Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckiem

26.11.08, 18:48
Jestem z mężem 8 miesięcy po rozwodzie, mamy 2,5 letnią córkę. Sąd ustalił, że
dziecko mieszka ze mną, mężowi nie ograniczał praw. Do tej pory
'dogadywaliśmy' się z ojcem dziecka- brał ją wtedy kiedy miał wolne(nie ma
stałych dni wolnych)albo na spacer, czasem do siebie na popołudnie lub cały
dzień a od jakiegoś czasu zgodziłam się na sporadyczne nocowanie dziecka u
niego. pomimo tego, że ojciec wyraża chęci do spotkań z córką, a córka z nim
(tatuś zawsze kupi loda, u taty jest piesek, u taty wszystko można)mam wiele
zastrzeżeń do tych spotkań: po pierwsze dziecko już wiele razy wracało od ojca
chore, w wyniku niedopilnowania czy braku wyobraźni (on uważa że to zawsze
przypadek bo dziecko chodzi do żłobka), przemęczone (aż rzuca się przez sen,
zasypia w nietypowych porach), ostatnio nawet zasikane (na mrozie!) bo on nie
zauważył a pieluchy nie założył bo myślał że się "uda' a córka bardzo
wierzgała przy ubieraniu. Non stop objawy dziwnej beztroski..I zawsze
zapieranie się bzdurnymi argumentami. Nie wspomnę już o tym, że tatuś nagadał
coś o wilkach i mała boi się wejść do ciemnego pokoju w domu bo wilk!I tatuś
tak się rozochocił, że nagle chce brać córkę już nawet nie co drugi ale w
każdy weekend. Dodam, co istotne, ze były mąż pomieszkuje trochę u siebie -
czyli w zimnym wynajętym pokoju, trochę u swojej kobiety, która jest z nim w
ciąży i mieszka w dwóch pokojach razem ze swoimi prawie dorosłymi
córkami.także dziecko śpi w pokoju, chyba nawet w łożku z ojcem i jego
kobietą. Ja mieszkam (niestety) z moją mamą w dwóch pokojach- w jednym ja z córką.
Chcę wnieść sprawę o uregulowanie kontaktów, w którym chciałabym żeby córka
nie nocowała u ojca w ogóle i spotykała się z nim w co drugi weekend od rana
do wieczora, pod warunkiem, że ja uznam że jest zdrowa i może(były mąż zawsze
uważa że kłamię i przesadzam), także pod takim warunkiem, mógłby zabierać ją
raz w tygodniu na 4 godziny po złobku (potem przedszkolu).
Czy uważacie, że w takiej sytuacji mam szanse na uzyskanie takich warunków
(przede wszystkim żeby nie nocowała u ojca)? ona ma dopiero 2,5 roku, jest
związana emocjonalnie z ojcem ale tak małe dziecko nie wie co dla niego dobre
i ta chęć przebywania z nim wynika w dużej mierze po prostu z atrakcji jakich
nie dostarcza w takiej ilości na codzień zapracowana mama?
Czy w ogóle dziecko 2, 3 letnie powinno/może sypiać u ojca?
    • nangaparbat3 Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 26.11.08, 19:48
      Dziecko w kazdym wieku i moze, i powinno sypiac u ojca.
      Nie jest dobrze nie dosypiac, nie jest dobrze zasikac sie na mrozie, ale jeszcze
      gorzej jest stracic kontakt z najwazniejszym facetem w zyciu.
      Jeśli mała chodzi do żlobka, częste infekcje są doskonale wytłumaczalne.
      Zdecydowanie odradzam ograniczanie kontaktów teraz zwlaszcza, kiedy pojawi sie
      nowe dziecko - ojciec moze, jesli bedziesz utrudniac mu kontakty z mała, skupic
      sie calkowicie na nowym dziecku.
      Dla dwuipołrocznego dziecka kontakt co dwa tygodnie to kpina - minimum to dwa
      razy na tydzień, sadzę. I nie musi to byc długi kontakt, niech to bedzie
      godzina, ale regularnie. Rytmicznosc spotkań jest dla dzieci nie do przecenienia.
      Dziecko moze po powrocie rzucac sie przez sen, bo w czasie pobytu u taty dzialo
      sie cos niepokojacego, ale rownie dobrze to rzucanie sie moze byc skutkiem
      Twojego stosunku do jej wizyt u taty - dzieci sa jak najczulszy barometr, nie
      rozumieja o co chodzi, ale emocje odbieraja bezbłednie. A Ty byłemu mezowi
      zazdroscisz, że spija śmietanke - no spija, ale pewnie nie jest ona tak słodka,
      jak Ci sie wydaje.
      • nicol.lublin Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 26.11.08, 20:27
        popieram nangę. moje dziecko jako niespełna dwulatek zaczęło jeździć
        do taty i nadal jeździ i nocuje na zasadzie "dogadania" miedzy nami.
        moja nie chodzi do żłoba, wiec nie choruje, ale ma alergię i często
        wraca z atrakcjami. uznałam to za nieuniknione, choć zrzędzę
        regularnie, zeby jej nie dawał zakazanych rzeczy.
        spanie z nową kobietą mnie zapienia tak jak i ciebie, ale prawdę
        mówiąc nie umiem tego logicznie wytłumaczyć więc schowałam te
        pretensje do kieszeni. zaproponowałam tylko, ze dam łózeczko
        szczebelkowe jesli jest potrzebne. odmówił.

        ja jestem za niewtrącaniem się dopóki ojciec nie krzywdzi dziecka.
        problemy takie jak twoje da się rozwiązać jeśli jako-tako się
        dogadujecie. też wydaje mi się, ze twój mąż bedzie trochę mniej
        chętny do spotkań jak urodzi mu sie nowe dziecko, wiec może warto
        cierpliwie zaczekać?
      • purchawkapuknieta Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 28.11.08, 08:59
        > Dla dwuipołrocznego dziecka kontakt co dwa tygodnie to kpina - minimum to dwa
        > razy na tydzień, sadzę. I nie musi to byc długi kontakt, niech to bedzie
        > godzina, ale regularnie. Rytmicznosc spotkań jest dla dzieci nie do przecenieni
        > a

        ojciec mojej 3letniej córki spotyka się z nią średnio raz na 2 tyg.(jeśli
        oczywiście nic ważniejszego nie ma do zrobienia) jeden dzień przez kilka godzin
        (inicjatywa spotkań wyszła z mojej strony, częstotliwość mógł wybrać sobie sam.
        jak dla mnie moglo być to nawet codziennie.) w ciągu dwu lat nocowała u niego
        może 5 raz... zaznaczam, że mieszka kilkanaście minut samochodem od nas. nie
        ograniczalam mu praw. nie ograniczyłam mu też praw do syna, którego od urodzenia
        7 miesięcy temu widział RAZ, choć sąd zapewnił pisemnie, że pragnie spotykać się
        z synem (nie zainteresował się nawet, kiedy mu powiedziałam, że mały ma
        zapalenie płuc). i tu bomba: zarabia 7 tys. do ręki. po wyprowadzeniu się ode
        mnie (mieszkał 3 miesiące), MUSIAŁ kupić mieszkanie (w którym nie mieszka, tylko
        u rodziców, a kupione wynajmuje), choć wiedział, że jestem z nim w ciąży, a
        wiąze się to z wydatkami. jako niemoc płacenia alimentów wyższych niż 550 zł (na
        córkę placi 1000, syn jest wcześniakiem- to ważne) podał m.in. argument: łoży na
        utrzymanie córki, kiedy ona u niego przebywa!!! kilka godzin raz na 2 tyg.
    • manderla Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 26.11.08, 20:35
      Dwie strony medalu. Jak ze wszystkim.smile

      Mysle, że przy odpowiednim przedstawieniu sprawy uzyskasz bez problemu
      "regulowane" spotkania twojego z ojcem. Tak , jak Ty tego chcesz i uwazasz za
      stosowne. Ponieważ dziecko jest małe.

      Jesli chodzi o aktualne spotkania i jak mówisz, rozochocenie się ojca co do
      spotkań z dzieckim, to wiesz, wydaje mi się ze wiekszośc matek ma skłonności do
      dramatyzowania. Dziecki w takim wieku jest zupełnie obojętne, czy śpi z tatą,
      czy jest czysto ubrane i ładnie, czy jest zasmarkane czy nie. Ono sie czuje
      szczesliwe i to jest wazne.
      Ojcowie - normalka, wiekszosc facetów nie zwraca uwagi, ze pielucha zasikana, ze
      czapka przykrywa jedno ucho a drugie wlasnie marznie wink, ze da dziecku coś na
      szybcika do jedzenia byle było najedzone, a nie bedzie sie zamartwiał, ze z
      braku czasu nie zdążył czegoś porządnego ugotowac itd itp.
      Przy tym wszystkim mówisz, ze dziecko się bardzo cieszy ze spotkan z ojcem.
      Jezeli sta Cie na to wystarczy, kiedy dziecko jest u niego, zadzwonic i
      powiedziec co i jak. Albo najlepiej przed. Czy ma sucho, co robi, czy nie ma
      kaszlu, nie kicha itp. Nie sadze, aby facet robil celowo krzywde wlasnemu dziecku.
      Przypomij siebie jak bylas dzieckiem. Co Ci sprawialo najwiekszą radośc.?
      Mysle ze nanga ma calkowita rację.
      A poza tym, dziecko musi miec i matke i ojca. Skoto tej ojciec ma by dochodzacy
      (a z tego co mowisz to chce uczestniczyc w zyciu dziecka), to pozwol mu.
      Dziecko dla prawidlowego rozwoju nie potrzebuje jedynie slusznego podejscia do
      wychowania, jaki reprezentuje matka, ale tez, taki luz ojca, pewna nawet
      nieodpowiedzialnosc powiedzialabym. Bo inaczej zaszturchasz dzieciaka na amen.
      Pamietaj tylko, ze ojciec i matka pełnia zupelnie inne role.
      Dziecko ma radośc obcowania i z toba i z ojcem.
      Choroby... a jakiez dziecko nie choruje w tym wieku. A zdoswiadczenia powiem, ze
      podejscie luzackie ojca w dluzszej perspektywie dziecko hartuje.
      Przemysl, wywaz wszystko, co jest wazne nie tylko z twojego p. widzenia, a tez z
      p widzenia przyszlosci Twojego dziecka smile
      • manderla Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 26.11.08, 20:40
        Zagarbaciła mi sie klawiatura na amen. Sorki za liczne blędy.
    • wawrzyniecpruski chcesz przywalić... 27.11.08, 12:30
      chcesz przywalić mężowi i szukasz kija. Pewnie uda Ci sie ograniczyć
      kontakty, bo w naszych sfeminizowanych sądach facet zawsze przegra
      ale myślę, że nie wiesz co tracisz. Facet, który mimo rozstania i
      nastepnego dziecka w drodze chce opiekować sie córeczką to palec
      boży i powinnaś iść do kościółka pomodlić sie za jego zdrowie a nie
      rzucać kłody pod nogi. Gdyby to on nie chciał kontaktów to
      napisałabyś na forum, że to wyrodny ojciec i świnia a tak wymyślasz
      głupoty o złych warunkach i spaniu w jednym łózku. Jak sie dobrze
      nakręcisz to i molestowanie z tego zrobisz w swoim zaślepieniu.
      A gdzie w tym dobro dziecka? Pomyślałaś chwilę, czy też czynność ta
      jest Ci obca? Ona chce tam jezdzić, chce spać w jednym łózku, chce
      bawić sie z pieskiem i chce mieć tatę. Nawet takiego, który Cie
      zostawił...
      • norah5 Re: chcesz przywalić... 27.11.08, 14:46
        to ja go zostawiłam...był fatalnym, olewającym mężem, który nie
        umiał np.w żaden sposób uspokoic płaczącego dziecka bo nie miał
        pomysłu jak,i nie rzadko wybierał wyjście na impreze zamiast zajęcia
        się małym dzieckiem gdy jeszcze mieszkaliśmy razem. Odwidziało mu
        się dopiero gdy dziecko przestało być małym warzywkiem i umiało
        powiedzieć tata i się uśmiechnać..także zanim kolejne dziecko
        podrośnie i będzie kontaktowe jeszcze trochę czasu minie...
        • danagr Re: chcesz przywalić... 27.11.08, 14:55
          norah5 napisała:

          Odwidziało mu
          > się dopiero gdy dziecko przestało być małym warzywkiem i umiało
          > powiedzieć tata i się uśmiechnać

          U mnie bylo dokladnie tak samo ale nie zapominaj, ze mezczyznie duzo wiecej
          czasu zabiera "uczenie sie dziecka", matce przychodzi o wiele latwiej.

          także zanim kolejne dziecko
          > podrośnie i będzie kontaktowe jeszcze trochę czasu minie

          to juz nie twoj problem, a jego nowej partnerki.
          Odnosze wrazenie, ze masz wiele zalu do bylego i prubujesz odegrac sie poprzez
          dziecko, szukajac dziury w calym. Twoje "ale" do bylego to inna plaszczyzna niz
          relacja dziecko-ojciec.
    • norah5 Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 14:50
      zapomniałam dodać, że wiele razy przychodził na kacu (z dużym
      promilem we krwi jeszcze)nie widząc nic w tym złego, a przede
      wszystkim za każdym razem powtarza, że zrobi absolutnie wszystko,
      zeby dziecko nienawidziło mojego obecnego partnera, że będzie mu
      powtarzać jak mantrę jaki..hu...z tego Pana. Chce siać nienawiść,
      gdy ja uczę dziecka tolerancji...
      do tego nieraz wyzywał mnie i partnera przy dziecku od najgorszych..
    • krolowazla Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 14:50
      norah5 napisała:

      > Jestem z mężem 8 miesięcy po rozwodzie, mamy 2,5 letnią córkę. Sąd ustalił, że
      > dziecko mieszka ze mną, mężowi nie ograniczał praw. Do tej pory
      > 'dogadywaliśmy' się z ojcem dziecka- brał ją wtedy kiedy miał wolne(nie ma
      > stałych dni wolnych)albo na spacer, czasem do siebie na popołudnie lub cały
      > dzień a od jakiegoś czasu zgodziłam się na sporadyczne nocowanie dziecka u
      > niego. pomimo tego, że ojciec wyraża chęci do spotkań z córką, a córka z nim
      > (tatuś zawsze kupi loda, u taty jest piesek, u taty wszystko można)mam wiele
      > zastrzeżeń do tych spotkań: po pierwsze dziecko już wiele razy wracało od ojca
      > chore, w wyniku niedopilnowania czy braku wyobraźni (on uważa że to zawsze
      > przypadek bo dziecko chodzi do żłobka), przemęczone (aż rzuca się przez sen,
      > zasypia w nietypowych porach), ostatnio nawet zasikane (na mrozie!) bo on nie
      > zauważył a pieluchy nie założył bo myślał że się "uda' a córka bardzo
      > wierzgała przy ubieraniu. Non stop objawy dziwnej beztroski..I zawsze
      > zapieranie się bzdurnymi argumentami. Nie wspomnę już o tym, że tatuś nagadał
      > coś o wilkach i mała boi się wejść do ciemnego pokoju w domu bo wilk!I tatuś
      > tak się rozochocił, że nagle chce brać córkę już nawet nie co drugi ale w
      > każdy weekend. Dodam, co istotne, ze były mąż pomieszkuje trochę u siebie -
      > czyli w zimnym wynajętym pokoju, trochę u swojej kobiety, która jest z nim w
      > ciąży i mieszka w dwóch pokojach razem ze swoimi prawie dorosłymi
      > córkami.także dziecko śpi w pokoju, chyba nawet w łożku z ojcem i jego
      > kobietą. Ja mieszkam (niestety) z moją mamą w dwóch pokojach- w jednym ja z cór
      > ką.
      > Chcę wnieść sprawę o uregulowanie kontaktów, w którym chciałabym żeby córka
      > nie nocowała u ojca w ogóle i spotykała się z nim w co drugi weekend od rana
      > do wieczora, pod warunkiem, że ja uznam że jest zdrowa i może(były mąż zawsze
      > uważa że kłamię i przesadzam), także pod takim warunkiem, mógłby zabierać ją
      > raz w tygodniu na 4 godziny po złobku (potem przedszkolu).
      > Czy uważacie, że w takiej sytuacji mam szanse na uzyskanie takich warunków
      > (przede wszystkim żeby nie nocowała u ojca)? ona ma dopiero 2,5 roku, jest
      > związana emocjonalnie z ojcem ale tak małe dziecko nie wie co dla niego dobre
      > i ta chęć przebywania z nim wynika w dużej mierze po prostu z atrakcji jakich
      > nie dostarcza w takiej ilości na codzień zapracowana mama?
      > Czy w ogóle dziecko 2, 3 letnie powinno/może sypiać u ojca?
      >



