agnieszkatk
25.11.08, 11:09
Wiele już przeszłam. Kilku ludzi zawiodło pokładane w nich
nadzieje, klika podłych rzeczy mnie spotkało... Nigdy nie sądziłam
jednak, że w majestacie prawa, od najbliższego mi i naszemu dziecku
człowieka spotka mnie taka podłośc, takie zachowanie, tak wstrętna,
obrzydliwa, takie pomowienia....
Była dziś druga sprawa rozwodowa. O rozwod wniosł mąż. On ma
adwokata, ja - nie , nie stać mnie. Dziś wypowiadali się biegli z
Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno - Konsultacyjnego, którzy we
wrzesniu badali mnie, męza i Kubusia. Orzekli oni, że rozwod nie
jest możliwy ze względu na dobro dziecka. Pogorszy bowiem jesgo
sytuację ekonomiczną, uczuciową, warunki opiekuncze i może skutkować
zaburzeniami rozwoju.
Dziś adwokat uzdrowił moje dziecko... Diagnozowałam Kubę - jak wielu
z Was, pod kątem różnych chorób, zanim stwierdziliśmy, że to jednak
autyzm. Już to było podejrzane: matka dziecku wymyślała choroby.
Diagnozę mamy ze Scolara: autyzm. Wiadomo, że byłam nią przerażona.
Chciałam drugiej diagnozy, a może w Scolarze się pomylili?
Pojechaliśmy do Instytutu na Sobieskiego gdzie diagnoza brzmi
tak: "Brak objawów w pełni spełniających kryteria diagnostyczne
autyzmu. Diagnoza: obserwacja w kierunku całościowych zaburzeń
rozwoju i zaburzeń mowy. Potem okazało się, że jest miejsce w
Synapsis: diagnoza : autyzm w fazie poprawy. w między czasie
orzeczenie o niepełnosprawności, wszystkie punkty na tak. Potem
wizyta w Prodeste , diagnoza funkcjonalna ujawniła istotne
zaburzenia charakterystyczne dla autyzmu ( schematyzm w zabawach,
stereotypie, mowa charakterystyczna dla autyzmu, zaburzenia
sensoryczne ) Diagnozę z Synapsis i z Prodeste przedstawilam w RODK.
Dziś biegła stwierdziła, że mieli pełną dokumentację medyczną
wskazującą na autyzm. Potwierdziła, że choroba dziecka w dużej
mierze przyczyniła się do opinii sprzeciwiajacej się rozowdowi, bo
jest to sytuacja szczególna, a dziecko chore wymaga większej opieki
itd. Zapytałam ją, czy dokumentacja jest wiarygodna, potwierdziła,
że Synapsis jest wiodącą , uznaną placowką. Na to adwokat męza
domagał się żaświadczenia z Insytutu Psychiatrii. Powiedział, że
placowka ta nie stwierdziła a u dziecka autyzmu ( nie, stwierdziła
całościowe zaburzenia rozwoju

) zatem domaga się dokumentacji z
tej placowki, bo ja ją zataiłam. Pytam go więc, i sedzinę, czy
dokumentacja z synapsis, scolaru , orzeczenie o niepełnosprawności,
diagnoza z Prodeste to co, śmiecie, do tego niewiarygodne?
Powiedział że " ja już wiem, jak z ta diagnozą było" , że w innym
ośrodku zrobiłam awanturę żeby stwierdzili chorobę dziecka... Pytam,
jaką awanturę, powiedział, że wszystko jest w aktach... Sędzina ( na
litość Boską... ) przychyliła się do tego wniosku, Instytut ma
dostarczyć dokumenty... Adwokat męża przez całą rozprawę łapał się
za glowę, wygłosił nawet komentarz: I to tak funkcjonuje to
małżeństwo! " Sedzina była bardzo stronnicza, mecenasa pytała, czy
chce coś powiedzieć, czy ma jakieś wnioski, mnie w zasadzie nie
dopuszczala do głosu, przerywała mi...
Jak wychodziliśmy powiedziałam temu mecenasowi że jest bydlakiem i
świnią. Mąż przez całą rozprawę nie odezwał się ani jednym słowem.
Uzdrowili mi dziecko, zrobili ze mnie potwora usiłującego nie wiem,
zniszczyć własne dziecko, wmowić mu i wszystrkim chorobę... szłam i
ryczałam, ja nie wiem, dlaczego, za co? Malo mam? Dziecko jednak,
mimo starań sądu i sędziny chore, mało obowiazków, przykrości,
stresów, pracy, trzeba mi jeszcze dokopać dodatkowo??