"programowanie" nowego związku

04.10.08, 17:38
Dostałam dziś smsa od kolegi, który będzie sie rozwodził. Pytał,
dlaczego mu się nie udaje, czemu częsć małżeństw sie nie rozchodzi
i jest szcześliwa. Gdy odpisałam, że należy mieć realistyczne
oczekiwania, radzić sobie z własnymi szajbami, szanować odmienność
drugiej osoby i umieć rozmawiać o własnych odczuciach, odpisał mi z
oburzeniem, że jest PRZECIWNY PROGRAMOWANIU ZWIĄZKU. Pomijając fakt,
że poczułam sie głupio, bo podzieliłam się z nim swoimi
okołorozwodowymi refleksjami, zaczęłam się zastanawiać, czy ja
czasem czegoś nie widzę w krzywym zwierciadle. Moze pójście na
zywioł ma sens, może związek sie dzieje, a my tak na bieżąco go
kształtujemy na plus? No ale skoro tylu nam nie wyszło, to chyba nie
jest takie łatwe i pewne warunki brzegowe powinny być określane?
    • sauber1 Re: "programowanie" nowego związku 04.10.08, 18:22
      To temat rzeka, tylko kto się odważy tak szczerze, jako pierwszy wypunktować
      listę oczekiwań od przyszłego partnera? smile
      • teuta1 Re: "programowanie" nowego związku 04.10.08, 18:29
        Ja. Dlatego zakładam samotne życie. Kazdy "normalny" fecet potrafi
        nazwać ze trzy swoje uczucia. Oleje mnie, jak poproszę o
        formułowanie potrzebwink. poza tym ja już raz wyszłam za mąż z
        wielkiej milości. Pod wpływem "motylków" Nie zauważyłam, że ten
        człowiek panicznie boi się bliskości, wyrażenia uczuć i formułowania
        potrzeb. Wyobraziłam go sobie i stworzyłam. Nie jest ani taki zły,
        ani taki dobry. "Motylki" początkowe uważam za warunek konieczny, a
        potem wolne uczenie sie siebie.
        • manderla No to już wiem... 04.10.08, 20:53
          teuta1 napisała:
          Pod wpływem "motylków" Nie zauważyłam, że ten
          > człowiek panicznie boi się bliskości, wyrażenia uczuć i
          formułowania potrzeb.


          ..dlaczego nie wyszło mi "programowanie" związku. Juz wiem.
          Użyłaś słowa "programowanie" i popchnęło mnie to ku pewnym
          skojarzeniom zawodowym. smile
          Otóż jesli mam stworzyć mape procesów biznesowych klienta w celu
          dopasowania systemu do potrzeb jego przedsiębiorstwa, to muszę
          przeanalizować dokładnie wszystkie procesy.
          Jezeli przegapię drobiazg, jakoś się da to z czasem wyprostowac,
          jezeli przegapię poważną rzecz - z projektu nici.
          Tylko ze tzw. analizę biznesową prowadzę w stopniu na tyle
          dogłebnym , na ile moja wiedza mi na to pozwala. Jezeli z braku
          wiedzy, czegos nie jestem w stanie przewidzieć, to braki w
          projekcie, powstałe w skutek mojego niedopatrzenia, mogą moją firmę
          dużo kosztować. Firmę klienta też.

          Reasumując, po analogii, w dziedzinie prywatnego "programowania"
          związku.
          Mój Pan był i jest super. Pod każdym względem. Nie umiałam
          przewidzieć jednego - że kłamie.
          Moje doświadzenie i moja wiedza aż tak daleko nie sięgały.
          Teraz mogę się jedynie cieszyć, iż "programować" związek potrafię
          doskonale, a do tego już wiem, że trzeba uwzględnić w tym
          progrmowaniu funkcję pod tytułem "kłamstwo".

          I powinno zadziałać smile
    • manderla Re: "programowanie" nowego związku 04.10.08, 18:24
      Dobra, chciałaś, to masz.

