z_mazur
28.10.08, 10:00
Ten wątek zainspirowały posty Kaspra z wątku Kazzzz.
Czy rzeczywiście sam fakt tkwienia w małżeństwie powoduje, że
rodzina jest szczęśliwa, że dzieci wychowują się w najlepszym z
możliwych środowisk?
Dla mnie to bzdura, bo jeśli dwoje ludzi się nie kocha i
przynajmniej jedno z nich czuje się w związku nieszczęśliwe, to nie
ma mowy o tworzeniu zdrowego emocjonalnie środowiska dla dzieci.
Pytaniem jest dla mnie co jest mniejszym złem, poświęcanie siebie i
tkwienie w takim związku siłą rzeczy przerzucając swoje frustracje i
emocjonalne problemy na bliskie osoby z naszego otoczenia (w tym
dzieci), czy rozejście się?
Wiedzenie problemu przez Kaspra jest moim zdaniem idealistyczne i
nierealne, zakłada on, że sam fakt formalnego istnienia rodziny jest
wystarczający, żeby uczynić kogoś szczęśliwym. Nie można
zadekretować tego, że dwoje ludzi ma być ze sobą i mają być ze sobą
szczęliwi. I co zrobić w sytuacji gdy oni nie są szczęśliwi?