Pozew złożony-czekam z niepokojem

28.09.08, 23:51
16 lat małżeństwa- czworo cudownych dzieci, mąż alkoholik, tyran,
despota i nierób.Wytrzymałam tylko- lub- aż 16 lat, zależy jak kto
woli, ale dłużej już nie mam sił. Zabrałam dzieci i kota i
wyprowadziłam się do rodziców.Małżonek zakochany bez pamięci w
puszce piwa doprowadził do skrajnej nędzy naszą rodzinę-złożyłam
pozew i czekam z niepokojem bo jak dostanie pozew alimentacyjny i
rozwodowy to albo mnie zabije albo zatruje mi życie do
końca,przerobiłam już próbę samobójczą jego, wynoszenie z domu
wszystkiego co można spieniężyć, wymyślane choroby-depresyjki i inne
cuda.Nastawiony na swoje jestestwo i obwiniający mnie o
całokształt .Pozew jest z orzekaniem o winie i o pozbawienie tatusia
praw do dzieci napiszcie proszę co mnie czeka w sądzie, jak długo
trwa taki rozwód jak chronić dzieci bo tylko one trzymają mnie przy
życiu.Wspomnę że tatuś nie łoży na dzieci z własnej woli więc pewnie
alimentów przyznanych też płacić nie będzie Ratunku-czemu bliscy
ludzie tak ranią?
    • eszir Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 01:00
      niestety nie moge pomoc w kwestii sadu i rozprawy - sama jestem
      jeszce przed, no i bez dzieci. Ale znam pieklo zycia z alkoholikiem,
      i gratuluje podjecia decyzji o rozstaniu.
      Bedzie ciezko ale dasz rade. tu sa zyczliwi ludzie, zostan tu z
      nami smile
      pozdrawiam
      • sauber1 Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 01:07
        eszir napisała:

        > niestety nie moge pomoc w kwestii sadu i rozprawy - sama jestem
        > jeszce przed, no i bez dzieci. Ale znam pieklo zycia z alkoholikiem,
        > i gratuluje podjecia decyzji o rozstaniu.
        > Bedzie ciezko ale dasz rade. tu sa zyczliwi ludzie, zostan tu z
        > nami smile
        > pozdrawiam
        >

        Tak masz rację, dopiero jak się pali ludzie studnie kopią, a z uzależnionymi
        powinno się inaczej postępować, tylko destrukcje i spustoszenie wokół siebie
        czynią i nie muszą to być tylko alkohol, hazard czy prochy, a ktoś z nich kabzy
        nabija, a przy tym najbliżsi wszystko nawet nadzieje na lepsze jutro tracą, to
        jest horror za ogólnym przyzwoleniem, dlaczego ???
    • sauber1 Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 01:00
      jamama_live napisała:

      > Ratunku-czemu bliscy
      > ludzie tak ranią?