      A ja kiedyś tak uważałam, ze uczucie góry przenosi, i jesli tylko
      dwoje ludzi się kocha, to....wieczny raj na ziemi.
      A na samo wspomnienie w ustach innych o tzw. małżeństwie z rozsadku,
      przechodziły mnie ciarki. Jak to, myślałam, z rozsądku? bez miłości?
      To niemozliwe, to obrzydliwe, zeby tak kalkulować wszystko.
      Tak myślałam.
      Tymczasem, niedawnmno dość pojęłam jedną rzecz: że , kiedy ktoś mówi
      o małżeństwie z rozsądku, to znaczy, że wie, czego chce. Żeby
      wiedziec czego sie chce samemu, trzeba znać siebie. A jak sie zna
      siebie i swoje cele, to sie wtedy wchodzi (lub nie) w związek.
      To jest programowanie.

      Zawsze myslałam, ze jestem wrazliwą idealistka romantyczką itp.
      Chyba jednak tylko w części. Bo widzisz, jakos nie przyszło mi do
      głowy zakochac się w facecie, który pije, bije, jest leniem i
      tepakiem, kabotynrem czy żigolakiem. Nie.
      Więc co? Też jakieś warunki brzegowe okreslałam jednak (mniej lub
      bardziej sprecyzowane).
      Ale jakoś to "programowanie" mi jednak nie wyszło do końca.

      ps. Nawet Microsoft ma systemy nie bezfelerne smile, a co dopiero
      związek (dwa systemy) dwojga ludzi. smile Jak juz mówimy o
      programowaniu, to aby dwa systemy współdziałaly ze sobą, to trzeba
      do nich stworzyc tzw. interfejs, za pomocą którego się komunikują i
      następuje przepływ danych.
      To w informatyce.
      A jak z ludźmi????



      ps. dziekuje Ci za rozmowę.
      • dzul1 Re: "programowanie" nowego związku 06.10.08, 19:59
        Zgadzam sie z Manderla. Lata temu myslalam i czulam to samo. I maz
        tez byl i jest pod kazdym wzgledem super. I tez nie przewidzialam,
        zaprogramowalam tylko jednego: obrzydliwego, bezwzglednego klamstwa.
        Klania sie romantyzm, naiwnosc, wiara w idealy...
        Chyba tej ciemnej strony drugiego czlowieka powinni przede wszystkim
        uczyc na wszelkich kursach przedmalzenskich. Czlowiek powinien byc
        przygotowany mentalnie na klamstwo. Ale nie jest i nigdy nie bedzie,
        zwlaszcza ze strony bliskich.
        W kazdym razie przyszlo ogromne rozczarowanie tym "idealem".
        I teraz tez nie przeraza mnie juz zwiazek z rozsadku.
        Przynajmniej zawierajacy ogromna dawke tego rozsadku.
    • kicia031 Re: "programowanie" nowego związku 04.10.08, 21:19
      A ja mysle, ze sa 2 rzeczy bardzo wazne dla sukcesu malzenstwa - pierwsza taka
      rownouprawnieniowa, bo dotyczy i mezczyzny i kobiety i mozna ja ogolnie okreslic
      jako inteligencje emocjonalna, to, co decyduje w ogole o naszych sukcesach
      zyciowych, a juz zwlaszcza spolecznych: umiejetnosc komunikacji, gotowosc do
      kompromisu polaczona z asertywnoscia, rozumienie samego siebie i swoich
      wlacznikow i wylacznikow...

      Druga sprawa to to, czym sie roznimy - jako mezczyzna i kobieta, ze jest
      napiecie erotyczne, ze mezczyna mial szanse zdobyc partnerke - taka, na ktorej
      mu naprawde zalezalo, a nie ze ona sie narobila przez lata, zeby doprowadzic do
      zwiazku, na ktory on sie zgodzil z laski...
    • leptis ... 05.10.08, 11:50
      Tyle zawrzec w sms-ach...ja bym nie potrafil...
      to nie mozliwe...

      ja mysle, ze przykladasz kalke myslowa z kiedys...
      kiedy bylas po prostu wolna...a teraz jest inaczej...
      masz swoj zywiol...swoje codzienne zycie; dzieci+praca...
      i swojego nowego bohatera zweryfikujesz w tym zywiole..

      proponowana programowalnosc Twojego zwiazku zderzy sie z
      szara proza por roku...ze beda zwyczajowe choroby...przeziebienia...
      zwykly brak czasu na spotkania...a Twoj bohater albo sie wystraszy...
      albo efektywnie bedzie pomagal Tobie...nie traktujac jako laske...
      tylko po prostu zwykle codzienne zycie...
      On bedzie dla Ciebie darem...O tym i Ty nie zapomnisz...

      Oczywiscie nie wybierzesz Leptisa, ktory jest przeciez czysta kreacja...
      i tak naprawde nie ma dla Ciebie kompletnie czasu...
      nie wybierzesz tez faceta co goni ze swoim siusiakiem po burdelach
      a potem ma czelnosc probowac zagoscic w Tobie...

      wybierzesz jakis spokojny byt posredni i tego Ci zycze
    • ewiku programowanie siebie... 06.10.08, 17:30
      czyli dokładna analiza własnych potrzeb i pragnień.

      Jeżeli wiemy konkretnie czego chcemy, nie żyjemy ułudą i nie mamy iluzji, że
      ktoś się dla nas czy my dla niego zmienimy i co najważniejsze, jeżeli potrafimy
      iść na tzw. "zdrowy" kompromis czyli cokolwiek postanawiamy to nie kosztem
      siebie to mamy szanse na związek nawet z miłością.
      A najlepszy byłby taki, w którym druga osoba jest również naszym najlepszym
      przyjacielem.
      Znacie takie związki?


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • nangaparbat3 jest dokladnie na odwrót 06.10.08, 19:38
        ewiku napisała:

        > czyli dokładna analiza własnych potrzeb i pragnień.
        >
        > Jeżeli wiemy konkretnie czego chcemy, nie żyjemy ułudą i nie mamy iluzji, że
        > ktoś się dla nas czy my dla niego zmienimy i co najważniejsze, jeżeli potrafimy
        > iść na tzw. "zdrowy" kompromis czyli cokolwiek postanawiamy to nie kosztem
        > siebie to mamy szanse na związek nawet z miłością.

        Wbrew sygnaturce chyba jednak gadasz od rzeczy.
        Żeby nie zyc ułudą, musimy znac nasze własne mozliwosci, wiedziec, czego sie po
        sobie samych spodziewac.
        A zycie to nie supermarket, gdzie wybierasz miedzy towarami, które maja spełnic
        Twoje wymagania.
        • ewiku Re: jest dokladnie na odwrót 07.10.08, 12:37
          nangaparbat3 napisała:


          >
          > Wbrew sygnaturce chyba jednak gadasz od rzeczy.
          > Żeby nie zyc ułudą, musimy znac nasze własne mozliwosci, wiedziec, czego sie po
          > sobie samych spodziewac.
          > A zycie to nie supermarket, gdzie wybierasz miedzy towarami, które maja spełnic
          > Twoje wymagania.


          Napisałam dokładnie to samo co Ty, więc nie rozumiem zdziwienia.
          A co do supermarketu to nie masz racji bo niby dlaczego nie mam z tego życia
          brać tego co dla mnie najlepsze?
          Czasy siermiężnej uniżoności już nie istnieją a jeżeli się jeszcze gdzieś
          zachowały to na własne życzenie.


          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
          • manderla Mały niuańsik :) 07.10.08, 13:04
            Ewiku, pisałaś o własnych pragnieniach i potrzebach.
            Nanga - o własnych możliwościach.


            Być może obydwie myślałyście o tym samym. Aczkolwiek to samo, to to
            nie jest. wink

            A jak dla mnie, to potrzeba i jednego, i drugiego.
            smile
            • manderla Re: Mały niuansik :) 07.10.08, 14:34
              Tak mi się Witkacy przypomniał a propos tego wątku z
              zakamuflowanym "chcieć i móc". Nie pamiętam skąd i co to było, i
              mogę coś przekręcić, z tym że sens był mniej więcej taki:

              chcesz, ale nie wolno.
              wolno, chcesz, ale nie potrafisz.
              chcesz, potrafisz, ale już nie możesz.

              PS. Taka oto perwersja życia.wink
              Dobrze by było chcieć, móc i potrafić wstrzelić się w odpowiedniej
              fazie dysponując odpowiednim życiowym arsenałem.
              • ewiku Re: Mały niuansik :) 07.10.08, 16:20
                manderla napisała:

                > Tak mi się Witkacy przypomniał a propos tego wątku z
                > zakamuflowanym "chcieć i móc". Nie pamiętam skąd i co to było, i
                > mogę coś przekręcić, z tym że sens był mniej więcej taki:
                >
                > chcesz, ale nie wolno.
                > wolno, chcesz, ale nie potrafisz.
                > chcesz, potrafisz, ale już nie możesz.
                >
                > PS. Taka oto perwersja życia.wink
                > Dobrze by było chcieć, móc i potrafić wstrzelić się w odpowiedniej
                > fazie dysponując odpowiednim życiowym arsenałem.
                >
                >

                ... a ile z nas wie czego tak naprawdę chce?


                ----------------------------------------------
                Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
                • manderla Re: Mały niuansik :) 07.10.08, 17:10
                  ewiku napisała:

                  >
                  > ... a ile z nas wie czego tak naprawdę chce?

                  W tym sęk, a w sęku....

                  Tym oto sposobem, mozna stwierdzić,iz kolejna dyskusja była czczabig_grin





                  > ----------------------------------------------
                  > Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
              • nangaparbat3 Re: Mały niuansik :) 07.10.08, 19:45
                manderla napisała:

                > Tak mi się Witkacy przypomniał a propos tego wątku z
                > zakamuflowanym "chcieć i móc". Nie pamiętam skąd i co to było, i
                > mogę coś przekręcić, z tym że sens był mniej więcej taki:
                >
                > chcesz, ale nie wolno.
                > wolno, chcesz, ale nie potrafisz.
                > chcesz, potrafisz, ale już nie możesz.
                >
                > PS. Taka oto perwersja życia.wink
                > Dobrze by było chcieć, móc i potrafić wstrzelić się w odpowiedniej
                > fazie dysponując odpowiednim życiowym arsenałem.
                >
                >

                Świete słowa smile))))
            • nangaparbat3 Re: Mały niuańsik :) 07.10.08, 19:44
              Manderlo kochana, ja tez uwazam, ze nie myślałysmy o tym samym. Co prawda
              poznajac samego siebie poznajemy tez lepiej wlasne potrzeby, bez dwoch zdań. Ale
              musi byc po kolei, dróg na skróty w tych sprawach niestety nie ma.
          • nangaparbat3 Re: jest dokladnie na odwrót 07.10.08, 19:43
            ewiku napisała:

            > Napisałam dokładnie to samo co Ty, więc nie rozumiem zdziwienia.

            Jeżeli czlowiek składa sie wyłacznie z potrzeb i oczekiwań, to faktycznie, to samo.


            > A co do supermarketu to nie masz racji bo niby dlaczego nie mam z tego życia
            > brać tego co dla mnie najlepsze?

            Alez bierz, bierz, jesli potrafisz, a co wiecej, jesli wziawszy, nie zniszczysz.


            > Czasy siermiężnej uniżoności już nie istnieją a jeżeli się jeszcze gdzieś
            > zachowały to na własne życzenie.

            Wyjasnisz, co masz na mysli? Bo nie rozumiem.


            Za to rozumiem, ze ewidentnie koncentrujesz się na tym, czego oczekujesz,
            potrzebujesz, pragniesz. Czyli na tym, czego nie masz.
            No, powodzenia.
            • ewiku Re: jest dokladnie na odwrót 08.10.08, 11:06
              nangaparbat3 napisała:



              > > Czasy siermiężnej uniżoności już nie istnieją a jeżeli się jeszcze gdzieś
              > > zachowały to na własne życzenie.
              >
              > Wyjasnisz, co masz na mysli? Bo nie rozumiem.

              ... mam tu na myśli, że na szczęście coraz przestaje wierzyć, ze żyjemy po to,
              żeby się poświęcać itd.
              >
              >
              > Za to rozumiem, ze ewidentnie koncentrujesz się na tym, czego oczekujesz,
              > potrzebujesz, pragniesz. Czyli na tym, czego nie masz.
              > No, powodzenia.
              >
              >
              ... dziękuję za "dobre" słowo i wyobraź sobie, że koncentruję się wyłącznie na
              tym co chcę mieć i co mogę dać bez szkody dla siebie.



              ----------------------------------------------
              Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
              • nangaparbat3 Re: jest dokladnie na odwrót 08.10.08, 18:15
                ewiku napisała:


                > ... mam tu na myśli, że na szczęście coraz przestaje wierzyć, ze żyjemy po to,
                > żeby się poświęcać itd.

                No widzisz - ja nigdy nie myslalam, ze nalezy poswiecac sie dla czego- czy
                kogokolwiek.
                Powiedzialabym wręcz, ze na odwrót - pewien mądry psycholog powiedzial mi
                kiedyś, ze jestem "wypieszczona" (prosze nie mylic z "rozpieszczeniem").

                A jednakteraz, kiedy mam już wlasciwie dorosle dziecko, kiedy zaczęlam miec
                poczucie, ze wiem o co w tym wszystkim chodzi, zrozumialam wreszcie slowa - nie
                moje, i zapewne wielokrotnie przez róznych ludzi i w roznych kulturach
                formułowane - ze nasze zycie warte jest tyle, ile damy z siebie innym ludziom
                (albo innym zyjacym istotom).
                I - uwaga! - jestem jak najdalsza o zamiaru poswiecania się czy namawiania do
                poswieceń kogokolwiekwink))
                • ewiku Re: jest dokladnie na odwrót 13.10.08, 16:35
                  nangaparbat3 napisała:

                  > ewiku napisała:
                  >
                  >
                  > > ... mam tu na myśli, że na szczęście coraz przestaje wierzyć, ze żyjemy p
                  > o to,
                  > > żeby się poświęcać itd.
                  >
                  > No widzisz - ja nigdy nie myslalam, ze nalezy poswiecac sie dla czego- czy
                  > kogokolwiek.
                  > Powiedzialabym wręcz, ze na odwrót - pewien mądry psycholog powiedzial mi
                  > kiedyś, ze jestem "wypieszczona" (prosze nie mylic z "rozpieszczeniem").
                  >
                  > A jednakteraz, kiedy mam już wlasciwie dorosle dziecko, kiedy zaczęlam miec
                  > poczucie, ze wiem o co w tym wszystkim chodzi, zrozumialam wreszcie slowa - nie
                  > moje, i zapewne wielokrotnie przez róznych ludzi i w roznych kulturach
                  > formułowane - ze nasze zycie warte jest tyle, ile damy z siebie innym ludziom
                  > (albo innym zyjacym istotom).
                  > I - uwaga! - jestem jak najdalsza o zamiaru poswiecania się czy namawiania do
                  > poswieceń kogokolwiekwink))
                  >
                  >
                  >
                  ... każdy z nas wybiera dla siebie inna ideę życiową ale ja bym optowała raczej
                  za tym, że nasze życie jest tyle warte ile zrobimy dla siebie a to już
                  automatycznie przenosi się na innych


                  ----------------------------------------------
                  Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
                  • nangaparbat3 Re: jest dokladnie na odwrót 13.10.08, 16:58
                    a bym optowała raczej
                    > za tym, że nasze życie jest tyle warte ile zrobimy dla siebie a to już
                    > automatycznie przenosi się na innych
                    >

                    Skojarzenie błyskawiczne automatyczne - UZI.
                    • ewiku Re: jest dokladnie na odwrót 13.10.08, 17:06
                      nangaparbat3 napisała:

                      > a bym optowała raczej
                      > > za tym, że nasze życie jest tyle warte ile zrobimy dla siebie a to już
                      > > automatycznie przenosi się na innych
                      > >
                      >
                      > Skojarzenie błyskawiczne automatyczne - UZI.


                      ... nie wiem co z czym Ci się kojarzy ale reagujesz agresywnie, więc nie ma
                      sensu na dalszą wymianę zdań, życzę spokojnego popołudnia.


                      ----------------------------------------------
                      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
                      • nangaparbat3 Re: jest dokladnie na odwrót 13.10.08, 17:11
                        > ... nie wiem co z czym Ci się kojarzy ale reagujesz agresywnie, więc nie ma
                        > sensu na dalszą wymianę zdań, życzę spokojnego popołudnia.


                        - Cmok smile
              • agusia75 Re: jest dokladnie na odwrót 09.10.08, 15:33
                Czy to się nazywa "zdrowy" egoizm...? hehehe nie wiem
                • ewiku Re: jest dokladnie na odwrót 13.10.08, 16:35
                  agusia75 napisała:

                  > Czy to się nazywa "zdrowy" egoizm...? hehehe nie wiem


                  ... poczyta wyżej...smile))


                  ----------------------------------------------
                  Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
                  • sauber1 Re: jest dokladnie na odwrót 13.10.08, 18:25
                    agusia75 napisała:

                    > Czy to się nazywa "zdrowy" egoizm...? hehehe nie wiem


                    "Człowiek jest do tego stopnia egoistyczny, że stojąc nad grobem przyjaciela,
                    potrafi płakać nad sobą z powodu jego utraty."
                    • ewiku Re: jest dokladnie na odwrót 14.10.08, 12:18
                      sauber1 napisał:


                      >
                      >
                      > "Człowiek jest do tego stopnia egoistyczny, że stojąc nad grobem przyjaciela,
                      > potrafi płakać nad sobą z powodu jego utraty."
                      >

                      ... mogę wiedzieć czyj to cytat bo nawet nie wiesz jak trafny...smile))


                      ----------------------------------------------
                      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
                      • sauber1 Re: jest dokladnie na odwrót 14.10.08, 15:08
                        ewiku napisała:

                        >
                        > ... mogę wiedzieć czyj to cytat bo nawet nie wiesz jak trafny...smile))

                        Najprawdopodobniej Agnieszki Lisak.
      • leptis ... 06.10.08, 19:59
        totalna niewiara przez Ciebie Ewiku przemawia...
        albo już po prostu zapomniałaś, że conajmniej z przyjaźni...
        wychodziłaś za mąż...
        bo chyba się nie dałaś nabrać na tą magię wzajemnego dotyku... tylko
        i jedynie...
        Przyjaźń jest tak naprawdę ulotnym ludzkim doświadczeniem...
        możesz mieć najlepszego przyjaciela po prostu daleko...poza swoim
        miastem...

        Małźeństwo, to coś wiecej...to dar czasu Tobie, Rodzinie...
        Ty nie możesz, jak w przyjaźni...tylko musisz działać...

        Stąd Twój tekst jest z fałszywym klimatem...przemyceniem pojęć...
        skrzywionego świata rozwiedzionej kobiety...
        która na siłę rozdziela przyjaźń od małżeństwa...próbuje dodać coś
        co od zawsze w małżeństwo było, tylko czasem się inaczej potoczyło...

        -----
        Nitkosmile)...proszę, nie rób mi tego...
        • ewiku Re: ... 07.10.08, 12:48
          leptis napisał:

          > totalna niewiara przez Ciebie Ewiku przemawia...
          > albo już po prostu zapomniałaś, że conajmniej z przyjaźni...
          > wychodziłaś za mąż...
          > bo chyba się nie dałaś nabrać na tą magię wzajemnego dotyku... tylko i jedynie...

          ... wręcz nieprawdopodobne, że tak można odebrać moje słowa,
          czyżbym pisała "po chińsku" bo niewiary we mnie ani "za grosz", wręcz odwrotnie.
          I doskonale pamiętam dlaczego wychodziłam za mąż chociaż to było tak daaawno...smile))


          > Przyjaźń jest tak naprawdę ulotnym ludzkim doświadczeniem...
          > możesz mieć najlepszego przyjaciela po prostu daleko...poza swoim
          > miastem...

          ... Jeżeli przyjaźń ma być czymś ulotnym to dla mnie nie jest to przyjaźń.

          >
          > Małźeństwo, to coś wiecej...to dar czasu Tobie, Rodzinie...
          > Ty nie możesz, jak w przyjaźni...tylko musisz działać...


          ... A czym jest małżeństwo bez przyjaźni? A jeżeli nie ma przyjaźni to co można
          dać od siebie Rodzinie?


          > Stąd Twój tekst jest z fałszywym klimatem...przemyceniem pojęć...
          > skrzywionego świata rozwiedzionej kobiety...
          > która na siłę rozdziela przyjaźń od małżeństwa...próbuje dodać coś
          > co od zawsze w małżeństwo było, tylko czasem się inaczej potoczyło...


          ... być może ten mój "skrzywiony" świat istnieje właśnie dlatego, że w związku
          oprócz miłości oczekuję właśnie przyjaźni i na tym opieram trwałość
          przyszłości...smile))
          >


          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja