smutnam
20.10.08, 12:43
Właśnie jestem na rozstaju drogi... Mój mąż pije. Nie codziennie,
nawet nie raz w tygodniu. Zdaża mu się co jakiś czas nie wrócić
sobie do domu po pracy. Wraca późno w nocy, pijany tak, że nie wie
co się z nim dzieje. Jest wulgarny, obleśny, obraża mnie (siedzę
cicho w pokoju, żeby nie nawinąć się przed chmurne oblicze Pana i
Władcy). Rano wstaje, otrzepuje się i idzie dalej. Sytuacja powtarza
się przez parę dni i później znów przez jakiś czas jest spokój.
Nie muszę oczywiście nadmieniać, że rano nic nie pamięta.
Gdy poinformowałam go, że nie chcę tak dłużej żyć on powiedział, że
przecież "robię Ci takie numery" tylko dwa razy w roku...
Ręce opadają.
Teściowa pilnuje mi dzieci, pracyję na dwie zmiany. Dajcie mi
argumenty, że nie ma się co dalej męczyć z wulgarnym palantem tylko
poukładać sobie życie od nowa. Teściowa mi powiedziała, że chcę być
jak moje koleżanki (większość rozwiedzione)....