      Też się nad tym zastanawiam, może kaleczne prawo, albo jego nadinterpretacja,
      elementarzowych rozwiązań za wiele, coś musi być tego przyczyną? A może to tylko
      ludzka ślepota, naiwność, brak operatywności i ta awersja do urzędów różnej
      maści, gdzie spławia się praktycznie każdego ...Ale nie ciesz się za szybko, byś
      Ty nie była przypadkiem winna rozkładu, nie wiadomo co komu pisane, to nie takie
      wszystko proste, oczywiste, jak się wydaje, ale faktem, szkoda dzieci, to one w
      dupę najbardziej dostają i nic na to nie poradzisz ...
      • jamama_live Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 09:00
        wiem że będzie magiel-ale gorzej niż było już raczej nie będzie.A co
        do mojej winy to owszem za dużo razy wybaczałam, za wiele razy
        chroniłam mu zadek i przzyzwyczaiłam go że co by nie wyczyniał to mu
        wybaczę-ale limit się wyczerpał.A co do dzieci to właśnie one były
        tarczą tatusia na pożyczanie kasy gdzie sie dało, a potem szło
        wszystko na przelew, więc trudno nie uciec od takiego gada.
        • dwausmiechy Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 09:13
          hm... pytasz dlaczego ludzie się tak ranią, a dlaczego Ty raniłaś siebie byciem
          w takim związku i brnięciem w czworo dzieci z alkoholikiem? na nic płacz teraz,
          dobrze że działać zaczynasz by odkręcić choć trochę z tego co "się" nakręciło
          przez lata..i terapię proponuję..
          • sauber1 Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 09:21
            Zawsze najtrudniejsze są odpowiedzi na pytanie dlaczego, o ile w ogóle są
            takowe? Ale pytać nigdy nie należy przestawać ...
            • dwausmiechy Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 09:33
              jeśli dobrze pozanamy SIEBIE (brutalna racjonalizacja rzeczywistości i pobudek
              wyborów) będziemy wiedziec dlaczego zdarzyło nam się utkwić w "błędzie", który
              często dla otoczenia np od początku był widoczny jako błąd a tylko dla nas jak
              siódmy cud świata. Szkoda, ze najczęściej to widzimy dopiero "po" szkodzie.
              Dobrze, jesli zrodzą się konkretne wnioski dlaczego do tego doszło a nie
              zamazywanie współudziału w historii, bo nauka pójdzie w las..
              • sauber1 Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 09:41
                Szkoda, że życie jest jedno, choć tak wiele od nas samych zależy, to jednak ...sad
                • dwausmiechy Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 09:45
                  oj tak, ale póki się żyje póty przyszłośc można w swoje ręce brać i kształtować.
                  I to jest optymistyczna wiadomość smile
          • jamama_live Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 09:54
            dwauśmiechy--czemu raniłam siebie? dobre pytanie-myślę że to wynik
            beznadziejnej wiary że coś się zmieni, że zauważy że jestem z nim,
            przy nim dla niego że poprostu kochałam, że miałam nadzieję -nie
            wiem.Pytasz-czemu brnęłam w czwórkę dzieci -odpowiadam sinusoida
            życia przez 16 lat to naprawde sporo czasu, a armagedon-się zaczął
            jakieś 2 lata temu i przez ten czas było już tylko gorzej,z każdym
            dniem.Zapewne słusznie myślicie że jestem beznadziejny przypadek
            skoro tak dałam sobie zniszczyć życie, dzieciom dzieciństwo
            pozwoliłam zrypać, może faktycznie to ja jestem ta zła a on to
            ofiara-nie wiem mam doła.A co do terapii-chciałabym móc powiedzieć
            że nie potrzebuję ale byłoby to kłamstwo.
            • sauber1 Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 10:05
              jamama_live napisała:

              > ...Zapewne słusznie myślicie że jestem beznadziejny przypadek
              > skoro tak dałam sobie zniszczyć życie, dzieciom dzieciństwo
              > pozwoliłam zrypać, może faktycznie to ja jestem ta zła a on to
              > ofiara-nie wiem mam doła.


              A Tobie co? Tak nie można nawet myśleć, masz dzieci! <nono>
              • jamama_live Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 10:14
                sauber1--wiem że mam dzieci i właśnie w obronie ich muszę
                stanąć .Moje ja jeszcze jest głęboko schowane mąż potrafił przez te
                lata wpoić mi że jestem tylko do sprzątania i do ratowania mu pupy,
                zatraciła się gdzieś moja własna wiara że mogę coś chcieć od
                życia.Mogę?Dopiero zaczynam raczkować w tym temacie.
                • sauber1 Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 20:33
                  jamama_live napisała:

                  > sauber1--wiem że mam dzieci i właśnie w obronie ich muszę
                  > stanąć ....

                  Może nie tyle w obronie ich samych, co w ich interesie będziesz musiała coś
                  zrobić, ale ludzie pokoleniami dorabiają się, a skoro wszystko co i dla nich
                  roztrwoniono, teraz będzie trudno, chyba że cud się stanie. Dzieci zawsze
                  ponoszą ofiarę, kiedy jednemu z rodziców odbije i uwierzy w swoja
                  boskość...Wiem, to bardzo smutne na tyle ile prawdziwe .


                  • jamama_live Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 22:50
                    sauber1-troszke jak kubeł zimnej wody-ale szczere i bezstronne-
                    doceniam.Z racji tego, że jesteś facetem powinnam wyczuć solidarność
                    męską-a chyba jednak jej nie ma-dziękuję.Miło jest wiedzieć że prócz
                    potępienia są tacy którzy tego nie czynią.wiem że gdybym tak długo
                    nie tworzyła klosza ochronnego mężusiowi to znacznie mniejszy ból
                    dziś by mnie dotykał -ale być może tak miało się stać, bo wiem że
                    wszystkie możliwości ratowania związku mój m schrzanił.więcej
                    uczynić nie mogę -już nie...A co do dzieci i obciązenia finansowego-
                    no cóż to kolejna i długa droga, którą przejdziemy-ale mamy coś
                    znacznie cenniejszego niż kasa.Mam CUDOWNE, zdrowe dzieci, to wielki
                    skarb.A jaśli tyle mamy to resztę mam nadzieje zdobędziemy.Bardzo w
                    to wierzę.
            • dwausmiechy Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 10:18
              Nie jesteś beznadziejnym przypadkiem. Jesteś dzielna bo mimo wszystko starasz
              się to zmienić, mimo wspóluzaleznienia któremu podlegałaś tak długo i nadal
              podlegasz znalazłaś siłę żeby odejść i zawalczyć o siebie i lepsze życie dla
              dzieci, dlatego sugeruję terapię jako wsparcie, niestety trzeba się z tym
              zmierzyć, z samą sobą, nie wystarczy oprzeć swojego wyzwalania się na tym, że
              facet jest "be", trzeba zrozumiec siebie dlaczego pozwoliłas sobie by to znosic,
              kryć, usprawiedliwiać, uznać za normę..I nie o to chodzi by uznać że Ty jestes
              zła, tylko zidentyfikować swoje słabe strony na których tyran czy alkoholik może
              się "bezpiecznie wozić" i Tobą manipulować.. Bo nie powinnaś mówić "tylko dzeici
              mnie przy życiu trzymają" ani "pewnie to to ja jestem zła" , tylko racjonalnie
              określić "to i to było złe, to mi nie wyszło, muszę to zmienić i więcej do tego
              nie dopuścić" i "żaden beznadziejny typ ani beznadziejna sytuacja nie doprowadzi
              mnie do myśli o samobójstwie bo jestem silną osobą i zasługuję na dobre życie"
              itd. Nie bierz moich słów do siebie jako automat-krytyki, tylko jako sugestii
              że szanując samą siebie, nie ustawiając w pozycji gorszej,podległej partnerowi,
              nie dasz pożywki innym by Cię mogli nie szanować.. Nie wiem czy jasno się
              wyrażam,.. przed Tobą ciężkie miesiące ale to początek lepszego, bo decyzję masz
              już w sobie i o jej kształt i trwałośc warto zadbać, doceniając się by i dzieci
              widziały, że z każdego doła można wyjść z podniesioną głową, a nie nadal
              umartwiając się tym czego już zmienic się nie da..
              • jamama_live Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 10:31
                dwauśmiechy-jasno się wyrażasz i bardzo dziękuję za szczerość.Mam
                też świadomość tego że kolejne miesące nie będą łatwe do przejścia-
                tylko że jeśli jesteś od lat na pozycjii milcz i rób jak każe, to
                trudno jest to wszystko tak liznąć za jednym zamachem, zwłaszcza że
                dałam się zaszeregować na pozycji popłacz jak nikt nie widzi i
                uśmiechaj się jak ktokolwiek spojrzy(radosna kobitka) mawiają Ci
                którzy teraz dopiero dowiedzieli się że małżeństwo padło.Smutne -ale
                prawdziwe.Wiem że należało to przerwać po pierwszym uderzeniu-ale
                zabrakło mi odwagi a po trzecim już ją pozyskałam i dlatego to
                wszystko tak długo trwało.za długo-wiem, wiem.
                • dwausmiechy Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 10:51
                  Sama widzisz jaka silna jesteś, że mimo wszystko się z tego wyrywasz. I tej siły
                  się trzymaj. smile I zastraszyć sie znowu nie daj..
                  Wiesz mam znajomą z podobną historią tylko bez alkoholu, 3 dzieci, 15lat stażu
                  toksycznego związku i już ma świadomość, że to wszystko chore ale ciągle nie
                  znalazła swojego "dna" od którego by się chciała chcieć odbić, ciągle silniejszy
                  strach przed wyimaginowanym "nieporadzeniem sobie samej" lub "mąż sam sobie nie
                  poradzi"..
                  Więc to, że się odważyłaś na zmiany, i złożyłaś pozew z orzekaniem winy, to w
                  tej skali wręcz bohaterstwo smile I jeśli Cię na taką siłę stać to czuję w
                  kościach, że sobie poradzisz, a mam nadzieję, że osoby które przeszły taką
                  sprawę w sądzie Ci tutaj coś "fachowiej" doradzą. Pozdrawiam ciepło i powodzenia.
                  • jamama_live Re: Pozew złożony-czekam z niepokojem 29.09.08, 13:01
                    Dzięki wielkie za ciepłe słowa-za szczerość, wyrozumiałość, za to że
                    chciało ci się napisać- bardzo dziękuję.A co do walki z m- nie cofnę
                    się i przejdę przez to pranie sądowe bo dzieci zasłużyły na normalne
                    życie.A wspomnieć muszę że prezent od m- to kolosalne długi -
                    koszmar.
                    • tricolour Przykro mi to pisać... 29.09.08, 13:07
                      ... ale pozwoliłaś na te długi. Pozwoliłas swoim zaniedbaniem i byc
                      może bedziesz musiała spłacić... choć można próbować coś wskórać w
                      sądzie.

                      Przykre, ale prawdziwe.
                      • jamama_live Re: Przykro mi to pisać... 29.09.08, 13:36
                        tricolur- nie do końca tak jest bo faktycznie o jednym kredycie
                        wiedziałam bo musiałam zgode na niego wydać ale o 5 innych niestety
                        nie. Problem jest o tyle duży że mój m to lawirant i niezły oszust
                        dowiedziałam sie jak zaczęły pisma przychodzić że nie spłaca-i to
                        też był powód do odejścia-brak jakiejkolwiek szczerości wobec mnie-
                        rozumiesz teraz?a rozdzielności majątkowej nie mieliśmy i cholera
                        teraz też nie mamy. I doputy dopuki nie będzie mnie stac na
                        zrobienie jej, to nadal kicha-porażka.wiem ,wiem mam
                        przerypaneeeeeeeeeeeeeeeeee.
    • tricolour Pierwszy krok to terapia... 29.09.08, 12:43
      ... dla współuzależnionych. Bedzie bolało jak nigdy dotąd gdy
      zobaczysz dlaczego tak pokierowałaś swoim życiem.

      Rozwód nawet z orzeczeniem winy (to bardzo dobry krok) nie jest
      powrotem do normalności, a jedynie zatrzymaniem topienia rodziny w
      gównie. To jedynie szansa dla Ciebie, dzieci, a może i męża, którego
      musisz zostawić - najwyżej umrze z zapicia, ale on i tak zapije się
      na śmierć gdy go nie zostawisz, a pociągnie jeszcze Ciebie z dziecmi.

      Więc szoruj na terapię, bo szansę masz, a czy ją wykorzystasz, to
      już inna sprawa. Czas otworzyc oczy i zamiast 2 lat armagedonu
      zobaczyć całość i swój - w niej - udział.
      • jamama_live Re: Pierwszy krok to terapia... 29.09.08, 12:55
        tricolour-właśnie dokonał sie maleńki cudek-bo zapisałam się na
        wizytę u pani psycholog mało tego moje dzieci również .i Wam
        wszystkim bardzo wielkie dzięki za to że pozwoliliście mi tu pisać i
        temat terapii przemówił do mnie więc chwyciłam za telefon i proszę
        nie było to wcale takie straszne. Faktycznie boję się jak dzieci do
        tego podejdą bo one zapewne również potrzebują się wzmocnić i nabrać
        dystansu do osoby( tatuś )ale ze wszystkich sił jakie jeszcze
        posiadam będę je nakłaniać że to nam bardzo potrzebne.A tatuś no cóż
        wiem od znajomych że łoi codziennie i dom nasz doprowadza do ruiny a
        wczoraj wieczorem pod dużym wpływem dobijał się telefonicznie-ale
        nie odbieram-nie chce, nie mam sił wysłuchiwać bełkotu, ubliżania
        naprzemian z błaganiem że szmato i ze cie kocham i ogólnie
        masakra.Ale Wam wszystkim WIELKIE DZIĘKI.I proszę wspierajcie takie
        sieroty jak ja.
        • tricolour Na awantury jest Policja... 29.09.08, 13:03
          ... a normalnośc jest prosta w konstrukcji - jest najprostsza z
          możliwych rozwiązań.

          Czy wezwałaś byś Policję gdyby jakiś obcy pijak dobijał się i
          zagrażał? Nie wątpię. Jeśli nie wezwałaś gdy dobijał się mąż, to w
          ten sposób chronisz pijaka przed konsekwencjami picia i zapewniasz
          mu komfort - to Twoja część odpowiedzialności za jego picie: nie
          wspierasz męża, a pogrążasz.
          • jamama_live Re: Na awantury jest Policja... 29.09.08, 13:44
            Czy Ty masz dzieci?Jeśli masz to wiesz dobrze że czasem lepiej
            swojego awanturującego znieśc niżeli mieć piekło z Policją-wstyd i
            hańba. a potem jeszcze z mężem większe koszmary-to jest proste z
            boku a jak sie w tym tkwi to nie jest już tak łatwo -uwierz mi.Teraz
            kiedy jestem z dziećmi osobn od niego jestem odważniejsza kiedy
            bylismy pod jednym dachem zwyczajnie strach odbierał rozum. to
            trudne. acha nie ja go pogrążam proszę Cię nawet nie wiesz ile przez
            to cholerne picie przeszłam.to nie moja wina że woli zamulony umysł
            niż mnie i dzieci.Przegrałam życie z puszką piwa-żenada.
            • tricolour Wstyd i hańba wezwać Policję do pijanego mężą? 29.09.08, 15:00
              Współuzależnienie.
              • jamama_live Re: Wstyd i hańba wezwać Policję do pijanego mężą 29.09.08, 15:20
                tak-jeśli mieszkasz w małej miejscowości od niedawna i ludzie
                zaczynają cie dopiero poznawać i nikomu nawet przez myśl nie
                przejdzie że ten Twój -taki ancymon, to z czasem tylko trudniej się
                przyznać.Ja przez 2 lata skrzętnie taiłam ten rodzinny dramat a jak
                już pękłam to tylko zabrałam dzieci i kota i dopiero się ludkowie
                dowiedzieli ale dzieciom oszczędziłam wstydu bo już nas tam nie ma.
            • dwausmiechy Re: Na awantury jest Policja... 29.09.08, 15:44
              Nie jest wcale lepiej godzić się na znoszenie piekła w domu. Dzieci patrzą i
              uczą się że tak wygląda Normalne życie. Wezwanie policji mówi im i mężowi "tego
              ci robić nie wolno!".. choć rozumiem, że łatwo nie jest, gdy się jest w domu z
              agresorem i się go zwyczajnie boisz.., ale na ten tor musisz przestawiać swoje
              myślenie, normalność to niepozwalanie na takie zachowania i wzywanie policji gdy
              facet się awanturuje, grozi, szantażuje, nachodzi. Od tego jest policja. Ponadto
              udokumentowanie tych incydentów to dla Ciebie plus na sprawie rozwodowej,
              notatki z policji, że przemoc z jego strony była, bo inaczej zostanie Ci Twoje
              słowo przeciwko jego słowu..nie wiem na ile masz świadków, dowody nałogu itd.
              Ha, na pewno na piśmie mieć będziesz jego długi..co akurat mało dla Ciebie
              korzystne niestety..
              Wiesz, koleżanka o której wspominałam opowiedziała kiedyś, że mąż wkurzony
              wybrykiem 14letniego syna w szkole skatował go pasem do krwi, ona biegła z pracy
              by go zdązyc powstrzymać,nie zdążyła. Mówię jej "kobieto to należy zgłosic na
              policję! dzwoń na niebieską linię jak się takie rzeczy dzieją" .. i kolejny raz
              usłyszałam "nieeee... bo to tylko incydent, a mąż jest taki nerwowy, a syn też
              nie niewinny, a jaki by obciach był policję wzywać, i potem mąz mógłby mieć
              problemy gdyby jakas notatka była.." bla bla bla..i upewniła męża, że mu wolno,
              a dzieci, że tak się problemy rozwiązuje. A efekt niedaleki? Syn we dwójkę
              wieczorem dopadli i skopali butami po całym ciele kolegę który im podpadł. Tym
              razem ofiara przeżyła, a jak będzie następnym razem? Skąd syn takie zachowanie
              wyniósł? Przykład ojca z domu i bierność współuzależnionej matki.., niestety.

              • jamama_live Re: Na awantury jest Policja... 29.09.08, 16:21
                dwausmiechy-no i tak jak wspomniałam wcześniej że trzy razy ja
                dostałam w odstępach kilkuletnich ale jednak więc aby nie doszło do
                powielenia schematu tatusia decyzja o rozstaniu. Nadmienię że w
                takim domu wzrastał mój m i przysięgał na wszystko co mozna że ja
                nigdy tegoż nie zaznam-a jednak stało się.Acha i oczywiście aby na
                dzieciach się nie zaczął wyżywać bo fakt oprócz krzyku przemocy
                wobec nich nie stosował-choć próby były, ale konczyło się na mnie.I
                tak to mniej więcej wyglądało -beznadzieja, marazm, ech .
          • eszir Re: Na awantury jest Policja... 29.09.08, 13:49
            Tri - sadze, ze takiego typu zachowanie - wezwanie policji - bedzie
            dopiero kolejnym krokiem w powrocie do normalnosci. Powoli, nie da
            sie wszystkiego od razu...
            mam nadzieje dziewczyno, ze pociagniesz terapie, ze ci pomoze. Sama
            sie zastanawiac zaczelam, czy mi tez nie bylay takowa potrzebna,
            wydawalo mi sie, ze w odpowiednim momencie sie wyrwalam z tox
            zwiazku. Ale...
            swietna sprawa, ze terapia obejmie tez dzieci. W jakim wieku masz
            dzieciaki w ogole?
            • jamama_live Re: Na awantury jest Policja... 29.09.08, 14:20
              Droga eszir-mam dwie córy-13 lat i 8 lat i dwóch synów 5 lat i 3
              latka cudowna czwóreczka, a terapia BĘDZIE-bo mam świadomość jak
              bardzo wysoką cenę zapłaciłam z dziećmi za tatusiowe piekiełko-wiem
              że już do m nie wrócę wiem że pozyskuję spokój wewnętrzny ja i
              dzieci- mijają nocne koszmary, mija powolutku strach, teraz już
              tylko do przodu.A co do slubnego-to wiem że niejeden numer mi
              jeszcze szykuje a zwłaszcza jak dostanie pozew to się zacznie- oj
              będzie się dzialooooooooooo.
              • eszir Re: Na awantury jest Policja... 29.09.08, 16:27
                No niestey, latwo pewnie nie bedzie. Ten typ tak ma, ze bedzie
                probowal zastraszac, szantazowac i bog jeden wie co jeszcze. Nie daj
                sie i faktycznie na spokojnie rozwaz zglaszanie takich incydentow na
                policji. Moze Ci potem takie udokumentowane zgloszenia w sadzie
                pomoga??
                Rozumiem, ze mieszkasz z dziecmi u rodzicow, czyli masz w nich
                wsparcie? pomoga Ci w najgorszych chwilach? masz jeszcze inne
                zyczliwe Ci osoby?
                trzymaj sie i pisz

                pzdr
                • jamama_live Re: Na awantury jest Policja... 29.09.08, 16:56
                  eszir-generalnie sytuacja jest do D..-bo tata mój ma chorobę
                  nowotworową (idą przerzuty)-dramat.mama bardzo zdołowana
                  całokształtem i również chora-lecz są ze mną całym sercem a ja z
                  nimi więc jest nieźle o ile mozna widziec jakieś plusy w takiej
                  sytuacji. Mam zyczliwe mi osoby które już od dość dawna czekały
                  kiedy powiem DOŚĆ i będą świadczyć w sądzie .No i naważniejsze osoby
                  w moim życiu-moje dzieciaki kochane które zaczynają psychicznie się
                  podnosić chociaż dużo jeszcze przed nami.Układanka życia bardzo
                  rozwalona ale wiem że jeśli zdrowie pozwoli to dam rade. Wiesz jak
                  ktoś zetknie się z nowotworem to wiele rzeczy zaczyna widzieć
                  inaczej.Ponieważ mój m od początku nastawiony był tylko na siebie
                  nie specjalnie obchodzi go to co obchodzi mnie-tak więc nawet
                  choroba ojca mojego nie jest w stanie go jakos otrzeźwic-taki
                  typ.Więc czytając mój wąatek od początku można zrozumieć że lekko
                  nie miałam-ech.
                  • eszir ... 29.09.08, 20:11
                    Ciezko ... dobrze, ze macie siebie nawzajem...
                    ale powiem Ci, ze skoro takiej sytuacji bylas w stanie podjac
                    decyzje - wiem, ze dasz rade! naprawde wspoluzaleznienie potrafi
                    bardzo skutecznie czasem zalozyc klapki na oczy...
                    wiesz, ja wierze, ze dla kazdego w koncu zaswieci slonce. Ty rowniez
                    nie bedziesz miala wiecznie pod wiatr. Zycze Ci tego.
                    Ja po rozstaniu rzucialam wszystko - ukochana, wywalczona ciezko
                    prace, urzadzone mieszkanie, znajomych, nawet kota musialam
                    zostawic. I wyjechalam do Anglii. Byl moment ze wszyscy, nawet
                    rodzice, siostra, (no z wyjatkiem jednego przyjaciela) byli przeciw
                    mnie. Ze zwariowalam, ze przeciez m nie byl taki zly, ze kazdy
                    czasem wypije, ze wszyscy faceci tacy...
                    Ale postawilam na swoim i powoli ide do przodu. Jak sie czegos
                    bardzo pragnie, to mozna to osiagnac. Naprawde.

                    trzymaj sie i pisz kiedy tylko potrzebujesz sie wygadac smile
                    • sauber1 Re: ... 29.09.08, 20:38
                      Ale też z drugiej strony, jaki jest sens rozmawiać o wczorajszej przypalonej
                      zupie, to już się stało. Życie w nadziei niczym złym, tak ma bardzo wielu,
                      szkoda tego co było i tego co może być jeszcze, a że kiedyś jest dość
                      eksploduje, to norma i tu o taki chyba przypadek chodzi?
                      • jamama_live Re: ... 29.09.08, 22:36
                        Faktycznie nie warto oglądać się za siebie skoro można patrzeć przed
                        siebie, ale niejednokrotnie jest tak że aby ruszyć z miejsca należy
                        sensownie zakończyć to co już minęło.Ja mam troszkę kiepsko ponieważ
                        moja przeszłość jeszcze nie raz się odezwie- niezależnie w jakiej
                        formie, czy właśnie pod postacią ślubnego, czy jego prezentu(długi)
                        do uregulowania zaiste.ale wiem napewno, że nie chce już ani dnia
                        dłużej drżeć o bezpieczeństwo swoje i dzieci czy o spokój dnia
                        codziennego nie chcę już obiecanek -cacanek, kóre nie mają nic
                        wspólnego z rzeczywistością.Powiem tak-rybka potrzebuje wody ptaszek
                        wolności a ja i dzieci dobrych ludzi wokół i normalnego
                        spokoju.Niech się stanie...
                    • jamama_live Re: ... 29.09.08, 21:21
                      Droga eszir-widzę że mam tu bratnią dusze-bardzo się
                      cieszę..Gratuluję Ci- że zdołałaś wyrwać się z tego piekła-ja też o
                      swoje słonko zawalczę.faktem jest że już zapomniałam jak smakuje
                      beztroski głośny śmiech,spokój ducha i takie zwyczajne przyziemne
                      rzeczy,marzę otakim spokojnym dniu kiedy dzień będzie zwyczajny-
                      wręcz nudny.Może kiedyś tak sie zdarzy...A Ciebie podziwiam i bardzo
                      chętnie czasem ci pomarudzę i chętnie wysłucham-wyczytam twoje
                      bolączki-pozdrawiam cieplutko i dzięki że jesteś.
                      • manderla Re: ... 01.10.08, 00:39
                        Hej, Jamama – może taka strategia?
                        Kiedys stwierdziłam, ze mam dość, to - …. stwierdziłam. Wreszcie.
                        Cierpliwosc , kazda, ma swoje granice.
                        Bardzo mi było nieraz wstyd za wypowiedziane slowa, wstyd przed samą
                        sobą. Nie obchodziło mnie jednak co ON sobie pomyśli na mój temat. W
                        pewnym momencie, już nie.
                        Chociaz …po dzis dzien …jak przypomne….- wyrzuty po mordzie mam. Ale
                        tylko wobec siebie.
                        Nie miałam jednak innej broni, zawalczyłam tą, której byłam w
                        stanie uzyc na tamten moment, tylko tak potrafiłam , bowiem wtedy
                        nic mi innego do głowy nie przyszło. Rozpacz.

                        Mianowicie, zrobiłam się z czasem agresywna w słowach. Słowo ma
                        moc. Uwierz, człowieka słowem można nawet zabić..
                        Zresztą, po tym co piszesz, sama chyba wiesz….wykańczasz się jego
                        sposobem traktowania Ciebie.
                        Kiedyś o tym nie wiedziałam.. stosowalam odruchowo, na zasadzie
                        wrecz odruchu Pawlowa: boli – uciekam, jeśli potrafie - to bronie
                        się.
                        … teraz staram się uwazać na słowa i na to co mówię. Czasami można
                        powiedziec duzo za duzo. Po czasie okazuje się – ze niepotrzebnie.
                        Ale nie o to mi chodziło. Tylko o wrazenie na nim. Chore wrazenie,
                        ale - byle się z tego wyplątać. Ze niby jestem taka silna i w
                        ogóle….(nawiasem mówiąc g… prawda)
                        A wiec w pewnym momencie, jak już żadne rozmowy., przez lata, nie
                        docierały, ani tez tłumaczenia, proszenia, błagania, łzy - zaczęłam
                        bluzgać jak szewc. Nawet gorzej. To były piramidalne przekleństwa,
                        adekwatne do sposobu postępowania drugiej strony, stosowane w
                        ramach obrony własnej. Bardzo agresywne.

                        I , kiedy wreszcie stwierdził, że z „wariatką”…. , ha! , a może-
                        „inną inaczej” - po prostu, nie ma co się zadawac i szarpać, i
                        spierać, to sobie odpuścił. Slowem, przyprawialm sobie gebe
                        świadomie, i on to kupil.

                        Może to byłby sposób na ratowanie siebie? Jeżeli Cię na to stać
                        oczywiście. Mnie od pewnego momentu już było stać – stać się w gębie
                        agresywną. Byle odzyskać spokój. Coś za coś. Jak to w życiu. Robisz
                        cos, co ci może zaszkodzic i przedstawic cie w zlym swietle w oczach
                        innych – albo daje wewnetrzna wolność i możliwość bycia w zgodzie
                        ze soba..

                        Bo jeżeli normalnie, po ludzku nie dociera…. Jakoś trzeba się
                        bronić. Czasami - jakkolwiek, nawet kosztem wyrzutow sumienia
                        wobec siebie samej, byle tylko pokazac, że nie dasz się zdeptać i
                        zmiażdżyć.
                        Ze potrafisz chronić samą siebie.

                        Uwsazam , ze w obronie wlasnej godności i wolności, wszystkie srodki
                        sa dozwolone.
                        Osobiscie, bylabym w stanie nawet zabic.
                        W obronie własnej, rzecz jasna. Nie z nienawiści;. Bo tego uczucia
                        nie znam. (z tym mam problem , nawiasem mówiąc, ze nie potrafie
                        nienawidziec, tylko zawsze znajduje dla tego kogoś jakies
                        okoliczności łagodzące i usprawiedliwienie…wink

                        Rozumiem, ze pięścią z nim nie wygrasz, ale jeżeli on jest w gebie
                        mocny, to bądź mocniejsza, jeżeli jest słabo konsekwentny, to bądź
                        bardziej konsekwentna od niego , jeżeli się unosi – odnajdz w sobie
                        wręcz perfidny spokój. Itd. Itp.

                        A jeżeli chodzi o wzywanie zewnętrznej pomocy….walcz, w ramach
                        prawa, które Ci daje to Państwo. Korzystaj z tego. Ale przy tym
                        wszystkim, kieruj się głową. Prawo prawem bowiem, ale wpada do
                        Ciebie taka parka policjantów…. aby robote odhaczyć…rutynowo…..…..
                        ….Nie daj się zbyć urzędasom.
                        Powodzenia.

                        PS. Parafraza z rosyjskiego przysłowia, a propos tego, co
                        powiedzialas : rybka szuka - gdzie jest glebiej, człowiek – gdzie
                        lepiej
                        Na Twoim miejscu – zawalczyłabym o siebie.
                        • jamama_live Re: ...Droga mandrelo. 01.10.08, 12:04
                          To o czym piszesz w przypadku mojego m się sprawdzało tak na 50% bo
                          ani krzyk, ani płacz, ani przekleństwa, ani łzy nie bardzo odnosiły
                          skutek.Właśnie dziś rano odbyłam z nim porażającą rozmowę, że on
                          zupełnie nie może zrozumieć, co mnie skłoniło do odejścia.ON
                          NIEWINNY, a ja uciekłam jak szczur i nie starałam się go absolutnie
                          zrozumieć(kuzde) a ostatnie 2 lata dzień po dniu
                          proszenia ,wyczekiwania, błagania żeby zechciał pracować, żeby
                          przestał chlać, żeby nie karał mnie milczeniem żeby zaczął realnie,
                          normalnie żyć-to gdzie-pytam???Jest tak sprytny że robi dorywczo
                          więc jeśli udokumentowac dochody to on nie ma nic, ale na swoje
                          potrzeby(piwko i szlugi i paliwko do autka to na to ma.Pytam go dziś
                          co jesteś w stanie zapewnić dzieciom- a on że on nic nie ma-pytam z
                          czym przyjechałaę? a on że żeby mnie zobaczyć-IDIOTA.Mówię mu dzieci
                          to nie misie na baterie, muszą żyć, jeść, jako ojciec powinieneś
                          wiedzieć że dzieci mają potrzeby, a on że jak uciekłam to niech
                          sobie radze sama.Mówię że sąd cię zachęci do łożenia na dzieci a on
                          że NIE DOSTANE ani grosika.Rozumiesz?I teraz dostałam właśnie
                          wezwanie na sprawę o alimenty za 2 tygodnie więc pewnie i on
                          dostanie dziś wezwanie -oj dopiero się zacznie kongo (jak ja to
                          wytrzymam?)Zupełnie się czuję wyprana psychicznie przez tego gada.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja