Bajeruje czy mówi prawdę?

17.11.08, 20:56
Słuchajcie, moja koleżanka związała się z żonatym (jeszcze?) mężczyzną Polakiem mieszkającym w USA, który twierdzi, że rozwodzi się z żoną mieszkającą w Polsce (on do niedawna też tu mieszkał) tylko za pomocą prawników, on w ogóle nie przyjeżdża do Polski na żadne rozprawy ani nie ma takiego zamiaru. Twierdzi, że wszystko załatwia "na odległość". Na dodatek twierdzi, że jest to rozwód z orzekaniem o winie i że on ma kilku świadków, którzy będą zeznawali na niekorzyść żony bez jego obecności w sądzie.

Moim zdaniem ten facet ją bajeruje i kłamie w żywe oczy. Słyszałam o tym, że można się rozwieść na odległość, ale to dotyczy tylko krajów należących do UE i tylko gdy rozwód jest bez orzekania o winie.

Czy waszym zdaniem może to być prawda czy ten facet po prostu bezczelnie bajeruje moją koleżankę? Czy jest taka prawna możliwość?
    • kami_hope Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:34
      po 1: to, że facet się rozwodzi, nie oznacza, że się rozwiedzie.
      po 2: nie wiadomo, czy faktycznie taki rozwód jest w toku (nawet
      jeśli złożył pozew - a na to też nie ma dowodów - nie oznacza, że
      jest przyjęty)
      po 3: możliwy jest rozwód bez obecności jednej ze stron (i to dot.
      chyba tylko "pozwanego/ą"). W tym wypadku ta osoba składa pisemne
      oświadczenie (najlepiej odręcznie pisane, a już z pewnością
      odręcznie podpisane, z uwzględnieniem wszelkich danych osobowych)
      zgody na rozwód np. "bez orzekania o winie".
      Nie sądzę aby mógła się odbyć sprawa bez obecności "powoda", bo w
      jego interesie jest stawiać się w sądzie, szczególnie gdy wnosi o
      orzeczenie winy.
      Tak czy owak, koleżanka związała się z kimś, kto "nie rokuje". W tym
      przypadku happy end'u nie będzie.
      • z_mazur Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:39
        > Tak czy owak, koleżanka związała się z kimś, kto "nie rokuje". W tym
        > przypadku happy end'u nie będzie.

        A skąd taka pewność i tak autorytarna ocena? wink)))

        Znam kilka związków, które rozpoczęły się jeszcze w trakcie "formalności rozwodowych" i zakończyły się jak najbardziej happy end'em
        • babka-lancetowata Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:52
          z_mazur napisał:
          > Znam kilka związków, które rozpoczęły się jeszcze w trakcie "formalności rozwod
          > owych" i zakończyły się jak najbardziej happy end'em

          Nie przeczę, ale na pewno happy endu nie wróży to, jak ktoś kłamie swojego nowego partnera w kwestii swojego rozwodu. Martwię się o koleżankę, ona jest zaślepiona i chciałabym jej udowodnić, że ten facet nie jest wobec niej szczery.

          Kwestia jego rozwodu jest też o tyle ważna, że ona liczy na zalegalizowanie swojego pobytu w USA przez małżeństwo z nim (jedzie do niego na wizie turystycznej i będzie tam później przebywała nielegalnie). On ma też obywatelstwo amerykańskie, bo jako dziecko przeprowadził się do USA i tam mieszkał kilkanaście lat. Potem wrócił do Polski na 12 lat i teraz od niedawna znów jest w USA, bo podobno rozstał się z żoną.
          • kami_hope Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 18.11.08, 21:32
            Cała ta historia jest dziwna.
            Napisz coś więcej o ich relacjach. Skąd ona go w ogóle wytrzasnęła,
            jak długo się znają, itp.?
            Dziewczyna ma zamiar wyjechać do USA, do jakiegoś faceta i wziąć z
            nim ślub po to aby mieć obywatelstwo, czy dobrze rozumiem?
            To, że facet jest co najmniej podejrzany, to jeszcze pryszcz. Nie
            jestem pewna, czy ta dziewczyna jest świadoma tego, na co się pisze.
            To jest wyjazd do obcego (dalekiego!) kraju, a tam, jeśli nie ma się
            solidnego zaplecza (język, pieniądze, mieszkanie, praca, mile
            widziani - bliscy znajomi, rodzina, przyjaciele) może zdarzyć się
            wszystko. Dobrze być optymistą, ale brak realizmu i zbytnie zaufanie
            komuś/czyt. powierzanie swojego losu w czyjeś ręce, tylko dlatego,
            że ten ktoś nas zapewnia, że wszystko będzie dobrze - staje się
            najczęściej początkiem solidnej lekcji od życia.
            Jeśli Twojej koleżance konieczne jest takie doświadczenie, to cóż...
            Módl się za nią, bo najwyraźniej rozumu nie ma, więc jak taka się
            uprze to bosą stopą w pokrzywy wejdzie aby pokazać, że "nie parzy".

            P.S. Niczego jej nie udowadniaj. Nawet jak przedstawisz dowód, ona
            go wytłumaczy zgodnie z własnymi oczekiwaniami. W tym momencie ona
            oczekuje bardziej argumentów na potwierdzenie swoich planów niż
            (racjonalnego) sprzeciwu. Uszanuj jej decyzję (i módl się - j.w. smile )
            • babka-lancetowata Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 18.11.08, 23:18
              kami_hope napisała:

              > Cała ta historia jest dziwna.
              > Napisz coś więcej o ich relacjach. Skąd ona go w ogóle wytrzasnęła,
              > jak długo się znają, itp.?
              > Dziewczyna ma zamiar wyjechać do USA, do jakiegoś faceta i wziąć z
              > nim ślub po to aby mieć obywatelstwo, czy dobrze rozumiem?

              No więc tak. Ona tam do niego jedzie z "miłości", a nie po to, by mieć obywatelstwo. Obywatelstwo to sprawa wtórna, tzn. wie, że jak w USA będzie chciała dłużej przebywać ze względu na niego, to przydałoby się mieć obywatelstwo, bo ona tam będzie nielegalnie. Wjedzie na wizie turystycznej, upoważniającej ją do 3 miesięcznego pobytu w USA i nie zamierza stamtąd wyjeżdżać.

              Dla niej sprawa kraju zamieszkania nie ma większego znaczenia. Ona jest Polką, która od ośmiu lat tuła się po świecie. Jak dotąd przebywała głównie w Niemczech.

              Tego faceta poznała przez swojego kuzyna, który mieszka w USA i on ich zeswatał, bowiem uważał, że pasowaliby do siebie. Najpierw mieli intensywny kontakt internetowy, zobaczyli się kilka razy w Niemczech, tzn. ten facet do niej przyleciał i na tej podstawie podjęła decyzję, że jest to "wielka miłość".

              Ja się po prostu boję, że ona tam będzie w USA z nim żyła, licząc na to, że on się w końcu rozwiedzie (jej zależy na założeniu rodziny), a on ją będzie przez kilka lat kłamał, że "sprawa rozwodowa w toku", "ciężki rozwód i dlatego się tak długo wlecze". Jak ten facet by się rozwodził w Polsce, to ona by miała możliwość sprawdzenia, czy on chodzi na rozprwy, czy dostaje jakieś papiery z sądu itd. A tak to nie ma jak tego sprawdzić, jest zdana tylko na to, co on jej mówi, a może przecież kłamać. Z tego co wiem, to jak ktoś przebywa za granicą, to sąd nie wysyła do niego zawiadomień i dokumentów, tylko do wyznaczonej przez niego osoby w kraju. Tak więc do USA żadne pisma sądowe z Polski nie będą miały przychodzić. Ona więc nie ma jak tego sprawdzić, czy on się rzeczywiście rozwodzi. Może on sobie po prostu wyjechał na trochę do USA w celach zarobkowych, żony wcale nie opuścił albo jest w lekkiej sepracji, jednak rozwodzić się nie zamierza. I chce tą moją koleżankę wykorzystać.
        • kami_hope Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 18.11.08, 00:13
          Och, przykro mi, że zabrzmiało autorytatywnie smile

          Nie twierdzę, że związki rozpoczynane w trakcie rozwodów nie mogą
          się udać.
          Ten jest szczególny. To, że opiera się na interesie - to jeden
          aspekt sprawy, uczucia wydają się być w tym względzie sprawą
          marginalną. Inny ważny aspekt - zakładając, że cała ta rozwodowa
          ściema jest faktem - facet, który wnosi o rozwód z orzeczeniem o
          winie, a nie ma go na sprawach, nie dowodzi własnym oskarżeniom a
          zasłania się świadkami, jest - powściągliwie mówiąc - niewiarygodny.
          Pierze własne brudy czyimiś rękami. Po to właśnie będzie mu służyła
          nowa kobieta - do prania brudów właśnie. Przykro mi, ale ludzie mają
          zwykle tendencje do powtarzania pewnych zachowań. To się czasem
          zmienia... ale to zdarza się jedynie pod wpływem jakiegoś
          szokującego impulsu, lub "olśnienia" - na żadne z powyższych bym nie
          liczyła.
          • z_mazur Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 18.11.08, 12:12
            Większość klasowych adwokatów unika stawiania w roli świadka
            własnego klienta właśnie ze względu na niewiarygodność jego zeznań
            jako strony i unikają tego jak ognia, dopóki mają możliwość
            udowodnić racje klienta bez powoływania go na świadka.

            Jeśli stać go na dobrego adwokata, to jestem przekonany, że on
            odradził mu zeznawanie jeśli są inni świadkowie i materialne dowody.

            To się nazywa profesjonalizm i osiąganie założonych celów w
            profesjonalny sposób, a nie pranie brudów cudzymi rękami.

            Szczerze mówiąc, gdyby mnie było na to stać, to nie prałbym brudów
            własnymi rękami tylko korzystał z usług pralni i nie widziałbym w
            tym nic zdrożnego, wręcz przeciwnie.

            Jak dla mnie w zachowaniu faceta (w chłodnym i racjonalnym podejściu
            do kwestii rozwodu) nie widać ani śladu czegoś, co by rodziło jakieś
            negatywne wnioski w kontekście jego bycia w tym nowym związku i
            jakiegoś wynikającego z TEJ strony ryzyka dla rozwoju relacji.
            • kami_hope Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 18.11.08, 22:02
              Nie wiem do czego zmierzasz?
              Nie wiem, czy to odwaga z Twojej strony, czy głupota. Ciekawa
              jestem, czy przy takim zminimalizowaniu ryzyka wziąłbyś na siebie
              odpowiedzialność pomocy tej dziewczynie?
              Dokonaj syntezy na podstawie wszelkich przedstawionych danych. I
              wyciągnij wnioski jeszcze raz.

              Większość klasowych adwokatów unika stawiania w roli świadka
              > własnego klienta właśnie ze względu na niewiarygodność jego zeznań
              > jako strony
              Nie znam klasowych adwokatów i nie mam pojęcia czego unikają jak
              ognia. Moja prosta logika wskazuje jednak, że rozwód, to bardzo
              osobista sprawa, a świadkowie stanowią niejako podparcie zeznań
              poszczególnych stron. (to nie jest sprawa karna! gdzie "wszystko co
              powiesz może być przeciwko tobie...") Nikt nie wie lepiej jak było,
              poza bezpośrednio zainteresowanymi. Te same osoby, które niegdyś
              zawierały małżeństwo (bezpośrednio, a nie za pośrednictwem osób
              trzecich), teraz je rozwiązują (bezpośrednio, a nie...)

              Szczerze mówiąc, gdyby mnie było na to stać, to nie prałbym brudów
              > własnymi rękami tylko korzystał z usług pralni i nie widziałbym w
              > tym nic zdrożnego, wręcz przeciwnie.
              Czasem korzystam z podobnych usług (stać mnie), ale jednak rzeczy
              osobiste piorę sama! Podobnie rzecz się ma z innymi - nazwijmy to -
              nieczystościami.
              Z rozwodem jest podobnie jak z własnym produktem przemiany materii.
              Trzeba to sprzątać samemu!

              Nawet zwierzęta zasypują po sobie... dołki.
              Czasami wygląda jakoby to one były na wyższym poziomie rozwoju.

            • babka-lancetowata Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 18.11.08, 23:23
              Widzisz, ale jego żona też będzie przedstawiała swoich świadków. I wtedy jak mężczyzna jest obecny na rozprawie, to może się do tych zeznań świadków każdowrazowo ustosunkowywać, prostować ich zeznania, podważań itd. Jak danej osoby nie ma na rozprawie, to jest ona tej szansy pozbawiona. Dlatego dziwi mnie to, że jest możliwość orzekania o czyjejś winie bez obecności danej osoby.
    • z_mazur Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:35
      Być może bajeruje, ale samo stwierdzenie nie musi być nieprawdą.

      W Polsce w sądzie cywilnym nie ma obowiązku obecności stron na rozprawie. Wystarczy obecność pełnomocnika. Jeśli adwokaci stron mają pełne pełnomocnictwa procesowe, to żadna ze stron nie musi się stawiać na rozprawach, a sprawa i tak się będzie toczyła. Jeśli któraś ze stron o to wniesie, to nawet obecność jej pełnomocnika nie jest konieczna na rozprawie.
      • babka-lancetowata Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:45
        I to wszystko przy orzekaniu o winie? Ten facet mówi, że zamierza udowodnić winę żony w sądzie, a nie zamierza się w nim w ogóle pojawić. Dlatego coś mi tu nie gra.
        • z_mazur Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:52
          Nie ma znaczenia czy orzekana jest wina, czy nie. W sądzie cywilnym (a sąd rodzinny jest wydziałem sądu cywilnego) możliwa jest pełna reprezentacja bez obecności stron.
        • ravny Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:52
          jesli nawet mówi prawdę i bierze sie teraz za udowadnianie winy zonie, co
          poootrwa sporo czasu, to faktem jest jedno- jeszcze długi czas będzie uwikłany w
          swoje małżeństwo i walkę z zoną. Koleżanka co najwyżej jest mu potrzebna na
          pocieszanie w tym truuudnym momencie życia.
          zakladając, że mówi prawdę.
          • babka-lancetowata Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 21:58
            To wiadomo, ale jej nie przetłumaczysz. Dlatego chciałam jej pokazać jakiegoś obiektywnego prawnego linka, w którym by było czarno na białym napisane, że z USA nie można się rozwieść na odległość i że on ją kłamie, bo w ogóle nawet nie jest w trakcie rozwodu. Chodzi o namacalny dowód jego kłamstwa, może to by ją przebudziło.
            • z_mazur Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 17.11.08, 22:01
              Ale jak już napisałem, stwierdzenie, że rozwodzi się za pośrednictwem prawnika nie musi być kłamstwem, a jeśli przebywa za granicą i ma przyzwoite dochody, to dla mnie takie sposób załatwienia rozwodu jest jak najbardziej normalny.

              Koszty pełnej reprezentacji procesowej, to w przypadku polskiego adwokata kwota kilku tysięcy złotych w zależności od jego renomy.
            • tricolour Im gorzej tym lepiej? 17.11.08, 22:03
              Dlaczego, w imię przyjaźni i pomocy, chcesz zebrać materiał obciążający faceta i
              przeszkodzić planom przyjaciółki?

              Jeszcze nie wiesz, że facet kłamie, a już chcesz mieć namacalny dowód kłamstwa.
              Czy to zazdrość?
              • babka-lancetowata Re: Im gorzej tym lepiej? 18.11.08, 23:31
                A czego mam jej zazdrościć? Mnie nie interesuje ani emigracja, ani związek z dzieciatym rozwodnikiem, a tym bardziej żonatym. Po prostu jest to moja przyjaciółka od serca, znamy się od podstawówki i nie mogę patrzeć, jak zamierza sobie zmarnować życie. Nie wiedziałam, że stać ją będzie na taką naiwność. Jej po prostu za bardzo zależy na założeniu rodziny i przez to straciła zdrowy rozsądek. Facet jej naopowiadał bajeczek, że się z nią ożeni, że chce mieć z nią dziecko (choć sam ma już dwójkę) itd. A że ona jakiś czas temu miała bezdzietnego kawalera, który się nie kwapił do oświadczyn, to teraz myśli, że może z rozwodnikiem szybciej osiądnie swoje cele.
    • plujeczka Re: nie macie racji 18.11.08, 07:49
      przykro mi ,ze ale żadne z Was nie ma racji, w Polsce nie jest
      MOZLIWY rozwód z orzekaniem o winie bez uczestnictwa strony
      wnoszącej pozew.To znaczy owszem może Go nie byc na rozprawach i
      wówczas bedzie reprezentowany przez dwokata ale na koncowej sprawie
      jest KONIECZNOSC przesłuchania stron ( na takiej ostatecznej
      sprawie są MUSI przesłuchać jego ( poniewaz to on wnosił sprawę a
      dopiero pózniej jego zonę)Zatem nie wprowadzajcie dziewczyny w błąd.
      • z_mazur Re: nie macie racji 18.11.08, 11:40
        Jeśli któraś ze stron wniesie o przesłuchanie stron, to oczywiście
        strona wezwana jako świadek musi się stawić, ale to stawiennictwo
        dotyczy zeznań jako świadek, a nie obowiązku uczestniczenia w
        sprawie jako strona.

