Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią?

20.11.08, 14:42
I tak się trudno z Wami rozstaćsmile
Zatem po przebrnięciu przez cenny i zmuszający do myślenia wątek o
babci, wnuczce i byłej synowej, pomyślałem sobie znienacka (ot,
olśniło starego rybaka, człowieka prostego jak konstrukcja cepa), że
skoro takich porzucanych kobiet z małymi dziećmi są miliony, to i
odchodzących facetów - takoż (kobiet też, ale tu nie o nich). I
kobiet, do których odchodzą faceci - również mrowie a mrowie. Słowem
- że ruch w tym interesie aż furczy. Na okrągło.
A to się w takiej sytuacji robi całkiem interesujący problem
etyczno-ekonomiczno-psychologiczny. Bo - choć wiadomo ogólnie, że
faceci to świnie i porzucają chętnie kogo popadnie, to... i tu pora
postawić wreszcie to praktyczne do gruntu pytanie i przyjrzeć się
odpowiedziom - co tacy żonaci i dzieciaci faceci powinni zrobić,
żeby odchodząc, zostawiając, rzucając - świniami być, no, powiedzmy,
nie do natychmiastowego zarżnięcia przez zawiedzione i pokaleczone
przez nich kobiety i dzieci. Cóż, w Unii ponad 70 proc. małżeństw
się rozpada, w Polsce - już ponad 50 procent.
Swoje zdanie na ten temat mam - serce sercem, ale kiedy są dzieci -
to albo cierp w ciszy i rób swoje, chłopie, albo - jeśliś się aż tak
zbiesił i w efekcie - spitolił ? to do chwili, gdy się potomstwo
usamodzielni,WYŁĄCZNIE na ciebie musi spaść obowiązek całkowitego, a
nie dzielonego z ex, efektywnego utrzymania dziecka(i). I to z
solidną górką na koszty wychowawcze! I to bez żadnej gwarancji, że
cię kiedyś dzieciak własny nie opluje. Bo z nim rozwodu nie brałeś.
Choćbyś miał wyjść boso i po kres dni jeść chleb suchy. Wiem, wiem,
że to może być kij w mrowisko... Ale - jak sobie poczytałem wątek o
babci - no to pomyślałem sobie, że takie właśnie zadziwiająco często
bywa życie - to prawdziwe, a nie życzeniowe. A większość tego
zwykłego, codziennego strachu kobiet porzucanych, a obdarzonych
potomstwem - dotyczy właśnie kwestii wychowawczych i materialnych
związanych z przyszłością ich dzieci - co naturalne i w pełni
zrozumiałe.
A więc - zwłaszcza Panie - jakie są dla WAS istotne warunki
brzegowe, by uznać porzucającego chłopa za świnię z mniejszym nieco
ryjem?
    • pokopanka Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 15:03
      żeby umiał dotrzymac słowa
      i - tak jak napsiano - rozwodził się z matką nie z dzieckiem
      żeby nie zadeptał tego co było dobre
      i nie gryzł ze złości
      • pyzz Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 15:21
        > i - tak jak napsiano - rozwodził się z matką nie z dzieckiem
        To nie mężczyźni rozwodzą się z dziećmi, tylko matki ICH rozwodzą z dziećmi.
        Dość powiedzieć, że najczęściej rozpatrywaną skargą w polskich sądach RO jest
        skarga ojca o ograniczanie przez matkę kontaktów.
        • rybak Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 15:31
          No, słuchaj. Dżentelmeni płacą za swoje przyjemności - mawiają
          Anglicy. Jeśli to męźczyzna okazał się winny - bo porzucił rodzinę,
          niekiedy po występach godnych cyrku Alonso - kara musi byćsmile. A może
          czasem i nie kara, tylko próba ochrony dziecka i udowodnienia - że
          skoroś się aż tak nie sprawdził, trudno - nie nadajesz się na ojca
          mego syna/córki (synów/córek. Bo co mu/im przekażesz? Jak im pomożesz?
          Ty już przecież wybrałeś,co dla ciebie ważne, no nie?
        • zmienilamnicka Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 15:36
          Poważnie? a nie częściej matki skarżą ojców o unikanie płacenia alimentów na
          dzieci? wink
          • rybak Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 15:40
            Oczywiście, że częściej. Raz, że częściej mają przyznaną opiekę. A
            dwa - że - jako już tu padło - faceci to świnie. Zatem... wracam do
            pierwotnego pytaniasmile
            • zmienilamnicka Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 15:45
              no nie nie, w wersji Męskiej było by raczej "kobiety to zdziry, które kasę chcą
              wyłącznie na waciki dla siebie a nie na dziecko" smile
        • akacjax Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 21:28
          A czy można złożyć skargę na brak kontaktów ojca z dziećmi?
          Albo na okłamywanie dzieci przez ojców (przyjdę..a tu nie ma, nie ma).

          Gdyby były takie możliwości mogłoby to zawalić sądy.
    • zmienilamnicka Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 15:57
      >A więc - zwłaszcza Panie - jakie są dla WAS istotne warunki
      >brzegowe, by uznać porzucającego chłopa za świnię z mniejszym nieco
      >ryjem?


      Chyba niewiele trzeba.. Płaci godziwe alimenty, interesuje się dzieckiem w
      sposób spokojny,
      nie odgrywa się na matce, nie manipuluje, nie szantażuje, nie oczernia, nie
      zostawia kobiety bez grosza lub ze swoimi długami, nie przerzuca swojej winy na
      nią... itd itp
      Sytuacje są różne, niektóre kobiety zostają w domu z dziećmi na prośbę męża a
      potem zostawiane są na lodzie i oszukiwane do ostatniego dnia przed wyprowadzką
      pana..

      hmm.. no.. facet żeby nie został uznany za świnię nie może się zachowywać jak
      świnia. smile

      • rybak Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 16:12
        Kiedy się rozwodziłem, w związku bezdzietnym, mój adwokat
        opowiedział mi historię kolegi (anonimowo, oczywiście), który też
        się rozwodził. I pytał kumpla mecenasa - słuchaj - a może jej (ex)
        lepszą pracę załatwić, zostawić jeszcze to, jeszcze tamto... No,
        przejmował się, jednym słowem. A wtedy adwokat - człowiek życie
        znający, powiedział krótko - choćbyś jej wszystko zostawił - i tak
        to będziesz dla niej tylko ... (znany wyraz czteroliterowy). Bo to
        ty odszedłeś od niej, a nie ona od ciebie.
        Skoro tak mało trzeba, jak piszesz, to co, nie miał racji?
        • zmienilamnicka Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 16:42
          Są świnie i Świnie. Zdrada i porzucenie jest świństwem i trudno ją z marszu
          wybaczyć. Ale jeśli facet, poza odejściem, w kontaktach po rozstaniu i w czasie
          rozstania zachowuje się przyzwoicie i normalnie to z biegiem czasu sytuacja się
          stabilizuje i nie przeradza w regularne obrzydzenie panem świnią...
          Znajomą zostawił mąż, wpadł z inną i odszedł. Ale płacił regularnie alimenty,
          wcale nie duże ale takie jak ustalili, nie musiała szarpać się z nim w sądzie,
          dokładał się do dodatkowych wydatków gdy zaistniały, itd. Nie porzucił dziecka,
          a znajoma może na niego liczyć.
          Drugiej znajomej ex mąż narobił długów, obiecywał alimenty płacić, od kilku lat
          nie widziała ani grosza, została ze wszystkim sama.
          Jest różnica?
          Trzecia znajoma regularnie slyszy od prawie-exa hasła "wypierdalaj z mieszkania"
          .. on zdradził, ona chce rozwodu, i to jej wina że zachciało jej się "rodzinę
          dzieciom rozbijać" wink
          Jest różnica?


          Osobiście bym nie chciała by facet mnie rzucił a potem zasypywał mnie super
          ofertami pracy i życie mi nagle urządzał by swój wizerunek naprawić i poczucia
          winy się pozbyć smile Bo tylko by mnie bardziej wkurzył, życzliwy..tez coś. Chyba
          żebym go poprosiła.
          On ma wywiązywać się z ustaleń odnośnie dzieci (co dośc rzadkie bo większośc
          panów widzi wszędzie te waciki...), zajmowac się nimi gdy trzeba
          i np nie wykradać wcześniej majątku z małżeństwa by się po cichu z kochanką
          urządzić.. bo to tez częste i wstrętne..
    • ludzkiepanisko Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:16
      Przykro mi ale nie uda Ci sie zmusić kobiet do zastanowienia i
      rozsądnych wypowiedzi. Nie będzie rzeczowej dyskusji. One wiedzą, że
      jak facet zostawia to świnia a jak kobieta zostawia tzn., że miała
      powód. Nie zmienisz tej mentalności. Jest tutaj takie forum o nazwie
      faceci z egiptu, na ktorym kobiety beż żenady opisują jak podczas
      pobytu w Egipcje doprawialy rogi swoim partnerom albo mężom.
      Ani jednej krytycznej wypowiedzi ani jednej wątpliwości czy tak
      można. Ona mają ochotę i już!!!
      Moje posty by chociaż przez chwilkę sie zastanowiły i zabepieczały
      przed hiv, syfilisem i innymi kalafiorami spowodowały tylko to, że
      te bardzo moralne i odpowiedzialne kobiety rzuciły sie na mnie z
      pazurami a moderatorki wycinały moje posty bez litości. Nie ma
      postów tzn. nie ma hiv, nie ma problemu. Simon Mol niczego kobiet
      nie nauczył.
      Tak więc możesz sie spodziewać tylko zajadłego kąsania i skakania do
      oczu. Zaraz pojawi sie karolcia331, ktora udowodni Ci, że jesteś
      nieudacznikeim poprzez same swoje istnienie i naklepiej byś zrobil,
      byś mając takie poglądy albo wątpliwości sie powiesił. Kobiety maja
      rację i już!!! Koniec dyskusji.
      Rzucasz perły przed wieprze...
      pozdrawiam
      • rybak Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:26
        Karolcia nie przyjdzie, bo się panicznie boi wiwisekcjismile))
        A kobiety to nie wieprze, takoż moje enuncjacje to nie perłybig_grin
        I nie o wojnie płci my tu, ale o ... powiedzmy - dyplomacji
        płci.Choć to podobno to samo.
        A nawet nie o tym, tylko o zwykłej... rozmowie. Ludzi.
        Rozstający się partnerzy z dziećmi - przestają być ludźmi? To mało
        im trzeba...

        • ludzkiepanisko Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:42
          Rozstający się partnerzy z dziećmi - przestają być ludźmi? To mało
          > im trzeba...

          Przestają. Zostawił tzn.,że nie ma prawa do szczęścia, nie może
          założyć rodziny, trzeba przysądzić mu takie alimenty, żeby mu sie
          głupot odechciało i trzeba je podwyższać co pół roku, żeby nie dać
          wyjść z roboty. I dobrze tak dziadowi, bo chociaż nie chciałam z nim
          spać, ciosałam mu kołki na głowie, waliłam po rogach to powinien do
          końca życia cierpieć, że śmiał olać takie życie.
      • zmienilamnicka Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:45
        > Rzucasz perły przed wieprze..

        smile)) wieprze są rodzaju męskiego!
        • ludzkiepanisko Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:46
          zaczyna sie...
          dziekuję za merytoryczną wypowiedz.
          miłego wieczoru
        • nangaparbat3 Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:47
          >
          > smile)) wieprze są rodzaju męskiego!

          Fakt, ale "faceci to świnie" (rdz.ż.).
          • zmienilamnicka Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:51
            z tego wniosek - i wieprz i świnia tylko z męzczyzną się kojarzy smile)))
            • nangaparbat3 Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 17:04
              A przecież świnie to jedne z najmadrzejszych zwierząt.
              I tak źle przez nas traktowane - jezykowo w każdym razie.
              Może warto by to przemyslec?
              • rybak Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 17:17
                Ba, ponoć jako jedyne obok delfinów i naczelnych (oraz słoni) mają
                zdolność do refleksji i poczucie humoru.
                • ludzkiepanisko No i gdzie ta dyskusja? 20.11.08, 17:20
                  No i gdzie ta dyskusja, do której namawiał autor wątku? Rozwineła
                  sie wymiana zdań o sympatycznych skądinąd wieprzkach...
                  Rybaku, czy w swoim poście nie mialem racji?
                  wink)
                  pozdrawiam
                  • rybak Re: No i gdzie ta dyskusja? 20.11.08, 17:39
                    Wydaje mi się, że wymagałoby to dłuższej dyskusji, ale chyba nie o
                    tym jest ten wątek. Wiem tylko, że chociaż ex zrobiła mi w swoim
                    czasie megabumtarabum ("5 element"smile, to i tak - i jej już bym na
                    tym forum w rzędzie z wieprzkami nie stawiał. Nawet w przenośni i
                    nawet gdybym tu perły a nie wyłącznie trochę soli miał do rzucania.
                    Jak to było? Nie osężdejte, da ne osężdene bądete
                    (starocerkiewnosłowiański). Bo nie rzecz w udowadnianiu racji, ale w
                    rozmowie.
                    Po prostu, ciekaw jestem, czy to się włącza automatem, czy jednak
                    można nad tym zapanować. No - reakcja - krzywda-odegram się, oddam,
                    odpłacę...
                    Bo przypominam - mówimy tu o uczuciach, krzywdzie i powinności. I
                    nieważne, czy odchodzącym jest tu mężczyzna, czy kobieta. Sztuka
                    jest sztuka - jak mawiają hodowcy...smile
                    • ludzkiepanisko Re: No i gdzie ta dyskusja? 20.11.08, 17:44
                      Wiem tylko, że chociaż ex zrobiła mi w swoim
                      > czasie megabumtarabum ("5 element"smile, to i tak - i jej już bym na
                      > tym forum w rzędzie z wieprzkami nie stawiał.

                      I to jest typowe dla faceta. Zauważ, ze jak sie pokłóci dwóch
                      facetów, to nawsadzają sobie od ostatnich penisów a za 10 minut idą
                      razem na piwo. Było, minęło.
                      Z kobietami jest inaczej, urazę chowają latami i są mściwe.
                      • rybak Re: No i gdzie ta dyskusja? 20.11.08, 18:15
                        Nie zrozumiałeś mnie do końca. Nie dlatego. Trochę bardziej po tym
                        wszystkim znam samego siebie.smile. A tylko to uczy szczątkowej choćby
                        pokory i wyrozumiałości dla innychsmile. I większych wymagań wobec
                        siebie.
                        Ostatnio czyściłem komórkę, na której odkryłem jakieś pliki
                        przypadkowo zupełnie nagrane (nokie niektóre tak mają, włożone do
                        kieszeniwink I okazało się, że jest tam, o czym nie miałem pojęcia,
                        przypadkowe i duże nagranie z mojego byłego domu. Przez pół godziny
                        słuchałem osłupiały, z jaką agresją i desperacją atakowałem
                        wszystko, co się rusza, biorąc za ataki także wszystko. Ludzi, psy,
                        ściany...
                        Kiedy już w takim stanie się jest i takie są sprawy w związku,
                        wiadomo, że się tego nie wyleczy, są to rzeczy nieodwracalne ?
                        czyste wysokooktanowe paliwo dla spirali agresji. I obojętne jest
                        już wtedy, kto podlał pierwszy kanister.
                        Ale mówimy tu o innej sytuacji. O rozmowie ludzi, o powinności wobec
                        innych, o minimalizowanu krzywdy. A przede wszystkim o
                        odowiedzialności i powinności wobec najsłabszych. No - o tym, o czym
                        męźczyźni i kobiety czasami rozmawiają przy piwie.smile)
                        • nangaparbat3 Re: No i gdzie ta dyskusja? 20.11.08, 21:48
                          Nawet bez piwa.
                          Często myślę, ze jedna z najgorszych rzeczy jest przekreślenie wszystkiego, co
                          było. Typu: nigdy cie nie kochalam/nie kochałem, nasz zwiazek byl pomyłką,
                          żaluję, że cie w ogóle spotkalam/spotkalem, etc.
                          • biedronka784 Re: No i gdzie ta dyskusja? 21.11.08, 10:43
                            Zgadzam się z Tobą nangaparbat3. Ktoś kiedyś mi powiedział- "nigdy nie żałuj
                            tego co się stało- wyciąg tylko odpowiednie wnioski" Wiem, że kiedyś była
                            miłość, szacunek, partnerstwo w moim związku. Gdzieś po drodze to wszystko się
                            pogubiło. Jest to nasze wspólne zaniedbanie.teraz już wiem, że dobrze się stało,
                            że nie jesteśmy razem ale to chyba trzeba czasu, żeby się do tego przyznać. Jak
                            by nie było zdrada boli ale gdy przejdzie ból i żal to można dojśc do
                            zadziwiających wniosków.
              • zmienilamnicka Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 18:07
                nangaparbat3 napisała:

                > A przecież świnie to jedne z najmadrzejszych zwierząt.
                > I tak źle przez nas traktowane - jezykowo w każdym razie.
                > Może warto by to przemyslec?

                Ja do świń i wieprzków oraz warchlaczków nic nie mam smile)) to wesołe zwierzaczki.
                A w swoim czasie ex dostał epitety spoza zwierzęcej branży smile)))
      • zmienilamnicka Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:50
        Mój znajomy jednym ciągiem opowiadał mi kiedyś o tym jaki niesmak poczuł gdy
        "koleżanki" opowiedziały mu ,że jadą do Tunezji "cos poderwać", a pięć minut
        później chwalił się jak to z kumplem na delegacji wylądowali w łóżku z trzema
        panienkami poznanymi w knajpie we Włoszech... Pan oczywiście żonaty smile

        Kobieta się seksi dla przyjemności - zgroza!
        Facet się seksi - to normalne i powód do dumy... smile Hipokryzja ponadwiekowa.
        • ludzkiepanisko Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 16:55
          > Kobieta się seksi dla przyjemności - zgroza!
          > Facet się seksi - to normalne i powód do dumy... smile Hipokryzja
          ponadwiekowa.

          Nigdy tak nie sądziłem. K...restwo w wykonaniu faceta jest takim
          samych k...restwem jak w wykonaniu kobiety. Zresztą ja nie oceniam,
          namawiam tylko do rozsądku. Nie interesuje mnie kto z kim sypia,
          interesuje mnie za to jak stara sie potem wybielić. I tu kobiety nie
          mają sobie równych i są przy tym niesamowicie (aż do głupoty)
          solidarne.
          • zmienilamnicka Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 17:01
            Przede wszystkim wchodzisz na TO FORUM i mówisz że "rybak rzuca perły przed
            wieprze" bo TU o cos OBECNE TU KOBIETY zapytał...
            Jesteś zwyczajnie niekulturalny i obrazasz wiele kobiet.
            To, że z jakiegos powodu podnieca Cię Twoja obecność na forum "Faceci z Tunezji"
            i zaczytywanie się czyms takim to już naprawde nie mój problem.
            A jesli widzisz tak wiele zła i niemoralności - to zacznij od uzdrawiania swojej
            płci , na pewno bardziej "dotrzesz" z konkretnym męskim przesłaniem np na forum
            "Starszy pan i nastolatki" smile
            • ludzkiepanisko Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 17:08
              zmienilamnicka...
              Jak ja mam Ci to wytłumaczyć? Zwrot "rzucasz perły przed wieprze"
              oznacza tylko to, że moim zdaniem większośc czyteliczek i tak nie
              przeczyta nawet wypowiedzi rybaka do końca, bo zółć im oczy zaleje i
              będzie chciała przywalić facetowi. Ty też jesteś tego przykładem,
              niestety, potwierdzasz zmoje słowa. I nie pisz mi tu głupot, że
              obrazam kobiety bo nigdzie nie obrazilem, to Ty jesteś
              przewrażliwiona.
              Nie pisałem o forum facecie z tunezji tylko faceci z egiptu.
              Wyvbaczam Ci po chcrześcijańsku tą nieścisłość z uwagi na żółć, o
              której wspomniałem. Obecnośc na tamtym forum mnie nie podnieca, nie
              wmawiaj mi tego i nie pozwalaj sobie na osobiste uwagi bo ja sobie w
              stosunku do Ciebie nie pozwalam.
              Jak facet ma inne zdanie to jest niekulturalny cham. Tak, tak masz
              oczywiście rację kulturalna kobieto o przenikliwej inteligencji..
              pozdrawiam
              • nangaparbat3 komu żolc oczka zalewa? 20.11.08, 17:52
                nie czytales postu Zmienilamnicka? akurat jest wyjatkowo zrownowazony i sensowny:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=87474002&a=87477737
              • zmienilamnicka Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 18:03
                ludzkiepanisko napisał:

                > Jak ja mam Ci to wytłumaczyć? Zwrot "rzucasz perły przed wieprze"
                > oznacza tylko to, że moim zdaniem większośc czyteliczek i tak nie
                > przeczyta nawet wypowiedzi rybaka do końca, bo zółć im oczy zaleje i
                > będzie chciała przywalić facetowi.


                I własnie o takie nastawienie Twoje i niektórych panów chodzi.
                Kobieta z gruntu rzeczy jest zła, ku.wa, zakłamana, manipulantka,
                niesprawiedliwa. Tylko atakuje biednego misia i doi kasę bez cienia autorefleksji.
                Rybak założył bardzo fajny wątek, o tym czym złagodzić wymiar porzucenia rodziny
                w męskim wykonaniu, a Ty się wtryniasz w wątek ze swoim jadem skierowanym
                przeciwko kobietom jako gatunkowi. Bo naczytałeś się na jakimś forum z wypiekami
                na twarzy, że jakieś tam kobiety dla rozrywki się seksują z kolorowymi facetami
                :smile)))) no jaja pańskie. Naprawdę nie widzisz smieszności swojego wystąpienia
                w tym wątku? I obraźliwości generalizacji jaką zrobiłeś w stosunku do kobiet
                tutaj? To nie ten temat.
                • ludzkiepanisko w koło wojtek.... 20.11.08, 21:49
                  a Ty zmieniłamnicka stale o tych arabach...
                  wink)
                  Obsesja jakaś albo temat dotyczy Ciebie. ja napisałem o tym dwa
                  słowa a Ty w każdym wątku coś wtrącasz.
                  Zastanawiające hmm...
                  A tak na poważnie: twoje musi byc na wierzchu. Taki charakter. Nic
                  na to nie poradze i Cie nie przekonam.
                  Był kiedys taki polityk, który kiedy go dziennikarze pytali o to co
                  zjadł na śniadanie albo jaka jest pogoda odpowiadał: Balcerowicz
                  musi odejść!!!
                  I Ty tez stale odpowiadasz: moja prawda jest mojsza niż twojsza...
                  Poddaje sie wzorcowa przedstawicielko kobiecego rodu. Poległem.
                  Spij dobrze.
                  pozdrawiam

                  • zmienilamnicka Re: w koło wojtek.... 20.11.08, 22:13
                    a masz coś do dodania do tematu czy tylko chciałeś mieć okazję się tu do
                    kobiet doczepić by im wytknąć że "to one na pewno jest te złeee" ? smile))))))))))

                    Może zacznij od początku. Przeczytaj temat Rybaka i pomyśl o czym on jest. A
                    potem spróbuj cos napisać na temat.
                    • aron95 Re: w koło wojtek.... 21.11.08, 12:27
                      I próbuj tu coś wytłumaczyć kobiecie .
                      W wypowiedzi znajdzie co jej sie nie podoba , za moment stwierdzi
                      - To o mnie , mnie atakuje .
                      Więc do ataku .
                      Wyprowadzanie z błędu to tak jak wyprowadzanie z obłędu .
          • rybak Re: Nic z tego rybaku.... 20.11.08, 17:09
            No przecież mówię, że nie żeńskiegosmile))
    • ewiku człowiek nie zwierzę... 20.11.08, 17:07
      i szkoda tu świnię obrażać.
      Ale rozpad małżeństwa czy związku (obojętnie która strona odchodzi) jest zawsze
      wspólnym dziełem i późniejsze pretensje o materialne zabezpieczenie dzieci czy
      ex są tylko próbą rekompensaty własnej wcześniejszej krótkowzroczności.

      Bądźmy szczerzy: ile par żyje ze sobą bez iluzji? Z moich obserwacji wynika, że
      ciągle i siebie i innych oszukujemy nawet, jeżeli sami przed sobą się do tego
      nie przyznajemy.

      Dlatego zostawmy te zwierzęta bo one przynajmniej mają jasne reguły współżycia i
      nie wydaje im się, że coś od siebie dawały.


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • mika234 Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 20.11.08, 19:10
      ja jak się dowiedziałam jakieś 4 mies. temu że to koniec, że on od
      dłuższego czasu o tym myślał, że to jest przemyślana decyzja, a
      wczoraj mi pisze( nie mówi prosto w oczy, tylko gg używa)co ja
      chciałam wówczas ratować, bo on właśnie jest na etapie pewnych
      przemyśleń to myślę sobie że wówczas to było myślenie ch...em( bo
      była a może jest ta druga)
      Wtedy był dla mnie świnią, teraz jest "małym zagubionym chłopcem",
      który ma niesamowity problem sam ze sobą.
      Po tej żałobie po nim, jestem mu wdzięczna że mi zafundował taki
      koszmar, bo nie byłabym tą osobą, którą jestem teraz, ale nigdy mu
      za to nie podziękuję.
    • z_mazur Facet jest świnią prawie zawsze.... :) 20.11.08, 23:30
      Tzn jest nią zawsze gdy to on odchodzi. smile)))
      Natomiast gdy to kobieta odchodzi, to wtedy facet nie jest wprawdzie świnią, ale jest za to beznadziejnym palantem i w zasadzie to on zmusza kobietę do tego, żeby od niego odeszła.

      W drugą stronę (tzn w przeciwną jeśli chodzi o płeć) to absolutnie nie działa. Jeśli facet odchodzi od kobiety, to ona jest biedna i porzucona i przeważnie absolutnie nie wie jak on mógł zrobić jej takie świństwo, jeśli to ona odchodzi to oczywiście tylko dlatego, że to jego wina, bo był tak beznadziejnym facetem, że nie zostawił jej w zasadzie innego wyjścia.

      Jakby nie patrzeć, zawsze facet jest winny rozpadu związku... smile))))))
      • ludzkiepanisko 100% racji!! 21.11.08, 00:10
        Zaraz kobietki skoczą Ci do oczu....
        wink))
        Napiszą, że je obrażasz, obraziłeś albo chciałeś obrazić a w ogóle
        to było chamskie, prymitywne i spowodowane Twoimi głęboko ukrywanymi
        kompleksami spowodowanymi impotencją, brakiem wykształcenia, wysokim
        wykształceniem albo małym ptaszkiem.
        pozdrawiam
        • menab Re: 100% racji!! 21.11.08, 07:42
          Na razie widzę, że to Ty tak piszesz, a nie kobiety. I skoro tak
          twierdzisz....
      • lampka_witoszowska Re: znowu się z Tobą nei zgodzę, Zmazurku 21.11.08, 01:01
        za to, że były odszedł, jestem mu po prostu wdzięczna
        można się udusic w związku i nie móc z niego wyjsc samej tylko
        dlatego, że jest dziecko, które będzie ze mną, a mi wyglądało na to,
        że były jest mocno z dzieckiem związany - więc w moim odczuciu to
        trochę jak podcinanie chłopu jaj
        - ja w każdym razie nie dałam rady podjąc tej decyzji i męczyła mnie
        dłuuuuugimi miesiącami

        natomiast sposób, w jaki ów człeczyna odchodzi, jest beznadziejny

        i jest naprawdę godzien określen, jakie tylko przychodzą na myśl

        ps. o ile w swojej zapiekłosci, chłopcy, potraficie jeszcze
        zrozumiec słowo pisane przez kobietę tongue_outPP
        • taka_se_jedna wiele lat po rozstaniu.... 21.11.08, 07:49
          ja rozwiodłam się 15 lat temu. Nie byliśmy dobraną parą..jedno dziecko
          ..małe..my młodzi.. ciągłe spory, awantury i ja zdecydowałam o rozstaniu a On
          nie protestował . I przyznam że ze złości i jak patrzę z perspektywy lat,
          głupoty i braku perspektywy długoterminowej utrudniałam mu kontakty z dzieckiem.
          Więc skończyło się tak że płacił alimenty i z życia córki wycofał się
          całkowicie. Teraz gdy córka ma lat 17 i brnę przez wszystkie problemy
          wychowawcze sama a młoda wychowuje się bez Ojca uważam za swój wielki błąd że Go
          nie zachęcałam do kontaktów, że mu ich nie ułatwiałam. Nie wiem czy by z tego
          skorzystał ale moje samopoczucie było by lepsze. A też mogła bym z czystym
          sumieniem powiedzieć córce że zrobiłam co się dało...BO po latach to o co myśmy
          się kłócili trochę zapomniałam, jakoś się zatarło a fakt pozostaje że dziecko
          wychowywało się BEZ OJCA co jest najwyższą ceną i zapłaciła ją moja córka a nie
          ja, ani on. Mój żal, złość i co tu dużo mówić nienawiść do Niego gdzieś się
          ulotniła. A dziecko rośnie i z latami zadaje coraz więcej trudnych pytań na
          które jest ciężko znaleźć odpowiedź - właśnie gdy już emocje opadną. Bo takiego
          dorastającego człowieka mało interesuje czy ja jemu -czy on mnie. Tak więc z
          perspektywy lat jestem pewna i głęboko o tym przekonana że trzeba takie kontakty
          wspierać mimo swojej niechęci i złości. Choćby dla dzieci i żeby mieć czyste
          sumienie. A czy Ojciec, były mąż z tego skorzysta to już inna para kaloszy..
          • rybak Re: wiele lat po rozstaniu.... 21.11.08, 09:31
            Myślę, że dotknęłaś ważnej sprawy - perspektywa.
            Na świeżo jest tylko szok i rana - co wyklucza racjonalne podejście
            do problemu. A z latami - człowiek pewnie sam myśli (wiem po sobie)
            - to bym zrobił inaczej, tamto też, a na pewno nie zachował bym się
            tak i tak. Kiedyś o tym napisałem - najgorzej wejść na ścieżkę wojny
            - bo wtedy to ona rządzi ludźmi a nie oni nią.
            Słowem - najważniejsze - zachować spokój w celu ratowania
            priorytetów - czyli w tym przypadku - minimalizowania szkód dla
            dziecka?