      A ja rozumiem i Ciebie i osoby piszące przede mną.
      Tylko wszystcy doradzający nie zauważyli jednej sprawy. Autorka pisze, ze
      dziecko wraca często chore od ojca, a chodzi do żłobka, więc zapewne matka pracuje.
      Napisze jak to wyglada u mnie.
      Otóż tatuś chociaz ma zasądzone kontakty, nie bierze córy , kiedy powinien.
      Ponieważ ostatnio moje stosunki z exem sie poprawiły. Nie ma juz wyzwisk i
      kłotni ze strony exa - więc kontakty małej w inne dni niż zzasądzone są mozliwe
      i ja się nie zaperzam, chyba , ze w danym dniu już mam coś zaplanowane. Córa
      chodzi do przedszkola, ja pracuje. Mała często wraca od ojca zakatarzona, stan
      podgorączkowy i itp. Rozumiem obawy autorki, bo to nic przyjemnego chodzić na
      zwolnienia, bo dziecko chore. Ja miałam sytuację, kiedy zadzwoniłam do exa (po
      wizycie u niego córka wróciła z gorączką) i powiedziaąłm, zeby posiedział z
      małą, bo jest chora, a ja musze do pracy iść. Niestety nic to go nie obchodziło.


      Więc drodzy forumowicze nie piszcie, ze dziecko musi mieć kontakt z ojcem i
      koniec. Jeśli ojciec pozwala chodzić dziecku zasikanym i z odkrytym uchem - to
      potem tylko kłopot dla matki.
      • nangaparbat3 Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 14:57
        Wiec ma wybor miedzy klopotem dla matki a tragedia dla dziecka.
        • krolowazla Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 15:02
          nangaparbat3 napisała:

          > Wiec ma wybor miedzy klopotem dla matki a tragedia dla dziecka.


          Hmmm to według Ciebie dziecko ma być z ojcem bez wzgledu na to w jakim stanie
          zdrowia wraca, wtedy nie bedzie tragedii dla dziecka?
          ja uwazam, ze dla dziecka to nic przyjemnego mieć katar lub gorączkę, pisze z
          własnych doświadczeń.
          Pozatym ojciec owszem powinien mieć kontak z dzieckiem, ale wszystko dla dobra
          dziecka. Częste wracanie od ojca z chorobą - to chyba nie jest dla dobra
          dziecka. Tutaj sie chyba zgodzisz.
          • nangaparbat3 Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 15:09
            Naprawdę nie sadzę, zeby to ojciec "wywolywal" chorobę - jest jeszcze cos
            takiego jak okres inkubacji, zresztą.
            A brak ojca w zyciu dziecka to na 100% tragedia, z tych, co to sie przenoszą na
            kolejne pokolenia.
            • krolowazla Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 15:19
              nangaparbat3 napisała:

              > Naprawdę nie sadzę, zeby to ojciec "wywolywal" chorobę - jest jeszcze cos
              > takiego jak okres inkubacji, zresztą.
              > A brak ojca w zyciu dziecka to na 100% tragedia, z tych, co to sie przenoszą na
              > kolejne pokolenia.



              Ja piszę raz jeszcze, ojciec powienien mieć kontak z dzieckiem, ale
              najwazniejsze jest dobro dziecka. Dziecko 2,5 letnie nie powie, ze jest mu
              zimno, bo charcuje na śniegu, a to, ze kombinezon przemoczny to nic.
              Ale ojciec dziecka powienien na takie rzeczy zwracac uwagę. I dbac , aby wracało
              do matki w stanie zdrowia niepogorszonym. a przynajmniej niezbyt c zęsto.
            • lampka_witoszowska Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 21:44
              Nanga, niby istnieje takie cos, jak okres inkubacji, nie do
              określenia przez lekarzy dla nawet tej samej choroby u różnych
              dzieci, ale do rzeczy - okres inkubacji może byc wybitnie
              przyśpieszony przez nawet krótki spacer z mokrą pupą, a może zostac
              zahamowany i choroby wcale może nei byc, jeśli da sie organizmowi
              szansę...

              a to, że matka musi pracowac (również na dziecko), to raczej nie
              jest jej kaprys albo jej niewygoda, gdy do ukochanej pracy chore
              dziecko nie da jej pójsc... tak średnio chocby co drugi tydzien

              no i czy dla dziecka to takie fajne byc chorym tylko dlatego, że
              tata jest rodzicem uroczo nieodpowiedzialnym?... tu też bym sie
              zastanowiła

              kontakt z ojcem, super, dziecko potrzebuje, chce, ma miec i kropka -
              ale są mam nadzieję, jakies granice nieodpowiedzialnosci ojcowskiej
              • nangaparbat3 Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 21:54
                Mozna z ojcem pogadac, zwrocic uwagę na tę nieszczęsna pieluche, naprawdę wiele
                jest mozliwosci wywarcia na niego wplywu tak, aby aby dziecko bylo nieco lepiej
                zaopiekowane.
                Ale tutaj wyraźnie chodzi o dokuczenie ojcu, zauwaz jak w kolejnych postach
                dorzucane są coraz to nowe argumenty przeciwko niemu.
                Dla mnie na przyklad argument kaza, kiedy przyprowadza dziecko, bylby calkiem
                poważny i do rozważania - ale w kontekscie calosci trudno mi uwierzyc w jego
                prawdziwosc (raczej sądzę, ze cos takiego sie zdarzylo - ale nie, by bylo "normą").
                Jeszcze raz: jesli ojciec nie umie zadbac o dziecko w stopniu zagrażajacym
                zdrowiu tegoz, to problemem jest: jak zmienic sposob opiekowania się dzieckiem
                przez ojca, a nie: jak ograniczyc jego kontakty z dzieckiem do minimum.
                • chalsia Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 22:19
                  > Mozna z ojcem pogadac, zwrocic uwagę na tę nieszczęsna pieluche,
                  naprawdę wiele
                  > jest mozliwosci wywarcia na niego wplywu tak, aby aby dziecko
                  bylo nieco lepiej
                  > zaopiekowane.

                  Nanga, uwierz, że bywa to niemożliwe.

                  Ja tez uważam, ze kontakt z ojcem jest wazny, ale nie jesli zdrowie
                  dziecka na tym cierpi. Znam z doświadczenia.
                  Jeżeli ojciec np.świadomie podaje jedzenie, które dziecku szkodzi,
                  to jest to wystarczający powód by starać się o ustalenie kontaktów
                  pod nadzorem/w domu matki i nie zezwalać na zabieranie dziecka na
                  dłużej.
                  • nangaparbat3 Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 22:31
                    Alez ja wierzę _ Tobie.
                    ale jak czytam cos takiego:
                    >>>Chcę wnieść sprawę o uregulowanie kontaktów, w którym chciałabym żeby córka
                    nie nocowała u ojca w ogóle i spotykała się z nim w co drugi weekend od rana
                    do wieczora, pod warunkiem, że ja uznam że jest zdrowa i może(były mąż zawsze
                    uważa że kłamię i przesadzam), także pod takim warunkiem, mógłby zabierać ją
                    raz w tygodniu na 4 godziny po złobku (potem przedszkolu).

                    To nie wierzę, tylko mysle, ze jest w tym manipulacja i szykowanie sie do
                    zakazania kontaktow w ogole.
                    • chalsia Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 22:42
                      > To nie wierzę, tylko mysle, ze jest w tym manipulacja i
                      szykowanie sie do
                      > zakazania kontaktow w ogole.

                      a ja nie odnosze takiego wrażenia.
                      Autorka po prostu nie wie, jak to zrobić by i wilk był syty i owca
                      cała.
                      Nie wie, że dziecku w tym wieku potrzebny jest kontakty częstszy a
                      niekoniecznie długi godzinowo. Nie wie/nie widzi jeszcze pozytywu z
                      opieki ojca nad chorym dzieckiem - dziecko chore w czasie
                      przypadającym ojcu - to ojciec przyjeżdża opiekować się chorym
                      dzieckiem w domu mamy.
                      JA miałam taki schemat kontaktów przez długi czas - co druga sobota
                      6 godzin - najpierw w moim domu, jak dziecko było trochę starsze -
                      cala sobota u ojca, ponadto - dwa popołudnia u mnie.
                      Potem to się zmieniło na mniejszą częstotliwość ale więcej godzin -
                      bo weszły całe weekendy - tak zostało sądownie ustalone.
                      A teraz ojciec w ogóle olewa wizyty u dziecka w moim domu w dni
                      powszednie - jedynie zabiera dziecko na co drugi weekend (jesli
                      dziecko jest zdrowe, bo jak jest chore to w ogóle je olewa) i na
                      ustalony okres w wakacje/ferie.
                      • nangaparbat3 Re: Pomóżcie- kontakty ojca z 2,5 letnim dzieckie 27.11.08, 22:55
                        Moze masz rację i sie czepiam.

                        U nas jest teraz jeszcze śmieszniej - ojciec wystepuje z propozycjami, panna nie
                        ma czasu. Niewiele brakowalo, a bylaby podejrzewana o utrudnianie kontaktow.
                        No ale panna juz prawie dorosła.
                        Jednak: jesli on przez caly weekend nie zajrzy - ona wpada w otchlań rozpaczy.
                        Ech, zycie.
                        • tricolour Popyt i podaż. 28.11.08, 08:02
                          Chyba ojciec za często chce sie spotykać i nie jest "towarem" atrakcyjnym skoro
                          są ważniejsze sprawy od niego.

                          smile
                          • nangaparbat3 Re: Popyt i podaż. 28.11.08, 17:01
                            No wiesz - są inne "towary" - i tak ma byc, taka kolej rzeczywink
                            • norah5 Re: 28.11.08, 18:47
                              Ludzie!- ci którzy podejrzewają mnie o złośliwość w stosunku do ojca dziecka,
                              naprawdę jestem osobą bardzo tolerancyjną i wyrozumiałą, np. nie przeraża, ba!
                              nawet cieszy fakt, że tam z nim jest ta kobieta, bo nie ma to jak kobieta
                              spojrzy na dziecko troskliwym okiem. Gdy dowiedziałam się o niej ucieszyłam się,
                              że w końcu on przestanie pić i pogłębiać swoją depresję związaną z moim odejściem.
                              Gdybym tylko wiedziała, że on naprawdę troskliwie i wnikliwie zaopiekuje się
                              naszym dzieckiem, nie byłoby żadnego problemu! wręcz cieszyłam się (kiedyś)na
                              myśl o nocowaniu córki u niego bo sama mogłam odpocząć, gdziekolwiek wyjść. Ja
                              naprawdę mam na uwadze dobro dziecka i moje wątpliwości, zawahania dotyczą
                              kwestii : Co jest ważniejsze-spokój, stabilizacja i zdrowie dziecka czy jednak
                              korzystniejsze jest bezwzględne widywanie z tatą..?
                              Na przykład dziś moje dziecko jest znów bardzo chore, wymiotuje i inne, a
                              zaczęło się od kichania w poniedziałek po pobycie u taty...to za dużo razy się
                              powtarzało, sama broniłam go wcześniej, że może to przypadek ale nie możliwe...
                              Tyle razy szłam mu na rękę i przyjeżdżał do mnie gdy mała była chora, w tym
                              czasie obecnego mego partnera, którego on nienawidzi, odmawiałam, albo gdzieś
                              chodził kilka godzin, zeby tata się mógł zobaczyć z małą..A tata co? caly czas
                              powtarza, że zabije tego skur...że dziecko będzie go nienawidziło...
                              byłam wczoraj u adwokata..powiedział, że choćby ze względu na warunki
                              mieszkaniowe na pewno nie dostanie jej na noc, poza tym to że żyje i będzie miał
                              dziecko z mężatką i inne...propozycja adwokata - raz w tygodniu 3 godziny po
                              południu i co drugi weekend 7 godzin - raz w sobotę raz w niedzielę...
                              mało...ale bedę czuła że moje dziecko jest...bezpieczne!!!
                              ps. teraz były mniej pije, odkąd poznał ta kobietę, ale wcześniej regularnie
                              przychodził na kacu, bo zawsze pił gdy na drugi dzień miał wolne, a jak miał
                              wolne to przychodził do małej..raz powiedział nawet -a co z tego, że mam kaca,
                              moja partnerka nie ma (bo jest w ciąży)i dam radę...
                              • manderla Re: 28.11.08, 22:44
                                Norah,
                                Twój niepokój o zdowei dziecka jest jak nabardziej naturalny.
                                To jest maluch, i wiadomo ze ma to "sraczke, to padaczke" smile
                                Tylko ze dziecko moze zarówno przy Tobie chorowac, przy nim, i jak
                                bylibyscie razem - tez.
                                To moze wytlumacz mu (ojcu), ze dziecko jest małe (oni czasami tego
                                nie rozumieją; bo myslą ze jak chodzi, coś tam gada i reaguje na
                                druga osobę, to juz może wszystko, co człowiek dorosłysmileA wiec
                                wytlumacz mężowi, ze wcale Twoim zamiarem nie jest ograniczenie mu
                                kontaktów, tylko Ci chodzi o : 1,2,3.
                                Powiedz, ze Ty sie cieszysz jak dziecko wraca zadowolone od taty i
                                bardzo sie cieszysz ze on potrafi nim sie zająć, ale: 1,2,3.
                                A wiec , jesli tak bardzo sie obawiasz o zdrowie dziecka i
                                nieodpowiedzialnośc ojca w tym zakresie i nieumiejętność zadabania o
                                dziecko z jego strony, to zaproponuj aby przyjezdzal do Ciebie,Ty to
                                dziecko ubierzesz, wszystkiego dpilnujesz, naszykujesz butelki,
                                jedzenie, i niech ida w długą np. na cały dzien. Miej nad tym
                                kontrolę po rpostu. Zdalną, ale miej.
                                Natomiast, jezeli ograniczysz mu kontakty sądownie, to Twoje dziecko
                                moze wiecej ojca nie zobaczyc. Nie dlatego, ze Ty mu tego zabronisz,
                                tylko facet sie uniesie honorem, powie - aha, jak ona tak, to ja mam
                                to w d..., niech sie sama męczy, bo ja chcialem jak najlepiej. I to
                                TY bedziesz wszystkiemu winna, ze dziecko nie ma ojca. I do Ciebie
                                dziecko bedzie miało zał, jak podrośnie.
                                Sądy i wyroki sądowe nie załatwią za ludzi niczego. A juz na pewno
                                nie zastąpią tego, co można by wypracować w drodze obopólnego
                                porozumienia.
Pełna wersja