodów.
                                          > Byleby Ci ludzie chcieli byc ze sobą i tworzyc szczesliwe stadło.

                                          Też w to wierzę.Dla mnie czas motyli już dawno minął,a
                                          jednak....jest fajnie

                                          >
                                  • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 15:24
                                    > a! zdawajcie sprawozdanie z osobistego życia na bieżąco na forum!
                                    parami lub na
                                    > zmianę.

                                    A zdamysmile Możesz być pewny. Fajnie jest się dzielić radościami i
                                    smutkami z rozumiejącymi Cię ludźmismile
                              • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 14:31
                                Byłam w jednym interesowna, przyznaję. Tyle, że nie myślałam o
                                sobie, a o dziecku. Nie mogę myśleć tylko o sobie, mam dziecko i mój
                                partner będzie juednoczesnie jego przyszywanym ojcem.
                                A tego byłam pewna, ze Ben bedzie jednym z najlepszych ojców jakich
                                znam, na pewno lepszym niż biologiczny ojciec mojego syna.
                                • to.ja.kas Re: bambi... 17.09.08, 14:39
                                  Taka interesowna też byłam i stosunek Mojego do Młodej był jednym z
                                  ważniejszych powodów dla którego powiedziałam "TAK".

                                  Bambi pytasz "czy pchac ten wózek i czy to ma sens?"
                                  Tak, ma jesli macie na to ochote i chcecie włożyc pracę w Wasz
                                  związek.
                                  Znam setki niekochających się małżeństw między którymi nie ma nawet
                                  przyjazni i chceci a wiążą je sprawy i wygoda: bo dzieci, bo kasa,
                                  bo wspólny adres. Wy nawet jesli nie wybuchnie namietnosc mozecie
                                  osiągnąć coś wiecej: szacunek, przyjazn, wsparcie. Mozecie tez sie
                                  rozstac. Ale to zalezy TYLKO OD WAS i nikomu nic do tego.

                                  Pocieszające jest to, że wspolny wróg jednoczy i mam nadzieję, że ta
                                  napaść na Ciebie spowoduje, że Was to do Ciebie zbliży smile)))
                                  To żart...ale cos w tym jest.

                                  Szkoda, że głos Bena w tej sprawie który brzmi "wiedziałem, chciałem
                                  i chcę" tak łatwo jest pomijany w tej dyskusji.
                                  Czasem mysle, ze najwazniejsze to udowodnic swoje racje, zamiast
                                  wysłuchac i doradzic.

                                  Trzymajcie się, bo we mnie coraz więcej sympatii budzicie jako
                                  para smile))))
                                  • bambi29 Re: bambi... 17.09.08, 14:48
                                    A jak "nocne rozmowy"?
                                    Domyślam sie, ze mało pozytywnie dla nas wypadłysmile
                                    • to.ja.kas Re: bambi... 17.09.08, 14:53
                                      Byś się zdziwiła smile))
                                      Nie wytrzymał długo bo jakies grypsko próbuje go złamać.

                                      Zgadzamy się w jednym miłość jest fajna, ale każde znas bardzo
                                      wysoko ceni sympatię szacunek, wspólne pasje, chęć wspólnego
                                      spędzania czasu, wspólne cele i podobne poglądy.
                                      Kiedyś ktoś napisał, że przeciwieństwa sa jak magnes, najpierw mocno
                                      się przyciągają a potem z hukiem na siebie wpadają...i ja się w tym
                                      w zupełności zgadzam smile)))
                              • przed.brama Re: bambi... 17.09.08, 15:44
                                bambi29 napisała:

                                > stabilizacja, ognisko
                                > domowe, przywiązanie itp.
                                A jeśli pojawi się książę?
                      • przed.brama Re: bambi... 17.09.08, 15:41
                        bambi29 napisała:

                        > Moja znajoma to zauważyła, że jesteśmy własnie na etapie, kiedy
                        > motyli w brzuchu już nie ma i trzeba się poprostu uczyć być razem.
                        > Poza tym mieszkamy razem 3 mies. i docieramy sie - chyba zawsze są
                        > zgrzyty, niedomówienia, pretensje?
                        Często powołujesz się na opinie innych osób. Musisz wyrobić sobie
                        własny osąd sytuacji. Według słów znajomej wszystko jest ok, a Ty
                        szukasz pomocy na Forum i dobrze, bo chociaż część wypowiedzi razi
                        trochę agresją, to zyskujesz wielość różnych spojrzeń. Weź je pod
                        uwagę w swoich rozważaniach.
    • tricolour Przyznam, że czytając ten wątek... 17.09.08, 15:44
      ... nabieram niechęci, a może nawet obrzydzenia.

      Szczerość i uczciwość to nie ekshibicjonizm i publiczna spowiedź.
      • bambi29 Re: Przyznam, że czytając ten wątek... 17.09.08, 15:49
        Szczerość i uczciwość to nie ekshibicjonizm i publiczna spowiedź.

        Czemu?? Papier wszystko przyjmie...tym bardziej wirtualny.

        Dla mnie - choć akurat w tym przypadku to ja jestem "obiektem" -
        zachowania ludzi są tak rózne i ciekawe, a dziedziny psychologii i
        socjologii niezgłębione.

        Ale ja mam zawsze skłonności do analizowania wszystkiego, i
        rozbierania na czynniki pierwsze, a niektórzy się nad wieloma
        rzeczami nie zastnawiają, i takim żyje się lepiej.
        • tricolour Takie mam odczucia czytając wątek... 17.09.08, 16:00
          ... może dla Ciebie jest on tylko wyrazem uczciwości i szczerości, ale dla mnie
          przekracza granice. Nie mam zamiaru wywierać nacisków, byście się cenzurowali,
          bo jeśli chcecie robić z życia serial dla publiczności, to proszę bardzo.

          Jednym zdaniem: dla mnie niesmaczne jest gdy z dekoltu wychodzą włosy, ale innym
          może sie podobać.
          • to.ja.kas Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 17.09.08, 16:09
            Dla mnie niesmaczna jest agresja i wrogość wobec osób które w końcu
            jeśli ogoś skrzywdziły to samych siebie...żadnemu z nas ich relacje
            czkawką się nie odbiją.
            Zwłaszcza, że ani Bambi ani Ben nie zachwuja sie
            agresywnie....rzekłabym , ze nawet pokornie smile
          • bambi29 Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 17.09.08, 16:11
            Wywiązała się ciekawa dyskusja na temat pobudek do tworzenia
            związków oraz być może powodów, dla których warto w nim zostać.
            Może to poratuje niektóre "beznadziejne" przypadki, lub osoby na
            rozdrożu.
            Gdzie w tym włosy i gdzie serial?
            • panda_zielona Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 17.09.08, 16:29
              Bambi jak na swoje 26 lat myślisz dość dojrzale,ale na litość nie
              wierzę,że sama przyjaźń w związku Ci wystarczy.Benowi może tak,na
              razie,wydaje mi się różnica wieku między Wami jest spora.
              • bambi29 Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 17.09.08, 16:33
                Jesteśmy rówieśnikami, dokładnie z tego samego rocznika.
                • young_and_bored Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 17.09.08, 20:05
                  Bambi:
                  "Właśnie zastanawiam się nad tym, dlaczego jestem tu tak srogo
                  oceniana (pierwszy post był pisany pod wpływem emocji) i uważana za
                  winną - czego? a Ben za ofiarę?"

                  Ja jeszcze tylko słówko w kwestii rzekomej nagonki na Ciebie: Ja tam
                  Ciebie nie oceniałem. To Twój związek a nie mój, a Twoja postawa ani
                  mnie mierzi ani grzeje, tym bardziej, że zdarzało mi się sypiać z
                  panienkami do których nic nie czułem, z tą różnicą, że one ode mnie
                  tego uczucia nie oczekiwały.
                  I jeszcze - co byś pomyślała gdybym tu napisał, że jestem z
                  dziewczyną, która świetnie opiekuje się moim dzieckiem, jest w
                  porządku, ale jej nie kocham ? A ona by się dopisywała do moich
                  wypowiedzi w stylu: "No tak, tak, tak faktycznie jest, mój chłopak
                  mnie nie kocha, ale kto wie, różnie bywa i może z czasem to się
                  zmieni".
                  No nie pomyślała byś przypadkiem, że ta laska jest na maxa
                  zdesperowana albo stuknięta ?
                  Nie byłem też wścibski, wprawdzie skierowane pytanie były bardzo
                  osobistej natury, jednak z góry zastrzegłem, że nie oczekuję tu na
                  nie odpowiedzi.

                  3m się i pozdrawiam,
                  • kingas38 Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 17.09.08, 21:54
                    bambi... nikt wam zle nie życzy a wręcz przeciwnie, oby wam się udało stworzyć
                    szczęśliwy związek.Każdy z nas wyraził swoje opinie , a wiadomo że ilu ludzi
                    tyle opinii i to niekoniecznie zgodnych. Szczęśliwej drogi życzę...
                    • ben_kowalewicz Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 21.09.08, 20:59
                      Witajcie
                      Tak się składa, że słyszałem ostatnio pewną anegdotę w radiu. Podobno
                      przeprowadzono ankiety wśród samotnych matek nt. ich partnerów i okazało się, że
                      większość z nich, jeżeli nie znajdzie idealnego (wymarzonego) partnera, to
                      poprosi swojego przyjaciele o przysługę... o to, żeby został ojcem ich dzieci.
                      To tak tytułem podsumowania, takie są statystyki...smile
                      • anula36 Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 21.09.08, 22:00
                        a ankieta podala ilu z tych poproszonych o taka drobna przysluge sie zgodzi?
                      • przed.brama Re: Takie mam odczucia czytając wątek... 22.09.08, 07:06
                        Psychologia zaleca, aby dzieci z rozbitych rodzin znajdowały wzory
                        męskości/kobiecości w najbliższym otoczeniu. Nieważne, czy w rolę
                        kobiety/mężczyzny wejdzie ktoś z najbliższej rodziny, czy z kręgu
                        przyjaciół. Nie ma to nic wspólnego z traktowaniem
                        ojcującej/matkującej osoby jako partnera samotnego rodzica. Ojcować
                        może dobrze z dobrym skutkiem dziadek, a matkować sąsiadka.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja