Jeszcze raz sprawa winy

11.10.08, 03:31
Witam. Bardzo proszę o pomoc a właściwie o podpowiedzi, czy mój tok
myślenia jest w miarę poprawny czy też tkwię w błędzie.
Chodzi o to, że moja dość bliska znajoma chce się rozwieść. W
związku z tym udała się po poradę do adwokata poleconego
jako "specjalista od rozwodów". Ale z tego co widzę, on trochę
namieszał jej w głowie. Znajoma jest dość zdesperowana, nie chce
(co jej doradzałam) poszperać sobie w necie, poczytać choćby to
forum (sorry za choćbywink).

Pokrótce sprawa wygląda tak:
Małżeństwo bezdzietne, trzydzieści kilka lat po ślubie.
Mąż od czasu do czasu ma romans - żona o tym się dowiaduje prędzej
czy później, najczęściej od niego samego, gdyż on nie wytrzymuje i
sam jej na ten temat papla. No cóż, ten typ tak ma.
Tak jak pamiętam romansów większych w ich wspólnym życiu było 4
może 5. O pojedynczych zdradach (o ile takie były) nic nie wiem.
W końcu żona mówi, że ma dość - nie wytrzymuje już tej
dwulicowości, tej fałszywej atmosfery, udawania przed rodziną i
znajomymi, że wszystko jest ok. No bo nie jest ok.
Chce złożyć pozew ale najpierw ustalić z mężem, że jest to jego
wina - że ona wniesie o rozwód z jego wyłącznej winy i on ma się na
to zgodzić a sąd tylko tę zgodę przyklepie. Majątek (duże
mieszkanie, drugie - obecnie wynajmowane, dwa samochody, jakieś
fundusze, oszczędności itp) na pół oraz alimenty na siebie. No i tu
lekko się zdziwiłam ,kiedy usłyszałam opinię adwokata.
Żona zarabia w tej chwili - powiedzmy 3 tys.
Mąż dajmy na to 7 tys.
Dodajemy 3 + 7 wychodzi 10. Dzielimy na pół, mamy 5. No i z prostej
tej artymetyki wyszło, że mąż ma płacić żonie (tzn już ex żonie) co
miesiąc 2 tys, żeby jej wyrównać to, że po rozwodzie będzie w
gorszej sytuacji finansowej niż w czasie małżeństwa.
Jako że od czasu do czasu czytałam sobie to forum, zaczęłam grzebać
tu i ówdzie, bo jakoś nie przypominam sobie, żebym natknęła się
kiedykolwiek na wzmiankę o takim "automacie".
Dlatego podejrzewam, że ten adwokat trochę wprowadza ją w błąd,
chyba że ona go źle zrozumiała (na razie rozmawiała tylko raz, ma
się zastanowić i przyjść, kiedy coś zdecyduje).
Oczytana na forum podpowiedziałam jej, że z orzekaniem winy nie
musi być tak różowo. Mąż przecież nawet już w trakcie procesu może
uznać, że nie jest wyłącznie winny i wtedy zaczną się schody. Poza
tym on pewnie też weźmie sobie adwokata i ten będzie się starał,
żeby klientowi nie stała się "krzywda". A jak zdążyłam się
zorientować, wystarczy, żeby sąd dopatrzył się choćby małego ułamka
winy za rozpad małżeństwa u żony różnież, to jej kalkulacje co do
alimentów biorą w łeb.
A co do tej winy.... jego jest niewątpliwa. Jednak z drugiej strony
(ja nie siedziałam u nich pod łóżkiem ale z kilku wypowiedzi mogę
tak wnioskować) akt odmawiania współżycia przez całe lata może
pewnie mieć znaczenie.... Wiele lat temu jej króciutki romans ze
wspólnym znajomym... ona twierdzi, że tak naprawdę nic nie było ale
żona wzmiankowanego uważa inaczej i sądzę, że chętnie by się na ten
temat wypowiedziała, bo nie lubią się jakoś od tamtego czasu. Można
z tego spokojnie zrobić magiel.
Reasumując - ja naprawdę uważam, że wina jej męża jest
przeważająca. Ale boję się, że ona da się wpuścić w to orzekanie
winy i ocknie się z ręką w nocniku. Mówiłam jej (ktoś tu na forum
tak ładnie określił), że i tak wszyscy w koło wiedzą, że to jego
wina, że brak orzekania nie oznacza, ze on jest niewinny, tylko że
sąd tego nie ustalał. No bo jak on uzna, że wcale mu się ta
historia ze współfinansowaniem potem już exżony nie opłaca, to ona
straci tylko czas, newry i pieniądze a może nie zyskać wiele.
Bo coś mi się wydaje, że "zysk" w postaci wyrównania 50/50 trochę
przysłonił jej perspektywę.
Pozdrawiam wszystkich
    • iranka_1 Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 08:03
      Dla mnie ta sytucja wygląda dziwnie faktycznie. Po pierwsze - po co
      jej te alimenty na siebie? Skoro ma pracę, zarabia, mają majątek,
      ktory mogą podzielić na pół. Czyli po rozwodzie, nie zostaje w
      trudnej sytuacji materialnej. Rozumiem, ze nie ma wspólnych dzieci?
      Druga kwestia to sprawa tego pożycia małżeńskiego. To niestety chyba
      może tego męża "uniewinniać". Ale to jest mój osąd tak na chłopski
      rozum i najlepiej jakby to skonsultowała z jakimś innym adwokatem,
      jak to wygląda pod kątem prawnym. Bo to może być też argument na jej
      korzyść - że np. nie spała z mężem bo brzydziła się go po tym jak ją
      zdradził. Ja po spotkaniu z adwokatem miałam straszny mętlik w
      głowie i musiałam się mocno starać, żeby gdzieś w zawiłościach
      prawniczych, które proponował mi adwokat nie zgubić celu i "prawdy"
      mojej sytuacji.