            • taka_se_jedna Re: wiele lat po rozstaniu.... 21.11.08, 10:00
              dla dziecka ale i dla siebie. Bo taka wojna czy też ciągły konflikt wykańczają,
              wypalają człowieka od środka. Poza tym tak jak napisałes jak się człowiek
              "zafiksuje" na wojnę to często traci szanse na nowe życie. A ono takie krótkie i
              tak szybko ucieka...A ile sama mam przyjaciółek , koleżanek które ciągle jak
              mówię "kopią się z koniem" i nawet jeśli mają rację, jeśli sprawiedliwość jest
              po ich stronie to co to daje????satysfakcja taka sobie a życie leci sobie obok...
          • manderla Baaaardzo, ale to bardzo 22.11.08, 00:47
            mądry post. Tym bardziej cenny, że mówisz to z perspektywy piętnastoletniej.
            Czyli, wszystko przebolało, wykipiało, ucichło.... spojrzenie obiektywne, słowem.
            Masz całkowita rację.
            Z tym ze przyznam się, że jak ja na to patrzę, to (banał) przypadki sa rózne. I mi na przykład, łatwo powiedzieć - ojciec dziecka ma nieograniczony kontakt z dzieckiem, albo przyjezdza do nas, albo zabiera je do siebie. I tak mi własnie przyszło do głowy, że ja nie robiłam nigdy problemów o kontakty...nie , nie dlatego żem mądra , wspaniałomyślna i taka racjonalnie myśląca.itp.Skądże.
            Po prostu jest to dla mnie bardzo wygodne.
            Mam prawo do nieoglądania własnego dziecka przez dwa dni w tygodniu.
            Mało tego, dziecko ma prawo do niesłuchania mojego zrzędzenia, ze coś jest nie posprzątane, nieodrobione itp.

            Efekt? Ojciec, cały happyy, ze ma dziecko kiedy chce, ja - nie musze myslec co na sniadanie, obiad i kolację, dziecko - ze korzysta z jednego i drugiego rodzica.
            I po tym, co powiedziałaś ( a tez podobne jak Twój przypadki znam równiez), to sie cieszę ze swojego egoizmu.
            Cholera, co ja mówię?! Pierwszy raz świadomie sie cieszę, że jestem egoistką! Ot!



            ps. A swoją drogą, te no , Rybak, ale żeś wątek rozkręcił....masz dylematy... wink
            • taka_se_jedna nie warto być Zosią samosią 22.11.08, 09:24
              tak sobie pomyślałam, że egoizm o którym piszesz jest wskazany
              również ze względu na przyszłe lata. Bo dziecko rośnie a z nim
              kłopoty( oczywiście nie zawsze). A przy kłopotach z dzieckiem (
              nastolatkiem-na co oczywiście rozwód rodziców sie nakłada i sie do
              nich przyczynia) wszytkie inne problemy blakną. I wtedy możliwość
              podzielenia się odpowiedzialnością ale też możliwość naradzenia się
              , czy podjęcia wspólnych działań z drugim rodzicem jest bardzo cenna.
              JA jakoś o tym nie myślałam zupełnie, bo kto myśli mając dwuletnie
              dziecko i będąc zaraz po rozwodzie co będzie za lat naście. A choćby
              z tego głupiego egoizmu warto oczywiście jeśli eks wyraża takie
              chęci zachęcać i ułatwiać kontakt. To tylko jeden z bardzo wielu
              oczywistych powodów dla których dziecko powinno mieć kontakt z Ojcem
              . Po prostu nie warto być Zosią Samosią to się zwyczajnie nie opłaca
              rachując na zimno.
              • lampka_witoszowska Re: ja 22.11.08, 13:35
                ja mając dwuletnie dziecko myślę, co będzie

                i włos mi się jeży na myśl, że skoro od zawsze były preferował
                rywalizację, również jeśli idzie o uczucia i umiejętnosc podejscia
                do dzieci
                i co?
                i teraz najczęściej mówi, że może młoda będzie chciała byc z nim, a
                może zabierze mi dziecko, a moze mi załatwi badania psychiatryczne...

                taaaa
                bardzo mi pomaga w wychowaniu
                już teraz
            • rybak Re: Baaaardzo, ale to bardzo 24.11.08, 11:34
              No, każdy chyba ma. Choć raz w życiu, ale ma (lub miał czy będzie
              mieć)
              No chyba że się z ryjem już urodził.
        • z_mazur Re: znowu się z Tobą nei zgodzę, Zmazurku 21.11.08, 08:09
          Oj lampko, nie musisz (na całe szczęście) się ze mną zgadzać. smile))
          Swojego posta napisałem lekko ironicznie w świetle tego jak wygląda
          większość postów nowoprzybyłych tu osób.

          Pisałem o tym już kiedyś i zrobiła się z tego burza, ale większość
          postów nowoprzybyłych tu kobiet wygląda mniej więcej tak:

          "po x latach mąż ode mnie odchodzi, byłam dobrą żoną, ale on ma to w
          nosie i tak po prostu mnie zostawia. Jak on może mnie tak
          potraktować?"

          Co większość pań komentuje mniej więcej tak:
          "Tak to świnia i cham, ale u NICH to normalne, dokop mu"

          Gdy pojawia się facet jego posty wyglądają mniej więcej tak:
          "Żona postanowiła się rozwieść, nie bardzo rozumiem to, wprawdzie
          były między nami konflikty i nie byłem idealnym mężem ale, to że ona
          chce się aż rozwodzic, to dla mnie szok."

          Co panie komentują mniej więcej tak:
          "Pewnie nie piszesz wszystkiego i masz na pewno zdrowo nagrabione, i
          jeśli żona od Ciebie odchodzi to pewnie ma rację".

          smile))))

          Posty takie jak Twoje: "On odchodzi, za co jestem mu wdzieczna, bo
          byliśmy kiepskim małżeństwem" są w zdecydowanej mniejszości. smile)))
          • zmienilamnicka Re: znowu się z Tobą nei zgodzę, Zmazurku 21.11.08, 09:15

            > Gdy pojawia się facet jego posty wyglądają mniej więcej tak:
            > "Żona postanowiła się rozwieść, nie bardzo rozumiem to, wprawdzie
            > były między nami konflikty i nie byłem idealnym mężem ale, to że ona
            > chce się aż rozwodzic, to dla mnie szok."
            >
            > Co panie komentują mniej więcej tak:
            > "Pewnie nie piszesz wszystkiego i masz na pewno zdrowo nagrabione, i
            > jeśli żona od Ciebie odchodzi to pewnie ma rację".


            Czyżby? czytasz wyjątkowo wybiórczo. Solidarność płci ci się kłania pełną
            gębą. Jakoś nie razi cię jak Jarkoni napada na każdą nową kobietę która wspomni
            tylko cos o pieniądzach i wtedy nie protestujesz że cos jest nie tak. Nie razi
            cię jak Pyzz atakuje kobiety wszystkie z góry oskarżając o podłości, nie razi
            cię to jak niesprawiedliwie-generalizujaco zachował się w tym watku
            ludzkiepanisko i w jakim przekonaniu na temat wszystkich kobiet tkwi, nie
            pamiętasz za jakiego ideała który "wszystko robi dobrze" uwazał się erormix itd
            itp.. To tylko kilku panów którzy się tu przewinęli ostatnio . Ale wy tego nie
            zauważycie nigdy, prawda? Bo to kobiety są złe. i basta.
            Generalnie - współczuję tongue_out Bo to nie wróży szybkiego związania się w sensowny
            związek z jakąkolwiek przyzwoita kobietą big_grinDD Może kiedyś wam minie, a może
            nigdy nie minie, skoro wielu utkwiło w swoim przekonaniu juz tak długo..
            • z_mazur Re: znowu się z Tobą nei zgodzę, Zmazurku 21.11.08, 11:19
              Trochę przesadzasz. smile)))
              Wszystko pisałem w tym wątku z przymróżeniem oka.

              Zaskakuje mnie po prostu często ta bezrefleksyjność kobiet, których
              związek się rozpada.

              Odszedł, jak on mógł mi to zrobić? Tak jakby odejście było komuś na
              złość. Odchodzi się nie dlatego, żeby komuś żrobić źle, ale po to by
              sobie zrobić lepiej (inna sprawa, czy z perpsektywy rzeczywiście
              jest "lepiej"), a to że ktoś czuje się tym zraniony, to sprawa
              trochę obok tego. Faceci IMHO szybciej to zauważają, kobiety jeśli
              zamkną się w przekonaniu, że "facet to świnia bo mnie zranił
              odchodząc", robią sobie krzywdę, czego (że tak sparafrazuję Ciebie)
              nigdy nie zauważycie, prawda? smile)))

              Gdybym miał mniej dystansu, to też bym tego współczuł. wink

              A i jeszcze errormix już w pierwszym poście pisał o tym, że nie
              uważa się za idealnego męża. Nie chce mi się szukać wątków i
              cytatów, ale jeśli bardzo Ci na tym zależy, to mogę to zrobić.
          • lampka_witoszowska Re: chwali Ci się, Zmazurku 21.11.08, 13:37
            że dostrzegłes co nieco pisane inaczej, w mniejszosci

            uprzejmie więc proszę nie uogólniac
            socjalizm jużminął, teraz można widziec każdego inaczej, z osobna,
            indywidualnie wręcz smile
        • tricolour Sposób, w jaki człeczyna odchodzi... 21.11.08, 08:12
          ... nie był obliczany na Twój stan ducha, ale na odejście jak najwygodniejsze
          dla odchodzącego.

          Być może mógł w innym stylu, może nie umiał inaczej, może nie chciał, ale
          funkcja celu była jednoznaczna: odejść.
          • zmienilamnicka Re: Sposób, w jaki człeczyna odchodzi... 21.11.08, 09:27
            Ważne jest to co Rybak napisał już wyżej. W momencie rozstania emocje i
            nakręcona wzajemna spirala nienawiści jest często tak duża, że ludzie nie
            potrafią zachowac się inaczej i robią beznadziejne głupstwa. Idealne by było,
            gdyby choć jedno było dojrzałe i spokojne i potrafiło postawić granice. Ale czy
            często tak się zdarza gdy konflikt jest zaogniony? Często związek jest
            toksyczny i osoba odchodzi - ale nie daje spokoju tej od której odeszła, dręczy,
            mści się za wyimaginowane krzywdy, traktuje jak wroga z którym MUSI walczyć..
            Właśnie rozwodzi się moja znajoma, 15 lat z mężem traktowali się beznadziejnie,
            oboje bez szacunku do drugiego, on przemoc.. Postanowiła odejść i.. dziwi się,
            że on oszalał i urządził jej piekło w domu, zastraszanie, wyzwiska,itd. A ja
            pytam - "czego się spodziewałaś wiedząc jaki on jest i jak cię traktował
            dotychczas?" .. bo ona myslała, że ustalą spokojnie szczególy rozstania i opieki
            nad dziećmi i każde pójdzie w swoją stronę zachowując przyjaźń i wspólnie
            wychowując dzieci.. I że nie bedzie "świnią".
            Jest takie powiedzenie, patrz z kim zawierasz zwiazek mał. bo może będziesz się
            z nim rozwodził.. I to się z reguły sprawdza. Żenisz się z furiatem - przy
            rozwodzie będzie furiat, a nie aniolek..
            • tricolour Bardzo dobre powiedzenie... 21.11.08, 09:41
              ...szczególnie w kontekście " I to się z reguły sprawdza. Żenisz się
              z furiatem..." - pojawia się pytanie: po co żenić się z furiatem?

              A jeśli już sie ożeniło, to ponieść konsekwencje i nie psioczyć na
              furiata, którego samemu sie wybrało.
              • zmienilamnicka Re: Bardzo dobre powiedzenie... 21.11.08, 09:56
                Wiążesz się młody, zielony i zakochany i wydaje Ci się, że to "ten ideał" bo
                znasz go tylko z okresu "godowego" bagatelizując "drobiazgi". Sam też jeszcze
                nie wiesz na co Cie stać..
                Czasem to wiara w cuda"on się zmieni" i własna ślepota, czasem brak kompletnych
                danych bo ktoś pokazuje tylko część twarzy w okresie starania się a nie umiemy
                czytac innych sygnałów bo brak nam doświadczenia.. Czyli wypadało by pobyć ze
                sobą kilka lat i zjeśc beczkę soli przed ślubem a dzieci rodzic w okolicach
                40tki?
                Druga sprawa - można nie psioczyc na furiata.., ale jak się od niego bezpiecznie
                uwolnić gdy on nie chce odpuścić? smile
                • rybak Re: Bardzo dobre powiedzenie... 21.11.08, 10:12
                  Nie ma reguł. Można z kimś być kilka lat przed ślubem, można być dwa
                  tygodnie. A i tak decydują... klapki na oczachsmile) Albo czynniki
                  pozauczuciowe. Np. są związku z rozsądku. Kiedy ktoś zakłada, że na
                  uczucie nie ma już co liczyć, a żyć trzeba. No i jedni są zakochani
                  bardzo długo, inni w ogóle.
                  A tak naprawdę - dotykamy chyba jeszcze czegoś - nas się nie uczy, a
                  my się sami uczymy niechętnie - rozmawiania. Rozwiązywania sporów i
                  załatwiania róźnic zdań w ramach rozmowy a nie forsowania swego
                  skrzywdzonego ego.
                  Uczy się małe dzieci w szkołach i domu rozmawiania? Wpaja się im
                  archetypy zachowań międzyludzkich? Sztukę rozmowy? Sztukę
                  argumentowania? I najważniejszą - powściągania emocji?
                  Nie. A potem, w rezultacie, z góry przyjmujemy, że porwanie
                  emocjonalne to jedyny słuszny sposób na załatwianie spraw. I się
                  zaczyna... I w efekcie wszystkie chłopy to świnie, a wszystkie baby
                  - zdzirysmile))
                  I druga sprawa - ostatnio coraz bardziej nie znoszę, jak ktoś mówi
                  mi o wojnie płci. Albo o kobietach z Wenus i chłopach z Marsa.
                  Albo o tym, że jedni są tacy, drudzy inni. I że muszą ze sobą
                  walczyć. Po prostu muszą. Bo to doskonała wymówka jest. Żeby nie być
                  przyjaciołmi i ludźmi po prostu. Żeby nie zachowywać życzliwości (a
                  propos - dziś jest dzień życzliwoścismile.I żeby bez przerwy starać się
                  zdominować drugą stronę.
                  I rzecz trzecia - priorytety. No dobra, nie wyszło. Ale ... są
                  dzieci/dziecko. Co ono winne? Myślę, że w warunkach, w których coś
                  nie wyszło obu stronom związku, albo tylko z winy jednej strony -
                  to właśnie dziecko powinno być punktem odniesienia dla obu
                  rozstających się rodziców.
                  Słowem - jedyne na początku rozmowy porządkujące krajobraz po...
                  powinny dotyczyć wyłącznie układu pokojowego o nazwie - nasze
                  dziecko - jak mu pomóc.
                  Bo cała reszta jest tak naprawdę zupełnie niewaźna. Bo jest w naszej
                  wyłącznie psychice.
                  • kakoc Re: Bardzo dobre powiedzenie... 21.11.08, 13:42
                    nas się nie uczy, a
                    > my się sami uczymy niechętnie - rozmawiania. Rozwiązywania sporów
                    i
                    > załatwiania róźnic zdań w ramach rozmowy a nie forsowania swego
                    > skrzywdzonego ego.
                    cóż, bywa i tak, ale czasem również żadna rozmowa nie może być
                    prowadzona ze względu na totalne milczenie drugiej osoby...i mówię
                    tu o normalnej rozmowie, nie o krzykach itp.(skrajny przypadek?)

                    nasze
                    > dziecko - jak mu pomóc.
                    a gdy jest tak jak w tym powiedzeniu..."co z oczu to z serca (głowy).
                    Niestety, ale tak już jest, że tacy ludzie są po prostu
                    nieodpowiedzialni, bez względu na to czy mają 20 czy 50 lat...to
                    smutne

          • lampka_witoszowska Re: Sposób, w jaki człeczyna odchodzi...Tri 21.11.08, 13:46
            może masz rację, ale jeśli najwygodniejsze dla niego jest robienie
            awantur, wrzaski przy dziecku, upojne uciszanie mnie, radosne
            oznajmianie, że nei mam nic do gadania, co on robi z dzieckiem w
            czasie mu przyznanym sądownie, straszenie, że jak nei wracam do
            pracy, to on mi dziecko odbierze, szczucie starszej córki... żenada
            i żal wymieniac
            - to tym bardziej budzi żałosc i złosc

            a to procentuje w przyszłosci - juz wiem, że niczego mu nei ułatwię
            ale to mi wstyd, że się z nim związałam

            tylko wiesz? wszyscy go mają za ideał
            ja latami wspólnej pracy również takim go widziałam
            - miałam fundowane miłe pozory, tylko pozory
            potem zostało bagno
            przeoczyłam to
            więc się wstydzę
        • aron95 Re: znowu się z Tobą nei zgodzę, Zmazurku 21.11.08, 12:34
          Obojętne jest czy to M a K odchodzi , ich odejścia nigdy eleganckie nie będą .

          Chłopaki nie sa zapiekli a chca sie dowiedzieć czemu sa świniami
          • aron95 Re: znowu się z Tobą nei zgodzę, Zmazurku 21.11.08, 12:37
            do lampki to bylo , źle wskoczyło
            • alfika Re: tere fere :) 21.11.08, 13:35
              jak jakis panisko pierniczy trzy po trzy, posty kilometrowe jak u
              dziewicy Józi, cąłosc o złych kobietach, a jad aż spływa po
              monitorze, to nie pisz, że chłopak nei jest zpaiekły
              z_mazur też pojechał po bandzie skupiajac się na zaszufladkowaniu,
              ale jemu chociaz chwała w tych emocjach, że zauważył, iż są jakies
              postawy w "mniejszosci"

              a gdyby tak posadzic sobie na kilka godzin tę złą kobietę i
              spróbowac zrosumiec, dlaczego tak a nie inaczej... to by pewnie
              niejednemu z zapiekłych włos dęba stanął, jakie ta kobieta ma
              podstawy do swoich decyzji...

              nie mówię, że każda
              - opinia publiczna rozkłada wszystkie wyrzuy sumienia na łopatki, bo
              współczuje każdemu, komu w oczy patrzy
    • fred_flinstone Wracając do wątku 21.11.08, 11:06
      Świna świni nie równa wink
      Czytając posty na tym forum często włos mi się jeżył na głowie. Już pomijam
      takie w których mąż żonie lub żona mężowi, chodzi mi o takie w których po doopie
      dostają niewinne dzieci, matki utrudniające ojcom kontakt, faceci zrzekający się
      całkowicie praw do dziecka "Dziecko z tego związku absolutnie mnie nie
      obchodzi". Masakra.
      U mnie przez ok. rok od rozstania było nieciekawie, choć starałem się nie dawać
      żonie powodów do złości to zawsze znalazło się coś za co można mi było
      "przywalić" wink, ale jakoś zawsze udawało mi się nie reagować złością na złość
      (choć czasem było ciężko), nie straciłem z oczu głównego priorytetu jakim jest
      nasz syn.
      Dzięki temu, że nie szło u nas na przysłowiowe noże, widać tego efekty, teraz
      potrafimy ze sobą rozmawiać, śmiać się i wspólnie (w trójkę) bawić się.
      Jak widać da się, trzeba tylko chcieć.
      Jak pewnego dnia zobaczymy w lusterku, że zamiast nosa mamy ryjek, to nie
      oznacza że musimy od razu cali zamieniać się świnie z zakręconym ogonem na końcu.
    • aron95 Dlaczego świnia ? 21.11.08, 13:39
      Pomijając główny wątek postaram sie odpowiedzieć na pytanie dlaczego
      świnia sobie zasłużyła by być jednocześnie wyzwiskiem
      Tym do czego nie chcemy być przyrównani to odchody .
      Odchody zwierzęce to ogólnie-gnój. A ze zwierząt najbliżej gnoju świnia jest .
      Rodzaj męski świni to knur żeński - locha
      Ty knurze , ty locho nikt nie woła , źle brzmi. Została się świnia .
      I równie dobrze można przezwać kobiete, jak faceta . Ty świnio !
      Więc dlaczego do facetów się "świnia" bardziej przyplątała ?
      Bo kobiety słabiej panują nad emocjami i częsciej wyzywają .
      • ja.sinner Re: Dlaczego świnia ? 22.11.08, 09:03
        > Więc dlaczego do facetów się "świnia" bardziej przyplątała ?
        > Bo kobiety słabiej panują nad emocjami i częsciej wyzywają .

        I tutaj sie z Toba nie zgadzam.
        To nieprawda, ze mezczyzni bardziej panuja nad emocjami.
        Mezczyzni maja zupelnie inny zestaw inwektyw.
        Uwazaja, ze nazwanie kobiety "swinia" to zbyt lagodne okreslenie i
        uzywaja zupelnie innych zwrotow.
    • wylot11 Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 22.11.08, 11:25
      Pewnie nie jest świnią ,kiedy wszystko odda a sam pójdzie koczować
      pod most...
      • fred_flinstone Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 22.11.08, 15:21
        wylot11 napisał:

        > Pewnie nie jest świnią ,kiedy wszystko odda a sam pójdzie koczować
        > pod most...

        To też nie daje żadnej gwarancji wink
    • elakuz Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 12:04
      Znam taki przypadek wsrod znajomych. Malzenstwo z kilkuletnim
      stazem, 1 dziecko, zona typ dominujacy, czesto mowiaca, jakiego to
      ona pecha miala w zyciu wychodzac za tego nieudacznika, sierote czy
      dupka. Mowiaca to rowniez przy nim w obecnosci osob trzecich. On
      zdaniem ludzi, ktorzy go znaja spokojny, zrownowazony facet, dobry
      ojciec, tylko, ze malo zabawowy, raczej niesmialy. W koncu facet ma
      dosc, wyprowadza sie z domu, zostawia wszystko, nawet samochod (ona
      nie ma prawa jazdy) i zaczyna od nowa ( o innej kobiecie nie
      slyszalam) i wiecie co. Ona rozpowiada dookola, ze faceta wykonczy,
      zero kontaktow z synem, on ja popamieta, bo jak ta swinia mogla
      zostawic rodzine. Z tego, co slyszalam nie zakonczyla na slowach a
      wprowadzila wszystko w czyny. Facet dziecka nie widzial od kilku
      miesiacy, czeka na sprawe w sadzie. Sama jestem po rozwodzie, w tej
      chwili w 2 zwiazku, ale my kobiety tez mamy swoje grzechy i to
      czesciej niz sie do nich przyznajemy.
      • wylot11 Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 13:05
        No wreszcie rozsądna wypowiedź.....nie tylko faceci to świnie...
        • alfika Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 13:51
          ale wątek dotyczy świnstw facetów smile)))))))

          natomiast fakt -
          nareszcie wiadomo z całą jasnością, że kobiety to też świnie
          smile)))))))
          • wylot11 Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 14:19
            smilesmilesmile!!!!
            • jarkoni Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 18:53
              A co tam, przyznam się..
              Jestem ostatnią świnią.
              Żona dostała rozwód z mojej winy, dostało jej się i mieszkanie z całym
              wyposażeniem, w tym moje cenne kolekcje książek, też dwa garaże, fajne autko
              automat, alimenty i wszystko co tylko by chciała.
              Ostatnia świnia jestem chyba..
    • panda_zielona Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 19:15
      > A więc - zwłaszcza Panie - jakie są dla WAS istotne warunki
      > brzegowe, by uznać porzucającego chłopa za świnię z mniejszym
      nieco
      > ryjem?

      A takiego,który: zdradza po raz kolejny /pierwsza zdrada
      wybaczona/,sprowadza kochanki do wspólnego łóżka pod nieobecność
      żony,nie próbuje docieć dlaczego żona,czy stała partnerka unika
      seksu,przyłapany na kłamstwie wypiera się jak żaba błota.I tyle w
      dużym skrócie.
      • lampka_witoszowska Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 21:57
        no, nie gniewaj się, Panda, ale zwalasz winę na mężczyznę - to
        pierwsze nie fair
        i po drugie, zaraz będzie, że nei szukalas winy w sobie smile))

        mi się udało smile
        nie dosc, że anioł nagabywał, dlaczego unikam seksu i męczyłam go i
        oszukiwałam wielokrotnie udzielając odpowiedzi, które na szczęście
        wyśmiewał, to anioł nie wniósł o orzekanie mojej winy z tego
        powodu smile))))))
        • panda_zielona Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 23:10
          Rybak pytał o zdanie Panie.smile
          No widzisz anioła miałaś i nie doceniłaś.
      • manderla Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 23.11.08, 23:34
        Pando, chyba nie zrozumiałaś.
        Rybak się zapytał: jakie są dla WAS istotne warunki
        brzegowe, by uznać porzucającego chłopa za świnię z mniejszym nieco
        ryjem?

        W pytaniu częściowo zawiera się odpowiedz.
        Ze - facet, kiedy porzuca kobietę, zawsze jest świnią. Ale pytanie - co ma
        zrobić, aby ten ryj (świński) był nieco mniejszy. Czyli co ma zrobić, aby tą
        swinią tak do końca nie być, jak juz odejdzie.


        I tu juz jak przebrnęłam przez cały wątek, rozbawiła mnie jedna odpowiedz
        (kobiety). No nie chce mi sie szukać czyja dokładnie, ale sens był mniej więcej
        taki: facet zabagnił sprawę, a teraz próbuje to załagodzić proponując pomoc i to
        i tamto . Bo chce w ten sposob sie wybielić. Oczyscic się i wykupić poczucie
        winy. A kobieta mu nie da takiej szansy i już! Niech no zdycha z tym poczuciem
        winy. Koniec i kropka smile) - taki był mniej wiecej sens tej wypowiedzi.

        A gdzie miłosierdzie, ze się tak zapytam?
        Dlaczego człowiekowi, który WIE, ze sprzieprzył sprawę, mało tego zrobił to
        świadomie, nie daje sie szansy na chociazby częsciowe wyrównanie krzywd?

        Ma to dwie strony pozytywne. Z jednej, dając mozliwość stronie winnej mozliwość
        naprostowania krzywd, uzyskujemy nad nim przewagę. Ot, takie łechtanie swojego
        "ja". Druga rzecz, pozwalając winnemu na naprawienie krzywd, - wybaczamy. A
        skoro wybaczamy, to się uwalniamy od poczucia krzywdy. Natomiast w kontekscie
        rodziny, korzystają na tym wszyscy. Dziecko przede wszystkim.
        A więc podsumowując, odpowiedz na pytanie Rybaka brzmi: aby ryj był mniejszy
        (skoro i tak z jakichs powodów zostało się jego nosicielem), wystarczy
        uświadomić sobie swoją "ryjowatość", zadościuczynić w miarę możliwości
        pokrzywdzonemu i nie popełniać takich samych błędów w przyszłości.
        Nie dla kogoś. Dla siebie samego. A wtedy jak się popatrzy w lustro, to bedzie
        szansa, że się ryja więcej nie ujrzy w odbiciu.
        • panda_zielona Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 24.11.08, 00:54
          > W pytaniu częściowo zawiera się odpowiedz.
          > Ze - facet, kiedy porzuca kobietę, zawsze jest świnią. Ale
          pytanie - co ma
          > zrobić, aby ten ryj (świński) był nieco mniejszy. Czyli co ma
          zrobić, aby tą
          > swinią tak do końca nie być, jak juz odejdzie.

          Ale ja w ogóle tak nie myślę,że każdy facet to świnia byle tylko
          uczciwie powiedział,że się odkochał i jak dla mnie wcale nie musi
          się rehabilitować oferując pomoc i tym podobne bzdety.A jak zżera go
          poczucie winy to już jego problem.
    • kasiola777 Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 24.11.08, 13:55
      odpowiedź jest bardzo prosta :
      nikt nikogo nie zmusi do miłości na całe życie, nikt też nie udziela gwarancji
      na udane małżeństwo, ale jak już się decydujesz na rozstanie to zrób to UCZCIWIE :
      -zabezpiecz DZIECI finansowo, uczestnicz aktywnie w ich wychowaniu
      -podziel się uczciwie majątkiem ,

      to dla mnie podstawa,
      a jeżeli cię stać i masz ochotę na więcej to tylko polepszysz relacje (dzieci
      myślę, że też wolałyby widzieć rozwiedzionych ale uśmiechniętych i pogodzonych
      rodziców)
      • anikab Re: Zatupiemy? Czyli kiedy facet nie jest świnią? 24.11.08, 16:58
        Uważam, że nie ma uniwersalnej recepty na "zmniejszenie ryja". Można odnaleźć w przebiegu porzucenia żony dla innej (żony lub nie-żony winkstereotypy, ale reakcja tej porzuconej żony bywa bardzo różna. Jest zależna od tego:
        czy jest matką (natychmiast zaczęłam myśleć o 3 mies wóczas synu, moja krzywda odeszła w kąt);
        czy samotna matka jest w stanie zapewnić dzieciom godziwe warunki do życia, dach nad głową i opiekę, czy jest w takiej sytuacji, że każde 50 zł alimentów to skarb;
        czy jest co dzielić - super, gdy jednemu ford s-max, drugiemu inne konkurencyjne auto. Gorzej, jesli jest jeden fiat 126p;
        czy kocha męża;
        czy nie kocha a on zranił jej ego - "jak on śmie mnie porzucić!!!"
        Od tych i wielu innych czynników zależy ocena wielkości ryja. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
        Oto co mój były mąż zrobił, by oczyścić swoje sumienie:
        nie przyznawał się, że ma kochankę, bym nie poroniła;
        nadal nie przyznawał się, bym nie straciła pokarmu;
        płaci dość wysokie alimenty jak na swoje możliwości, bym nie rościła sobie praw do naszego służbowego mieszkania, z którego wyrzucił mnie z dzieckiem.
        Wg mnie powinien był:
        uczciwie przyznać, że jest nieszczęśliwy-ratować, a jesli nie, to odejść bez perspektywy wpadnięcia w objęcia kochanki (sama się z tego śmieję, człowiek nie lubi być samotny, boi się, i nawet gdybym biła i piła, to wolałby mnie leczyć, niż odejść w pustkę);
        oczywiście zapewnić mnie i małemu dach nad głową - nie pogarszać warunków bytowych;
        nie opowiadać o swoich figlach z kochanką pod nieobecność moją i dziecka w naszym mieszkaniu;
        nie zrzucać winy na mnie;
        utrzymywać regularne kontakty z synem i interesować się nim.
        Minęły trzy lata. Rozmawiam z nim o pogodzie bez emocji, namawiam do kontaktów z dzieckiem - ułatwiam je, czego zaczynam załować, bo mały tęskni, a tata nie ma czasu.
        Na chwilę obecną tyle mam do powiedzenia na ten temat.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja