juz nie kocha.

22.10.08, 17:22
Moj maz mne nie kocha. Powiedzial mi pare dni temu, po 12 latach
malzenstwa. Nie kocha i juz. Dlaczego? Sam nie wie. Roznimy sie za
bardzo, jego zdaniem nic nas nie laczy. Moim zadaniem laczy nas
wiecej niz wiekszosc znanych mi malzenstw. Nie wyprowadza sie,
czeka. Pwiedzial, ze potzebuje czasu bo sam nie wie czego chce. Nie
chce rozmawiac. Chyba czeka az ja sie wyniose i oszczedze mu
klopotow. Co zrobic? Kocham go i poczekalabym ale przeciez nie mozna
zmusic nikogo do milosci.
    • sbelatka Re: juz nie kocha. 22.10.08, 17:56
      algebro droga... no, przykro mi, ze Cie to spotyka...
      niestety liczne pzryklady obecne na tym forum pokazuja, ze jak nie
      kocha.. to kocha kogos innego... Choc czesto oczywiscie nie
      odechodzi ze speiwaem na ustach jeno z bolem w sercu .. i sam nie
      wiem czego chce... Do czasu niestetuy najczesciej... do czasu...

      Ale oczywiście nie zawsze jak nie kocha i chce odejśc - to do
      kogos...
      Ale jesli nie kocha i chce odejśc.. to faktycznie trudno kogos
      takiego zatrzymac.. Skoro juz o tym mówi..

      czy taką zagubiona milośc mozna odnaleźć... Legendy mówią, ze tak...

      Jesli uważasz, ze warto - to próbuj.. Może Ci sie uda.. A jesli
      nie.. Cóż, będziesz wiedziec, ze zrobiłas co moglas.
      w kazdym razie siadaj, rozgośc sie..
      Zawszec to dobrze sie wygadac... A my rozumiemy co czujesz smile ja na
      pewno...

    • cynta Re: juz nie kocha. 22.10.08, 17:57
      Cos musialo chyba spowodowac ze doszedl do takiego wniosku.... moze
      kogos poznal innego i zapalal?
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 22.10.08, 18:08
        nie, nie sadze, ze jest ktos inny. Przysiega, ze nie ma.I ja mu
        wierze. Moze gdyby byl ktos inny to byloby latwiej?
        • algebra25 Re: juz nie kocha. 22.10.08, 19:49
          Moze ktos z Was poradzi jak mam sie zachowac w stosunku do niego?
          Jestem wsciekla i zaczynam sie klocic a on nic. Milczy po prostu.
          Chce z nim porozmawiac a on mowi, ze sie czepiam. Chcialabym przyjac
          to wszystko ze spokojem, po prostu poczekac ale nie wiem jak..
          co zrobic???
          • malwa200 Re: juz nie kocha. 22.10.08, 20:06
            kochana moja. przykro mi ale on na 200% ma kogoś. mój ex też tak
            gadał a potem okzało sie ze ma babe. gadał kropka w kropke to co
            twój. chłopy tak mają. a do tego dodam że jestm 8 lat poi rozwodzie
            i nadal szukam. każdy facet ma w dupie babe z dzieckiem
            • san1 Re: juz nie kocha. 02.11.08, 09:39
              prosze nie mów tak-każdy
    • plujeczka Re: juz nie kocha. 22.10.08, 20:07
      JESLI JUZ NIE KOCHA TO I DOBRZE GORZEJ GDYBY PRZSTAŁ KOCHAĆ PÓŻNIEJ
      KIEDY LICZNIK CZASU DLA CIEBIE BIŁBY NIEUBŁAGALNIE a tak po burzy
      znajdziesz spokój.Droga do niego długa nie znaczy to ,ze nie
      odnajdziesz jej wcale.A narazie co masz robić? nic..po prostu
      nic,starać sie zyc w miarę normalnie ,nie szukać odpowiedzi na
      pytanie dlaczego? bo narazie odpowiedzi takiej nie uzyskasz o ile
      wogóle kiedykolwiek znajdziesz odpowiedź na to pytanie .Z drugiej
      strony po co? cokolwiek by powiedział i tak Cię zrani, cokolwiek
      zrobi i tak dla ciebie będzie to niezrozumiałe .Bo przecież z dnia
      na dzien nie stałaś sie złą zona, matką, kochanką, z dnia na dzień
      nie gotujesz ,nie sprzatasz gorzej niz dotychczas,kurne robisz
      wszystko tak jak dotychczas tylko miłośc wygasła,odeszła
      powoli..... Ty nie miej sobie nic do zarzucenia.Boli...wiem bedzie
      bolało ale z czasem coraz mniej ,uwierz i witaj w klubie.
    • sheryll Re: juz nie kocha. 22.10.08, 20:19
      Dokładnie to samo usłyszałam kilka dni temu. 12 lat razem, 5 lat
      małżeństwa. To znaczy usłyszałam to już ponad miesiac temu. Wrócił
      na 2 tygodnie i znów odszedł... tym razem na dobre. Nie pozwolę grać
      na uczuciach sobie i dziecku. Koniec. To znaczy nie mam wyjścia, bo
      on nie zabiegał, nie starał się. Ten powrót to moja inicjatywa
      wyłącznie. I tak samo przysięga że nikogo nie ma. Uwierz mi, wiem co
      czujesz... ja mam 4-letnią córeczkę, która nijak nie rozumie tego co
      się dzieje...
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 22.10.08, 20:33
        dziekuje za odpowiedz. Moj nie nie wyprowadza. Moze byloby mi
        latweij gdyby sie wyprowadzil a on przychodz z pracy i zachowuje sie
        jakby mnie nie bylo. Nigdzie nie chodzi, po pracy do domu, je obiad,
        siada przed telewizorem, jak gdyby nigdy nic. A ja poprostu dla
        niego nie istnieje. Jak dalej zyc skoro sie nie istnieje??
        • cynta Re: juz nie kocha. 22.10.08, 20:41
          Moze poki co to platoniczna "milosc"??smile)))) Jest jeszcze duzo mniej
          prawdopodobna mozliwosc ze cos jest z nim zdrowotnie nie tak,
          zaburzenia w wydzielaniu neuroprzekaznikow, guz itp.
          Ale raczej chodzi o kogos innego i moze on nie wie jak sobie z tym
          poradzic wiec na poczatek odrzuca Ciebie zeby moc latwiej
          zaangazowac sie w ta druga....
          Chyba go nie obslugujesz jak zazwyczaj??? A moze to dobry czas na
          cos nowego dla Ciebie? np. gym, kurs tanca czy cos podobnego?
          • algebra25 Re: juz nie kocha. 22.10.08, 20:49
            wlasnie chodzi o to, ze obslugujesmile) chyba tak podswiadomie chce
            zeby wszystko bylo normalnie, chociaz nie jest.
            Mowisz, ze powinnam sie odizolowac, zaczac zyc po swojemu i czekac??
            • catrinceoir Re: juz nie kocha. 22.10.08, 21:00
              chyba odizolowanie sie i "zycie wlasnym zyciem" to jedyne wyjscie. przynajmniej
              chce w to wierzyc, bo usiluje to robic od niedawna. pomysl - im bardziej
              bedziesz zabiegala o jego uwage, rozmowe, tym bardziej bedzie Cie ranilo, ze on
              ma te wysilki w glebokim powazaniu.
            • cynta Re: juz nie kocha. 22.10.08, 21:42
              No co ty!! Obsluga bez milosci???? niech sie da wypchac!! Nie mowie
              zeby gotowac mniej, ale przeciez chociaz nie podawaj pod rylo i nie
              zdob stolu swoja osoba jak spozywa. Jak daje pieniadze to ugotowac
              mozesz ale niech sie sam obsluzy a ty w tym czasie do gymu!
              i "przerobic" sie troche tez: wloski, obciac alibo ufarbowac,
              paznkocie, ciuchy kupic nowe. Niech widzi ze i Tobie ta zmiana
              dobrze zrobila..... Mozesz jeszcze wybuchac perlistym smiechem jak
              czytasz nasze forum, niech mysli ze z KIMS korespondujesz... zabawa
              taka dla Ciebie a zobaczysz co zrobi...smile))))))))
              • algebra25 Re: juz nie kocha. 22.10.08, 22:06
                Myslisz, ze to pomozesmile)?? Czuje, ze sie poczuje odtracony i obrazi,
                bo jak sam twierdzi jest bardzo wrazliwy!!! Jemu wolno wszystko,
                nagdac mi bez ogrodek a jemu pogrozisz palcem i obraza na pare dni.
                Wszystko w sobie dusi, nic nie powie. Trzeba z niego na sile
                wyciagac. Moze go zostawic niech sie dusi ze swoimi problemami???
                • jezynka93 Re: juz nie kocha. 22.10.08, 23:35
                  U mnie było tak samo, tylko ja zaczynałam rozmowy, bo było żle. Też
                  się zarzekał, że nikogo nie ma. Miał, od dwóch miesięcy przynajmniej.
                  Przyczaj się trochę, skup się na sobie, wyjedź, jeśli możesz, zadbaj
                  o siebie. Z czasem się okaże. Bardzo trudny czs dla Ciebie, wiem,
                  jak to jest. Ale będzie lepiej, uwierz mi.
                  A może wychodzi z niego znudzenie?
                  może twoje zmiany to dobry pomysł na przełamanie nudy? Fryzjer,
                  manicure itp?
                  Przytulam cię mocno.
                  • algebra25 Re: juz nie kocha. 23.10.08, 01:00
                    dziekuje bardzo za cieple slowa. Wiem, ze jest znudzony. Powiedzial
                    mi. Problem jest w tym, ze nie zrobil nic zeby ta nude przelamac.
                    Telewizor, komputer, gazety-to jego caly swiat. Probuje z nim
                    rozmawiac-zmeczony, przewraca oczami. Wyjsc nie chce bo nie ma
                    znajomych. Jak wyjscie to z moimi znajomymi/przyjaciolmi.
                    Probuje cos zorganizowac-kreci nosem i siedzimy w domu.
                    Pare miesiecy temy wykupil wycieczke do Rzymu, na drugi tydzien
                    listopada. Jechac z nim???
                    • a.na Re: juz nie kocha. 23.10.08, 08:18
                      kobieto przestań mu prać gotować sprzątać- wiem że to trudne ale
                      konieczne niech zobaczy ile traci poczuje twoją wartość na własnej
                      skórze inaczej po prostu się nie da - uwierz..... wiem że to cięka
                      sprawa ale jak inaczej on zrozumie że coś się zmieniło????
                      daruj sobie rozmowy zmień wygląd wychodź choćby na spacery ale sama
                      bez niego i przestań do niego gadać na litość boską szanuj siebie a
                      on też cię zobaczy w innym świtle a jeśli nie.... no cóż wtedy ty
                      zobaczysz z jakim draniem żyłaś pod jednym dachem życzę pogody ducha
                      i optymizmu wink)
                      ja też zostałam sama po 7 latach niespełna pół roku temu z 2 synkami
                      żłobkowiczami - pozdrawiam wszystkich duuuuża buźka wink
                    • kaja-p Re: juz nie kocha. 23.10.08, 08:21
                      trudne to wszystko niewątpliwie, mój mąż zachowywał się bardzo
                      podobnie, niby zmęczony, znudzony, sam nie wiedział czego od życia
                      chce, a jak sie okazało po czasie, miał kochankę i pótorej roku mnie
                      oszukiwał...później jeszcze przez rok mieszkaliśmy razem, ale nie
                      zniosłam tej jego obojętności wobec mojej osoby, przez ten rok był
                      tylko dla dziecka nie dla mnie, a ja sie sama zadręczałam całą ta
                      sytuacją...dobrze sie porozglądaj i przeanalizuj wszystko, pozdrawiam
    • malwa200 Re: juz nie kocha. 23.10.08, 09:35
      A spróbuj wywalić mu walizki z chałupy. z jakiej racji masz go
      obsługiwać? w imie czego? miłości, której z jego strony nie ma? czy
      może Twojego poświęcenia, którego raczej on nie doceni, zresztą
      wyglada na to, ze nie zasługuje na takie rzeczy. wypierdol go na
      dwór i na pozegnanie kopnij w dupe. Tylko porzadnie to zrób
      • futrzak757 Re: juz nie kocha. 23.10.08, 10:01
        a próbowałaś kiedyś po tym jak powiedział że nie kocha, dociec
        dlaczego tak jest?? Co spowodowało że tak właśnie powiedział.
        Spróbuj nawet na siłę dowiedzieć się a może terapia będzie pomocna.
        Jeśli i to nic nie da to spróbuj wyprowadzić sie na jakiś czas tak
        aby mąż miał czas na przemyślenie całej sprawy może jak Cię nie
        będzie to poporostu zatęskni i coś sie w nim otworzy
    • dsz27 Re: juz nie kocha. 23.10.08, 12:49
      Witaj,
      Jestem tu już jakiś czas i dopiero od niedawna widzę, ze schemat pewnych
      zachowań się nieubłagane powtarza...niestety albo stety.
      Mój mąż odszedł, mówił, ze nie kocha, wrócił, zapierał się, ze nikogo ale to
      nikogo nie ma i co?
      Urodziłam córkę, pozwolono mi dojść do siebie po cesarskim cięciu i się
      dowiedziałam.

      Nie ma reguły, nie wiem jak jest u Ciebie i jak to wszystko się ułoży. Daleka
      jestem od dołowania i odbierania Ci ostatniej nadziei, bo wiem co teraz czujesz.

      Ale pamiętaj, partner/mąż rzadko kiedy odchodzi w próżnię, nie może być dobrze
      między małżonkami jeśli pojawił się ktoś trzeci. I jak mój mąż wrócił na dwa
      m-ce do domu to skakałam koło niego jak wariatka, odciążyłam go od wszystkich
      obowiązków domowych, chciałam, żeby skupił się na dziecku, żeby zobaczył co może
      stracić...na nic się to zdało bo w moim przypadku był już ktoś trzeci. To było
      błędne koło.

      Ktoś kiedyś mnie zapytał co bym wolała: żeby mąż odciął mi palec za jednym
      zamachem czy go piłował przez prawie rok czasu. Wolałabym to pierwsze ale
      dostałam to drugie.

      "Palec" już nie boli, tylko blizna czasami "ciągnie"...

      Złożyłam papiery rozwodowe, dzieci zdrowe, syn idzie do przedszkola a córcia
      kończy 6 tydzień. Rozglądam się za pracą i zaczynam od nowa, ale wiem, że (w
      moim konkretnym przypadku) to najlepsze rozwiązanie, dla mnie i dla moich dzieci.

      Życzę powodzenia i mądrych decyzji.

      Donia
    • fred_flinstone Re: juz nie kocha. 23.10.08, 12:50
      Oczami faceta.
      Też byłem w takiej sytucji, ale z drugiej strony.
      Twój mąż ma jakis duży problem i nie potrafi sobie z nim poradzić,
      ale niekoniecznie chce się nim z kimś dzielić. Poprostu zamyka się w
      swojej jaskini. To że powiedził Ci że Cię nie kocha, nie oznacza, że
      tak musi być. To może być forma powiedzenia Ci "Odczep się, daj mi
      spokój", bardzo prymitywna, ale skuteczna.
      Co powinnaś robić? A pozwól mu w tej jaskini posiedzieć. Skoro
      tam "wszedł" to znaczy, że musi temat przegryźć. Jak będziesz na
      niego naciskać, to będzie wchodził coraz głębiej i coraz ciężej
      będzi mu z niej wyjść. Zdaję sobie sprawę, że reagowanie złością
      jest Twoim naturalnym odruchem, ale Twój mąż prawdopodobnie odbiera
      to jako forme ataku (ja tak to odbierałem). W ten sposób dajesz mu
      tylko argumenty, na NIE.
      Jeżeli jesteś w stanie nabrać odrobinę dystansu (wiem że może to być
      trudne), to tak zrób. Nie krzycz, nie naciskaj. Jak gotujesz obiad
      to ugotuj i dla niego, ale jak Ci przyjdzie ochota na pójście z
      koleżankami po pracy na pizze, to tak zrób. A jak po pizzy, będziesz
      miała ochotę na drinka, to idź na drinka.
      Twój mąż prędzej czy później z tej jaskini wyjdzie. Wszedł do niej
      bo chce spokoju, więc mu go daj! Im szybciej go znajdzie tym
      szybciej wyjdzie.
      Jest też opcja, że Tobie znudzi się czekanie, ale to już inna bajka.
      W każdym bądź razie życzę powodzenia i trzymam kciuki.
      Nie pochwalam zachowania Twojego męża, ale je rozumiem. Może mój
      punkt widzenia, pomoże również i Tobie Go zrozumieć.
    • algebra25 Re: juz nie kocha. 23.10.08, 15:14
      dziekuje wszystkim za odpowiedz, a zwlaszcza "oczami faceta". Bo tak
      naprawde co my kobiety wiemy o facetach? Mozna z kims mieszkac 12
      lat pod jednym dachem i nie wiedziec nic. Zwlaszcza gdy ten ktos sie
      notorycznie zamyka w sobie bo nie potrafi rozmawiac...I nie che
      rozmawiac..I nie chce zrozumiec, ze ludzie musza rozmawiac, ze to
      podstawa.
      I kiedys sie to musialo skonczyc.Pewnie sie sam zaczal dusil w swoim
      sosie. Mowi mu-musimy rozmawiac. Po co???-pyta sie w kolko.Juz
      postanowilam-bede sprawe traktowac tak jak on- sprawiac wrazenie, ze
      wszystko jest w porzadku.zobaczymy..
    • fred_flinstone Niekoniecznie na temat 23.10.08, 18:34
      Tak na marginesie:

      Człowiek chce posiadać prawo jazdy. Nikogo nie obchodzi, że umie już
      jeździć i zna doskonale wszystkie przepisy. Warunkiem przystąpienia
      do egzaminu, jest ukończenie kursu.
      A małżeństwo? Wystarczy, że dwoje ludzi uiści odpowiednią opłatę i
      oboje zgodnie powiedzą „Tak”. I już.
      Kościół organizuje Prekana.
      Ksiądz proboszcz przez dwie godziny wkłada do głowy znudzonym
      słuchaczom bzdury w stylu „Kto chociaż raz użył kondoma, zamknął
      sobie bezpowrotnie drogę do raju” (z góry przepraszam tych dla
      których nie są to bzdury).
      Czemu nikt nie organizuje obowiązkowych kursów dla przyszłych
      małżonków, kursów na których kobiety mogłyby lepiej zrozumieć
      mężczyzn i odwrotnie? Jak sobie radzić w sytuacjach kryzysowych?

      Pewnie nie jestem odkrywczy, ale jakoś chodzi mi to ostatnio
      pogłowie.
      Ktoś powie, przecież jest pełno poradni małżeńskich, no tak, ale
      zazwyczaj ludzie trafiają tam, jak jest już bardzo źle, albo jedna
      ze stron idzie nie do końca z własnej woli.
      A stare porzekadło mówi: „Lepiej zapobiegać niż leczyć”.
      • jarkoni Re: Niekoniecznie na temat 23.10.08, 19:10
        Mam dwie hipotezy Algebro, jeśli zechcesz wysłuchać nienajmłodszego faceta po
        przejściach:
        1. Fred ma rację, ma jakiś kryzys związany z Bóg wie czym, nie wiem czym się
        zajmuje, może jakiś kontrakt mu przepadł, może go chcą z roboty wywalić, może ma
        jakieś długi, może..może..
        2. Może kogoś poznał, może Twoje wysiłki w praniu, prasowaniu, nawet w
        połaczeniu z super gotowaniem na wiele się nie zdadzą.

        W konkluzji najważniejszym słowem jest "może".
        A może poważną rozmowę? Może spytać czy masz jakieś problemy? Z pracą? A może
        masz kogoś? No tego nie powie, zaprzeczy.. Tylko ciekawe czy odpowie z tym swoim
        znudzeniem przed TV albo komputerem,
        czy też się nagle wścieknie..
        Polecam poglądowy film pt"Nigdy w życiu", ogólnie znany.
        I jak tamże:
        Pozdrawiam, Judyta
        • algebra25 Re: Niekoniecznie na temat 23.10.08, 19:37
          Gdzies przeczytalam, ze 90% malzenstw sie rozpada bo ludzie nie
          potrafia ze soba rozmawiac. Tak po prostu nie maja sobie nic do
          powiedzenia. Moze nie sa nauczeni rozmawiania i sluchania. Dlugo
          mozna by tu spekulowac ale my nie rozmawialismy latami. On sie
          zamykal a ja sobie robilam swoje. I nagle cos sie przelalo, ze tak
          powiem. Ile mozna sie dusic ze swoimi problemami. Poprosialm go
          zebysmy rozmawiali chociaz raz w tygodniu. O tym co nas denerwuje i
          o tym co cieszy. Zobaczymy...
          • jarkoni Re: Niekoniecznie na temat 24.10.08, 19:13
            I bardzo dobrze Algebro.
            Jeśli się zgodził to już znaczący procent sukcesu.
            Na Twoim miejscu przy takiej rozmowie, w której(jestem pewny) będzie eskalacja
            wzajemnego wypominania i wylewania żalów - powinnaś być bardziej potakującą,
            zgadzającą się, że "były błędy" i pomówmy o tym.
            Bardziej rozumieć i chcieć porozumienia, niż atakować, wypominać i oskarżać.
            TY masz mądrze sterować takimi poważnymi rozmowami, które mają przynieść jeden
            skutek- porozumienie i zawieszenie broni na początek.
            I początek powrotu do starych uczuć później..
            Twój facet może zdradza, ale nie wiesz tego na pewno, albo jest kłębkiem nerwów
            z innych powodów. A czasami z facetem jaj z jajkiem, i awantura nie pomaga, a
            wręcz pogarsza sytuację.
            Miej kontrolę nad wszystkim, nad i stylem szczerych rozmów i formy i treści.
            Wycofaj się z jakiegoś konkretnego tematu rozmowy-kiedy widzisz jego początek
            irytacji. Ciągnij temat, o którym on chce pogadać.
            To takie jakby obłaskawianie ponowne dzikiego zwierza.
            I sukcesów życzę, i pisz jak było.
            Pozdrawiam... Judyta wink
            • algebra25 Re: Niekoniecznie na temat-dziekuje! 24.10.08, 19:23
              Dziekuje za bardzo madre rady. Wlasnie takich mi potrzebasmile
              Moze dzisiaj cos sie uda?? Boje sie zeby nie zameczyc..
              Dziekuje raz jeszcze i napisze wkrotce.
              • jarkoni Re: Niekoniecznie na temat-dziekuje! 26.10.08, 07:08
                Daj znać jak poszło obłaskawianie..
                Pozdrawiam
                • algebra25 Re: Niekoniecznie na temat-dziekuje! 26.10.08, 17:58
                  Takie rozmowy to jak wyrywanie zebow bez znieczulenia..
                  Bo on nie rozumie po co mamy rozmawiac(???) i ze o uczuciach sie nie
                  rozmawia. Niestety wszystko to wyniesione z domu, mowia "widzialy
                  galy co braly". Mozna powiedziec, ze dogadalismy sie, ze on sobie
                  musi to wszystko przemyslec. Tzn. co chce robic dalej. Twierdzi, ze
                  gdyby byl pewny, ze to koniec to juz by sie wyprowadzil.
                  I nagle dotarlo do mnie, ze jego szczyt egoizmu ( o ktorym nigdy
                  nie myslalam wczesniej) polega na tym, ze w swojej decyzji nie
                  uwzglednia mojego zdania. Tzn. to on zadecyduje..
                  Sama nie wiem co dalej napisac.. Tak tego duzo a tak zrobilo sie
                  malo..
      • catrinceoir Re: Niekoniecznie na temat 23.10.08, 19:14
        Fred, nie wiem, na ile odkrywcze to bylo, ale madresmile zdaje sie, ze w niektorych
        krajach w ramach zajec z psychologii dzieciaki maja w szkolach roznice miedzy
        mysleniem kobiety, a mysleniem mezczyzny. nie wiem, czy nastolatki cos z tego
        zapamietuja, na pewno doroslym przed slubem by sie przydalo. i to takie porzadne
        kilka miesiecy takiego kursuwink
      • tricolour Przesada... 23.10.08, 19:33
        ... bo człowiek jeśli chce, to znajdzie. Jeśli nie chce, to odrzuci podstawione
        pod nos.

        Nawet jak zrobisz 20 kursów na każdym rogu, to pies ze złamaną noga tam nie
        pójdzie, bo każdy potencjalny żonkoś jest mądry i doświadczony, że klękajcie narody.
        • cynta Re: Przesada... 23.10.08, 20:31
          Jak nie wiesz ze nie wiesz to nie bedziesz pytal, a obowiazkowe
          szkolenie nauczyloby chocby "na sile"...jak takie idiotyczne
          szkolenia w pracy co to trzeba isc a potem sie okazuje ze jednak cos
          sie wynioslo.
        • fred_flinstone Re: Przesada... 24.10.08, 02:56
          Nie do końca zgadzam się z Tobą tricolour.
          Jak koleś ma furę, w której ilość kW podaje się w trzycyfrowej liczbie, to żaden
          kurs nie zmusi go do przestrzegania 50 km/h w terenie zabudowanym. I tu masz
          rację. Ale pewnego dnia ten koleś może mieć bliskie spotkanie z drzewem. Może 5
          min później będzie obok przejeżdżał inny koleś, który nie zasnął na zajęciach z
          pierwszej pomocy i uratuje mu życie, bo zwyczajnie będzie wiedział jak.
          Tak samo w związkach. Jak ktoś chce odejść to i tak odejdzie.
          Ale czasem jedna ze stron staje nad przepaścią, sama nie wie czego chce. I być
          może, wiedza zdobyta na takim kursie nie wystarczy, żeby męża/żonę od tej
          przepaści odsunąć, ale może wystarczy, żeby wiedzieć co robić, żeby w tą
          przepaść nie popychać. I tyle.
          Myśl co chcesz, ale i tam uważam, że taki kurs byłby cenniejszy, niż widza o tym
          jak użycie kawałka lateksu, wpłynie na moje życie wieczne. Amen.
      • kachna79 Re: Niekoniecznie na temat 31.10.08, 14:11
        > Czemu nikt nie organizuje obowiązkowych kursów dla przyszłych
        > małżonków, kursów na których kobiety mogłyby lepiej zrozumieć
        > mężczyzn i odwrotnie? Jak sobie radzić w sytuacjach kryzysowych?

        Prowadziłam z mężem przez krótki czas kursy przedmałżeńskie; a
        właściwie dwa tematy: NPR i psychologię małżeństwa i rodziny. Dałam
        sobie z tym spokój, bo sporej części ludzi najchętniej
        powiedziałabym "idź się bawić do piaskownicy, a nie pchaj się do
        małżeństwa". Tematyka typu różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami
        (zaznaczam, że prowadzone w formie ćwiczeń w parach, a nie jako
        ogólny wykład) były zwykle traktowane jako powód do kiepskich
        dowcipów, a problem rozwiązywania konfliktów też jakoś tak spływał.
        Jak ktoś nie chce dojrzeć to niestety nie da się go zmusić do tego.

        Zgadzam się z Tobą, że powinna być jakaś forma zachęcenia
        narzeczonych do refleksji, ale sama nie wiem jaka.
    • marlena_mill Re: juz nie kocha. 27.10.08, 15:17
      u mnie tez tak było, najpierw że juz nie kocha że rozwód, że się
      wypaliło a dwa miesiące później okazało się, że od 3 lat ma inną...
      oni tak nie przestaja kochac bez powodu, a ja nie wiedziałam oc o
      chodzi, tak jak TY teraz !!!
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 27.10.08, 16:56
        Jest jeszcze jedna mozliwosc- nigdy nie kochal i nagle znudzilo sie
        udawanie.
        • catrinceoir Re: juz nie kocha. 27.10.08, 18:29
          nie no, za wygodni sa chyba, zeby byc az tak dlugo z kims bez milosci... wiec na
          poczatku musiala byc, moim zdaniemsmile
          chociaz, moj maz mi w ostatniej rozmowie tel. (ponad tydzien temu) stwierdzil,
          ze drugi raz by na slubie nie powiedzial "tak". taki madrala ;/
    • biedronka784 Re: juz nie kocha. 29.10.08, 13:56
      Nie napisze nic nowego tylko potwierdze słowa poprzedników. U mnie było
      podobnie. Przestaliśmy rozmawiać - on uważał że rozumiemy się bez słów i na
      każdą próbę rozmowy o czymkolwiek reagował a raczej nie reagował bo był podobno
      zmęczony.Faktycznie miał jakieś problemy w pracy a ze względu, że byłam w
      zagrożonej ciązy nie chciał mnie martwić więc znów coraz dalej od
      siebie.Oddalaliśmy sie co raz bardziej mimo, że urodziło nam się długo
      oczekiwane dziecko. W końcu się wyprowadził. Na pytanie czy ma kogoś zaprzeczył.
      Niestety był ktoś i też usłyszałam, że nie kocha mnie- tak po prostu. Nie wiem
      co Ci więcej napisać- może poczekaj, może sam wyjdzie z norki a może jednak
      kogoś ma. TRzymaj się cieplutko i bądź dobrym obserwatorem bo zakochany człowiek
      nie odbiera prostych sygnałów o tym, że jest nie tak
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 29.10.08, 17:35
        Zaczynam to wszystko obserwowac, zupelnie bez emocji i komentarzy.
        O nic tez nie pytam-gdzie byles, z kim itp. Wczesniej pytalam 2 razy
        czy ma kogos. Za kazdym razie opowiada, ze nie.
        I jesli kogos ma to dziwie sie po co klamie. Nie latwiej powiedziec
        prawde??? Tak sobie mysle, ze po prostu czeka az sie podomyslam i
        odejde. Bo tak bedzie mu latwiej. A ja postanowialam, ze nie bede mu
        ulatwiac zycia. Dlaczego?
        • malwa200 Re: juz nie kocha. 29.10.08, 17:56
          czekam na meila od ciebie
        • dsz27 Re: juz nie kocha. 29.10.08, 17:58
          Algebro powiem Ci coś, co nie znaczy, że w Twoim przypadku musi o to chodzić.
          Żeby powiedzieć prawdę, prosto w oczy, trzeba mieć JAJA!
          Wiem, ze miłość jest ślepa, sama wieluuuuu rzeczy nie widziałam albo docierały
          do mnie z opóźnieniem. Mój ex jaj nie miałwink prawdę wyznał dopiero jak został
          przyciśnięty do muru. Co śmieszniejsze, nie widzi w niczym problemu ale to już
          inna historia.
    • m491999 Re: juz nie kocha. 31.10.08, 12:13
      Witam, ja jestem też niestety kolejną której mąż powiedział że jej nie kocha! po
      9 latach małżeństwa. Boli strasznie. przepłakałam całą noc, przepłakałam kolejny
      dzień. pytam od kiedy? A on od jakiegoś czasu - pól roku jakoś tak! Szok. Mamy
      dwójkę dzieci. młodsze 11 mcy. znaczy już wtedy nie kochał. Sama nie wiem kogoś
      ma - tylko kiedy - wiecznie w pracy. nasze kłótnie właśnie o to- że ja sama, a
      on w pracy. że po co te pieniądze, że nie warto. że on traci coś cennego -
      kontakt z dziećmi. Przecież oboje pracujemy na etatach nie jest źle. Po co te
      dodatkowe prace. On do mnie że się go czepiam. że nigdzie nie wychodzimy - a
      gdzie iść z dwójka małych dzieci. Powiedział że chce się rozstać - i poszedł
      sobie w sobotę na cała noc- wrócił pijany o 6 rano. Wszystko że to moja wina, że
      powinnam się cieszyć że pracuje, że przynosi pieniądze. że ja jestem jakaś inna.
      a ja głupia jeszcze się obwiniam. Rozwodu chce dla naszego dobra - bo jeszcze
      możemy być szczęśliwi- ale oczywiście osobno. on pewnie tak - może już kogoś ma
      z kim chce być taki szczęśliwy. a ja? Ja mam dwójkę kochanych dzieci dla których
      jestem całym światem - a on dopiero teraz zaczął je zauważać. teraz jest kochany
      tatuś. Czy mamy jeszcze jakąś szansę ? ja chce iść do psychologa a on nie. bo
      nie potrzeba. co robić? od 2 tygodni żyjemy obok siebie. pod jednym dachem ale
      osobno. dzień dobry rano i dobry wieczór wieczorem. On sobie a my z dziećmi sobie.
      pomimo całego zła jakie mi sprawił kocham go i jestem gotowa wszystko
      ponaprawiać- mamy dzieci, które nie zasługują na taki dom,a le czy można kogoś
      zmusić do miłości? chyba nie.
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 31.10.08, 16:13
        Witam, przykro mi bardzo. Nawet nie wiem co powiedziec, po prostu
        rece opadaja. Nie wiem czy to wszystko ma sens? Masz racje, nie
        mozna nikogo zmusic do milosci. Moj maz tez nie chce isc do
        psychologa, rozmawiac tez nie chce chociaz probowalam. Denerwuje go,
        ze dzwonie do niego do pracy (raz dziennie!!), ze sie pytam jak sie
        czuje itp. Wiec powoli przestaje sie pytac, zabiegac, troszczyc. Nie
        wiem jakie beda tego skutki ale postanowilam sie odseparowac tak jak
        on to robi. Nie wiem co Ci poradzic. Nie martw sie. Pozdrawiam.
        • serendepity Re: juz nie kocha. 31.10.08, 16:23
          Przestan go obslugiwac, gotowac i prac. Niech zaczyna sie przyzwyczajac do
          swojego nowego zycia.
          • xentia23 Re: juz nie kocha. 01.11.08, 21:44
            Jak to wszystko przeczytalam to mi ręce opadły. Schematy
            postepowania facetow sa podobne, wszyscy nagle przestają kochac, a
            to dobre. Wypaliło sie i już. U mnie historia podobna. Tez nagle
            stałam się zła i do bani, nagle okazało się, że mnie nie kocha.
            Okazalo sie, że ma inną, ale w oczy klamał...
            Teraz powazna decyzja czy i kiedy złożyc pozew....
            Mój mąz tez jest dośc zamknięty w sobie i ogólnie przed zdrada
            problemów nie zgłaszałsmile
            Też bym go an twoim miejscu nie obslugiwała, a najlepiej, zebyscie
            od siebie odpoczęli i przemysleli wszystko.
            Początkowy szok jest najgorszy, jak opadną emocje jest ciut łatwiej
            spojrzec z boku.


        • antoinette13 Re: juz nie kocha. 02.11.08, 10:10
          witaj Algebra. Powiem Ci, że Twoje słowa: << Denerwuje go,
          ze dzwonie do niego do pracy (raz dziennie!!)>> jakbym słyszała o
          sobie sad Starałam się, aby nasza miłość nie spowszedniała, dawałam
          buziaka na dzień dobry i na dobranoc i tego samego oczekiwałam w
          zamian. A co dostawałam? Masz buziaka, a nie daj buziaka...Też nie
          mogłam dzwonić. Jak wyświetlał sie mój numer, rozłączał albo nie
          odbierał a bywało też, że wyłączał telefon w ogóle! Nie byłam
          namolna, dzwoniłam, żeby zyczyć, np.: miłego dnia. A jak odebrał,
          częstokroć wreczszał i wyzywał mnie, że on jest w pracy a ja jestem
          taka namolna i pazerna. Dla innych miał czas. Będąc w pracy potrafił
          gadać z innymi po pół godziny a dla mnie nie miał nawet 2 minut.
          I to zamknięcie się w sobie. Nie chciał rozmawiać, a jak zdecydował
          się zamienic ze mną parę słów, wyznaczał mi czas 10 minut. Wówczas
          sam gadał (monolog)a mnie nie mozna było słowem się odezwać. Potem
          musiałam siadać mu na kolanach, głowę trzymać w swoich rękach, aby
          choc przez chwilkę posłuchał tego, co miałam do powiedzenia.
          Niestety nie umiałam przestać o niego dbać. Cały czas prałam, pod
          nos podstawiałam, śniadanie do pracy. Po prostu nie miałam serca ani
          sumienia grać jego kartami. XZresztą uważam, że związek, to nie
          teatr! Dziś jesteśmy w trkcie rozwodu, ale u mnie było nieco
          inaczej, jak u Ciebie. Właściwie od samego początku nasz związek
          kulał. Raz świetnie i cudownie, a za chwile po prostu patologia!!!!!
          To o czym napisałam na początku swojej wypowioedzi, to już punkt
          kulminacyjny i agonia naszego małżeństwa. A teraz? Teraz płacze,
          błaga, obiecuje, chodzi do psychologa choć zrezygnował z wspólnej
          terapii małżeńskie przed 3 laty....
        • m491999 Re: juz nie kocha. 02.11.08, 12:01
          Witaj,
          wczoraj porozmawialiśmy. zdecydowaliśmy się na ostatnią szansę- kolejną ostatnią. On chce więcej swobody- wyjścia z kumplami na piwo, mecz itd., ja chce spokoju dla siebie i dzieci. Chcę wsparcia i pomocy przy wychowaniu. zobaczymy. Ja postanowiłam dać na luz. Zobaczymy. może jak się wyszaleje, wybawi to doceni nasz dom i rodzinne ciepło. Jak zawsze go tłumaczę. Ale chyba warto spróbować mając 2 małych dzieci. On sam jest z rodziny rozbitej. nikt nie nauczył go kochać i szanować wartości rodzinne. Myślałam że mi się to uda. Cały czas się staram. Wszytko byłoby prostsze gdyby nie było dzieci. A przecież one sa najważniejsze. One zasługują na dom taki normalny z mamą i tatą. Zobaczymy może mojej miłości starczy za nas oboje. Cały czas jestem pełna obaw, brak mi do niego zaufania takiego bezgranicznego jak było na początku. Trochę czuję się jak kaleka społeczna. I chyba kocham za bardzo. A to też nie jest zdrowe. Zobaczymy. Może on też coś zrozumiał. Też było mu ciężko. Też mówi że cierpiał. Tylko ta jego skorupa jest nie do przebicia. zamknięty w sobie ze wszystkimi problemami nagle wybucha i wtedy to ja zawsze obrywam. ale podobno najbardziej ranimy tych których kochamy. Czy on mnie kocha - wczoraj powiedział że w pewnym sensie tak, ale już nie tak jak kiedyś. Obiecałam sobie być silna i że dam radę. Dam z siebie wszystko - tak żebym kiedyś nawet jak już nam się nie uda i nie będzie chciał z nami być - żebym nie miała sobie nic do zarzucenia, że się nie starałam, że nie walczyło o leprze jutro.
          Pozdrawiam ciepło pełna nadziei.
          • xentia23 Re: juz nie kocha. 02.11.08, 16:02
            m491999
            Nie da się kochac za dwoje - to moje zdanie i staranie jednej tylko
            osoby nic nie dadzą, bo co w tym czasie zrobi ta druga. Pewnie, że
            jak ma 2 malych dzieci to w pewnym sensie człowiek podporzadkowuje
            życie dzieciom i jeszcze praca, rutyna, problemy itp zbiera się...
            Wolności mu brakuje?!
            Ja bym Tobie poradziła i tak psychologa tak dla siebie - mozna się
            wygadac i dostac cenne wskazówki.
            Powodzenia
    • nangaparbat3 denerwuje go, ze dzwonie do pracy 02.11.08, 12:50
      Dziewczyny kochane, a jak ma nie denerwowac?
      Nie denerwowac to moze co najwyzej w pierwszej fazie ostrego syndromu
      zakochania, najwyzej przez parę miesiecy.
      Potem:
      człowiek (kobieta też) skupiony na pracy, na zadaniu, nieraz wymagajacym
      doskonałej koncentracji, potem , jak juz rozwiąże, spadek napiecia i totalny luz
      - przez chwile odpowczywam i nie jestem w stanie skupic sie na niczym - ja tak
      mam, a mam pracę uchodzacą za dosc spokojną. Krew by mnie zalala, gdyby ktos do
      mnie dzwonił do pracy, zeby mi zyczyc miłego dnia, codziennie, i - w domysle -
      oczekujac entuzjazmu.
      • antoinette13 Re: denerwuje go, ze dzwonie do pracy 02.11.08, 13:27
        wiesz, ja to rozumiem. Ale jak można wytłumaczyć fakt, że z innymi
        potrafiL tak długo gadać????? Poza tym, nie dzwoniłam codziennie
        życzyć miłego dnia. Nie jestem kretynką, ale uważam, że o
        temperaturę uczuć należy dbać przez cały czas trwania związku. Wiem,
        że te jego zagrywki były formą karania mnie, bo zrobiłam coś nie po
        jego mysli. Gdy wszystko szło zgodnie z jego wymaganiami, dzwonił po
        kilkanascie razy z pracy.
        • algebra25 Re: denerwuje go, ze dzwonie do pracy 09.11.08, 22:25
          No wlasnie. Moj tez z innymi gada i gada. Niekonczace sie tematy a
          ze mna 2 minuty i juz wywraca oczami. Dziwna sprawa kiedys
          poruszylam ten sam temat na ktory dyskutowal z kims tam i
          dyskutowal. A ze mna nic, oczy w slup. Kiedys jak sie pytalam czemu
          nic nie mowi to laskawie oswiadczal, ze mi nie ma nic do powiedzenia.
          Wiec sobie dalam spokoj. Siedzi sam w pokoju. Jak wyjdzie to wyjdzie
          a jak nie to nie.
          • kami_hope Re: denerwuje go, ze dzwonie do pracy 09.11.08, 23:13
            W takiej sytuacji chyba sama złożyłabym pozew. Przy czym, bez
            informowania mężulka o fakcie. Bo i po co? Przecież sam nie jest
            zainteresowany.
            W sumie pierwsza sprawa jest "polubowna". Złożenie pozwu nie jest
            równoznaczne z tym, że zakończy się to rozwodem. Zdarza się, że w
            takich momentach facet przewartościowuje wszystko od nowa i można
            odzyskać stracone, nawet z nawiązką.
            W każdym razie, radziłabym go traktować w kategorii "przeszłość", a
            samej skupić się na przyszłości.
            Trzymaj się ciepło!
    • agamagafon Re: juz nie kocha. 10.11.08, 22:55
      Witaj algebro!
      Twoja historia bardzo mi przypomina moją sprzed roku. Mój mąż podobnie jak i twój oświadczył mi, że już mnie nie kocha. I koniec.Też podobnie jak i Ty było to dla mnie totalne zaskoczenie, tym bardziej, że cały czas myślałam, że jesteśmy bardzo dobrym małżeństwem. Przepłakałam całą noc i wiele wiele dni, wciąż mieszkaliśmy razem, (zachowywał się wtedy tak samo jak Twój mąż, całkowicie mnie olewał) któregoś dnia kiedy po raz kolejny powiedział mi że mnie nie kocha powiedziałam mu (bardzo brzydko)żeby wynosił się z domu...i wyniósł się ale w związku z tym, że mamy małą córeczkę spotykaliśmy się prawie codziennie. Strasznie płakałam i nie mogłam sobie poradzić z tym że to już najprawdopodobniej koniec, bo bardzo kochałam mojego męża, ba do tej pory był moim najlepszym kumplem.
      To właśnie wtedy szukałam wsparcia na forach, u znajomych, byłam na niego wściekła, tryskałam jadem w stosunku do jego osoby. Wtedy też bardzo dużo osób mówiło mi że z pewnością ma babę co powodowało że byłam dla niego jeszcze gorsza.
      Miałam wielkie szczęście, że spotkałam na swojej drodze przyjaciółkę, która ocierała moje łzy i mówiła dziewczyno walcz o ten związek, podejdź do tego co on mówi z dystansem, przeczekaj, żebyś nic później nie miała sobie to zarzucenia, nie dręcz go pytaniami, zostaw go ze swoimi myślami, niech to przegryzie, przecież i tak jesteś teraz sama. Te rozmowy z nią totalnie mnie odmieniły. Przestałam się nad sobą użalać (chociaż miałam gorsze dni) wybrałam się na zakupy, kupiłam sobie parę wystrzałowych szmatek, szpilki dodały mi pewności siebie i przyglądałam się mojemu mężowi, który z dnia na dzień coraz dłużej zostawał przychodząc do dziecka...
      w lipcu wyjechaliśmy razem na wakacje i tak oto walizka z wakacji wprowadziła się znowu do naszego mieszkania.
      Ja w dalszym ciągu nie zadaje mojemu mężowi żadnych pytań bo nie muszę widzę tego chochlika znowu w jego oczach.
      Nigdy nie można być pewnym na sto procent ale jestem pewna na jakieś 99, że baby nie miał.Wydaje mi się, że obecnie nasz związek jest jeszcze silniejszy, ten kryzys nas bardziej wzmocnił. (długo bym mogła o tym opowiadać)
      Wiem, że nie wszystkie historie kończą się dobrze, ale wiem też że nie wszystkie kończą się źle.
      Dziewczyno może po prostu nie rób nic, przeczekaj, poobserwuj trochę, nie dzwoń do niego do pracy jeśli sobie tego nie życzy, bądź zadbana bardziej niż zawsze, staraj się robić jak najwięcej rzeczy które są dla Ciebie przyjemne i relaksujące, postaraj się nie robić i nie mówić nic pochopnie. Walcz nic nie robiąc (to chyba najtrudniejsze)W końcu rozwieść się zawsze zdążysz. Pozdrawiam , przytulam, rozumiem. Aga
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 10.11.08, 23:30
        Dziekuje za bardzo bardzo dobre rady. Ja tez do tej pory uwazalam
        mojego meza za najlepszego kumpla. Wiele razy obserwujac mezow
        kolezanke myslalam sobie, ze jak to dobrze ze trafilam na niego
        wlasnie. I dlatego nie moge pogodzic sie z mysla, ze tak wlasnie sie
        dzieje. Mielismy tyle planow i pomyslow na przyszlosc.
        No ale trzeba dalej zyc i teraz koncentruje sie na sobie. Zapisalam
        sie na plywanie, cos na poczatek.. Moj maz sie nie wyprowadza a
        czasami mysle, ze moze byloby lepiej gdyby sie wyniosl. Nie mam
        odwagi powiedziec mu zeby sobie poszedl. Jak sama mowisz nie chce
        pozniej zalowac..
        Nie kloce sie, nie wypominam i nie przypominam. Moze faktycznie nie
        ma nikogo? Ale to raczej zadna pociecha w tym momenciewink
    • gggusia Re: juz nie kocha. 10.11.08, 23:41
      witaj algebra25.
      Twoj wątek jest tutaj ważniejszy ,ale ja dostałam takiego boksa od
      męza po 4 miesiącach od ślubu.

      w twoim przypadku ,przeczekajcie burze ,napewno pojawi sie słoneczko
      czego Tobie i Wam zyczesmile

      Pozdrawiam
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 13.11.08, 17:12
        nie wiem czy jest jeszcze sens ten temat walkowac.. to chyba juz po
        wszystkim. On sie nie odzywa, jawnie mnie ignoruje i robi wszystko,
        zeby mi obrzydzisc zycie. A poniewaz nie ma jaj zeby sie wyprowadzic
        czeka az ja to zrobie. A ja postanowilam, ze nie bede mu zycia
        ulatwiac i chociaz duzo mnie to kosztuje nie ruszam sie nigdzie.
        W koncu dlaczego to ja mam sie meczyc , szukac mieszkania?
        Skoro chce odejsc to niech zrobi ten pierwszy krok. Zadne rozmowy
        juz nie maja sensu bo w jego oczach ja juz nie istnieje.
        Najtrudniej jest mi sobie wytlumaczyc jak mozna po 12 latch
        traktowac ta druga osobe jak obcego czlowieka. Skad sie tacy ludzie
        biora?
        • wylot11 Re: juz nie kocha. 14.11.08, 15:23
          Najtrudniej jest mi sobie wytlumaczyc jak mozna po 12 latch
          > traktowac ta druga osobe jak obcego czlowieka.
          Ja dostałem takie info o mojej połowy po 22 latach znajomości ..
          także uwierz można , można..
    • mika234 Re: juz nie kocha. 14.11.08, 15:16
      Witam
      Czytałam ten wątek i zastanawiałam się nad moim związkiem, też
      usłyszałam że mnie już nie kocha i to dość długo, oczywiście nie ma
      nikogo i nawet myślał o samobójstwie, większość z Was pisała tu że
      on nie kocha i z czasem okazywało się że kogoś ma. Myślałam,
      przyglądałam się jemu, obserwowałam i cieszyłam się że chociaż mnie
      nie okłamuje, a jednak ma kogoś. W tym schemacie każdy jest taki sam
      i okazuje się że za drzwiami czai się ta druga, choć od reguły są
      owszem wyjątki. Życzę tego wyjątku każdej z Was.
      A już po 4 miesiącach wydawało mi się że wychodzę na prostą.
      Niestety, koszmar trwa.
      pozdrawiam
      • algebra25 Re: juz nie kocha. 14.11.08, 16:39
        Na samym poczatku zaproponowal, zeby "zalatwic ta sprawe" po
        przyjacielsku.Mozecie uwierzyc? A teraz zachowuje sie jak ostatni
        cham. Wolalabym zeby sie awanturowal, cos tam wykrzykiwal a on jest
        z takich co ani slowa, totalne olewanie i zyje sobie swoim zyciem.
        Probowalam sie odzywac, konkretnie i na temat. Pytania w stylu "co
        zamierzasz dalej robic, moze lepiej bedzie jak sie wyprowadzisz?".
        Nie reaguje. Nawet nie drgnie mu powieka.
        • malwa200 Re: juz nie kocha. 14.11.08, 18:27
          dziuęki nza odp. na meila
Inne wątki na temat:
Pełna wersja