      pozdrawiam
      Iranka
    • nicol.lublin Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 08:06
      ja bym chyba ostudziła jej zapał. na orzeczenie winy ma szanse, ale
      to na bank nie bedzie związane z tym, że jej mąż powie - byłem
      wyłącznie winny i koniec sprawy. musi mieć świadków, dowody. inaczej
      to bedzie co najmniej kilka spraw i tak jak czujesz zrobi się niezły
      magiel.
      jeśli chodzi o alimenty, to nie ma na nie szans, bo zarabiając 3 tys
      i będąc zdrową nie jest w niedostatku i alimenty jej się nie należą.
      nie ma nic takiego jak sumowanie dochodów i równy podział na pół.
      a podział majatku to dopiero będzie fajny!
      w każdym razie wrażeń jej przez najbliższy czas nie zabraknie.
    • kingas38 Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 08:18
      Witaj.Niestety,nikt nie jest w stanie podać właściwej recepty na te
      bolączki.Możemy tylko snuć przypuszczenia...Adwokaci/chyba
      większość/ aby zdobyć klienta potrafią namieszać w głowie ,zwłaszcza
      jeśli mówią tak jak chielibyśmy aby było.W praniu wychodzi że nie
      zawsze tak jest.Co do winy... no cóż, jeżeli on się nie zgodzi i
      potrafi udowodnić że były z jej strony: niewierność,odmowa
      współżycia,to ,,dupa blada" pewnie będzie wsółwinna,no chyba że
      potrafi sprytnie przekonać sąd że to było dawno temu,odmowa
      spowodowana była chwilową niedyspozycją /chorobą/,że kocha męża i
      wcześniej nie wiedziała o jego romansach,jeżeli powie że wiedziała
      wcześniej to sąd uzna jako przyzwolenie z jej strony/znam taki
      wyrok/,trudno nie znając wszystkich faktów coś powiedzieć ale jak
      znam życie ciężko będzie, bo tam gdzie w gre wchodzą pieniądze do
      podziału raczej trudno gładko wszysko rozdielić,podzielić...
    • tricolour Alimentów nie będzie... 11.10.08, 08:30
      ... a podział majątku w stosunku 3/7, jeśli utrzymywał się w trakcie małżeństwa
      taki udział zarobków w tworzeniu tego majątku.

      Akt odmawiania współżycia jest współwiną i przyczyną zdrad.
      • z_mazur Re: Alimentów nie będzie... 11.10.08, 11:42
        Tri, kto jak kto ale Ty o tylu latach obecności na forum powinieneś wiedzieć, że kwestia dochodów podczas trwania małżeństwa ma się nijak do tego jak zostanie podzielony majątek. A gdyby żona nie pracowała w ogóle podczas trwania małżeństwa, to by nie dostała nic z majątku?

        Majątek się zawsze dzieli 50/50 i wprawdzie można się ubiegać o inny podział, ale nie z powodu różnicy w dochodach podczas trwania małżeństwa.
        • tricolour Nie zgadzam się... 11.10.08, 16:04
          ... ponieważ nie rozpatrujemy przypadków, założeń i innych "podobnych spraw"
          tylko konkretną. Z faktu, że trąba słonia podobna jest do dżdżownicy nic nie wynika.

          I ja odebrałem post autorki inaczej: że kobiecie znudziło się małżeństwo, czego
          wyrazem jest separacja przez lata od łoża. Na dodatek mniej zarabiała, ale chce
          alimenty oraz połowę majątku. Jej ten rozwód najwyraźniej się opłaca we
          wszystkich aspektach, a finansowym przede wszystkim. I dlatego wnosiłbym o
          nierówny podział majątku.
      • nangaparbat3 Re: Alimentów nie będzie... 11.10.08, 16:25
        Twój podział 3:7 jest rownie zasadny jak jej żądanie i wyliczenie alimentów.
        Ponieważ pani pewnie niedługo bedzie wolna, a podobni podobno razem maja sie
        dobrze ....
        • tricolour Pani dla mnie za stara. 11.10.08, 16:37
          Chętnie odstąpię.
    • z_mazur Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 11:48
      Żeby trochę uporządkować, to co napisali inni. W kwestii alimentów, to rzeczywiście gdyby udało jej się udowodnić wyłączną winę męża, to zgodnie z zapisami kodeksu rodzinnego mogłaby się ubiegać o alimenty mniej więcej w takiej wysokości na siebie.

      W przypadku orzeczenia winy strona uznana za niewinną ma prawo do alimentów od strony wyłącznie winnej gdyby w wyniku rozwodu jej standard życia się obniżył. Skoro teraz podczas trwania małżeństwa średni dochód na członka rodziny wynosi 5 tys. zł, a po rozwodzie jej dochód spadłby do 3 tys. to jest dosyć łatwo wykazać, że jej standard życia by się obniżył i podstawa do zasądzenia alimentów by tutaj była jak najbardziej.

      Jednak istotnym problemem jest tutaj kwestia orzeczenia winy. Myślę, że ta koleżanka może mieć spore problemy z udowodnieniem wyłącznej winy męża. Skoro były bardzo długie okresy bez współżycia i przez wiele lat żona godziła się w związku z tym na romanse, to sąd może nie uznać ich jako przyczyny rozpadu więzi pomiędzy małżonkami i szukać innych przyczyn, które w tym momencie wcale nie muszą być po stronie męża, a przynajmniej nie wyłącznie.
    • zuza145 Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 12:11
      jak udowodni- że miała przerwy z powodu obrzydzenia ze względu na
      zdrady męża- to zwiększy szansę.
      Jak mąz udowodni że zdradzał - bo odmawiała- zmniejszy jej szanse.
      Przewiduję- że to będzie początek a potem- zależy- od jej
      determinacji i od umiejętności adwokata.

      Kasa- i jej podział będzie chyba moim zdaniem następstwem.
      Tego co powyżej.
      • jumanji_7 Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 12:24
        Optymiści nie dopuszczają do siebie czarnych myśli. Oni je kolorują, czym? Mają
        takie optymistyczne kredki: humor, uśmiech, a czasem coś jeszcze smile
      • z_mazur Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 13:44
        Kwestia orzeczenia winy nie ma wpływu na podział majątku.

        Majątek dzieli się 50/50 praktycznie zawsze. Wyjątkiem są sytuacje, gdy jedna ze stron jest w stanie udowodnić, że druga strona działała "świadomie" na szkodę wspólnego majątku.
    • capsire Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 13:23
      Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Moim zdaniem ich największą winą
      (obojga) jest to, że nie rozwiedli się 15 lat temu. Bo tak naprawdę
      to nawzajem spieprzyli sobie życie.
      Przerwy we współżyciu - podejrzewam nawet, że to była jedna wielka,
      wieloletnia przerwa - z powodu zdrady. No ale przecież jeśli ją to
      tak obrzydzało, jak ktoś napisał to albo występuje o rozwód albo
      idą na terapię czy coś w tym rodzaju.
      Mój osobisty mąż usłyszawszy o całej historii stwierdził, że jest
      po jego stronie, bo żaden normalny facet nie wytrzyma narzuconego
      mu "białego małżeństwa".
      • z_mazur Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 13:41
        Tak ogólnie to w sumie ciekawe rozważania od strony teoretycznej.

        O rozpadzie związku zgodnie z prawem decyduje rozpad trzech rodzajów więzi fizycznej, emocjonalnej i gopodarczej. W przypadku orzekania winy sąd stara się rozstrzygnąć kto i w jakim stopniu przyczynił się do rozpadu tych poszczególnych więzi.

        Załóżmy, że w związku do momentu zdrady było wszystko ok. Teraz następuje zdrada i więzi zostają zaburzone. Jednak skoro małżeństwo wtedy się nie rozpadło, to oznacza, że nie zostały zerwane wszystkie więzy. Załóżmy, że została zerwana tylko więź fizyczna (tu jednoznaczna wina męża), ale małżeństwo nadal ze sobą było, czyli nadal była między nimi więź emocjonalna i gospodarcza. Teraz brak więzi fizycznej i niechęć ze strony żony do jej naprawienia (powinna się o to starać, skoro nie zdecydowała się wtedy na zakończenie małżeństwa), skutowały coraz silniejszym osłabianiem więzi emocjonalnej i tu już można przypisywać przynajmniej część winy żonie. W efekcie rozpadła się druga więź i rozpad trzeciej był tylko kwestią czasu. Jak dla mnie sąd może spokojnie uznać winę obu stron za rozpad związku. Nawet jeśli przyjąć, że wina męża jest większa (to on dopuszczając się pierwszej zdrady, doprowadził do zerwania więzi fizycznej), to wcale nie jest takie jednoznaczne, że wyłączna. Jeśli na dodatek historia z jakimś innym facetem byłaby do udowodnienia. To nie musiał być romans, wystarczy zaangażowanie emocjonalne żony w taką relację, to już można uznać, że ona również przyczyniła się przez swoje działanie do rozpadu więzi emocjonalnej.

        Jak już pisałem w innym wątku, kwestia "winy" w rozpadzie związku to jak dla mnie lekki absurd.
        • tricolour Moim zdaniem popełniesz jeden błąd... 11.10.08, 16:33
          ... pisząc "Jak już pisałem w innym wątku, kwestia "winy" w rozpadzie związku to
          jak dla mnie lekki absurd" - mianowicie nie skupiasz się na konkretnym ludzkim
          przypadku tylko widzisz trudności w udowodnieniu winy jakiegoś tam małżeństwa.

          To zresztą zrozumiałe, bo nie znamy szczegółów w konkretnych sprawach, ale nie
          wynika z tego, że właśnie w pewnym przypadku ewidentnej winy nie ma. Piszesz też
          często o miernych korzyściach płynących z orzeczenia winy nie dostrzegając, że
          wiele osób nie chce żadnych korzyści, a tylko chce mieć orzeczoną winę. Dla
          wielu osób orzeczenie winy ma wymiar emocjonalny, bo związany z poczuciem
          sprawiedliwości i dla tego poczucia są w stanie wiele poświęcić i zrobić.
    • karolinaus Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 17:52
      Sytuacja o orzekanie o winie tez mnie interesuje udałam sie do adwokata i
      usłyszałam ze alimenty na współmałżonka są orzekane przez sąd w wypadku gdzie
      współmałżonek wykaże że żyje na skraju ubóstwa -i alimenty są przyznawana tylko
      w okresie 5lat po rozwodzie .Alimenty dotyczą spraw kiedy jest wyrok bez
      orzekania o winie - każda ze stron może się starać , i w wypadku odrzeknięcia
      winy tylko strona pokrzywdzona - ale podkreślam w wypadku kiedy wykaże sie że
      życie jest na progu ubóstwa.proszę mnie poprawić jak moja adwokatka sie pomyliła
      • manderla Re: Jeszcze raz sprawa winy 11.10.08, 19:10
        No... tak to prawnicy interpretują prawo. Jak chcą i potrafią.
        Porażka.
        Zawsze można wystapić o alinmenty ( i je otrzymac), jezeli
        udowodnisz, ze rozwod spowodowal obniżenie sie poziomu twojego
        zycia.
        Udowodnij tylko.
        Nie jest to ot tak, proste łatwe i przyjemne. Np. Twoj mąż odchodzi,
        a się okazuje, ze jetes cięzko chora. Mozesz ządac alimentów. Bo z
        jedenj strony stres mógł spowodowac uaktywnienie sie twojej choroby,
        z d rugiej, kazda choroba, wymaga extra nakładów finansowych.
        Ale w jakimś prostym przypadku, nie bardzo rozumiem, dlaczego facet
        miałby płacic alimenty na ex zone, jezeli nic sie nie dzieje, i nic
        nie wskazuje, ze jej poziom zyciowy sie obnizyl.
        Rozwód nie jest powodem, aby jedna strona miała utrzymywac czy
        wspomagac drugą. Tym bardziej, jesli nie ma dzieci z tego związku.
        • zalamana29 Re: Manderla 11.10.08, 19:33
          Są jednak wyjątki , tak bynajmniej mi się wydaje. Oto moja wersja:
          Co w przypadku gdy razem rozkręcamy interes , na początku wiadomo
          inwestuje się w sprzęt , lokum itp. Firma kwitnie są niezłe dochody
          dzięki obydwojga małżonkom. Nagle okazuje się że on zdradza i oby
          tylko tyle (poniża , kłamie , wyzywa , najgorsze : "karze cię
          nieodzywając się wogóle" - tylko dlatego że odkryłaś jego zdradę).
          Firma jest na niego! I co wtedy on może zarobić np. 10tys
          miesięcznie a ty np.2tys szukając innej pracy. I co wtedy ?
          • manderla Re: Manderla 11.10.08, 19:45
            Miśka, nie znam się na działalności gospodarczej jako takiej. Nigdy
            nie prowadziłam i nie próbowałam, bo uwazałam zawsze ze w Polsce
            jest to niemozliwe. A jesli juz, to bardzo trudne i wymaga duzego
            kombinowania, a ja sie na to nie nadaję po prostu.
            A wracając do meritum, jeśli chodzi o mnie, to zanim bym rozkręciła
            taką działalność będąc w związku, to oczywiście, ze w odpowiedni
            sposób zapeniłabym sobie odpowiedni udział. Nie, nie daltego , ze
            zakladałym , ze a nuż (nóż) da widelec. Po prostu. Dla jasności
            reguł gry.
            Wiem, moze to zabrzemiec na zasadzie " wiedzialy dały co brały",
            lub " nie mówiłam". Nic z tych reczy. Daleka jestem od tego. Kazdy
            ma prawo do popełniania błędów, a tym bardziej ma prawo do ich
            naprawienia.

            A wtedy, co? Walcz. jak najbardziej. Nie zanm sytuacji i nie wiem co
            bym zrobiła, oprócz tego, ze walczyłabym o równe skutki rozwodu,
            cokolwiek by to znaczyło.
    • capsire Re: Jeszcze raz sprawa winy 12.10.08, 02:34
      Dziękuję raz jeszcze za odpowiedzi. Nie chcę nadużywać waszej
      życzliwości ale mam kilka pytań powiedzmy "szczegółowych".
      1. O tym chyba nicole napomknęła ale chciałam rozwinąć pytanie - o
      ile przy rozwodzie, kiedy strony zgadzają się na nie orzekanie o
      winie sąd może przychylić się do tego (i często tak jest) i rozwodu
      udzielić bez orzekania (jak wspomniałam), to czy w sytuacji, kiedy
      np. powódka wnosi o orzeczenie rozwodu z winy męża (pozwanego
      znaczy) to sąd może powiedzieć - ok, jak tak państwo się zgadzają
      to nie ma sprawy, pana wina i już - czy też sąd z mocy prawa albo
      strzegąc powagi tej instytucji, żeby nie sprowadzała się ona do
      funkcji stempla w sekretariacie, zawoła "halo, halo - a na jakiej
      podstawie ta wina itp itd. No i zacznie się postępowanie ustalające
      z czyjej ew winy rozpad nastąpił.
      2. Co do alimentów na stronę, która nie jest winna.... Większość
      wypowiedzi odnosiła się do sytuacji, kiedy nie ma orzekania o winie
      czy też wina z obu stron (limitowany okres wniesienia pozwu,
      warunki typu znalezienie się w niedostatku itd). Czy w realu ktoś
      zetknął się z sytuacją, kiedy dodaje się dochody obu stron, dzieli
      na pół i strona winna dopłaca różnicę? Bo sądzę, że moja koleżanka
      dużą wagę do tego przykłada.
      3. To co Tri suponuje - że jej z jakichś tam powodów nagle zaczęło
      na rozwodzie zależeć... Ja myślę, że jest wręcz odwrotnie - to jest
      jej krzyk rozpaczy. Ocknij się wreszcie! Ja już tak dłużej nie
      mogę.... albo wóz albo przewóz ale najlepiej byłoby, gdybyś mi
      przysiągł, że już nigdy nie postawisz mnie w takiej sytuacji. Ona
      ma mu w tej chwili za złe, że w końcu on zgadza się na rozwód a nie
      broni rękami i nogami...
      • jumanji_7 Re: Jeszcze raz sprawa winy 12.10.08, 03:03
        capsire napisała:

        > Dziękuję raz jeszcze za odpowiedzi. Nie chcę nadużywać waszej
        > życzliwości ale mam kilka pytań powiedzmy "szczegółowych".


        Nie wiem co tak do końca teoria mówi w tym temacie, ale znam to z praktyki,
        jednak zastanawiam się czy mi uchodzi tak otwarcie o tym pisać, a jak nie
        spodoba się to komuś i to bardzo?
        Też przed laty wniosłem o rozwód z orzeczeniem winy, ale jestem facetem i tu
        zaczynają się schody i gimnastyka jak nie spełnić mojego udokumentowanego i
        bezprzecznego pobożnego życzenia, myślę że to może dyskryminacja, albo brak
        jeszcze podobnych przypadków? Tak sąd też to określa jako "wyjątkową sprawę".
        Bez uzasadnionej wątpliwości jest ci ona takową, albowiem nie zależy mi na
        czerpaniu teraz, ani w przyszłości z tego tytułu namacalnych korzyści, a jeno
        chodzi o to by tylko pewne sprawy nazwać po imieniu i nie ma znaczenia, to że
        dzieci już nie mają co liczyć na to, że wróci się stracone przerąbane w
        piramidach finansowych dużo, a może i więcej z przed czasów kiedy doba miała 36
        godzin i wszytko kwitło rosło wraz z nimi. Trudno taki film od końca, ale jak
        przekonać o czymś skoro brak w terminologii sądów pewnych zachodzących zjawisk
        związanych z uzależnieniami, destrukcją jak i z jej skutkami?
        • jumanji_7 sorki capsire :) 12.10.08, 03:11
          za to że wrąbałem Ci się w temat, ale ciężko jest dziś liczyć czyjeś dochody,
          czy cudzy majątek, jak przyzwolenie dla szarej strefy wielkie i na kogoś można
          wszystko, nikogo to nie obchodzi. Nie ma przepływu informacji między
          instytucjami, a nawet sądami, ale jakby tak to wszystko logicznie złożyć w jedna
          całość, to dopiero były by jaja, myślę, że większość tu przyzna mi rację -
          prawda ?smile
      • tricolour Może i ja suponuję... 12.10.08, 10:52
        ... ale sprzeczna "logika" Twojej koleżanki wiedzie na manowce. To, że mnie
        wiedzie w dyskusji, to wręcz zabawa, ale ją wiedzie z całą powagą.

        - jeżeli Twoja koleżanka nie chce procesu, to nie chce i już. Nie robi
        zamieszania z fikcyjnym rozwodem, który ma być tylko krzykiem rozpaczy, bo może
        się przeliczyć i chyba tego doświadcza - mąż chce rozwodu na serio.
        - adwokat chce na procesie zarobić - jak każdy, który pracuje. W jego interesie
        jest, by proces był długi i krwawy tym bardziej, że jest z czego płacić.
        - nie ma żadnych "automatów alimentacyjnych", że suma dochodów na pół i już.
        Alimentów dochodzi się przed sądem i trzeba mieć argumenty. Jednym z argumentów
        przeciw Twojej koleżance jest "sądzę, że moja koleżanka dużą wagę do tego
        przykłada".
        - sąd może przychylić się do wniosku o wyłączną winę faceta, który tą winę
        weźmie dobrowolnie na siebie i może zasądzić alimenty na kobietę jeśli facet
        wręcz pali się do tego (podział majątku, to odrębna rozprawa majątkowa). W
        przypadku braku zgody będzie próba ustalenia tej winy lub orzeczenie współwiny
        małżonków.

        Jeśli Twoja koleżanka nie chce rozwodu, to niech w krzyku rozpaczy zrobi co
        innego niż rozwód.
        • tata_tomek Re: Może i ja suponuję... 15.10.08, 14:41
          tricolour napisał:

          > nie ma żadnych "automatów alimentacyjnych", że suma dochodów na pół i już.
          > Alimentów dochodzi się przed sądem i trzeba mieć argumenty.

          To ja nieśmiało dorzucę artykuł z KRIO:
          Art. 133. § 2. Poza powyższym wypadkiem [w § 1 jest o alimentacji na dzieci] uprawniony do świadczeń alimentacyjnych jest tylko ten, kto znajduje się w niedostatku.

          SR może zażądać PIT-ów i innych takich od obojga a potem stwierdzić "Pani zarabia tyle a tyle, ma pani tyle a tyle, niedostatek pani nie grozi, alimentów od męża nie będzie"

          > Jeśli Twoja koleżanka nie chce rozwodu, to niech w krzyku rozpaczy zrobi co
          > innego niż rozwód.

          Oj, ostrożnie... Co masz na myśli?
          • z_mazur Re: Może i ja suponuję... 15.10.08, 15:08
            > SR może zażądać PIT-ów i innych takich od obojga a potem
            stwierdzić "Pani zarab
            > ia tyle a tyle, ma pani tyle a tyle, niedostatek pani nie grozi,
            alimentów od męża nie będzie"

            Niekoniecznie

            Art. 60 KRiO

            § 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego
            rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie
            sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka
            niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest
            przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania
            usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie
            znajdował się w niedostatku.

            Jak byk pisze, że w przypadku orzeczenia winy można być zobowiązanym
            do alimentacji nie tylko w przypadku popadnięcia przez małżonka
            niewinnego w niedostatek, ale również w przypadku niemożności
            zaspokojenia usprawiedliowionycyh potrzeb, a tu już jest szerokie
            pole do interpretacji.

            Zmniejszenie miesięcznego dochodu o 40% spokojnie można uznać
            za: "istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego".
            • tricolour Niekoniecznie... 15.10.08, 15:32
              ... bo przecież stoi "małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w
              odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka
              niewinnego".

              Z tego wynika, że POTRZEBY niewinnego muszą być usprawiedliwione, a winny ma się
              PRZYCZYNIAĆ w odpowiednim zakresie. Nigdzie nie jest pisane o pieniądzach -
              można psa wyprowadzać.
              • tata_tomek Re: Niekoniecznie... 15.10.08, 16:11
                tricolour napisał:

                > Z tego wynika, że POTRZEBY niewinnego muszą być usprawiedliwione, a winny ma się
                > PRZYCZYNIAĆ w odpowiednim zakresie. Nigdzie nie jest pisane o pieniądzach -
                > można psa wyprowadzać.

                Sugerujesz zasądzenie także alimentów dla psa? smile
                • tricolour Nie. 15.10.08, 16:23
                  Sugeruję, że wyprowadzenie psa będzie "przyczynieniem się w odpowiednim zakresie
                  do zaspokojenia usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego".
            • tata_tomek Re: Może i ja suponuję... 15.10.08, 16:15
              To fakt, że 'interpretacja' to słowo-klucz (a może słowo-wytrych).

              Ale w początkowym poście było:
              "Żona zarabia w tej chwili - powiedzmy 3 tys.
              Mąż dajmy na to 7 tys. "

              "Powiedzmy...", "dajmy na to..." ; a tak naprawdę nie wiemy kto ile, więc nie bardzo można dywagować o konkretach
              • capsire Re: Może i ja suponuję... 15.10.08, 17:17
                a tak naprawdę nie wiemy kto ile, więc nie b
                > ardzo można dywagować o konkretach
                >

                Bo ja też nie wiem dokładnie, ile oni zarabiają - oszacowałam
                tak "na oko". Natomiast koleżanka moja wyraźnie stwierdziła, że po
                rozwodzie poziom życia będzie miała dużo gorszy i mąż powinien jej
                to wyrównać. On podobno obiecał, że "będzie jej pomagał" ale
                chciałaby mieć to zagwarantowane. Z jej punktu widzenia trucno się
                dziwić....
          • capsire Re: Może i ja suponuję... 15.10.08, 17:22
            tata_tomek napisał:
            >
            > Oj, ostrożnie... Co masz na myśli?


            Wydaje mi się, że mój mąż ma na myśli to co Ty. Uważa, że ona już
            dawno albo powinna wystawić mu walizki, albo jak on to określił
            zrobić laskę - przepraszam za dosadność ale to najlepiej oddaje
            jego opinię wobec poruszanego tematu.
            No nie wiem, czy to aż tak proste jest...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja