greennata.li
06.11.08, 20:41
Moja sytuacja wygląda tak,że mój m podał mnie o rozwód z orzeczeniem o mojej winie. Wczoraj dostałam pozew rozwodowy i o mało się nie przewróciłam na ulicy.
Napisał,że go zdradziłam ponieważ jezdziłam z moim synem na spotkania z jego biologicznym ojcem, to jest jego główny argument.
Wszystko kreauje sie tak,że z moim obecnym m jestesmy dwa lata po ślubie. B.o mojego synka przez pierwsze trzy lata życia dziecka przebywał na emigracji, i sporadycznie interesował się synem. Ich kontakt był praktycznie żaden, dziecko nie wiedziało że ma ojca.Ja czekałam z trudnymi rozmowami, bo co mam powiedzieć 3 czy 4 latkowi, że tato ma go gdzieś? Ułożyłam sobie życie z moim obecnym m. Można by powiedzieć, że byliśmy szczęśliwi, jednak z dniem w którym wrócił b.o mojego synka nasze małżeństwo legło w gruzach. Mąż był zazdrosny o wszystko o telefony b.o do dziecka itp. Ja początkowo nie chciałam słyszeć o tym aby b.o odnowił kontakt z synem, z jakiej niby racji, gdzie był przez tyle czasu? B.o zapewniał , prosił,błagał mnie o kontakty z synem. Za namową mojego obecnego m odmawiałam stanowczo. Skonczyło się to dla mnie tak, że wylądowałam z b.o w sądzie i przegrałam sprawę co do widzeń ojca z dzieckiem, nie wazne jaki ojciec był kiedyś wazne że wrócił i chce się zmienić.Kiedy zobaczyłam moje dziecko z bio, zrozumiałam jak bardzo był mu potrzebny ojciec i jaka byłam głupia zabraniając tych kontaktów. Nie musze chyba dodawać,że mój obecny m, nie zbyt był przychylny dla mojego synka, owszem łozył na jego utrzymanie, ale nie było mowy o wspólnej zabawie itp. I to mnie zawsze zastanawiało, bo przecież jak mąż kocha żone, to i kocha jej dziecko. Pozniej mu to, nie raz wykrzyczałam, że wiedział,że mam dziecko jak mnie brał na żone.
Moje kontakty z męzem wcześniej udane całkowicie się popsuły,mąż nie zgadzał się na spotkania, na które ja musiałam jezdzić z dzieckiem, oczywiście zabraniał aby bio przyjeżdzał do naszego mieszkania aby brał syna na spacer. Po przegranej sprawie dogadałam się z bio w sprawie kontaktów,spotkań i kosztów utrzymania synka.
Mój m nie akceptował żadnej z moich decyzji, prosiłam go żeby jechał ze mną nie zgadzał się,nie zgadzał się również alby bio, przyjezdzał do nas. Ja kierowałam sie dobrem dziecka a nie egoizmem męża,tym bardziej że mały bardzo szybko nawiązał kontakt z bio i świata poza nim nie widzi. Mój mąż stał się opryskliwy, niegrzeczny zrobił się dla mnie zimny pare razy wrócił do domu pod wpływem alkoholu zdarzyło się,że mi ubliżał robił awantury,że go zdradzam,że jeżdze do bio pod pretekstem dzieciaka. Zdarzały się częste awantury ja mu nie dawałam powodów, jego jedyny argument jest taki że zdradzam go jeżdżąc do biologicznego ojca z dzieckiem.Dla mnie to jest absurdalne
nic mnie kompletnie nie łączy z bio poza tym że mamy synka. Tłumaczyłam to męzowi ale nic do niego nie dociera codziennie mi wykrzykuje,że zniszczy mnie psychicznie,że skończe na ulicy sama,że zdechne z głodu itp. mój mąż pracuje dobrze zarabia ok.4tys mies. ja jestem całkowicie od niego zalezna finansowo, jeszcze się uczę, został mi ostatni rok pozatym zajmowałam sie domem,dzieckiem i psem.
Mąż doprowadził do tego,że czuję do niego odrazę, znienawidziłam go za te wyzwiska i obrażanie mnie, za coś czego nie zrobiłam. Kilka razy w trakcie kłótni uderzył mnie, jednak nie odniosłam żadnych śladów i nie mam na to dowodu, tak mi powiedział, i bezczelnie się zaśmiał.
A teraz podał mnie do sądu i jako argument podał zdradę żony, czyli jeżdzenie z dzieckiem na spotkania z bio.
Po tym wszystkim co mi powiedział, i po pijaku wykrzyczał,pare razy też się zamachnął, ja tez chce tego rozwodu,jednak nigdy w zyciu nie zgodze się na rozwód z orzeczeniem o mojej winie. Nie czuje się winna nie zdradziłam męża, nie miałam żadnych kontaktów fizycznych z bio(on w ogole jest z jakąś kobietą) pomówienia męża są dla mnie śmieszne. Mam zamiar z nim walczyć. Gdybym tylko miała środki finansowe sama już dawno bym to zakończyła, jednak jestem od niego zalezna finansowo. Mieszkanie nalezy do niego kupił je przed ślubem, moje są tylko meble które w nim stoją. Nie stać mnie na wynajęcie, nie mam pracy,uczę się. Przeraża mnie perspektywa,że mogę zostać obciążona kosztami sądowymi.
Czy mam jakąś szansę wygrać z nim tą sprawę?
Czy będę mogła żadać od męża alimentów na siebie jeśli rozwód jest z orzeczeniem o winie?
Chciałabym poznać waszą opinię?