Pomozcie, co mam zrobic...

15.10.08, 14:04
Probuje sie rozwiesc z mezem, zlozylam pozew bez orzekania o winie,
bo myslalam, ze tak bedzie szybciej.Mezulek zwial za granice. Odbyly
sie do tej pory 2 sprawy, niestety zawieszono je, bo nie odebral
zawiadomienia, chociaz doszly do niego( podalam sadowi jego adres
zagraniczny).Teraz za miasiac szykuje sie nastepna sprawa i podobno
znowu nie przyjedzie.Co ja mam zrobic?Z malzenstwa mamy synka, na
ktorego tatus nie przesyla pieniedzy, chyba mysli, ze jak nie ma
orzeczenia z sadu to nie musi.Poza tym jestem w nowym zwiazku, chce
byc juz wolna.Czy przed sprawa moge prosic o ustanowienie kuratora??
Wydaje mi sie, ze on znowu nie podpisze zawiadomienia i sad znowu
zawiesi sprawe.Jak moge sie ratowac?Wynjelabym adwokata, ale w tej
chwili 2 tys do duzy dla mnie wydatek, musze sie utrzymac jakos z
dzieckiem.Moze ktos byl w podobnej sytuacji, czy na prawde nie ma
juz wyjscia, zeby od niego sie uwolnic??
    • niutka Re: Pomozcie, co mam zrobic... 15.10.08, 18:46
      Złoż modyfikacje pozwu z prosba, aby rozprawy toczyly sie bez obecnosci meza.
      Wtedy wyrok zapadnie nawet, jak jego nie bedzie.
    • d234 Re: Pomozcie, co mam zrobic... 21.10.08, 08:28
      Czytając o Twoich problemach wcale nie myślałam że i mnie podobne spotkają. Ale
      niestety, mąż wyjechał, ja złożyłam pozew (upoważnienia do odbioru miał mieć
      jego brat). Wczoraj dzwoniłam do sądu (rozprawa już 29) i okazało się ,że pozew
      nie odebrany, ale będzie w aktach sprawy ze skutkiem jako doręczony. Jego brat
      ma przyjść na 1-szą rozprawę i wystąpić jako jego kurator. Dalej się boję co z
      tego wyniknie.
      W sądzie powiedziano mi, że może być wyznaczony kurator z rodziny, albo sąd
      wyznacza z pośród pracowników sądu. Tylko nadal nie wiem, czy ustanowienie
      kuratora musi być poprzedzone jakimś tak okresem wyczekiwania, czy też nie.
    • d234 i na mnie przyszedł czas... 21.10.08, 08:35
      Trochę już minęło od mojego pisania, musiałam ochłonąć, dodać sobie sił. Pozew
      złożyłam na 1 dzień przed 25 rocznicą ślubu. W ciągu tygodnia otrzymałam
      zawiadomienie o terminie rozprawy, wyznaczono na 29 października. To już w
      przyszły tygodniu.
      A jeszcze nie tak dawno zazdrościłam niektórym Wam rozpoczęcia procesu
      rozwodowego i jego zakończenia.
      Teraz na mnie przyszedł czas, to MOJ CZAS.
      Mego ex ni będzie na rozprawie.Pozwu nie odebrał, wyjechał za granicę. Ja to
      nazwałam zwykła rejteradą.
      Nadal podczytuję nasze forum, szukam w nim psychicznego wsparcia, a z urzędową
      procedurą radzę sobie sama, bez adwokata. Pozew napisałam sama, trochę w sądzie
      podpytała, doczytałam i już.
      Wiem czego chcę i to osiągnę.
      • farukh2 Re: i na mnie przyszedł czas... 21.10.08, 09:08
        Jestes silna. Wyczuwam spokoj w Twoich slowach. Mysle,ze jestes
        gotowa do przejscia tego wszystkiego. Napewno dasz rade, adwokata
        jest sens brac jezeli sa naprawde problemy.Mysle,ze sama sobie
        poradzisz. Trzymam kciuki!
        • d234 Re: i na mnie przyszedł czas... 21.10.08, 09:15
          nie chcę kadzić, ale to moje opanowanie, spokój, to po części dzięki naszemu
          Forum. I wiesz dlaczego? Bo okazało się, że inni mają gorzej, a ja dam sobie
          radę. Bardzo współczuję tym, którzy motają się ze swoimi ex, z problemami duszy,
          z ludźmi a nawet z rodziną która nie jest im ostają i opoką.
          Co prawda jestem "silna" po genach smile, ale i mnie ogarniały ciemności,
          otchłanie. Poradziłam sobie i dzisiaj widzę świat w jasnych barwach, słyszę głos
          ptaków, szum drzew.
          Wiara w to co robimy czyni cuda i ja w to wierzę.
          Uściski Wam wszystkim którzy jesteście.
          • cynta Re: i na mnie przyszedł czas... 21.10.08, 17:04
            Nie chce Ci przekluwac balonika tylko uprzedzic iz istnieje taka
            mozliwosc ze jak juz wszystko bedzie po to znow niebo sie zachmurzy,
            z innego powodu, moze nieprzewidzianego. Rozwiazujac jedne problemy
            niestety narazamy sie na inne. Tez bylam tak opanowana i pewna
            siebie przed a teraz wcale nie jest wesolo (prawie pol roku po). Co
            nie znaczy ze i Ciebie demony dopadna. Tylko badz czujna. Powodzenia
            • bszalacha Re: i na mnie przyszedł czas... 22.10.08, 01:28
              Dałam radę i ja.Męzczyzna nie jest przymusowym dodatkiem w
              życiu.Piszę to z całą odpowiedzialnością,na wypadek,gdyby otoczenie
              serwowało Ci niechęć.Pamietaj też,ze możesz być łakomym kęskiem dla
              plotek sfrustrowanych małzeństw.
              Trzymam za Ciebie kciuki!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja