piekielnica1
26.10.08, 12:43
W czwartek mam sprawe rozwodowa, troche mnie to stresuje wiec tutaj
szukalam wsparcia i co?
jarkoni napisał:
> Piekielnico..
> Nie wiem jak to powiedzieć, w Twoich słowach jest i żal i gorycz.
> Akurat ja Cię doskonale rozumiem.
> 37 lat wspólnego czegoś? I koniec?
> Jestem dużym i dojrzałym facetem, ale nie rozumiem tego.
> Ty jesteś też dorosłą kobietą.
> No niby jestem w stanie zrozumieć młodziaków, tych co się rozwodzą
> z rok czy dwa
> po ślubie, rozumiem tez tych, którzy z 10-15 lat po ślubie,
> mają poważne powody
> kryzysy, niektórzy to odbudują, niektórzy nie..
> Ale 37 lat małżeństwa? Jesteś pewna tego co robisz?
> Albo inaczej: co razem robicie?
> Może warto na chwilę przestać być "piekielnicą"
> PS. Na pewno macie dzieci, a one co na to?
> Pozdrawiam Piekielna Kobieto
Statystycznie pozoslato mi jeszcze dwadziescia pare lat zycia,
praktycznie nawet i dluzej bo rodzina raczej dlugowieczna, ale czy
rzeczywiscie na pewno nie sfiksowalam, czy mam prawo?
Myslicie, ze powinnam zrezygnowac i znosci przez pozostala czesc
zycia to co znosilam w pokorze dotychczas?, bo wg mlodszych to juz
jestem nad grobem?
Mimo ze emerytura wczesniejsza a nie regulaminowa?
Do dzisiaj nie czulam sie staro, ale moze powinnam.
No i te porady naprawy - cudne

Wylano mi kubel, zalozmy, znimej wody na glowe.
Pozdrawiam wiecznie mlodych, pieknych, zdrowych i szczesliwych