        W prawie cywilnym można zrezygnować z własnych zeznań (jeśli
        uważamy, że inne dowody wystarczająco potwierdzają nasze stanowisko)
        wtedy pisze się w pozwie, krótkie stwierdzenie jako jeden z jego
        punktów, że wnosi się o przeprowadzenie sprawy pod nieobecność
        powoda. Jeśli się nie wezwie się samemu drugiej strony (pozwanej)
        jako świadka, a ona sama nie ma ochoty zeznawać (bądź uważa, że jej
        zeznania nie są potrzebne), to również nie musi się stawiać w sądzie.

        Oczywiście w przypadku orzekania winy trudno sobie wyobrazić
        sytuację w której obie strony nie chciałyby przed sądem powiedzieć o
        swoim stanowisku na temat tego co działo się w małżeństwie, co nie
        znaczy, że jest to jednak niemożliwe.
        • markac28 Re: nie macie racji 18.11.08, 11:59
          Dziwi mnie, że jesteś taka "opiekuńcza" w stosunku do koleżanki, no
          powiedzmy, że martwisz się o nią. U mnie właśnie takie nadgorliwe
          osóbki rozbiły moje małżeństwo po ponad 8 latach, czy są z siebie
          dumne? nie wiem i już mnie to nie obchodzi. Lepiej się zajmij swoim
          życiem i swoimi problemami, a koleżanka da sobie radę SAMA, nie
          wszyscy lubią jak ktoś im się w..... w ich życie.
          • kami_hope Re: nie macie racji 18.11.08, 23:14
            Mnie zaś dziwi, że łączysz podobne sprawy (choćby w jakimś pobocznym
            aspekcie) z własnym doświadczeniem (notabene - po 8 latach!). Nie
            nauczyłeś się jeszcze, że nie wszystko jest czarno-białe, a świat
            nie kręci się wokół Ciebie?

            Dodam, na wypadek gdybyś nie doczytał (zaślepiony wywołanym
            impulsem), że mowa o ludziach którzy małżeństwem jeszcze nie są,
            jedynie plan jest taki... plan ów ma zagwarantować obywatelstwo USA.

            Koleżanka pewnie sobie radę da - SAMA. Ale z ew. ewakuacją to już
            tak sama chyba sobie nie poradzi. Oby "opiekuńcza koleżanka" wciąż
            była taka "nadgorliwa", bo jeśli bohaterka tej historii nie
            przyszykowała sobie planu "B", to szczęściarą będzie, jeśli ta
            pierwsza zrobi to za nią.

            Bogu dzięki za mądrych przyjaciół!
      • babka-lancetowata Re: nie macie racji 18.11.08, 23:32
        plujeczka napisała:

        > przykro mi ,ze ale żadne z Was nie ma racji, w Polsce nie jest
        > MOZLIWY rozwód z orzekaniem o winie bez uczestnictwa strony
        > wnoszącej pozew.

        Ale ja nie wiem, kto wniósł pozew - on czy jego żona.
    • der1974 Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 18.11.08, 23:10
      Wtrącę się na chwilkę: zgodnie z art. 432 kodeksu postępowania
      cywilnego sąd zawsze zarządza w sprawie o rozwód dowód z
      przesłuchania stron, czyli zawsze musi wysłuchać każdego z
      małżonków, niezależnie czy ktokolwiek wnioskuje o przeprowadzenie
      takiego dowodu. Żaden adwokat tego nie może zastąpić. To
      obligatoryjny wymóg jest. Czyli powód musi się stawić przynajmniej
      na jedną ostatnią sprawę.
      • z_mazur Re: Bajeruje czy mówi prawdę? 19.11.08, 00:42
        Ups. Masz rację.

        Przedobrzyłem trochę. Chociaż nadal podtrzymuję, że wystarczy tylko stawiennictwo na jednej rozprawie i złożenie zeznań jako świadek. Na pozostałych sprawach wystarczy pełnomocnik.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja